#6suWw

Z moim chłopakiem byłam pół roku, kiedy doszło miedzy nami do ''scen intymnych''. Wydaję się to długo, ale oboje byliśmy zachowawczy. Moim powodem tego był kompleks na temat piersi, jaki posiadałam od gimnazjum.

Zaczęło się od niewinnych wyzwisk na temat desek etc. Później przerodziło się to wręcz w obsesję. Nie potrafiłam czuć się kobieco, nosiłam ciuchy, które absolutnie nie podkreślały figury, nie umiałam patrzeć na siebie w lustrze przymierzając ubrania. Jak się domyślacie, przyjaźń z dziewczyną o sporym, kształtnym biuście nie pomagała mi w tym. Tak, wiem, błahe sprawy, ale ja czułam się przy niej jak marna podróba seksownej osoby.

Kiedy zdejmowaliśmy ubrania, mój chłopak zauważył chyba moje zakłopotanie. Rozmawialiśmy, udało mi się otworzyć przed nim i przyznałam się do moich kompleksów. Zapewniał mnie, że podobam mu się taka jaka jestem i że jestem śliczna. Jednak ja widziałam, że coś jest nie tak, aczkolwiek zwalałam to na własne paranoje w głowie.
Wyjechałam na tydzień na wymianę do Anglii, mój chłopak złapał wtedy lepszy kontakt z moją przyjaciółką. Podobno z nudy, mówił, że powinnam się cieszyć. Po powrocie byłam zazdrosna jak nigdy i znów zwalałam to na kompleksy na jej punkcie. Wariowałam, denerwowałam się na własną psychikę, że takie coś zatruwa mi życie.
 
Postanowiłam więc coś zmienić i zrobić mu niespodziankę. Kupiłam piwo, popcorn i chciałam do niego  wpaść. Już przed drzwiami widziałam jej trapery, jego mama otworzyła mi drzwi, więc nie musiałam użyć dzwonka, poszłam prosto do jego pokoju.
 Nawet się nie zamknęli, weszłam do jego pokoju w momencie, kiedy dochodził na jej cycki.
Od 5 lat nikogo nie mam i chyba pozostanę singielką do końca życia.
Ryby Odpowiedz

Są faceci, którym podobają się bardzo małe piersi (takie płaskie wręcz), ale to nie jest popularne w towarzystwie, więc się tym nie chwalą. Są też faceci, dla których biust jest drugorzędny, bo bardziej podniecają ich pośladki, długie nogi, albo stopy. Nie ma się czym przejmować. Małe cycki są bardzo wygodne i znalezienie chłopaka to żaden problem, trzeba się tylko polubić samemu i czuć atrakcyjnie :-) Powodzenia:-)

Odpowiedzi (7)
crimsoneye Odpowiedz

Uwierz mi, że są faceci, których wcale nie kręci wielki biust. Jako posiadaczka rozmiaru D muszę powiedzieć, że ciut mniejsze byłyby o wiele lepsze. Bieganie to koszmar, dobór staników też. Twój facet był po prostu idiotą i tyle. Skoro tydzień nie mógł wytrzymać, to może i lepiej, że się go pozbyłaś. Nie ma co się załamywać przez jednego dzbana, bo nie wszyscy faceci są tacy sami. Każdy ma różne gusta.

Zobacz więcej komentarzy (17)

#8kQk8

Akcja działa się jakieś 5 lat temu. Ale opowiedziałem o tym znajomym dopiero w tym roku.

Tytułem wstępu powiem, że jako małe 4-5-letnie dziecko zostałem dosyć dotkliwie podziobany przez kaczora (samca kaczki dla niewtajemniczonych), na wsiach kaczki często spacerowały po ogródkach, w stadkach zawsze był kaczor, który prężył się i syczał groźnie. Jako dziecko nie miałem pojęcia, że trzeba w takiej sytuacji uciekać, zaatakował mnie, a nim mama wieszająca pranie zdążyła przybiec i go przegonić, mocno mnie poturbował.

