#zNoZ9

Ostatnio, gdy wracałem do domu po ciężkim dniu na uczelni, usłyszałem zgiełk przed domem jednej ze starszych kobiet z ulicy. Tłum ludzi stał przed jej posesją, a za nimi wóz strażacki i samochód policyjny. Wniosek był prosty - pożar.

Zaaferowany podbiegłem pod płot, by dowiedzieć się co się stało. Z przerażeniem pytałem się ludzi, ale nikt mi nie odpowiadał. Przedarłem się przez tłum, by zobaczyć, co tam się dzieje. Gdy stanąłem na jego czele, spostrzegłem właścicielkę domu w towarzystwie strażaków i policjantów. Jeden z nich próbował opanować staruszkę, która wyzywała go takimi słowami, na które świat nie był nawet gotowy. Następnie jego kolega skuł ją kajdankami, po czym razem ruszyli w stronę furtki. Gdy przechodzili obok, dostrzegłem jeszcze zmęczone twarze policjantów, oraz paszczę staruszki, z której wydobywały się takie perełki jak: "Wy jeb**e k**wy niemyte, a żeby wam karp na święta z wanny spie****ił". Rebeliantkę z trudem wprowadzili do radiowozu, po czym odjechali, zostawiając mnie z mind-fuckiem jak stąd do wieczności.

Dopiero wtedy jeden z obserwatorów wyjaśnił mi, co tam zaszło. Wyżej wymieniona staruszka przeczytała w internecie, że pewien ksiądz zachęcał do palenia książek o Harrym Potterze, bo to wymysł szatana. Zabrała więc swojej wnuczce te książki, jej zabawki z Hello Kitty oraz Pokemony, i rozpaliła przed domem ognisko. Gdyby nie czujni sąsiedzi, prawdopodobnie spłonąłby jej cały dom. A myślałem, że już bardziej głupim być nie można.
124 Odpowiedz

Błagam, niech to wyznanie będzie zmyślone, rozwój cywilizacji powinien przynosić też rozwój mentalności ludzkiej, a tak nie jest.

Odpowiedzi (5)
Awtroil Odpowiedz

Tam gdzie pali się książki w końcu pali się też ludzi. Już kiedyś kościół miał na sumieniu palenie ludzi żywcem i miejmy nadzieje że już z tym skończyli na zawsze.

Odpowiedzi (3)
Zobacz więcej komentarzy (5)

#zRPFp

Mam niemieckie korzenie ze strony matki. Mój pradziadek był nazistą, „pracował”, o ile tak można to nazwać, w obozie w Dachau. Każdego dnia żyję w strachu, że moje otoczenie jakoś się dowie.
CyraneczkaZKoviru Odpowiedz

Ale po co? To Twój dziadek taki był nie Ty, miałam kiedyś sąsiadkę z podobną sprawą i każdy w okolicy miał to gdzieś. Więc się nie przejmuj bo chyba ostatnim kretynem trzeba być żeby karać kogoś za błędy poprzedników.

Odpowiedzi (4)
Serwatka31 Odpowiedz

Przecież to nie jest Twoja wina.
Nikt nie ma najmniejszego prawa mieć do Ciebie pretensji.
Myślisz, że mało ludzi nie lubi któregoś członka rodziny i publicznie go potępia? Czemu nie możesz być po prostu jednym z nich?

Możesz się przejmować gdybyś chciała zostać politykiem, bo zarządzanie krajem to na tyle ważna sprawa, że ludzie mają prawo być ostrożni i nie wybrać kogoś z "powiązaniami" tego rypu.
Ale nie zmienia to tego, że do Ciebie pretensji nikt mieć nie może.

Zobacz więcej komentarzy (7)

#qJ38u

Apropos protestu taksówkarzy.

Sytuacja miała miejsce jakieś 7 lat temu. Zawiozłem znajomego na lotnisko pod Warszawą. Nie chciałem wracać sam, a prawie 200 km drogi. Postanowiłem, że wezmę pasażera ze sobą. Parę groszy się przyda, a nie ma co na pusto wracać. Stanąłem z karteczka z nazwą miejscowości na terminalu przylotów.

