#TeY8y

Byłem dość dziwnym i strasznym dzieckiem.

20 lat temu moja mama zaszła w ciążę, niestety - poroniła miesiąc przed porodem. Wypadek samochodowy, wysiadły hamulce, jechała akurat do mojej babci. W każdym razie zbierała się po tym ponad dwa lata, do czasu, aż nie zaszła w kolejną. Urodziłem się zdrowy, wszystko było okej. Do czasu.

Kiedy miałem rok, zacząłem przejawiać fobię do aut. Płacz, wyrywanie się i strach były na porządku dziennym. W wieku czterech lat, gdy już mówiłem całkiem płynnie, tuż przed wyjazdem do babci wyskoczyłem do mamy z tekstem "mamo, a czy my znowu zrobimy bum?", przy okazji uderzając dwoma samochodzikami o siebie. Dwa lata później zaczęły pojawiać się koszmary, które zresztą pojawiają się do dziś - zwykle stoję na uboczu, próbując zatrzymać dwa pędzące samochody. Później jest tylko ciemność, przy akompaniującej jej krzyku i płaczu kobiety.
Do 12. roku życia kazałem na siebie mówić Igor, mimo iż nazywam się Kamil. Tak miał mieć na imię mój brat, o którym rodzina nigdy nie wspominała, a ja sam dowiedziałem się o nim niedawno, i to przez przypadek.

Nie wiem, co mam o tym myśleć... Reinkarnacja czy zwykły przypadek?
PannaK Odpowiedz

Prawdopodobne o dziecku czasami wspominali- niechcący, raczej nie otwarcie. Tak samo o wypadku. Sporo ludzi myśli, że jak dziecko jest małe to nie rozumie niczego- to nawet nie chodzi o słowa, ale o gesty. Myślę, że(jeżeli wyznanie nie jest podkoloryzowane) to podlapales takie informacje zupełnie przypadkowo, a potem zacząłeś nakrecac się już sam(częste w takich przypadkach). ;)

BestSuppEUNE Odpowiedz

Mam nadzieje ze będzie na głównej bo chce do ulubionych :|

Odpowiedzi (3)
Zobacz więcej komentarzy (9)

#8GjoN

Wracam sobie wieczorem tramwajem z uczelni. Dzień jak co dzień. Na którymś przystanku motorniczy wysiadł ze swojej kabiny i próbował przekrzyknąć rozmawiających ludzi. Gdy mu się to udało, zrozumiałam, że zwracał się do jakieś grupki gimbusów (lepiej ich nazwać nie potrafię), żeby wysiedli z tramwaju, bo to nie jest palarnia. Nie zwróciłam na to wcześniej uwagi, bo siedziałam praktycznie w samym przodzie. Motorniczy powtarzał grzecznie kilka razy, ale oni nic sobie z tego nie robili.

No i w tym momencie wkracza ON. Wysoki, przypakowany, łysy Sebek. Wstaje ze swojego siedzenia (które było mniej więcej na środku tramwaju) i krzyczy do nich, żeby wypie******* z tramwaju w podskokach, bo jak nie, to on się tam do nich przejdzie. Gimby dalej nic, cisną tylko bekę. W tym momencie Sebastian, który trzymał wcześniej w ręce czarną reklamówkę, wcisnął ją w dłonie jakiemuś facetowi, mówiąc jedynie coś w stylu "Trzymaj pan" i udał się na tyły krzycząc, żeby spie******* stąd, jak się nie potrafią zachować. No i wtedy cała grupka chojraków spieprzyła gdzie pieprz rośnie nim Sebek zdążył tam podejść. W tym momencie motorniczy w podziękowaniu skinął mu głową  i ruszyliśmy dalej.

Jak to mówią: jeżeli się nie da po dobroci...
GrungeOnion Odpowiedz

Czytając "Trzymaj Pan" wyobraziłem sobie scenę z Kiepskich... XD

fatamy Odpowiedz

Smutne, że trzeba się uciekać do środków Sebastiana..

