#KrV7o

Dzień przed sylwestrem pożegnałam swojego przyjaciela, który był z nami ponad 12 lat. Był to mój ukochany, łagodny pies, mój wymarzony prezent na 18. urodziny. Podjęliśmy decyzję o eutanazji, bo piesek już ledwo chodził, miał raka kości, wył z bólu. Czekając na weterynarzy, płacząc, myślałam tylko o tym, kiedy oni w końcu przyjadą, bo nie mogłam patrzeć jak on leży i cierpi, "krzyczy" z bólu, był już chyba w stanie powoli agonalnym. Uważam, że decyzja o skróceniu mu cierpienia była najlepszą, jaką mogliśmy podjąć, być może nawet za późno podjętą, ale wcześniej piesek jadł, chodził i załatwiał się na zewnątrz. Weterynarze proponowali, bym nie patrzyła na jego śmierć i nie przeżywała (bo jestem w dość zaawansowanej ciąży), ale ja nie mogłam zostawić go z obcymi ludźmi, by się bał. Wolałam płakać, być przy nim i trzymać go w ostatnich chwilach, mimo że mi i mojej mamie obok było bardzo ciężko. Nie czuł bólu, chyba poczuł ulgę po głupim jasiu, bo zjadł swój ostatni przysmak, a następny zastrzyk dość szybko spowodował ustanie pracy serca.

Potem poczytałam w internecie o eutanazji zwierząt i przeraziły mnie wpisy niektórych osób, które nie chcą się zgodzić na ukrócenie cierpienia swojemu pupilowi albo zastanawiają się nad tym zbyt długo (np. opis psa, który w ogóle nie chodził, miał odleżyny, otwarte rany, cierpiał, a właściciele zamiast go uśpić, to wynosili go na kocu na dwór).

Nie bądźmy egoistami! Nie trzymajmy kurczowo przy sobie zwierząt, których życie składa się już tylko z codziennego cierpienia, bo w takich sytuacjach myślimy tylko o sobie. Nigdy nie pogodzę się ze śmiercią mojego psiaka, ale lepsza szybka śmierć w ramionach właściciela, niż całe dnie bolesnej agonii, bo właściciel nie chce się rozstać. Mi odeszła ochota na sylwestra, ale życzę Wam na Nowy Rok, byście doceniali swoich pupili i ich samych jeszcze za życia i poświęcali im więcej czasu, bo liczy się też dobre życie, tak samo jak dobra śmierć.
Elly Odpowiedz

Zastanawia mnie zawsze w takich przypadkach dlaczego dopuszczona jest eutanazja zwierząt agonalnych, ciężko chorych; natomiast ludzi (jakkolwiek brutalnie to nie zabrzmi - droższych w leczeniu) w identycznym stanie - już nie...

Leoonore

Naprawdę Cię to zastanawia ? 😂
Przecież to zabójstwo.
Zwierzęta się zabija, chociażby hodowlane, jest to dopuszczone ....
Pies to tylko pies. Tak jak świnia czy kura.

MentalnyParadoks

Ja tam nie wiem co jest dopuszczone, a co nie. Ale w identycznej sytuacji jednak wolałabym, żeby mnie zabili, niż żebym miała być ciężarem dla rodziny. Dlatego mam nadzieje, że w sytuacji jakiegoś wypadku pozwolą mi umrzeć, niż mieliby mnie ratować tylko po to, żebym do konca zycia byla rośliną.

Aliccjaa

Tez bym wolała być uśmiercona szybciej niż męczyć swoją rodzine. Ciężej jest patrzeć przez kilka lat na osobę, która już nigdy się nie ruszy, nie odezwie itd. Liczę, ze niedługo zezwolą na eutanazje tak jak to jest w niektórych krajach

Fanmagdygessler

@Elly Aliccjaa ma racje, w niektorych krajach jest dopuszczona, np w Belgii i Holandii
pozdr

crimsoneye

Często gęsto wpływy na to ma mentalność danego kraju. W krajach zachodu jest to już raczej normą, że osoby cierpiące można poddać eutanazji, ponieważ ludzie wiedzą, że nikt ich nie wytknie palcami, a co najwyżej potaknie i powie, że tak było lepiej. W Polsce wciąż ogromne wpływy na ludzi ma religia i opinia innych. Eutanazja widziana jest jako "droga na skróty" i grzech, a męczeństwo to chyba według niektórych jedyna droga do zbawienia czy coś. Nam nawet katecheta powiedział, ze zwierzęta duszy nie mają i są gorsze od ludzi. Jako ateistka ciężko mi stwierdzić czy tak jest. Nigdy nie uważałam zwierząt za gorsze, to też żyjące i czujące istoty. Ja jestem za eutanazją. Nie chciałąbym na łożu śmierci cierpieć i narażać kogokolwiek na dodatkowe koszta, związane z leczeniem.

