#ABYnF

Umawiałam się z chłopakiem od półtora roku. Kiedyś on i jego współlokatorzy urządzili imprezę, na której przesadziłam z drinkami.

Rozbolał mnie brzuch i poszłam do łazienki. Siedząc na sedesie poczułam, że chce mi się rzygać. Pochyliłam się w stronę wanny i zaczęłam do niej wymiotować. Zdążyłam w międzyczasie napisać do chłopaka, żeby przepędził ludzi, stojących w kolejce do łazienki. Zrobił to, potem wszedł do łazienki, trzymał moje włosy gdy rzygałam do wanny. Potem, gdy w końcu wstałam z sedesu, gołymi rękami przerzucił moje rzygi z wanny do ubikacji. Nawet mu powieka nie drgnęła.

Jeśli to nie jest miłość, to nie wiem co nią jest.
AnonimowaMarzycielka Odpowiedz

Czy wymiociny nie przeleciały mu przez ręce? 😂

Odpowiedzi (6)
YenneferzVengerbergu Odpowiedz

Kocham mojego chłopaka, ale nie wiem czy byłabym w stanie babrać się w jego rzygach :/

Odpowiedzi (10)
Zobacz więcej komentarzy (18)

#xRcZu

Było to 5 lat temu. Pewnego dnia wstałam i powiedziałam sobie, że ja już tak nie mogę, to wszystko nie ma sensu, moje życie nie ma sensu. Wiedziałam, że do domu wróci ktokolwiek dopiero wieczorem, więc spokojnie mogłam skonać w samotności. Zażyłam końską dawkę leków i nie wiem co dalej, później obudziłam się już w szpitalu. Pomimo cierpienia, upokorzeń, które znosiłam przez całe życie, wylanych łez, nigdy wcześniej nie płakałam tak jak wtedy. Nieudana próba samobójcza potwierdziła fakt, że jestem totalnym nieudacznikiem życiowym.

Wiecie kto mnie uratował ? Listonosz, w drzwiach widział światło, nikt mu nie otwierał, więc zajrzał przez okno do kuchni, a tam zobaczył pootwierane wszystkie szafki - no wybaczcie, ale popełniając samobójstwo nie zrobiłam tego z należytą dbałością... Niestety to nie jest właściwa historia, którą chciałam się podzielić.

Trzy dni temu się obudziłam z bardzo dobrym humorem, byłam jakoś tak "wewnętrznie silna", zaczęłam wypełniać swoje obowiązki domowe, sprzątać i gdy akurat zaczęłam myć podłogę (każdy wie jak się myje podłogę, tak na kucki prawie), przyszedł mój władca, pan i kat - ojciec. Pokręcił się po domu, poszedł do łazienki, wziął ręcznik, którym wcześniej wycierałam mokrego psa i rzucił mi go na twarz krzycząc, że takie rzeczy się sprząta, że jestem brudasem, że nic nie umiem i tak dalej. Zawsze nic się nie odzywałam, nie wyzywałam go, tylko brałam to do siebie, a tego dnia wstałam, stojąc naprzeciwko niego, powiedziałam mu z nerwami "jeszcze raz, a cie za**erdolę". Byłam gotowa na uderzenie z jego strony, ale byłam też przygotowana, że oddam mu. O dziwo, cios nie padł, stał jak wryty, jakbym wzięła w dłoń odchody psa i wysmarowała mu twarz. Odwróciłam się i już miałam rzucać ścierkę na podłogę, gdy ponownie zwróciłam się w jego stronę i rzuciłam mu ją prosto na twarz - cios ścierą prosto w twarz, do tej pory jestem z siebie cholernie dumna :D

Chciałam popełnić samobójstwo, ponieważ ojciec od zawsze się nade mną znęcał, psychicznie jak i fizycznie.
Czemu po samobójstwie nie został pociągnięty do odpowiedzialności ? Bo jest osobą publiczną. Zarzuty o przemoc domową spowodowałby odebranie mu licencji na broń. Później dowiedziałam się, że moje samobójstwo było spowodowane nie ciężką sytuacją w domu, a "zawodem miłosnym".

Wiele osób może mi zarzucić nieszanowanie ojca, ale jakim on jest ojcem, skoro nienawidzi własnego dziecka?
Pozdrawiam wszystkie osoby pochodzące z rodzin patologicznych, ale "utajnionych" :)
Louisa Odpowiedz

Bardzo dobrze, że odważyłaś się mu postawić

Odpowiedzi (2)
SweetChildOMine Odpowiedz

współczuje Ci ojca. Mam nadzieję, że uda Ci się wyrwać spod jego wpływu.

