#r83ut

Mój brat to typowy nastolatek, który nie lubi okazywać uczuć. Ostatnio jednak podszedł do mnie i czule mnie objął. Przyznam, że byłam w szoku, bo odkąd pamiętam, nigdy czegoś takiego nie zrobił.

Łezka zakręciła mi się w oku, więc odwzajemniłam uścisk i szepnęłam mu do ucha, że bardzo go kocham. Brat mnie odepchnął, machnął ręką i sobie poszedł.

Okazało się, że tulił mnie tylko po to, by wybadać, czy nie mam fajek, bo mu się skończyły. No i zabrał mi ostatniego papierosa, którego miałam w tylnej kieszeni spodni…

#PyDg1

Moja najlepsza koleżanka Asia miała brać ślub. Miała wtedy 25 lat, jej chłopak/narzeczony (Michał) był o 2 lata starszy.

Na początku miałam jakieś uprzedzenie do niego, ale z czasem się przekonałam. Ona pracowała w znanej korporacji, a on jako handlowiec w innej. Oboje mieszkali w Warszawie, wzięli duży kredyt na mieszkanie w centrum stolicy. Znali się około 5 lat i wówczas zaczęli myśleć o ślubie, bo tak naprawdę to było tylko dopełnienie (oprócz dziecka).

Ślub planowali ponad 2 lata, wszystko można powiedzieć było zapięte na ostatni guzik, "każda minuta" była zaplanowana i nie mogło nic pójść źle. Dwa miesiące przed ślubem wszyscy zaproszeni, ponad 200 osób. Mogli sobie pozwolić na wesele marzeń, dość sporo zarabiali, pomimo spłaty kredytu. W końcu nadszedł ten ważny dzień, godzina 4 rano, dzwoni do mnie Asia i mówi cała zapłakana, że wesela nie będzie. Po prostu mnie zamurowało. Nie mogłam i nie chciałam nic więcej od niej wyciągnąć przez telefon. Od razu udałam się do niej.

Asia siedziała pod drzwiami cała zapłakana, dobrą godzinę NIC nie mogłam się dowiedzieć. Michała nie było, ponieważ miało się wszystko zacząć w jego domu rodzinnym w Gdańsku, następnie miał przyjechać do Asi i do kościoła itd. Michał miał satysfakcjonujące godziny pracy. W piątki nie pracował wcale i praktycznie co tydzień, góra dwa, jeździł do "rodziców" do Gdańska, tłumaczył się tym, że jest jedynakiem, a jego rodzice już jak na swój wiek są bardzo schorowani. Aśka często jeździła tam z nim, ale nie zawsze. Co się okazało? Michał miał w Gdańsku po prostu drugą, w dodatku miał z nią dziecko!!! O tym dowiedziała się Aśka właśnie w dniu ślubu, gdy druga miłość Michała złożyła jej wizytę. Co najlepsze, rodzice Michała wszystko wiedzieli i nawet słówka nie pisnęli.

Wesele oczywiście się rozleciało. Aśka się rozsypała, z dziewczyny wesołej, pogodnej, optymistki stała się osobą nic nie mówiącą. Trafiła do psychiatryka: nic nie mówiła, zamknęła się w sobie. Całe dnie spała na prochach, dostała długi urlop w pracy, mieszkała w rodzinnej miejscowości z rodzicami, gdzie im powiedziała otwarcie "I tak mnie nie upilnujecie i coś sobie zrobię". Minęły 2 miesiące, powoli wracała do rzeczywistości.

Po powrocie do Warszawy miesiąc mama z nią mieszkała, miesiąc tata (musiała wrócić do pracy). Wyglądała całkiem już normalnie, rozmawiała, poczucie humoru wróciło, powoli zaczynałam widzieć w niej poprzednią Aśkę. Nadszedł moment, że rodzice z nią już nie mieszkali. Po dokładnie 7 miesiącach od planowanego wesela powiesiła się w mieszkaniu, które kupiła z Michałem. Właśnie wróciłam z jej pogrzebu.... [*]

Ktoś może powiedzieć, że dobrze, że wydało się przed weselem, a nie po, ale co z tego, i tak duża tragedia dla rodziców i bliskich przez głupotę Michała.

