#wQV44

Jestem ofiarą gwałtu. I wiecie co mnie dziwi w ludziach wokół? Stereotyp, że ofiary powinny najlepiej zaszyć się w domu albo schronie, nie rozmawiać z nikim, broń Boże się uśmiechnąć!

Czy to złe, że nie chcę pokazywać innym, że jest mi źle, tylko wolę się właśnie uśmiechnąć? Zdarzyło mi się, że ktoś oskarżył mnie o wymyślenie historii tylko dlatego, że zachowuję się wśród ludzi NORMALNIE.

Chodzę do psychologa, mam swoje lęki, ale nie chcę, by moje życie bazowało tylko na jednym, złym wydarzeniu, które mi się przydarzyło.
Nie chcę chodzić jak zombie, żeby w miejscach publicznych wyglądać jak ofiara, bo tak trzeba i tak sobie wyobrażają to inni.
Należy mi się cholerny uśmiech i chcę go mieć!
Kuudere Odpowiedz

Ludzie mają dziwny zwyczaj potępiać zachowania i czyny, do podjęcia których sami są za słabi.

Odpowiedzi (3)
Selim Odpowiedz

Ja jestem ofiarą próby gwałtu (cudem gościowi się nie udało). Najlepsze jest to, że go znałam, chodziłam z nim do jednej klasy a nawet w trzeciej gimnazjum byliśmy parą. Zawsze był miły, potulny, grzeczny, dobrze sie uczył ( i właśnie na korki z matmy do niego wtedy mnie przywiózł tato) do tego był synusiem mamusi. I wiesz co? Tato mimo, że osobiście po mnie tam przyjechał, żeby odwieźć mnie do domu o niczym nie wiedział przez prawie rok. Moja psychika nijak nie ucierpiała. Przeszłam do porządku dziennego jakgdyby nigdy nic. Nie byłam nawet u psychologa bo najzwyczajniej w świecie nie było takiej potrzeby. Jak już zebrałam na niego dowody w których sam się do wszystkiego przyznał to poszłam na policje. Najbardziej wkurzające było to, że póki nie pokazałam screenów z rozmów to nikt mi tam nie wierzył bo nie byłam ani załamana ani smutna.

Odpowiedzi (4)
Zobacz więcej komentarzy (17)

#NjDrA

Mam afazję wraz z nabytą padaczką, jeśli wyznanie jest źle napisane, źle ułożone zdanie, to przepraszam, starałam się.

Niedawno skończyłam 18 lat.
Opowiem wam moją historię.
Odkąd skończyłam 3 latka, straciłam mowę. Zaczęłam mieć ataki padaczki. Kilka tygodni spędzonych na oddziale dziecięcym. Diagnoza? Afazja z nabytą padaczką, jestem niepełnosprawna. Niby nic takiego, ale jednak ona mi przeszkadza. Wiem, że inni mają gorzej, nie mówię, że nie.

Podstawówka.
Chodziłam do logopedy, parę wizyt w szpitalach, było trochę lepiej, mówiłam, ale niewyraźnie. Od 1 do 3 klasy miałam zajęcia z klasą. Wyśmiewali mnie, że jestem niemowa, że nie umiem mówić, że mam problem z długim słowem do powiedzenia.
Od 4-6 miałam nauczanie indywidualne, ale muzykę i plastykę miałam z klasą. Na muzyce, jak pana nie było, rzucali we mnie krzesłami. Bolało. Miałam parę siniaków. Plastyka? Niszczyli moje rysunki, musiałam zawsze od nowa zaczynać, a potem dostawałam sapy od nauczycielki, że co tak wolno, już koniec lekcji, a ty zaczynasz? Wycieczka klasowa? Wchodzili do mojego pokoju, gdy ja byłam w łazience. Niektóre ubrania zniszczone, łóżko rozwalone, lampka zbita.

Gimnazjum.
Nadal zajęcia indywidualne, ale chodziłam razem z klasą, bo miałam jedną przyjaciółkę, specjalnie dla niej. Wyzywali mnie, śmiali, obgadywali. Że jestem w ciąży, że ja się puszczam, że moja matka jest prostytutką. Bili mnie na przerwach, grozili, pomimo tego, że nic im nie zrobiłam, uważali, że skoro mam indywidualne i niemowa ze mnie, to jestem tępa. W 3 kl gimnazjum przestałam już chodzić z klasą. Po szkole łazili za mną, chcieli mi ukraść jakieś rzeczy. Rodzice byli u dyrekcji, wychowawcy. Rozmawiali z nimi i to tylko pogorszyło. Dostałam też skoliozy, 40 stopni, gorset. Chciałam nawet się zabić, ale w ostatniej chwili pomyślałam, że dam sobie szansę.