Czas na historię właściwą, rodzice jakiś czas później zaniechali hodowli kaczek, jednak gdy na świat przyszedł mój siostrzeniec, mama postanowiła hodować kaczki, by mały miał od dostatkiem świeżego i swojskiego jedzenia. I tak małe stadko znów pojawiło się na naszym podwórku. Od pamiętnego starcia z panem kaczorem czułem wyraźną niechęć do tych stworzeń, chociaż na szczęście już nie musiałem się z nim spotykać we własnym domu/ogródku. Kaczki, jak to miały w zwyczaju, spacerowały "eskortowane" przez samca w trakcie dnia.
Razu pewnego, gdy wróciłem z pracy, w domu nie było nikogo, po wejściu na podwórko zobaczyłem drób skubiący trawę poza wyznaczonym ogródkiem (ktoś nie domknął bramki), tak więc postanowiłem zagonić kaczki do ogródka, żeby nie paskudziły na trawnik i chodnik. Uchyliłem bramkę i zacząłem je przeganiać powoli z trawnika. Wszystko szło dobrze, do czasu, gdy 2-3 metry przed furtką pan kaczor stwierdził, że nie podoba mu się co czynię i stanął jak wryty, zaczął się stroszyć, syczeć i rozkładać skrzydła niczym do ataku. Tym razem jednak byłem na to przygotowany, jakby nigdy nic podszedłem i delikatnie podkładając pod jego brzuch stopę pchnąłem go w stronę bramki. To był błąd...
Po tym, jak go odrzuciłem, ruszył z szarżą na mnie. Poczęstowanie go "z buta" nie załatwiło sprawy, atakował ponownie drugi i trzeci raz. W końcu nie wytrzymałem i straciłem nad sobą panowanie, nie wiedzieć czemu użyłem pięści, kaczor po otrzymaniu ciosu padł jak nieżywy na trawnik... Patrzę na niego i nie wierzę w to co widzę, emocje nieco opadły, kaczor nadal leży i nie rusza się, pomyślałem "No pięknie, co ja powiem mamie? Mamusiu kochana, pobiłem się z kaczorem i ten umarł?".
Znając "procedurę" postanowiłem więc przygotować przegranego do rosołu. Tak, żeby choć rosół z niego był. Poszedłem więc do domu po siekierę, myśląc po drodze jak wytłumaczyć się rodzicielce. Nie umiałem znaleźć rozwiązania, na dodatek czekało mnie sporo niemiłej pracy.
Jakże uradowałem się, gdy podszedłem do "truchła" mego przeciwnika, a ten nagle odzyskał przytomność i bardzo błędnym krokiem powędrował w stronę reszty stada. Uff... mama później zwróciła uwagę, że stał się jakby mniej wojowniczy ;)
karolyfel Odpowiedz

Kaczor typowy Sebix - fikał, fikał, aż dostał w ryło i znalazł swoje miejsce w porządku wszechświata.

Macieksto Odpowiedz

zawsze chcialem zobaczyc wyznanie w ktorym taki kaczor zamiast straszyc innych po prostu dostaje w ryj

Zobacz więcej komentarzy (21)

#v8BIl

Mieszkam na osiedlu zdominowanym przez młode rodziny z dziećmi. Nie będę ukrywał, fanem gówniaków nie jestem, acz zawsze starałem się być wyrozumiały i nie okazywać zbytnio swoich niechęci. Uśmiech odwzajemniam, dzień dobry odpowiadam, wózek w razie potrzeby wniosę bez problemu.

Kilka lat temu do mieszkania obok wprowadziło się małżeństwo. Sympatyczni, kontaktowi, bezproblemowi. Jednak to co nastąpiło w przedziale DOSŁOWNIE 5 lat od ich inwazji to istny Sajgon. Czwórka dzieci została "wyprodukowana" w odstępach rocznych. Ciągłe krzyki, NAPIERDALANIE drzwiami (rodzice przodują w tej dyscyplinie, a skrzaty podłapują wzorce), awantury, totalny brak kontroli ze strony matki oraz ojca. Wejście do bloku oraz "ścieżka", którą pokonują w drodze do swojego mieszkania oznaczona błotem, moje drzwi do mieszkania wiecznie zastawione wózkiem, buty postawione na klatce (co, uwierzcie, przy 6 parach butów owocuje zapachem rodem z przepoconego gumofilca). W okresie wakacyjnym całe "plemię" wypuszczane jest na balkon, z którego radośnie zawiadamia o swojej obecności wszystkich w promieniu 300 m, natomiast maminka, by zagłuszyć harce swoich latorośli, puszcza na cały regulator muzykę typu Zen czy inny czort.

