#Ry5wY

Jestem w ciąży, właściwie już dość zaawansowanej. Czuję ruchy dziecka, widzę, że reaguje na mój i męża dotyk na brzuchu, na to co jem itd. Czuję z nim więź, coraz większą.

Od niedawna zaczęłam o sobie mówić jako "mama". I co mnie bardzo zdziwiło - zarówno moja mama, babcia jak i mąż, wszyscy mocno wierzący katolicy, wojujący przeciwnicy aborcji - mówią mi, że jeszcze nie jestem mamą.

Nie rozumiem tego. Denerwuje mnie to! Używają tylko jakiegoś głupiego argumentu o tym, że dziecko jest jeszcze nieurodzone, niezarejestrowane w urzędzie, więc jeszcze nie jestem mamą. Ale dziecko jest dzieckiem od poczęcia (nauki kościoła)!
Tak to jest robic chu#a z logiki...
Lavandavanda Odpowiedz

Daj spokój. Oni pewnie nie chcą "zapeszać", cokolwiek by nie powiedzieć o przesądach w życiu katolika. Jesteś mamą i cudownie, że się nią czujesz. Początek Twojego wyznania, ten o więzi, jest piękny i wzruszający. Powodzenia!

Odpowiedzi (3)
Morgenrot Odpowiedz

Skoro czujesz, że jesteś mamą, to nią jesteś. Postaraj się takie teksty wpuszczać jednym uchem i wypuszczać drugim, na hipokryzję nic nie poradzisz.

Dużo zdrowia dla Ciebie :)

Odpowiedzi (2)
Zobacz więcej komentarzy (19)

#Zq9Gn

Jechałam tramwajem prawie przez całe miasto, tramwaj zaczął się zapełniać. Po jakimś czasie stało trochę osób, ja zaczytana i ze słuchawkami na uszach, nagle SZTURCH!
- Ustąp mi miejsca!
Ani me, ani be, stary człowiek wydziera mi się nad uchem. Pokazuję mu inne miejsce, ok. metr-dwa od mojego, i mówię, że może usiąść tam... Ale NIE, on chce usiąść na moim i już.
Stwierdziłam, że jak z powodu własnego uporu chce stać, to niech sobie stoi, ja się nie ruszam.
Prawie zjedli mnie w tym tramwaju, ale miałam to gdzieś (pan nie miał trudności w poruszaniu, kul ani tego typu rzeczy).

Inny dzień, autobus, wsiada starsza pani. I od razu do mnie (w autobusie było może z 5 osób), że mam jej miejsca ustąpić.
Mówię, że wokół ma pełno wolnych miejsc, może sobie wybrać jakieś.
- Ale to jest MOJE.
- A akt własności lub wieczystego użytkowania pani ma?
Oczywiście rozdarła się, ale ja - książka, słuchawki...
DzieckoRosemarry Odpowiedz

Kiedyś wsiadłam do pustego autobusu (byłam jedynym pasażerem) i mocher kazał mi ustąpić miejsca 😂😂😂

Odpowiedzi (5)
981001 Odpowiedz

I dobrze, krociuuutko :v
Z frajerami nie gadam

Zobacz więcej komentarzy (11)

#ti8HT

Piszę opowiadania. Wychodzi mi to nie najgorzej. Nigdzie ich nie publikuję, trzymam w specjalnym folderze na kompie z nadzieją, że kiedyś uzbieram wystarczającą ilość pieniędzy, żeby wydać je w tradycyjnej formie. Tyle słowem wstępu.

Kiedy miałem jakieś siedemnaście lat, dostałem tak potężnej weny, że wziąłem się za pisanie. W mojej głowie narodziła się mroczna historia pełna przemocy i okrucieństwa. Punktem kulminacyjnym miał być dokładny opis samobójstwa głównego bohatera, a później procedury pogrzebowe, widziane oczami pozostałych postaci. Na ten temat wiedzę miałem wątłą, więc zrobiłem odpowiedni research.

