#FDitq

Pracuję w małym sklepie w centrum jednego z większych miast. Wyznanie to piszę jako przestrogę i proszę was, drodzy Anonimowi, abyście uważali.

Chociaż ruch tego dnia nie był duży, to była jedna z dłuższych moich zmian w tym tygodniu i byłam już nieco zmęczona. Do zamknięcia zostało pół godziny, więc z wytęsknieniem spoglądałam na zegarek. Wtedy do sklepu wszedł mężczyzna, na pierwszy rzut oka wydawało mi się, że to bezdomny (ubranie nie do końca czyste i brak kilku zębów). Podszedł, zagadał i wyciągnął z kieszeni plik banknotów dziesięciozłotowych i zapytał, czy mogę mu je wymienić na większy nominał. Zgodziłam się, nigdy nie było u nas problemów z wymianą pieniędzy. Osobnik wręczył mi pieniądze, przeliczyłam, wszystko wydawało się w porządku. Gdy już chciałam je schować do kasy, wyjął mi je z ręki i „policzył” jeszcze raz, bo ja się chyba pomyliłam. Wyjęłam odliczoną kwotę, on wręczył mi banknoty, podziękował i wyszedł.

Kiedy liczyłam je jeszcze raz, okazało się, że ten człowiek oszukał mnie na prawie 200 zł. Na kamerach monitoringu widać, jak wkłada do kieszeni część „wymienianych” pieniędzy, kiedy ja wyciągałam z kasy banknoty i nie widziałam tego.

Czuję się paskudnie po całym zajściu. Na szczęście moja szefowa jest cudowną kobietą, która bardziej niż utraconymi (de facto z mojej głupoty) pieniędzmi, przejęła się tym, że ten typ nic mi nie zrobił, a mógłby, gdybym odmówiła mu wymiany pieniędzy. Podobno zdarzały się już takie przypadki.
Pozostaje mi tylko uczyć się na własnych błędach i wyrównać manko na kasie...
Takasobiepani Odpowiedz

A jeśli było widać na kamerach, może lepiej zawiadomić policję. No chyba, że nie przyjmą zgłoszenia, bo kradzież jest zaliczana chyba od 200 zł, a tu było "prawie" :/

Odpowiedzi (4)
GadajacaKaczuszka Odpowiedz

Miałam taką samą sytuację w sierpniu :o

Zobacz więcej komentarzy (11)

#tLbIl

Mieszkam z brudasami.

Nienawidzę mieszkać z innymi ludźmi i niestety robię to od 17 roku życia (obecnie 24). Co roku się wyprowadzam, licząc, że tym razem trafię lepiej. Mieszkałam z młodymi ludźmi, starszymi, właścicielem, znajomymi, w akademiku, z chłopakiem. Włącznie 11 konfiguracji, bo na niektóre wakacje też coś wynajmowałam.

Przeszłam już chyba każdą możliwą konfigurację typów brudasów i nigdy nie doświadczyłam ludzi, którzy by jednocześnie: a) sprzątali po sobie b) raz na 1-2 tyg. po prostu sprzątali jedno wspólne pomieszczenie c) po prostu kupowali środki czystości, nie wymigując się, nie robiąc dramy.

Generalnie schemat się powtarza: młodzi ludzie, których rodzice wychowali w niezrozumiały dla mnie sposób. Oni nie robili w domu nic! Nie potrafią gotować, nie wiedzą, że się sprząta i jak się to robi, nie umieją dysponować pieniędzmi, cały czas wolny ładują w gry (a zwykle mają go sporo). Oraz: NIE potrafią rozmawiać. Nie potrafią rozwiązywać problemów, uciekają jak dzikie zwierzęta.

Obecnie mieszkam z 3 facetami, jeden jest moim chłopakiem (kolejna nowa pi%7olona konfiguracja), w mieszkaniu stoją worki ze śmieciami, ze zlewu nie da się korzystać, bo zawalony naczyniami, wszędzie stoją opróżnione słoje po żarciu przywożonym z domu, a od miesiąca nie ma mydła, bo jak ja nie kupię, to nikt nie kupi (swoje mam, don't worry). Wkur%iłam się. Wiecie co przeczytałam (oni przecież nie rozmawiają)? Że tych wszystkich śmieci, które zostały po ich imprezie i całym tygodniu nie sprzątną, BO TO MY DWOJE ŚMIECIMY.