Powiem wam, że takiego hejtu i agresji nie przeżyłem do dziś mimo tych paru lat, które minęły. Panowie z wąsikiem i brzuchem grozili mi pobiciem, że podstawią swoją osobę, która mnie okradnie, pobije i bóg wie co jeszcze. Tylko za to, że chciałem wziąć kogoś i dorobić parę złotych, żeby nie jechać pustym autem.

Tak że jakby ktoś się zastanawiał, czym się taksówkarze kierują, to ja już wiem.
paella Odpowiedz

To nie taxówkarze, to chamy i cwaniaki co czyhają na naiwnych i najlepiej nieznających miasta. Stawki typu 50zl/km, objazdy 2x dłuższe itp. Powinno to być traktowane jako przestępstwo. Ich pojazdy często stoją poza postojem dla taxówek, bo nie chce im się opłacić pozwolenia. Akurat taxówkarze z postoju nie czekają długo na pasażerów, bo co chwila ktoś korzysta, więc nie mają czasu biegać po hali szukając ofiar czy grożąc ludziom chcącym kogoś podwieźć.

budyn4 Odpowiedz

Nie cierpię taksówek. Wolę złapać stopa, iść na piechotę, poczekać godzinę na busa. Po prostu nie znoszę taksówek i jest to spowodowane tylko i wyłącznie buractwem taksówkarzy, którego doświadczałam przez lata.

Problem z dodzwonieniem, 5 minut znaczy czasem 20, a ja się spieszę na pociąg, podnoszenie ceny, bo ktoś wygląda zamożnie, branie dwa razy tej samej kwoty, bo taksówkarz się zorientował, że dwie nieznające się osoby się umówiły na wspólny przejazd. I jeszcze całą drogę wykład o polityce, zdrowiu albo teoriach spiskowych.

Nie, dzięki.

Zobacz więcej komentarzy (3)

#MHt4L

To był jeden z tych wyjątkowo szczęśliwych dni dla mojego dziecka. Pojechaliśmy zdjąć mu aparat na zęby, z którym męczył się przez długie miesiące i miał go już serdecznie dość. Był po tym niesamowicie szczęśliwy, cieszył się, jak (nomen omen) dziecko.
Po drodze do domu tak podskakiwał z radości, że w końcu wyrżnął głową o chodnik i wyłamał sobie trzy zęby.

#7oF0K

Jako młoda dziewczyna miałam wypadek. Złamałam obie ręce. Dzień później zaczął mi się okres. Mój tata wziął wolne w pracy, żeby siedzieć ze mną w domu i zmieniać mi podpaski...
leniwalisica Odpowiedz

Nie każdy bohater nosi pelerynę ❤️

Etanolansodu Odpowiedz

Chociaż to było dla ciebie zawstydzające, to uważam, że to słodkie. Rodzicielska miłość❤️

Odpowiedzi (14)
Zobacz więcej komentarzy (6)

#Sslol

Zawsze byłam raczej szczupła, mam jednak szerokie biodra, co było powodem moich kompleksów, bo żadne spodnie na mnie nie pasowały. Jak pasowały w biodrach, to były za luźne w nogach, a gdy pasowały na nogi, nie wchodziły na tyłek. Przez całe liceum nie ważyłam więcej niż 50 kg przy wzroście 170 cm.

W domu od zawsze zabraniano mi jeść czegokolwiek, co nie było obiadem, ewentualnie deserem robionym przez mamę. Nigdy nie mogłam tknąć żadnych chipsów, ciastek czy podobnych rzeczy, chyba że dostałam na jakąś okazję, a wtedy były wydzielane do granic możliwości (kostka czekolady i do widzenia). Kieszonkowego nie dostawałam, więc sama niczego kupować też nie mogłam.

Zamieszkałam sama, gdy miałam 18 lat i się zaczęło. Zaczęłam odbijać sobie te wszystkie lata. Ja nie jadłam. Ja się obżerałam. W dwa lata przytyłam 30 kg. Potem zaczęłam zauważać problem i kilkakrotnie próbowałam się odchudzać. Dwa razy udało mi się schudnąć po 10 kg (nie bardzo szybko, stopniowo, by uniknąć efektu jojo - na próżno). Za każdym razem wracałam do wagi 80 kg.