W domu mieliśmy tylko jeden komputer, z którego, jeśli zaszła taka potrzeba, korzystała cała rodzina. Pewnego dnia moja mama robiła zakupy przez internet, wcześniej upatrzyła sobie coś dla siebie, ale nie utworzyła osobnej zakładki do strony i po prostu zapomniała "gdzie to jest". Zajrzała do historii przeglądarki.
Nie minął tydzień, a w naszym domu pojawił się stary znajomy rodziny, który był też szkolnym psychologiem. Nie przyszedł na kawę. Prawie godzinę rozmawiał ze mną o moich myślach samobójczych. Z wyjaśnieniami musiałem czekać do końca jego długiego monologu, bo po prostu nie dał mi dojść do słowa. Słyszałem, jak mama płacze w kuchni, a tata chodzi nerwowo po domu.
W końcu udało mi się naprostować sytuację. Tak przynajmniej myślałem, ale psycholog był nieugięty. Powiedział mojej wychowawczyni, żeby traktowała mnie delikatnie i uważała na wszystkie "niepokojące" znaki.

Rodzice uwierzyli w moją wersję, nawet przeczytali moje opowiadanie. Pokazałem je też psychologowi, ale uznał, że ściągnąłem je z sieci, bo "kręcą" mnie te klimaty, a teraz robię sobie alibi. Nie przyjął do wiadomości, że to ja sam napisałem (to nie było genialne opowiadanie, ale najwyraźniej uznał, że uczeń liceum nie jest w stanie napisać niczego, co nie jest rozprawką na polski).

I tak do końca szkoły byłem na oku nauczycieli i psychologa. Cóż mogę rzec, przynajmniej miałem fajny pomysł na nowe opowiadanie, które napisałem kilka lat później, z lepszym warsztatem, i z którego jestem bardzo dumny.
malypulpet Odpowiedz

Z chęcią bym przeczytała te opowiadania :)

Odpowiedzi (4)
Tink Odpowiedz

Brawo dla Starych! Psycholog z interwencją u nauczycielki też mi się podoba :)

Odpowiedzi (7)
Zobacz więcej komentarzy (15)

#S8zcq

W podstawówce zdarzało mi się robić podpaskę z szarego papieru toaletowego.
Kiedyś wypadła mi nogawką spodni na lekcji, gdy szłam do odpowiedzi...

Pamiętają.
derp Odpowiedz

Głupio tylko się zapytam - robiłaś to z potrzeby czy ot tak?

Odpowiedzi (2)
Jojmonsterka Odpowiedz

A gdzie trauma i próby samobójcze ? Zemsta po latach? Morał albo apel?

Odpowiedzi (11)
Zobacz więcej komentarzy (6)

#ypf8y

Mam 17 lat i nigdy nie miesiączkowałam. Powód całej tej anomalii (no bo przecież jak dziewczyna w tym wieku może nie mieć okresu?!) jest mi znany dokładnie od pół roku.
 
Po 17 latach nieświadomości dowiedziałam się, że urodziłam się bez macicy. Ot, wada genetyczna. Niby nic wobec tragedii milionów ludzi, a jednak informacja ta stała się moją prywatną klęską. Od zawsze miałam bardzo niską samoocenę, jednak teraz jest ona praktycznie zerowa. Nie czuję się kobietą, czuję, że oszukuję wszystkich naokoło i jeszcze samą siebie i jest mi z tym cholernie źle. Nie myślcie, że jestem transem, bo to nie o to tu chodzi, a raczej o tę świadomość, że jestem w jakiś sposób wybrakowana. Ba, nie tylko w "jakiś" tam sposób. Brak mi czegoś, z czym kobiety są wręcz utożsamiane, czegoś, co jest niejako atrybutem płci pięknej. Czuję się jak gówno. Po prostu.

Nie mówiłam o tym nikomu, Wy jesteście pierwsi, o ile to wyznanie do Was dotrze, drodzy Anonimowi. Nie oczekuję litości ani pocieszenia, chciałam to tylko gdzieś napisać, żeby ktoś się dowiedział, że istnieje sobie taki babochłop na tym świecie.
Lavandavanda Odpowiedz

Kochana. Jesteś kobietą. Niezależnie od tego, czego Ci brakuje. I walcz o to, żebyś się czuła kobietą już teraz. Przed Tobą życie. Mimo braku - może być piękne i szczęśliwe. Pozdrawiam Cię serdecznie.

