W wieku od 5 do 9 roku życia byłam bita i molestovvana przez ojca. Matka zgłosiła to, co się dzieje, dopiero gdy zobaczyła na własne oczy, co ojciec mi robił na ich łóżku, przebraną przez niego w ciuchy matki. Moje wcześniejsze prośby pomocy były uznawane za jakieś szkodliwe wymysły. Rodzicom odebrano prawa rodzicielskie, ojciec poszedł siedzieć, a ja trafiłam pod opiekę rodziny zastępczej.
Oczywiście sprawa odcisnęła na mnie swoje piętno. Przeszłam tylko krótką terapię mającą na celu zapewnienie mnie, że to, co się stało to nie moja wina i że ojciec jest złym człowiekiem. Później moi nowi rodzice uznali, że nie powinnam tego już więcej roztrząsać, że to nie jest zdrowe podejście.
Do tej pory nie mam tego przepracowanego, bo zwyczajnie wstydzę się pójść do terapeuty i mówić o tym, co mi się przydarzyło. Ale najbardziej wstydzę się tego, że muszę prosić mojego chłopaka, żeby w łóżku mnie dusił i bił. Prosiłam też o to, żeby raz z zaskoczenia, jak przyjdzie do domu, zagroził mi nożem lub brutalnie wykorzystał. Chłopak mnie kocha i widać, że takie prośby są dla niego ciężkie, bo nie chce mnie skrzywdzić. Boję się, że w końcu odejdzie ode mnie, a jest dla mnie obecnie najważniejszą osobą w życiu.
Byłam w tak złej sytuacji finansowej, że poszłam do banku wyjąć wszystkie moje pieniądze. Pani zza okienka była dość zszokowana, wydając mi moje ostatnie 9,71 zł.
Przeżyłam za to 3 dni.
W mojej rodzinie wszyscy mieli gdzieś kto i w jakich kolorach będzie miał strój na ślub. Wśród znajomych też. Biała suknia u kogoś, kto nie jest panną młodą? Spoko. Do czasu.
Mój brat znalazł sobie narzeczoną. Akurat przebywałam w Anglii i tak się poplątało, że na ślub miałam nie przyjechać. Brat zdenerwowany i przejęty chciał ślub przekładać, ale jego narzeczona zrobiła mu awanturę, a ja stanęłam po jej stronie. Bo przecież wszystko już zaplanowane, wynajęte, opłacone, a do tego nikt nie miał pewności, kiedy moje problemy się skończą.
Godzina do wesela, a ja nagle wpadam do domu, bo zdarzył się cud i jednak udało mu się przybyć do Polski. Nie miałam sukni, ale moja kuzynka zasugerowała, że coś mi pożyczy. Zmieściłam się tylko w jej skromną, białą suknię do kolan.
Wesele. Wszyscy się dobrze bawią, nikt nie zwraca na mnie większej uwagi... Tylko panna młoda wciąż zdenerwowana zerka. No ale nic nie mówiła, więc doszłam do wniosku, że nie będę się tym przejmować.
Mijały miesiące, wróciłam do Polski, w końcu minął rok. Po rodzinie zaczęły się rozchodzić dziwne plotki na mój temat, ale jakoś nie potrafiłam tego połączyć z jej krzywieniem się na ślubie.
Dwa lata później nadchodzi mój ślub. Brat z żoną zaproszeni, nawet pomagali organizować. I tu znowu zaczęły dziać się dziwne rzeczy – my coś zamawiamy, chwilę później okazuje się, że wszystko jest odwołane itd. Zaczęły się oskarżenia i kłótnie, ale jakimś cudem doszło do ślubu.
Wesele. Bratowa przybyła w białej sukni, odstrojona. Brat zdziwiony, bo wybierała przy nim co innego. Ale spoko, to tylko suknia. Bawimy się dalej.
Nagle na kuzynkę zostaje wylane wino. Wszyscy w szoku, bo zrobiła to bratowa. Zaczynają się jakieś małe kłótnie, ale mój mąż stwierdza, że to pewnie wypadek. Kuzynka szybko doszła do wniosku, że w sumie nic się nie stało i potem latała w poplamionej sukience i zwyczajnie się bawiła, tańczyła, śmiała się, a więc OK.
Później jakieś mniejsze sprzeczki, dziwne akcje przy zdjęciach. Mija ledwie 40 minut, a bratowa zabiera mojego męża i idzie z nim tańczyć. Początkowo nawet mnie to cieszyło, sama tańczyłam z bratem. Aż tu nagle ona policzkuje mojego męża i krzyczy: „ZBOCZENIEC”. Wszyscy zaskoczeni, a ona mówi, że mój mąż bezczelnie macał ją po tyłku i próbował wpychać ręce pod sukienkę. Zaczęła płakać. Brat się wkurzył.
Zaczyna się wielka szarpanina.
Finał wesela był w szpitalu. Brat i mąż w siniakach, kolega męża z dziwnie wykrzywionym i opuchniętym palcem (próbował ich rozdzielić).
Brat się obraził, ja nie wiedziałam, co robić.
Dwa tygodnie później brat przyszedł do nas z kwiatami i zaczął opowiadać, że jego żona przyznała się, że specjalnie rozwaliła nam wesele, przy planowaniu też wprowadzała chaos. A to wszystko przez białą sukienkę, którą miałam na jej ślubie.
Jestem już w wieku średnim, stosunkowo dobrze mi się wiedzie, przeszłam bardzo wiele. Opowiem Wam o czymś, co do dziś mnie smuci.