Zobacz więcej komentarzy (2)

#hlSUi

Rodzice mogą być dumni! Wychowali mnie na bardzo kulturalną osobę.

Ostatnio, kiedy byłam w sklepie i płaciłam kartą, podziękowałam terminalowi za przyjęcie zapłaty.
Kiedyś też, gdy wysiadałam z windy, powiedziałam do sąsiada, który jechał dalej: "dziękuję bardzo!".
A przepraszanie słupów, na które wpadłam, to już oczywiście codzienność.
Dziękuję bardzo za uwagę :D
HedaLexa Odpowiedz

Spoko. Ostatnio przywalilam w drzwi od metra aż prawie się zesralam ale też je przeprosilam.

Odpowiedzi (1)
kwadratek Odpowiedz

Bardzo pozytywne wyznanie :)

Zobacz więcej komentarzy (8)

#vkoXO

Czy też macie tak, że uwielbiacie śpiewać, gdy nikogo nie ma w pobliżu? Pewnie wielu z was zdarza się jak mi śpiewać po wyjściu z sali, idąc przez korytarz czy nawet idąc przez miasto. A teraz będzie o takiej sytuacji sprzed bodajże dwóch lat :D

Pewne liceum, w piwnicy mieliśmy urządzoną świetlicę, gdzie przychodziło się na okienka lub oczekując autobusu do domu. Idę sobie już po schodkach szczęśliwy i radosny, że to już koniec dnia i za chwilę wrócę do domu! Schodząc widzę, że światło w świetlicy jest zgaszone, nikt nie rozmawia, nie śmieje się, a więc DO DZIEŁA! Zacząłem śpiewać prawie że na cały regulator chorwacką piosenkę "Slaži još večeras, da me voliš...". I nagle widzę parkę siedzącą w kącie podczas całowania XD
Wyobraźcie sobie taką sytuację:
Siedzicie z drugą połówką w ustronnym miejscu, aż tu nagle ni z gruszki, ni z pietruszki wpada gość śpiewający po chorwacku XD
Z tego wszystkiego to nawet nie zwróciłem uwagi kto to w ogóle był :D W tył zwrot i migiem do Chorwacji!
Pitches98 Odpowiedz

Mi się zdarza gadać do siebie i napotykać ludzi, którzy patrzą się jak na wariatkę 😂

Odpowiedzi (1)
Melinusia Odpowiedz

"W tył zwrot" ;) tak na przyszłość ;)

Odpowiedzi (3)
Zobacz więcej komentarzy (5)

#PYBG4

Jeśli chodzi o łóżko, to jestem całkowicie zdominowana.

W nocy nie mogę przewrócić się na drugi bok, bo moja osobista, prywatna kotka na mnie krzyczy/miauczy, że ją budzę...
kopciuszek656 Odpowiedz

Az przypomina mi się ten mem : muszę muszę końcu nabrać odwagi i powiedzieć mojemu kotu, ze to on mieszka u mnie, a nie ja u niego.

Pozdrawiam kociary 😂

Pitches98 Odpowiedz

No to lipa trochę, skoro we własnym łóżku nie masz przestrzeni..

Zobacz więcej komentarzy (7)

#ujYbO

Mam psa. W momencie pojawienia się kogoś w domu zaczyna szczekać i skakać na niego. Moja ciocia się śmieje, że łapie wszystkich za nogawki, szczególnie uwielbia tak robić listonoszowi, który już chyba się przyzwyczaił.

Pan listonosz najbardziej zaskoczył nas ostatnim razem, kiedy to przyszedł... z nogawkami podwiniętymi pod same uda, po czym zadowolony powiedział do psa:
- No! Już mnie nie złapiesz za nogawkę!
:D
Krokodylelzy Odpowiedz

Tylko tym razem za nogę?

Odpowiedzi (1)
McKwacz Odpowiedz

Listonosz do ciebie często przychodzi.

