#Ff0Yq

Jestem szczęśliwą żoną, mamą trójki chłopców, których z mężem kochamy nad życie. Staramy się żyć spokojnie, prosto i w bliskich relacjach z rodzicami, naszym rodzeństwem i znajomymi.

Ostatnio, podczas wieczornej rozmowy, z ust mojego męża padły słowa, które jakoś zmieniły moje myślenie na temat teściowej i dobry stosunek do niej. A także, poniekąd, do reszty jego rodziny. Od słowa do słowa, dowiedziałam się, że próbowali oni nakłonić go do zerwania ze mną. Wszystko to z powodu depresji, z którą się zmagam, raz lepiej, raz gorzej. Tamtego dnia mąż miał się rozpłakać i powiedzieć w domu, że nie wie jak mi pomóc, że czasami czuje się bezsilny. Usłyszał, że powinien odejść ode mnie, by uratować swoją przyszłość i szczęście, bo dzieci jak się nam urodzą mogą być chore, że wiele jest wartościowych dziewczyn, które go lubią.

Gdybym była im obca, gdybym nie myślała, że mnie lubią i nie nosiła na palcu pierścionka od ich syna i brata, mogłabym zrozumieć. Wiedziałabym, że chcą jego dobra, bo jest dla nich ważny i rozsądek im każe tak mówić.
Ale wydawało mi się, że jestem z nimi blisko. Widzieli, jak bardzo go kocham, często też pomagałam teściom i szwagierkom w różnych sprawach. Mieliśmy już termin ślubu.

Obecnie czuję się coraz gorzej podczas wspólnych spotkań. Obca i niepożądana. Nie chcę, by wokół mnie skakali, ale wszelkie gesty uprzejmości odbieram jak zachowanie wobec obcego, nie kogoś swojego. Rzadziej włączam się do rozmów, tylko słucham i nie wiem czemu chciałabym tego wszystkiego nie wiedzieć. Chciałabym tego nie usłyszeć. Tylko tyle...
Achnoniewiem Odpowiedz

A moja opinia będzie zgoła inna. Życie z osobą z depresją jest trudne. Jeśli zobaczyli w pewnym momencie jego łzy, bezsilność i to, że jest Twoim stanem obciążony, to chcieli dla niego dobrze, bo nikt tak do końca nie udźwignie problemów drugiego człowieka i nie powinien tego robić. Fajnie, że wam się wam ostatecznie ułożyło, natomiast rodzina chciała po prostu dobrze dla swojego syna. I wiem, że prawdopodobnie poleca minusy, ale jednak nikt nie powinien być w związku, który go unieszczęśliwia, a rodzina, po tym incydencie zapewne pomyślała, że tak jest.

Nordek Odpowiedz

Rozumiem Cię. Moja teściowa jeśli jej coś nie pasuje u mnie mówi o tym zamiast mnie to mojemu facetowi kiedy przyjeżdża do niej sam. Zanim trochę się zdystansowałam miałam lekką paranoję, uważałam na słowa, gesty, na to co robię, bo coś jej się nie spodoba, będzie nie tak itd po prostu poczułam się jak nieznajoma, która przychodzi i nie pasuje do reszty...

Zobacz więcej komentarzy (17)

#CTitG

Moja dziewczyna należy do tych naturalnych – wiecie, nie maluje się zbyt często, ba, powiedziałbym nawet, że chyba nigdy nie widziałem jej pomalowanej (a jesteśmy razem ponad 2 lata).

Ostatnio bardzo mnie zszokowała, bo gdy szliśmy na wesele do jej koleżanki, zrobiła sobie makijaż. Taki pełny, wieczorowy makeup. Nie dało się tego nie zauważyć. Powiedziałem, że przepięknie wygląda, że inaczej, i że w ogóle jest piękna. Oczywiście liczyłem na to, że się ucieszy.

Oznajmiła, że była pewna, że tak zareaguję. Okazało się, że, uwaga, to był TEST, który przeprowadziła na mnie, żeby się dowiedzieć, czy tak naprawdę akceptuję ją bez makijażu, taką jaka jest, czy marzę o tym, aby zaczęła się malować jak większość kobiet. Uznała, że taka odpowiedź jej wystarczy i że to oznacza, że wolałbym żeby się malowała, dlatego ZRYWA ZE MNĄ.

