#Y4ySv

Od zawsze mieszkałam z dziadkami. Po śmierci babci dziadek wyzywał i tłukł mnie przy każdej możliwej okazji. Nigdzie tego nie zgłaszałam przez strach, że zostanę bez dachu nad głową.
Kiedy miałam 16 lat, puściły mi nerwy i role się odwróciły. Prawie go udusiłam, ale od tamtego czasu miałam absolutny spokój z jakimikolwiek rękoczynami.
Ogień zwalczaj ogniem, tak?
jakisLogin0001 Odpowiedz

Czasem, nie zawsze, na agresję pomaga agresja. Pokazałaś że jesteś silna i żeby nie zadzierał z tobą. Super że masz już spokój.

Odpowiedzi (3)
RickForrester Odpowiedz

W tym przypadku to argument siły, a nie siła argumentu okazała się panaceum.
Przykre, ale najważniejsze, że nie musisz już tego znosić

Odpowiedzi (1)
Zobacz więcej komentarzy (7)

#8XTW7

Moja już żona złamała mi nos po 10 minutach znajomości.... Robiłem za mięso armatnie na kursie samoobrony dla kobiet. Leżałem na podłodze, a ona wychodząc do toalety potknęła się o materac i trafiła mnie kolanem w nos.
Zacząłem normalnie oddychać już po drugiej operacji :D
Będzie co dzieciom opowiadać.
BlueJay Odpowiedz

Może nie wiedziała jak zagadać?

Odpowiedzi (2)
Seri0usly Odpowiedz

Kolanami na ryj wraca do mody

Zobacz więcej komentarzy (4)

#786Gj

Pewnie wiele osób kojarzy lekturę pt. "Ania z Zielonego Wzgórza"?

Więc mam na imię Anna, mieszkam na ulicy Zielonej, moje miasteczko leży na wzgórzu. Mam rude włosy, jestem sierotą i mieszkam ze starszym rodzeństwem, bezdzietnym. Dobrze się uczę, mam bujną wyobraźnię, studiuję pedagogikę i marzę o wydaniu własnej książki.

PS  Tylko Gilberta nie poznałam ;)
Stella2511 Odpowiedz

Mój brat ma na drugie imię Gilbert (mama chciała mu dać na pierwsze ale rodzeństwo skutecznie wybiło jej to z głowy) i jest od wielu lat z rudowłosą Anną (jej imię też było wybrane z miłości do tej książki). :)

Odpowiedzi (5)
DarkPsychopathII Odpowiedz

Uwielbiam tą książkę, a raczej całą serię o ''Ani z Zielonego wzgórza''. Tylko wojny nie wywołuj, żeby swojego Gilberta znaleźć.....

Odpowiedzi (4)
Zobacz więcej komentarzy (6)

#6fHcC

W gimnazjum, które w tym roku skończyłem, przed ustawą o zdrowej żywności funkcjonował sklepik. Taki typowy szkolny, z żarciem i pierwszorzędnymi przyborami szkolnymi (typu długopisy). Niestety, jak ustawa weszła w życie, pani, która go prowadziła zrezygnowała. Tak oto przez ponad rok byliśmy pozbawieni wodopoju.

Jakieś 150 metrów od szkoły stoją dwa supermarkety: jeden o nazwie owada bardzo popularny w Polsce, a drugi nieco bardziej ekskluzywny, pochodzący z Francji.

W związku z brakiem sklepiku w budynku szkolnym uczniowie często robili eskapady do wyżej wymienionych dyskontów podczas przerw, oczywiście nielegalnie. Zdarzało się to praktycznie codziennie i zdarzać się raczej będzie, bo z tego, co wiem, pani, która była właścicielką nie planuje powrotu - zważywszy na to, panie od WF-u zrobiły w pomieszczeniu, które kiedyś było składzikiem sklepu swój kantorek, często tam przesiadywały na przerwach.