Wytrzymywałem to z podniesionym czołem, kupiłem stopery do uszu, przeniosłem się ze spaniem do drugiego pokoju, nadal odpowiadałem na wszelkie przejawy kultury.

Czara goryczy przelała się w upalny dzień. Otworzyłem drzwi balkonowe i włączyłem dosyć głośno (w granicach rozsądku) utwór Hells Bells grupy AC/DC. Paraduję po mieszkaniu, piosenka się skończyła, kolejny utwór już się ładuje, wtem słyszę "WYŁĄCZ TO, TY KURWO". Szarża w stronę okna, a tam mój kilkuletni sąsiad skitrany w krzakach wykrzykuje niewybredne hasła pod moim adresem.

Mój mały apel: jeżeli decydujemy się na założenie rodziny, to warto pamiętać, że obowiązkiem wychowawczym jest nie tylko gówniaka ubrać, umyć i posłać do szkoły, ale również, a może przede wszystkim, nauczyć kultury oraz szacunku. Tego, że nie trzaskamy drzwiami o 7 rano, że błoto powinno zostać na wycieraczce przed blokiem, że swoją obecnością nie musimy terroryzować sąsiadów, a osoba słuchająca AC/DC NA PEWNO nie jest kurwą.
healthandsafety Odpowiedz

Jest kilka opcji rozwiazania sytuacji. Jesli buty przeszkadzaja, to bierzesz siatke i wywalasz, gwarantuje, ze po jeden/dwoch takich akcjach skonczy sie zostawianie obuwia na klatce. Wozek zastawia Ci drzwi? Przestawiasz go lub wynosisz na smietnik, klatka schodowa to nie miejsce na prywatne rzeczy. Jesli matka nie zajmuje sie dziecmi to mozna to anonimowo zglosic do opieki. Jesli jest awantura u sasiadow - anonimowy telefon na policje. Mozesz to robic tak by nikt Cie nie widzial. Moze z wozkiem moglby byc problem by niezauwazony wyniesc go na smieci. Zawsze mozna inaczej zalatwic ten problem, w zaleznosci jak bardzo przeszkadza.

Odpowiedzi (3)
DeathFairy Odpowiedz

Weź im zrób kilka nagrań, bo zakłócanie "miru domowego" jest wykroczeniem, podobnie jak zaśmiecanie (błoto roznoszone po klatce)... A śmierdzące buty wyrzuć lub zdezynfekuj nalewając do wnętrza domestosa

Odpowiedzi (1)
Zobacz więcej komentarzy (8)

#LnhF2

#metoo
Wiem o tym tylko ja i ten "facet". Gdyby sprawa ujrzała światło dzienne, w naszej rodzinie doszłoby do sporego rozłamu. Albo morderstwa...
Sytuację spokojnie można uznać za molestowanie.
Tyle że ja nie mam traumy, poradziłam sobie z tym od razu, mszcząc się troszkę na dokładkę.

Wczoraj mieliśmy rodzinną imprezę. Pojawili się na niej teściowie mojego szwagra (na potrzeby historii przyjmijmy, że teść szwagra to M.).
Wyszłam na papierosa na taras przed domem. M. wyszedł za mną. Chwilę rozmawialiśmy o bzdurach. Kompletnie nie spodziewałam się tego, co zrobił. Nagle wyciągnął rękę i zaczął obmacywać mój biust (a mam naprawdę spory). Strząsnęłam jego rękę i spytałam z obrzydzeniem "co ty ku*wa robisz?!".
M. zaśmiał się obleśnie i stwierdził, że nie znam się na żartach, przecież rodziną jesteśmy, to nic wielkiego.
Na co ja, niewiele myśląc, z całej siły złapałam go za krocze, aż sapnął z bólu. I z niewinnym uśmiechem powiedziałam "no co, na żartach się nie znasz? przecież rodziną jesteśmy, więc to nic wielkiego". M. z oburzenia aż się zatrząsł. Powiedział, że jestem, cytuję: "po*ebana" i wybiegł z tarasu aż się kurzyło.

