#xDbSa

Nie jestem mistrzem ortografii, w gimnazjum na lekcji polskiego pani poprosiła mnie do tablicy. Moim zadaniem było wypisanie kilku wyrazów, jednym z nich był "chleb".

Napisałem ten wyraz z "p" na końcu, po tym jak klasa ryknęła śmiechem, domyśliłem się, że coś jest źle, poprawiłem na "hlep". Druga salwa śmiechu była tak wielka, że dosłownie zapadłem się pod ziemię :')
squall Odpowiedz

trzeba było poprawić na "help"... ;P

RavenCrew Odpowiedz

Wyznanie zabawne ale... Nie wiedzieć w gimbie jak się pisze chleb? Troszkę przesada.

Odpowiedzi (11)
Zobacz więcej komentarzy (4)

#sfpYX

O tym nigdy nikomu nie mówiłem i najprawdopodobniej nikomu nie powiem.

Byłem kiedyś tak biedny, że myłem zęby szamponem. :D
Mk17 Odpowiedz

Tak na przyszłość to można spokojnie dobrze umyć zęby używając jedynie szczoteczki i pasty do tego nie trzeba ;) pasty oczywiście oprócz fluoru głównie pozostawiają przyjemny smak w ustach i odświeżający zapach, ale z dobrą technika szczotkowania i bez pasty można sobie poradzić :)

Dewonyyy Odpowiedz

Nie Wiem czy przypadkiem w tej sytuacji nie lepiej myć po prostu samą wodą.

Odpowiedzi (4)
Zobacz więcej komentarzy (14)

#OlRRg

Mój tata zawsze we mnie wierzył. Kiedy miałam 10 lat, pojechaliśmy razem z rodziną w góry.

Już pierwszego dnia ojciec chciał pokazać mi co to znaczy jazda na nartach, więc wypożyczyliśmy potrzebny sprzęt i wybraliśmy się na pierwszą lepsza górę. Tata pokazał mi podstawy jeżdżenia na nartach i po jakimś czasie stwierdził, że jestem gotowa. Zepchnął mnie z wielkiej góry.

Szkoda tylko, że nie powiedział mi, jak się hamuje...
Na szczęście skończyło się tylko na kilku szwach.
AYFKM Odpowiedz

Gdybym to był ja, pewnie bym sobie złamał kręgosłup, albo wszystkie kończyny *niewysportowany life*

Odpowiedzi (1)
CheekiBreeki Odpowiedz

Chłopak uczył mnie podobnie. Specjalnie musiałam wywalić sie na bok i obeszło się bez obrażeń.

Zobacz więcej komentarzy (8)

#8Dqzl

Dwa lata temu w liceum ówczesna przyjaciółka, powiedzmy Asia, zrobiła mi ogromne świństwo. Z natury nie jestem mściwa, ale cała ta sytuacja jak i jej osoba się aż prosiła o cokolwiek.

Asia miała bzika na punkcie wyglądu, musiała wypróbować każdą nowinkę na rynku. Nie wiem naprawdę co miałam w bani, ale zaczęłam sobie wyrywać włosy łonowe i składać je w malutkim plastikowym opakowaniu po sztucznych rzęsach. Jak się uzbierało trochę tego, dumnie dałam jej to w prezencie mówiąc, że to od cioci ze Szwecji dostałam super hiper extra kępki do rzęs i nigdzie ich nie można dostać na polskim rynku.

Była taka zachwycona, że nawet na studniówce miała je przyklejone :D
mamwasgdzies Odpowiedz

Sztuczne rzęsy nie przypominają włosów łonowych, nie wiem jak mogła w to uwierzyć

Odpowiedzi (6)
zielona99 Odpowiedz

To z moich jakie wachlarze by dało!! XD

Odpowiedzi (2)
Zobacz więcej komentarzy (16)

#Kp4qB

Pewnej nocy, gdy rodzice już spali, postanowiłam nieco oddać się przyjemności. Stary koń ze mnie, a nadal z rodzicami, na dodatek bez chłopaka, jednak zachciało mi się. Słyszałam, że spali, oddechy równe, to przeszłam do działania.

Moje łóżko troszkę skrzypiało i trzeszczało, jednak postanowiłam być ostrożna, by się nie wydało. Wolno i rozważnie się bawię ze sobą, po czasie już czuję, że jestem na końcówce. Przyspieszam. Łóżko prawdopodobnie zaczyna jęczeć za mnie. Czekam na ten moment, napinam mięśnie... I stop. Matka krzyczy z drugiego pokoju:
- Co tak mlaska? Czy ty coś jesz? Jest środek nocy, oszalałaś?