Zniszczyłam sobie ciało. Wszędzie mam rozstępy. Nie potrafię sobie pomóc. Dietetycy nie pomogli nic. To jest w mojej głowie, jestem uzależniona. Boję się, co będzie dalej, bo nie potrafię powiedzieć sobie "nie". Bardzo podziwiam ludzi, którzy dali radę schudnąć, ja nie potrafię tego zrobić. Boję się, że skończę jako otyła inwalidka, którą muszą karmić i myć bliscy.
Szalomea Odpowiedz

Dietetycy nie pomogli nic, bo jak się ma zaburzenia odżywiania, to potrzebny też jest psycholog. Dobry psycholog.
80 kg przy Twoim wzroście to jeszcze nie katastrofa. Owszem, jest źle, ale nie tragicznie. Czyli możesz się z tego jeszcze wykaraskać. Tylko koniecznie poszukaj psychologa, czy nawet psychiatry, który specjalizuje się w zaburzeniach odżywiania.
Co do rozstępów, ma je praktycznie każda kobieta. Ważne, żebyś chudła w zdrowym tempie, z głową, dietą i ruchem. Do tego są kosmetyki, które na pewno pomogą. Jest też medycyna estetyczna.
Usamodzielniłaś się w wieku 18 lat. To jest dziś wyczyn. Nie wierzę, że nie poradzisz sobie także z ogarnięciem wagi.

DarkMinion Odpowiedz

Skoro to siedzi w głowie, to może terapia? Można się uzależnić nawet od cukru.

Zobacz więcej komentarzy (6)

#p519W

Gdy miałam jakieś 11 lat, tata mój pracował z młodym chłopakiem (około 10 lat starszym ode mnie), który często bywał u nas w domu. Z opowiadań kuzynki wiedziałam, że lubi on dotykać małe dziewczynki, mi nigdy się to nie przytrafiło, więc przyjmowałam do wiadomości ten fakt, że koleś ma uchybienia, ale uważałam, że boi się mojego taty i nic mi nie zrobi.

Pewnego razu byłam sama w domu, on przyjechał, żeby zabrać jakiś sprzęt, który był im potrzebny. Akurat szukałam coś w szafie, stanął za mną i wsadził mi rękę w majtki, a ja nie zwracając uwagi na to, że nie ma nikogo poza mną w domu, wywinęłam mu się i uciekłam do koleżanki. Domu nie zamknęłam, ale bałam się wrócić, bo on tam był. Nikomu o tym nie powiedziałam. Długo nie mogłam znieść dotyku mężczyzn - wujka, który mnie przytulił na przywitanie, czy taty, jak składał mi życzenia. Wszystko to skutkowało napadem paniki, który umiałam ukryć (nikt nie wiedział), objawiało się to szumem w uszach i niemiłosiernie szybkim tętnem, aż kręciło mi się w głowie.
Ja nikomu o tym nie powiedziałam, kuzynki też milczały.

Karma jednak wraca, koleś w wieku 30 lat zmarł na raka prostaty... nie było mi go żal.
Odpowiedz

To były inne czasy, kuzynka była w moim wieku, też wstydziła się powiedzieć dorosłym...

Odpowiedzi (1)
MamaMuminka1234 Odpowiedz

Kuzynka wiedziala, że koleś lubił dotykać małe dziewczynki i co? Nikt inny nie wiedział tego?

Odpowiedzi (3)
Zobacz więcej komentarzy (3)

#qCi62

Zamieszkałam w jednym pokoju w akademiku z moją kopią i to pomogło mi się zmienić, bo odkryłam jak bardzo wkur*iająca jestem. Mojej koleżance morda się nie zamykała, ciągle tylko o sobie pierdoliła, użalała się nad sobą i nie dawała mi spać, bo była taka głośna. Do tego po sobie nie sprzątała i długo siedziała w łazience. Tak jej kuźwa nie cierpię, że się wyprowadziłam, ale zanim to zrobiłam, przeprosiłam moją byłą współlokatorkę (złotą kobietę) za to, że byłam taka zjebana, bo teraz wiem jak to jest mieć w pokoju takiego wrzoda.
124 Odpowiedz

Oto przykład jednego z niewielu przypadków - tych którzy się zorientowali w porę.