Technikum.
Technikum w tym samym mieście, lecz nikogo nie ma w mojej klasie z podstawówki czy gimnazjum. Mam wspaniały kontakt z klasą, dzięki nim otworzyłam się na ludzi. Wolontariat, biorę udział w życiu szkoły, występy, zapisałam się też do Związku Strzeleckiego, strzelcy mnie uwielbiają, ostatnio dostałam awans na dyżurną i kieruję nimi, jeśli chodzi o musztrę. Krótko mówiąc, stałam się oczkiem w głowie nauczycieli i dowódcy.

Waśnie leżę po operacji kręgosłupa, 4 godziny temu odwiedzili mnie strzelcy z dowódcą, 3 nauczycieli i parę osób z mojej klasy, przynieśli mi kebab, parę słodyczy i zdjęcia z nimi. Napisałam to z nudów, bo jedynie co mogę robić to leżeć, patrzeć w sufit i pisać. Strasznie boli, ale nie poddaję się. Nie będę narzekać.
Starzy znajomi? Większość ma problemy z alkoholem, policją, rozprawy.

Nie poddawajcie się nigdy!
dddors Odpowiedz

Życzę powodzenia

Odpowiedzi (4)
BucketsofRain Odpowiedz

jaki masz rodzaj afazji? poza jakimiś pomniejszymi błędami to wyznanie jest napisane nader dobrze i trudno mi przyrównać te pomniejsze błędy do tych typowych dla jakiejkolwiek znanej mi formy afazji

Odpowiedzi (2)
Zobacz więcej komentarzy (22)

#LGZ5d

Mam "talent" którego raczej nie posiada wiele osób. A mianowicie od dzieciństwa w mgnieniu oka uczę się języków obcych. Chociaż nie wiem, czy słowo "uczyć się" jest w tej sytuacji odpowiednie, bo ja tak naprawdę nie muszę się nawet starać, żeby ów język przyswoić. Po prostu kiedy usłyszę zdanie w języku obcym, które zostało przetłumaczone, od razu permanentnie je zapamiętuję. I tak oto oglądając film z napisami po polsku wszystkie słowa wypowiedziane w języku obcym zapisują się w mojej głowie i nie chcą z niej wylecieć. Nie wiem, na jakiej zasadzie to działa, mój mózg po prostu sobie w jakiś sposób je zakodowuje. W szkole z nauczanych języków obcych zawsze miałem szóstki bez robienia notatek, bez uczenia się, po prostu słuchałem na lekcji, nawet nie skupiając się na niej. Obecnie mówię płynnie w 4 językach, dodatkowe 2 są na poziomie bardzo dobrym, a 3 z nich są płynne również w piśmie. Studiów nie skończyłem, w każdym razie w tym momencie pracuję w firmie, gdzie zarabiam o wiele więcej niż niektórzy z tytułem magistra.

Tylko że gdyby wszystko było takie idealne, to moje wyznanie prawdopodobnie nawet by nie powstało. Więc jaki jest minus moich umiejętności?

Już wyjaśniam. W pracy komunikuję się głównie z kontrahentami zagranicznymi, z tego powodu codziennie rozmawiam po kilka godzin w różnych językach. I o ile to problemem nie jest, to problem pojawia się w momencie, kiedy muszę mówić jedynie po polsku. Otóż moje myśli wcale nie składają się jedynie z języka polskiego, ale jak to myśli, błądzą niesfornie, niekontrolowanie po głowie w różnych językach. W momencie kiedy jestem zmuszony do używania polskiego przez cały czas, mam z tym ogromny problem, bo często niekontrolowanie odpowiadam w innym języku, nawet nie będąc świadomym. W pracy wszyscy się do tego przyzwyczaili, nawet dostałem ksywkę "Demon", bo ponoć przemawiam wieloma językami (he, he, śmieszki), ale ludzie, którzy rozmawiają ze mną rzadko lub po prostu mnie nie znają, uważają mnie za nienormalnego.
Mavis113 Odpowiedz

Ja tam i tak Ci zazdroszczę. Jestem wyjątkowo tępa jeśli chodzi o naukę języków obcych przez co boję się jeździć za granicę. Gorzej...Jak tylko widzę obcokrajowca z mapą to zaraz uciekam bo obawiam się kompromitacji jak by mnie o coś spytał.

