#vLuuj

Pod koniec domówki z okazji moich 25 urodzin, około 2 nad ranem całe towarzystwo było już bardzo mocno wcięte, większość spała albo rozważała taką opcję. Razem z kumplem kończyliśmy (w mojej ocenie ostatnią w domu) butelkę wódki. Kolega był już w bardzo złym stanie, lecz stwierdził że wyjdzie na chwilę do łazienki i zerujemy flakon. Wykorzystując jego chwilową nieobecność uznałem, że nie dopuszczę by schlał się do nieprzytomności, więc sam dokończyłem butelkę duszkiem. Zły pomysł. 20 minut później urwał mi się film. A kumpel i tak zaliczył zgona, bo reszta towarzystwa znalazła zapas alkoholu na czarną godzinę w zamrażarce i postanowili go wykorzystać.
Moja pijacka logika zaczyna mnie fascynować.
CzarnaSowa Odpowiedz

Pijacka logika zazwyczaj jest fascynująca. Szczególnie uwielbiam słyszeć od znajomych "nigdy więcej!" dzień po i zastanawiać się ile dni tym razem potrwa ich "nigdy"

Odpowiedzi (3)
Zobacz więcej komentarzy (5)

#41R9V

Od zawsze byłem z moim bratem bliźniakiem zdany tylko na siebie, rodzice pracują cały dzień, a jak mają wolne, to się nami nie przejmują. W szkole nie mamy żadnych przyjaciół, rozmawiamy tylko ze sobą. Jest jedyną osobą, której ufam i zwierzam mu się z prawie wszystkiego.

Moje uczucia do niego odkryłem kilka miesięcy temu. Na początku wmawiałem sobie, że to tylko chwilowe zauroczenie i zaraz minie.
Kilka dni temu wpadł na "genialny" pomysł i ukradł rodzicom wódkę, którą znalazł w lodówce i zaczął ją pić, mimo że mamy 16 lat. Ja nie wypiłem nic. Po kilku kieliszkach wygadywał jakieś głupoty i mnie obmacywał. Uprawialiśmy razem seks, ale on kolejnego dnia nic nie pamiętał. Wmówiłem mu, że leży nagi, bo mu coś odwaliło po alkoholu i zaczął tańczyć bez ubrań.

Czuję się okropnie z tym faktem, ponieważ w końcu to mój brat. Boję się mu wyznać co czuję, bo boję się, że mnie odrzuci i już nie będziemy rozmawiać tak jak kiedyś. Niby sam chciał tego, ale nie wiem, czy po pijaku coś dla niego to znaczyło.
Kuudere Odpowiedz

To już narcyzm, czy tylko kazirodztwo?

Odpowiedzi (2)
majer Odpowiedz

Ale tek po pijaku i bez przygotowania? Nie bolał cię tyłek?

Zobacz więcej komentarzy (14)

#c2VJC

Cześć. Jestem fajnym facetem. I to jest mój problem. No moze nie do końca. Moim drugim problemem jest wzrost. Mam wzrost dziecka ze szkoły podstawowej i 40-kilka lat. Byłem zonaty, niestety zona zdradziła mnie po kilkunastu latach związku. W czasie, kiedy ja staralem się dorobić za granicą, ona sobie znalazła innego. Ok, nie było mnie w domu itp. Rozumiem to. Odkąd pamiętam nikt nie powiedział mi "jestem z ciebie dumny-a", nawet rodzice. Boję się zapraszać kobiety na, powiedzmy, randkę bo czasami kończy się to śmiechem. Tracę swoją pewność siebie. Boję się reakcji kobiet na propozycję wspólnego wyjścia. Owszem, mam przyjaciół, ale nie wiem jak im o tym wszystki powiedzieć. Poprostu, kur..., boję się. Nie wiem czemu boję się. Mam myśli samobójcze i boję się, ze pewnego dnia nie wytrzymam i to się źle skończy. Nie potrzebuję komentarzy, wiem, ze powinienem pojść do psychologa. Chciałem się poprostu wygadać. Wszystim zyczę dobrego dnia. Trzymajcie się.
derp Odpowiedz