Odpowiedzi (3)
CzarnaSowa Odpowiedz

To anomalia częstsza niż sądzisz. Rozumiem że to dla ciebie trudne, skoro ciężko ci się z tym pogodzić to poproś o pomoc psychologiczną.

Zobacz więcej komentarzy (41)

#Ouzn2

Poznałem dziewczynę. Na początku nie zwracałem na nią większej uwagi (jest młodsza o 5 lat), ale potem wyszło na jaw, że mamy wspólne zainteresowania i wiele tematów do rozmów. Przegadaliśmy więc niejeden wieczór, jeździliśmy po kinach, teatrach i operach, najpierw w paczce znajomych, potem sami. Zakochałem się całkowicie, przepadłem jak nie wiem. Kumple wróżyli nam, że będziemy lada dzień razem, było dosłownie jak w bajce, a tu nagle...
"Adam, ja i Czarek jesteśmy razem".

Ona. I mój brat. RAZEM. Byłem tak w nią wpatrzony, tak pewny siebie, że nawet nie pomyślałem, jak dużo chwil spędza z moim bratem. Po prostu założyłem, że musi ze mną być i jest to tylko kwestia czasu. Sądzę, że nawet nie domyśliła się, że wmanewrowała mnie do friendzonu (zawsze mało pojętna w sprawach ducha była).

Od tamtego dnia minęło kilka lat moich cierpień, kilka lat, gdy praktycznie codziennie była w naszym domu. Miałem w międzyczasie kilka dziewczyn, ale żadnej nie kochałem jak P. Pomagałem bratu wybrać pierścionek zaręczynowy, dyskutowałem z P. na temat tego jaką suknię ślubną wybierze i zostałem poproszony o bycie świadkiem na ich ślubie.
To oczywiste, że się zgodziłem.

Nawet znalazłem sobie osobę towarzyszącą na wesele, która kontakt miała chęć utrzymywać też po weselu. Why not, why not, może coś wyjdzie? P. ją pokochała absolutnie, szybko stały się przyjaciółkami i jakoś tak totalnie odwlekałem moment rzucenia K. (do wniosku doszedłem po roku), bo wiedziałem, że to lekko zachwiałoby ich przyjaźnią. Obawiałem się, że K. kazałaby P. wybierać, czy woli zadawać się ze mną czy z nią.

K. często narzekała na to, że nie chcę się z nią przespać. Tłumaczyłem wstrzemięźliwością przedślubną, ale kiedy po niecałych dwóch latach bycia razem ślub się nie zbliżał (właściwie to bardzo krótki okres), K. się tym zajęła. Po alkoholu zdołała mnie "namówić" na seks. Kiedy wytrzeźwiałem, zrobiłem jej wielką awanturę. Nie miała już czego u mnie szukać. A potem okazało się, że będziemy mieć dziecko. Byłem w szoku, a mieszkając na małej wsi i będąc pod obstrzałem spojrzeń WSZYSTKICH, zostałem przymuszony do poślubienia K.

Po miesiącu od ślubu pękłem i wyznałem P. co mnie dręczy - ta zachowała się jak na przyjaciela przystało; zabrała mnie na komisariat złożyć oskarżenie o gwałt, z K. zerwała natychmiastowe kontakty, wzięła sprawy w swoje ręce.

No, a raczej mogłabym wziąć, gdyby Adam mi powiedział przed samobójstwem, a nie pisał list. Nigdy nie dał mi szansy, by mu pomóc. Zbywał mnie i powoli rozluźniał kontakt. W końcu się powiesił, a ja trwałam w żałobie przez ponad dwa lata.

