#AtyV7

Moja mama uważa, że jest najbardziej chora na świecie. Potrafi się licytować na choroby nawet z osobami, które mają złośliwe nowotwory i są o krok do śmierci. Mama choruje na cukrzycę i jakieś tam inne schorzenia, z którymi można normalnie żyć jeśli się bierze leki. Ale kiedy ją posłuchać to jest obłożnie chora, a to że pracuje to po prostu jej bohaterstwo i wszyscy mają ją podziwiać z tego powodu, bo taka chora powinna już leżeć i nie wstawać.

Ostatnio przyszła do niej znajoma z mężem i dziećmi, kiedy akurat byłam u rodziców w odwiedzinach. Znajoma ma raka i widać po niej że jest po prostu zmęczona walką z chorobą. Co zrobiła moja matka? Rozpoczęła licytację kto jest bardziej chory. Zaczęła wymieniać wszystkie swoje choroby, które są normalne w podeszłym wieku, typu pogorszona pamięć, pogorszony wzrok, słuch itp. Znajoma ma 30 lat i malutkie dzieci, które w każdej chwili może osierocić. Ale moja mama ma ciężej w życiu i jest oczywiście bardziej chora.

Wstyd mi było strasznie...
littleshiro Odpowiedz

Nie dziwię się. Twoja mama ma okropne podejście, jednak charakteru na siłę nie zmienisz

JanekSnieg Odpowiedz

Rozumiem Cię bardzo dobrze. Moja mama ma podobnie - od maleńkiego jak któreś z nas przychodziło bo coś się działo/bolało mama zamiast zareagować mówiła "tak? A mnie TAK BARDZO boli noga/ręka/gardło /jestem padnięta" Za każdym razem. Jakby nie mogła wytrzymać myśli, że ktoś jest chory a ona w lepszej formie. Nie rozumiem.

Zobacz więcej komentarzy (9)

#ewpHx

Od zawsze miałem ogromny popęd seksualny. Gdy byłem w związku mogłem skończyć raz i po 10 minutach przejść do kolejnego numerka. Nie przeszkadzało mi nic; gumka, przeciąg, muzyka, pozycja, a drapanie po plecach podgrzewało mnie jeszcze bardziej.

Przyszedł czas, że niestety na dłużej rozstałem się z kobiecymi walorami, około dwóch lat. Popęd nie malał, a ja żeby to z siebie zrzucić używałem ręki. Do ręki doszły filmy, wiadomo o jakiej tematyce. Potrafiłem się masturbować do 10 razy dziennie. Czasem przez tydzień nie miałem ochoty, lecz później odbijałem to sobie z nawiązką. Nawyk nie dawał mi spać, budziłem się w nocy i musiałem się stasować, bo inaczej dostałbym szału.

Przyszedł moment, kiedy znalazłem dziewczynę. Na początku, gdy między nami dopiero iskrzyło chodziłem z napuchniętym ptakiem byle jak najszybciej w nią wejść. Samo całowanie doprowadzało mnie do wytrysku.

Kiedy w końcu doszło do zbliżenia - klapa. W gumce nie czułem nic, przy oralu niewiele lepiej. Tłumaczyłem się, że stres, gumka, łaskotki, muzyka. Moja psychika bardzo chce zbliżeń, w głowie mam ochotę na ostry seks. Fizycznie jednak jestem drętwy. Kochamy się tylko w jednej pozycji, w jednym tempie, bo niech choćby zrobi jeden ruch, który mi się nie spodoba i już jest klapa.

Częstotliwość zbliżeń to 1-2 w tygodniu. Zmuszam się do seksu. Tłumaczę się głupio bólem pleców, ręki, pieczeniem, zimnem, statkiem kosmicznym za oknem. A ona chce. Tłumaczę że potrzebuję czasu i zrozumienia, a ona potrzebuje zbliżeń i zaczynam czuć się coraz gorzej. Powiedziałem jej o swoim nawyku. Co lepsze, nawet nie potrzebuję masturbacji. Mój popęd zniknął totalnie. Dziewczyna jest atrakcyjna i otwarta, niejeden facet obejrzałby się za nią na ulicy. A ja, chłop w kwiecie wieku muszę medytować i się skupiać byle mi nie opadł w trakcie stosunku.