W tym momencie uszło ze mnie troszkę powietrza, nogi uderzyły o materac, a proces zabawy zakończył się sukcesem...
Nie powiedziała nic więcej, jednak prychnęła.
hinataa Odpowiedz

Mama i tak pewnie domyslila sie co robisz

Odpowiedzi (2)
AYFKM Odpowiedz

Trochu przypał

Zobacz więcej komentarzy (12)

#VxBlI

Wszystko się zaczęło, gdy miałam około 6 lat. Mieszkałam z mamą i tatą w bloku, mieliśmy psiaka - idealna rodzinka. Jednak to tylko pozory. Ojciec zdradzał mamę na prawo i lewo. Za każdym razem mu wybaczała, pozwalała mu wrócić ze względu na mnie, żebym nie wygarnęła jej za parę lat, że nie mam przez nią ojca. Pewnego dnia siedziałam w salonie jedząc coś i mama weszła wtedy do salonu. Zaczęła się kłótnia, a ja sama zwiałam do swojego pokoju, gdy mama go spoliczkowała. Wiedziałam, że będą kłopoty - już wcześniej dochodziło do rękoczynów ze strony "taty".

Schowałam się w szafie, jednak widziałam wszystko przez szparę. Marcin wziął mamę na ręce i rzucił nią o kredens (gdzie mi wmawiał później, że potknęła się o mojego psiaka, który spał w tym czasie u mnie w pokoju). Rozwścieczony pozabierał co cenniejsze rzeczy z domu żeby mieć na alkohol. Gdy wyszedł z domu podeszłam do mamy. Była przytomna więc się spytałam co mam zrobić. Kazała zadzwonić mi po dziadków i na pogotowie. Zrobiłam to, o co mnie prosiła. W szpitalu okazało się, że ma złamany prawy obojczyk.

Przeprowadziłyśmy się na parę miesięcy do dziadków a mama w tym czasie szukała dla nas nowego mieszkania. Wyjechałyśmy do Poznania i tam miałyśmy rok spokojnego i w miarę szczęśliwego życia. Tylko rok... wracałyśmy do domu od dziadków, byłyśmy tam na Dzień Matki. Tego dnia nigdy nie zapomnę. Wpadłyśmy w poślizg, jedyne co pamiętam to krzyki, gwałtowne skręty i dachowanie. Gdy odzyskałam przytomność, auto było wbite dachem w drzewo. Ledwo się ruszałam, wołałam mamę, ale bez odpowiedzi. Po jakimś czasie ktoś wyciągnął mnie z samochodu. Gdy spojrzałam w tamtą stronę... nie ma jak tego opisać. Zabrali mnie karetką do Drawska na badania.

W szpitalu spędziłam 3 dni i codziennie pytałam się dziadków gdzie jest mama, ale unikali odpowiedzi. Ostatniego dnia kiedy miałam wychodzić ze szpitala, przyszli do mnie dziadkowie z psychologiem. Tego dnia powiedzieli mi, że mama zginęła tego feralnego dnia. Nie chciałam, nie mogłam uwierzyć. Nawet gdy przyszliśmy do kostnicy pamiętam, że spytałam się babci: "Kiedy mama otworzy oczy i pójdziemy wszyscy do domu?" Z pogrzebu pamiętam tylko, że nie płakałam dopóki nie zamknęli wieka trumny.

Od tego wszystkiego minęło ponad 10 lat a ja nadal muszę walczyć ze sobą, żeby po prostu nie rzucić tego wszystkiego, zasnąć i się nie obudzić. Powstrzymuje mnie tylko myśl, że są ludzie dla których jestem ważna, i którzy mnie potrzebują. Może i mam tylko 17 lat ale na tyle się nie czuję. Ciągle żyję w strachu, że ojciec, z którym nie mam kontaktu od tamtego feralnego dnia, się odezwie, że przyjedzie do mnie. Mieszkam aktualnie z dziadkami i mogę śmiało stwierdzić, że są dla mnie prawdziwymi rodzicami. Czasem tylko kiedy zbliża się jakieś ważne wydarzenie żałuję, że mojej mamy tutaj nie ma.
mamyczas Odpowiedz

Serio? Pierwszy komentarz pod tym wyznaniem "poćwicz nad składnią". No jprdl, czy w tym momencie jakiś błąd składniowy jest ważniejszy od tego, że autorka przeżyła ojca alkoholika, śmierć matki, a teraz musi szukać powodu, by pomimo upływu lat nie rzucić tego wszystkiego w cholerę i się nie obudzić? Współczuję ci autorko z całego serca, a ludziom, którzy piszą takie komentarze, polecam, żeby się ogarnęli.

Odpowiedzi (13)
Kalina Odpowiedz

Drawsko? Drawsko Pomorskiej? Czy dałoby o kontakt z Tobą żeby po prostu pogadać?