Odpowiedzi (1)
Zobacz więcej komentarzy (3)

#Z6eaC

Już tracę nadzieję, że moje relacje z rodzicami będą kiedyś normalne...
Od kiedy pamiętam Bóg i wiara były u nich na pierwszym miejscu. Zawsze byłam im we wszystkim posłuszna i co tydzień zjawiałam się w kościele, spowiedź co jakiś czas, zachowywałam posty, wiecie. Jednak w gimnazjum poznałam pewnego chłopaka. Był ateistą, homoseksualny i dosyć specyficzny. Zaprzyjaźniliśmy się. To dzięki niemu zmieniło się moje postrzeganie wiary. Od tego się zaczęło...

Mimo że mam już 19 lat, to nadal jestem zmuszana do chodzenia do kościoła i zachowywania się tak jak rodzice sobie tego życzą. Ja nadal nie odnalazłam całkowicie mojej wiary, ale sądzę, że za jakiś czas to nastąpi. Gdy się postawię i powiem, że nie idę do kościoła, to potrafią być kilka dni obrażeni, co jest dosyć trudne zważywszy na to, że jednak są moimi rodzicami, więc dla spokoju robię to co każą. A tylko spróbuję zjeść mięso w dowolny piątek lub zjeść 4 razy zamiast 3 dziennie w ścisły post, to mogę pomarzyć o miłej atmosferze w domu. Żadne rozmowy nie dają oczekiwanego skutku i wszystkie kończą się kłótnią. Mówią, że to oni przeze mnie pójdą do piekła, bo tak mnie wychowali, a przez to, że tak mówią, to i ja źle się czuję, bo jestem temu winna. Jest to bardzo męczące. Tym przymuszaniem jeszcze bardziej oddalam się od Kościoła, zamiast się do niego przybliżyć.
Dzisiaj powiedziałam im, że moja klasa nie jedzie na pielgrzymkę do Częstochowy, czym wywołałam istny skandal. Mama zaczęła wrzeszczeć, że przez to nie zdam matury, jak można nie pojechać się modlić... A mi po prostu szkoda dnia i pieniędzy na wyjazd - wolę wstać o 9 i wziąć się za sprzątanie czy naukę, niż o 4.30 iść 3 km przez miasto, żeby wrócić o 19 i nie spotkać się z chłopakiem, gdzie mamy tylko soboty i pół niedzieli dla siebie... Oni przeze mnie płaczą po nocach, to bardzo przykre uczucie, ale nie mogę się wiecznie zmuszać, żeby oni byli zadowoleni... Nie wiem już co mam robić. Jednak wiem, że nigdy nie zrobię czegoś takiego własnym dzieciom.
TylkoRaz Odpowiedz

Na myśl przychodzi mi jedna rada: potrzebujecie mediatora. Kogoś kto zrozumie jedną i drugą stronę i wyjaśni rodzicom, że ich postrzeganie wiary jest dalekie od tego przyjętego przez Kościół ( przymus wiary, szantaż, potępienie dla rodzica za wybory dziecka itp.). Muszą zrozumieć, że przyjęte przez nich metody zatrzymania Cię w kościele przynoszą odwrotny skutek, wręcz nie mają nic wspólnego z wiarą. Ale osoba, która może z nimi porozmawiać musi mieć ich autorytet. Więc do rzeczy: czy znasz jakiegoś rozsądnego księdza któremu mogłabyś się zwierzyć ze swoich wątpliwości i problemów? Ja nie jestem katoliczką ale znam kilku takich i wiem, że szczerze podeszli by do problemu. Wierzę, że wspólna rozmowa z kimś kto może na spokojnie i bezstronnie wyjaśnić Wasze nieporozumienia pomoże.

