#qGvYT

Parę lat temu po raz pierwszy w życiu wypiłem spora ilość alkoholu, miałem może 15 lat, pojechałem do znajomego i naprulismy się tzw bimbrem, plus woda brzozowa. Szybko mnie dopadło, zaczęło mi się kręcić w głowie i po jakimś czasie urwał mi się film.


Obudziłem się w domu, okazało się, że nie mogli mnie dobudzić, cały byłem w wymiocinach, a do domu co dowiedziałem się później przywiózł mnie sąsiad bo akurat był w okolicy, jak było do przewidzenia dostałem szlaban na wychodzenie z domu itp, kumpel lepiej to zniósł, nie wypił tyle co ja, więc tylko ja zaliczyłem zgon.


Nie mam się czym chwalić, byłem młody, głupi, i naiwny, bo przecież po jednym nic ci nie będzie, było jeszcze wiele takich historii w moim życiu ale na szczęście nauczyłem się odmawiać i już nie pije od dobrych kilku lat, ani kropli, większość ludzi patrzy się jak na debila jak odmawiam ale olewam to, wolę być trzeźwy i niech tak już zostanie.
Waniliowabeza Odpowiedz

Mam dobrą koleżankę która nie pije na imprezach, albo pije minimum. Dlaczego? się pytaja inni, ona odpowiada zawsze, że choruje bardzo po alkoholu. Prawda jest taka, że alkohol ściąga jej majtki, normalnie wychodzi z niej taka napalona łajza, że wstyd. Dlatego w towarzystwie męskim potwierdzam zawsze jej "chorobę" :)

Odpowiedzi (4)
maIasarenka Odpowiedz

Na szczęście poszedłeś po rozum do głowy. Gratuluję konsekwencji w swojej obecnej postawie.

Zobacz więcej komentarzy (8)

#drRwP

Może to nie jest jakieś super wyznanie, ale dręczy mnie to, co jakiś czas i jestem ciekawa ilu z was tak ma...
Panicznie boję się śmierci.

Mam 27 lat, a pierwsze moje schizy zaczęły się już w zerówce. wychodzi to samo z sobie, że nagle zaczynam dogłębnie rozmyślać co to będzie, jak to będzie, czemu tak jest i w ogóle. czy po śmierci całą wieczność czarno,ciemno, wieczny sen? Dochodzi do tego, że emocje są takie silne, że zaczynam płakać i boję się zasnąć. 

Dodam, że wierzę w jakąś energię, która zostaje po śmierci (duchy), ale za cholerę nie mogę uwierzyć w tak zwane " niebo".
Proszę powiedzcie, że nie wariuje.
Caldas Odpowiedz

To nic takiego, ot po prostu wszystko się wyłącza, gaśnie światło i cała reszta to już nie twój problem. Zresztą kiedyś każdego to czeka.

Retiro Odpowiedz

A czy boisz się tego co było przed Twoimi narodzinami? Po śmierci będzie tak samo jak wtedy :) Poza tym za każdym razem jak zasypiasz to wyłącza się Twoja świadomość, więc to tak samo jakby umrzeć. Nic w tym złego :) Złe jest cierpienie, choroba, niedołężność, ból. Sama śmierć jest neutralna.

Odpowiedzi (2)
Zobacz więcej komentarzy (20)

#dE6ke

Teraz mnie zjecie. Piszcie co chcecie, na pewno się tu zaraz gównoburza rozpęta ale mam to w poważaniu. Złapałaś faceta na dziecko po paru miesiącach znajomości? Gratuluję i powodzenia życzę.


Ciekawe jak szczęśliwi za kilka lat będziecie. Gdy miałam 20 lat myślałam, że w wieku 30 lat będę miała męża i dwójkę dzieci i wiesz co? Mam 35 i jestem bezdzietną panną bo w życiu nie pomyślałabym, żeby wyrabiać faceta w dziecko.
 
