#Lo6h4

Po maturze z matematyki miałam sen, w którym byłam chora. Poszłam do lekarza i on przepisał mi leki w proporcji dwa pierwiastki z trzech.
emmar Odpowiedz

Wyczuwam, że był lekki stresik przed maturą

Odpowiedzi (2)
LetItDie Odpowiedz

Przypuszczalnie, za rok będą mi się w głowie wyzywali Mickiewicz ze Słowackim za pomocą matematyki.

Odpowiedzi (2)
Zobacz więcej komentarzy (1)

#KYim2

W 2010 roku, kiedy chodziłam do 4 klasy jechaliśmy na wycieczkę szkolną na 2-3 dni, jestem ze wsi i wtedy nie jeździłam na żadne dalsze wyjazdy ani moi rodzice więc nie mieliśmy walizki ani nawet żadnej torby i mimo moich próśb o jej kupno zostałam spakowana w zwykłą wieeeelką sklepową reklamówkę. Nikt nie robił mi z tego żadnych docinek, ale i tak było mi wstyd.
FoxyLadie Odpowiedz

Strasznie głupie zachowanie, no trochę wyobraźni by się rodzicom przydało. Jak nie kupić, to zawsze można było od kogokolwiek pożyczyć, nie wiem... Jakoś strasznie mnie to zbulwersowało. 2010 to już nie aż taki ciemnogród, nawet w najbardziej zacofanych wsiach.

Przynajmniej miałaś spoko grupę.

Odpowiedzi (1)
VC103221 Odpowiedz

Mogli cię chociaż w jaś plecak spakować. Przecież chodziłaś do szkoły, więc jakiś plecak/tornister musiałaś mieć...

Zobacz więcej komentarzy (3)

#crdGr

Rok temu rozstałam się z narzeczonym po 2,5 roku związku. Rozstanie kosztowało mnie utratę znajomych, terapię, a nawet pobyt na oddziale psychiatrycznym. Ale od początku.

Z Markiem (mój były) przyjaźniłam się od matury, z czasem poczuliśmy do siebie coś więcej. Znajomi i moja mama trochę kręcili nosem, bo Marek porusza się o kulach i ręce też ma średnio sprawne, więc z niektórymi rzeczami potrzebuje pomocy. Mi to nie przeszkadzało.
Na początku wszystko było dobrze. Ja pracowałam dorywczo i robiłam studium, on studiował zaocznie. Po zakończeniu moich egzaminów oświadczył mi się, a ja się zgodziłam.
Wkrótce potem znalazłam pracę w zawodzie (jestem masażystką) i wtedy zaczął się koszmar.

Od początku Marek kręcił nosem na to, że wracałam do domu dopiero o 17. Potem zrobił się chorobliwie zazdrosny, jeśli byłam zwyczajnie miła dla jakiegokolwiek innego mężczyzny (np. uśmiech i 'dzień dobry' do pana z warzywniaka) przez dobre pół godziny musiałam go zapewniać o swojej wierności. Po kilku poważnych rozmowach sytuacja nieco się uspokoiła. Tylko na kilka miesięcy, potem zaczęło się najgorsze.

Marek dzwonił do mnie co chwilę nawet z totalnie błahymi sprawami (np. nie ma pomysłu z czym zrobić sobie kanapkę), kiedy nie mogłam odebrać bo masowałam pacjent potem płakał i skarżył się, że nie jest dla mnie najważniejszy. Próbowałam go namówić na wizytę u psychologa, ale nakrzyczał na mnie, że nie jest wariatem. Ponieważ prawie nie miał zajęcia (pisze książkę i wiersze, jego studia nie były specjalnie absorbujące) proponowałam mu jakieś kurs czy pracę jako korektor w gazecie, bo akurat chcieli zatrudnić na to stanowisko osobę niepełnosprawną, ale się nie zgodził.

Kiedy tylko szłam gdzieś bez niego (np. na babskie zakupy z przyjaciółką) miał załamanie - odmawiał jedzenia i picia, całą noc rzucał się po łóżku. Gdy raz do niego nie oddzwoniłam, bo miałam ciężki dzień w pracy upadł i nasza sąsiadka zawiozła go do szpitala. Czułam się winna. Byłam też psychicznie wyczerpana.