Nie mogę się teraz wyprowadzić ze względu na okoliczności życiowe, ale codziennie robię się czerwona ze złości. Tylko wiecie co? To nie jest pierwszy raz w moim życiu ani jakiś trzeci. To jest reguła. Poziom lepiej było, gdy mieszkałam z moimi znajomymi, teraz mieszkamy z jego znajomymi i jest jak w akademiku. Ja już nie mam do tego siły, a po prostu mnie nie stać żeby mieszkać sama.
Serwatka31 Odpowiedz

Dziwi mnie, że przez tyle lat nie wypracowałaś jeszcze systemu "każdy ma swoje środki czystości, swoje mydło i nawet swój kosz na śmieci w swoim pokoju"
Serdecznie polecam, wtedy z Twoich problemów zostanie tylko gonienie ich do sprzątania wspólnych pomieszczeń.

Odpowiedzi (1)
RadioLove Odpowiedz

Też wynajmowałam mieszkania 7 lat i nigdy w życiu nie trafiłam na coś takiego jak Ty O.o Moi znajomi z roku również. A wynajmowałam i w liceum i całe studia. Mam wrażenie, że skoro wg Cb każda z 11(!!!) konfikuracji była zła, to to chyba jednak z Tb jest coś nie tak.

Odpowiedzi (12)
Zobacz więcej komentarzy (20)

#vknTS

Gdy byłam mała, razem z bratem uwielbialiśmy wykręcać mamie psikusy. Pewnego dnia naszym współpracownikiem została duża szmaciana lalka. Była ona mniej więcej mojego rozmiaru. Ubraliśmy ją w moją sukienkę, polaliśmy keczupem i wyrzuciliśmy za okno. Ja ucieszona schowałam się w szafie, a mój brat zaczął wrzeszczeć wniebogłosy "Nie żyje, o Matko Boska, nie żyje!". 

Mama, która akurat była w łazience, tak się przestraszyła, że nawet nie zdążyła ubrać majtek, a gdy przybiegła i zobaczyła za oknem moje "zwłoki"... zemdlała. Byliśmy bardzo zawiedzeni tym, że mamie nie podobał się dowcip i poszła spać, więc za karę pomalowaliśmy jej tyłek niezmywalnym flamastrem.

Nie ma to jak dziecięce zabawy :D
Kalina Odpowiedz

Gdyby moje dzieci takie coś odjebaly, serio już bym nie miała dzieci :o

Odpowiedzi (2)
wolves Odpowiedz

Jak mama zareagowała, gdy się ocknęła z pomalowaną dupą? 😂

Odpowiedzi (4)
Zobacz więcej komentarzy (15)

#DTLAS

Moja była dziewczyna miała przejścia. Mianowicie kiedyś została zgwałcona.
To tragedia która nie znika - lata terapii. A i tak zawsze coś zostaje.
W życiu nie chciałbym by do tego doszło, to się mocno odbija na psychice.

Ale nie tylko na poszkodowanej. Na mojej także.

Przez lata ja wspierałem, kiedy budziła się z płaczem uspokajałem.
Najgorsze jednak jak w trakcie gry wstępnej się przestraszyła. Nigdy w życiu jej nie skrzywdziłem, a patrzyła na mnie jak na potwora. Do dzisiaj jak przypomnę sobie to wspomnienie aż mną rzuca w głowie.

Ukochana osoba osoba jest przestraszona, a ty chcesz ją jak zwykle przytulić, pogłaskać, zrobić to co ją uspokaja, ale nie możesz, bo ona boi się. Właśnie ciebie, a ty siedzisz bezradny jak w panice kopnęła cię w twarz i słyszysz jej płacz. Jest od ciebie metr, a ty możesz tylko tego słuchać póki jej nie przejdzie. To jest tortura nawet jeśli trwała krótko, dla mnie trwała cała wieczność.

