#LR5ys

Jestem oszczędna i nie lubię, gdy ktoś wyrzuca jedzenie. Dlatego ilekroć moi współlokatorzy wyrzucą pieczywo (w woreczku), zabieram je do swojej szafki i ścieram później na bułkę tartą. Biorę też z kosza na śmieci reklamówki, by w nie wrzucać śmieci z mojego pokoju. A dziś dołożyłam do kanapki ćwiartkę papryki, którą ktoś wywalił do śmieci (leżała na woreczkach i papierowych opakowaniach, umyłam ją dokładnie).

Boli mnie takie marnotrawstwo.

#NvHuU

Zawsze muszę przejść przez las, by dostać się na teren uniwersytetu. Kilka razy po drodze działy się ciekawe rzeczy. Raz widziałam tam patrol policji na koniach, kilka razy festyn, rudzika, co chciał zdjęcie, bo odleciał, dopiero jak mu je zrobiłam, raz jakichś księży w czarnych szatach z żółtą tarczą i mieczem na materiale (śmialiśmy się, że Krzyżacy nas najechali). 
Ostatnio spokojnie szłam sobie ścieżką, by dostać się do tramwaju. Mimo iż miałam słuchawki na uszach i słuchałam muzyki, to usłyszałam niezbyt głośny trzask po mojej lewej stronie. Tam, gdzie był las. Po prawej była droga dla samochodów. Jakiś metr ode mnie stał dziwny, ciemny kształt. Po chwili analizowania figury tego czegoś olśniło mnie, że to dzik. Chwilowa panika, ale momentalnie wrócił zdrowy rozsądek. On gapił się na mnie, a ja na niego. Nie ruszamy się. Ostatecznie zrobiłam kilka kroków w bok, by myślał, że się wycofuję. On podszedł bliżej chodnika i znów na mnie pada jego wzrok. No to znów się oddalam i dopiero jak byłam spory kawał od niego, to biegnie w stronę szosy i przekracza ją, by pobiec na drugą stronę lasu. A zaraz za nim reszta dzików. Nie spodziewałam się stada. Patrzyłam na to lekko zdziwiona.

Co ja tam jeszcze zobaczę, to nie wiem, ale na pewno będzie ciekawe :D

#CCmWE

Mój chłopak urządził nam niesamowicie romantyczny wieczór, na którym to mieliśmy się pierwszy raz kochać. Po kolacji niespodzianka w łazience – wszędzie płatki róż, świece, nastrojowa muzyczka, w wielkiej wannie aromatyczna kąpiel z pianą.

W tym całym podnieceniu jakoś tak na samym początku powinęła mi się ręka i grzmotnęłam głową w krawędź wanny, tracąc przytomność, ale mój facet to gość z tych, których poznaje się po tym, jak kończy. No właśnie, więc jak się ocknęłam, to akurat kończył.