Rozumiecie coś z tego? Bo ja ni w ząb. Wiem tylko, że po dwóch latach związku bez powodu straciłem dziewczynę…
Remirelka Odpowiedz

Widocznie szukała tylko pretekstu do rozstania albo jest po prostu nienormalna.

Odpowiedzi (1)
PaniDyrektor Odpowiedz

Daj spokój, pozbyłeś się problemu. Jak nie oblałbyś tego testu, to nie przeszedłbyś następnego. Szkoda czasu dla takich partnerów.

Odpowiedzi (3)
Zobacz więcej komentarzy (23)

#novND

Byłem na imprezie z najlepszym przyjacielem, a jednocześnie narzeczonym mojej siostry. Przyjaciel nieroztropnie spił się jak świnia (pije bardzo rzadko) i nie był w stanie nawet kroku zrobić, by się nie wywalić.

Z racji tego, że mieszkam zdecydowanie bliżej, poszliśmy do mnie. Rozłożyłem wersalkę, gdyż mieszkam w kawalerce i nie mam nawet kanapy, na której mógłbym go walnąć.
Nie był to pierwszy raz, gdy u mnie nocował (ale pierwszy, gdy był tak pijany), więc wiedząc, że mu to nie przeszkadza, położyłem się po prostu z nim na tej wersalce (jako dzieciaki często tak spaliśmy, gdyż znamy się całe życie, poza tym obaj jesteśmy facetami, więc nie widziałem w tym żadnego problemu).

Tak więc zasypiam sobie na spokojnie, aż tu nagle czuję jego ręce wędrujące w miejsca zdecydowanie zbyt prywatne. Walnąłem go raz, drugi, w zamian zostałem nazwany imieniem siostry i przytulony. Skończyło się na tym, że nie mogłem temu pijakowi wyperswadować macania mnie po tyłku, a to z racji tego, że wiele siły to ja nie mam i nie miałem go nawet jak zrzucić za to z tej wersalki.
Koniec końców zabrałem trochę pościeli i zrobiłem sobie gniazdo w wannie.

Rano kolega za nic nie chciał uwierzyć i był przekonany, że to MOJA SIOSTRA przywiozła go do MNIE po imprezie, na której byli RAZEM i że to ONA spała z nim w łóżku!

Więcej z tym debilem nie piję.
Judit Odpowiedz

Pić możesz, tylko nie śpij 😂

asienaebaam Odpowiedz

Eee tam, potraktuj to jako komplement. Musisz mieć niezły tyłek, skoro wymyślił taką bajeczkę, żeby pomacać 😀

Zobacz więcej komentarzy (10)

#SjEu8

Jestem hipokrytką. Dużą hipokrytką. I kłamcą. Bo muszę.

Pracuję w prywatnej firmie (podkreślam żeby nie było, że państwówka). Przy komputerze. Szeregowi pracownicy są ciśnięci na wyniki. Dlatego u nas obijanie się jest czymś bardzo źle widzianym.

Wyszłam przed szereg - zrobiłam kiedyś na początku pracy więcej, niż ode mnie wymagano. Wymyśliłam innowacyjne patenty, które przy moich zadaniach oszczędzają sporo czasu (nawet gdyby przełożyć te zadania na kapitał ludzki - bez moich autorskich pomysłów - byłyby potrzebne dwa dodatkowe etaty). W ten sposób zadanie, na które były kiedyś potrzebne 3 godziny - teraz robi się dzięki mnie w 30 minut. Razy kilkanaście zadań tygodniowo... I tak dalej.

"Góra" to zauważyła i stałam się pupilkiem. Nikt mi nie patrzy na ręce, każdy głaszcze po głowie. Mało osób wie, co tak naprawdę robię i jak to robię. Mam wyniki na 110% normy - wystarczy. Żeby nie było - nie odwaliła mi sodówa - nadal współpracowników szanuję tak samo jak szanowałam - nie czuję się lepsza od nich. Wręcz przeciwnie.

Od jakiegoś czasu pracuję zdalnie - z domu. Totalnie zero kontroli. Tylko że mam coś takiego jak samodyscyplina. Jak trzeba pracować, to potrafię od rana nie napić się nawet łyka kawy, dopóki czegoś nie skończę. Pracuję jak robot. Istnieję tylko ja, monitor i klawiatura. Nie istnieje pojęcie czasu i otoczenia.