Może to trochę niedojrzałe zachowanie, ale nie żałuję, że tak zrobiłam. Nie będzie mnie jakaś bezwartościowa świnia bezkarnie obmacywać.
Anonimowe na ile się dało, bo jeśli mój mąż by się o tym dowiedział, to wkrótce musiałabym go w więzieniu odwiedzać...
Bulbulator Odpowiedz

Bardzo dobrze zrobiłaś! Skoro dla niego to nic wielkiego, to może dzięki Tobie odczuje na własnej skórze jakie to fajne doświadczenie. Gdyby każda molestowana osoba miała odwagę tak zareagować to może niektórzy trochę by się ogarneli.

Odpowiedzi (1)
jakisLogin0001 Odpowiedz

Chwila rozkminy kim są dla ciebie teściowie twojego szwagra i jest. Bingo. Obcy ludzie. Ale twoja reakcja super :)

Zobacz więcej komentarzy (7)

#gi2nU

W moim domu rodzinnym była tradycja, iż choinka stoi od 6 grudnia do Trzech Króli.
W moim domu kontynuuję te tradycję.

Wczoraj wieczorem przyszedł sąsiad powiedzieć, że mam nie włączać lampek świątecznych i innych ozdób, bo on nie będzie dzieciom tłumaczył, że to wyrzucanie pieniędzy w błoto i że nie zamierza niczego stroić na jakieś kilka dni wolnego.

Ja mu wieszać i świecić czymkolwiek nie nakazuję, ale skoro mu przeszkadzają moje ozdoby i mój rachunek za prąd, jadę dzisiaj dokupić figurki świecące na trawnik.
Bandziorek Odpowiedz

niskiego rachunku za prąd i udanego polowania na ładne ozdoby do ogródka :)

Odpowiedzi (1)
ARh1 Odpowiedz

bardzo dobre podejście do sprawy, niech się zajmie sobą a nie wchrzanie w twoje życie. życzę aby ozdoby były ładne i zapewniły sąsiadowi ból dupy 👌😉

Odpowiedzi (1)
Zobacz więcej komentarzy (10)

#hGhOK

Dziś miałam bardzo kiepski dzień.
Muszę zdecydować, czy mimo ciężkiej pracy zrezygnuję z rozwijania pasji i nie będę dawać się poniżać jeszcze przez 2 lata czy dalej sobie będę na to pozwalać na każdym kroku - jednym słowem ciężko.
Jechałam cała zapłakana autobusem, starałam się na nikogo nie patrzeć, ale ktoś postanowił spojrzeć na mnie.
Młoda dziewczyna przyglądała mi się, aż w końcu uśmiechnęła się i wyciągnęła chusteczkę.
W końcu wstała i przytuliła mnie.
Zapytała co się stało, więc przedstawiłam jej zarys mojej historii.
Wychodząc, znowu mnie przytuliła, a ja podziękowałam jej i powiedziałam, że gdyby było więcej takich ludzi jak ona, to mniej takich jak ja musiałoby płakać.

Dziękuję Ci koleżanko za pomoc i za dobrą radę. To, że tam byłaś wiele dla mnie znaczy, bo sprawiłaś, że ten koszmarny dzień stał się tylko złym dniem.
Hinshi Odpowiedz

Sprawdź czy wciąż masz portfel

Odpowiedzi (11)
Salomonder Odpowiedz

Bardzo fajna sytuacja.
Fajna głównie ze względu na to, że potrzebowałaś przytulenia, i spotkałaś osobę która chciała cię w ten sposób pocieszyć.
W praktyce jednak przytulenie obcego nie koniecznie musi być panaceum na jego smutek. Są ludzie z fobiami społecznymi na przykład.
Ponadto sytuacja wygląda fajnie, bo przytuliła cię dziewczyna. Gdyby na przykład gruby, spocony facet pomyślał "ta kobieta potrzebuje pocieszenia, może powinienem ją przytulić"... sami sobie dopowiedzcie jak by skończył.
Więc z tym "gdyby było więcej takich ludzi jak Ona,to mniej takich jak ja musiało by płakać" to chyba tak bardzo wględnie wobec osób i sytuacji.

