#HSr7I

Mam pewną fobię, która mnie wykańcza. Mianowicie - nie umiem prosić, o pomoc zwłaszcza. I nie chodzi tylko o nieznajomych.

Chodzę na studia, na których nadrabiam kilka przedmiotów (różnice programowe po przeniesieniu z innej uczelni). Nie dość, że nie jestem w stanie podejść do znajomego czy wykładowcy na jego konsultacje, aby mi wytłumaczył coś, czego nie rozumiem, to nie jestem w stanie spytać osób z grupy o notatki z zajęć, które się na siebie nakładają. "Przecież"- kołacze się w mojej głowie,-"zabierasz im czas, który mogli by poświęcić na robienie czegoś przyjemnego. Po cholerę każesz im się ze sobą użerać? Zresztą, twoim obowiązkiem jest to wiedzieć, a jeśli nie, to jesteś idiotą i się do tego nie nadajesz, wiesz o tym?". Efekt jest taki, że jestem chyba najsłabszym ogniwem na roku z tych przedmiotów, mimo że codziennie staram się poświęcać trochę czasu na naukę.

To samo mam w domu. Nie poproszę współlokatora nawet o głupi długopis, czy żeby udostępnił mi drukarkę dla jednostronicowego dokumentu - "Przecież zmarnujesz mu tusz, a na uczelni jest płatne ksero." Nie przypomnę mu, że jego kolej na mycie naczyń czy wyniesienie śmieci (nie winię go, jest osobą roztargnioną, a i tak zdarza mu się to rzadko) - prędzej ja to zrobię, "bo co, wysługujesz się kimś, leniu śmierdzący?" To samo mam w pracy i w domu rodzinnym. Kilkukrotnie, gdy kurier przyniósł paczkę pod moje drzwi, poza podziękowaniem usłyszał przeprosiny, że musiał jechać windą na drugie piętro. Nawet obiadki czy ciasta, których robienie sprawia mojej rodzicielce przyjemność, budzą we mnie wyrzuty sumienia.

W skrócie - mam wrażenie, że moja egzystencja tylko ludziom przeszkadza, że zwyczajnie powinno mnie nie być, bo tylko marnuję zasoby tej planety. Z tego samego względu nie jestem w stanie się zebrać do psychologa. Kilka razy kończyło się to bezradnym staniem pod drzwiami i zbieraniem się do naciśnięcia klamki, płakaniem w rękaw, potem ucieczką...

Anonimowi... wiem, że pewnie dla większości z Was to mega głupi problem, z którym dorosły człowiek powinien sobie poradzić. Wiem, że pewnie to utonie w niezweryfikowanych, nie obchodzi mnie to. Ale jeśli możecie, powiedzcie: w jaki sposób wyznaczacie tą magiczną granicę między byciem namolnym a zwykłą pomocą, w jakich sytuacjach ją przyjmujecie? I w drugą stronę, jak poznać po ludziach, że można ich poprosić o pomoc, że to jest ok?
Może jeśli spytam, jeśli Was usłyszę, będzie mi ciut łatwiej... nie wiem.
LeoSign Odpowiedz

To nie fobia. To niskie poczucie własnej wartości. Myślę że powinieneś spróbować pytać o takie drobne rzeczy (jak ta kartka do wydrukowania) i powolutku się przełamywać. Tylko nie zrażaj się jeśli ktoś czegoś odmówi, to też jest ok. Powodzenia!

ChocolateLover Odpowiedz

Jako, że nie zgadzam się z rezonansem że dobry styl wskazuje na zmyślone wyznanie to Ci odpowiem :) zacznij pomagać innym, dzięki temu może poczujesz swoją wartość i to, że najpierw Ty pomożesz komuś, a później on Tobie :) i mam tu na myśli albo pomoc koledze ze studiów właśnie, albo wolontariat. Będziesz miała swój wkład w ułatwienie komuś życia.

biegnijForesTbiegnij

Dobry pomysł.

PrzezSamoH Odpowiedz

Spróbowałabym na Twoim miejscu zacząć prosić o przysługi osoby, które wcześniej poprosiły o coś Ciebie. Powinno być ciut łatwiej, bo to niejako "wyrównanie rachunku". Możesz też od razu odwdzięczać się za okazaną pomoc - pożycz coś od współlokatora a potem umyj za niego naczynia/zrób mu herbate czy coś, kurierowi daj napiwek itp. Małymi krokami, tak żebyś czuła się komfortowo i powoli przesuwała granicę.