Jeśli mam być szczera, to w swoim czasie byłam w nim całkowicie zakochana, ale zachowywał się tylko jak przyjaciel, więc odpuściłam i spróbowałam z Czarkiem. Gdyby wtedy mi powiedział, że mnie kocha...
gitarzystka Odpowiedz

Tyle tragedii i lat cierpień tylko przez to, że ludzie nie potrafią się zdobyć na odwagę i powiedzieć komuś, co czują...
Przykre, że ludzie zaprzepaszczają całe swoje życie, przez taką pierdołę, jaką jest wyznanie swoich uczuć. (Tak, uważam, że zdobycie się na chwilę odwagi jest pierdołą w porównaniu do całego spieprzonego życia)

Odpowiedzi (3)
DarkPsychopathII Odpowiedz

Wy książkę jakąkolwiek czytaliście....kiedykolwiek....? Autorka początek napisała w osobie tego chłopaka, jego przemyślenia, które jej wyznał, a koniec w swojej osobie. Ciekawy, aczkolwiek wielokrotnie w literaturze znany sposób narracji. Nie ma w wyznaniu nic dziwnego, po prostu niektórzy z was mają problem z logicznym analizowaniem faktów i winią autorkę, za swoje niezrozumienie... Co co wyznania to bardzo smutne i poruszające. Powiedziałbym coś, ale to i tak nic nie zmieni, może w innym życiu wam się uda, w lepszym świecie...

Odpowiedzi (5)
Zobacz więcej komentarzy (14)

#hsLiZ

Jestem w trakcie studiów medycznych. Wyższe roczniki większość zajęć odbywają w szpitalu, uczestniczą w obchodach i podczas wizyt w poradni.

Sytuacja miała miejsce podczas zajęć z chorób przenoszonych drogą płciową. Podzielono nas na grupy ośmioosobowe i takim "stadkiem" zabierano nas do pacjentów, którzy przychodzili z bardzo wstydliwymi dla nich problemami.

Nigdy nie zapomnę, gdy oglądałyśmy krocze pewnej młodej kobiety ze zmianami skórnymi, trwało to wieki, ponieważ każda z nas podchodziła osobno i patrzyła przez specjalną lupkę. Osiem osób po kolei. To były chyba najgorsze zajęcia kiedykolwiek, czułam się okropnie zażenowana, jakbym molestowała ją seksualnie. Nawet nie chcę myśleć jak strasznie czuła się wtedy ta kobieta, która co prawda wyraziła zgodę na to badanie, ale tak naprawdę chyba nie do końca miała inne wyjście.

To prawda, że nie da się dobrze nauczyć leczyć ludzi tylko z podręczników, nie widząc na własne oczy pacjentów, ale dałoby się to prosto rozwiązać zmniejszając znacznie liczebność grup, zwłaszcza podczas takiej a nie innej specyfiki zajęć. Inna sprawa, że takie zajęcia również są dla nas mniej wartościowe, gdy musimy się przepychać by cokolwiek zobaczyć lub osłuchać pacjenta.
freespeech Odpowiedz

My mialysmy zajęcia z gineksow po 4 osoby w grupie, zależy od uczelni pewnie :)

Odpowiedzi (2)
medlove Odpowiedz

zgadzam się z Tobą, że grupki powinny być mniejsze

Zobacz więcej komentarzy (6)

#yrxLx

Niedawno (przed świętami) na Tinderze poznałem naprawdę świetną dziewczynę, z którą rozmawiało mi się bardzo dobrze. W zasadzie była pierwszą osobą od bardzo dawna, przed którą szczerze się otworzyłem i w zasadzie dość szybko zacząłem mieć jakieś spore nadzieje w związku z tą znajomością. W ostatecznym rozrachunku nawet nie zakończyłem jej, gdy przyznała mi otwarcie, żebym nie napalał się, bo ona rozmawia jeszcze z innym gościem i w zasadzie jestem tylko jedną z opcji. Mimo tego nie zraziłem się i parę dni temu, już po świętach i Nowym Roku, umówiliśmy się na spotkanie w "realu" i poszliśmy na kawę.

Na spotkaniu dowiedziałem się od niej, że jestem dla niej zbyt inteligentny, oczytany i posiadam zbyt duży zasób słów.
BananowaPanda Odpowiedz

Może to i lepiej?