No i tutaj pojawia się problem. Często zadania zlecone na dany dzień kończę po 3 - 4 godzinach od zaczęcia pracy. Haczyk jest w tym, że mam normalną stawkę godzinową. Przez pozostały czas muszę udawać że pracuję, tak żeby nikt się nie domyślił, ponieważ cała reszta ludzi pracuje (u nich da się to sprawdzić - u mnie nie). Oni zapieprzają, a ja gotuję obiad, oglądam serial, gram, idę na zakupy, maluję paznokcie, oglądam ciuchy, śpię. Jednocześnie mając ustawione wszystkie powiadomienia "służbowe" na pełnej głośności i najwyższym priorytecie (gdyby ktoś coś ode mnie w tym czasie chciał - muszę być w zasięgu stanowiska pracy, żeby nie wpaść). Jak by nie patrzeć, jestem na stanowisku. Ale tylko "w trybie czuwania".

Moja hipokryzja polega na tym, że mówię wszystkim wokoło, jak to ciężko pracuję, ile to mam jeszcze do zrobienia, że mam ciężki tydzień. Łżę. Jak pies. Bez skrupułów. Żeby nikt się nie domyślił. W razie gdyby nawet ktoś się zapytał "co robisz teraz" - mogę zmyślić milion rzeczy, w które uwierzą, bo i tak nikt nie ogarnia tego co robię.

Wiem, że nie jestem jedyna na świecie, która tak robi. Dlatego liczę na wymianę doświadczeń oraz podobne historie, co wy robicie. Chcę zobaczyć ilu z was jest w podobnej sytuacji do mojej i czy faktycznie powinnam się czuć z tym źle :)
Gro9 Odpowiedz

Zdradzę ci tajemnicę. Połowa pracowników korpo tak robi, w sensie czasem się opierdala.. Inaczej się nie da. Z prostego powodu - takie są realia pracy w korpo że taka jest logika korpo:
- Jest plan że masz dziennie zrobic 20 (nieważne czego).
- Plan został pomyślany przez dział planowania / szefostwo które tylko mniej więcej wie co i ile zajmuje i stwierdza że zoptymalizuje się to w locie.
- Człowiek realnie jest w stanie zrobić więcej niż 20 i to pokazuje.
- optymalizują plan na 22
- Człowiek realnie jest w stanie zrobić więcej niż 22 i to pokazuje..
- optymalizują plan na 24.
I takie błędne koło że dojdziesz do momentu że będziesz zapierdalał jak Spidi Gonzales ponad siły bo dojdziesz do momentu że plan będzie przekraczał to co możesz dziennie "na spokojnie" zrobić. Bo korpo dba tylko o zyski, nie o człowieka.
Więc koniecznością jest ustalenie sobie ile na spokojnie możesz zrobić dziennie tak żeby zaspokoić potrzeby pracy a potem (między zadaniami) się poopierdalać żeby nie paść z przepracowania.

Odpowiedzi (4)
milA00 Odpowiedz

Nie widzę w tym nic złego. Jeśli wykonujesz swoją robotę poprawnie i pracodawcy są z Ciebie zadowoleni to najważniejsze.

Zobacz więcej komentarzy (20)

#lADJf

W tym wyznaniu chciałbym troszeczkę odnieść się do wyznania #iRa4U i do komentarza z największą ilością plusów pod tym wyznaniem.

Otóż mam pewnego kolegę, którego rodzice są ANTYtechnologiczni w odniesieniu do swoich dzieci. Kolega nie ma telefonu, więc kiedy jest poza domem, a musi gdzieś zadzwonić, pożycza go od innych. W domu na komputer może wchodzić tylko na godzinę tygodniowo (w piątek o 17). Zostają jeszcze godziny informatyki, na których kolega przeważnie gra w gry przeglądarkowe, bo w nic innego nie umie wejść.

Potępiam zachowanie jego rodziców, którzy uważają, że ich dziecko nie potrzebuje internetu, komputera itp. Kolega na informatyce nie zna się nic oprócz wspomnianych gier. Nie umie wejść na internetowy dziennik (i zawsze w szkole o wszystko pytał się mnie), nie potrafi wyszukać prostych informacji, bo rodzice mówią mu, że jak czegoś nie wie, to niech się ich zapyta.

Jego rodzice pewnie do śmierci będą przekonani, że właściwie wychowali swoje dziecko z dala od tych szkodliwych urządzeń, ale prawda jest taka, że jego rodzice umrą, a on będzie musiał sam zostać w tym rozwiniętym technologicznie i niezrozumiałym dla niego świecie.