Panowie, nie walcie gruchy. To prowadzi do poważnych problemów. A ja nie mam pojęcia co zrobić.
ChocolateLover Odpowiedz

Skoro jesteś świadomy że masz problem i się nie zarzekasz, że to wina wszystkich dookoła to może wybierz się do specjalisty? Po to są żeby korzystać z ich pomocy, a sam wiesz że seks w zwiazku i w życiu jest ważny :) dziewczyna jak jest wyrozumiała to pomoże, poczeka czy zrobi cokolwiek będzie potrzeba :)
Zawalcz o przyjemność :)

Vanii Odpowiedz

"Walenie gruchy" nie prowadzi do poważnych problemów, co więcej może mieć pozytywny wpływ na współżycie i poznawanie własnej seksualności. Problem pojawia się przy nadmiarze, gdy mózg przekarmiony jest wyobrażeniami nierealistycznego seksu, przy jednoczesnym dążeniu jedynie do osiągnięcia jak najszybszego zadowolenia.

Odpowiedzi (3)
Zobacz więcej komentarzy (6)

#SFE4x

Kilka lat temu byłam głęboko w depresji i musiałam sama ze sobą walczyć o własne życie. Nie zapomnę chwili gdy stałam z pętlą na szyi i resztką woli przetrwania wyperswadowałam sobie, by nie przewrócić sobie taboretu pod nogami. Nie zapomnę jak w szpitalu zapięli mnie w pasy, bo nie mogli powstrzymać mnie przed biciem się pięścią po twarzy. Byłam ruiną. Byłam wrakiem człowieka, byłam uzależniona od benzodiazepin i części z tamtego czasu nawet nie pamiętam - może lepiej. 

Ale się podniosłam. Teraz mam dobrze płatną pracę i realizuje się w moim hobby, do którego mam ogromną pasję. Mam świetnych przyjaciół i naprawiłam relacje z rodziną. Poznałam nawet fajnego faceta. Od dawna nie miałam złego roku.
Ostatnio lubiłam o sobie myśleć, że jestem silna.

Właśnie leżę w łóżku i któryś wieczór z rzędu myślę o tym, jak bardzo już nie chce. Jak bardzo nie mam ochoty dalej pracować tam gdzie pracuje, kontynuować studiów, realizować się w hobby. Jak bardzo nie mam ochoty z nikim się wiązać, nikogo kochać, spełniać się, jeść, żyć, funkcjonować, istnieć. 

To nie tak, że nie lubię tego, co robię.
Po prostu przegrywam walkę z tą jebaną kurwą depresją i chyba znów stracę wszystko od pracy i ludzi po siebie samą i mam nadzieję, że chociaż będzie mnie stać na to, by nie przewrócić taboretu.
GrumpyMule Odpowiedz

Idz do lekarza. Nie pozwol, zeby kilka dni z rzedu przerodzilo sie w kilka miesiecy. Jestes silna. Mam nadzieje, ze nie tylko nie przewrocisz taboretu, ale w ogole na nim nie staniesz X

Odpowiedzi (2)
KlaraBarbara Odpowiedz

Myślę, ze zostanę za to zjechana, ale uważam, że sama się nakręcasz trochę do jakichś stanów depresyjnych. Jeśli utrzymuje się to od paru dni to może to być zwykłe zmęczenie. Może zacznij brać witaminy, sugerowała bym magnez i witaminę d bo sezon zimowy i mniej słonka źle wpływa na ludzi. Porozmawiaj ze swoim facetem na spokojnie o tym jak się czujesz i wybierz do psychologa jeśli będzie się to utrzymywać dłużej. Daj sobie chwilę na odpoczęcie, pij dużo wody, może trochę sportu. Myślę że warto spróbować

