#Xcp8K

Mam 19 lat, chodzę do pracy, uczę się weekendowo, mieszkam w kawalerce obok rodziców. Zamiast być teraz w pracy piszę to wyznanie, bo jestem na L4 i siedzę cicho jak mysz pod miotłą, żeby żadne z rodziców się nie dowiedziało, że na tym L4 jestem. Niby nic, ale bardziej chodzi o to, jak do tego doszło.

Dla moich rodziców pójście na L4 to coś najgorszego co można zrobić, "my jak jesteśmy chorzy, to i tak zapierdzielamy do pracy", "małe przeziębienie cię nie zabije", "wypijesz ciepłą herbatę i będziesz jak nowy". No nie do końca, na początku myślałem, że to naprawdę zwykłe przeziębienie, normalnie chodziłem do pracy i nie poszedłem do lekarza, bo po co. Koniec końców czułem się tak źle, że poszedłem do lekarza i co się okazało? Zapalenie gardła, zapalenie zatok oraz w gratisie zapalenie ucha. Od lekarza usłyszałem, że gdybym przyszedł parę dni wcześniej, to pewnie dostałbym tylko jakieś tabletki i syrop na gardło i ewentualnie L4 na 2 dni, a tak mam kupę antybiotyków i zwolnienie na prawie 2 tygodnie.

Czy to normalne, żeby dorosły chłopak bał się powiedzieć rodzicom, że jest na L4? Czy tylko u mnie w domu tak jest? Nawet jakbym im powiedział co mi jest i jak się czuję, powiedzieliby, że dramatyzuję.
Morgenrot Odpowiedz

Przez takich, jak Twoi rodzice, inni potem chorują.

Odpowiedzi (4)
Ptasiek Odpowiedz

Nie, to nie jest normalne.
I nie jest normalne to, że masz 19 lat, jesteś samodzielny, a boisz się tego, co Ci powiedzą.

Odpowiedzi (2)
Zobacz więcej komentarzy (17)

#KOiG9

Szpital psychiatryczny gdzieś w Polsce.

Szanowni Państwo, tutaj jednak jest psycholog! Przychodzi codziennie na 2 godziny, zamyka się na klucz w gabinecie i popija kawkę. Po dwóch godzinach wraca do domu. Można się z nim spotkać po osobistej prośbie u własnego psychiatry, ale w tym miejscu wielu ludzi nie wie nawet, że ma własnego psychiatrę.
Alighted Odpowiedz

Przynajmniej masz neta.

Odpowiedzi (3)
ItsNotLikeILikeYou Odpowiedz

Z tym netem to może nie być kolorowo. Na oddziale dla dzieci i młodzieży nie mogliśmy mieć żadnej elektroniki, może odtwarzacz mp3 jak ktoś się dobrze sprawował, ale i tak trzeba było oddać do dyżurki na noc. Jak mama przyjeżdżała to dawała mi telefon na chwilę, raz go nawet zapomniała i korzystałam po nocach. Odnosząc się do wyznania, u nas tak nie było, rozmowy zarówno z psychiatrą jak i psychologiem były częste, nikt nas nie bił, nie poniżał, większość pacjentów była normalna, poznałam tam mnóstwo wspaniałych osób. Tylko jedzenie było obrzydliwe... Zdaję sobie sprawę, że nie na wszystkich oddziałach może być tak samo, miałam wielkie szczęście, że trafiłam akurat tam, byłam cholernie szczęśliwa w momencie kiedy mnie wypisali, ale teraz w sumie zdarza mi się zatęsknić za tym miejscem.

Odpowiedzi (1)
Zobacz więcej komentarzy (3)

#4CbwN

Zostałem dziś okrzyknięty zboczeńcem, napaleńcem, gwałcicielem, chamem, co traktuje kobiety jak trzodę, klepie w zad jak kobyłę na rozbieg. Powinienem nigdy się nie pojawiać, nie wychodzić z domu i dla takich jak ja to zamknięta przestrzeń na odludziu.