Koniec końców jak rozstaliśmy się, ona się chyba pogodziła się z tym. A ja zostałem z kompleksem do kobiet, boję się okazywać jakichkolwiek uczuć. Nawet niewinna próba wzięcia za rączkę sprawia u mnie ten obraz przed oczami. Najgorzej jak ta próba jest przez kobietę odrzucana. Nigdy nie skrzywdziłem kobiety, a czuję się jakbym był trędowaty, brudny, jakbym to ja ją skrzywdził.
I głupie jest to, że dalej ja kocham ale nie mogę nic z tym zrobić tylko czekać. Szkoda, że na razie to nie mija. To już trwa 7 lat...
ProstowOczy Odpowiedz

To też idź na psychoterapię.

zefir Odpowiedz

strasznie
meczaco
sie
tak czyta
bardzo
serio

Odpowiedzi (7)
Zobacz więcej komentarzy (6)

#88Z8q

Akcja rozegrała się w znanej sieciówce.
Byłem na zakupach, bez karty kredytowej (została w aucie), wykreślałem kolejne pozycje z listy. W portfelu: jeden banknot 200 zł i 19, 75 zł w drobnych. Chodząc po sklepie, liczyłem cenę każdego produktu. W koszyku wszystkie zakupy, więc idę do kasy. We wszystkich kasach tłum, więc czekam. Moja kolej, liczenie i płatność. Wyświetlona cena 19,77 zł. Podaję pieniądze i mówię, że DWÓCH groszy brakuje. Ekspedientka spojrzała na mnie. Oczy rozpalone jak węgle, fryzura wołająca menadżera sklepu (naprawdę tak ją widziałem). Zaczyna się na mnie wydzierać: "Jak nie stać cię (nie żaden "pan", powiedziała "cię") na zakupy, to nie kupuj". W kolejce pełno osób patrzy na mnie jak na żebraka. Chciałem powiedzieć, że to tylko 2 grosze, lecz głos min się załamał. Zgarnąłem drobne i położyłem to zapasowe 200 zł. Uspokoiła się i zaczęła wydawać resztę. Wydaje i na koniec pyta, czy może być winna grosika, bo nie ma...

Powiedziałem "nie". Normalnie bym to puścił, ale we mnie się już gotowało. Zaczęła pytać o drobne u koleżanek, ale ciężko. Ludzie z zaciekawieniem czekają. Nie słyszę żadnych głosów ze strony małego tłumu. W końcu rozmieniła banknot i przez chwilę mierzyła mnie wzrokiem. Przestała, kiedy starszy facet (drugi za mną w kolejce) zaczął mi gratulować wytrwałości. Zgarnąłem resztę i odszedłem.

Nie wiem, co to za uczucie mnie opłynęło po wyjściu ze sklepu, ale było warte całej sytuacji.
Whereru Odpowiedz

Ze tez jeszcze miala czelnosc pytac o to czy mozr byc winna grosika. Nie wiem czy to glupota, odwaga czy chamstwo

Odpowiedzi (3)
JoseLuisDiez Odpowiedz

Za tekst "Jak cie nie stać..." trzeba było wezwać kierownika sklepu.

Odpowiedzi (2)
Zobacz więcej komentarzy (14)

#hMP2y

Mam problem ze swoim dziadkami.

W maju moi dziadkowie postanowili się przeprowadzić z ogromnego domu z ogrodem do mieszkania w bloku, pozostałości po zmarłej w grudniu sąsiadce. Ja i moja rodzina dowiedzieliśmy się o tym właściwie w trakcie, gdy nagle zadzwonili do nas, że wynajęli to mieszkanie i od następnego dnia w nim zamieszkają. Na pytanie, dlaczego się przeprowadzają, nie mieli żadnego sensownego argumentu oprócz "na starość znudziło nam się mieszkanie w domu", który sprzedali.

Przez jakiś czas odwiedzaliśmy się 2-3 razy w tygodniu, na kawach, czasem obiadach, i kilkakrotnie w tym czasie mijaliśmy się na klatce schodowej. Ale to nie zapowiadało tego, co się nagle stało.

Na początku wakacji zaczęło im odwalać.

We wczesnych godzinach porannych (jakoś 6.00) dzwonili z jakąś gównianą sprawą, która mogłaby poczekać jeszcze te kilka godzin, ale ich zdaniem musieli ją przekazać już teraz. Dwie godziny później - telefon z zaproszeniem na "kawę i ciastko" za godzinę. To jeszcze można by było przeboleć, gdyby te telefony nie miały miejsca codziennie, a na ów kawkach nie siedziała ciotka z dziećmi (o nich napiszę osobne wyznanie, bo to co odwalają, czasem przechodzi ludzkie pojęcie). Później - co najmniej trzy telefony i jedne odwiedziny "bo tak jakoś nudzimy się i pomyśleliśmy, że was odwiedzimy/pogadamy z wami".