Zobacz więcej komentarzy (32)

#VCMdv

Gdy chodziłam do przedszkola pamiętam, że ważnym i emocjonującym wydarzeniem były godziny, gdy dostawaliśmy śniadania i obiadki. Nie chodzi o sam fakt, że to jedzenie, ale o to, że naprawdę uwielbiałyśmy panią Krysię - pogodną staruszkę, która przynosiła nam te posiłki. Razem z koleżankami uważałyśmy, że była wróżką i dodawała szczyptę magii, dlatego te potrawy były takie pyszne (ahhh, wciąż tęsknię za tą pomidorową). Ważnym elementem wyznania jest to, że moja mama również pracowała w tym przedszkolu, tylko że na innej grupie i nie widywałam jej za dnia.

Któregoś ranka moja rodzicielka poinformowała mnie, że pani Krysia jest chora i przez następne kilka dni ktoś inny będzie nam dostarczać śniadania i obiady. Oczywiście, gdy przybyłam do przedszkola, ta szokująca wiadomość rozniosła się po grupie momentalnie i wszystkie dziewczynki (razem ze mną) popadły w histerię, zaczęłyśmy tworzyć czarne scenariusze co się stało z naszą wróżką, kto teraz dostarczy nam jedzenie i czy umrzemy z głodu. Po jakimś czasie jedna z nas wymyśliła teorię, którą uważałyśmy za najprawdziwszą i najbardziej prawdopodobną. Pani Krysia została otruta przez Złą Czarownicę, która przyniesie nam jedzenie i sama będzie chciała nas otruć. Przytaknęłyśmy i obmyśliłyśmy plan. Gdy tylko ta Zła Czarownica przybędzie, rzucimy się na nią (czytaj: podbiegniemy i zaczniemy skakać będąc w odległości 2 metrów) i będziemy żądać, by oddała nam panią Krysię. (Naprawdę nie wiem skąd my to wytrzasnęłyśmy).

Gdy wybiła godzina 9:00 usłyszeliśmy odgłos metalowych kółek na korytarzu. W gotowości obserwowałyśmy drzwi, z których (jak się domyślacie) wyłoniła się.... moja mama. Wszystkie dziewczynki oprócz mnie zaczęły realizować swój plan, lecz po chwili przekrzyczałam je słowem "Mamo co ty tu robisz? Jesteś Złą Czarownicą?". Po tym zdaniu moje koleżanki oskarżyły mnie o współudział w zamachu na panią Krysię, jednak wycofały swoje oskarżenia, gdy kanapki z nutellą były tak samo dobre jak za "Panowania pani Krysi".


Wkrótce dowiedziałyśmy się, że pani Krysia nie była wróżką, lecz i tak została w naszych oczach dobrą staruszką przynoszącą pyszne jedzenie ;D.
ArcyCiekawaNazwa Odpowiedz

W moim przedszkolu też dawali kanapki z nutellą.Zawsze był wyścig kto pierwszy zje kanapkę z szynką i zdobędzie ową kanapkę jako deser(zawsze dawali jedną więc walka była ostra)

Odpowiedzi (9)
nienawidzezycia Odpowiedz

U mnie w przedszkolu dotykało się kanapki palcem i krzyczało "dotknięte" Wtedy nikt ci nie zabierał ;)

Odpowiedzi (2)
Zobacz więcej komentarzy (13)

#30nWY

Hej. Mam 16 lat. Niedawno wyprowadziłem się z mamą od patologicznego ojca, mamy własne mieszkanie i idzie jak z płatka, aż nagle mama chciała poznać prawdziwą miłość... No to jej pomogłem. Znalazłem jej policjanta, kulturystę. Pisali ze sobą przez kilka dni, on ze mną też.
Wczoraj mi napisał, że podobam mu się bardziej niż moja mama (jestem chłopakiem).

Czuję się jak w jakimś chorym japońskim filmie erotycznym.
BardzoLubieMilke Odpowiedz

Policjant kulturysta w japońskim filmie erotycznym? Co ty oglądasz?

Odpowiedzi (13)
esquis Odpowiedz

Ciekawi mnie gdzie i jak tyś jej znalazł tego policjanta? Może to da jakieś wskazówki dlaczego tak się sytuacja rozwija :)

Odpowiedzi (3)
Zobacz więcej komentarzy (8)

#epUeG

Czy tylko mnie wkurzają reklamy środków typu Braveran w ciągu dnia?
Non stop reklamują ww. środki, nie bacząc, czy jest to kanał dla dzieci, czy telewizja Trwam.