Dlaczego? Na basenie podczas pływania miałem kontakt cielesny z pływającą obok niewiastą, polegający na dotknięciu jej (nawet nie wiem gdzie).
kitsunemi Odpowiedz

Może z jej perspektywy jakiś twój gest serio wyglądał źle? Albo ktoś inny ją dotknął i odpłynął, więc uznała, że to ty.

tawysniona Odpowiedz

To, że zamknąłeś oczy nie oznacza, że inni też nie widzieli.

Odpowiedzi (2)
Zobacz więcej komentarzy (6)

#YDFRy

Przeczytałam przed chwilą opowieść o dziewczynie, którą oddano do domu dziecka, zaadoptowano i ponownie oddano i ponownie zaadoptowano, tym razem już lepiej. Przypomniało mi to historię z dzieciństwa z mojego bloku.

Blok był duży i miał windę, więc często jechało się windą z jakimiś sąsiadami. Mając tak około 10-13 lat czasami spotykałam w wspomnianej windzie sąsiadkę, która miała trójkę dzieci, gdzie najstarsze szło do komunii. Jak się okazało, były one adoptowane. Z tamtych czasów pamiętam też, że sąsiadka dużo remontowała w domu, często było sporo pyłu na schodach klatki.

Po jakimś czasie zorientowałam się, że tych dzieci już nie widzę, a mamie powiedziałam, że ciekawe, gdzie się podziały, na co moja mama odparła, że sąsiadka oddała je do domu dziecka. Nie pamiętam już szczegółów, ale z tego co mówiła moja mama, sąsiadka dostała dofinansowanie na dzieci, odremontowana chatę i... oddała dzieci z powrotem tłumacząc, że są zbyt chorowite.
Loomatko Odpowiedz

Jeśli już to dzieci były czasowo umieszczone w rodzinie zastępczej gdzie wypłaca się wsparcie finansowe na utrzymanie dzieci. Adopcja to przysposobienie dziecka czyli przejęcie wszystkich praw i obowiązków jako prawomocny rodzic - nie wypłacane są żadne dodatki ( 500+ od niedawna). Co do zrzeczenia się praw rodzicielskich zdarzają się takie przypadki są to jednak jednostkowe sytuacje, proces adopcji jest długi nie tylko dla sprawdzenia rodziców ale i po to żeby oni mieli czas podjąć decyzję.

Odpowiedzi (3)
majer Odpowiedz

Bo płytki do łazienki były drogie.

Zobacz więcej komentarzy (6)

#v4YsR

Niedawno urodziłam zdrowego synka. Jednak początki ciąży nie były takie łatwe, miałam zagrożoną ciążę i musiałam leżeć w szpitalu pod obserwacją. To był dla mnie ciężki czas. Ciągle płakałam i martwiłam się o dziecko. Pewnie były to już stany depresyjne.

Lekarze starali się jak mogli, abym poczuła się lepiej. Jednak prawdziwą odskocznią od sytuacji w jakiej się znalazłam był szpitalny kot. Codziennie po badaniach szłam na położniczą izbę przyjęć i go głaskałam. A on tulił się do mojego brzucha. Oczywiście możecie mówić, że to nieodpowiedzialne, bo kot nieznany, bo choroby itp., ale higiena była zachowana, a kot zadbany, no i szpitalny!
Obiecałam sobie, że jak wyjdę ze szpitala, to pojadę do schroniska i adoptuję takiego Rudzielca, więc dziś mam zdrowego synka i Rudego Grubaska.

PS Jeśli nie wierzycie, że w szpitalu jest kot, to sprawdźcie wrocławski szpital przy ulicy na K.
sinusoidazemniejest Odpowiedz

Ale fajnie! Doktor Mruczek ♡

Odpowiedzi (3)
DarkPsychopathII Odpowiedz

To jest kot nadzorca, on zajmuje się kontrolą nad narodzinami nowych ludzkich niewolników po to, by mogli służyć kocim panom i władcom 😉

Odpowiedzi (2)
Zobacz więcej komentarzy (13)

#nS02j

Zawsze słyszałam, że na studiach się chudnie. Ja przytyłam 10 kilo.
TrvskawkaNaTorcie Odpowiedz

Jakbyś zapijała wszystko wódką to byś schudła :D.