Gro9 Odpowiedz

Jak mi brakuje tutaj takich historii - gdzie ktoś nie użala się tylko nad sobą bo wszyscy inni są tacy źli i niedobrzy a tylko ja jedyny taki święty, tylko potrafi spojrzeć w lustro i przyznać że zjebał. I wyciągnąć wnioski.
Pozdrawiam i powodzenia

Odpowiedzi (1)
Zobacz więcej komentarzy (3)

#hol8U

Prowadziłam z siostrą salon fryzjerski. Powiedzenie, że z rodziną najlepiej wychodzi się na zdjęciu tu idealnie pasuje. Salon założyłyśmy dzięki wsparciu finansowemu od rodziców, z moich oszczędności i niewielkiego wkładu finansowego siostry (całe 35,50 zł). Miałyśmy się rozliczyć, gdy salon się rozkręci.

Pracowałyśmy zgodnie klika lat, ale nasze wypłaty były bardzo niewielkie, można rzec, że pracowałyśmy w wolontariacie ;). Zarabiałyśmy na utrzymanie salonu i to co zostało dzieliłyśmy równo na pół, czyli zazwyczaj mniej niż najniższa krajowa... Zastanawiałam się wiele razy, czy jest sens dalej to prowadzić, czy lepiej pójść do kogoś do roboty, ale ona ciągle mnie nakręcała, że jutro będzie lepiej. Miałyśmy coraz to więcej klientów i większe obroty, ale wypłaty pozostawały na tym samym poziomie, siostra mnie przekonywała, że więcej klientów= większe koszty utrzymania. Wierzyłam jej i nie przeliczałam utargów i wydatków, bo ona tym się zajmowała. Miałyśmy naprawdę dobre relacje. Nigdy nie podejrzewałam jej, że mogłaby działać na moją niekorzyść.
Gdy zaszła w ciążę, sama musiałam ogarnąć salon. I wtedy wszystko się wydało... Chciałam być fair wobec siostry, więc rzetelnie zapisywałam wszystkie wydatki i przychody. Wtedy zauważyłam, że giną pieniądze. Mówiłam o wszystkim mężowi. Gdy po raz trzeci kasa mi się nie zgadzała, zaczęłam zabierać do domu pieniądze. Wtedy po pracy przyjechała ona razem ze swoim mężem i zrobiła mi ogromną awanturę, że nie mam prawa zabierać kasy ze sobą, bo to własność salonu (chociaż to ja sama te pieniądze zarobiłam). Z dnia na dzień dowiedziałam się, ile tak naprawdę jestem w stanie zarobić i nigdy lepiej mi się nie wiodło jak teraz, gdy pracuję sama i jestem w stanie przyjąć mniej klientów, a zarabiam 3 razy więcej... No ale na tym nie koniec...

Wiem, że moja naiwność jest warta potępienia, ale klapki na oczach miałam solidne ;). Pojechałam się wyżalić mamie. Nie usłyszałam słów wsparcia, tylko niedowierzanie, że na pewno się pomyliłam. Po jakimś czasie zauważyłam, że moja rodzina mnie odtrąciła i nikt nie wierzy w moją wersję zdarzeń. Powiedziałam siostrze, że jak wróci do pracy, to na moich warunkach, założy swoją działalność, ja swoją i już nigdy nie będziemy miały wspólnej kasy. I co zrobiła? Zrezygnowała! Spłaciłam ją. Salon jest tylko mój. Lepiej mi się powodzi. Stać mnie na wszystko, ale nie mam już rodziny z mojej strony. Nie ma rodzinnych świąt, spotkań, urodzin. A ja mam opinię zimnej suki, która zostawiła ciężarną siostrę bez środków do życia. Wierzę, że dostanie od losu karę dokładnie taką, na jaką zasłużyła. W sądy się nie chcę bawić , bo szkoda mi czasu i nerwów. Chciałabym was przestrzec przed nadmierną ufnością wobec innych, bo kto ma miękkie serce, ten ma twardą dupę...
paella Odpowiedz

Mam nadzieję, że długo jej nie spłacałaś ;) całe 35,5zł

Odpowiedzi (5)
Gro9 Odpowiedz

Powiem tak. Mogło być jeszcze gorzej. Znam z autopsji sytuację gdy 2 siostry prowadziły wspólnie działalność gospodarczą. Po kilku latach okazało się że siostrzyczka prowadząca finanse nie tylko podskubywała kasę siostry ale też nie wpłacała siostrze wszystkich skłądek ZUSowskich. Sprawa się rypła dopiero gdy ktoś skontrolował jej papiery w ZUSie i wysłał zapytanie czemu brakuje wpłat.