Kuudere Odpowiedz

Nie dogodzisz.

Zobacz więcej komentarzy (24)

#KHscE

Moja dziewczyna miała super pomysł na zerwanie.

Wymyśliła, że jesteśmy dziećmi Boga, a to znaczy, że jesteśmy rodzeństwem. A ona nie może być ze swoim bratem.
kurcze Odpowiedz

:D :D :D no nie mogę. Czy wzięła pod uwagę, że w takim razie nie może być z nikim? A jej rodzice spłodzili ja w związku kazirodczym? Pewnie dlatego ma wadę genetyczna w postaci porąbana.

Odpowiedzi (1)
ZielonookaJA Odpowiedz

Argument byl? Byl xD
Dobrze że Kiara z ,,Krol lew 2,, nie patrzyła na to bo teoretycznie poślubiła swojego wujka a kuzyna Simby xD

Odpowiedzi (3)
Zobacz więcej komentarzy (10)

#J1Iv5

Dlaczego nienawidzę szkolnych mikołajek.

Cała historia wydarzyła się w latach 90., w jednej z wiejskich podstawówek. Mieliśmy kupić coś do 30 zł na mikołajki klasowe, lecz wychowawca nie doprecyzował co.
Moi rodzice budowali dom, żyliśmy bardzo skromnie, nie mogliśmy pozwolić sobie na jakiekolwiek zbędne wydatki, a ja nie prosiłam o nic. Odkładaliśmy grosz do grosza i nawet 30 zł to była dosyć spora kwota na prezent. Moja mama kupiła słodycze. Dużo słodyczy. Inne mamy również kupiły słodkości, jakieś kubki, tanie zabawki czy figurki. Generalnie prezenty mieszczące się w wymaganym przedziale cenowym.
Kiedy wręczyłam podarunek koleżance, ona rozpłakała się i zrobiła raban na całą klasę, oczywiście, nastawiając dodatkowo wszystkich przeciwko mnie. Byłam w ciężkim szoku...

Po kilku dniach mama wypytała, o co chodzi, bo chodziłam bardzo przybita. Kiedy jej opowiedziałam, nie wierzyła własnym uszom. Jednakże była i jest honorową kobietą, więc dokupiła (chociaż wcale nie musiała) śliczny bibelocik - brokatowego, mieniącego się bałwanka ze złotymi gwiazdkami na sprężynkach i kazała mi go wręczyć koleżance.
Na drugi dzień przyszłam do szkoły, wręczyłam jej drugi prezent... a koleżanka zaczęła znowu narzekać, że coś jest nie tak. Nie byłam w stanie pojąć, jak można być aż tak rozpieszczonym i zepsutym dzieckiem, bo ja dostawałam prezenty tylko na naprawdę specjalne okazje i do głowy by mi nie przyszło tak się zachować.

Koniec końców wieść o zachowaniu córeczki dotarła do jej rodziców, być może któreś dziecko wspomniało o tym w domu i ludzie zaczęli plotkować (na wsi każdy się znał), być może od wychowawcy (ale on miał raczej wszystko gdzieś), być może koleżanka sama się poskarżyła... W każdym razie - dostała taki paternoster, że chyba będzie pamiętać to do końca życia. Wiem, bo opowiedziała mi o tym jej sąsiadka, a moja dobra znajoma. Poza tym koleżanka musiała mnie przeprosić i oddać figurkę.
Podejrzewam, że do dziś jest jej wstyd, ponieważ wiele osób dowiedziało się o jej zachowaniu.
Niesmak jednak pozostał.

Morał z tego taki, żeby zawczasu uczyć swoich podopiecznych empatii i szacunku do biedniejszych dzieci i do tego, co dają im inni, a na pewno wyrosną na dobrych ludzi.
CzujeszStrach Odpowiedz

I ta satysfakcja kiedy rodzice nie bronili swojego dzieciątka, bo takie dobre i wspaniałe.

Odpowiedzi (5)
malypulpet Odpowiedz

I dobrze jej tak.

Zobacz więcej komentarzy (8)
Dodaj anonimowe wyznanie