Hamcheese Odpowiedz

Osoby, które nie są chciwe w rzadnym stopniu, giną w tym świecie. Tego się nauczyłam do tej pory. Uświadom sobie, jak często ty jesteś wykorzystywany. Znajdź sytuacje, kiedy ktoś się tobą wyręczył, bo mu się po prostu nie chciało, a wiedział, że Ty się zgodzisz. Skup się na dostrzeganiu tego. Co do psychologa - płacisz mu za pomoc, więc to nie jest łaska z jego strony. A jeżeli kiedyś coś takiego odczujesz - uciekaj. Może warto spróbować pójść najpierw do psychiatry? Z mojego doświadczenia jest to dużo łatwiejsze, oni cieszą się, że przychodzisz (coś w tym stylu) :p

FoxyLadie Odpowiedz

Jak mi jest o coś głupio zapytać, to sobie myślę, jak ja bym się czuła na miejscu pytanej osoby. I zdaję sobie sprawę, że bycie poproszoną o pomoc czy cokolwiek innego, nie jest niczym strasznym. Nikt się o to nie obrazi. Sama chętnie pomagam, więc czemu ktoś miałby na prośbę o pomoc dziwnie zareagować? Serio, inni ludzie są bardzo do nas podobni.

Dodatkowo wyczytałam ostatnio, że osoba, którą poprosimy o pomoc, uważa nas za symaptyczniejszych. To też coś :-).

RoseMoon Odpowiedz

Może pomoże Ci trochę uświadomienie sobie, że duża część ludzi lubi czuć się pomocna. Jeśli mogę komuś zrobić małą przysługę, czuję się lepiej i wiem, że moi znajomi też tak mają.

TrelemoreleKickibele Odpowiedz

Mam przyjaciolke ktora ma praktycznie ten sam problem. Bardzo lubie jej pomagac bo jest bardzo sympatyczna i mila osoba, ale jej zazwyczaj bylo glupio bo "ona powinna to sama zrobic" itp. Doszlo nawet kiedys do takiej sytuacji, ze gdy udostepnilam jej notatki z jednej godziny zajec na ktorych nie moglo jej byc, kupila mi piwo. Po powaznej rozmowie na temat tego, ze pomagam jej bo bardzo ja lubie a nie po to zeby mi cos kupowala w zamian, sporo rzeczy sie zmienilo, ale i tak czasami wciaz jest jej glupio.

MissWiko Odpowiedz

Mam podobnie jak ty, ale w mniejszym stopniu. Mnie ratuje fakt, że sama pomagam innym, więc jest mi łatwiej kogoś poprosić o pomoc. Może też tego spróbuj.

diq1 Odpowiedz

Może spróbuj potraktować to nie jako proszenie o pomoc, tylko jako handel wymienny. Idąc po notatki miej już w torbie czekoladę w zamian, wspolokatorowi podrzuć jabłko/ cukierka i dopiero wtedy poproś o druk.
Czy takie tam.

Jokefeller

Życie jak w Gothiku :D

aceofspades Odpowiedz

Ja, gdy proszę kogoś o jakąś większą przysługę (np. by mnie gdzieś podwiózł), to zawsze mówię, że zapłacę. Nawet jak mówią, że nie trzeba, to i tak zawsze coś tam im daję, jak nie kasę to kupuję coś, co lubią.
Jeśli chodzi o drobniejszą pomoc, to w sumie też zawsze staram się to jakoś zrekompensować, dać coś od siebie, no i oczywiście zawsze pomagam w miarę możliwości, gdy ktoś mnie o coś prosi.
Swoją drogą, jest taka sztuczka psychologiczna, że jeśli zrobisz coś dla kogoś i później poprosisz tę osobę o pomoc, to będzie jej trudniej odmówić. W moim przypadku działa zawsze i nawet jak dam komuś jakiegoś głupiego cukierka, a potem poproszę o pomoc, to zawsze ludzie mi pomagają z uśmiechem na ustach.

Zobacz więcej komentarzy (21)
Dodaj anonimowe wyznanie