Co w tym anonimowe? Już naprawdę nie wiem czy mi żal tych "madek" czy mnie samej.
PaniPanda Odpowiedz

Za napisanie "piście" zamiast "piszcie", "na prawdę" zamiast "naprawdę" w wieku 35 lat powinno być Ci siebie żal.

Odpowiedzi (3)
HellBlazer Odpowiedz

Uau. Jesteś taka wyjątkowa. Nikt nie ma takiego zdania jak Ty. Ludzie w ogóle to się chwalą jak to kogoś na dzieciaka złapali, a reszta świata im gratuluje. Osobiście byłem świadkiem takiego zdarzenia. Wstyd, że każdy chwali takie zachowania. W życiu nie słyszałem tego co właśnie napisałaś. Jesteś prawdziwym krzewicielem idei. Jezus ponownie zstąpi na Ziemię, by zostać Twoim uczeniem.
Bawi mnie to, że uważasz, że jesteś sama, bo nikogo na dzieciaka nie złapałaś. Wiesz, że zdecydowana większość ludzi tworzy związki i rodziny w normalny sposób i bez żałosnych podstępów, tak? Wiesz też, że są pary bez dzieci, bo zwyczajnie ich nie chcą?

Oddam Ci jednak trochę szacunku, bo naprawdę Ci współczuję jeśli uważasz, że jedynym sposobem w jaki możesz kogoś przy sobie zatrzymać jest dziecko. Pokazuje mi to Ciebie jako kogoś naprawdę bardzo smutnego.
Liczę, że zmądrzejesz na tej socjologicznej płaszczyźnie i znajdziesz kogoś kto Cię będzie kochał bez dzieci.

Odpowiedzi (1)
Zobacz więcej komentarzy (23)

#VDtn8

Chciałbym się w z wami podzielić pewnymi przemyśleniami.
Otóż boję się co będzie za kilka, kilkanaście lat.
Konkretnie chodzi o to że nie potrafię mieć jakiegoś zajęcia na dłuższy okres. Nie rozumiem ludzi którzy większą część swojego życia poświęcili na pracę w jednej i tej samej firmie. Rozumiem jak by to była praca która kogoś ciągle uczy czegoś nowego i fascynującego, ale w większości firm w których byłem to ludzie pracujący są, że tak powiem zmęczeni życiem i pracującym aby tylko odwalić te osiem godzin w ciągu dnia.


Ja tak nie potrafię, na samą myśl jak myślę, że mam iść do pracy i pracować z ludźmi którzy mają na wszystko wywalone to aż mnie krew zalewa.
Najgorsze w tym wszystkim jest to, że jedna z takich osób mnie szkoli na maszyny cnc, a nie ukrywam za jakiś czas mam egzamin.

Rozumiem, że ludzie mają dzieci, różne rzeczy przeżyli, wypalenie zawodowe.... można by tak wymieniać i wymieniać, ale nie wyobrażam sobie tak żyć i pracować. Zmieniłem już wiele razy pracę i w każdej pracy wykonywałem inny zawód.
Zawsze starałem się zmieniać pracę na lepiej płatną a i bardziej wymagającą bo tylko w tedy, gdy miałem dużo obowiązków czułem, że robię coś przynajmniej przydatnego dla danej firmy.

Nie jakieś denne klepanie non stop tego samego przez osiem godzin, a chęć pokazania się z jak najlepszej strony.
Oczywiście nie mam zamiaru nikogo obrażać, niech każdy sobie żyje i robi co chce, byleby nie wchodził i nie zawadzał innym, ale mam jedno pytanie do was ludzi... czym się kierujecie? Nie macie żadnych planów, ambicji, chęci dążenia do czegoś w życiu?
Pytam się bo ci ludzie którzy zachowują się w taki sposób, próbują, a nawet mówią innym co mają robić i jak mają żyć, a sami nie wiele od siebie dają, tkwią w jednym miejscu przez większość życia a w wieku 40 lat budzą się z ręką w nocniku i mówią cyt. Chyba przegrałem swoje życie.