Raz pojechałam do mamy żeby się wygadał. Przysłał mi smsa że zaraz umrze. Szybko pojechałyśmy do naszego mieszkania. Marek siedział na parapecie i groził, że skoczy (3 piętro), bo go nie kocham i olewam. Ja dostałam histerii, zaczęłam krzyczeć i błagać by tego nie robił. Oboje trafiliśmy do psychiatryka. Po czasie dowiedziałam się, że jego zachowanie było jedynie na pokaz, żebym skupiła się jedynie na nim. Zerwałam z nim. Płakał i błagał, straszył że tym razem naprawdę umrze.

Dzięki mamie i przyjaciółce jakoś to przetrwałam. Potem dowiedziałam się od ludzi jakim potworem jestem bo doprowadziłam do rozpaczy biednego niepełnosprawnego chłopca i zrujnowałam mu szansę na szczęście.
Po terapii znalazłam pracę 200 km od rodzinnego miasta i wyprowadziłam się.
GraczLoLa Odpowiedz

Żal mi was obu, ale z różnych powodów.
Ciebie, bo koleś zniszczył ci zdrowie i nerwy, a także sprawił, że musiałaś się wyprowadzić z rodzinnych stron.

Jego mi żal, bo dostał niesamowitą szansę od życia i spotkał osobę, która go pokochała jakim jest, a on zamiast się tym cieszyć to wszystko zepsuł. Poza tym jego zachowanie pokazuje, że nie tylko jest niepełnosprawny fizycznie, ale i psychicznie... Gdyby się chociaż leczył z takiego podejścia, ale patrząc na zachowanie rodzinki, to zamiast tego, pewnie prędzej poczuje się ofiarą niż winnym i dalej będzie się tak zachowywać... :-/

Odpowiedz

Wprawdzie tęsknię i to bardzo za bliskimi mi osobami, ale musiałam totalnie zmienić otoczenie. Oczywiście zmieniłam numer telefonu i email, na fejsie Marka zablokowałam. Najbardziej dręczy mnie to, że przez kilka miesięcy on i jego rodzice nękali moją mamę, skończyło się na nieformalnej rozmowie z moim bratem ciotecznym, który jest policjantem. Ja od niedawna spotykam się z pewnym facetem, mam nadzieję, że tym razem będzie dobrze.

Odpowiedzi (2)
Zobacz więcej komentarzy (7)

#j6weW

Już od liceum podobała mi się x. Mimo iż byłem wstydliwy, napisałem do niej sms czy by się ze mną nie spotkała, bo mi się podoba. Ona zgodziła się, bo okazało się, że jest we mnie zakochana. Po 5 latach spotykania się wzięliśmy ślub.

Teraz minęło 10 lat od tego sms, ale to co się ostatnio dowiedziałem jest tragiczne. X opowiadała, że podczas, gdy ja wysłałem sms ona stała przy torach i miała już skoczyć. Jednak coś nią ruszyło i dała sobie jeszcze jedna szanse.

Podobno obiecała w myślach, że gdy się nam nie uda popełni samobójstwo na pewno. Sama nawet nie wie czego wtedy wzięła ze sobą telefon i dała go na wibracje (zawsze miała wyłączony dźwięk). Gdyby nie ten jeden sms ona byłaby już w grobie.
FoxyLadie Odpowiedz

Wychodzi na to, że nie masz, gościu wyjścia. Jak pojawią się poważne problemy czy cokolwiek innego albo po prostu się odkochasz, to nie będziesz mógł jej w żadnym przypadku zostawić, bo będzie się to równało z jej samobójstwem.

Odpowiedzi (3)
Zobacz więcej komentarzy (5)

#UWE9q

Kilka dni temu wypłynęła rozmowa z moim chłopakiem (jesteśmy ze sobą już 2 lata) o jego poglądach. Mianowicie mówi, że jest estetą. Co się za tym kryje? Mówi, że wolałby być z dziewczyną ładną, a głupią, bo jeśli byłaby brzydka a super mądra to nie miałaby szans. Wstydziłby się z nią pokazać gdziekolwiek.

Olałam temat, ale dziś mimochodem powiedziałam, że skoro jest takim estetą, to jak urodzę dziecko, będę mieć rozstępy, obwisłe cycki po karmieniu to będzie musiał sobie znaleźć kogoś młodszego. Spojrzał na mnie i odpowiedział: "no".

