#gzlqn

Mam 17 lat i ważę 103 kg przy wzroście 174 cm. Nigdy nic ze sobą nie robiłam, bo tłumaczyłam to sobie moją chorobą (mam alergie i biorę sterydy). W dodatku mieszkam z babcią, więc w dzieciństwie miałam 7 posiłków dziennie + paróweczki na deser. 
To straszne, co stało się z moim ciałem. A kiedy mówię, że chyba zacznę ćwiczyć, od babci słyszę: „Wyglądasz zdrowo”, „Masz krągłości” itp. Chciałbym iść do dietetyka, ale babcia mówi, że to wymysł tych, co mają za dużo pieniędzy. Mam dość siebie. Wstydzę się chodzić na basen i siłownię. Chcę być inna, ale nie potrafię. Wstyd to przyznać, ale chyba jestem na to za słaba psychicznie.

#n0hUA

Właśnie rzuciłem pracę. Dlaczego?

Od poł roku nie ma funduszy na spodnie firmowe, ale wczoraj odbierałem od kuriera dwa komplety nowych felg do mercedesa szefa, oczywiście na fakturę. Plus do tego dwa komplety opon: 20 i 21 cali, więc troszkę takie kosztują.

Dodatkowo siadam do zawiadomienia Państwowej Inspekcji Pracy o wszystkich uchybieniach w firmie.

#Gs3AR

Kilka lat temu, będąc w 5 klasie podstawówki, po powrocie do domu ze szkoły zorientowałem się, że nie mam kluczy. Żeby zabić czas, zacząłem chodzić dookoła domu. Przechodząc pod oknem sypialni rodziców, zauważyłem, że jest ono lekko uchylone. Wtedy wpadłem na genialny pomysł. Wejdę przez okno! Wadą pomysłu było to, że okno znajdowało się na piętrze, więc dzieliło mnie od niego ładnych kilka metrów. Niezrażony tą przeszkodą pobiegłem i wziąłem olbrzymią, ciężką drabinę, używaną do wchodzenia na dach. Przystawiłem ją do ściany, plecak zostawiłem na dole, a sam zacząłem piąć się w górę. Gdy dotarłem do celu, zorientowałem się, że nie otworzę okna bardziej, ponieważ od drugiej strony blokuje je biurko. Zniechęcony postanowiłem zejść na dół. I w tym momencie drabina uznała, że to dobry moment na hałaśliwy upadek na trawnik... Tak więc zostałem na wąskim parapecie 6 metrów nad ziemią, bez widoków na poprawienie swojej sytuacji w najbliższym czasie.
Problem rozwiązał się dopiero jak tata wrócił z pracy. 1,5 godziny później...

#YYiBX

W ramach wstępu: jestem przed 30., uczę w liceum, a moi uczniowie twierdzą, że jestem najlepszą nauczycielką, jaką było dane im spotkać. Skąd to wiem? Trzy miesiące temu na zastępstwie za jedną z nauczycielek zrobiłam luźną lekcję. Rozmawiałam z uczniami i wzajemnie opowiadaliśmy sobie o anegdotkach z życia. Uczniowie siedzący z tyłu (sześciu chłopców i jedno dziewczę) nagle podnieśli głos i zaczęli się kłócić. Poszło o grę. Dokładniej o League of Legends. Dwóch z chłopców twierdziło, że Yasuo to „najlepszy champ ever”, a reszta była temu przeciwna. Podeszłam do nich i uspokoiłam, bo jeden z chłopców zrobił się czerwony ze złości. Powiedziałam, że zachowują się jak banda małp w zoo, a na odchodne dodałam, że Yasuo wcale nie jest taki dobry. Zaskoczeni podeszli do mnie po lekcji i po krótkiej wymianie zdań podałam swój nick w LoL-u. Wieczorem miałam od całej szóstki zaproszenia do grona znajomych, a jeden z moich uczniów powiedział, że chciałby mi udowodnić, że nie mam racji odnośnie do wyżej wspomnianej postaci. Graliśmy 1 na 1 około trzech gier. Za każdym razem wybierał mi postać. Za każdym razem przegrał.
Na drugi dzień przyszedł, przyznał mi rację i nieśmiało zapytał, czy mogłabym go trochę podszkolić. Powiedziałam, że nie ma problemu, ale postawiłam warunek. Jeżeli poprawi oceny i zacznie mieć czwórki i piątki, a nie jedynki poprzeplatane z dwójami i trójami, to wtedy możemy porozmawiać.

Widać dostał odpowiednią motywację, bo w trzy tygodnie poprawił wszystkie oceny. Obecnie cała szóstka (i nie tylko oni, bo wieść, że „Pani od matmy grywa w LoL-a i ma poziom challengera” rozniosła się po całej szkole) zaczepia mnie na lekcjach, na przerwach i rozmawiamy o grze.