Odpowiedzi (2)
Zobacz więcej komentarzy (4)

#HdPG6

Wyznanie z kategorii szkolnych - moja przygoda z lekcjami religii w podstawówce.

Nie wspominam szczególnie przyjemnie pierwszych lat w szkole podstawowej. Najbardziej wgryzł mi się w pamięć okres 3 klasy. Niekoniecznie za sprawą rówieśników zachowujących się czasami jak uciekinierzy zoo. No ale cóż, dzieci to dzieci, a dzieci bywają różne.

I wtedy pojawia się ona. Siostra zakonna o aparycji przekarmionego pingwina. Czuję, że jej wewnętrzną misją było stłamszenie naszej różności jako szczerbatych szczyli.

Aby tego dokonać, często stawiała nas w rzędzie pod tablicą i kazała śpiewać lub modlić się. Przybory szkole i piórniki z bajkowymi motywami nie były mile widziane, gdyż na religii jest pora na Boga, a nie zabawę. Modlitewniki najlepiej, aby były identyczne. Jeżeli ktoś się wiercił, to często klepał karne zdrowaśki.

To jeszcze mnie tak nie raziło. To, co ona odstawiała, było dziesięć razy gorsze.

Nie reagowała na żadne nasze zawołania, dopóki ktoś nie zwrócił się do niej per czcigodna osobo. Czasem zdarzyło się, że któreś z dzieciaków poczuło się źle i blade jak ściana chciało zapytać o możliwość pójścia do szkolnej pielęgniarki czy toalety. Siostra pozostawała głucha na wszelkie próby zakomunikowania czegoś, no chyba że padło magiczne "czcigodna osobo".

Nieraz stanęła na krześle przy biurku jako wzór wszelkich cnót i kazała się podziwiać. Pewnego dnia zabrała nas na wycieczkę do kościoła, aby każde z nas, gówniaków, pocałowało krzyż, który gabarytowo ją przypominał. Dwadzieścioro dzieci śliniących krzyż, jedno po drugim, w sezonie grypowym...

Przedmiotowy zeszyt ćwiczeń musiał być prowadzony nienagannie. Jeżeli ktoś nie spełniał jej wymogów, w ramach drugiej szansy kupował drugi i wypełniał go od początku.

No cóż... Może to dzięki niej ostatni raz kościół widziałam na swojej komunii.
AnonimowyWalezy Odpowiedz

,,Nieraz stanęła na krześle przy biurku jako wzór wszelkich cnót i kazała się podziwiać"

Jak król Julian XD

Odpowiedzi (2)
Jakaskreatywnanazwa Odpowiedz

I właśnie przez takich ,,ludzi wierzących '' tyle osób odwraca się od Boga. Kościół potrzebuje oczyszczenia.

Odpowiedzi (10)
Zobacz więcej komentarzy (16)

#vedB5

Moja córka jako małe dziecko często moczyła się w nocy. Próbowaliśmy wszystkiego - mniej napojów przed snem, opróżnianie pęcherza itp., ale nie zawsze działało. Na pampersa była za duża, więc kupiliśmy specjalny podkład na łóżko. Jak córa budziła się w kałuży moczu, to zawsze w nocy przybiegała do naszego łóżka.

Tak się złożyło, że pewnego wieczora mój mąż wyszedł na spotkanie z kumplami i wrócił dość mocno "zmęczony", tak że od razu padł do łóżka. Tej samej nocy córka się zmoczyła i przybiegła do nas. Położyła się w mokrej piżamie obok męża i zasnęła.

Wstałam rano, widzę małą u nas, od razu wiedziałam co się stało. Przebudziłam ją, przebrałam i zaprowadziłam do przedszkola.