No stary... skoro mówisz to dopiero w tym wieku to szacun.
Dodam że denerwuje mnie nasze społeczeństwo, potrafimy tylko dużo stękać, mało robić i najlepiej zarabiać nie wiadomo ile, a na dodatek blokujemy rozwoje młodym ambitnym osobom.

Później nie dziwota, że nie młodych ambitnych osób do pracy. Nic dziwnego, że stąd uciekają, a uciekają do ludzi gdzie ich chociaż będą szanować.
Esamip Odpowiedz

Nie dla każdego praca jaką wykonuje jest super istotna. Są ludzie, którzy lubią stabilizację i „nudę” w życiu. Są też tacy, którzy pracują tylko po to, by zarabiać pieniądze i swoje ambicje i cele osiągać w innym miejscu. Inni chcą tylko przetrwać do pierwszego, bo mają rożne problemy i zobowiązania. Nie nakręcaj się tak i oddychaj. Każdy ma prawo robić co i jak chce.
Jeśli jesteś dupkiem dla innych i traktujesz starszych pracowników z góry (a po tym wpisie widać, że może tak być, bo uważasz się za wyjątkowy i ambitny egzemplarz), to nie dziw się, że mają Cie gdzieś.

Odpowiedzi (1)
WendyWu Odpowiedz

Trochę pieprzenie. Nie wiem, ile masz lat, pewnie jesteś jeszcze młody i bez zobowiązań, ale kiedy stuka ci pewien wiek, masz rodzinę na utrzymaniu, kredyt mieszkaniowy i całą resztę, to naprawdę człowiek nie ma ochoty rzucać się na głęboką wodę i rezygnować z pracy. Nie każdego na to stać. Poza tym co z tego, że w Pracy siedzą tylko po to, żeby odsiedzieć swoje i zacząć prawdziwe życie w czasie wolnym. Nie wiesz, czy po 8h w korporacji nie idą na zajęcia taneczne, bo kochają tańczyć, albo nie planują egzotycznej podróży czy nie piszą książki, która za parę lat będzie bestsellerem. Nie znasz ich, więc przestań nosić dupę tak wysoko, bo nie jesteś lepszy. A co do tego że ciągle pracowałeś w innym zawodzie, wnioskuję, że nie masz żadnego większego doświadczeniami czy wyuczonego zawodu.
Jakbym całe życie mogła liczyć tylko na pracę w sklepie albo na maszynie, też bym pewnie miała większą możliwość zmiany, niż mając zajebiście dobrze płatną pracę .. no jakąkokwiek dobrze płatną.

Zobacz więcej komentarzy (16)

#eoMAT

Zrobiłam się straszenie wrażliwa.
Wcześniej pracowałam jako ratownik medyczny, okropne widoki, krew dookoła, czy śmierć. nie ruszyło mnie to. Byłam także w wojsku rezerwy, strzelanie czy wybuchy granatów, spoko. Gdy wyszłam za mąż, moje życie zmieniło się. Zmiana pracy, kraju to nic... Ale przez 5 lat miałam okropnie dużo stresu, które mój mąż nam dostarczał. nie wszystko z jego winy bo rodziny nie wybiera się. Nagłe wydatki czy katastrofa za katastrofą zdarza się. Czasem miałam wrażenie, że to klątwa.

Od jakiegoś czasu zaczęło robić się stabilnie, ale ja zrobiłam się wrażliwe przez te ciężkie dla Nas 5 lat. Jak czuje okropny stres (nawet mały) czy strach, zbiera mi się na wymioty (i po prostu zwracam danie). Nie zbyt chce wchodzić w interakcje z ludźmi. Boje się nawet wsiąść za kółko mimo, że jestem dobrym kierowcą i nigdy nie zarysowałam auta. 