Któregoś dnia zauważyłem, że koledzy z pierwszej klasy chodzą do owego kantorka i wracają ze słodyczami. Zacząłem się zastanawiać, o co tu, kurde, chodzi?

Dowiedziałem się jakiś czas później... Otóż jedna z pań WF-istek chodziła do jednego z wyżej wymienionych marketów, kupowała tam słodycze w ilościach może nie hurtowych, ale sporych, po czym sprzedawała je u nas w szkole za wyższą cenę - jednak głodni łakoci gimnazjaliści byli gotowi sypnąć groszem i interes się przez chwilę kręcił. Oczywiście wszystko to było po cichu.

I niech mi ktoś powie, że Polacy nie mają głowy do biznesu.
Shido Odpowiedz

Ot i kwintesencja tego rozporządzenia.
Małe firmy prowadzące sklepiki szkolne poupadały, a że różnych sklepów na pęczki to dzieciaki i tak się obkupią w drodze do szkoły lub będą urywać się na przerwach na zakupy, a w domu to i tak będą jeść "niezdrowe jedzenie".
W Efekcie dzieciaki i tak jedzą niezdrowo i tak, setki czy nawet tysiące firm upadło (sklepiki szkolne) ludzie często starsi, którzy albo dorabiali tak do emerytury, albo w ten sposób dobijało do wieku emerytalnego stracili źródło utrzymania, a duże sieciówki korzystają z tego, że dzieciaki u nich kupują zamiast w sklepiku.

Odpowiedzi (5)
sensitiveparasite Odpowiedz

A jakby robił tak uczeń, już byłaby głośna afera...

Odpowiedzi (1)
Zobacz więcej komentarzy (14)

#MNUEX

Siedziałam sobie kiedyś wieczorem w domu, podgryzając frytki z majonezem i oglądając jakiś film. Nagle słyszę, że ktoś gmera kluczem przy drzwiach mieszkania. Przekonana, że któraś ze współlokatorek wraca z jakiejś grubej najeby i nie potrafi włożyć klucza do dziurki, podeszłam i otworzyłam (nie miałam judasza, wiec nie byłam w stanie wcześniej zweryfikować co to za petent).
Razem z drzwiami do domu wparował mi chłopak w okularach przeciwsłonecznych. Rzucił klucze na komodę i był już w trakcie ściągania laczków, gdy usłyszał moje niepewne "Panie, kim pan jest?". Popatrzył się na mnie (byłam w takiej piżamce pandy, wiec nieźle chłopu musiało siąść na banię, biorąc pod uwagę jego stan) i powiedział "eeeesiemsionjeden?". Wnioskując, że chodzi mu o numer mieszkania, wyprowadziłam go z błędu i mój ówczesny chłopak odprowadził go piętro wyżej, pod siemsionjeden.
Zapytacie co w tym anonimowego? To, że jesteśmy teraz całkiem szczęśliwą parą, ale rodzinka sądzi, że poznaliśmy się przez znajomą. I na trzeźwo.

PS Całkowicie nie pamięta naszego pierwszego spotkania, pijok jeden ;-;
Mirelli Odpowiedz

Kurde, kiedy zobaczyłem "wparował mi chłopak w okularach przeciwsłonecznych" to myślałem tylko: No włam na pewno włam xD

Odpowiedzi (1)
Anonwho Odpowiedz

Za te frytki z majonezem chciałem ci się oświadczyć, ale doczytałem do końca i teraz jest mi smutno.

Odpowiedzi (15)
Zobacz więcej komentarzy (8)

#GhARC

Miałem kiedyś kumpla. Koleś był zamknięty w sobie, małomówny i co za tym szło, nie miał wielu znajomych. Z kolei mi udało się stworzyć dosyć zgraną paczkę, do której postanowiłem wtrącić swojego drogiego kolegę. Szybko się przed wszystkimi otworzył i w ten sposób nasze towarzystwo zwiększyło się o jedną osobę. To było jakoś na początku liceum.