Wróciłam do domu. Wstał mąż. Wchodzi do kuchni z niewyraźną miną, bo wie, że wczoraj przesadził. No i do tego gacie ma jakieś takie wilgotne, a i prześcieradło suche nie jest... Ja do niego z (udawaną) złością:
- Nie mogłeś się powstrzymać? Tyle trzeba było wypić, że aż się zsikałeś do łóżka? Wstyd!
A ona na to ze skruszoną miną:
- No co, nerki mnie bolały...

Obiecałam mu, że nikomu o jego wpadce nie powiem, bo rodzinka miałaby używanie, a on obiecał, że nigdy więcej się do takiego stanu nie doprowadzi. I słowa dotrzymał!
Nigdy mu nie powiem, że jego ukochana córcia tak się do niego w nocy tuliła, że swoją mokrą piżamą zawilgociła całą jego stronę łóżka :D
healthandsafety Odpowiedz

Czyli zamiast miec jednego mokrego lozka, to mieliscie mokre lozku plus cala wasza posciel do wymiany. Nie mogliscie nauczyc dziecka by was budzilo przy takich wpadkach byscie mogli je odrazu przebrac?

Odpowiedzi (5)
derp Odpowiedz

Przypomniał mi się dowcip o facecie pijącym z kolegami, któremu żona, za podpowiedzią znajomej, wsunęła w tyłek prezerwatywę.

Odpowiedzi (1)
Zobacz więcej komentarzy (5)

#8H77V

Mam prawie 30 lat i zawsze marzyłam o macierzyństwie. Jestem obecnie w ciąży - owoc miłości, związek niemal różami usłany, więc na tej płaszczyźnie wszystko gra. Jednak ja nie czuję żadnej więzi z dzieckiem, mam wrażenie, że moja ciąża to jakaś mistyfikacja, halucynacja, urojenie. Wyobrażam sobie, że ktoś wyskakuje z kamerami i tłumaczy mi, że sobie wszyscy wokół ze mnie zadrwili i wcale nie noszę pod sercem nowego życia. Wizja porodu jest tak odrealniona, że czuję się nieswojo na samą myśl. Mogłabym chodzić w ciąży kolejny rok. Rodzę za 3 tygodnie.

Z tego powodu chodzę do psychologa, bo z nikim innym nie mogę się tym podzielić. Gdy próbowałam zaalarmować problem, to każdy zbywał to słowami, że to hormony, lub że odmieni mi się po porodzie.

...a jeśli nic się nie zmieni?
CzarnaSowa Odpowiedz

Nie rezygnuj z psychologa po porodzie, wtedy hormony się dopiero rozszaleją!

Farellka Odpowiedz

Miałam tak w pierwszej ciąży, po porodzie też przez kilka dni takie uczucie nie realności tego co się dzieje, zdziwienie że to moje własne dziecko leży obok mnie. Po tygodniu czy dwóch mi przeszło, więc o ile jeden przypadek cię przekona to jest nadzieja na unormowanie sytuacji ;) Nie rezygnuj z psychologa, ale nie zamartwiaj się na zapas.

Odpowiedzi (3)
Zobacz więcej komentarzy (9)

#eoIfV

Samotnie wychowuję dwójkę osiemnastoletnich bliźniaków. To para uczynnych oraz miłych chłopaków, ale nie zawsze tak było. Mając czternaście lat, z głośnym przytupem weszli w okres buntu młodzieńczego i zaczęli robić to, co każdy szanujący się nastolatek w ich wieku - pili oraz palili. Nie od razu to wyczułam, lecz kiedy już tak się stało - i to w jakim stylu! Wyrzucili peta do toalety oraz zapomnieli spuścić wodę - surowo ich karałam. Były kilkumiesięczne zakazy, zabieranie telefonu i innych sprzętów, codzienne zawożenie oraz odbieranie ich ze szkoły, kontrola rozmów. Po jakimś czasie takich rygorystycznych zasad miałam wrażenie, że coś zrozumieli, więc postanowiłam obdarzyć ich większym zaufaniem oraz trochę zmniejszyłam tę kontrolę. To był błąd.