Parokrotnie było im sugerowane, że przesadzają, na co oni z oburzeniem odpowiadali, że "teraz musimy się często odwiedzać i gadać ze sobą, bo jak umrzemy, zostanie wam beczenie nad grobem", co więcej, dzień później telefony i odwiedziny zwiększyły się.

Gdy tylko nie odbierzemy któregoś telefonu albo nie zareagujemy na ich pukanie (bo np. nas nie ma) ci zaczynają pielgrzymki po sąsiadach. Nie pisałbym tego, gdyby im nie odwalało bardziej, niż z telefonami - zamiast kulturalnie spytać, ci drą ryje, grożą policją, bo twierdzą, że sąsiad kłamie... No masakra. (Może to źle, że jeszcze żaden sąsiad tego nie zrobił, tylko kończyło się na rozmowach z moimi rodzicami na ten temat).

Myślałem, że w roku szkolnym będzie lepiej. Pomyliłem się. Zawsze, gdy idę na przystanek (dojeżdżam do szkoły), ci albo akurat w tym momencie, "przypadkiem", muszą iść do sklepu, albo, o zgrozo - CZEKAJĄ NA MNIE NA PRZYSTANKU. Jeszcze robią mi wstyd w postaci przytulania i całowania z każdej strony, jakbym był kilka lat niewidzianym wnukiem (co zresztą czynią przy każdych odwiedzinach). Gdy wracam - albo również powitanie na przystanku, albo (w łagodniejszej wersji) na klatce schodowej.

Podobnie jest z moją siostrą, dojeżdżającą na studia. Również czekają na nią komitety powitalne i pożegnalne. Najgorzej było, gdy uczyła się na sesję - moi dziadkowie dzwonili co godzinę, a ona musiała zdawać co najmniej dziesięciominutową relację tego, co się nauczyła, z czego i jaki konkretnie temat.
Jakby tego było mało, kilka dni temu powiedzieli nam, przy oburzonej tym ciotce, że ich zdaniem za rzadko się widzimy.
Chyba będą nas nachodzić do czasu przeprowadzki...
gitarzystka Odpowiedz

Nie rozumiem niektórych komentarzy- owszem dziadkowie czują się samotni na starość i potrzebują większej ilości kontaktu oraz opieki, ale wszystko ma swoje granice. Sama przeprowadzka do mieszkania obok bez ŻADNEGO wcześniejszego powiadomienia to już jebutna czerwona lampa ostrzegawcza waląca po oczach.
Nachodzenie w domu po kilkanaście razy dziennie, nękanie sąsiadów, ciągłe dzwonienie, dobijanie się do mieszkania, "oblepianie" rodziny sobą... Takich rzeczy nie powinno się tolerować bez względu na wiek.

Najlepszym wyjściem będzie znalezienie dziadkom zajęcia- może jakieś kółka zainteresowań, jakieś hobby "domowe", a może np. seriale czy coś w tym stylu. Kiedy będą mieli coś, co lubią robić, a także coś, co zapewnia im kontakt z innymi ludźmi, to w dużej mierze powinni się odczepić.

Większość starszych ludzi strasznie się nudzi- i niestety, zamiast spróbować znaleźć sobie jakieś nowe zajęcie oraz znajomych, wolą po prostu zamęczać rodzinę swoją osobą, szantażując postawą w stylu: "Dla Babci nie masz czasu?", "Zaraz umrę, a Ty ze mną nie porozmawiasz?", "Zajmowałem się tobą jak byłeś mały, a teraz nie chcesz ze mną wypić herbaty.", "Stara jestem i potrzebuję pomocy.". No przykro mi to pisać, ale to jest po prostu w wielu przypadkach absolutne pójście na łatwiznę- po co próbować sobie coś ułożyć w życiu na nowo, skoro można wykorzystać bliskich, żeby zapewnili zajęcie i kontakty towarzyskie.

Owszem, dziadkom trzeba pomagać i spędzać z nimi czas, ale nie znaczy to, że mamy ich zabawiać niemalże 24 godziny na dobę, bo im się nudzi.

Odpowiedzi (2)
airborn Odpowiedz

Zawsze mnie dziwiło, że można mieć jakąś satysfakcję z narzucania się komuś, wymuszania spotkań, rozmów. Jak tylko zauważę, że ktoś słucha mnie że znużeniem, odpisuję mi od niechcenia - od razu tracę ochotę na kontakt.

Może dziadkom się mózgi lasują na starość, może wizyta u neurologa?

