#bbaE3

Gdy byłam dzieckiem, do czasu pójścia do zerówki nie miałam za bardzo okazji do zabawy z innymi dziećmi. Miałam trochę zabawek, duży ogród, staw i doskonale bawiłam się sama. Wszystkie moje zabawki miały imiona, charaktery, relacje miedzy sobą, były tam przyjaźnie i antypatie (czarnym charakterem był pluszowy goryl który w końcu przeszedł przemianę ratując księżniczkę uwięzioną w kanapie).

Bardzo o nich wszystkich dbałam i gdy przypadkiem kogoś upuściłam, musiałam długo przepraszać. Idąc do zerówki przeżyłam szok, sposób w jaki inne dzieci traktowały zabawki był dla mnie czystym bestialstwem. Rzucanie, skakanie po nich, psucie.

Płakałam i nikt nie był w stanie zrozumieć dlaczego. Pewnego dnia któreś dziecko urwało nogę plastikowemu koniu i zrzuciło winę na mnie, za karę musiałam zabrać go do domu i naprawić. Problem zaczął się gdy nowy koń zakochał się w mojej księżniczce kucyków i nie miałam serca ich rozdzielać.

Jakoś mi się upiekło bo opiekunka z zerówki zapomniała o koniu i więc nie musiałam go oddawać. Wtedy zaczęłam ratować z zerówki więcej zabawek, smutnego misia, drewniana kaczkę, mamę kotkę z dwoma kociętami i strasznie brzydką żabę. Nikt nie zauważył tych kradzieży , które dla mnie były misjami ratunkowymi.
Dzisiaj, po 30 latach spotkałam ich znowu, sprzątając piwnicę trafiłam na karton z zabawkami, dobrze że są razem. :)
LaczkiZDupy Odpowiedz

Słodko ♥

jakisLogin0001 Odpowiedz

Byłaś wrażliwym dzieckiem :)

Odpowiedzi (1)
Zobacz więcej komentarzy (7)

#k8G3n

Jako dziecko byłam dosyć twardo wychowywana, dzieci i ryby głosu nie mają etc. Nikt nie przeklinał, nie wolno było pyskować, także byłam cicha i grzeczna. Ale marzyłam o innym życiu, dzieci w podstawówce już umiały przeklinać i trochę się nasłuchałam "brzydkich słów", ale nie miałam odwagi ich używać.

Za to ćwiczyłam w nocy, czekałam aż wszyscy pójdą spać (dla pewności sprawdzałam), po czym wracałam do łóżka, zamykałam drzwi, naciągałam kołdrę na głowę i szeptem mówiłam "k***a , ch*j , c**a". Potem z przejęcia nie mogłam zasnąć : )
booksbobook Odpowiedz

Ależ z ciebie buntowniczka była ;D

Tink Odpowiedz

Cudne :)

Zobacz więcej komentarzy (6)

#ejxZV

Jako, że ciepło się zrobiło to poszedłem sobie na spacer. No i idę sobie zwyczajnym chodnikiem ze zwyczajnie odkręconą pepsi, którą zwyczajnie popijam. Nagle wpadło na mnie dziewczę urody wyższej co spowodowało perfidne oblanie mnie owym napojem.

Więc mówię białogłowej, że nic się nie stało, że ciepło to wyschnie zaraz, a ona cały czas mówi żebyśmy poszli do sklepu to ona mi odkupi. A ja głupi mówię, że nie trzeba. A ona na to żebym dał jej swój numer. A ja na to że nie trzeba. Dziewczynie się trochę chyba przykro zrobiło ale odeszła bez słowa.
Dopiero w domu zrozumiałem jakim jestem przegrywem. Nosz kurrr....
Yoruichi96 Odpowiedz

Wybacz, ale pierwsze co mi przyszło na myśl to to że jesteś niezłym przegrywem xD

Odpowiedzi (1)
anonimowyGosc321 Odpowiedz

może gdyby twój mózg nie skupiał się na urodzie tej pani to właśnie zamiast pisać wyznanie byś z nią poszedł do kawiarni? A tak z innej beczki spróbuj ją znaleźć i poprosić o numer

Odpowiedzi (1)
Zobacz więcej komentarzy (2)

#Tz4kw

Stoję sobie ostatnio w kolejce w biedronce, przede mną starsza pani (siwa, twarz pomarszczona, ogólnie widać było, że ma 60-70 lat) na ladzie miedzy jej zakupami stała butelka piwa.