#nDFJv

Ta historia przydarzyła mi się 2 lata temu, gdy wieczorem wracałam z pracy.

Koło 22 przechodziłam przez park kierując się do domu. Gdy miałam skręcać w uliczkę do domu, usłyszałam skomlenie psa. Jako, że kocham każde zwierzę, a zwłaszcza psy, postanowiłam sprawdzić co się dzieje i skąd dobiega skowyt. Po chwili zobaczyłam grupkę chłopaków, coś koło 19 do 20 lat, stojących nad biednym psem. Wilczur był cały zakrwawiony i nie mógł wstać. Nie wiedziałam co robić, bo po policję jakbym zadzwoniła, to pies by pewnie nie dożył, więc w przypływie adrenaliny postanowiłam działać na własną rękę. Schowałam się za krzaki i krzyknęłam: Policja! Proszę się nie ruszać!
Po chwili nikogo nie było przy psie.

Jego stan był krytyczny, a weterynarze nie dawali mu szans. Teraz po 2 latach Sonik ma się świetnie, porusza się z wózkiem na tylnych łapach i jest cudowny.
Cieszę się, że go uratowałam i że mam najcudowniejszego przyjaciela pod słońcem, a do ludzi, którzy mu to zrobili nie mam słów. Tego po prostu nie da się opisać... Mam nadzieję, że karma do nich wróci.

#fAIk0

Historia sprzed 20 lat. Miałam wtedy lat 12 i wpadłam w oko 18-letniemu chłopakowi. On (dajmy na to Piotrek) przyjechał z przyjaciółmi na wakacje do mojej miejscowości. Moi rodzice pozwalali mi się z nimi spotykać, bo zawsze był z nami ktoś z dorosłych i dziewczyny w moim wieku.

Któregoś wieczora spotkaliśmy się grupą w garażu i tam śpiewaliśmy razem piosenki przy akompaniamencie gitary. Nie piliśmy alkoholu ani nic z tych rzeczy. Robiło się już późno i chciałam wrócić do domu. Wyszłam, a Piotrek wyszedł za mną. Pamiętam, że zapytał, czy nie jest mi zimno, czy mnie nie przytulić, czy nie chciałabym zostać. Na wszystkie pytania odpowiedziałam przecząco. A potem powiedział coś, co mnie wystraszyło. Tak bardzo, że od razu pobiegłam do domu i pierwszy raz w życiu szukałam tabletek uspokajających. W nocy nie mogłam zasnąć. Bałam się.

Rano wstałam i nie pamiętałam co takiego powiedział Piotrek, że tak bardzo mnie  to przestraszyło. Tego dnia go widziałam, a on zapytał, czy myślałam już nad tym, co mi powiedział. A ja nic nie pamiętałam. I nigdy sobie nie przypomniałam....

Mam ponad 30 lat i nigdy nie przydarzyło mi się nic podobnego. Nie wiem, jak to wytłumaczyć. Mój mózg wykasował kilkanaście minut mojego życia. Ktoś z Was przeżył coś podobnego?

#rlOVr

Mam kuzynkę od strony taty, która ma trójkę dzieci (dwie dziewczynki i chłopiec) i wraz z mężem wychowują je dość dziwnie. Muszę wspomnieć na wstępie, że to "postępowa" i "nowoczesna" rodzina, czyli jedzenie tylko zdrowe, z lokalnych upraw, jakieś przepisy nie wiadomo skąd, wino tylko wytrawne, piwo z lokalnych browarów, nasiona goi i inne pierdoły. Dzieci natomiast mogą bawić się zabawkami, że tak powiem, "naturalnymi", czyli tylko pluszaki na wzór prawdziwych zwierząt, żadnych postaci z bajek czy czegokolwiek. I dzieciaczki nie mogą oglądać ani bawić się rzeczami typu Hello Kitty, kucyki pony czy Atomówki, bo jak twierdzi kuzynka z mężem - mają ukryte szatańskie przesłanie i nakłaniają do pedofilii i masturbacji (nie muszę dodawać, że są religijni tak do bólu, że to aż śmieszne).