Masz ponad czterdzieści lat, a mentalność nastolatka. Jeśli kobieta śmieje się z twojego wzrostu, na który przecież nie masz żadnego wpływu, to znaczy po prostu, że nie warto się z nią zadawać i szukamy wtedy od nowa. W końcu przecież zaskoczy.

xLolax Odpowiedz

Skoro nie możesz zmienić swojego wzrostu postaraj się zmienić coś innego (m.in. nastawienie do tej sprawy). Mam znajomego na studiach, jest gdzieś mojego wzrostu ok. 160cm. Kumpel ma takie poczucie humoru, charyzmę, że zawsze jest wokół niego mnóstwo dziewczyn. Znałam nawet jego byłą dziewczynę, która była na prawdę 10/10. Uwierz mi, że znajdzie się dla Ciebie taka kobieta, która będzie Cię kochać za to kim jesteś. Życzę powodzenia ;)

Zobacz więcej komentarzy (6)

#T8d8H

W dzieciństwie moja rodzina była biedna. Ledwo wiązaliśmy koniec z końcem. Za to mam bogatą ciotkę - która czasami robiła mi drogie prezenty - np. dostałam od niej domek dla lalek barbie z zestawem aż trzech oryginalnych lalek!. To było coś niesamowitego na tamte czasy. Później często na gwiazdkę i urodziny kupowała mi wysokiej jakości farby (uwielbiałam malować) i słodycze, na jakie mogłam w sklepie tylko popatrzeć. I bardzo jestem jej za to wdzięczna, ale nie potrafię jej wybaczyć dwóch sytuacji.
1. Zbliżało się wesele starszego kuzyna, ja kompletnie nie miałam co na siebie włożyć na taką uroczystość. Ciotka zaproponowała, że pojadę z nią na zakupy i kupi mi jakąś kreację. Ucieszona miałam w głowie jakąś śliczną sukienkę, w której będę mogła poczuć się jak księżniczka. Co wybrała dla mnie ciotka? Jakieś drogie, jasne, ozdobne spodnie i różową bluzkę z kokardami "bo tak jest modnie i nowocześnie". Nie znosiłam różowego, ale nie miałam wyboru - przecież nie odmówię ciotce, która to sponsoruje. Na weselu było mi bardzo przykro, bo każda kuzynka, czy inna dziewczynka ze strony tej drugiej rodziny nie przyszła w spodniach. I miały śliczne, kolorowe sukienki.

2. Moje włosy nigdy nie chciały urosnąć zbyt długie, ani stać się zbyt gęste (teraz już wiem, że ja mam bardzo gęste włosy, tylko niesamowicie cieniutkie). Wisiały przeważnie jak kluski wokół głowy, nie miały objętości, ładnie wyglądały tylko jakieś 10min po rozczesaniu i znowu się kluskowały. Ciotka powiedziała, że weźmie mnie do fryzjera, który mi je wymodeluje, żeby wyglądały dużo lepiej.
Od fryzjera wyszłam obcięta na krótko. Wyglądałam jak chłopak, a ciotka zachwycała się, jaki dobry fryzjer. Udawałam, że mi się podoba, ale ledwo powstrzymywałam łzy.
W domu się popłakałam, w zasadzie ryczałam przez kilka dni gdy tylko spoglądałam w lustro. Dobrze, że były wakacje, bo do szkoły musieliby mnie siłą zaciągać. Przez miesiąc trochę podrosły, wyglądały niby lepiej, ale i tak ciężko mi było pokazać się w klasie. Ostatecznie nikt się nie śmiał, ani mi nie docinał, ale i tak źle się z tym czułam.
Jeszcze zachwalałam dla niepoznaki zalety krótkich włosów (no nie da się ukryć - zalety są, nie ma makabry przy rozczesywaniu i ułożenie ich sensownie trwa 10min, ale jednak do mojej twarzy nie pasowały, jak oglądam moje zdjęcia z tamtego okresu to naprawdę wyglądałam jak chłopak).