Niespełna po kilku tygodniach podsłucham rozmowę przez telefon o tym (wiem, że nie powinnam była, lecz wciąż nie ufałam im dostatecznie), co znów planują. Ich znajomy miał mieć wolny dom na jedną noc, bo wiekiem trochę ich przewyższał, dlatego dostał ten przywilej od rodziców. Mieli zamiar kupić alkohol oraz inne ozdobniki i wiadomo - zarwać nockę w szczytnym celu. W mojej głowie od razu narodził się plan, niegodny matki oraz taki, przez który sumienie odezwało mi się jeszcze zanim przystąpiłam do działania, ale musiałam to zrobić.

Poprosiłam mojego znajomego, aby w wieczór, kiedy miało odbywać się nocowanie, poszedł za moimi chłopakami, oczywiście nie zwracając na siebie ich uwagi. Wedle tego, co podejrzewałam, udali się oni w stronę zaniedbanego sklepu monopolowego, gdzie mogli zapewne bez obaw kupić alkohol, bo sprzedawca nie patrzył na wiek klientów, a na zysk. Ich znajomi po chwili dołączyli do nich. Kiedy wszyscy wyszli ze sklepu razem ze swoimi nabytkami i otworzyli pierwsze piwo, mój znajomy zadzwonił na policję. Z tego co usłyszałam, służby zachowały się wzorowo - przyjechały wyjątkowo szybko i przyłapały dzieciaki na gorącym uczynku. Młodzi zostali odprowadzeni do domów, ja udawałam zaskoczoną, a wszyscy winowajcy dostali wpis w akta oraz ponieśli stosowne konsekwencje, ale najbardziej podziałał na nich mój płacz. Bynajmniej nie płakałam, z tego, że mnie zawiedli, bardziej z tego, że to ja zawiodłam ich. Kocham ich i nie chciałam, żeby musieli przeżywać cały ten strach, obawę o to, że ten wybryk zaważy na ich przyszłości, że wyrzucą ich ze szkoły, ale wtedy nie widziałam innego rozwiązania. Tak naprawdę nic złego im się nie stało, wpis zmienił tylko ich zachowania, nie przeszkodziło im to w dostaniu się do wymarzonych szkół.

Dzisiaj są o wiele dojrzalsi i ze względu na swoją pełnoletność mogą korzystać z jej uroków, lecz nigdy jeszcze nie wrócili do domu kompletnie pijani, dlatego mam nadzieję, że nigdy nie będą mieli mi za złe, jeśli się dowiedzą, że ich własna mama okazała się dla nich wrogiem.
Gathaspar Odpowiedz

Nie okazałaś się dla nich wrogiem. Gdyby nie taka akcja z policją, to pewnie nic by nie zrozumieli i kto wie, do czego by doszli bawiąc się w "dorosłych".

Odpowiedzi (1)
Puffballofdoom Odpowiedz

Z racji tego, że sama jestem jeszcze poniekąd młodzieżą, sugeruję rodzicom inną taktykę niż zakazywanie wszystkiego.

Ja w sumie nie miałam fazy buntu. Nigdy. No bo po co, skoro mogłam robić, co chciałam, o ile to było bezpieczne. Kiedy pierwszy raz wypiłam jakiś alkohol, powiedziałam mamie i zawsze o tym mówiłam - stąd ona wiedziała, że ja wypijam ilości małe i rozsądnie, więc nie musiała się tak o mnie martwić. Umowa niepisana była prosta - ja mogłam chodzić na wszystkie imprezy, na które chciałam, ale rodzice wiedzieli gdzie, z kim, kiedy i do której. Stąd też nie miałam potrzeby, ani wtedy, ani na studiach, latania i upijania się w sztok w jakiś krzakach (podobno moda wśród młodzieży) bo po co? Nie przyszło mi to do głowy, bo taki wybryk oznaczałby złamanie niepisanej umowy, której warunkiem było, że jestem odpowiedzialna.

Odpowiedzi (3)
Zobacz więcej komentarzy (14)
Książka Anonimowe Dodaj anonimowe wyznanie