#sJ956

Moi rodzice mają wielkiego psa w typie bernardyna. Pies choruje na jakąś skórną chorobę, gdzie nic na nią nie działa. Tysiące różnych lekarstw, antybiotyków i nic. Pies mieszka w domu. Przez chorobe psa, wali w domu niemiłosiernie. Jak przyjeżdzam do rodziców czuje ten smród już na schodach przed domem. W domu śmierdzi tak, że nie mogę oddychać. Wszystkie pomieszczenia są prześmiergnięte. Z psa łuszczy się coś ze skóry, odlatuje jak kurz. To jest wszędzie na podłodze, w kuchni, w przedpokoju. Wszędzie.... Matka pracuje , sprząta po pare razy dziennie, ale to syzyfowa praca. Pies brudzi, leci ślina, ciągle mokra podłoga, rozpierdolone jedzenie w kuchni na podłodze itp. Brzydze się dotknać scierki bo boje się, że może ojciec wycierał nią psu pysk. Rzadko odwiedzam rodziców bo nie jestem w stanie wysiedzieć godziny w tym smrodzie i brudzie. Moi rodzice śmierdzą tym psem. Wstydze się przy ludziach, moja matka po prostu wali na odległość jakby się nie myła, a jest czystą kobietą. Niby nie patologia, ale często porównuje swój rodzinny dom z zaśmiergniętą zagrzybiałą meliną wlaśnie przez to wszystko....
crimsoneye Odpowiedz

Na początek przyjrzałabym się psiej diecie, zrobiłą komplet badań, a skoro obecny weterynarz nie daje rady, zasięgnęła opinii innego.

niechcedorastac Odpowiedz

Prześmiergnięte, zaśmiergniętą? Co to znaczy, po jakiemu to xD

Odpowiedzi (11)
Zobacz więcej komentarzy (5)

#fG5RX

Jestem hikikomori.
Ostatni raz z domu wyszłam kilkanaście miesięcy temu - do sklepu, by kupić komputer. Uczę się w domu - sama, po prostu czytam podręczniki. Za 3 lata oficjalnie rzucę szkołę.
Wiem, jak tragiczna jest moja sytuacja. Jestem całkowicie uzależniona od internetu. "Czemu rodzice ci go nie odetną i siłą nie wywleką z pokoju?" - to bardzo proste. Już raz to zrobili. Skończyło się na podcięciu żył i ataku histerii.

Nie wiem co zapoczątkowało moją chorobę. Z dnia na dzień wychodziłam z domu coraz rzadziej, nadeszły ferie i puf! Wycofanie społeczne. Moja mama próbowała mi pomóc. Chodziłyśmy do psychologów, psychiatrów ale wizyty nie pomagały, ba! Po nich czułam się jeszcze bardziej osamotniona. Skończyło się na przejściu na nauczanie w domu, mycie się o 4 nad ranem, kiedy wszyscy śpią i otwieranie drzwi tylko o ustalonych godzinach, kiedy wiem, że czekać na mnie będzie jedzenie.
Do toalety chodzę raz dziennie i załatwiam wtedy wszystko na raz. Okres to katorga, ale zużyte tampony trzymam u siebie w pokoju i wyrzucam wracając z kąpieli.

Przyjaciół mam tylko w internecie. Nie wiedzą o tym, w jakim tragicznym stanie się znajduje. Myślą, że normalnie chodzę do szkoły. Czasami nawet proponują spotkanie, ale na żadne nigdy się nie zgodziłam i czuję, że nie prędko to nastąpi.

Chyba nie ma już dla mnie pomocy. Powoli przestaję odczuwać cokolwiek innego niż samotność. Wiecie, co jest najgorsze? Że będę z tym tkwiła najprawdopodobniej jeszcze przez kilkanaście lat, bo nigdy nie popełnię samobójstwa.
Wolę ranić moją rodzinę egzystując i dając im nadzieję, że kiedyś jeszcze porozmawiamy, niż narażać ich na ból i wydatki związane z moją śmiercią.

Tak, dzisiejszej młodzieży "w dupach się poprzewracało od tego internetu".
Bobisia Odpowiedz

Może zacznij małymi krokami? Wiesz najpierw zacznij np. wychodzić do łazienki 2 razy (z czasem coraz częściej). Albo zacznij się kłaść wcześniej. Np. 30 minut. Spróbuj wyjść z pokoju i przywitać się z kimś. Tylko przywitać. Małymi kroczkami. Jesteś świadoma problemu, co już czymś jest. Powodzenia. *internetowy przytulas ❤*

veeey Odpowiedz

Zastanawiam się, czego się boisz? Od kiedy ta sytuacja trwa?