Szybciej denerwuje się. Mąż jest na to odporny, gdyż nie miał łatwo w życiu jako dzieciak i nastolatek. Dba o mnie i dzieci. Ja staram się i go wspierać by nie czuł, że jest sam. Jego emocje też liczą się i ma prawo mieć dołek jak każdy oraz dostać wsparcia. Tak, wiem wspieramy się, ale co z tego? Nie zmienia to faktu, że ja sama nie daje rady. Czuje się zagubiona.
HellBlazer Odpowiedz

Zadajesz sobie sprawę, że brak reakcji na widok krwi czy rzucanie grantami na poligonie nijak się ma do emocjonalnej wrażliwości, tak? Jeśli mam być szczery to bardzo prymitywne i stereotypowe myślenie wzięte rodem z filmów z lat '90, w których Jean Clode nie płakał po pokonaniu 50 przeciwników kopniakiem z półobrotu.
Możesz płakać mając dwa metry wzrostu i walczyć na frontach gołymi rękami wyrywając ludziom kręgosłupy z ciała.

Pisowskipeowiec12365 Odpowiedz

To chyba nerwica

Zobacz więcej komentarzy (3)

#E2ccU

Jestem w drugiej klasie ogólniaka i mam 17 lat. Po bierzmowaniu miałam zrezygnować z lekcji religii, ale ja, tak samo jak ogromna część uczniów z mojego liceum, ze względu na świetnego księdza zostaliśmy. Jest to świetny człowiek, bardzo zabawny, miły, serdeczny i pomocny. W dodatku bardzo otwarty. Każdy w naszej szkole go zna i każdy go lubi, chyba nie da się inaczej. Ksiądz ma też wachlarz zainteresowań. Jednym z nich jest poezja. Gość tworzy swoje wiersze i dodaje je na stronę dla poetów w internecie. Tak się składa, że ja także bardzo lubię poezję, jednak nie sądzę, że mam talent, raczej wolę czasami coś poczytać.

Pewnego dnia wdałam się z księdzem w rozmowę, właśnie o poezji. Od słowa do słowa, ksiądz się pochwalił swoim kontem i ilością polubień pod tekstami. Zwykła rozmowa, z czasem o tym zapomniałam. Przyszły ferie, wyjechałam na tydzień do babci. Dzień spędzałam z nią, jednak babcia chodziła spać bardzo wcześnie i wieczorami strasznie mi się nudziło. Przypomniała mi się ta strona i postanowiłam założyć konto. Dodałam jakiś wiersz, który kiedyś napisałam, poczytałam wiersze innych i wyszłam. Następnego dnia zauważyłam kilka komentarzy i jedną wiadomość prywatną. Zwykły small talk typu: co słychać itp. przemienił się w dłuższą rozmowę. Nie zdawałam sobie sprawy z kim piszę. Z czasem mężczyzna zaczął mi się zwierzać, zahaczając o tematy natury seksualnej itp. Opisywał także swoje partnerki, często wspominał o swoich imprezach. Nie rozumiałam zbytnio dlaczego to pisze, ale nie przeszkadzało mi to zbytnio i odpisywałam mu na te wiadomości z czystej nudy. Trwało to całe ferie i kilka tygodni po powrocie do szkoły.

Pewnego dnia zauważyłam na fotelu na korytarzu naszego księdza. Fotele ustawione są tworząc taki kącik wypoczynkowy i jeden z nich jest odwrócony tyłem do korytarza. Ksiądz wpatrywał się w telefon. Zauważyłam jego zdjęcie profilowe, które widać na górze przez cały czas, jak korzysta się z aplikacji.
No cóż... Okazało się, że znam szczegóły jego pożycia z jedną z nauczycielek (jak później wywnioskowałam po połączeniu faktów). Wypisałam się z religii, usunęłam konto na stronie. Czuję się z tym okropnie i mam nadzieję, że chłop to sobie wymyślił.
PannaZmarsa Odpowiedz

wiesz kto sobie coś wymyślił?
ty tą historię.

Odpowiedzi (1)
JMoriarty Odpowiedz

Conaniej od 20 lat nikt już nie mówi "ogólniak". Jak chcesz zmyślać doinformuj się wcześniej.