#xNnWM

Już w 3 klasie szkoły podstawowej wagarowałam i paliłam. Rodzice ciągle w handlu, siostra także. Zawsze byłam sama i lubię być sama. Nigdy nie byłam nauczona jakoś szczególnie dbać o siebie, dopiero później, ale i tak dla mnie to strata czasu, kasy itd. (jakbym miała to wpojone). W domu zawsze było mało kasy, nigdy nigdzie nie jeździłam. Przez lata szkoły można mnie było określić jako odludka, pogłębiało to niewyraźne mówienie i nadwaga. W technikum trochę się rozkręciłam, a nauczyciele z praktyk nazywali mnie „ta ambitna”. Jeszcze nie przystąpiłam do matury, jak pracowałam w supermarkecie na kasie. Tam zaczęłam dwa związki. Pierwszy facet doił mnie z kasy i szybko zerwałam z nim kontakt. Z drugim jestem do dziś. I ciągle zadaję sobie pytanie, co ja w nim widziałam. Facet miał małe dziecko i był po rozwodzie. Zarabiał tylko na alimenty i niewiele miał dla siebie. Wszystko rzucałam, aby się z nim spotkać, a miał pretensje, że zmęczona po pracy, mając wolny dzień i źle się czując, nie leciałam pochodzić z nim za rączkę po Wawie. Niejeden raz zwijałam się z bólu. Namówiłam go na zmianę pracy, ale nie przedłużyli umowy. Wrócił na stare śmieci. W pewnym momencie powiedziałam mu, że mam tego dość i niech się zastanawia.
Wprowadził się do mnie 10 lat temu. Ja nie pracowałam, pomagam w nieudanym biznesie rodzicom. Zaczęłam studia, ale zrezygnowałam po roku, gdy zaszłam w upragnioną ciążę (byliśmy zaręczeni). W styczniu spłonął rodzicom dom, a w lutym urodziłam. Nie miałam głowy do niańczenia, mały szybko wylądował na butelce. Okazało się, że nie lubię być mocno uwiązana. Syna kocham, ale chciałam pomóc rodzicom i był kolejny nieudany biznes i fundacja, która ich nagłośniła i zwiała z kasą i poniżając ich. Zostawili stan surowy otwarty. Moja siostra z chłopakiem weszła na dach i z grubsza go zrobili. Na głowę się nie leje. Rodzice wstawili okna i tak zostało do tej pory, ale mają gdzie mieszkać. Urodziłam córeczkę, nie była planowana, ale jak zobaczyłam ją na USG, pokochałam od razu, cieszyłam się niesamowicie, choć chciałam iść już do pracy, wyjść do ludzi. Mąż znalazł lepszą pracę, ale i tak ledwie wiązaliśmy końce.
Sąsiadka, która z każdym w kamienicy się spotkała w sądzie, przyczepiła się do mnie, że znęcam się i zaniedbuję dzieci zwłaszcza córkę, założono mi niebieską kartę, kurator, sąd. Załamałam się, ale wszystko dobrze się skończyło, oddalono zarzuty. Żyjemy biednie, mamy ruinę, nie mieszkanie, ale staram się dawać dzieciom wszystko, czego potrzebują. Gdy w kwietniu tego roku okazało się, że jestem w ciąży, załamałam się... Nie mogliśmy sobie na to pozwolić, musiałam usunąć. I ciężko mi z tą decyzją.

#wdoyp

Z serii: dlaczego nic nie mówię swojej matce i jej nie ufam.

Podsłuchałam rozmowę swojej mamy z sąsiadką, kiedy byłam na balkonie. W wielkim skrócie obydwie doszły do wniosku, że ludzie mający depresję to lenie, którym brakuje pracy. Bo przecież praca rozwiąże wszystkie problemy, prawda? (moja matka ma jakiś syndrom komunistki, bo ciągle mówi, jak to dobrze za komuny było). Dodatkowo samobójcy to ludzie opętani przez diabła, bo – zacytuję – „Krysiu, co to trzeba mieć w głowie, żeby na własne życie się porwać? To trzeba nie mieć Boga w sercu”.

Teraz zastanawiam się, czy powiedzieć jej o tym, że mam depresję, czy pewnego dnia zrobić jej niespodziankę, kiedy ktoś mnie znajdzie na jakiejś gałęzi :)

#W3RXN

Moją sąsiadką jest wredna baba, która dawała mi się we znaki przez całe dzieciństwo. Jak graliśmy w piłkę i ktoś ją kopnął przez ogrodzenie do jej ogrodu, to nam ją przebijała. Łącznie załatwiła mi chyba z 10 piłek, plus kilka moim kolegom. Gdy moi rodzice próbowali z nią rozmawiać, to się wypierała.

