#GpRLi

Musieliśmy z żoną załatwić sprawy służbowe, które wymagały trochę czasu, więc trzeba było skombinować nianię do naszego małego bobaska. Przyjechała ciotka Kacperka, wszystko ładnie pięknie, pokazałem co trzeba i też poprosiłem czy mogła by nasypać karmy papudze jak nas nie będzie parę godzin.

Wyjechaliśmy, dzień nam szybko zleciał i nagle dzwoni telefon, dzwoniła ciotka Kacperka, która była w histerii. Nie mogłem się z nią dogadać, bo jąkała się i szlochała. Przerażeni spakowaliśmy się w sekundę i wracamy do domu, ale ich tam nie było. Zadzwoniłem w końcu do każdego i znaleźli się u teściowej. Przyjechaliśmy, teściowa też przerażona, i moja żona również, bo nikt nie wiedział o co chodzi. Ale każdy był zdrowy, więc mi ulżyło.

Potem zaczęła ciotka opowiadać, że położyła Kacpra spać, poszła do salonu na telewizję i po paru minutach usłyszała płacz, wstała idzie do pokoju dziecka, ale ono nie płacze, a cały czas słychać płacz. Więc postanowiła uciekać. Zabrała śpiącego Kacpra, sama włożyła tylko buty, chwyciła kluczyki do auta i uciekła do teściowej zapłakana i przerażona.

Po tej historii myślałem, że zleje się ze śmiechu. Bo wiedziałem co to jest, od czasu gdy żona urodziła dziecko, papuga była zazdrosna i zaobserwowała, że jak dziecko płacze, to do niego idziemy, więc ona też zaczęła tak robić i udawała płacz nawet dobrze, a teraz nie dostała karmy i zgłodniała, więc musiała popłakać.
YenneferzVengerbergu Odpowiedz

A już myślałam, że ciotka dała dziecku karmę, którą miała dać papudze xd

Odpowiedzi (7)
MalinowaGalaretka Odpowiedz

Myślałam że ciocia przez przypadek wypuści papuge.

Odpowiedzi (1)
Zobacz więcej komentarzy (4)

#QBEEC

Paulina była moją dziewczyną od 6 lat - od 4 mieszkaliśmy w Stanach. Byliśmy zapracowani, ale szczęśliwi. Bez względu na wszystko poświęcaliśmy sobie codziennie czas. Układało nam się finansowo bardzo dobrze, ale bardzo rzadko zdarzało się, byśmy mieli dłuższy okres wolnego - nie było to takie złe, każde z nas pracowało z wielką pasją.

Wysyłaliśmy często zaproszenia dla rodziny Pauli (ja jestem z domu dziecka, nie mam żadnych krewnych) z propozycją, że zapłacimy za przelot. "Teściowie" jednak a to nie mieli czasu, a to krowa była w ciąży, a to święta były blisko (2 miesiące!) i za dużo przygotowań. Jakoś to przebolałem, ale wiedziałem, że Paulinie było przykro. Chciała nie tylko ich zobaczyć, ale również pokazać jak mieszkamy, jak wygląda teraz nasze życie. Sama nie bardzo mogła latać samolotem - dostawała wtedy duszności i (przyznam szczerze) było to na tyle poważne, że nie zgadzałem się na jej podróż.

Cztery miesiące temu wzięliśmy ślub. W USA. Jej rodzina nie przyjechała. Przeboleliśmy to - w końcu i tak dużo ważnych dla nas osób towarzyszyło temu. Trzy "miodowe" dni spędziliśmy w łóżku oglądając filmy, ale w końcu się wyłamaliśmy z tej bezproduktywności z ulgą: w końcu już od kilku lat żyliśmy jak małżeństwo. To był tylko papierek.
Jakiś czas po naszych zaślubinach, Paulina odebrała wyniki badań od lekarza. Okazało się, że trzeba zrobić jeszcze kilka innych. Dość szybko dowiedzieliśmy się, że ma raka płuc. Drobnokomórkowego, 5 lat przeżywa około 1% chorych. Czy może być bardziej jak w jakimś melodramacie czy innym tanim filmie? Może.

Gdy już trochę okrzepliśmy z tymi "nowinami" zostawiłem ją. Na dwa dni. To była szybka decyzja - telefon do kumpla z liceum, aby wszystko załatwił (bilety, dokumenty, informacje). Jazda na lotnisko, lot do Polski z przesiadką, podróż do Krakowa. Wziąłem ukochanego psa, którego Paula musiała zostawić w Polsce i wróciłem z nim. A teściowie? Prosili, bym o nią dbał. Tyle.

Nie będę wam opowiadał o terapii jaką przeszła moja żona, to zbędne. Ale wiedzieliśmy, że nie ma zbyt wielu szans. Staraliśmy się jak mogliśmy, by spędzić ten czasem razem: ja, Paula i pies Bruno. Pracę rzuciłem, pieniądze nie były problemem.
W końcu nastąpiła ostatnia faza - trafiła do szpitala. Chciałem, aby umarła. Wiecie czemu? Dlatego, że ją kochałem. Jeśli wiecie jak wygląda śmierć przy raku płuc, to pewnie rozumiecie.
I stało się.

