#JzQe6

Mieszkam daleko od szkoły. Moi rodzice nie są raczej wzorem do naśladowania, ale zawsze mnie odwozili i przywozili. Pewnego razu czekałam na nich pod sklepem, bo tam się umówiliśmy. Była ciężka zima. Ja tam stoję i czekam i czekam, więc do nich dzwonie.
Chyba z 50 razy dzwoniłam, ale nie odbierali. Gdy w końcu się dodzwoniłam okazało się, że całkowicie zapomnieli, że istnieję. Wrócili sobie do domu z moim rodzeństwem, ale beze mnie.
Skończyłam lekcje o 14, a dodzwoniłam się o 16.
Wrócili po mnie po godzinie siedemnastej.
W całym życiu tak mi nie było zimno jak wtedy - kilka godzin na dworze podczas zimy.
Szen Odpowiedz

A nie mogłaś wejść do sklepu?

Nie mogłam. Moi rodzice zawsze się denerwowali na mnie gdy wchodziłam do sklepu gdy na nich czekałam. To brzmi dziwnie, ale zawsze miałam z tego powodu kłótnie.

wichurka

@matrix274 skoro nie mogłaś się dodzwonić od kilku godzin to chyba naturalne że wchodzisz do sklepu a nie stoisz na mrozie.

Filomenaona

Wichura, ale skoro nie mogła się dodzwonić, to mogła przypuszczać, że są w drodze i zaraz się zjawią

wichurka

@Filomenaona ale skoro czekała na mrozie już kilka godzin, to powinna mieć trochę rozumu i wejść do tego sklepu zamiast marznąc. Gdyby rodzice przyjechali jeszcze 5 godzin póżniej to dalej stałaby na zewnątrz bo przecież w każdej chwili mogą się zjawić?

AmziToIzma

Ja na miejscu Autorki, stercząc na mrozie, już po pół godzinie weszłabym do tego sklepu, mając gdzieś kłótnię o to, że tam weszłam. To jest ZIMA, czasem zdarza się cieplejszy dzień, ale nawet przy temperaturze +/- 0 stopni można cholernie przemarznąć, kiedy stoi się na zewnątrz kilka godzin. A co dopiero na minusie, kiedy temperatury dochodzą nawet do około - 15... Serio, wolałabym wysłuchiwać ich pretensji o coś tak durnego, niż stać kilka godzin na mrozie, narażając się na jakieś zapalenie płuc lub gorsze choróbska, spowodowane przemarznięciem. Mało tego, jeśli rodzice mieliby pretensje o to, że czekając na nich KILKA godzin w zimę weszła do sklepu, to muszą być naprawdę pop#erdoleni. Jaki normalny rodzic opieprzyłby dziecko za to, że czekając, aż rodzice sobie o nim przypomną i łaskawie odbiorą telefon, schowało się przed zimnem w sklepie?

PoraNaPiwo

Rozumiem, że autorka nie mogła wejść do sklepu. Pewnie rodzice zrobiliby jej za to awanture. Niestety takie zastraszanie dzieci, to nie odosobniony przypadek. Bardzo przypomina mi to zachowania mojej matki. Najlepiej stać i czekać na królową, a jak się zjawi to szybko szybko.

SzeptNocy Odpowiedz

Pamiętam jak kiedyś też przemarzłem, po sterczeniu zimą na dworzu. Po dotarciu do ciepłego pomieszczenia, ból podczas ogrzewania ciała był tak koszmarny, że niemal wolałem wrócić na mróz.

LetItDie Odpowiedz

Już bym chyba wolała iść pieszo do domu, niż tyle stać i czekać. Okropne.

derp Odpowiedz

A nie mogłaś po prostu wrócić do szkoły i tam czekając, próbować się do nich dodzwonić? W życiu nie przyszłoby mi do głowy stać na zimnie, nie mając gwarancji, że ktoś mnie lada moment zgarnie.

PanLusterkoGaunter Odpowiedz

To i tak nic w porównaniu do Białego Zimna, które może nadejść w każdej chwili i najzadu Dzikiego Gonu. Ja tam, co prawda sobie poradzę, ale wam to współczuję.

LetItDie

A poradzisz sobie z Białymi Wędrowcami? Nadchodzi zima.

PanLusterkoGaunter

No kurdę, bez problemu. Moja siwowłosa znajoma ma w zanadrzu jeszcze 2 smoki.

DaenerysTargaryen

Potwierdzam 😉

SzeptWiatru Odpowiedz

Zdarzyło mi się coś dokładnie takiego samego XD Tylko że wtedy jeszcze nie miałam rodzeństwa

koza260 Odpowiedz

Ha! Miałam lepszy przypadek. 1 rok studiów. Na wykładzie złapała mnie jelitówka morderca. Cały wykład w wc i raz górą raz dołem. Zwinęłam się z uczelni i poszłam na pociąg. Tramwaj pełen, siedziałam skulona z tyłu na podłodze tak mnie skręcało. Dojechałam na dworzec a tam najbliższy pociąg za godzinę. Wc płatne 2,50 a ja miałam w portfelu dosłownie 2,40. Pani klozetowa nie pozwoliła skorzystać. Trzymałam dzielnie. Pociąg okazał się być spóźniony o godzinę. Na dworcu zimno jak w psiarni bo to grudzień był. Jak się wkońcu pociąg wtoczył to już nie patrzyłam, że na postoju korzystać nie można. Dzwonię do rodzicieli, że jadę, mówię jaka sytuacja i o której będę żeby ktoś po mnie wyjechał. W pociągu przysnęłam a przez sen coś niecoś się wymknęło. Słowem narobiłam w majty w pełnym przedziale. Resztę trasy spędziłam w wc. Dojechałam. Ciemna noc, śnieżyca, mała stacyjka zamknięta, do domu jeszcze 15 km a tu nikogo nie ma. Nie było nawet gdzie się schować przed wiatrem. Czekałam kolejne 40 minut zziębnięta, wykończona torsjami i biegunką z pełnymi majtami... oczywiście nikt nie rozumiał o co mam pretensje.

Dodaj anonimowe wyznanie