Odpowiedzi (12)
Zobacz więcej komentarzy (5)

#kH8CW

Kiedyś na Anonimowych przeczytałam wyznanie chłopaka, który miał przyjaciela i po kilku latach okazało się, że ten przyjaciel nigdy nie istniał, a autor cierpiał na chorobę psychiczną.
Niby to było zwykle wyznanie, ale niestety od czasów przeczytania tego wyznania obawiam się, że moi przyjaciele albo rodzina nie istnieją, a ja nawet nie zdaję sobie z tego sprawy.
Wychodzę do baru z kolegą i jak tylko ktoś się krzywo popatrzy, to od razu myślę, że siedzę sama i rozmawiam ze sobą.
Czasami mam wrażenie, że właśnie różne rzeczy lub ludzie nie istnieją i tylko ja je widzę.
HellBlazer Odpowiedz

Prowadzisz normalne życie? Pytam o znajomych, rodzinę itp.
Jeśli tak to Cię uspokoję, bo gdybyś miała schizofrenię to ktoś by to zauważył.
Od razu dodam, że absolutnie nie da się nie zauważyć tego, że Twój znajomy rozmawia z kimś kogo nie ma jakby co. Naprawdę.
Mam nadzieję, że pomogłem.

Ostrzenozeinozyczki Odpowiedz

Mój kolega po mefedronie miał taką sytuację. Sam wsypał w siebie sztukę na raz w galerii handlowej i ubzdurało mu się, że rozmawia ze mną i jeszcze jednym naszym kumplem. I nagle mu zniknęliśmy a on nas szukał. Później jak faktycznie się z nami widział to dostawał paranoi, że nas może nie być, ciągle nas prosił "tylko mi nie zniknijcie !". Co to gówno robi ludziom z głowy...

Odpowiedzi (10)
Zobacz więcej komentarzy (10)

#86b1y

Jestem osobą uzależnioną od hazardu. Wiele w swoim życiu przez to straciłem. Tylko nerwy, utrata znajomych i pieniędzy. Obecnie wygląda na to, że tracę również rodzinę (partnerkę, z którą mam małego synka). Niejednokrotnie oszukiwałem, znowu zaczynałem grać I zawodziłem wszystkich dookoła. Mimo że wiele razy to powtarzałem, to chce spróbować raz jeszcze, chce skończyć z hazardem raz na zawsze.


Obecnie jestem "czysty" niecałe pół roku. Od kobiety usłyszałem, że mnie kocha ale już nie ufa. Byliśmy wspólnie 4,5 roku. Pełne chwil dobrych I złych (które często wynikały z hazardu, braku zainteresowania z mojej strony). Chyba pierwszy raz w życiu dostałem aż takiego kopniaka odkąd nie jesteśmy razem (około 2-3 msc).


Bardzo ją kocham, naprawdę pragnę jeszcze raz wszystko spróbować naprawić. Ale czy jestem w stanie odbudować zaufanie? Może ktoś był/Jest w takim związku? Może ktoś poradzi w jaki sposób, co robić żeby krok po kroczku budować wszystko na nowo. Wiem, że jej strach przed przyszłością, przed tym czy znowu nie zagram, jest ogromny. Ale naprawdę chce to zmienić...
Anonimowy Hazardzista.
HellBlazer Odpowiedz

Pomogę Ci jednym słowem : Konsekwencja.

Dam Ci też inną radę : Nigdy nie pytaj o zdanie w tak ważnej kwestii ludzi znających Twoją sytuację z tak krótkiego i jednostronnego opisu. Serio. To głupie i może prowadzić do złych decyzji. Każdy ma inne relacje nawet pomimo kilku podobieństw.