Płakałem. Chyba bardziej ze szczęścia niż smutku. Brakowało mi jej. Cholernie. Ale wolałem, by nie żyła, niż wyła w nocy z bólu, dusiła się i dławiła krwią.
Ale to wyznanie nie ma być ani o mnie, ani o moim bólu w związku ze stratą Pauli. Ma mieć pozytywne zakończenie. "Teściowie" w końcu zobaczyli moją Paulinkę po raz pierwszy, po sześciu latach rozłąki. W trumnie :)
CzarnaSowa Odpowiedz

Moja mama zmarła na raka płuc. Nikt nie wie o tym że płakałam nie z żalu, a z ulgi. Że przestała cierpieć. Rozumiem Cię więc, autorze. Trzymaj się.

Odpowiedzi (4)
Elly Odpowiedz

Przeraża mnie postawa rodziców... Jaki musieli mieć powód, że nawet wiedząc, że ich córka umiera na raka, nie odwiedzili jej?

Odpowiedzi (2)
Zobacz więcej komentarzy (22)

#7ZOGg

Gdy chodziłam do przedszkola, a dokładnie do sześciolatków, upatrzylam sobie najmniejszego i najmłodszego chłopca w całym przedszkolu. Godzinami myślałam jak go porwać do domu - tak, aby rodzice się nie zorientowali - i torturować w piwnicy.
Krokodylelzy Odpowiedz

Myślałam,że chcesz go za brata...

Odpowiedzi (2)
wariatka20 Odpowiedz

To jest w pewien sposób przerażające...co musiałaś oglądać, żeby wpaść na coś takiego.

Odpowiedzi (2)
Zobacz więcej komentarzy (23)

#772ay

Rzecz działa się paręnaście lat temu, miałam może 7-8 lat. Jak to bywało u mnie na wsi, dzieci bawiły się całe dnie niedaleko domu, a później wracały nad wieczór całe umorusane i wykończone zabawą, wszyscy wszystkich znali i nie było problemu. Tak było i tym razem, z koleżankami bawiłyśmy się na odległej piaskownicy jakoś 2 km od domu, piaskownica ta znajdowała się obok drogi, którą od czasu do czasu ktoś przejeżdżał, a jak tylko słyszeliśmy samochód, uciekaliśmy do pobliskiego lasku (ot, taka zabawa). Często tam przychodziliśmy pogrzebać się w piasku. Zdarzenie to pamiętam doskonale.

Było już około godziny 17 może 16, wszystkie dzieci już poszły do domów i zostałam tylko ja z moją młodszą o rok siostrą. Stwierdziliśmy, że chyba już najlepsza pora udać się do domu, bo na pewno mama się martwi.

Gdy byłyśmy jakoś może 200 metrów od miejsca zabaw, pojawił się pan, dziadek, około 50 lat, siwy, dogonił nas i zapytał czy pomożemy mu 'pchać samochód', ponieważ razem ze swoją żoną utknęli w lasku i nie mogą wyjechać. Od razu przyszło mi na myśl, że przecież może iść do sąsiada, bo co my mu takie dwie dziewczynki pomożemy? Jednak on przekreślił ten pomysł, i zaproponował cukiereczki w ramach pomocy.

Momentalnie przypomniało mi się, gdy w szkole nauczyciele ostrzegali przed tajemniczymi panami częstującymi słodkościami, dlatego też odmówiłyśmy, po czym naprawdę szybko zaczęłyśmy po prostu uciekać do domu.

Do dziś jestem w szoku, mieszkałam w naprawdę małej wiosce, pana już więcej nie widziałam, ale jestem z siebie dumna, bo chwila zawahania i mogłoby dojść do tragedii.
BonoSmierdzi Odpowiedz

Dobrze, że w szkołach o tym uświadamiają.

HedaLexa Odpowiedz

Potrzebował dziewczynki jak z filmu hard candy. Skutecznie by mu się odechciało.

Zobacz więcej komentarzy (7)

#igFpN

Dziś spotkała mnie ciekawa sytuacja w pociągu. Do odjazdu było jeszcze około 10 min, ale większość pasażerów siedziała już na swoich miejscach. Do wagonu wszedł mężczyzna, który niestety roznosił za sobą smrodek. Podchodził do każdej osoby i pytał, czy ma może 2 zł, aby mógł kupić sobie bilet na pociąg i wrócić do domu. Większość odpowiadała, że nie. Gdy zbliżał się do mnie wpadłam na szatański plan. Stwierdziłam, że ten pan raczej nie mówi w obcym języku, więc postanowiłam, że gdy zapyta mnie, odpowiem mu po włosku. Tak też zrobiłam.