Pusia

Wina religii. Bo ponoć tylko któryś z tych wszystkich bogów może być panem życia i śmierci. A jak wiadomo - według głupkowatych przekonań wielu ludzi - człowiek nie jest zwierzęciem, więc nie wolno dokonywać na nim eutanazji, bo się któryś bóg wkurzy. A zwierzątka można, bo tam „pan życia i śmierci” już nie dociera.

TrvskawkaNaTorcie

Jeśli ktoś sam zgadza się na eutanazję bo ma już dosyć męki to nie jest to żadne zabójstwo, a jedyne samobójstwo jeżeli już tak sobie to tłumaczycie.
I oczywiście, jak zwykle ktoś musiał wejść na temat religijny bo przecież tylko w Polsce są katolicy a na całym świecie, gdzie eutanazja jest legalna JUŻ NIE MA WIERZĄCYCH OSÓB, prawda Pusia?

Tiktaki

Ja ostatnio nad tym myślałam i to przykre, że ludzie są zmuszone bardziej cierpieć niż zwierzęta... Dobrze, że jeszcze nie ma zakazu usypiania zwierząt, ale na całe szczęście religia dotyczy tylko ludzi.

Pusia

Ale co ty się do mnie dopierdalasz? Tak, to wina religii. W Polsce jest mnóstwo wierzących osób, do tego jest jedna tak silnie dominująca religia, która MA WYRAŹNY wpływ na niektóre ustawy (mam na myśli aborcję, tabletki „po”, małżeństwa jednopłciowe). Trzeba być niezłym dzbanem, by tego nie widzieć. W krajach, gdzie takie zabiegi są legalne, przede wszystkim normy religijne nie mają NIC do wprowadzanych ustaw. Jeżeli ktoś wierzy, to po prostu tego nie robi dla dobra swojego sumienia i uczuć religijnych, ale jednocześnie nie zakazuje tego innym, bo JEGO wiara tego zakazuje.

Poroniec

Dokładnie Pusia. To problem etyczny. Dla osób wierzących życie jest najważniejsze, to dar od Boga, cud, najwyższa wartość - i nieważne jakie jest to życie, bo tu chodzi o sam fakt życia. (Nie wiem jak tłumaczą to sobie osoby niewierzące - będące jednocześnie przeciwnikami eutanazji).
Dla zwolenników eutanazji (w tym dla mnie) ważniejsza jest wola chorego, szacunek, uszanowanie godności/decyzyjności danej jednostki, uchronienie przed cierpieniem. Jednak tutaj trzeba brać pod uwagę każdą jednostkę, a nie każdy chce żyć za wszelką cenę.
W Polsce eutanazja to forma zabójstwa, ale kara może zostać złagodzona lub sąd może nawet odstąpić od wymierzenia kary. Wszystko to zależy od danej sytuacji.
Też pewnego rodzaju problemem jest to, kiedy na przykład wiadomo, że osoba sparaliżowana była przeciwnikiem eutanazji. Wiadomo, że taka osoba cierpi, męczy się albo nie ma nawet świadomości - jednak czy można za taką osobę podjąć decyzję? Ze świadomością, że ta osoba była przeciwnikiem eutanazji? Z drugiej strony dlaczego rodzina ma poświęcać swoje życie na opiekę nad osobą, która ledwo co wegetuje i nigdy (najprawdopodobniej) z takiego stanu nie wyjdzie?
Moim zdaniem eutanazja powinna być legalna. Jednak nie wiem jak to jest rozwiązane w chociażby Holandii. W ekstremalnych przypadkach kiedy osoba jest totalnie sparaliżowana powinna decydować rodzina z lekarzem i sądem - lub jakąś specjalną 'komisją'. Ale też można by to rozwiązać w sposób prawny - że na przykład będąc w wieku 18 lat można udać się do urzędu i zadecydować co i w jakich przypadkach zrobić z daną osobą (na przykład oddanie narządów do celów naukowych lub dla innych osob potrzebujących - co w sumie już można zrobić, i zadecydować w, których przypadkach chce się eutanazji). To może brzmi absurdalnie, ale ja bym chciała coś takiego wypełnić. By mieć pewność, że kiedyś nie skończę jako warzywo.