Dzieci kuzynki nie potrafią się bawić same, tylko jeden z rodziców musi z nimi być, bo pilnują ich jak oka w głowie. Mimo to nie zwracałam na to większej uwagi, bo z rodziną żyjemy w zgodzie i nie wtrącałam się w to co się tam dzieje. Do pewnego dnia...

Poznałam chłopaka, dajmy mu imię Michał, przystojny, inteligentny, uprawia sport, bardzo miły, traktował mnie jak księżniczkę. Zaczęliśmy się spotykać, byliśmy ze sobą może miesiąc i akurat ta kuzynka zaprosiła nas na urodziny jednej z dziewczynek. Michał bardzo przejęty, że pozna moją rodzinę, bardzo się starał, żeby fajnie wyglądać, pojechał w dzień imprezy na zakupy i umówiliśmy się, że przyjedzie na miejsce, czyli do domu kuzynki. Nie wspominałam mu nic o tym, jak to tam wygląda, bałam się, że się przestraszy albo nie będzie chciał przyjeżdżać, aczkolwiek nie przewidziałam pewnych rzeczy...

Impreza, wszyscy już są, prezenty, życzenia, a ja czekam na mojego lubego. Dzwoni, że już jest, schodzę i widzę mojego Michała, pięknie ubranego, z wielkim, ogromnym konikiem pony w ręce. Ja ciśnienie 2000, bo wiedziałam, że to się kuzynce nie spodoba, ale stwierdziłam, że chyba mają tyle wyrozumiałości żeby wiedzieć, że chłopak nie wiedział, chciał dobrze, starał się itd. Ale nie...

Michał tylko wszedł przez próg z tym kucykiem i rozpoczął się LINCZ! Tak, nie przesadzam, LINCZ! Mój chłopak usłyszał, że pewnie jest pedofilem, ateistą, najgorszym sku*ysynem i ma się tu więcej nie pokazywać. Najgorsze jest to, że chorej psychicznie kuzynce wtórowała połowa rodziny. Mój Michał został wyrzucony za drzwi.

Poszłam za nim ja i moi rodzice, którzy bardzo przepraszali, bo wiedzieli, że Michał to wspaniały facet. Z tamtą rodziną nie rozmawiamy, a z Michałem jesteśmy ze sobą już rok, bardzo szczęśliwi.

PS Moja "nowoczesna" kuzyneczko, jeśli to czytasz to wiedz, że jesteś po prostu pi*dolnięta ;)

#TE7Gv

Kilka miesięcy temu wraz z siostrą dowiedziałyśmy się, że nasz tata zdradza mamę. Jak najszybciej poinformowałyśmy ją o tym, a po pierwszym szoku wspólnie doszłyśmy do wniosku, że najlepiej będzie przez jakiś czas nie wyjawiać mu, że wiemy o jego romansie. Niestety mama po jakichś 3 dniach nie wytrzymała i wygarnęła mu, co o nim myśli. Tata zrobił awanturę, nie przyznając się do winy. Kilka tygodni napięcia i awantur w domu skończyło się tym, że tata nie odzywał się ani do mnie, ani do mamy, jednak z siostrą rozmawiał, jakby nigdy nic. Gdy wyjeżdżał z domu na dłużej z powodu spraw służbowych, do siostry dzwonił codziennie, po kilka razy. Do mnie nie. Proponował jej wspólne spędzanie czasu, przejażdżki rowerem, ale mnie nadal miał głęboko w poważaniu. Udawałam, że mnie to nie rusza, a w rzeczywistości moje serce pękało z każdym dniem na coraz mniejsze części.
Kilka dni temu gdy wrócił z pracy, zabrał swoje rzeczy, po czym spojrzał na moją siostrę ze łzami w oczach, mówiąc, że ją kocha. Na mnie nawet na moment nie zatrzymał wzroku. Zabolało mnie to, choć do dziś udaję, że mnie to nie ruszyło.