Zobacz więcej komentarzy (11)

#7fWM5

Moi rodzice są po rozwodzie. Przez jakiś czas nie miałam z żadnym dobrego kontaktu. Dopiero z czasem zaczęłam normalnie rozmawiać z mamą. Będąc w 3 klasie technikum, z ojcem też już miałam w miarę dobre kontakty. Mówił, że zawsze mi pomoże jeśli będę potrzebować pomocy. Dodam, że mój ojciec pracuje w IT na bardzo wysokim stanowisku.

Od 3 klasy technikum marzyły mi się studia na jednej z polskich uczelni. Robiłam wiele, żeby zdać maturę i dostać się na wymarzony kierunek. Dostałam się wieczorowo tak jak chciałam, żeby w dzień co nie co zarobić, ale też potrzebowałam pomocy finansowej. Powiedziałam tacie. Ucieszył się, ale o pomocy o której mówił to mogłam już zapomnieć.


Tłumaczył się, że ma dług do spłacenia, że opłaty i "rodzinę" na utrzymaniu. Jedynie mama i dziadkowie opłacali mi raty. Studia były cudowne. Codziennie uczyłam się czegoś nowego i ciekawego. Ale to co zarobiłam, ledwo mi wystarczało, bo nie pracowałam po 8h, ponieważ nie było jak, mimo, że chciałam. Potrzebowałam nowych butów, więc zapytałam babci czy nie może pogadać z tatą, aby mi się dorzucał. Usłyszałam, że nie, bo musi z długów wyjść.

Mój Brat miał urodziny, więc poszłam go odwiedzić i tego samego dnia dowiedziałam się, że mój ojciec organizuje sobie wyjazd na 2 dni za 1500zł dla siebie i swojej kobitki.
Później wyjechał na 2 tygodnie zagranicę wraz z moim braciszkiem i jego matką.
Z powodów finansowych w styczniu musiałam rzucić studia, co popchnęło mnie w wysokie załamanie. Nie czuje się ambitna i do tego katuję samą siebie, że nie potrafię sama sobie poradzić. Czuje się źle... od ojca nigdy nie potrzebowałam dużo. Książki do nauki kupowałam za swoje zarobione pieniądze.
Wiem, że nigdy już nie sięgnę o pomoc do niego... niezależnie jak będzie źle.
Lindab Odpowiedz

Wiesz co? Olej go. Jak będzie chciał coś od Ciebie na starość, to go odeślij do macochy i braciszka. Pytanie, czy placi na Ciebie alimenty? Uczysz się, to Ci się należą. A on ma zasrany obowiązek przynajmniej to Ci dać. Ty się na świat nie pchałaś.
A on co, znalazł nową miłość, strzelił nowego dzidziusia i Ty już nie jesteś ważna? Młoda, zero dołowania. Dowiedz się, jak alimenty zasądzić.

Serwatka31 Odpowiedz

Nie rozumiem ilości minusów.
Mogła iść na dzienne i wciąż mieć alimenty.
Ale nie, postanowiła zrobić coś więcej, dać coś od siebie i ulżyć rodzicom.
I teraz przez to, że jej smutno, że nawet w takiej sytuacji jej nie pomógł, została potraktowana przez anonimowych jak roszczeniowa gówniara, która chciałaby nienależnego jej hajsu?
Szczególnie, że ojciec wcześniej budował jej sympatię do siebie na zapewnianiu, że on to by jej pomógł, jak by czegoś potrzebowała.

Odpowiedzi (4)
Zobacz więcej komentarzy (10)

#PBDSj

Mam 35 lat i mam bulimię. Jestem wysportowana, trenuję sztuki walki, dużo koleżanek podziwia mój zapał i to, że mi się chce trenować.

Wiem, że mam problem, ale nie umiem sobie z nim poradzić. Byli już psychologowie, psychiatrzy, którzy stwierdzili, że ja po prostu nie chcę wyzdrowieć. Wiem, jak działa bulimia i inne zaburzenia odżywiania, byłam zapisana do "grupy wsparcia" w moim mieście dla osób z zaburzeniami odżywiania i co mogę wywnioskować, że większość bulimiczek zaczynała się "przesiadać" na anoreksję. Owszem - mówiły, że starają się nie wymiotować itp, jeść zdrowo tylko nigdy nie wspominały o tym pani psycholog prowadzącą grupę, że porcje jedzenia są głodowe... Większość dziewczyn to były nastolatki zapisane przez rodziców, nie zależało im na wyleczeniu się - wręcz przeciwnie.