Mam małego braciszka. Ostatnio obejrzał taką reklamę i zapamiętał jedno słowo. Erekcja. Non stop mnie męczy pytaniem: "Co to jest erekcja?". Weź tu wytłumacz kilkulatkowi. Poza tym w moim domu nigdy nie rozmawiało się na takie tematy.

Wyobraźcie sobie moje zażenowanie, gdy brat zapytał księdza chodzącego po kolędzie: "Co to jest erekcja? Bo siostra nie chce mi powiedzieć... ".
PannaLukrecja Odpowiedz

Mój brat raz zapytał księdza "po co ci tyle pieniędzy?" XD to chyba jeszcze bardziej niezręczne pytanie

Odpowiedzi (6)
Primacafe Odpowiedz

i co ksiądz na to? odpowiedział?

Odpowiedzi (6)
Zobacz więcej komentarzy (25)

#FT2p6

Zawsze wiedziałem, że wyglądam staro jak na swój wiek (mam 17 lat od miesiąca), ale nie sądziłem, że aż tak.

Dzisiaj w kolejce w sklepie, podczas kupowania alkoholu, pani poprosiła 24-letniego studenta (znajomy), który stał przede mną, o dowód. Nie byłoby w tym nic dziwnego, bo przecież może młodo wyglądać, ale mnie nie poprosiła. Co gorsza - opowiadała mi jak to teraz musi sprawdzać te dowodziki, bo młodzież często wygląda na starszą i marzy o tym, żeby przed 18 kupić alkohol.
Nawet nie wiecie jak głupie to było uczucie.
Odelo Odpowiedz

Mam 17 lat, prawie 18. Jak kupował leki w aptece to pani się zapytała czy to dla mnie bo te leki to dopiero od 12 roku życia możn przyjmować.

Odpowiedzi (2)
PannaLukrecja Odpowiedz

Oj, wiemy jakie to uczucie i wcale nie jest głupie. Mnie raz ekspedientka zapytała czy mam 18 lat, odpowiedziałam oczywiście twierdząco. A ta zaczęła mnie przepraszać, że w ogóle spytała. Kilkakrotnie pokazywałam też dowód, choć 18 jeszcze wtedy nie miałam, ale sprzedawcy nawet nie liczyli ile miałam lat. Norma.

Odpowiedzi (4)
Zobacz więcej komentarzy (25)

#ZCGj2

Masz dziecko? To się nim zajmuj, wychowuj, interesuj!

Mam syna, Franek, lat 3. Młody uwielbia inne dzieci, lubi się z nimi bawić, potrafi się dzielić zabawkami. Ale jest jedna rzecz, którą się nie dzieli i ja to rozumiem. Taki wymęczony już na maksa rudy, pluszowy kocur. Może to głupie porównanie, ale ja też nie chciałabym, żeby ktoś bawił się moim telefonem. Dotyczy to tylko tej jednej zabawki.
Przed właściwą historią dodam jeszcze tylko, że jestem rodzicem, który stara się nie mieszać w sprawy dzieciaków, dopóki sytuacja nie robi się nieciekawa. Ale to nie znaczy, że nie reaguję. Obserwuję i wkraczam, jeżeli sytuacja tego wymaga.

Akcja właściwa:
Odwiedziła mnie koleżanka z synem Stasiem w podobnym wieku. Dzieciaki się bawią, my kawka. Ale widzę, że kolega zaczyna się interesować kocurem. Więc od razu tłumaczę Stasiowi, że nie bardzo, bo to ulubiona zabawka Franka, ale tutaj mamy całe mnóstwo innych bibelotów, wybierz coś z tego.
Staś ciągnie kocura i zaczyna się histeria. Matka Stasia zero reakcji, przegląda twarzoksiążkę w telefonie. OK, udało mi się załagodzić sytuację. Chłopaki bawią się dalej, ale po 5 minutach znowu atak na kocura. Tym razem nie zdążyłam zareagować, ponieważ mój syn odepchnął kolegę, na tyle mocno, że ten wpadł pod stół. Z premedytacją nie powiedziałam ani słowa...

Koleżanka szybko się zawinęła oburzona, że dziecko mam takie niewychowane i agresywne. Wydaje mi się, że nieprędko się znowu spotkamy.