Odpowiedzi (1)
leaveallbehind Odpowiedz

Miałam dokładnie tak samo w domu. Kłótni o to nie było końca. Ostatecznie zaraz po maturze wyprowadziłam się z domu i zaczęłam żyć na własny rachunek. Dzisiejsze relacje z rodzicami mam raczej ustabilizowane, ale do tematu wiary na wszelki wypadek nie wracamy

Zobacz więcej komentarzy (10)

#fhXjo

Byłam małym kradziejem.

W moim miasteczku jest sklep typu mydło i powidło. Jak byłam mała, chodziłam tam z mamą, ona szukała sobie ciuchów czy innych dupereli, a ja podchodziłam do pana, który za ladą miał przedmioty typu młotki, taśmy dwustronne czy inne rzeczy do naprawy. Przed ladą natomiast stały pudła z gwoździami różnej wielkości.
I za każdym razem, gdy tam byłyśmy, brałam ukradkiem jeden gwóźdź i przy wyjściu ze sklepu rzucałam go na trawę lub pod schody.

Nie wiem, co miałam w głowie, ale do dziś mi głupio jak sobie o tym pomyślę.
keepcalmitsfriday Odpowiedz

Ja kiedyś ukradłam ze świetlicy dwie figurki z jajka niespodzianki, ale miałam takie wyrzuty sumienia, że następnego dnia po przyjściu do szkoły odłożyłam je dokładnie tam, skąd je zabrałam. :D

Odpowiedzi (1)
hannatofajnapanna Odpowiedz

E tam, pan na pewno zbierał je po pracy i dorzucał do pudła codziennie na nowo

Zobacz więcej komentarzy (1)

#jzMKb

Znacie te pająki, tak zwane "patyczaki"? No wiecie, te takie chude, jasne, z długimi, rozłożystymi nogami, bardzo często spotykane. OK, znacie. A znacie to jak czasami gdzieś w pralce zawieruszy się parę włosów i przy wieszaniu prania te włosy w postaci mini kołtunka spadają na podłogę? Myślę, że chociaż damska część anonimowych to zna. Ja mam długie, gęste, jasnobrązowe włosy. Czyli takie kłębuszki przy wieszaniu prania to norma. Mam również arachnofobię i boję się wszelkiego rodzaju małych, dużych, chudych, grubych i wszystkich innych pająków, nawet zwykły "patyczak" jest w stanie wywołać u mnie stan przedzawałowy.
No i właśnie ostatnio taki kłębuszek z pralkowych włosów spadł mi na ziemię, podniosłam go z zamiarem wyrzucenia. Nie chcę wiedzieć jaką miałam minę, kiedy kłębuszek zaczął wierzgać próbując uciec...
BrokulowyKalafior Odpowiedz

Ja je nazywam Kosarze

Odpowiedzi (1)
Zobacz więcej komentarzy (3)

#YpaqZ

Poszłam ostatnio na rajd po lumpeksach. Nawet nie patrzyłam już, gdzie wchodzę, bo na jednej ulicy jest lumpeks za lumpeksem. Weszłam do kolejnego, ubrania już przebrane, mało co na wieszakach. Kobitki wokół były poubierane w za duże ubrania, dosyć znoszone, więc pomyślałam, że musi tu być bardzo tanio. Rzuciłam kilka kiecek na ladę i dla pewności zapytałam, ile za kilogram, bo nigdzie nie widziałam karteczki. Sprzedawczyni wyjaśniła mi z pogardą, że to nie jest lumpeks, tylko sklep jakiegoś projektanta. Cena jednej bluzki przekraczała całą moją wypłatę.
pozbawiony Odpowiedz

nic, tylko zostać projektantem, wrzucać swój projekt w stado kotów na dwa dni, a potem kosić grube hajsy ;)

Bongo Odpowiedz

Sklep projektanta, a gorzej niż w lumpeksie. Ech, ta dzisiejsza moda. Płacisz za metkę, a nie za jakość.

Odpowiedzi (2)
Zobacz więcej komentarzy (3)
Dodaj anonimowe wyznanie