Odpowiedzi (3)
lamajordan Odpowiedz

Akurat większość osób tyje na studiach
- nieregularne posiłki
- fast-foody, jedzone te na mieście, czy też robione samemu, ale zawsze na szybko
- podjadanie, zajadanie stresu
- w większości przypadków brak lub niewielka aktywność fizyczna
To nowa rzeczywistość większości studentów, więc jak tu nie przytyć

Odpowiedzi (1)
Zobacz więcej komentarzy (7)

#9QAC6

Moja babcia gdy żyła była hazardzistką, lubiła zakłady, różne loterie i inne tego typu rzeczy... Mając już 96 lat zapytała się mnie, czy według mnie dożyje do 100 lat. Ona się upierała, że tak, a ja nie mając wyjścia powiedziałem, że nie. Więc ona powiedziała: jak przegram, możesz wyrzucić moją kolekcję gazet, a jak ty przegrasz, to po śmierci cię straszę. Ręce sobie podaliśmy i dalej piliśmy herbatę i oglądaliśmy powtórki Awantury o kasę.

Babcia wygrała, zmarła jeden dzień po 100 urodzinach, nic na to nie wskazywało, zmarła we śnie.

Wczoraj łyżka spadła ze stołu, gdy byłem w salonie, a telewizor włączył się sam w nocy.
Babciu, proszę, nie rób mi tego :(
xeinap Odpowiedz

Jak był jakiś świadek zawarcia zakładu to może teraz cię straszy :-)

pilotka93 Odpowiedz

Mój telewizor też się sam włącza i nie łączę tego z duchami tylko z tym, że jest starym pudłem. :D Łyżka mogła spaść z powodu drgania budynku, nierównych nóg stołu.
Easy, babcia Cię kochała i jest przy Tobie w dobrych celach. Pojedź na cmentarz, zapal jej znicz, porozmawiaj z nią i będzie dobrze, wybaczy Ci Twoje zwątpienie w jej długowieczność. :)

Odpowiedzi (4)
Zobacz więcej komentarzy (12)

#Pu8U2

Jestem informatykiem, moje życie opierało się do niedawna na spędzaniu ogromnej ilości czasu w pracy i na dodatkowych projektach. Branża IT pozwoliła mi na dostanie życie, mam mieszkanie, piękny samochód i... Do niedawna byłem sam. Mam 31 lat, a dopiero rok temu miałem jakikolwiek kontakt z kobietą. Dlaczego? Otóż nie byłem pewny siebie z powodu swojego wyglądu.

Waga 154 kg przy 180 cm, do tego długie falowane włosy i broda... Nie dbałem o siebie jako młodzian i potem, gdy bylem starszy. Najważniejsze były komputery. Bezguście jeśli chodzi o modę, beztalencie jeśli chodzi o zdrowy tryb życia. Gdy moje konto opływało w pieniądze, ja opływałem w tłuszcz.
Wtedy do pracy przyszedł nowy pracownik, Swen. Informatyk jak ja, ale wyglądał dosłownie jak młody bóg. Był ze Skandynawii, ale od wielu lat mieszka w Polsce i tu poznał swoją miłość itp. Po pewnym czasie, gdy wychodziłem na kolejnego kebaba na obiad, on do mnie podszedł i zapytał wprost, czy znowu będę żarł śmieci.... Poczułem się urażony, ale on nie dbał o to. Zaprosił mnie na obiad, taki zdrowy. Odmówiłem. Sytuacja powtórzyła się kilka razy, aż w końcu się zgodziłem, myśląc, że nie mam nic do stracenia.

Na tym spotkaniu Swen namawiał mnie, żebym z nim ćwiczył i jadł zdrowo. Przez 3 miesiące na próbę, długo mnie namawiał, ale... Minęło już prawie 35 miesięcy, a ja wyglądam i czuję się tysiąc razy lepiej. Poznałem dziewczynę, pierwszy raz uprawiałem seks, potrafię przebiec 10 km i w końcu zadbałem o garderobę i fryzjera (wszystko pomógł mi ogarnąć Swen) i zyskałem pierwszego prawdziwego przyjaciela. Nie było lekko, było warto.