Na jego pytanie o pieniądze odpowiedziałam: Come? Ku mojemu zdziwieniu (zresztą facet też był zdziwiony) odpowiedział mi: Tu parli italiano? Kiedy odpowiedziałam "si", on zaczął po włosku pytać mnie o pieniądze i tłumaczyć po co mu one. Byłam w ogromnym zdziwieniu :D Jak widać pozory mylą. ;)
Zorka5 Odpowiedz

A hajs dałaś? 😃

Odpowiedzi (1)
Foxy16 Odpowiedz

Ja wiem, czy pozory... sama widziałam (i słyszałam) raz pod dużą galerią handlową dwóch takich co zaczepiali ludzi pytając o pieniądze w co najmniej pięciu językach - jak ktoś ich ignorował i nie odpowiadał w ogóle, to przerzucali się na kolejny język najwyraźniej myśląc, że któryś w końcu zadziała :D

Zobacz więcej komentarzy (6)

#8E4C2

Pewnej nocy wprost zwijałam się z powodu niezaspokojonego pragnienia doznań seksualnych, a mój luby był dość daleko. Sytuacja ta miała miejsce wiele razy w przeszłości, a cóż, palce przestały mi wystarczać. Podjęłam pierwszą poważną decyzję mojego dorosłego życia: zakup dildo.

Kilka dni później wrócił ze mną do domu pewien szklany dżentelmen. Jako, że lubię nadawać imiona różnym przedmiotom, stał się Kapitanem Jędrzejem. Urządziłam mu miłe gniazdko między piżamami w szafie.
Nie spodziewałam się, że mama będzie tam czegoś szukać (uczę się w liceum, więc mieszkam z rodzicami). Wyjęła mojego zgrabnego przyjaciela i z właściwą dozą zaskoczenia zapytała, cóż to jest. Byłam czymś mocno zajęta, więc tylko zerknęłam i z najwyższą obojętnością przedstawiłam Jędrusia po imieniu.
Zabrzmiało niezwykle dumnie.

Jakby tego było mało, gdy mama otrząsnęła się z szoku, podarowała mi futerał od okularów, cobym mogła go sobie tam schować, żeby się tak nie prezentował po przerzuceniu kilku piżam. Miło z jej strony. Odebrałam od niej nowy statek Kapitana, obejrzałam dokładnie i powiedziałam: "Nie wiem, czy się zmieści".

To ją dobiło. Powiedziała, że to już zdecydowanie za wiele i już nigdy nie zajrzy do mojej szafy. XD
repimey Odpowiedz

Myślę że Kapitan Jędrzej nie potrzebuje futerału od okularów bo raczej ma gdzie się schować. ;>

Odpowiedzi (4)
LeonardTwarz Odpowiedz

Dobrze ze napisalas XD na koncu bo nie wiedzialem czy sie smiac czy byc zazenowanym

Odpowiedzi (4)
Zobacz więcej komentarzy (8)

#AqqZm

Chodzę codziennie na siłownię.
Poznałam mnóstwo ludzi, brałam udział w wielu szkoleniach organizowanych przez siłownię, schudłam kilkanaście kilogramów.
Stałam się kopalnią wiedzy i wtyką menadżerki. Mam za darmo karnet, kosmetyczkę, fryzjerkę, bony na ubrania, różne badania, etc...

Głównym powodem mojej obecności na siłowni jest to, że woda w moim mieszkaniu jest tak beznadziejna, że biorę prysznic po treningu na siłowni.
MamZolteZeby Odpowiedz

Nieważny powód, przynajmniej jest motywacja do treningów. Tyle pieczeni na jednym ogniu, że tylko podziwiać :p

crash41 Odpowiedz

Ostatnio coś mi się na mieszkaniu prysznic psuje, pomyślę o tym sposobie :D

Odpowiedzi (3)
Zobacz więcej komentarzy (5)

#dDlpK

Jako mały, nierozgarnięty człowiek w wieku 11-12 lat dostałam swój pierwszy okres.
Nigdy jakoś w domu nie miałam pogaduszek o pierwszych miesiączkach, skąd się biorą dzieci itp. Wiedziałam do czego służą i jak założyć podpaski, więc myślałam, że wiem wszystko, do czasu wycieczki na basen.

W dzień wyjazdu dostałam okres, fajnie. Nie pasowało mi założenia podpaski, no bo jak by to wyglądało? Postanowiłam podkraść mamie tampon, maxi.
Zasugerowana instrukcją jego aplikacji, położyłam jedną nogę na wannę no i tu się zaczęły schody. Jak to dziadostwo tam włożyć i poza tym gdzie?, przecież dziury są dwie. Głowiłam się może z 5 minut, do odważnych świat należy... Zaryzykowałam. Ryknęłam. Padłam. Oczywiście jakby było inaczej, nie ta dziura.
Jako tak mała dziołszka przeżyłam swój pierwszy ''anal'' z tamponem.

Teraz mam lat 20, nie używam od tamtego czasu tamponów, a analowi mówię stanowcze nie.
DrEkter Odpowiedz

A ja nie wyobrażam sobie mojego życia bez tamponów xd

Odpowiedzi (12)
Obito Odpowiedz

Zabolało mnie ;-;

Zobacz więcej komentarzy (11)
Dodaj anonimowe wyznanie