Odpowiedzi (11)
magee Odpowiedz

Zazdroszczę... angielskiego uczę się całe życie, a dalej moj poziom jest bardzo podstawowy :/ nie mówiąc o innych językach.. nawet z polskim średnio sobie radzę :/

Odpowiedzi (2)
Zobacz więcej komentarzy (29)

#Fi8Qj

Działo się to, kiedy byłam jeszcze w gimnazjum. Tego dnia byłam wyjątkowo niewyspana. To tak słowem wstępu.

Ten właśnie dzień wybrał sobie nauczyciel fizyki na pytanie przy tablicy, oczywiście pierwszą zapytaną osobą byłam ja. Kiedy zapytał mnie o "prawo Ohma", mój zmęczony mózg przypomniał sobie usłyszane niedawno od wuja "prawo łoma".

I tak oto powiedziałam je głośno i wyraźnie: "Człowiek uderzony łomem nie ma prawa wstać!".

Zabijcie mnie.
IWantToFlyAway Odpowiedz

Twarde prawo, ale prawo... nawet bardzo ;)

Odpowiedzi (2)
LadyS Odpowiedz

I bardzo ładnie :D

Zobacz więcej komentarzy (24)

#7Hs3i

Byłam raczej mądrym, lekko zarozumiałym, pewnym siebie dzieckiem. Te atrybuty gwarantowały mi od zawsze zarówno przyjaciół, jak i wrogów.

Pod koniec podstawówki w naszej klasie pojawił się swoisty podział społeczeństwa na kilka grup. Byli ci „fajni” chłopcy, którzy gustowali już w przeróżnych używkach i od razu wiedzieli, że ich przeznaczeniem jest przejąć traktor po tacie. Były te „piękne” dziewczyny, które nie mając lepszego pomysłu na siebie starały się za wszelką cenę przodować w „seksowaniu”. Były szare myszki obojga płci, które za nic nie chciały się wybijać i raczej podkreślały swoją indywidualność. No i byliśmy my - grupa dzieci, które jeszcze nie rwały się do dorastania, ale już przeszły okres „fuuu, chłopak z tobą rozmawia”.
Relacje dyplomatyczne pomiędzy poszczególnymi grupami były dość dynamiczne, potrafiliśmy zintegrować się w imię wyższego dobra, ale codzienność raczej opierała się na wzajemnych potyczkach i knuciu intryg. Jak możecie się domyślić, ci spragnieni uwagi najczęściej szukali punktu zaczepnego.

W szkole panowały wtedy jeszcze swoiste normy co do ubioru i np. dziewczynki nie mogły chodzić w spodniach.

Pewnego razu po zajęciach gimnastycznych zauważyłam, że w mojej spódniczce brakuje guzika, a i zamek wygląda jakoś podejrzanie. Zganiając wszystko na wieczny pośpiech postanowiłam naprawić problem jedyną rzeczą, jaką miałam pod ręką, czyli spinaczem do papieru. Wyglądało dość stabilnie, więc nie marnując więcej czasu pobiegłam na dalsze lekcje. Wszystko szło gładko, aż do czasu, kiedy na ostatniej matematyce pan wywołał mnie do tablicy. Mocno skoncentrowana na zadaniu wstałam i kiedy już miałam wychodzić z ławki, zorientowałam się, że moja spódnica została na krześle, a wszystkim, którzy mnie obserwowali ukazały się moje różowe majtki. Na szczęście tego dnia te z kokardką, a nie w małe zwierzątka. Zszokowana stałam tak parę sekund z dupą na wierzchu, patrząc naokoło i myśląc nad tym nieszczęsnym zadaniem. Tylko „piękne” koleżanki z ławki za mną parsknęły śmiechem. Inni podzielali moja konsternację. Po tej krótkiej nieskończoności usiadłam, burknęłam, że odpowiedź to 16, spaliłam buraka i do końca lekcji siedziałam czerwona wpatrzona w piórnik.