Więc wracając. Bądź konsekwentny w tym co robisz i się staraj, a wszystko będzie dobrze.

ananas1ek Odpowiedz

To ja Ci powiem z mojej perspektywy: jest człowiek który zawiódł moje zaufanie do tego stopnia, że nie chce mieć z nim żadnego kontaktu. Jeśli ta dziewczyna chce jeszcze z Tobą gadać to możliwe że jest jakaś nadzieja, ale nie będzie to trwało kilka miesięcy - to mogą być długie lata ciężkiej pracy.
Przypominam że macie razem dziecko, więc możliwe, że rozmawia z Tobą tylko z tego powodu powodu, przemysł to.
Po za tym, tak, konsekwencją. Brak małych klamstewek, zapominania. Gdy mówisz że wyniesiesz śmieci to masz je wynieść a nie zapomnieć. Tu mniej oznacza więcej - mniej mówić a więcej robić. To czyny są ważne a nie słowa.

Zobacz więcej komentarzy (5)

#1IsmF

Zostałam wielokrotnie zgwałcona. Przez różne osoby. Może to moja własna głupota, może niewiarygodny pech, tego nie rozgryzłam.

Pierwsza sytuacja miała miejsce gdy miałam ok. 10 lat. Brat mojej koleżanki, na co dzień mieszkający w internacie w innym mieście stwierdził, że genialnym pomysłem będzie podanie mi i mojej koleżance alkoholu. Jako głupie dziecko, chcące zaimponować starszej osobie, wzięłam potężnego łyka wódki smakowej. Resztę pamiętam jak przez mgłę - okropny ból, zawroty głowy i było mi strasznie niedobrze. Nie rozumiałam co się stało, jedynie solidny opiepsz od mamy, że czuć ode mnie alkohol.

Druga sytuacja miała miejsce, gdy miałam ok. 13 lat. W międzyczasie wpadłam w nieciekawe towarzystwo i picie alkoholu było dla mnie normą. Był 1 stycznia, po sylwestrowej imprezie zostało nam trochę szampana i wódki, więc zaprosiłam swojego najlepszego przyjaciela na kontynuacje imprezy. Wpadł do mnie ze swoim kolegą, trochę wypiliśmy i dość szybko skończyliśmy zabawę. Gdy wyszli X zadzwonił do mnie, że jego kolega zapomniał telefonu i zaraz po niego przyjdzie, ale sam, bo rodzice X się niecierpliwią i musi szybko wracać do domu (jego rodzice byli dość specyficzni, powrót o danej godzinie lub jak zadzwonią albo szlaban, dlatego rozumiałam sytuację). Chwilę później przyjaciel X już był pod moimi drzwiami. Otworzyłam, aby oddać mu telefon, a on szarpnął drzwi i wtargnął do środka. W skrócie: zrobił co chciał, zabrał telefon i wyszedł. X opowiedziałam o tym dopiero, gdy on sam pokłócił się z tym kolegą. Wtedy zaczęło się piekło. X był po mojej stronie, jego kolega natomiast rozpowiedział w całym miasteczku, że sama tego chciałam a teraz oczerniam go bo "dostałam kosza". Był osobą dość popularną, to jemu wszyscy uwierzyli, a ja miałam zrujnowaną opinię przez kilka lat.

Kolejna sytuacja miała miejsce kilka lat później na imprezie, na którą zabrała mnie przyjaciółka. Nikogo oprócz niej tam nie znałam. Impreza miała miejsce w ogromnym domu jednego z jej znajomych. Y na chwilę i zniknęła, prawdopodobnie na "parkiecie". Dosiadło się wtedy do mnie 2 chłopaków. Przedstawili się, pogadali o pierdołach. Zapytałam ich, czy nie wiedzą, gdzie jest łazienka, a oni stwierdzili, że mnie zaprowadzą. Poszliśmy na górę, pokazali mi drzwi. Gdy już miałam łapać za klamkę, we 3 (dołączył do nich jeszcze jeden kolega) wepchnęli mnie do pokoju obok łazienki. Tym razem we 3 "zrobili co chcieli" i zostawili mnie tam. Nikt nie słyszał gdy krzyczałam - prawdopodobnie przez muzykę, lub to, że podobno ta część domu była "zamknięta" dla imprezowiczów. Gdy ogarnęłam się poszłam prosto do wyjścia. Przyjaciółce powiedziałam, że źle się czuję ponieważ właśnie zaczął mi się okres. O nic więcej nie pytała a ja wróciłam do domu. Opowiedziałam jej o tym następnego dnia. Reszta w kom.
DisabledBunny Odpowiedz