Sielanka jednak szybko się skończyła. Zaczęły się między nami kłótnie, co prawda o pierdoły. Większość z nas brała je na dystans, w tym nasz kochany neofita, z którym zresztą przez większość czasu się sprzeczałem. Zyskiwał on coraz większą popularność - zaczął chodzić na imprezy, krąg jego znajomych (podobnie i moich) zwiększał się. Wtedy stało się coś dziwnego. Zauważyłem, że moja wspaniała paczka traktuje mnie z coraz większym chłodem. Początkowo nie wiedziałem za bardzo o co chodzi, jednak mój wspomniany na samym początku kumpel wziął mnie na stronę i powiedział słowa, które do dziś pamiętam: "Dzięki, już nie jesteś mi potrzebny. Wiesz, że jestem od ciebie we wszystkim lepszy i mogę ci wszystko zabrać, prawda?". Przyznam, że zostały wypowiedziane w tak niesamowicie podniosły sposób, że wybuchłem śmiechem i odpowiedziałem mu coś w tylu "Spoko". On się odwrócił, powiedział "zobaczysz" i wróciliśmy do reszty paczki.

Najpierw odeszła ode mnie dziewczyna. Mój kochany kumpel powiedział jej, że ją zdradzam i jako dowodu użył fotki, którą zrobił na ulicy - było to zdjęcie mnie z moją koleżanką, której nie widziałem od końca podstawówki. Nie chciała nawet słuchać moich wyjaśnień, po prostu poszła. Później koledzy z paczki mi powiedzieli, że nie chcą się zadawać ze "zdradzającym c***em" i zerwali ze mną cały kontakt. Stopniowo wszyscy znajomi, bliżsi i dalsi, odchodzili, aż zostałem sam. Poza rodzicami nie miałem do kogo gęby otworzyć, tylko oni mi wierzyli. To wszystko wydarzyło się pod koniec drugiej i na początku trzeciej klasy liceum.

Udało mi się pójść na studia w innym mieście, tam ewentualnie znalazłem jakiś znajomych, ale to bardziej relacja w stylu "witanie się na korytarzu" niż wielka przyjaźń. Ostatnio byłem odwiedzić rodziców i spotkałem mojego ukochanego znajomego. Nienagannie ubrany, widać, że powodzi mu się w życiu. Uśmiechnął się do mnie i powiedział "I jak? Przekonałeś się, że każdy dobry uczynek zostanie odpowiednio ukarany?", zaśmiał się i wsiadł do auta, gdzie zobaczyłem swoją byłą dziewczynę - od liceum naprawdę wyładniała. I zacząłem się zastanawiać, czy koleś naczytał się za dużo komiksów, czy miał coś nie tak z głową...
sensitiveparasite Odpowiedz

Wygryzł cię. Tak to jest. Jednak lepsze "prawdziwe" towarzystwo, niż takie.

123mikser Odpowiedz

Gość po prostu wyżej dupę ma niż sra.
W sumie to ta Twoja była też niezbyt mądra, jak i reszta otoczenia z którym się zadawałeś. Wolałbym być samotny niż z takimi takimi idiotami się zadawać. O.o

Odpowiedzi (2)
Zobacz więcej komentarzy (33)

#fJ16K

Jedno z najgorszych uczuć, jakie często mam, to okropne i niepohamowane zażenowanie. Jednak nie towarzyszy mi ono przy codziennych czynnościach czy wstydliwych sytuacjach. Nie, nie, nie... To by było zbyt normalne.

Za każdym razem, kiedy czytam książkę, oglądam film lub serial, kiedy jakiś bohater robi coś okropnie głupiego, upokarzającego albo wyjawiana jest jakaś wstydliwa prawda na jego temat, jest mi tak niekomfortowo i wstydzę się, jakby to było o mnie.

Kiedy czytam książkę, muszę ją odłożyć, bo tak to przeżywam. Jeśli fragment jest naprawdę żenujący, to omijam go aż do samej końcówki, a dopiero po przeczytaniu jak się skończy mogę przeczytać całość.