Odpowiedzi (6)
Zobacz więcej komentarzy (10)

#9PyEy

Moja mama umarła, gdy miałem 3 lata i w ogóle jej nie pamiętam. Wychował mnie tata, który chyba kochał mamę tak bardzo, że nigdy potem nie chciał znaleźć żadnej innej kobiety. Tata jest dobrym, uczciwym człowiekiem i kocha mnie z całego serca, ale - domyślam się, że po śmierci mamy - stał się oschły i zgorzkniały. Wychowywał mnie surowo, "na mężczyznę", zabraniał się "mazać", okazywał mi troskę, ale nigdy ciepło. Przez lata wtłoczył mi do głowy, że czułość, przytulanie, bliskość, jest dla bab i słabeuszy. Tak dorastałem, męski, chłodny, zdystansowany, dumny z tego, że nigdy nie płakałem i nigdy nie potrzebowałem "babskich czułostek".

Dziś mam ponad 30 lat. Jestem niezależny finansowo, mam własne mieszkanie i bardzo "męski" zawód. Jestem sam, nigdy nie potrafiłem dogadać się z kobietami i żaden z moich związków nie trwał dłużej niż kilka miesięcy. Często zarzucały mi chłód emocjonalny, ja natomiast nie mogłem znieść ich pretensji, fochów i płaczów.

Pewnego dnia, kilka miesięcy temu, siedząc sam w mieszkaniu, przypadkowo trafiłem na piosenkę Korteza "Dla mamy". Wysłuchałem jej dosłownie wstrzymując oddech. Tego wieczoru miałem poczucie, jakby pękła ściana bunkra, w którym siedziałem całe życie, i wreszcie zobaczyłem niebo. Przesłuchałem wtedy tę piosenkę kilkadziesiąt razy, nie płakałem, lecz dosłownie wyłem, wypłakiwałem z siebie 30 lat żałoby po mamie, której nigdy świadomie nie zaznałem, po matczynej czułości, której nie pamiętam. Zdałem sobie sprawę z tego, że przez wszystkie te lata brakowało mi tej czułości, tych "głupich babskich spraw", że to wcale nie tak, że nie potrzebowałem płakać, tylko nie umiałem.

Od kilku miesięcy codziennie wieczorem słucham tej piosenki, codziennie płaczę i codziennie pęka mi serce. Znajduję się w jakimś dziwnym stanie, zdystansował en się od taty i od kolegów. Wstydzę się komukolwiek przyznać do tego, co się ze mną dzieje. Każdy zna mnie jako twardziela, który nigdy nie narzeka i nie płacze. Nie wiem co się stanie z moim życiem. Czuję się nieszczęśliwy i bardzo samotny.
ZrytyMoherowyBeret Odpowiedz

Trzymam kciuki za Ciebie autorze. Przytulam Cię na odległość.

Songo Odpowiedz

Piosenki Korteza mają w sobie coś, co z jednej strony sprawia niemalże fizyczny ból, a z drugiej każe je zapętlać. Człowiek składa się z emocji, można je ukrywać, zapominać, lekceważyć, ale kiedyś, skumulowane, muszą wybuchnąć. Potrzebujesz ciepła i bliskości, wiadomo, że nikt nie zastąpi Ci matki, z dnia na dzień nie zbudujesz romantycznej relacji, nie nadrobisz straconego czasu. Ale warto próbować, może jakiś wolontariat, jeśli masz czas? Za bezinteresowną pomoc można otrzymać ogrom miłości i ciepła. Jako kobieta dodam tylko, że w tym co się z Tobą teraz dzieje nie ma nic niemęskiego.

Odpowiedzi (2)
Zobacz więcej komentarzy (14)

#GxklJ

Jestem "panem w średnim wieku". Stanowisko managerskie w przemyśle, okolice dwóch średnich krajowych na prowincji to zupełnie przyzwoicie. Dom, żona, dzieci. Ot, modelowo.