W życiu nie czytałam takiej bajeczki. Zgwałciło cię łącznie 8 osób a ty myślisz sobie w trakcie gwałtu "Ehhh znowu". Po czym wracasz do normalnego życia jak gdyby nigdy nic. Kiedy te koronaferie się skończą

Odpowiedzi (4)
KlaraBarbara Odpowiedz

Hej, naprawdę złe rzeczy Cię spotkały, ale jesteś strasznie głupia. Chodzisz na imprezy, pijesz na nich alkohol, mimo, że wiesz jak się to może skończyć. Nie organizujesz sobie obstawy. I nie zgłaszasz tego. Współczucie i tp, ale jesteś bardzo głupia i mam nadzieję, że kiedyś się ogrniesz

Odpowiedzi (23)
Zobacz więcej komentarzy (23)

#e4Ex5

Napiszę o czymś, co przez przypadek odkryłem, ma to związek z najważniejszą mi osobą, nie wiem czy dobrze zrozumiałem, co miała myśli pisząc do 2giej osoby. Do rzeczy.

Otóż przed rozpoczęciem pandemii spędzałem dzień ze swoją kobietą u mnie na mieszkaniu, następnego dnia pojechała, i tak już się nie widzimy około 2 tygodnie w związku z pandemią itd. Wczoraj chciałem poszperać na fb co nowego z nudów, i oho: nie wylogowała się z fb.

Pewnie jak się już domyślacie to, co zrobiłem było paskudne i niedopuszczalne:
wszedłem w jej wiadomości.

Znalazłem konwersację z jej koleżanką, w której koleżanka żaliła się na byłego, że dalej go chce itd., oraz jak ją zdradził na jakimś melanżu z inną. Na koniec rzuciła tekstem: ciekawe czy czuje do siebie wstręt po tym, co zrobił. Odpowiedź mojej kobiety jest następująca:

Ja parę razy do siebie czułam po grubym melanżu, potem mi przeszło. Ciężkie jest życie po twardych narkotykach xd". Jak Wy odbieracie tą konwersację? Czy miała na myśli, że również mnie zdradzała, czy mogło chodzić bardziej o moralniaka pomelanżowego, który faktycznie się pojawia, gdy się bierze jakieś gówno... Nie wiem co o tym myśleć, jesteśmy już ponad 5 lat ze sobą, zaraz miało być wspólne mieszkanie... Na domiar złego odkryłem też, że okłamuje mnie co do pieniędzy jakie zarabia, nie próbuje jej zaglądać w portfel, ale mamy budować wspólną przyszłość, która jeszcze dobrze się nie zaczęła, a ja już się takich rzeczy dowiaduję...
Pisowskipeowiec12365 Odpowiedz

Wygląda na to że albo cię zdradziła albo pisze głupotę typu ja też zdradziłam aby odnieść się jakoś do sytuacji.. (mogla to być ściema ) możesz poczekać aż sprawa się rozwinie na tym FB . Musisz być czujny . Moja ex nazdradzala mnie . Podobnie jak u ciebie zapomniała się wylogować . Bys widział jak szła w zaparte . Ale uwaga miałem twarde dowody . I pogoniłem ja . Mam teraz nowa kobietę 2 dzieci. . I co no nic ufać możesz sobie . Co do partnerów to trzeba być ostrożnym.

Trybika09 Odpowiedz

Zapytaj szczerze. Jak ma honor to powie ci prawdę, ale brzmi to słabo. Tak samo, jak mówisz, problemy z pieniędzmi. Ja bym uważała, bo może nałogowo bierze narkotyki.

Zobacz więcej komentarzy (8)
Dodaj anonimowe wyznanie