Teraz mogłabym być nawet łysa i chodzić w worku po ziemniakach i ciężko byłoby sprawić, żebym miała przez to traumę, ale wtedy to było straszne...
Bompelek Odpowiedz

Czekaj, ale ani razu nie dałaś ciotce znać, że zrobiła źle ? Czasami warto wyrazić swoje zdanie, przecież nie musisz tego robić w niegrzeczny sposób a jakoś delikatnie. Myślę, że w obu przypadkach chciała Twojego dobra ale z podejściem kuleje... :P Nie chodzi o to, że pochwalam jej zachowanie, a tylko nie potrafię zrozumieć tego, że po nocach płakałaś a przy ciotce udawałam autorko, że jest ok i że podoba Ci się nowy wygląd.

Odpowiedzi (1)
plastyczna Odpowiedz

jak dla mnie twoja ciotka ma dobre serce i chciala jak najlepiej dla Ciebie.Skoro zabrala cie na zakupy to znaczy ze chciala sprawic Ci przyjemnosc, mysle ze gdybys poprosila o sukienke nie byloby problemu , a skoro sie nie odezwalas to ona myslala ze Ci sie spodoba.2 mialas dlugie i rzadkie wlpsy co zazwyczaj wyglada koszmarnie.Ciocia poszla z Toba do fryzjera.Jak udawals ze Ci sie podoba i nie protestowalas TO SKAD DO CHOLERY MOGLA WIEDZIEC ZE JEST COS NIE TAK?.Zresztą nawet jesli fryzura by co sie nie podobala to przeciez moglas powiedziec ze nie chcesz krotkiej.

Zobacz więcej komentarzy (2)

#47u1q

Kiedy byłem mały, przed zaśnięciem wyobrażałem sobie, że coś zbroiłem - i moja mama zamiast puścić w ruch pasek lub tłuc mnie "z liścia" (a rękę miała ciętą, od ojca tak nie bolało) mówi wtedy "Słuchaj synek, wiem że zrobiłeś coś nie tak, ale zamiast kary zastanów się jak to naprawić i naucz się na własnych błędach".

Taka sytuacja nigdy się nie wydarzyła w rzeczywistości. Nigdy. Była zbrodnia - ZAWSZE była kara. Zwykle cielesna.

Mam 42 lata i zaawansowaną nerwicę połączoną z rozległą depresją. Ciekawe czemu.
tawysniona Odpowiedz

Aż dziwne, że dziecko miało świadomość, że matka mogła je tylko pouczyć zamiast uderzyć. Być może to była jakaś przyczyna choroby, ale między innymi.

Zobacz więcej komentarzy (2)