Po kilku spotkaniach, ku zdziwieniu pani psycholog, zrezygnowałam. Dalej z tym walczę, teraz samotnie. Najgorsze jest to, że ja LUBIĘ wymiotować. Nigdy z tym nie miałam problemu, mogłam rzygać na zawołanie. Uwielbiam tą "pustkę" w żołądku mimo, że głodna nie jestem. Wiem, to jest chore, ja jestem chora. Wiem, że z bulimią spektakularnych sukcesów w sportach walki pełnokontaktowych nie osiągnę, jednak mimo mojej ciągłej walki ze sobą o to czy zwymiotować kolejny raz czy nie, zdecydowanie przegrywam. Komentarze jednego z psychologów na temat tego, że bulimia to choroba nastolatek i sobie sama ją wmówiłam, bo chcę się odmłodzić również mi bardzo NIE pomogły..
Anonimowane Odpowiedz

A mnie ciekawi na jakiś specjalistów trafiałaś. Ja zaburzeń odżywiania nigdy nie miałam, ale z tego co rozmawiałam ze swoim terapeutą tego rodzaju zaburzenia są powiązane... z brakiem poczucia bezpieczeństwa i ogromnej potrzeby kontroli. Żadna choroba nastolatek, w dużej mierze oderwana od wyglądu.
Z jego wieloletnich doświadczeń wynika, że po głębszej analizie i odsianiu całej powierzchowności tego typu dziewczyny właściwie zawsze miały albo przesadnie opiekuńczą matkę albo środowisko, które chciało im pokazać gdzie ich miejsce. I same bulimiczki/anorektyczki dochodziły do tego, że desperacko chcą mieć nad czymś kontrolę, a jedyne co mają na własność to ciało i tylko to mogą kontrolować.
Ciekawa jestem czy u Ciebie może być podobnie.

Odpowiedzi (2)
Wyidealizowana Odpowiedz

Ciekawa historia. Trochę jakbym czytała o sobie. Ciekawi mnie od ilu lat już chorujesz i czy nie masz problemów z włosami, skórą, zębami... Pozdrawiam

Zobacz więcej komentarzy (13)

#DkLWO

UWAGA! Wyznanie będzie obrzydliwe! Nie radzę czytać przy jedzeniu.

Jako kilkuletnie dziecko miałam dziwny zwyczaj. Kiedy zachciewało mi się zrobić "dwójkę", szłam do kąta w moim pokoju, stałam tam i czekałam, aż zrobię w majtki. Kryłam się z tą kupą przed rodzicami jak najdłużej się dało. Ale po czasie rodzice się już dowiedzieli co to znaczy, jak idę postać w kącie. Umiałam korzystać z toalety. Po prostu lubiłam czuć, że mam dużą kupę w gaciach, bo mnie ogrzewała i było to przyjemne uczucie. Na szczęście mi przeszło, zanim poszłam do przedszkola.
ProstowOczy Odpowiedz

Cwane, na pewno po tym wydarzeniu nikt Cię nie karał staniem w kącie ;)

Odpowiedzi (1)
Erkana Odpowiedz

Najgorzej być przedszkolanką i odkryć takiego kątnika ^^

Zobacz więcej komentarzy (4)

#Dc49X

W czasach, gdy byłam biedną studentką i miałam bardzo ograniczone środki finansowe, ukruszył mi się ząb, dokładnie jedynka. Na początku przyklejałam go na kropelkę, jak tylko się odkleił, to czynność powtarzałam i modliłam się, żeby wytrzymać te dwa tygodnie do wypłaty i wizyty u dentysty.

Niestety, pewnego razu połknęłam go przy jedzeniu... Co było robić? Kilka razy robiłam kupę na sitko. W końcu go wydaliłam, wygrzebałam z kupy, umyłam i od nowa przykleiłam.
Deaneris Odpowiedz

Jedno trzeba przyznać autorce. Anonimowe to jest. Co tam, że przy okazji obrzydliwe

Przypadkiniechodza Odpowiedz

Tak se myślałam, że bym tak w życiu nie zrobiła (mam na myśli ogólne przyklejanie zęba pomijam grzebania w kupie) i że przemeczyłabym się..
Ale weszłam w grafikę żeby zobaczyć jak to może wygladac i stwierdzam że rozumiem.. 😀😀

Zobacz więcej komentarzy (17)
Dodaj anonimowe wyznanie