Przede mną jeszcze mnóstwo pracy, mnóstwo wyzwań... Każdy dzień jest małym sukcesem, bez coli, kebaba, pizzy i godzin spędzonych na fotelu. Gdy będzie potrzeba, wydam kasę na usunięcie nadmiaru skóry... Taka moja mała historia.
LaczkiZDupy Odpowiedz

Daj mi numer do Swena

Odpowiedzi (3)
majer Odpowiedz

Cholera, zabrakło ci 26 kg by zostać równym gościem. A potem Swen, wysłannik z piekła rodem zwiódł cię na ciemną stronę...

Odpowiedzi (6)
Zobacz więcej komentarzy (17)

#vHheX

W mojej klasie jest chłopiec z Zespołem Aspergera. Nazwijmy go Piotrek. Piotrek nie wie, jak się poprawnie zachować, jest upośledzony społecznie, nadwrażliwy, a jak się uprze, to koniec. Na domiar złego myje się chyba raz na miesiąc, nie obcina paznokci i nosi brudne, śmierdzące dresy, przez co przebywanie w promieniu kilku metrów od niego jest prawie tak okropne, jak siedzenie obok menela w autobusie.

Parę tygodni temu miałam nieszczęście wpaść mu w oko. Z początku zachowywał się dość niewinnie - był miły, proponował spotkania... Gdy jednak przez wiele dni mu odmawiałam, Piotrek stracił cierpliwość i postanowił mnie zdobyć za wszelką cenę. Łapał mnie za tyłek na korytarzu. Krzyczał, jak to zrobi mi dobrze i w jakich pozycjach. Korzystał ze wszelkich okazji, by się do mnie przytulić, tudzież obłapiać za biust. Nie pomagały żadne skargi do nauczycielek - w końcu biedny Piotruś się zakochał, to tylko końskie zaloty, on jest chory i powinnam być wyrozumiała, a w ogóle, to moja wina, bo go prowokuję.

W końcu, gdy już poważnie rozmyślałam nad zmianą szkoły albo wykastrowaniem wielbiciela, problem rozwiązał się sam. Miałam okres - z rodzaju tych okresów, kiedy wszystko cię boli, a każdy przykry zapach lub widok sprawia, że śniadanie cofa się z żołądka. Piotrusia to jednak w ogóle nie obchodziło. Jak zwykle rozsiadł się obok mnie na ławce niczym car na ruskim tronie. Spróbowałam odejść, ale, jak na czubka z nadwagą, był zaskakująco silny. Przycisnął mnie do siedzenia, obejmując zapoconą dłonią zwieńczoną paznokciami, których z pewnością nie obcinał od paru tygodni.
– Coś ty taka niedostępna? – spytał, ukazując krzywe, żółte zębiska i resztki kanapki, którą właśnie przeżuwał. Przysunął się do mnie, owiewając swoim świeżym inaczej oddechem, a po chwili, wcisnął mi język w usta, głęboko, aż po gardło. Poczułam jego drugie śniadanie - pomidor wymieszany z margaryną i kawałkiem ohydnego chleba, z jakimś kwaśnym kompotem. Nie wytrzymałam i zwymiotowałam prosto do jego ust.

Oczywiście, była potem awantura. Mama Piotrka przyszła do szkoły, żądając sprawiedliwości dla swojego wielce pokrzywdzonego synka. Wychowawczyni urządziła mi dłuuugą pogadankę na temat tolerancji i tego, jak biedny jest Piotruś. Chciała obniżyć mi ocenę z zachowania, ale nawet, jeśli by to zrobiła, rzygnęłabym jeszcze raz do jego gęby, jeśli zaszłaby taka konieczność.
Galaretkozerca Odpowiedz

To już było molestowanie. Zachowanie nauczycieli po prostu "wzorowe".

Bulbulator Odpowiedz

Zachowanie nauczycieli to jakaś masakra! Jak w ogóle mogli ignorować takie zachowanie? To jest poprostu straszne! Dzieciak rozpuszczony jak dziadowski bicz, a oni jeszcze winią ofiarę! A co twoi rodzice na to? Może dałoby radę zgłosić to do jakiejś wyższej instancji?

Zobacz więcej komentarzy (40)
Dodaj anonimowe wyznanie