Filmy muszę zatrzymywać i bardzo często poskakać po pokoju, albo porobić inne dziwne rzeczy, aby się uspokoić. Nawet kiedy już włączę film, to albo zamykam oczy, albo oglądam go zza drzwi szafy.

Zawsze czuję się wtedy jak wariatka.
Nikt o tym nie wie.

Mam nadzieję, że nie jestem jedyna, która tak robi, ale nie robię sobie nadziei.
cane Odpowiedz

Raz tak miałam - czytałam książkę, w której był wybitnie realistyczny opis jak kobieta ściąga sobie skórę z dłoni, niczym rękawiczkę.

Czy wy wiecie jak ciężko czyta się książkę z zasłoniętymi oczami?!

Odpowiedzi (17)
Merrynaszka Odpowiedz

Ja tak mam jak czytam książki. Czuje tak niesamowite emocje ze czasem nie wiem co mam ze soba zrobic

Zobacz więcej komentarzy (110)

#hnKV1

Pewnego ranka, mając 7-8 lat, zdecydowałam, że ucieknę z domu. Nie miałam żadnych powodów, rodzice dbali o mnie jak mogli, ale wyobrażając sobie siebie mieszkającą w lesie i bawiącą się z wilkami, bez zastanowienia wzięłam ostatniego czekoladowego batonika z szuflady, zawinęłam w koc, a jako iż patyka nie mogłam znaleźć, wzięłam zawiniętego w materiał batonika i obudziłam mamę, mówiąc, że uciekam, żeby nie była smutna, że uciekam bez jej wiedzy.
I tak właśnie mała dziewczynka odziana w samą pidżamę wybiegła z domu, ale za mną wybiegła mama. Też w samej pidżamie i kapciach na nogach. Poinformowała mnie, że na obiad jest rosół, a ja słysząc to od razu porzuciłam pomysł zamieszkania w lesie i wróciłam do domu.
NimfadoraTonks Odpowiedz

Ja chciałam się usamodzielnić i zrobiłam namiot z patyków i koca w ogrodzie.😃 Postanowiłam, że będę jeść tylko wiśnie z drzewa i pić wodę z kranu przed domem, ale nie przewidziałam, że zachce mi się do toalety, więc po jakiejś godzinie wróciłam do domu.😃😂

Odpowiedzi (3)
Bononon320 Odpowiedz

Rosół?! Też bym wróciła c:

Odpowiedzi (7)
Zobacz więcej komentarzy (7)

#XrFGu

W pierwszej gimnazjum byłam beznadziejna z angielskiego. Wiedziałam niby, że są jakieś zasady, ale nie mogłam ich zapamiętać, co skutkowało bólem na twarzy nauczycielki na każdej lekcji ze mną.

Wszystko zmieniło się, gdy polubiłam pewien zespół. Wtedy odkryłam świat fanfiction.
Opowiadań o mojej ulubionej parze było mało, koleżanka poleciła mi jedno w języku angielskim. Rozumiałam może pięć słów z tego wszystkiego, ale jakoś tak wyszło, że stałam się zdeterminowana i ze średnim zrozumieniem dotarłam do końca. Potem stało się to normalnością, zaczęłam robić tłumaczenia.
Teraz mówię płynnie po angielsku i przygotowuję się do rozszerzonej matury z tego przedmiotu.

Gdyby nie pragnienie czytania o gejowskim seksie, nigdy bym tego nie osiągnęła.
GwiazdkaAngel Odpowiedz

Ja w prawdzie byłam dobra z angielskiego, ale w zasadzie nie używałam języka i bez tłumacza bałam się cokolwiek czytać, bo sądziłam, że nie zrozumiem. Odkrywszy fanfiction (jeno o kreskówkach, nie zespołach czy anime) przekonałam się, że jestem lepsza niż sądziłam i odważyłam się używać języka.

Odpowiedzi (1)
Bucky Odpowiedz

MCR???

Odpowiedzi (10)
Zobacz więcej komentarzy (30)
Dodaj anonimowe wyznanie