Dla jasności - nie piszę tego tu, aby ludzie mi teraz współczuli, bo nie jestem pierwszą osobą w takiej sytuacji. Po prostu liczę na to, że to wyznanie będzie dla mnie jakąś choć trochę skuteczną formą terapii i chcę się skierować do osób, które czują, że są gorsze od swojego rodzeństwa, rówieśników czy kogokolwiek innego. Jeśli czujecie, że wasi rodzice faworyzują wasze rodzeństwo, nie przesadzacie. Najprawdopodobniej rzeczywiście traktują was gorzej. Ja też od dawna czułam, że tata kocha dużo bardziej moją siostrę, a mnie tak naprawdę wcale. Wmawiał mi, że równą miłością darzy nas obie. Niestety właśnie w takich sytuacjach prawda wychodzi na jaw...

#VJQmk

Opiszę coś, co przywróciło mi wiarę w ludzi. Nic specjalnego... ale jednak.

Pewnego wieczoru, jak zazwyczaj bywało, wracałem w kompletnej ciemności przez ulicę, przy której znajdowały się fabryki i magazyny. Od czasu do czasu przejeżdżał samochód. Widząc jakikolwiek pojazd schodziłem z drogi, gdyż wiedziałem, że kierowcy nie zauważą mnie. Tego konkretnego dnia miałem paskudny humor, lekki dołek. Nagle spostrzegłem, że jakiś samochód zatrzymał się. Pomyślałem, że zaraz wypadnie kilku "chłopaków" i dzień stanie się jeszcze gorszy. Ktoś wysiadł, ale była to kobieta, raczej niedużo starsza ode mnie. Ruszyła szybkim, pewnym krokiem w moją stronę. Nie obchodziło mnie specjalnie jakiej jest płci, tylko powód, dla którego idzie w moją stronę. Nie myśląc zbyt wiele zacisnąłem prawą pięść i przygotowałem się do wyprowadzenia ew. ciosu. A ona wręcz doskoczyła do mnie, uśmiechnęła się, powiedziała "Nie bój się" i "Pokaż lewą rękę", następnie uderzyła mnie paskiem odblaskowym, dzięki czemu owinął mi się wokół ręki. Dodała jeszcze "Uważaj na siebie i noś odblaski", po czym wsiadła do auta i odjechała.

Wiem, że sam powinienem mieć odblask, no ale akurat go nie miałem, a musiałem iść taką, a nie inną drogą. Nikt na mnie się nie wydarł, tylko ktoś zrozumiał i pomógł. No i polepszył humor na kilka dobrych dni :)

#ROE39

Szczerość dzieci bywa czasem „bolesna”.

Dziś rano mój starszy syn, podczas śniadania, słuszne zauważył, że naszemu psu przydałoby się zrzucić parę kilogramów, bo ostatnio wygląda na mocno spuchniętego. „On jest gruby!” – rzekł. „Musimy mu dawać mniej jedzenia!” – dodał. Usłyszawszy te słowa, odezwało się moje młodsze, 4-letnie dziecię: „Nasza mama też jest gruba, a mimo to nadal dajemy jej jedzenie!”.

Jeszcze nigdy nikt mnie tak nie upokorzył...

#eHZ9u

Wychowywałam się na małej wsi. Jak działo się coś ciekawego, to wszystkie dzieciaki zauważały to w mgnieniu oka.
A świeżo postawionej budki telefonicznej nie można przeoczyć. A tym bardziej nie przetestować. Standardowy telefon próbny na policję został zaliczony przez największego kozaka, ale gdy tylko ktoś odebrał, wszyscy rozbiegli się po domach jak poparzeni. Budka szybko wpisała się po prostu w krajobraz wsi i generalnie stała niezauważana. Ale był jeden namiętny użytkownik tej budki. Ja.

Miałam może 9-10 lat, ale że budka stała parę kroków od mojego domu, to przynajmniej parę razy dziennie z niej korzystałam.
Nie wiem co miałam w głowie, ale dzwoniłam na bezpłatne infolinie, a po czasie szczególnie molestowałam jedną z nich.
Infolinię tamponów OB.
Nie wiem nawet skąd znałam numer! Ale codziennie, uparcie wymyślałam coraz to inne scenariusze, żeby tylko ktoś dał się nabrać. I wyobraźcie sobie teraz takiego dzieciaka co moduluje głos, żeby brzmieć jak mężczyzna i gada rzeczy typu "Hmmm, dzień dobry, chciałbym kupić mojej żonie tampony na urodziny, ale nie wiem jakie".