Jestem blondynką z dużymi cyckami, to ja jestem stereotypem głupiej, mimo że skończyłam politechnikę. Niestety... To mój chłopak ma mózg jak tic tac.
CzarnaSowa Odpowiedz

I jeszcze go nie pogoniłaś?

Furiatka Odpowiedz

W wyznaniu przy chłopaku zapomniałaś dopisać "były"

Odpowiedzi (2)
Zobacz więcej komentarzy (13)

#xqqSo

Chciałam dodać kolejne wyznanie o mojej byłej pracy. Byłam striptizerką - od tych słów zaczęłam swój pierwszy wywód na tej stronce (/evhID).
O czym by tu napisać... Wiem! Jak zakończyła się moja przygoda ze striptizem.

Nie było łatwo. Przełom maja i czerwca, upały. Bark klimatyzacji i dobrej wentylacji. Syf, którego nie dało się już uprzątnąć, dym papierosowy, 30 stopni na sali. Kierowniczce udało się załatwić klimę. Nagle z 30 stopni zrobiło się 15. Dość szybko zaczęło się chorowanie. Od niewinnego kataru i lekkiego kaszlu. Przez miesiąc dało się wytrzymać, lecz tu w pełnej krasie ukazała się sukowatość kierowniczki. Ona siedziała ubrana normalnie. Dla niej chociaż te 20 stopni było już za dużo. Nie brała pod uwagę, że nam jest zimno (przypomnę- ubrane w majty i staniki). Nasze prośby zbywała prychnięciami. "Jak wam tak zimno to zacznijcie biegać"- autentyczny tekst.

Drugi miesiąc- kaszel mocniejszy. Do tego lekka gorączka, wzmożenie kataru. Zapytałam, czy mogę wyjść wcześniej do domu. W odpowiedzi jedynie uśmieszek. "Idź, ale jutro nie wracaj". Na szczęście miałam dwa następne dni wolne, więc nieco się wyleczyłam.

Trzeci miesiąc- oddychanie sprawiało mi ból, a każde kaszlnięcie niesamowite bóle w klatce piersiowej. Z pomocą jednej z dziewczyn dotarłam do przychodni. Z miejsca pojechałam do szpitala. Okazało się, że wyhodowałam sobie zapalenie płuc, infekcję górnych dróg oddechowych i dodatkowo zapalenie zatok. Żyć nie umierać. Po miesiącu nie pojawieniu się w pracy (uprzednio doręczając chorobowe), poprosiłam chłopaka by zawiózł moją rezygnację. Nie miałam już po prostu siły. Po leczeniu długo nie mogłam dojść do siebie. Byłam niesamowicie osłabiona. Jednak miałam dwutygodniowe wypowiedzenie. Załatwiłam to przedłużając o 2 tygodnie chorobowe. Zajechałam tam jednie po swoje rzeczy.

Powiem szczerze, nie żałuję, że tam pracowałam. Zarobione pieniądze umożliwiły mi otwarcie swojego biznesu. Nie jest on jakiś duży, ale jeszcze wszystko przede mną. Z dziewczynami nie utrzymuję kontaktu. Po twarzowej książce wnioskuję- 3/4 stało się typem "kopiuj-wklej". Czasami się łapię na tym, że nawet tęsknie za tą pracą. Czy wrócę? Nie mam pojęcia. Myślę, iż to już zamknięty rozdział w moim życiu.

Czasami zdarzy mi się założyć fikuśną bieliznę, swoje nie do zdarcia szklanki i tańczyć, ale już tylko i wyłącznie przed swoim chłopakiem. Tak, dalej z nim jestem nieprzerwanie od 5 lat :)

Dzięki, że wytrwaliście ze mną do końca. Pozdrawiam wszystkie Anonimki :)
Odpowiedz

Dodam również moje przemyślenia. Nie tylko chorowanie wpłynęło na moją decyzję. Powoli zaczęłam tracić wiarę w facetów. Mój chłopak jest wspaniały, wspiera mnie na każdym kroku i złem byłoby stracenie zaufania do niego patrząc przez pryzmat bywalców klubu ze striptizem. Może to wydawać się głupie, lecz po tylu klientach (w tym chłopaków znajomych- były one powiadamiane tuż po wyjściu delikwentów) można zmienić swoje przekonania.