W tym wyznaniu nie chcę krytykować autora wcześniej wspomnianego wyznania, lecz chcę powiedzieć, że kiedy przyjdzie na to czas, trzeba dać swojemu dziecku swobodę korzystania z tych urządzeń, by nauczyło się z nich korzystać w przyszłości, w przyszłości, która na internecie i urządzeniach tego typu będzie się przeważnie opierać.
Zielna Odpowiedz

Świat idzie do przodu i znajomość technologii w XXI wieku jest bardzo ważna, ale... uważam, że oswajanie dziecka z pierwszym telefonem już od 2. r.ż. jest czyms bardzo nieodpowiedzialnym. Krew mnie zalewa, gdy widzę w mojej rodzinie rodziców, którzy od małego dają dziecku telefon, tablet, telewizor, aby tylko mieć chwile spokoju od nich.

Odpowiedzi (7)
ToTylkoJa90 Odpowiedz

Umiar i zdrowy rozsądek to podstawa. W praktycznie każdej kwestii. Ale czy anonimowe to jakieś forum dyskusyjne? Nie sądzę.

Zobacz więcej komentarzy (9)

#AfyA7

Niedawno znalazłam obrazek, gdzie było napisane coś w stylu "Kiedy moje wnuczki zapytają, kto był moją pierwszą miłością, nie chcę wyciągać starego albumu ze zdjęciami, tylko pokazać na drugi koniec pokoju i powiedzieć: tam siedzi".

Siedząc u babci, przypomniałam sobie o owym obrazku i zapytałam ją o jej pierwszą miłość. Odpowiedziała "Ja nigdy nikogo nie kochałam, ale za to jak się wybawiłam...". Oczy wylazły mi prawie z orbit i pytam o dziadka, bojąc się odpowiedzi, a babcia "No słuchaj, latał za mną 5 lat. Żenić się czas już było... A że dziadek miał w majątku pół miasta, to za niego wyszłam. W końcu za coś trzeba było"... Później rozpoczęła swoje kazanie na ten temat, że ja tak nie muszę i że mam patrzeć na to, co człowiek ma w środku, a nie jak wygląda i ile ma pieniędzy, bo może się okazać, że będę skazana na diabła wcielonego do ostatniego dnia.

Całe życie żyłam w błędzie... Dziadkowie wydawali się być bardzo szczęśliwi, byli dla mnie autorytetem. A tymczasem... Ech, mogłam nie pytać...
Ookami Odpowiedz

A może byli szczęśliwi? Dziadek miał kobietę za którą się uganiał a babcia dostatnie życie.
I dla jasności, nie popieram okłamywania. Ale może dziadek wiedział?

Odpowiedzi (1)
mroofkojad Odpowiedz

Pierwsza miłość nie musi być "tą jedyną" ani "tą wielką". Jako stary zgred mogę już mówić, że nastoletnie związki są... po prostu niedojrzałe [kto nie minusował wyznań o nastoletnich romansach niech pierwszy rzuci kamień], człowiek dopiero poznaje sam siebie, co jest dla niego ważne w życiu, czego należy wymagać od związku. Parom, którym udało się razem dorosnąć i kontynuować związek bardzo gratuluje, ale wcale nie żałuję, że mojej pierwszej "miłości" ze mną nie ma.

Odpowiedzi (1)
Zobacz więcej komentarzy (9)

#hxdug

19-letnia ja podkochiwałam się w swoim przyjacielu. Spędzaliśmy razem sporo czasu. W każdy weekend spotykaliśmy się w gronie znajomych i do nocy oglądaliśmy filmy. Tym razem mieliśmy być sami i miałam nadzieję, że tego wieczora "coś się wydarzy".
Wieczór mijał nam bardzo miło, do momentu, w którym nie poczułam, że coś jest nie tak...
Poprosiłam Michała o przyniesienie piwa z lodówki i kiedy wyszedł z pokoju, wstałam z kanapy by sprawdzić, czy moje przypuszczenia są słuszne. No i były...