Zobacz więcej komentarzy (15)

#iK8U7

Będzie o tym, jak matka wrobiła mnie w dziecko.

Zarys sytuacji: Z moim mężem jesteśmy po ślubie już 3 lata, a w związku prawie 7. Już od samego początku uzgodniliśmy, że dzieci w tym związku nie będzie - on słysząc płacz dziecka dostaje białej gorączki, a ja po prostu wiem, że byłabym beznadziejną matką. Dlatego aby zabezpieczyć się przed niechcianą "fasolunieńkom", ja biorę tabletki, mąż stosuje prezerwatywy. Tyle z zarysu, wracamy do sytuacji właściwej.

Oczywiście jak jest ślub, to są i pytania o "bombelki". Od samego początku odpowiadaliśmy zgodnie z prawdą - "kaszojadów" u nas nie będzie.
Teściowie nowinę przyjęli na spokojnie, poklepali syna po plecach i zażartowali, czy załatwiać nam już kota.
Natomiast w moją mamę jakby szatan wstąpił. Zaczęło się niewinnie, od tekstów w stylu "Przejdzie ci" albo "Jak już dziubasek będzie w twoim brzuszku, to od razu go pokochasz". Wysłuchałam, olałam. I jak już do mamy dotarło, że słowami nas nie przekona, przeszła do czynów.

Zaczęło się przychodzenie na kawę z moimi siostrzeńcami i bratankami (moje rodzeństwo weszło w wiek rozrodczy i mam aktualnie 7 dzieciaków w rodzinie, z czego żadne nie skończyło 8 lat). Wysłanie mi zdjęć cudzych "berbeci" z podpisami typu "A Hania/Zdzisia/Marysia już ma wnusia, czekam na swoje ;*". Gadanie, że to już najwyższa pora i niezajście w ciążę da mi raka macicy. Irytujące, ale nieszkodliwe.

Mamusia z każdy miesiącem bez "szkrabiczka" z naszej strony coraz bardziej fiksowała na tym punkcie. Jak się później dowiedziałam, w końcu nie wytrzymała i postanowiła wziąć sprawy w swoje ręce.
Na jednej z kawowych posiadówek wymsknęło mi się, że ginekolog kazał mi na jakiś czas odstawić hormony, powód nieistotny. Mamusia tak jakoś wtedy pojaśniała i poszła do łazienki. Tak, w łazience trzymamy prezerwatywy, przedziurawiła każdą jedną.

Niecałe trzy miesiące później dowiaduję się, że jestem w ciąży. No żeż ku... No nic, wpadłaś, powstań. Z mężem postanowiliśmy, że urodzę i oddamy. Rodzina poinformowana. Moja mama wpadła w furię na nasze plany, zaczęła wrzeszczeć i cutuję "To na ch**a ja te prezerwatywy wam poprzebijałam?!". I oto w ten sposób dowiedziałam się, że moja własna matka dba bardziej o przedłużenie rodu niż wolną wolę córki.
Z mamą nie mam kontaktu już ponad pół roku.


Dla ciekawskich, mój "pasożycik" ma się dobrze, zdrowy chłopczyk. Znaleźliśmy parę, która chętnie się nim zajmie. Niedługo termin. Trzymajcie kciuki, aby nie było komplikacji!
Szalomea Odpowiedz

Kobiety, dobra rada. Nie chcecie mieć dzieci, to dla świętego spokoju i uniknięcia takich sytuacji kłamcie, że nie możecie dzieci mieć. Serio.

Odpowiedzi (5)
Lorayne Odpowiedz

Nie widać było, że poprzebijane? Jestem chyba lekką paranoiczką bo zawsze oglądam gumki z każdej strony, ale to chyba widać na pierwszy rzut oka albo przy zakładaniu...

Odpowiedzi (3)
Zobacz więcej komentarzy (24)
Dodaj anonimowe wyznanie