Chciałabym też zrozumieć, co czujesz. Piszesz, że samotność, ale nie wspominasz o innych emocjach. Zachęcam, przeczytam tutaj, jeżeli zdecydujesz się odpowiedzieć.

Odpowiedzi (5)
Zobacz więcej komentarzy (15)

#U8Si1

Kiedy byłam w gimnazjum czasami po szkole chodziłam do tzw. dyskontów spożywczych - Tesco, Kaufland itp. Czasami zdarzało mi się "kraść" - podjadałam na miejscu winogrona lub cukierki sprzedawane na wagę. Oczywiście nikt by się tego po mnie n ie spodziewał - byłam wtedy bardzo ułożona i grzeczna. Dlatego też w pewnym momencie skończyłam z tym. Mimo wszystko przez długi czas dręczyły mnie wyrzuty sumienia. Bałam się, że jak pójdę jeszcze kiedyś do któregoś z tych sklepów wezwą na mnie policję. Adrenalina bywała tak wysoka, że po wejściu do sklepu nie zdejmowałam rękawiczek żeby nie ściągnęli moich odcisków palców i mnie nie znaleźli.
tekila Odpowiedz

Aż wyobraziłam sobie jak specjalna grupa śledcza zdejmuje odciski palców z papierków po cukierkach w Kauflandzie :D ps. Też zdarzyło mi się podejść winogrona w supermarkecie ale zjadałam dowody zbrodni i do tej pory mnie nie znaleźli hue hue

veeey Odpowiedz

Byłaś głodna czy robiłaś to dla adrenaliny? Czy może z innych powodów?

Odpowiedzi (2)
Zobacz więcej komentarzy (2)

#n7sdv

Kiedyś miałem strasznie zły dzień!
Wkurzony wsiadłem w auto i pojechałem sam nie wiem gdzie i po co?
Po drodze wpadł mi do głowy pomysł by zrobić jakiś dobry uczynek no i ni stąd ni zowąd poboczem drogi bez chodnika idzie starszy Pan lekko utykając na nogę...
Zatrzymałem się i pytam czy go gdzieś nie podwieźć?
Starszy Pan się uśmiechnął i powiedział "Z nieba mi spadłeś młody człowieku" wsiadł i poprosił bym zawiózł go do drugiej wioski na cmentarz bo chce tam zapalić znicze...
Jak poprosił tak zrobiłem. Po drodze fajnie Nam się rozmawiało choć były to raptem cztery kilometry...
Zapytał mnie ile wezmę za podwiezienie?
Odparłem,że nic nie chcę,że będzie to taki mój dobry uczynek...
Po dojechaniu na miejsce Pan po raz kolejny się uśmiechnął,uścisnął mi dłoń i życzył wszystkiego co najlepsze dodając: Dobro do Ciebie wróci....
Uwierzcie mi przez całą resztę dnia uśmiechalem się sam do siebie.
Jak to niby zwykły gest potrafi poprawić humor 😉
veeey Odpowiedz

To kochane. :)

jovigirl Odpowiedz

Wow, miło z twojej strony ;)

Zobacz więcej komentarzy (2)

#rJv1l

Bedzie nudno ale nie umiem tego trzymać w sobie, tak jak trzymalem wszystko przez całe zycie. I kij z tym, że pewnie posypią sie minusy, muszę się komuś wygadać i poszukać gdzieś pomocy.
Mam 19 lat. Skończyłem liceum, zaraz po maturze wyjechałem za granicę żeby zarobić na studia. Planem było spędzić tu ponad rok. Minęło 5 miesięcy a ja już mam dość. Dużo pracy, kasa kiepska, brak ludzi wokół. Powracająca depresja i analiza wszystkiego na milion sposobów. Czuję się wyniszczony. Wróciłbym do kraju z wielką przyjemnością, problem w tym, że nie bardzo mam jakieś oszczędności żeby tam żyć i isc na studia od października. Znajomi mówią wracaj, rodzina mówi przemęcz sie jeszcze ten rok. A ja jestem między młotem a kowadłem. Niestety mojej rodziny (a raczej spółki cywilnej, bo więzi i uczuć brak) nie stać na chleb a co już na moje studia. Jestem w kropce. Nie miałem dzieciństwa (ojciec alkoholik) i właśnie młodość przelatuje mi przez palce. Staram sie jak mogę ale już nie daję rady.
Drodzy anonimowi, jak żyć? Poza tym, że najlepiej krótko.
Wracać do miasta smogu, sebixów i gołębi czy zostać w kraju mlekiem i gnojówką płynącym?
Ala21 Odpowiedz