Zobacz więcej odpowiedzi (5)
Sheisntreal Odpowiedz

Mój siedemnastoletni przyjaciel, skrzywdzony przez życie, wspaniały pocieszny piesek w typie yorka miał odejść tak jak Twój. W moich ramionach, bez strachu, otoczony miłością w ostatnich chwilach. Było już naprawdę źle, umówiliśmy wizytę na kilka dni do przodu, żeby wziąć ostatni głęboki oddech, psu zapewnić jeszcze dwa trzy dni miłości czułości, żeby ostatnie co pamiętał to ciepło, miłość. Niestety, plany pokrzyżował mój ojciec. Po pijaku doszedł do wniosku, że męczy go chory, stary pies który zsiusiał się pod siebie kolejny raz i zaczął piszczeć, bo było mu mokro. Wpierw podniósł go wysoko a następnie rzucił nim o ziemię. Został zbesztany za to, mnie nie było tego dnia w domu, relację zdał mi sąsiad. Sąsiad wyszedł od nas, mój ojciec został sam na sam z psem. Po jakimś czasie otrzymałam od ojca telefon, że zabił psa. Udusił go, zawinął w obsiusianą poszewkę na poduszkę i wyrzucił do śmietnika. Tyle zostało z moich planów na godną śmierć dla niego i ostatnie pożegnanie.. Przeżyliśmy wspólnie 15 lat. Nawet nie wiem w jakim śmietniku wylądował..

icstond

To jest chyba ta rzecz, której nigdy nie chciałem przeczytać i która z głowy nie wyjdzie.

Wolke

Współczuje Ci szczerze. Jak można w tak bestialski sposób postąpić z członkiem rodziny.
Tak- to był członek rodziny. Nikt mi nie wmówi inaczej.

tawysniona

Są na to paragrafy. Potwór, nie ojciec.

AkariStyle

Zawsze można do sądu o znęcanie się nad zwierzętami.... Sama mam pieska, jest PRZESŁODKI i jest moim oczkiem w głowie :)

Aliccjaa

Aż mną zatrzęsło, przepraszam, ze tak mowie o twoim ojcu, ale chciałabym by ktoś go kiedyś tak samo potraktował, co za okropny człowiek

Papaja00

Są na pewno na to paragrafy. Niestety, twój ojciec to nie człowiek, tylko potwór. Ktoś powinien mu zrobić to samo, co on temu psiakowi.

jprdl

Moja chora świnka morska odeszła podobnie, wujek wielkości szreka z barami niczym kylo ren ją ukatrupił. Jak się o tym dowiedziałam wpadłam w taki szał, że wujaszek dryblas trafił na pogotowie, po doprowadzeniu się do pożądku był na mnie zły ale skitrał się ostatecznie przed konfrontacją a ja do tej pory udaję, że go nie znam. Kobietki nie bójcie się przywalić zwyrolom, niech znają swoje miejsce w szeregu, ja mam nędzne 160 wzrostu a sztuki walki widziałam tylko na filmach.

HungryForever

Czytając to, popłakałam się :(

uwagapeklagumka

Popłakałam się, współczuje :( Twój ojciec to nie człowiek, to potwór i gdyby ktokolwiek zrobił tak z moim ukochanym przyjacielem to zrobiłabym mu z dupy jesień średniowiecza i nie wiem co jeszcze...

JestemCzarnymKotem

Przestałam czytać po słowach "udusił go". Jak można coś takiego zrobić... Pomijam kwestię, iż pies powinien odejść godnie i nie robić tego na własną rękę, w TAKI sposób. Jednak jak ojciec może wyrządzić taką wręcz krzywdę własnemu dziecku? Ogromnie Ci współczuję i podziwiam, że masz na tyle siły, by o tym napisać. Ja bym nie potrafiła.