Możecie mnie zlinczować, ale uważam, że dobrze postąpiłam. Tłumaczyłam wcześniej na tyle głośno i wyraźnie, że i dziecko, i matka mogli zrozumieć, że akurat ta zabawka jest wyjątkowa i powinni to uszanować.

Po wyjściu gości wyjaśniłam tylko synowi, że mógł być trochę delikatniejszy :)
CarolTWD Odpowiedz

Po kiego zapraszasz do siebie koleżanki, które bardziej interesują się fejsem niż rozmową z tobą? Bo to mnie najbardziej zaciekawiło w całej tej historii :P

Odpowiedzi (6)
IWannaMore Odpowiedz

Następnym razem po prostu schowaj kocura. To normalne, że dziecko dorwało się do niego drugi raz. W końcu "zakazany owoc, itd. Wytłumacz synowi, że nie powinno popychać kolegi, to forma agresji, a powinno powiedzieć, że to tylko jego, nie wolno, itp. W ten sposób dziecko uczy się panować nad złością, nie przekształcać jej w agresję oraz rozwiązywać problemy dyskusją. Oczywiście efekty będą widoczne po latach. Jeśli jest zbyt mały i nie mówi dobrze wytłumacz, że w takich sytuacjach powinien wołać na pomoc Ciebie. W ten sposób uczysz go zaufania do dorosłych, co zaprocentuje na przyszłość, m.in. zaufaniem do nauczycieli i do instytucji. To zaś pociąga za sobą lepsze wzajemne zrozumienie i porozumienie. A jeśli zwyczajnie nie chcesz bawić się w jakieś tłumaczenie, itp. po prostu schowaj zabawkę na czas odwiedzin i tyle.

Odpowiedzi (27)
Zobacz więcej komentarzy (18)

#cqalO

Największy przypał w moim życiu.
Kilka lat temu zostałem zaproszony na małą imprezę, której motywem przewodnim były najoryginalniejsze przebrania. To było jedyne, główne przykazanie, więc każdy z nas musiał się przyłożyć do skombinowania sobie dobrego stroju.
Kogo tam nie było? Jeden kumpel przebrał się za kapitana Jacka Sparrowa, inny ufajdał się jakimś mazidłem i robił za Baracka Obamę. Moja przyjaciółka założyła na siebie jakieś kartony i na zawołanie "składała" się w małą, kartonową ciężaróweczkę (taki niby Optimus Prime).

A ja wraz z moim dwoma kumplami kupiliśmy na Allegro kostiumy... penisów. Zrobione to było z jakiejś grubej gąbki pokrytej mięciutkim, różowym materiałem. Zakładało się to przez dziurę u podnóża jajek, trzeba było się wcisnąć niczym gąsienica, znaleźć dziury na ręce, a w żołędziu - także i na głowę. Przebrania te miały dwie wady. Przede wszystkim były cholernie ciepłe, ale w tym wypadku radziliśmy sobie rozbierając się do majtek i na gołe ciało zakładaliśmy kostiumy. Drugim problemem była dziura na nogi. Była ona tak mała, że nie dało się zrobić normalnego kroku, tylko trzeba było sobie dreptać, drept drept - to akurat było bardzo upierdliwe, bo krępowało nam ruchy.

Padła propozycja, abyśmy wszyscy w tych naszych strojach poszli do Żabki i zrobili trochę sympatycznego przypału. No i my w tych penisowych kostiumach zgodziliśmy się na taki pomysł. Gdy wszyscy byliśmy już na dole to okazało się, że jednak to było głupie przedsięwzięcie, bo z naszymi kroczkami, drept drept, będziemy spowalniać całą ekipę.
Umówiliśmy się więc, że reszta pójdzie do Żabki, a my - trzy wesołe k#tasy dotrzemy do celu na końcu. I spoko - tak też uczyniliśmy.
Dreptanie szło nam ciężko, bo co chwilę któryś z nas zaliczał glebę i musieliśmy go podnosić. Albo ktoś podchodził i chciał robić sobie z nami fotkę.
Ostatecznie, kiedy już dotarliśmy do celu, to zobaczyliśmy... zamknięty sklep i ani żywego ducha. I co teraz? Postaliśmy jak te trzy ch#je pod sklepem i zgodnie postanowiliśmy wrócić do domu kumpla. Jednak nikogo tam nie było. No i panika - co robić? Poczekaliśmy z godzinę, zimno zaczęło się robić, więc trudno - wracamy do domów. Tylko jak? Pod kostiumem mieliśmy tylko gacie i ani grosza na taksówkę!