Na kanapie, w miejscu, w którym przed chwilą spoczywał mój tyłek, była sporych rozmiarów czerwona plama... Tak oto okres przyszedł do mnie bez uprzedzenia i z tygodniowym wyprzedzeniem. Niewiele myśląc złapałam za kawałek pizzy z sosem paprykowym, wtarłam ją w kanapę i... usiadłam na tę plamę.
Przyjacielowi powiedziałam, że pizza spadła mi nieszczęśliwie na kanapę między skrzyżowane nogi przy siedzeniu po turecku...
Pomyślicie, że to strasznie głupie... i macie rację, ale chłopak uwierzył i zapewniał mnie, że to nic takiego.

Wieczór spędziłam na szorowaniu kanapy.
Nigdy nie zapomnę wstydu jaki wtedy czułam i do dziś zastanawiam się, czy Michał na pewno nie domyślił się prawdy.
Jawiem1210 Odpowiedz

Ja też uwalilam chłopakowi w ten sposób materac, ale nie szukałam wymowek. Okres to rzecz normalna. Niech pierwsza rzuci kamień, której się nie zdażyło czegoś uplamić.

Odpowiedzi (7)
tortczekoladowy Odpowiedz

Myślisz sobie, że jesteś podniecona, a to okres.

Odpowiedzi (3)
Zobacz więcej komentarzy (6)

#e1cuK

Od dłuższego czasu podoba mi się pewien chłopak z mojej szkoły. Nigdy nie miałam okazji ani też odwagi, żeby do niego zagadać – jest o wiele starszy. Mam jednak to (nie)szczęście, że posiadam starszego brata, który czasem organizuje domówki, kiedy rodziców nie ma w domu.

Tak też było ostatnio. Brat zorganizował małą imprezę i przyszedł między innymi TEN chłopak. Tak czułam, że się pojawi, więc wystroiłam się. Pomalowałam się i ubrałam seksowny, bieliźniany top. Wiecie, teraz są modne takie aksamitne topy z koronką. Chciałam zwrócić jego uwagę, myślałam, że może w końcu mi się uda zagadać… a tylko najadłam się wstydu.

Kiedy wyszłam z pokoju i udałam się do kuchni po małe piwo, zwróciłam co prawda jego uwagę, ale raczej nie w ten sposób w jaki bym chciała. Odwrócił się w moją stronę i całkiem głośno powiedział do mojego brata:
- Hej, Tomek, Twoja siostra chyba idzie już spać, to może my się jednak zmyjemy, co, nie przeszkadzamy?
Uznał, że jestem w PIDŻAMIE, rozumiecie?

Tomek wyjaśnił mu, że ja się tak po prostu ubrałam, ale wstyd palił mi policzki. Chciałam, żeby zobaczył we mnie kobietę, a on wziął mnie za smarkulę, która psuje starszym imprezę i powinna już lulać.
Teraz to raczej nieprędko odważę się do niego zagadać. No chyba że za jakieś dwa lata, „jak podrosnę”. Jestem załamana!
Wykupka Odpowiedz

Kulturalny chłopak 😁

Odpowiedzi (1)
mamyczas Odpowiedz

Na moje to pozostał ci już tylko wyjazd z kraju ewentualnie zamknięcie się w bunkrze po takim "spektakularnym upokorzeniu".

Odpowiedzi (2)
Zobacz więcej komentarzy (18)

#lst7K

Gdy miałem 12-13 lat, zacząłem dojrzewać i... śmierdzieć. Tak po prostu - potem, jakimś nieokreślonym smrodkiem czy choćby "gównem", "wioską" - inwencji twórczej nie brakowało.
Moja mama wychodziła z siebie, moje ubrania były z najlepszych materiałów jakie można kupić, proszki do prania te naj naj z najwyższej półki, tak samo żele pod prysznic, mydła, perfumy, szampony...
Wizyty u dermatologów, specjalistów wszelkiej maści, dietetyków, mnichów z Tybetu i babki z Rancza.
Nie było efektów, godzinę po prysznicu capiłem jak stary cap. Życie mi mijało w mega samotności, miałem dwóch - można powiedzieć - przyjaciół, jeden niestety się wyprowadził, a z drugim widywałem się bardzo rzadko.

W wieku 17 lat chciałem się zabić, nie wyszło jak widać, ale miałem dość wszystkiego, wszystkich, samotności i smrodu - bo ja też go czułem, cały czas, nie oswajałem się z nim jak np. inni z perfumami.