Chciałabym coś Ci podpowiedzieć, bo Twoja historia trochę przypomina mi historię mojego brata. On też był za granicą w pracy i nie dał rady tam pracować. Wrócił do kraju jako totalny wrak człowieka, pieniądze na powrót dostał od mamy, tam go wyrolowano. Tu na miejscu udało się wśród znajomych załatwić calkiem fajną pracę. Miał zacząć w poniedziałek, w sobotę coś w nim pękło, zabił się.
Jeżeli ta kraina mlekiem i gnojem płynaca nie zryła Ci jeszcze psychiki, dasz radę podjąć właściwą decyzję. Każda sytuacja jest inna, sam musisz zdecydować, gdzie będziesz mógł żyć, pieniądze to nie wszystko, czasem wsparcie najbliższych jest ważniejsze. Przeanalizuj proszę swoją sytuację, porozmawiaj szczerze z najbliższymi i pamiętaj że wiele osób będzie trzymać za Ciebie kciuki, ja też.

MrsDillinger Odpowiedz

Kolego, wracaj! Każdy następny dzień tam będzie dla ciebie koszmarem. W Polsce też możesz znaleźć pracę: Może nie tak dobrze płatną, ale zawsze jestes wśród swoich. Nie rób nic wbrew sobie, bo tylko nabawisz się depresji. A w Krk jest wiele możliwości :) trzymaj się!

Odpowiedzi (3)
Zobacz więcej komentarzy (10)

#sevLm

Kiedyś zawsze marzyłem o bliźniaku - moglibyśmy razem odrabiać lekcje, bawić się pomagać sobie nawzajem, byłaby to moja "bratnia dusza". Cóż, jakbym miał możliwość cofnięcia się w czasie, nie powiedziałbym mamie w wieku 6 lat że chcę bliźniaka.
Nie dość, że 7 lat różnicy, to jeszcze siostra...
Egg Odpowiedz

starała się, doceń! :D

GeniusYoongi Odpowiedz

A bliźniaka dalej nie masz.

#RqJ5o

Jako dziecko bardzo lubiłem grać w zdrapki Lotto. Zawsze kiedy udało mi się nie wydać całego kieszonkowego na chipsy z tazosami z Pokemonów, leciałem do kolektury po zdrapkę.
I tak pewnego razu miła Pani z kolektury podaje mi koszyczek ze zdrapkami, żebym sobie jedną wylosował. Wylosowałem. Ale dwie. Zdrapki okazały się być sklejone, jednak zauważyłem to dopiero w domu.
Byłem uczciwym dzieckiem, więc było dla mnie nie do pomyślenia, że zapłaciłem za jedną zdrapkę a wziąłem dwie. No ale pokusa zdrapania była silniejsza - w pierwszej zdrapce nie trafiło się nic. W drugiej astronomiczna kwota 2 złote!
W tym momencie wróciły wyrzuty sumienia - nie dość, że wziąłem dwie zdrapki to jeszcze mam odebrać nagrodę? Nie, tak się nie robi. Kolektura będzie przeze mnie stratna, miła Pani straci pracę a ja pójdę do piekła. Wyrzuciłem obie zdrapki do kosza.
GeniusYoongi Odpowiedz

Ja kiedyś chyba 4 razy w tym samym dniu wygrałam chipsy. Wszystko zjadłam, nie żałuję.

Odpowiedzi (2)
MykMycjusz Odpowiedz

Zdrapki sa od osiemnastego roku zycia...

Odpowiedzi (3)
Zobacz więcej komentarzy (1)

#xCVYD

Będąc małym cichym dzieciakiem (6-7 lat) miałem przyjaciółkę.
Spędzaliśmy z sobą całe popołudnia, wiadomo wspólne zabawy zainteresowania, zbieranie ślimaków :)
Nigdy nie rozumiałem dlaczego inne dzieciaki ją przezywają, nie przeszkadzało mi to i będąc szczerym wolałem jej towarzystwo niż kogokolwiek innego.