W zeszłym roku kupiłem uniwersalnego pilota do TV... Od tamtego czasu wymieniła już dwa razy telewizor, „bo się zepsuł”. Sprawiedliwość przyszła późno, ale grunt, że przyszła :)

#9RndW

Za miesiąc kończę studia. Wybrałam interesujący dla mnie kierunek, aby potem choć trochę czerpać przyjemność z pracy (i najprawdopodobniej tak będzie, dostałam też informacje zwrotne na praktykach, że jestem w tym dobra). Jednak tak naprawdę nie chce mi się pracować. Lubię odpoczywać, spotykać się ze znajomymi, imprezować, oglądać seriale, czytać książki, podróżować, nawet ogarniać dom słuchając bezmyślnie radia. Już myślę o tym, jak fajnie będzie na emeryturze, kiedy tak naprawdę nie będę mieć zbyt dużo obowiązków i będę mogła spędzać czas na dancingach w Ciechocinku. Nie chce mi się uczyć, robić projektów, dokształcać się, starać itd. Ale jestem na tyle rozsądna, że wiem, że inaczej się nie da. Chciałabym wygrać w totolotka. Bogatego męża już raczej nie znajdę, bo kocham nad życie mojego chłopaka, który też nie jest specjalnie ambitny i w pracy robi absolutne minimum.
Nie będę pasożytem, bo mam zamiar dobrze wykonywać swoją pracę. Ale po prostu mi się nie chce. Mam 25 lat i marzę o emeryturze.

#qPE9A

Pech to moje drugie imię. Nawet moja mama, która w takie rzeczy jak pech czy szczęście nie wierzy, stwierdziła, że ze mną faktycznie coś jest nie tak.

Kilka przykładów:
* Dwa lata jeździłam do pracy rowerem i nigdy nie miałam żadnych problemów. Pewnego dnia miałam mieć z samego rana rozmowę, od której zależeć miał mój awans. Akurat tego dnia, w połowie drogi, pękły mi obie opony. Tak po prostu, same z siebie, na nic nie najechałam. Spóźniłam się do pracy i awans przeszedł mi koło nosa, dostał go ktoś, kto poszedł na rozmowę zamiast mnie.
* Dzień przed weselem brata złamałam nos i skręciłam kostkę. Wychodziłam z wanny i poślizgnęłam się na kafelkach, jedną nogą byłam jeszcze w wannie. Poleciałam na twarz, a kostką zahaczyłam o szafkę. Byłam świadkiem na ślubie, zdjęć z wesela nawet nie chcę oglądać. Przez 24 lata brałam kąpiel w tej wannie każdego dnia i nigdy nic takiego mi się nie przydarzyło.
* Dużo podróżuję i latam samolotami. Znajomi opowiadali, jak to mieli czasem opóźnione loty, a mi się to nigdy dotąd nie przytrafiło. Jednego razu miałam bardzo napięty grafik – wracałam z jednych wakacji, miałam czas na pojechanie do domu, zmianę bagażu, po czym miałam jechać na inne lotnisko i stamtąd lecieć na drugie wakacje. Akurat wtedy samolot powrotny z pierwszego miejsca spóźnił się o dwie godziny i przez to nie zdążyłam na drugi samolot, przez co przepadły mi wakacje i kupa kasy wydana na hotele. To był jedyny opóźniony samolot w całym moim życiu.
* W liceum, przez trzy lata z rzędu, byłam chora w trakcie wycieczek szkolnych. Najpierw, na dwa dni przed, zachorowałam na zapalenie płuc i nie mogłam pojechać, potem dostałam zapalenia kamicy nerkowej i dzień przed wycieczką wylądowałam w szpitalu, a za trzecim razem miałam półpasiec.
* Zaparkowałam auto pod sklepem i ktoś zarysował mi auto, po czym zwiał. Akurat tego dnia w sklepie mieli jakąś aktualizację systemu i obraz na kamerach się nie zapisał. Policja stwierdziła, że nic nie może z tym zrobić.
* Dwa dni przed pierwszą komunią zachorowałam na ospę. Do komunii poszłam, ale cała w czerwonych kropkach.

To tylko kilka przykładów, bo gdyby miała opisywać wszystko, to powstałaby z tego niezła książka. W poprzednim życiu musiałam potłuc naprawdę dużo luster ;)
Dodaj anonimowe wyznanie