Zobacz więcej odpowiedzi (6)
Arezczs Odpowiedz

Tak samo można mówić o człowieku. Nie da rady generalizować. Kazda sytuacja jest inna

Primacafe Odpowiedz

Chorzy ludzie też odczuwają ból i się męczą w ostatnich chwilach życia, a jednak nie można poddać ich eutanazji. Wiele wyznań przeczytałam tu o tym, że pies jest najlepszym przyjacielem czlowieka, a w wielu wypadkach nawet ważniejszy od ludzi. Więc czy jest tu jakaś logika?

Aliccjaa

Nie. W wielu krajach można normalnie przeprowadzić eutanazje np w Holandii. I to powinno by legalne, często chory sam nie chce już żyć i się męczyć to musi być na sile trzymany na tym świecie. Rodzinie tez nie jest łatwo patrzeć na bol i cierpienie tej osoby

ShadowC Odpowiedz

Wiem co czujesz. Od zawsze chciałam kota. To było moje marzenie. W końcu do domu zawitała mała puchata kulka. Była wymarzonym kotem. Przychodziła na zawołanie, nie sikała po katach, nie uciekała. Po roku musieliśmy ja uśpić ze względu na wrodzona wadę serca, złe pąpowało krew, która wydostawała się do wnętrzności. Lekarz mówił, ze to cud, ze przeżyła ponad rok, bo powinna już dawno umrzeć. Teraz mamy już 2 inne koty, ale tamtej, pierwszej, która była spełnieniem moich marzeń nie zapomnę do końca życia. Tez uważam, ze uśpienie jej było najlepszą decyzją, bo kiedy widziałam jak cierpi, wolałam myśleć o niej, niż o sobie.

niebieskyy Odpowiedz

Byłem tylko na jednym usypianiu psa - o przysługę poprosił mnie kumpel, bo stwierdził, że on nie da rady. Z psem się bardzo lubiliśmy, nawet był u mnie podczas wakacji, gdy G. wyjechał za granicę. Pies cierpiał, dlatego gdzieś się cieszyłem, że w końcu nie będzie musiał. Gdy dostał głupiego jasia - ugryzł mnie. Prawie na wylot przegryzł mi dłoń. Zacisk rozluźnił się dopiero, gdy pies przestał "pracować". Przy trzymaniu mnie (nie potrafiłem się wyrwać, z szoku? Nie wiem) piszczał, a jego oczy były tak smutne i puste, że naprawdę, poczułem jak w serce wbija mi się nóż, ten wzrok mówił dosłowne "ty bestio"... Nie wiem, czy dałbym radę jeszcze raz przeżyć coś takiego. Na same to wyznanie powrócił mi widok wzroku Fajdy na mnie.

Pamiętaj, ze on cierpiał i zapewne była to dobra decyzja, trudno na coś takiego patrzeć, pies po prostu cierpiał i nie wiedział co się z nim dzieje, w jakimś odruchu samoobrony zapewne Cię ugryzł, nie dlatego ze uważał Cię za "bestie". Trzymaj się!

Rillianne Odpowiedz

Zgadzam się z treścią wyznania, ale od siebie mam taką uwagę, żeby tak od razu nie szaleć z tym usypianiem zwierząt. Oczywiście jeśli pies cierpi jak to opisano w wyznaniu to decyzja o uśpieniu jest jak najbardziej słuszna, ale mam wrażenie, że niektórzy to by usypiali od razu każdego zwierzaka. Mój pies swego czasu bardzo chorował, miał problemy z chodzeniem i załatwianiem się (tzn. załatwiał się w domu), weterynarz co prawda zrobił mu komplet badań i nawet przepisał tabletki, ale od razu twierdził, że trzeba psa uśpić. Nie zgodziłam się wtedy. Wet co prawda nie komentował, ale wszyscy zaznajomieni z sytuacją wyzywali mnie od egoistów, bo pies cierpi, męczy się, a przy tym jeszcze dywan i kanapa są zasikane, trzeba będzie meble wymienić, no przecież Was nie stać na to. Inny weterynarz przepisał inne leki i pies stanął na nogi. A gdybym się nie uparła i nie zaczęła histerycznie ryczeć przy diagnozie tego pierwszego konowała to odesłałabym na tamten świat psa, który jeszcze spokojnie sobie żyje.