I marzę o emeryturze. Marzę o samotni, o braku obowiązków, zobowiązań, odpowiedzialności, ciszy i spokoju. Z wrażliwego dziecka, poszukującego nastolatka stałem się pustym dorosłym, który nie ma celu, nie czuje sensu i tak samo nie wie, czego chce, jak nastolatek ćwierćwiecze temu. Nic mnie nie wciąga na dłużej, nie potrafię na niczym dobrze się skupić, czuję się pusty, zubożony, moje wnętrze to jakieś resztki, w nic nie wierzę. I tak naprawdę trwa to większość życia.


Tylko z biegiem lat przestałem szukać, skoro wszystko tylko ledwie liznąłem - jedyny zysk, to fakt, że się już nie miotam. Ale to odrętwienie, nic więcej. Dobra praca, świetni ludzie - jak rodzina a ja wiem, że nie czuję jej a na zmiany ani nie mam pomysłu, ani odwagi. Popadam w gadżetomanię, zakupoholizm, które są tylko zbieractwem, bo poza narastającą kupą drobnostek nic z tego nie wynika.


Lubię ludzi, ale wolę czas bez nich. Z nimi ani nie mam ochoty ich słuchać, ani do nich mówić. Nie potrafię utrzymać uwagi, gdy ktoś mi coś opowiada, wyłączam się prawie od razu. Od kiedy pamiętam mam to uczucie braku swojego miejsca na świecie. Dodatkowo mam wrażenie niezaangażowania, bezwolności. Oświadczyłem się, bo dziewczyna zaczęła zagadywać, ożeniłem się, bo "był już czas", dzieci pojawiły się, bo żona chciała.


Choć bardzo je kocham. Czuję, jakbym coś przegapił, albo stracił, czy zmarnował. Gniję żywcem, rozczarowany i zawiedziony sobą. Jestem tylko pustą skorupą z pozorami właściwości, kimś, kto tylko wybudza się do minimum aktywności, aby nie narobić sobie problemów.

Antydepresanty dają tyle, że tłumią. Nie mam skłonności samobójczych - może dlatego, że mój ojciec się sam zabił i wiem, co to robi z kondycją pozostałych członków rodziny na wielu płaszczyznach.
fullmetaljacket Odpowiedz

E tam, sam nie pomieszkałeś i tyle, dlatego emerytura ci się marzy, ale co, myślisz, ze brak zobowiązań,cisza i spokój w magiczny sposób stworzą ci zaangażowanie? Dopiero się rozkleisz sam na sam z gadżetami i będziesz płakał za odpowiedzialnością. Ameby tak mają, wiecznie rozciapane.

Odpowiedzi (2)
Ifyoulikeme Odpowiedz

To chyba typowy kryzys wieku średniego? Rozliczasz swoje dotychczasowe życie i nie jesteś zadowolony. Większość ludzi to przechodzi.

Zobacz więcej komentarzy (14)

#jA2xk

Za gówniarza (12-13 lat ) z moją kuzynką oprócz śmigania całymi dniami na rowerach po lasach i polach, miałyśmy jeszcze jedno wspólne hobby. No, raczej zajęcie niż hobby, bo zaczęłyśmy rysować komiksy. Jak na tak młody wiek, komiksy te były wulgarne i przede wszystkim zboczone.


Same seksy, sceny łóżkowe, a nawet bicie. Prawie jak porno, ino rysowane. Miałyśmy specjalnie kupione do tego zeszyty. Moje bohaterki zawsze, ale to ZAWSZE musiały mieć wielkie, a nawet ogromne cycki. Rysowanie cycków wychodziło mi wręcz idealnie. Były duże, kształtne i byłam z nich dumna, jak i moje komiksowe bohaterki.