Po skończonych zajęciach „fajny” kolega, z którym siedziałam, pomógł mi odkleić spódniczkę od krzesełka (wraz z kawałkiem drewienka) i chcąc przełamać grobowe milczenie rzekł na pocieszenie: „Eleganckie te majtasy”.

Śmiałam się przez łzy.
Roza5782 Odpowiedz

Niby przykre ale jednak bardzo pozytywne :D

Etanolansodu Odpowiedz

Świetne wyznanie. Świetnie opisane bez próby bycia śmiesznym na siłe i jakiś głupich porównań.

Odpowiedzi (4)
Zobacz więcej komentarzy (19)

#J4ly2

Przez dobry tydzień nie miałem w domu internetu. Umiem też całkiem dobrze rysować. Co łączy oba te fakty? Rysowałem sam dla siebie "gołe baby" w wiadomym celu.

Improvise. Adapt. Overcome.
Narke3 Odpowiedz

Raczej większość osób lubiących rysować kiedyś tak robiła.

Odpowiedzi (7)
Shiro92 Odpowiedz

Ahhh te dzieci i ich brak wyobraźni :)

Odpowiedzi (1)
Zobacz więcej komentarzy (6)

#SCPaa

Z reguły nie przepadam za kontaktem fizycznym z innymi ludźmi, jednak czasami miewam "gorsze dni", podczas których moje ciało wręcz błaga o chociażby pocieszające poklepanie po ramieniu. Nigdy nikomu o tym nie powiedziałam, przez co nawet w takich chwilach moi znajomi, jak zwykle, unikają dotykania mnie jak ognia.

Dzisiaj, jak pewnie większość z was się domyśla, miałam wyżej wspomniany depresyjny dzień. Masakra. Na początku olałam to, myśląc, że zwyczajnie trzeba będzie przeżyć do końca dnia i iść spać. Moje niedoczekanie.
Na peronie, gdy czekałam na pociąg powrotny do domu, złapała mnie taka potrzeba, że miałam ochotę skoczyć na najbliżej stojącą osobę i zamknąć ją w niedźwiedzim uścisku. To właśnie wtedy stwierdziłam, że nie dam rady wytrzymać. W mojej głowie zaczął rodzić się szatański plan.

Kiedy nadjechał mój pociąg, szybko wślizgnęłam się do środka, zajmując miejsce przy pierwszej lepszej osobie. Padło na biednego, niczego nie spodziewającego się ziomeczka.
Od początku jazdy udawałam wyjątkowo zmęczoną. Siedziałam z zamykającymi się powiekami, ziewając raz po raz, aż w punkcie kulminacyjnym moja głowa opadła delikatnie na ramię towarzysza niedoli. "Zasnęłam".
Przez chwilę bałam się, że ziomek zwyczajnie mnie strąci, jednak, ku mojej uldze, nie zareagował. Co więcej, sam po chwili położył głowę na mojej, pochrapując przy tym cicho.

Byłam wniebowzięta. Delektowałam się przez półtorej godziny, wysiadłam trzy stacje za późno, żeby nie obudzić śpiącego mężczyzny.

Podsumowując - muszę znaleźć sobie chłopaka, żeby w chwilach kryzysu nie wykorzystywać nieznajomych.
Jeśli mnie czytasz - wybacz, ziomeczku!
majer Odpowiedz

Sympatycznie i z mądrym podsumowaniem ;)

Odpowiedzi (5)
Gro9 Odpowiedz

mam dziwne wrażenie że jakby to samo napisał facet - zostałby okrzyknięty zboczeńcem....
a tu - wykorzystała niecnie niczego niespodziewającego się faceta bez jego zgody - i jest super...

Odpowiedzi (8)
Zobacz więcej komentarzy (10)

#JIaNP

Dziś sąsiad z parteru zwrócił mi uwagę, że za głośno odpalam samochód i mu się dzieci budzą.
Od dziś przed odpaleniem będę mruczał do astry: "Cichutko, dzieci sąsiada jeszcze śpią".
Lavandavanda Odpowiedz

A ona z pełnym zrozumieniem będzie warczeć szeptem:-).