Zakupy zbliżają się do kasjerki, ta nalicza zakupy a kiedy dochodzi to podliczenia piwa, co robi? Pyta szanowną panią o dowód.

Ja rozumiem, że pełnoletność trzeba sprawdzać, ale chyba w pewnym wieku ta zasada przestaje obowiązywać. No chyba, że chciała odmłodzić babcię i podnieść jej samoocenę, to już inna sprawa. :D
Oksypl Odpowiedz

Ostatnio w biedronce zawsze pytają o pełnoletniość przy zakupie alkoholu. Kasjerzy muszą zaznaczyć na kasie, że o to zapytali. Wygląda to głupio ale zauważyłam, że ludziom robi się miło, kiedy są pytani o dowód :)

Odpowiedzi (1)
joffreymojbog Odpowiedz

Kto wie, może jakiś nastolatek bawił się w charakteryzację xD

Zobacz więcej komentarzy (3)

#02uzw

Pracowałam kiedyś w delikatesach nocnych.

Stoisko monopolowe, wchodzi kilku młodych chłopaczków i jeden z nich mówi: poproszę prezerwatywy, ha ha!
Ja na to: jakie? Mamy tylko smakowe w tej chwili. Truskawkowe i miętowe.
Chłopaczek pyta: a które pani poleca? I znów ten głupi śmiech.
A ja mu na to: zależy gdzie partnerka potrzebuje się odświeżyć. Bo jak w ustach, to polecam miętowe.

Jego mina bezcenna!
CindyCin Odpowiedz

Widac ze jeszcze gowniak

FrancescaFindabair Odpowiedz

Czy tylko ja podziwiam osoby, które tak szybko wymyślają riposty? Ja taki tekst wymyśliłabym zapewne następnego dnia lub nigdy :D

Odpowiedzi (1)
Zobacz więcej komentarzy (2)

#QtEEZ

Jestem od miesiąca pracownicą Miejskiego Ośrodka Pomocy Społecznej w jednym z większych miast polski. Przez ten miesiąc przeżyłam więcej zdziwień i zaskoczeń niż przez ostatnich trzydzieści lat życia. I ciągle odkrywam nowe rzeczy i wspaniałe fakty o ludziach z mojego rewiru. Przekręty i szwindle to norma, trzeba się nauczyć kto kim jest i czy istotnie potrzebuje pomocy. Bo "klienci" bywają różni. Jedni naprawdę sobie nie radzą inni radzą sobie tak dobrze że dawanie im bonów żywieniowych możne skończyć się fatalnie.

Oddzielną kategorię stanowią "słupki". To osobnicy którzy mieszczą się pod słupkiem granicznym przychodu lub spełniają inne kryteria pomocowe. Nawet gdy przyjadą mercedesem na zagranicznych numerach mają prawo do pomocy, z czego chętnie korzystają. Po drugiej stronie są "dumni". To cała grupa ludzie którzy mają zaszczepione dwie skrajnie wykluczające się cechy.

Jest to niewiarygodna wiara w siebie i całkowity brak samodzielności życiowej. To ludzie którzy przychodzą po pomoc gdy nie mają już jedzenia, wody a elektrownia właśnie odcina prąd. Godność tam mocno uwiera ich pod czaszką że nie są wstanie nawet myśleć o pomocy od państwa. Tacy ludzie naprawdę istnieją. Moja sąsiadka z klatki pani S. była właśnie taką osobą. Po śmierci męża utrzymywała się z emerytury i renty inwalidzkiej. ZUS jednak uznał ją z zbyt zdrową a ta nie oponowała gdy przestałą dostawać pieniądze.

Chociaż ma dwóch samodzielnych synów, ciągle się chwali ile zarabiają, ani myśli prosić ich o pomoc. Ma siostrę w Kanadzie, zgadza się nie chce być ciężarem dla rodziny. Więc pani S. żyłą sobie tak wesoło nie płacąc a to za czynsz a to za leki, tak naprzemiennie. Miesiąc w miesiąc. Jakakolwiek rozmowa o pomocy kończyła się albo bardzo jadowitym syczeniem albo bluzgami, za które mnie potem solennie przepraszała.