Pozdrawiam wszystkich konsultantów tej infolinii, którzy pracowali tam ok. 15 lat wstecz! Ja bawiłam się świetnie, ale z tego co słyszałam, to wy nie za bardzo :<

#BCfhX

Opowieść o tym, jak zostałem gwałcicielem.

Z moją lubą mieliśmy dość intensywny czerwiec. U mnie w pracy nawał zleceń plus wyjazdy służbowe w takie fascynujące miejsca jak fabryka okien lub fabryka trumien (sic!). U niej praca plus sesja. Choć mieszkamy razem, to mijaliśmy się tylko: ja wracałem do domu praktycznie tylko żeby umyć się i przespać; ona ślęczała po nocach zakuwając i kończąc projekty. O żadnych amorach nie było mowy. Oboje czekaliśmy z wytęsknieniem na tygodniowy wspólny wyjazd nad morze, na który mieliśmy wyjechać jak tylko sesja się skończy. Czasami rozmawialiśmy o tym, jak na tym wyjeździe w końcu sobie odbijemy ostatnie trudy.

Nadszedł w końcu dzień wyjazdu. Prowadziłem samochód trochę na autopilocie, bo cały czas myślałem tylko o jednym. Dojechaliśmy po sześciu godzinach spoceni jak bure myszy, więc gdy tylko dostaliśmy klucze do pokoju (klimatyzowanego! alleluja!), zaproponowałem lubej wspólny prysznic. Pod prysznicem natychmiast zacząłem się do niej dobierać. Luba nie wykazywała specjalnego entuzjazmu, ale nie też stawiała oporu, była po prostu bierna. Ja natomiast byłem strasznie napalony i parłem do przodu, nie zwracając uwagi na subtelne sygnały. Zorientowałem się, że coś jest nie tak dopiero kiedy po wejściu poczułem trudność w poruszaniu. Natychmiast przerwałem akcję i mówię: "Ej, ale ty w ogóle nie jesteś podniecona!", na co ona: "No właśnie, nie jestem, a ty mnie tu gwałcisz!". Ja odparłem: "Przepraszam, myślałem, że też masz ochotę, a nic nie mówiłaś". Ona zaczęła opowiadać, że z tym gwałtem to nie żart i takie zdawkowe przeprosiny to za mało. Ja na to, że po pierwsze, jeśli nie miała ochoty, to mogła się odezwać, a po drugie, gdyby naprawdę uważała, że została zgwałcona, to nie dyskutowałaby ze mną o tym, tylko uciekała i dzwoniła na policję. Atmosfera zrobiła się ciężka jak siekiera. Powiedziałem, że muszę trochę ochłonąć i wyszedłem. Kiedy wróciłem, nie było jej w pokoju. Wróciła późno w nocy, bez słowa położyła się na kanapie przed telewizorem i usnęła.

Resztę wyjazdu spędziliśmy w podłych nastrojach. Ona twierdziła, że mam się przyznać do gwałtu, uświadomić sobie, że mam problem i iść na terapię. Ja mówiłem, że przepraszam ją za brak wrażliwości i egoizm w tamtym momencie, ale do gwałtu się nie przyznaję, bo w takim wypadku powinienem sam siebie zadenuncjować na policję. Chodziliśmy razem na plażę, byliśmy razem na spływie kajakowym i nawet na lokalnej dyskotece, ale cały czas byliśmy naburmuszeni na siebie. Oczywiście o żadnej intymności nie było mowy: spaliśmy oddzielnie, raz ja na kanapie, a ona na łóżku, raz odwrotnie.

Po powrocie sytuacja się nie zmieniła. Dalej mieszkamy razem, ale sypiamy oddzielnie i luba nie chce ze mną rozmawiać, dopóki się nie przyznam.

A wy jak myślicie? Naprawdę jestem gwałcicielem?
Dodaj anonimowe wyznanie