Odpowiedzi (1)
DeathFairy Odpowiedz

Nie odpalaj pod domem, dla wygody sąsiada pchaj auto do granicy osiedla... Serio, to twój sąsiad jest idiotą

Zobacz więcej komentarzy (17)

#6PNhT

Jestem klerykiem w jednej parafii w bardzo pobożnym regionie naszego kraju. Fakt, że chodzę w sutannie z domu do kościoła jest tutaj ważny, bo nie kryje to mojej tożsamości, a i sam wiem kim jestem. Ogólnie wszyscy w parafii się znają, a ja znam co gorliwsze rodziny. Ważna informacja - jestem dość spory, bo mam chorą tarczycę i za św. Antoniego nie mogę schudnąć, choć się staram.

Irytują mnie tzw. mohery, wszystkowiedzące jasnowidzki, które wszystko komentują. Jest jedna pani... Jadzia. Pani Jadzia to przykład idealnego katolicyzmu - na każdej mszy w pierwszej ławce, dzieci swoje poucza, że niedziela bez mszy to grzech piekielny, mimo dość dobrej renty swojej i po mężu pierwsza po Caritasowe paczki. Zbożnie, prawda? No nie. Pani Jadzia uwielbia hiperbolizować każdą sytuację i obrabiać dupę jak leci, nawet jak to nieprawda.
Po pierwsze, skoro pani przykładna katoliczka, to wypada powiedzieć "Szczęść Boże" jak idę w sutannie, a nie zmierzyć wzrokiem i jak byk iść dalej. Dalej, do sąsiadek opowiadać, jak to kleryk wpierdziela słodkie i dupa rośnie od żarcia. No nieprawda, jestem na ścisłej diecie, a i tak nie mogę schudnąć. Powiedziałem proboszczowi, że nie podoba mi się co robi pani Jadzia i że cała parafia huczy, że młody to się uczy żreć jak klecha.

Proboszcz, człowiek z sercem, złego słowa nie powiem, zareagował, ale na kolędzie. Otóż gdy zapukał w drzwi pani Jadziuchny, a ta zapraszając na kawę chciała wpuścić księdza, proboszcz odpowiedział tylko, na oczach i uszach sąsiadów, że nie życzy sobie, by przystępowała do komunii i siedziała w pierwszej ławce, skoro obgaduje wszystkich naokoło. I poszedł dalej.

Pani Jadzi nie widziałem w kościele od tygodnia. Podobno pali się ze wstydu.

Nie gardzę każdym człowiekiem, ale kusi mnie, by wszystkim dewotkom zwrócić uwagę, że faryzeusze mimo bliskości świątyni byli złem wcielonym. Amen.
Etanolansodu Odpowiedz

Super wyznanie i jaka satysfakcja po przeczytaniu.

CzujeszStrach Odpowiedz

Amen ziomek :d

Zobacz więcej komentarzy (29)

#KlXj5

Miałam niecałe 3 lata i nagle umarł mój wujek. Zapamiętałam jego śmierć, nikt nie tłumaczył mi, jak się umiera, ale zrozumiałam to instynktownie. Od tego momentu zaczęła mnie fascynować śmierć, którą traktowałam jako przekształcenie żywego, działającego człowieka w materię, w mięso.

Zastanawiało mnie, co dzieje się po śmierci i jak czuje się człowiek w momencie zgonu. Zawsze rozmyślałam o tym przed snem.
Pewnej nocy zaczęłam sobie wyobrażać, że stoję w oknie i skaczę, a moje zwłoki widzi mama i skacze za mną, zwłoki moje i mamy widzi tata i też skacze, później ktoś wchodzi do naszego mieszkania i znowu skacze, bo my skoczyliśmy. A za tym człowiekiem skacze następna osoba zrozpaczona jego śmiercią. I tak bez końca. Stos ciał pod oknem rośnie i ostatnia osoba nigdy nie może się zabić, bo stos zmniejsza wysokość i amortyzuje upadek.
I dopiero gdy ta osoba nie może się zabić, jestem w stanie zasnąć. Wyobrażam sobie tę samą sytuację od kilkunastu lat i tylko dzięki niej jestem w stanie usnąć.
metr50iZyletka Odpowiedz

O kurde. To chyba najciekawsza fantazja, o której czytałam na anonimowych :D

LamaGod Odpowiedz

Tak troche jak z "Rzepką" Tuwima

Odpowiedzi (1)
Zobacz więcej komentarzy (17)
Dodaj anonimowe wyznanie