#dXqAS

Witam.
Mieszkam z mamą i z siostrą. Jak sama moja mam stwierdziła, nie szukała miłości, tylko dawcy. Także mój tata średnio raz w tygodniu przychodzi, aby pokłócić się z mamą i czasami dać jej 300 złotych na miesiąc. Siostra z mamą kłócą się niemal cały czas. Jest tak, odkąd pamiętam. Lecz ostatnio moja rodzicielka znalazła sobie mężczyznę, i mogłabym powiedzieć, że to dobrze, gdyby nie to, że przychodzi, liżą się i wydają mnóstwo pieniędzy na niepotrzebne rzeczy, chociaż ledwo stać nas na rachunki i pożyczkę, a ona sama straciła pracę. Z tego powodu nieraz płakałam, spędzałam tyle czasu na komputerze, ile się da, żeby ignorować, co dzieje się u mnie w domu. Między innymi w taki sposób się uzależniłam od gier komputerowych.
Gdy jej ukochany wychodzi, mama zmienia się o 180 stopni. Wtedy, prawie cały czas na mnie krzyczy. Rozumiem, jakbym zrobiła coś źle, ale nie mam zamiaru przepraszać za to, że "za głośno chodzę".
Przez sytuację w domu i szkołę nabawiłam się nerwicy. Teraz już się tak bardzo nie przejmuję tym drugim, bo mam to w nosie, ale wtedy płakałam i cała się trzęsłam pisząc wypracowanie, tylko, żeby się nie pomylić. Umiałam krzyczeć i rzucać rzeczami, a moja mama łapała mnie i śmiała się z tego, co robię. Teraz, po prostu ignoruję to wszystko i trzymam w sobie.
Mama również robiła za mnie niemal wszystko do 10 roku życia. Myła mnie, robiła jedzenie, przygotowywała ubrania. Nie wiedziałam, że inne dzieci same robią takie rzeczy nawet w wieku 5 lat.
W szkole zawsze jestem uśmiechnięta, dużo rozmawiam, tam jest mi po prostu bajecznie. Ale gdy wracam ze szkoły do domu, cała bańka radości po prostu znika. Zamykam się w pokoju i już kolejny rok z rzędu jedyne co robię, to patrzę w ekran. Ostatnio jednak naszły mnie myśli "ale, po co ja to robię?". Zaczęło mnie to nudzić. Próbowałam wszystkiego, co mogłoby sprawić, że znowu byłabym szczęśliwa poza szkołą. Rysowanie, czytanie, nauka, sport, gotowanie, nic, nic nie daje mi poczucia szczęścia.
Jest mi źle. Bardzo źle. Ale nikt nie traktuje tego na poważnie. Dlaczego? Bo mam tylko 12 lat. "Idź do psychologa"? Próbowałam. Znowu nie mogłam zasnąć, szukałam pluszaka, aby mieć poczucie bezpieczeństwa, gdy mama się obudziła. Opowiedziałam jej, jak się czuję. Zgodziła się. Następnego dnia słyszę, jak mówi do mojej siostry, że wszystko sobie wymyśliłam, i nie, bo wszyscy będą mówić, że jestem PSYCHICZNA. Siostra bardziej mnie wspierała, jest już dorosłą, więc uznałam, że mogę jej o wszystkim powiedzieć. Uwierzyłam i zostałam wyśmiana. "Nie rozumiem, jakie ty możesz mieć problemy w wieku 12 lat?".
Dlatego proszę was. Wiek NIE jest ważny. Dziecko, tak samo jak takie dorosły może mieć problemy psychiczne, nie traktujcie tego jak wymysł. Bo takie dziecko też cierpi i tak samo może targnąć się na swoje życie.
GroszekAlexy Odpowiedz

Jeśli masz jakiegoś zaufanego nauczyciela w szkole, takiego którego najbardziej lubisz i dużo z nim rozmawiasz. Pójdzi do niego i pogadaj z nim o tym jak się czujesz, uwierz że nawet taka rozmowa sporo daje

#MEjcD

Czytałam wyznanie o pierwszej pomocy...Moje wspomnienia z kursu PCK są-uprzedzam-ekstremalne!
Mieliśmy na kursie dziunię,Marlenkę -co-to-nie-ja!
Marlenka ani urodą ani inteligencją nie grzeszyła.
Któregoś razu przerabialiśmy symulację uszkodzonej tętnicy w nodze na wysokosci łydki.Symulant leży,krew się leje....
Marlenka zapytana co zrobić w takiej sytuacji złapała się za głowę i krzyknęła:
"Boże!Trzeba mu tę nogę jak najszybciej uciąć!!!Przecież mu z niej krew tryska i on się zaraz wykrwawi!
Uprzedzając pytania...Nie,Marlenka kursu PCK nie skończyła.Została wywalona po tym jak próbowała "reanimować" fantoma szklanką zimnej wody.
Lubiemienso123 Odpowiedz

Fantom był o wieeeeeeeele sprytniejszy niż Marlenka

Zobacz więcej komentarzy (2)

#kRl7h

Mam 18 lat, mieszkam wraz z mamą, siostrą, dziadkami, wujkiem i ciocią {wujek i ciocią nie są parą, to rodzeństwo} (o tacie nie wspomniałem bo pracuje za granicą i w Polsce jest stosunkowo rzadko, ale jeśli jest to mieszka też z nami). To taki wstęp... Ale do rzeczy.