Pewnego dnia pani S. pojawiła się w naszym biurze. A jak? Przebrała się w stare ubrania męża by nikt jej nie rozpoznał i poprosiła o zapomogę. Szeptem między nami zapytałam co ją właściwie skłoniło do wyciągnięcia ręki w stronę państwa. - Wie pani co... jedzenie, rachunki, leki to może zawsze poczekać... ale jakoś nie mogłam się przemoc by podcierać się gazetami. Sama pani rozumie...
Igi996 Odpowiedz

Niestety prawdziwe, ale bardzo przykre

witciu1 Odpowiedz

Potrzeba wzywała ;-;

Zobacz więcej komentarzy (3)

#Webf9

Mój wujek mieszka w samym centrum wsi. Ma duży ogród, o który dba oraz kilka psów. Jeden z nich czarny kundelek, który wabi się Bambo jest bardzo niegrzeczny. Goni koty, kopie w klombach i trawniku, gryzie węże ogrodowe i różne podobne rzeczy.

We wsi mieszka też pan z gatunku wesołych poczciwych bywalców podsklepowej ławeczki. Spaceruje po wsi, rozmawia z ludźmi, pomaga w lekkich pracach. Generalnie grzeczny, nieszkodliwy osobnik. Z racji ciemnej karnacji mawia się na niego Cygan, Murzyn lub Bambo właśnie.

Kiedy więc pewnego dnia wujek wypuścił psy do ogrodu i rzeczony pies zaczął znowu „psocić”. Wujek już zdenerwowany zaczął krzyczeć coś w stylu:
- Bambo!! Cholera jasna!! Gdzie ty się znowu szwendasz?! Do nogi ale mi już!
Nagle usłyszał głos odwrócił się i zobaczył Bambo, który tym razem nie szczekał i nie wył, lecz przemówił grzecznym, spokojnym i bez wątpienia ludzkim głosem:
- Słucham proszę pana. Wołał mnie pan. O co chodzi? Pomóc coś panu?

Wujek zmieszany odpowiedział tylko, że nie. Zamienił z Bambem kilka zdań i czerwony ze wstydu schował się w domu.
Potem tylko skarżył się nam:
- Skąd ja miałem wiedzieć jak go młodzi nazywają? Ja tam mówiłem mu zawsze po prostu po imieniu!
rheostone123 Odpowiedz

Wujek nie miał się co wstydzić, bo to nie jego wina, że tak tamtego Pana nazywają, po prostu wolał swojego psa i tyle.

crimsoneye Odpowiedz

"Aaa, nie, panie, bo ja tak psa nazwałem! Ale przypadek, co?" Proszę, łatwe rozwiązanie wujkowego wstydu.

Odpowiedzi (1)
Zobacz więcej komentarzy (2)

#vwOHN

Poszłam na wizytę do dentysty. Przyjął mnie młody chłopak ( ok. 20 lat ). Jak się później okazało, był na praktykach. Ja, jako również młoda dziewczyna, chciałam bliżej go poznać. A nóż, może cos z tego będzie.

Po przeglądzie Dentystycznym zapytałam czy chciałby wyskoczyć później na kawę. On popatrzył na mnie z lekkim politowaniem. Sięgnął na półkę po szczoteczkę to zębów.
(On) - Na koszt firmy :)
(Ja) - nie, dziękuję.
(On) - Nie, proszę zabrać. Przyda się. I radzę zakupu tabletki na nieświeży oddech.

Ja, czerwona jak burak płacę i wychodzę, jak najszybciej się da. Ale są jakieś pozytywy. Szczoteczka bardzo dobra. :')
Furiatka Odpowiedz

Moim zdaniem jednak strasznie chamsko się zachował.

Frisk Odpowiedz

Z oddechem przegiął, to mógł być chociażby objaw choroby. Ale szczoteczka, autorko, mogła być subtelną aluzją, że źle umyłaś zęby przed wizytą. Dentyści często zwracają na to uwagę, bo to nie jest miłe grzebać w brudnych zębach.

Odpowiedzi (2)
Zobacz więcej komentarzy (6)
Dodaj anonimowe wyznanie