Tak, wracaliśmy z buta. Wyobraźcie sobie trzech gości w puchatych strojach wielkich penisów wracających w weekend przez miasto, drept drept. Ostatecznie udało się złapać autobus, ale to wcale nie poprawiło sytuacji, bo kanary wpadły... i nas wyśmiały, tak że wszyscy pasażerowie dosłownie tarzali się z radości. No ch#jnia straszliwa!

A znajomi? Przypadkiem byli świadkami kradzieży w sklepie i wezwana policja zabrała wszystkich (łącznie ze sprzedawcą) do suki. Jeździli pół nocy po mieście i szukali złodzieja. Też im się impreza udała...
Bonsai Odpowiedz

"Postaliśmy jak te trzy ch*je pod sklepem" - popłakałam się ze śmiechu :D.

Odpowiedzi (1)
Lancelota Odpowiedz

Mogę oświadczyć, że to moje ulubione wyznanie na tej stronie!
Wyobraziłam sobie jak dreptacie w tych strojach XDDD

Odpowiedzi (2)
Zobacz więcej komentarzy (35)

#ZrGwX

Sytuacja wydarzyła się kilka lat temu, kiedy zakładano mi aparat stały.
Założenie jednego łuku trwa od godziny do półtora. W sumie czekały mnie trzy godziny leżenia sztywno na fotelu. Pech chciał, że miałam wtedy okres i w dodatku pierwszy dzień cyklu. Ubezpieczyłam się jednak zakładając podpaskę na noc.
Szczęśliwa z założonym żelastwem na zębach mogłam wybrać sobie który zestaw chcę, duperelki typu nić dentystyczna czy wosk.
Podnoszę się, patrzę, a tam krew na fotelu. Panika jak diabli, nie czułam, że przeciekam, co robić! Ogarnęłam sytuację, pani doktor coś pisze, asystentka sprząta, co robić, co robić!
Uznałam, że najlepszym rozwiązaniem będzie udawanie, że zasłabłam.

Bach na fotel, byleby przykryć plamę. Obie panie strasznie się wystraszyły, jedna pobiegła po mojego tatę, który czekał w poczekalni, druga po wodę dla mnie. Wtedy przy pomocy chusteczki i śliny starłam plamę.
Summa summarum rodzice wysyłali mnie do lekarza na ciągłe badania krwi, ponieważ martwili się strasznie tym "zemdleniem".
KrolAnonimowych Odpowiedz

Każdy sposób dobry, żeby nie dać plamy.

Odpowiedzi (3)
milewa Odpowiedz

3 godziny zakładania aparatu stałego? Nie wiem u kogo ty byłaś, ale ja też miałam zakładany stały i nie trwało to dłużej niż godzinę.

Odpowiedzi (11)
Zobacz więcej komentarzy (19)

#XNve1

Będzie anonimowo. O tym wiem tylko ja i Wy.

Będąc studentką potrzebowałam pieniędzy na swoje potrzeby. Te, które zarobiłam w weekend starczały ledwo na opłacenie podstawowych wydatków. Ale do sedna. Wyczytałam kiedyś gdzieś w internetach, że łatwym sposobem na zarobienie jest wysyłanie swojej zużytej bielizny mężczyznom. Wydawało mi się to obrzydliwe, ale gotówki potrzebowałam. Wysłałam raz, drugi i kolejne. Płacono mi sporo. Do czasu.

Pewnego dnia jakiś pan chciał kupić. OK, podał adres, ale mi coś nie pasowało...
To był adres mojego chłopaka, teraz już męża. Bieliznę zamawiał jego ojciec. Oczywiście nie wysłałam i w sumie wtedy z tym skończyłam.

Teraz gdy patrzę na teścia czuję wstyd i obrzydzenie. Nigdy o tym nikomu nie powiem.
CukierPuder Odpowiedz

Biznes jak biznes. Jest zapotrzebowanie po prostu :P też wchodziłam kiedyś na takie stronki, bo kasy brakowało, ale szczerze nic nie sprzedałam :D
Ale jakie rarytas tam znaleźć można, hoho- zużyte tampony albo obcięte paznokcie to norma.

Halusia Odpowiedz

Kiedyś na alledrogo przegladalam bieliznę w poszukiwaniu czegoś fajnego. I wtedy mnie zastanawiało, kto sprzedaje "pachnące soczkami" (cytat z aukcji!) majtasy. A tym bardziej - kto je kupuje?!
Już wiem ;p
I widać to całkiem opłacalne ;p

Odpowiedzi (8)
Zobacz więcej komentarzy (17)
Dodaj anonimowe wyznanie