Codziennie wymieniałyśmy się zeszytami, żeby poczytać i rozstrzygnąć, które opowiadanie jest lepsze. Po może miesiącu tych zboczeństw nam przeszło i każda by o tym zapomniała, ALE... Oba zeszyty znalazła ciotka, a mama kuzynki. Tragedia! Kuzynka dostała wpieprz, ciotka wrzeszczała, że jesteśmy nienormalne i prawie zabroniła nam się spotykać. Przeszło jej, ale ja ciotki unikałam chyba z pół roku.

Na dzień dzisiejszy szkoda mi tylko, że tych cycków sama sobie domalować nie mogę.
maxiorek Odpowiedz

Było - #52GeX

Odpowiedzi (2)
Marynowanegrzybki Odpowiedz

Nie pisze się ino, ino tylko ;)

Odpowiedzi (2)
Zobacz więcej komentarzy (8)

#ePR5N

Gościnnie prowadziłem prelekcję na konwencie kultury japońskiej. Mieliśmy drobne problemy techniczne, więc postanowiłem użyć swojego laptopa, który często noszę w pogotowiu na takie wypadki. Podłączyliśmy sprzęt włącznie z głośnikami i rzutnikiem, który wyświetlał obraz z komputera na ścianie za moimi plecami. Szybko zalogowałem się w akompaniamencie panicznego "nienienienienienie", wydobywającego się z ust mojej obecnej na sali dziewczyny...

Taaak, okazało się, że w ramach "pikantnej niespodzianki" ustawiła na tapecie swoje nagie zdjęcie.
Mycholina Odpowiedz

Kiedy ludzie się nauczą żeby w takich sytuacjach najpierw włączyć sprzęt i upewnić się, że żadne pliki nie są otwarte ani nie ma innych niespodzianek... Nie mówię o erotycznych zdjęciach ale chociażby dokumencie z naszymi danymi osobowymi. Podłączenie projektora po uruchomieniu komputera zajmie jakieś 30 sekund więcej... Moja znajoma na studiach w taki sam sposób pochwaliła się swoimi wdziękami przed grupą i profesorem.

Odpowiedzi (4)
tramwajowe Odpowiedz

W pogotowiu to się ma osobny profil. Jeden prywatny, a drugi na takie wypadki. Bez tapety, bez plików na pulpicie.

Odpowiedzi (1)
Zobacz więcej komentarzy (5)

#Kv4l6

Tu autorka wyznania #gtJJP

Opowiem jedną z wielu przykrych i dziwnych sytuacji z dzieciństwa.

Miałam 10-11 lat. Cudem zostałam puszczona do koleżanki z klasy (rzadko mi na to pozwalano). Na zewnątrz było w miarę ciepło, więc zostawiłam kurtkę u koleżanki na wieszaku, zaraz przy drzwiach wejściowych. Poszłyśmy rysować kredą po chodniku i ogólnie bawić się na świeżym powietrzu. Kiedy musiałam już się zbierać, to założytłam kurtkę i poszłam do domu.

Nic nie jadłam, miałam ochotę na słodkie, toteż zaraz po powrocie do domu poprosiłam o kawałek czekolady, który dostałam. Tuż przed tym umyłam ręce.

Wcinam sobie spokojnie, kiedy nagle drzwi do mojego pokoju otwierają się z hukiem, a matka krzyczy jednym ciągiem PALIŁAŚ PAPIEROSY PALIŁAŚ PRZYZNAJ SIĘ CAŁA KURTKA ŚMIERDZI PALIŁAŚ DAJ POWĄCHAĆ RĘKĘ PALIŁAŚ CHUCHNIJ. No więc daje jej rękę, całą w czekoladzie, i chucham, zapachem czekolady. I tu się zaczyna...

UMYŁAŚ RĘCE ŻEBY NIE BYŁO CZUĆ I TEŻ DLATEGO OD RAZU POPROSIŁAŚ O CZEKOLADĘ HURR PALIŁAŚ PRZYZNAJ SIĘ DURR, monolog oczywiście był dłuższy, zapętlony i bardziej agresywny, jednak szkoda mi znaków. W skrócie zostałam niesłusznie oskarżona o palenie, miałam się przyznać i dostać jakąś karę, ja się wypierałam i tak w kółko, aż usłyszałam, że tylko winny się tłumaczy.