Odpowiedzi (3)
Zobacz więcej komentarzy (18)

#KthAL

Gdy byłem jeszcze gimbuskiem, wpadałem na głupie pomysły.

Pewnego dnia podczas powrotu ze szkoły do domu autobusem, moją głowę nawiedziła wspaniała (tak wtedy myślałem) idea.... Pamiętacie jeszcze te stare autobusy typu Icarus itp.? Przy drzwiach miały taki sworzeń, po którego pociągnięciu uchodziło ciśnienie z mechanizmu otwierania drzwi, co uniemożliwiło ich ponowne zamknięcie. Jak już się zapewne domyśliliście, postanowiłem pociągnąć za tę część i dać dyla.

Stało się coś, czego się nie spodziewałem. W przypływie gniewu kierowca wyskoczył z autobusu i zaczął mnie gonić po pobliskich łąkach.

Ja pierdzielę. Jeszcze nigdy w życiu tak szybko nie biegłem.
Na olimpiadzie złoto dla Polski murowane :D
CheekiBreeki Odpowiedz

Przynajmniej masz nauczkę. Szkoda tylko kierowcy, mogło mu się oberwać.

BellaIza Odpowiedz

Ikarus, nie Icarus.
I faktycznie głupi pomysł, komuś mogło się coś stać podczas dalszej podróży...

Odpowiedzi (7)
Zobacz więcej komentarzy (5)

#15qqi

Dzisiaj w centrum miasta znalazłem na ulicy kilka tysięcy złotych. Policjant praktycznie wyśmiał mnie gdy przyniosłem pieniądze na komendę, a kasę wrzucił pod biurko. Zastanawiam się czy nie lepiej było tego zanieść do jakiegoś schroniska, jakoś nie chce mi się wierzyć, że zguba trafi do właściciela. :(
Kattrina Odpowiedz

Jako obywatel, dobrze zrobiłeś, a to co policja zrobi, będzie albo odpowiednie, albo nie, więc wątpie że się dowiesz..

Przytulankaa Odpowiedz

Dobrze, że są jeszcze tacy uczciwi ludzie! ;) Nawet jeśli pieniądze nie trafią do właściciela, ja wierzę że karma wraca :)

Odpowiedzi (4)
Zobacz więcej komentarzy (15)

#f2UGi

Pracuję w małym barze, w którym sprzedaje spaghetti i różne inne dania.
Pewnego dnia kiedy lokal był pusty wszedł do niego mężczyzna w średnim wieku. Nie wyglądał na bezdomnego, kiedyś nawet jadł nasze danie - kupując je jak normalny klient. Tego dnia było inaczej. Wszedł do baru, spojrzał w śmietnik, wyjął z niego jakieś resztki spaghetti bolońskiego (podajemy je w jednorazowych miseczkach, dlatego bez problemu wyjął) niedojedzonego przez poprzednich klientów.

Podszedł do lady i zaczął je jeść przy mnie ze smakiem, przy tym chwaląc jakie to u nas jest super spaghetti, ale akurat dzisiaj nie ma ochoty na całe i to co ma to mu wystarczy. Po tym jak zjadł spytał jeszcze tylko czy to ja gotuję to spaghetti, pochwalił moja bluzkę i wyszedł jakby nigdy nic...
OnaJePierogi Odpowiedz

Trochę wygląda jakby w troszkę obrzydliwy sposób próbował pokazać, że jedzenia nie wolno marnować. Przynajmniej ja bym to tak odebrała...

Odpowiedzi (3)
OnaJePierogi Odpowiedz

Kiedyś zostały mi prawie całe frytki z Maca. Było to na dworcu więc wiedziałam, że często pojawiają się tam głodni bezdomni i szukają po śmietnikach i po stołach resztek jedzenia, ale akurat żadnego nie było w pobliżu. Nie chcąc marnować jedzenia a spiesząc się na pociąg, postanowiłyśmy razem z siostrą zostawić frytki w opakowaniu na stole i podpisać karteczką. To jaki ochrzan dostałyśmy od faceta siedzącego przy stole obok, że nie potrafimy za sobą posprzątać (wszystko inne ładnie posprzątałyśmy) zapamiętam na zawsze. Ja jestem zbyt nieśmiała, ale siostra próbowała wytłumaczyć facetowi o co chodzi. Wykrzyczał, że zmyślamy, żeby po sobie nie sprzątać...Całe (dobre) frytki sam wyrzucił, więc widział karteczkę, ale cóż....
a próbowałam nie zmarnować jedzenia....

Odpowiedzi (6)
Zobacz więcej komentarzy (5)
Dodaj anonimowe wyznanie