Pewnego dnie po prostu wyjechała. Tak minęło kilka lat każde z nas miało już inne życie.
Nagle, niespodziewanie spotkaliśmy się w szkole (podstawowej z tego co pamiętam).

Niestety, nasze spotkanie zauważyły co "dowcipniejsze" dzieciaki, przypomniały im się dawne przezwiska, ona chyba już do nich przywykła, gdy zaczęły się także przykrości w moim kierunku ... uciekłem.

Po tym wydarzeniu rozmawialiśmy tylko raz i było bardzo dziwnie, nienaturalny dystans, a kiedyś byłem z nią w stanie uciec na drugi koniec świata (czyli drugie osiedle patrząc przez pryzmat siedmiolatka).

Nasz kontakt się urwał, czas zatarł nawet imię, niczego bardziej nie żałuję niż mojego tchórzostwa, nie pamiętam twarzy, imienia, nazwiska, jedynie wspólne wesołe chwile.

Jeśli przez przypadek to czytasz to chcę Cię przeprosić za to, że przeze mnie zerwaliśmy kontakt.

PS. Pamiętasz jak bawiliśmy się gumowymi kościotrupami?
SpanieMoimNalogiem Odpowiedz

Spróbuj spytać się rodziców - może będą pamiętać ją/jej rodziców - raczej interesowali się z kim się bawiłeś. Może spróbuj na spotted?

Zobacz więcej komentarzy (2)

#DjGAR

Jak bylem mały zabiłem kurę - postawiłem na daszku stodoły i z całej siły kopnąłem ją w zadek - w ten oto sposób dowiedziałem się, że nie wszysykie ptaki są lotne
RudyKot11 Odpowiedz

Nawet jakby latała, mogłaby na tym uciepieć, skoro kopnąłeś ją z całej siły (wbrew pozorom dzieci też potrafią nieźle kopnąć). Chyba, że wtedy kura zdążyłaby uciec.
P.S. Co dziecko robiło na dachu stodoły?

Odpowiedzi (1)
gamma222 Odpowiedz

Myślę, że każdy zabity ptak jest nielotny :)

Odpowiedzi (2)
Zobacz więcej komentarzy (5)

#gBHTt

Mam na imię Sylwia. W I LO byłam w żeńskiej szkole. Miałam krótkie włosy i siostra dyrektor powiedziała publicznie na apelu, że mam je zapuszczać, bo w tej szkole nie toleruje się chłopięcych fryzur. Jakiś czas potem, na święta, przyjechałam do niewielkiej miejscowości, w której mam rodzinę. Włosy już nieco odrosły i osoby z rodziny wysłały mnie do fryzjera "tu blisko, po schodkach" aby nadać fryzurze bardziej dziewczęcy kształt. Wyszłam, szukam. Nie nie znalazłam. Poszłam na sąsiednią ulicę. Patrzę jest fryzjer! I to po schodkach, co prawda w dół,co trochę mi nie pasowało. Wzruszyłam ramionami i weszłam.

W środku był starszy pan w grubych okularach. Założył mi pelerynkę, wziął do ręki maszynkę i mówi zachrypiałym głosem: "To jak masz na imię chłopcze?"

Byłam zszokowana. Zamarłam. Nie mogłam się ruszyć. Przełknęłam ślinę.
"Sylwek" - wyszeptałam.

Kiedy wróciłam do szkoły z włosami na poborowego, Siostra dyrektor stwierdziła, że specjalnie złamałam regulamin. Do końca szkoły miałam przesrane i uważana byłam ża buntownika :D
A wszystko przez to, że wstydziłam się panu fryzjerowi MĘSKIEMU przyznać, że jestem dziewczyną.

A fryzjer po schodkach był w tym samym bloku. Nie zauważylam go po prostu...
JestemNumeremCztery Odpowiedz

Też jestem takim wstydziochem. W szpitalu pewna bardzo niedowidząca staruszka, która leżała ze mną w sali, myślała, że jestem chłopcem. Wstydziłam się wyprowadzić ją z błędu. Całe szczęście następnego dnia mnie wypisali.

Książka Anonimowe Dodaj anonimowe wyznanie