Odpowiedzi (9)
MrsFantasty Odpowiedz

Podziwiam Twojego chłopaka, jestem okropna zazdrosnica i nie wyobrażam sobie ze moja druga połówka tańczy przed kimś innym w samej bieliznie

Zobacz więcej komentarzy (5)

#Hta2V

Cześć Anonimowi! Może to nie jest temat na wyznanie, ale zauważyłam coś, co mnie zaniepokoiło lub co najmniej zdziwiło.
Oczywiście mam konto na anonimowe.pl i poza tym, polubiłam kiedyś stronę anonimowych na Facebooku. Pewnego razu na FB pojawiło się wyznanie, które już wcześniej widziałam na stronie. Weszłam w komentarze, żeby zobaczyć co sądzą ludzie, tym bardziej zaciekawiona, że sama wcześniej się na jego temat wypowiedziałam.

Jakież było moje zdziwienie, gdy zauważyłam, że jeden komentarz to dokładna kopia mojego, zamieszczonego na stronie. Nie pamiętam imienia i nazwiska, wiem tylko, że ta osoba miała Elzę z "Krainy lodu" na profilowym.

Nie chce mi się wierzyć, żeby strona zamieszczała najwyżej punktowane komentarze pod fikcyjnymi nazwiskami na Fb., ale do głowy przychodzi mi tylko to, albo ogromne parcie na fejm, jakiegoś zdesperowanego użytkownika anonimowych.
Jeśli druga opcja, jest tą właściwą, pozdrawiam Cię, drogi użytkowniku. Chyba masz nudniejsze życie, niż moje...
PantaiLuar Odpowiedz

Też miałam taką sytuację ;) Olej to, nie pierwszy i nie ostatni raz ktoś żeruje na cudzych pomysłach ;)

Odpowiedzi (4)
Synapse Odpowiedz

No moich to nikt nie podrobi, bo na co komu z 60 minusów ;v wylicze komentarze, oblicze plusy i minusy, i zbadam średnią ocen ;)

Zobacz więcej komentarzy (5)

#ZXIhs

Pół roku temu dostałam diagnozę. Borderline. Moim celem jest samouleczenie. Przeczytałam jakie objawy daje to zaburzenie i staram się unikać tego typu zachowań. Niestety nie jest to proste... Teraz jestem na etapie stwierdzania które moje zachowania są robione przez moje border.

Wstaje rano. Jest niezłe, w dobrym nastroju dzwonię do rodziców, zalewam ich cieplutkimi słówkami. Później zaczynam płakać, kończę rozmowę mówiąc, ze zmarnowali mi życie. Znowu to zrobiłam. Dzwonię z przeprosinami dla załagodzenia atmosfery opowiadam o wczorajszej randce. Idę na uczelnie już pełna energii. Notuje wszystko skrupulatnie przez 20 min. Jednak za chwile stwierdzam, że mam te studia gdzieś. Przez następna godzinę siedzę i gram na telefonie. Zmieniam zdanie - robię zdjęcie notatek z ostatniej godziny. Jeśli wszystko pójdzie dobrze uzupełnię je w domu. Wchodzę na prosektorium. Gdy niechcący urywam nerw martwej świni stwierdzam, że jestem życiowym przegrywem.

Resztę czasu spędzam szlochając w łazience. Wracając dzwonię do chłopaka. Mówię mu, ze idę się powiesić. Kurka kolejny raz borderline mną rządzi - skłonność do manipulacji ludźmi. Przepraszam i się rozłączam. Zadowolona wchodzę do domu. Zjadam 3 może 4 porcje wcześniej ugotowanego obiadu. Przypomina mi się. Miałam tak nie robić. Teraz już za późno. Muszę rzygać. Znowu dzwonię do chłopaka. Nie odbiera pierwszego telefonu. Czuje, ze tracę grunt pod nogami. Dzwonię jeszcze 30 razy. W końcu odbiera, jestem już całkiem spokojna. Trochę się jeszcze pouczę. Szloch, rzyg, umyć ząbki i spać.

Dziękuje za przeczytanie, ja sama się cieszę, ze mogłam na swoje zachowanie spojrzeć z boku opisując tutaj to wszystko. ;)
shineondiamond Odpowiedz

Podziwiam chlopaka

Odpowiedzi (1)
KoiNami Odpowiedz

Skoro pomogło Ci napisanie tutaj, może załóż sobie notes albo bloga?

Odpowiedzi (1)
Zobacz więcej komentarzy (8)
Dodaj anonimowe wyznanie