Oczywiście poza "śmierdzącą kurtką" dowodów żadnych. Tłumaczenia, że chodziłam bez kurtki i może ktoś inny palił w pomieszczeniu, gdzie się ona znajdowała, było zupełnie zbyte. TA JASNE BEZ KURTKI NA DWÓR NIE WYMYŚLAJ ZIMNO JEST.

Później było przesłuchanie kto był z nami itd. i po dłuższej rozmowie ostatecznie stanęło na tym, że niby 13-letni brat koleżanki jest palaczem i chodził za nami (nie paląc!), dlatego moja kurtka śmierdziała (XD). To wymyśliła matka jako wytłumaczenie, gdy się dowiedziała po wywiadzie, że brat koleżanki przez chwilę z nami faktycznie był. A ja potwierdziłam jej wersję, aby uniknąć kary. WTF.

Nadal nie wiem co o tym myśleć.

Podobnych sytuacji było więcej. Fałszywe oskarżenia bardzo mnie stresowały, nigdy nie wiedziałam, kiedy matka coś sobie ubzdura i mnie za to ukarze.
KluseczkaMala Odpowiedz

To okropne co twoja matka robiła....

StaryTapczan Odpowiedz

W gimnazjum ktoś podrzucił mi kilka fajek do kieszeni kurtki. Nawet o tym nie wiedziałam, nie wsadziłam rąk do kieszeni, bo było dość ciepło. Dopiero w domu babcia zrobiła mi awanturę, że palę i na dowód pokazała mi te kilka fajek, które wyciągnęła mi z kurtki. Nie wiem, po co grzebała mi po kieszeniach, ale miałam przechlapane za palenie, mimo że fajki naprawdę nie były moje i do tej pory nie wiem, skąd się tam wzięły, czy ktoś celowo mi je wsadził do kieszeni „dla żartu”, czy pomylił kurtki i zamiast dać je temu, komu miał dać, dał mi.

Zobacz więcej komentarzy (7)

#8DhuQ

Miałam prawie idealne życie. Wspaniałego męża, z którym byliśmy bardzo szczęśliwi. I staraliśmy się powiększyć naszą rodzinę. Pracę, którą uwielbiałam i w której czułam się doceniana. Plany, marzenia... Jedynym problemem był Michał - kolega z pracy. Karierowicz, szowinista i psychopata. Świetny manipulator, który okręcił sobie wokół palca naszą szefową - a koleżanki traktował przedmiotowo (delikatnie mówiąc). Ze względu na jego dobre relacje z przełożoną, zespół mu ustępował i pozwalał się źle traktować. Wyjątkiem byłam ja (nie daję sobie w kaszę dmuchać). Konflikt szybko eskalował i stałam się jego wrogiem numer 1.

Po pewnej większej awanturze szefowa zakomunikowała nam: "Cenię kompetencje was obojga, jesteście dorośli, macie to rozwiązać". Kilka dni później mieliśmy wyjazd integracyjny. Wtedy też Michał - po raz pierwszy - wyciągnął do mnie dłoń na zgodę. Przysiadł się, zaproponował piwo. Widziałam, że bardzo się starał. Więc też się starałam. Piliśmy i gadaliśmy, a mi zadziwiająco szybko urwał się film - pewnie przez stres i zmęczenie.

Obudziłam się następnego dnia, w swoim pokoju hotelowym, "w opakowaniu" (wczorajszy makijaż i ciuchy), z mega kacem - również moralnym. Było mi cholernie wstyd, że "dałam się ponieść melanżowi" na firmowej imprezie. Koleżanki i szefowa za to podkreślały szarmanckie zachowanie Michała, który widząc mój stan odprowadził mnie do pokoju, nie pozwalając, bym skompromitowała się śpiąc na krześle na imprezie.