Moja historia zaczyna się gdy mam około 12 lat. Ze szkoły wracałem zawsze smutny i zmęczony (nie byłem jakoś specjalnie lubiany, miejscami szydzono ze mnie - za mój wygląd. Byłem po prostu gruby. Teraz już tak nie wyglądam, podobno jestem przystojny i niektórzy mniej urodziwi koledzy czasem dziwnie się zachowują w mojej obecności gdy są z dziewczynami lub koleżankami - tak mi mówiło już kilka osób ze swoich spostrzeżeń. Mam kochającą dziewczynę, udało się).

W związku z tym, że nie miałem kolegów, większość czasu spędzałem w domu. Po odrobieniu prac domowych przeważnie czytałem gazety i bawiłem się w szpiega (zakradałem się pod drzwi i podsłuchiwałem wszystkich, a później notowałem to w notesiku, który był schowany naprawdę dobrze. Nigdy oprócz mnie nikt tego notesu nie widział ani o nim nie wiedział, oprócz was. Wy już o nim wiecie. I też nikt nigdy mnie na podsłuchiwaniu nie przyłapał)

Jedna rzecz która bardzo zapadła mi w pamięć i nie dawała spać to to, że mój wujek podczas gdy rozmawiał ze swoim pracownikiem powiedział "Jest już dobrze, ale może być lepiej, musimy więcej z nich ściągać, nie dowiedzą się. Są za głupi."

Chodziło o to, że wujek miał (i ma dalej) firmę. Trudni się handlem różnorakimi towarami. Ale w związku z tym że "nie przekracza progu podatkowego" nie musi mieć kasy fiskalnej i "może" sobie pozwolić na nie wydawanie paragonów. Dzięki temu oszukuje swoich klientów. Do pełnej kwoty za produkty objęte olbrzymią prowizją dolicza jeszcze 25% całości nie mówiąc im o tym. (Teraz. 25% kiedyś pamiętam że było 5%)

W tamtym okresie bardzo byłem wyczulony na zło. Chciałem być dobry..

Zacząłem mu podbierać pieniądze, wprost proporcjonalnie do obecnego "dodatku" do zakupów jego klientów.

Z początku po prostu kradłem. Odkładałem pieniądze do takiego słoiczka schowanego w piwnicy. Nic nie zauważył, bo nikt mu o tym nie powiedział... śmieszne, skąd ja to znam.

Gdy zebrałem 400 złotych nie bardzo wiedziałem co z tym zrobić, wydanie ich byłoby po prostu dziwne. 300 oddałem na zbiórkę dla jakiegoś chorego dziecka. 100 dałem bezdomnemu... Dziwne że potem pił przez dwa dni. Mogłem oddać 400 na zbiórkę.

Z czasem kradłem coraz więcej...

Pewnego dnia zamyśliłem się i za jednym podejściem miałem 300 złotych.

Mam już 7500 złotych i nie wiem co z tym zrobić.

Z jednej strony czuję się niedościgniony i nieosiągalny bo do tej pory nikt niczego mi nie zarzucił.. a z drugiej głupio mi, że tak wyszło. Od wczoraj skonczyńczyłem to robić. Co o tym myślicie? Tylko bez wyzwisk. Wiem, że jest złodziejem.
Twinpeaks Odpowiedz

Powinieneś w jakiś służbach robić.

CzarnaSowa Odpowiedz

Myśle że jeśli on kradnie a ty kradniesz ukradzione, to i tak jestes złodziejem jak on. W dodatku on kradnie jeszcze więcej bo mu brakuje.

Zobacz więcej komentarzy (7)
Dodaj anonimowe wyznanie