#e1wVQ
I tu się zaczyna historia właściwa.
Mam 4 dzieci. Najpierw Pani zaczęła nas zaczepiać, że jest u niej głośno i mamy chodzić ciszej, przeprosiłam, powiedziałam, że będziemy się starać chodzić ciszej, a dzieci upomnę, żeby nie biegały. Trochę współczułam tej Pani, bo na pewno nas słychać, tak jak ja słyszę tą Panią, bo przecież jest to jednak budynek wielorodzinny.
Następnie zaczepiła męża, że ona zrobiła sobie remont, obniżyła sufit i jeszcze głośniej słychać nasze kroki. Kolejnym krokiem były odwiedziny i uświadomienie nas, że ona pójdzie na policję, że dzieci biegają i nas wyrzucą z mieszkania (nasze mieszkanie jest własnościowe, "miłej Pani" jest socjalne i Pani chyba o tym nie wie). Obecnie jak tylko Pani usłyszy głośniejszy stuk, od razu krzyczy teksty w stylu "CICHO TAM", "JAK TAK MOŻNA", "ZAMKNĄĆ SIĘ". Hitem było, gdy o 22:03 postawiłam miskę z praniem na podłodze, Pani zaczęła krzyczeć "CICHO TAM, JEST PO 22".
Nasza sąsiadka mieszka sama, nigdzie nie wychodzi, odwiedza ją rodzina, wtedy pod naszym oknem od 7 rano trwa biesiada, a nasze mieszkanie przepełnia dym papierosowy, bo biesiadnicy swój stoliczek mają dokładnie pod naszymi oknami, zresztą okien w pokoju nie otwieramy wcale, bo ta Pani pali w swoim oknie codziennie. Towarzystwa nie upominam, bo wiem, że nie mieszkam w domku jednorodzinnym.
Wiem, pewnie zaraz poleje się fala hejtu pt. "zrobiła se 500plusy, a teraz narzeka", "wredne bachory biegają i jeszcze miłą Panią z dołu tyranizują", "nie ma biedota kasy na dom i jeszcze ma problemy". Tyle, że to ja się czuję tyranizowana we własnym mieszkaniu. Pół dnia nas nie ma, dzieci w szkole, my z mężem w pracy. Jak tylko zjemy obiad zaraz idziemy na plac zabaw, do lasu, żeby dzieciaki się wybiegały. To prawda, nie zarabiamy kokosów, ale mąż bierze dodatkowe etaty i zaczynamy budowę domu. Ostatnio źle się czułam, mąż w weekendy też pracuje i nie mogłam wyjść z dzieciakami z domu.
Gdy tylko "miła Pani" usłyszała jakiś stuk, całe podwórko usłyszało "CICHO TAM, CAŁY DZIEŃ W DOMU SIEDZĄ". Jakbym nie miała do tego prawa. Rozpisałam się, a teraz zakończenie.
Wczoraj wieczorem zaczęłam się zastanawiać jak ta historia się skończy. Sąsiadka rozkręca się coraz bardziej. Mam wrażenie, że tylko czeka, kiedy u nas coś stuknie, żeby zacząć krzyczeć. Czekam na policję, zdechłe szczury, donosy do opieki społecznej. Jestem pomału zniszczona psychicznie. Pozostanie kupić namiot i zamieszkać na działce.
Pani nie zabezpieczyła przestrzeni między stropem a sufitem i na własne życzenie sprawiła sobie bębenek. Sama sobie jest winna. Tylko bądź teraz mądry człowieku i wyjaśnij to rozjuszonej babci, która wie wszystko...
Dokładniej to pudło rezonansowe. Wszystkie dźwięki są wzmacniane.
Nagrywać, nagrywać, nagrywać. Potem policja.
U nas było tak samo, ale babka serio potrafiła zadzwonić na policję, a na całej ulicy rozpowiadała jak to my z rodzeństwem robimy hałas w domu, mimo, że połowę dnia spędzałyśmy na dworze, a resztę na oglądaniu bajek w tv. Ogarnęła się wtedy kiedy trochę dorośliśmy
no to hyc pociagnac trupidlo do odpowiedzialnosci za bezzasadne wezwanie
zaplaci pincet zloty raz, drugi, to jej sie znudzi
Wydaje mi się, że to nie ty zakłócasz spokój, lecz ta pani, i to nie ona ciebie może zgłosić na policję, lecz ty ją :)
Po co się tłumaczysz? Teraz każda rodzina ma dzieci dla 500+? Wątpię... Nie będę tłumaczyć dzieci, bo potrafią być niezłymi dupkami. Sama mieszkałam "na dole" (też z podwieszanymi sufitami), więc doskonale wiem, jak to wygląda z drugiej strony, ALE nigdy nie robiłam awantur, nie darłam się przez okno na sąsiadów. Babsko jest zwyczajnie wredne i ewidentnie nudzi się jej w życiu. A podwieszane sufity działają jak membrana, co babcia powinna sobie uświadomić przez wykonaniem takowego.
Mam wrażenie, że przespałeś(aś) ostatnie miesiące na anonimowych. Bez takiej wstawki z tłumaczeniem się, nie ma szans, by nie pojawiło się przynajmniej kilka komentarzy, że to autorki wina.
Remont zrobiony niepoprawnie i powstał "bębenek". Na jej własne życzenie. Radzę nagrywać i iść z tym na policję.
Sama zadzwoń ma policję, niech sami posłuchaj jak Pani ładnie się do was drze:)
współczuję, bo mam taką wariatkę pod sobą. kupiliśmy już nawet dywany. potrafiła nam się tłuc po rurach jak po 22 spuściliśmy wodę w WC, albo jak tylko coś stuknęło, ba, nawet za dnia. nagrywała jak szumi woda, kiedy rzekomo się kąpiemy (puszczała innej sąsiadce), złożyła nawet skargę w spółdzielni.
nie imprezujemy, nie szalejemy, oboje pracujemy, także w domu przy komputerach, staramy się nie tupać, no ale ile można...
dodam, że nad sobą mamy rodzinę z dziećmi, które też dużo biegają, często mają gości, coś u nich szura, stuka itp - i owszem, to słychać, ale nie w taki sposób, żeby przeszkadzało...
ach. od sąsiadki spod spodu mieliśmy spokój przez zimę, bo wtedy za bardzo przeszkadzały jej szumiące kaloryfery.
nie myślałaś, żeby zgłosić sprawę na policję, jako nękanie?
Przypomniała mi się sytuacja z taką starszą panią, ale to ona mieszkała nad nami.
Mój ówczesny chłopak mieszkał w mieszkaniu należącym do jego cioci. Studenckie czasy, mieszkałam na drugim końcu Polski, więc w uzgodnieniu z ciocią wprowadziłam się do mieszkania, co by jak najbardziej zaoszczędzić na miejscu do spania. Stukanie w rury było przy prawie każdej czynności: robienie prania, gotowanie, sprzątania. Hitem było, gdy w przerwie między zajęciami siedzieliśmy w cztery osoby i jak to przy rozmowie, zaczęliśmy się śmiać. Babka przyszła z awanturą, że jesteśmy opętani i ona nasze zachowanie zgłosi na policję...
Mata kwarcowa jest co prawda drogim ale idealnym rozwiązaniem. Kładzie się ją pod podklad i panele . Wycisza niesamowicie. Moja mama ma dwa mieszkania w kamienicy na wynajem w jednym jest ta mata w drugim nie . Różnica jest niesamowita. Szczerze polecam warto trochę zainwestować żeby mieć spokojna głowę
To prawda.