Przełom nastąpił w wieku 18 lat, dostałem sporo kasy na tę okazję, cała rodzina wiedziała, że zbieram na prawko i jakiegoś złomka, a ja... wyjechałem do pewnego kraju w Azji, żyłem ascetycznie, oszczędzając, by starczyło kasy na jak najdłużej.
Tam mój problem się rozwiązał, w sumie przez przypadek. Pewien Hindus, gdy łamanym angielskim opowiedziałem mu swoją historię, dał mi kilka rad. Mój problem się rozwiązał, ot tak. Po raz pierwszy od wielu lat nie czułem smrodu swojego ciała...
Możecie nie wierzyć, ale wystarczył tydzień, w czasie którego piłem tylko herbatę, jadłem kilka owoców i troszkę mięsa i nie myłem się, nie użyłem ani raz mydła, szamponu, perfum itp., zwykła chłodna, czysta woda. I tyle.

Po powrocie do domu zamontowaliśmy w łazience filtry do wody, tak by była jak najbardziej czysta i używam tylko i wyłącznie wody. Kąpiel trwa dosyć długo, nie chcę być brudny, a mycie się samą wodą jest czasochłonne, ale nie śmierdzę...
Boję się, że efekty się nie utrzymają, że w końcu to minie i smrodek powróci, ale gdybym miał jeszcze raz decydować auto czy ten wyjazd, bez wahania wybrałbym wyjazd. Teraz będę próbował się asymilować z innymi pachnącymi normalnością ludźmi.
liya Odpowiedz

A może problem tkwił bardziej w tym co jadłeś? Dodatkowo okres dojrzewania to nadmiar hormonów, wydzielały się toksyny, które mogły nieprzyjemnie pachnieć.

Odpowiedzi (3)
FemaleCenobite Odpowiedz

Jejku, współczuję... to musiało być strasznie krępujące i frustrujące, brzydko pachnieć pomimo dbałości o higienę. Nie wyobrażam sobie tego, z moją wrażliwością na krytykę innych na pewno bym nie wytrzymała. Życzę Ci z całego serca, by problem nigdy już nie wrócił i byś znalazł wielu wspaniałych towarzyszy.

Zobacz więcej komentarzy (6)

#lfaoW

Byłam w drugiej klasie podstawówki. Od zawsze bałam się publicznych wystąpień. Paraliżują mnie i zapominam całego tekstu, który wykułam na pamięć. Musieliśmy nauczyć się jakiegoś wierszyka i wygłosić przed całą klasą na głos. Cały poprzedni tydzień uczyłam się, aby jak najlepiej wypaść. Znałam calutki na pamięć, mogłam nawet powiedzieć gdzie są przecinki.

Nadszedł wyczekiwany dzień, od samego rana bolał mnie brzuch ze zdenerwowania. Dzieci przede mną wygłaszały na głos wierszyki i zbliżała się moja kolej. Wyszłam na środek i zapomniałam wszystko. Nie potrafiłam nawet zacząć. Pani zaczęła na mnie krzyczeć, że się nie nauczyłam i chciała mi wstawić smutną buźkę (odpowiednik jedynki w starszych klasach). Spanikowałam i wymyśliłam, że dzień wcześniej miałam pogrzeb mojej prababci. Opowiadałam jak wszyscy byli smutni i pani mi współczuła. Prababcia oczywiście żyła i nic jej nie było.

Było mi strasznie wstyd i przyznałam się rodzicom. Mama kazała mi wrócić do nauczycielki i się przyznać.
Do tej pory mi wstyd i nikomu o tym nie powiedziałam, ale ten stres do wystąpień publicznych nigdy mi nie przeszedł i chyba jeszcze bardziej się nasilił.
AlexMa Odpowiedz

Ja powiedziałam do mikrofonu "nie wiem" i się wszyscy śmiali :( A te się uczyłam i stres mnie zniszczył :(

Odpowiedzi (1)
JisooKim Odpowiedz

Znam to, ten stres i ból brzucha to najgorsze co może być... Miałam kiedyś nauczycielkę która kazała nam napisać opowiadania na jakiś temat i wyjść na środek klasy i je przeczytać, byłam tak poddenerwowana że nic nie odpowiadałam i stałam jak słup soli.
O dziwo to nie nauczycielka była na mnie najbardziej zła ani rodzice, a inne dzieci z klasy które co chwilę mówiły że mnie nie rozumieją, i chciały bym im wytłumaczyła czemu tak zareagowałam. Teraz zastanawiam się, co mogłabym na coś takiego odpowiedzieć.

Zobacz więcej komentarzy (7)
Dodaj anonimowe wyznanie