Nie spodziewałam się, że poprawią oceny, szczerze mówiąc, myślałam, że machną ręką na to, co powiedziałam i dadzą sobie spokój. Obecnie mam 34 uczniów, którzy dbają o oceny, żebym się zgodziła z nimi grać.
Wyszło na to, że teraz uczę nie tylko matematyki :)

#GddhL

Wynajmowałam jakiś czas temu przez kilka miesięcy z moim narzeczonym pokój w domu, którego głównymi najemcami była para rodaków z dzieckiem.
Pewnego dnia nasz współlokator powiesił się we wspólnym garażu.
Ja go znalazłam.
Ja go zdjęłam z kabla.
Krzyczałam o pomoc, jednocześnie wymiotując, choć wiedziałam, że nic mu już nie pomoże.
Za długo wisiał.
Ten chłopak nie był mi jakoś szczególnie bliski, ot co, mieszkaliśmy w jednym domu.
Umiem o tym rozmawiać, ale np. nie mogę teraz przebywać tam, gdzie jest zupełnie ciemno, bo się boję, na pewne wyrazy lub dźwięki reaguję lękiem.
Sama miałam kilka prób lata temu, ale nic nie wstrząsnęło mną tak jak to.
Nie umiem się pozbierać.
Chyba to sam fakt znalezienia go i dotykania trupa.
Nadal mam wrażenie, że to był sen.

#39ZMS

Pokłóciłem się ze swoim ojcem na temat tego, że jest leniwy i nie chce mu się nic i wreszcie zrobiło mi się lepiej, gdy to z siebie wydusiłem.

Zaczynając od początku: mój ojciec i ja zaczęliśmy niby normalną rozmowę na temat schorzeń i jak do przodu poszła technologia, po tym powiedziałem, że uważam, że zatrzymał się w samodoskonaleniu. I zaczęła się taka kłótnia, a bardziej dyskusja, gdzie środek nie jest jakoś ważny, a raczej to, co powiedziałem na końcu – że nie lubię się otaczać ludźmi, którzy nie chcą siebie doskonalić i zatrzymali się w miejscu (nie chodzi tylko o technologię, tylko ogólnie wszystkie rzeczy i świat, który idzie do przodu).
I nie wiem dlaczego po tych słowach nagle doznałem ulgi, wreszcie jakieś węzły puściły i teraz nie wiem, czy to ze mną jest coś nie tak i skrzywdziłem tatę bez powodu, czy wreszcie udało mi się wykrztusić z siebie, jakich osób nie lubię i niestety w tym gronie znajduje się mój ojciec.

Bardzo kocham swojego tatę, ale niestety nie jestem wstanie wytrzymać z nim dłużej niż dwa dni bez kłótni (przez sąd i rozwód rodziców jakieś 8-9 lat temu widuję się z tatą na dwa dni co dwa tygodnie, ale dzwonię do niego prawie codziennie).

#vFehh

Byłem w długim związku z kobietą z borderline. W trakcie związku działy się różne rzeczy. Od wyzwisk trwających godzinami, przez szantaże aż po przemoc fizyczną.
Codzienność staje się ciężka, gdy słuchasz, jak twoja miłość wyzywa cię od najgorszych, jak szantażuje cię, a nawet czasem próbuje bić. Parę razy skończyłem z siniakami. Jak to z borderline często bywa, 90% czasu jest idealnie, przez co tak trudno to zakończyć. Każde byle nieporozumienie oznaczało wojnę, w której słuchałem np. „niech ci ten kot zdechnie” (miałem umierającą na raka kotkę), że jestem śmieciem, że zadzwoni na policję nakłamać, że ją zgwałciłem, że moja mama to dziwka. I nierozłączny element kłótni z nią – szantaż zerwaniem. Przez to straciłem pewność siebie, wewnętrzny spokój, stałem się impulsywny. Moje życie stało się toksyczne, zatrute. Mimo mijającego czasu nadal ciężko mi cytować zdania, które padały z jej ust w kłótniach. Od ilości słów, które wielokrotnie padały z jej ust, traciłem do niej zaufanie.
Wpadłem przez to w poważną depresję. Byłem w takim stanie, że zacząłem się jąkać, nie jadłem, nie spałem. Właściwie nie wychodziłem z domu. Podupadłem na zdrowiu.

Przestało chcieć mi się żyć. 
Po ostatniej kłótni, która skończyła się dla mnie połamanymi żebrami, zakończyłem to.
To było cztery miesiące temu, lecz koszmar się nie skończył. Próbowała różnych sposobów, aby zniszczyć mi życie po zerwaniu – zawodowe i prywatne. Jestem w trakcie terapii i jest już nieźle, ale miewam momenty takie jak teraz, że mam doła. Chyba dlatego to piszę i chcę się z wami podzielić tą historią. Trzymajcie kciuki.

#xEodC

Ojciec przymierzał się do zakupu samochodu, ale młoda (moja siostra) truła mu dupę o jakiś tatuaż. Ojciec chciał jej kupić to auto, a ona o tym nie wiedziała i robiła cyrki, że ten tatuaż wiele dla niej znaczy i tak codziennie. W końcu, po kilku tygodniach ojciec mnie pyta, jaki ten tatuaż ona chce. Sam nie byłem pewien, ale gdzieś mi tam dzwoniło, że ma być coś w stylu retro i chyba że syrena.

Ojciec śmieszek w dniu urodzin postawił na podjeździe wypasioną Syrenkę (kojarzycie takie auto?).
– No masz, córcia, żebyś się czuła jak prawdziwa syrenka!
– Ale o co chodzi?
– No chciałaś retro syrenkę, nie? He, he.
– Kto ci tak powiedział?
– No Kuba!
– Tato, ja chciałam jednorożca...
Na to ojciec już całkowicie spieklony:
– To idź tam do sąsiada, on ma konie. Żona mu przyprawiła rogi, oderwij jednego i gotowe!!!

 Nie powiem, uciekłem wtedy cichaczem. Teraz siostra mnie wszędzie podwozi, ludzie machają, uśmiechają się, ale nadal się nie odzywa.
Dodaj anonimowe wyznanie