Niestety, po imprezie konflikt z Michałem trwał w najlepsze - a nawet jeszcze bardziej eskalował, jeśli to w ogóle możliwe. Z czasem przestałam się jednak tym przejmować, bo życie nadało mi inne priorytety - wkrótce miałam zostać mamą :)

Od 1,5 roku mam cudowną córeczkę. Uwielbiam ją, ale przede wszystkim jest oczkiem w głowie tatusia.

Niedawno wróciłam z urlopu macierzyńskiego. Akurat kilka dni przed kolejną imprezą firmową. Tym razem jednak nie piłam alkoholu. Pod koniec imprezy dosiadł się do mnie Michał. Wspominał poprzedni wyjazd i wyjaśnił, co właściwie się wtedy wydarzyło. Wrzucił mi pigułkę, zrobił co chciał w pokoju hotelowym, a potem doprowadził mnie w miarę do porządku, bym niczego się nie domyśliła. Dlaczego? Bo inaczej nie dałabym się zdominować. To jedyny sposób, by mógł mi pokazać, kto nad kim góruje. A teraz do końca życia będę się zastanawiać, czy to prawda.

Michał chyba nie potrafi liczyć. Ja potrafię i szybko zorientowałam się, że moja córeczka urodziła się 9 miesięcy później.

W tajemnicy przed wszystkimi zrobiłam test. Mój mąż nie jest ojcem Julki. Codziennie widzę jego szczęście, gdy się z nią bawi. I wiem, że mam dwa wyjścia - żyć w kłamstwie lub zburzyć nasze szczęście. Codziennie mnie to zabija. Prawdę znam tylko ja. I Wy.
Harpiak Odpowiedz

To będziesz się zastanawiać nad tym czy Cię zgwałcił, czy może jesteś pewna, skoro dziecko nie jest Twojego męża? Podejrzane.

Odpowiedzi (5)
Wiaderny Odpowiedz

Powinnaś to zgłosić. Teraz. Potem jak sie wyda, ze córka jest tego zwyrola, moze byc za późno i albo mąż Ci nie uwierzy i wasz związek się rozpadnie, albo policja tez juz nic nie zrobi.

Odpowiedzi (4)
Zobacz więcej komentarzy (19)

#SPQ8G

Z pozoru moja relacja z mama wygląda ok. z pozoru.. Tak naprawdę w okresie dojrzewania nie wytłumaczyła mi nic. Pierwszy okres, usłyszałam wiesz gdzie są podpaski? Pierwszy stanik - a po co ci? Maszynki do golenia nie kupiła mi nigdy, musiałam podbierać taty.


Nie wytłumaczyła jak powinnam dbać o higienę. Mam młodsza siostrę, ostatnio młoda dostała okres, mama przyszła do mnie, żebym to ja z nią pogadała, bo dostała "TEGO". Nawet teraz, gdy mam 22 lata uważa, że to głupota myć się codziennie, jak siedzę akurat w domu. O depilacji już nie wspominając. Kocham swoją mamę, dba o nas na innych płaszczyznach, jednak mam do niej trochę żal, że nie nauczyła mnie jak być kobietą...
Wiaderny Odpowiedz

Wymyslanie. Teraz to dzieci trzeba wszystkiego nauczyć i wytłumaczyć? Srać też rodzic ma uczyć? Bez przesady, odrobina zainteresowania i samemu mozna się dowiedzieć co i jak. Od groma jest książek, publikacji i artykułów. Młodzież całkiem debilowacieje, czy co?

Odpowiedzi (26)
yo77 Odpowiedz

Nie jesteś jedyna. Pewnie u niej w domu to był temat tabu. Przelamiesz to, jeśli zaczniesz o tym normalnie z nią rozmawiać, w końcu się przyzwyczai

Zobacz więcej komentarzy (5)
Dodaj anonimowe wyznanie