Poroniec Odpowiedz

Podjęłaś słuszną decyzję. Postąpiłabym tak samo, to było po prostu najlepsze co można było zrobić.
Mnie nadal przeraża jednak fakt, że w przypadku ludzi jest to nielegalne (w Polsce), wegetacja w cierpieniu nie ma sensu, a wiele ludzi jest na to skazanych. Nie rozumiem tego i zawsze będę za prawem, możliwością do eutanazji. Jednak u nas to niemożliwe, w końcu w Polsce rządzi ślepa religia.

Anonimowa26 Odpowiedz

Ok. 8 lat temu tez podjelismy z rodzicam taka decyzje aby uspic psiaka ktory byl z nami 14 lat i nie zalujemy tej decyzji. Lekarz uznal ze leczenie go niewiadomo czy pomoze a pies bedzie cierpial jeszcze bardziej. Ciezko mu bylo juz grysc nawet ulubione psie chrupki musialam mu je najpierw namoczyc zeby byly miekkie dopiero sobie je jadl. Takze zgadzam sie z autorka ze to byla dobra decyzjA.
Co do eutanazji ludzi powinno to byc rowniez dozwolone.

icstond

Nawet nie sprawdziliście, czy leczenie może pomóc. "Ciężko mu już było gryźć nawet ulubione psie chrupki" - to nie jest jeszcze coś strasznego, szczególnie jeżeli durne namoczenie wystarcza. To jest jeszcze etap, na którym się walczy.
I dlatego właśnie eutanazja legalna nie jest. Bo do cholery, moment na śmierć nie przychodzi z pierwszym bólem stawów.

Ajaxior Odpowiedz

Strasznie Ci współczuję. :( To jest jedna z decyzji tak trudnych, że ciężko opisać uczucia. Przeżyłam to w 1. dzień Świąt Bożego Narodzenia w 2011 roku. Mój pies miał raka śledziony. W listopadzie przeszedł operację - jeździłam po krew dla niego, później karmiłam go wątróbką, żeby poziom erytrocytów w krwi się podniósł. Wyniki były coraz lepsze. I w wigilię wieczorem nagle nastąpiło totalne pogorszenie. Mój DON jeszcze walczył ze sobą, pomerdywał do mnie ogonem. Dzień później nawet się nie podnosił z posłania, nie jadł, nie pił. Widziałam, że się męczy tak, że nie ma sensu zwlekać. Boże Narodzenie, 19:20, głaskałam go po głowie i płakałam. Dyszał okrutnie, patrzył na mnie z takim bólem... i w jednej chwili podjęłam decyzję o telefonie do weterynarza. Poszłam do innego pokoju po telefon, już rozmawiałam z wetem. Mimo świąt, zgodził się przyjechać (dojazd to ok. 1 godziny). W tym momencie mama woła, że pies chyba nie żyje. Weterynarz kazał mi podstawić lusterko pod pyszczek, sprawdzić, czy odycha. Niestety, nic z tego.

Najgorsze (albo najlepsze), że nie miałam czasu płakać. W 1. dzień Świąt praktycznie wszystko jest pozamykane, więc odpadło krematorium w sąsiednim mieście. Była chyba niedziela, bo pan, z którym rozmawiałam (chyba stróż) powiedział, że najwcześniej we wtorek odbiorą ciało. Super, a co zrobić przez te 2 dni? Nie wiedział. Dzwoniłam dalej, załatwiałam coś. W końcu o 22:00 przyjechał facet ze schroniska w innym mieście. Zabrał mojego psa w jego ulubionym kocyku. W schronie mieli chłodnię i tam go trzymali aż do pierwszego dnia roboczego po świętach, kiedy odbył się pogrzeb (tak, za schroniskiem był cmentarz dla zwierząt). Pochowali naszego DONA w naszej obecności. Dopiero wtedy zaczęłam naprawdę płakać. Do tej pory pamiętam te wszystkie emocje. Coś okrutnego.

Ale jestem dumna z siebie (o ile tak w ogóle można powiedzieć), że byłam gotowa na jedyną słuszną decyzję i gdyby pies nie umarł sam, wet przyjechałby i go uśpił. Wiem, że to byłoby właściwe.

Zobacz więcej komentarzy (12)
Dodaj anonimowe wyznanie