Rodzina. Zadziwiające, że najbliżsi potrafią tak wpłynąć na nasze życie. Mama moja to kobieta prosta i bardzo uparta. Wręcz taka pani Dulska. Mój ojciec nie żyje, za życia był także bardzo prostym człowiekiem, który bardzo lubił wódkę. Jest jeszcze brat – dużo ode mnie starszy – mamusi syneczek, hołubiony i wychwalany, zawsze odnosił się do mnie z pogardą.
Po latach trudnej sytuacji i szukania swego miejsca w świecie, gdy przeszłam przez bezdomność, brak pracy, poniżanie i psychiczne znęcanie przez męża, stanęłam na nogach. Sama. Bez pomocy znajomych czy rodziny. Teraz, gdy sytuację mam spokojną i stabilną, widzę, że matka nie jest zadowolona z tego, że to ja osiągnęłam wreszcie stabilizację, a nie mój brat. Kiedy z czegoś się cieszę, zaraz słyszę ironiczne komentarze matki.
Całe szczęście, że mieszkam od nich daleko i rozmawiamy tylko przez telefon. Ale i tak przykro.
Hmm... Chyba jestem alkoholikiem. Nie wiem za bardzo co robić. Dawno, dawno temu przez kilka lat codziennie brałem miękkie narkotyki. Zatrzymała mnie wtedy policja za kółkiem, do rutynowej kontroli. Znaleźli co nieco w kieszeni i we krwi. Wiadomo, zakaz prowadzenia na kilka lat. Jednego dnia przestałem zażywać. Ot tak, po prostu. Bez żadnych objawów odstawiennych i tym podobnych bzdur. Ale zacząłem popijać. Potem już piłem codziennie przez kilka lat. Nie do upodlenia, bo praca, ale tak powiedzmy do półtora promila, żeby rano być trzeźwym. No i razu pewnego trafiłem na SOR, byłem wtedy trzeźwy, ale z wywiadu lekarz wysnuł wniosek, że może padaczka alkoholowa. Okej. Rzuciłem picie jednego dnia. Ot tak, po prostu. Bez żadnych objawów odstawiennych i tym podobnych bzdur. Z rok nie piłem nic. No a potem w weekend piwko, dwa, jakaś wódeczka na urodziny... I teraz clou. Piję tylko w weekendy i przy okazjach. Ręce mi się nie trzęsą, generalnie jest OK. Ale myślę o tym weekendowym piciu. Denerwuję się, jak coś mi ma to zakłócić. Wiem, że to nie jest normalne, ale nie wiem, co robić. Do żadnego psychoterapeuty nie pójdę za żadne skarby świata, bo po prostu nie ufam takim osobom. Raz, że się nie jest anonimowym, a dwa, to tylko ludzie, którzy pewnie również mają swoje słabości, np. alkoholizm. I tak sobie żyję od okazji do okazji. Oczekuję ich... Amen.
Byłam małą dziewczynką, może z 7-8 lat. Był taki okres, że brat się mną opiekował, bo rodzice w pracy do późna. On miał wówczas wtedy ze 16 lat. Wyszliśmy któregoś razu z jego kolegami, ja oczywiście miałam obok siebie koleżankę, by nie być sama jak palec. Bawiliśmy się, wszystko super, aż koledzy wpadli na pomysł, żeby pochodzić po piwnicy. Ja z koleżanką weszłyśmy pierwsze (głupie) i chłopcy nas zamknęli... na zatrzask.
Jak to w blokach niektórych jest, tam było tak, że piwnica ciągnie się pod całym blokiem. Pomyślałyśmy, że wyjdziemy po drugiej stronie, jak będzie otwarte i udałyśmy się w drogę.
Ku mojemu zdziwieniu w jednej przegródce piwnic coś mnie zaciekawiło, coś błyszczącego, wiec odeszłam na moment od koleżanki. Dobra, podeszłam bliżej, a tu co się okazało moim oczom? Mężczyzna wiszący na sznurze, cały siny...
Zaczęłam krzyczeć wniebogłosy, wybiegłam piwnicy i z bloku, a za mną kumpela. Mój brat przestraszony, nie wiedział, co się dzieje. Ledwo mówiąc ze strachu, opowiedziałam, co tam zobaczyłam. Potem policja itd.
Dziś mam 22 lata i do tej pory mam traumę, chodząc po piwnicach, nawet z osobą obok.
Gdziekolwiek się pojawię, wszędzie po jakimś czasie robię sobie wrogów. Pozostaje mi tylko zamknąć się w domu i nigdzie nie wychodzić, bo jest ryzyko, że po prostu nie wrócę...
Kiedyś jeden chłopak wyrwał mnie na tekst: „Albo ty, albo zakon”. Już wtedy czułam, że jest ostro dziwny. Jednak to, co zadziało się potem, przeszło wszelkie granice.
Wyobraźcie sobie, że chciałam sobie spokojnie pójść spać, a on do mnie z tekstem „Widzę cię”...
A ja takie: „Co? O czym ty mówisz?!”.
A on: „Widzę cię przez oczy w obrazie... A jak już zasypiasz, to wychodzę z ciała i siadam obok ciebie”...
I w ten oto sposób większość nocy spędziłam na poszukiwaniu jakiejś postaci w moim pokoju i dostałam serio schiz, że coś rzeczywiście się na mnie patrzy. A potem kopnęłam go w dupę.
Rano postanowiłam zrobić pranie. Wrzuciłam brudne ciuchy do pralki, ale zdecydowałam, że ekonomiczniej będzie uprać również to, co mam na sobie.
Aktualnie jestem w zaawansowanej ciąży, a tegoroczne upały dają mi ostro się we znaki, dlatego też wykorzystałam fakt, że jestem sama w domu i radośnie hasałam po mieszkaniu na golaska. I kiedy tak wchodziłam sobie do salonu, mój wzrok napotkał na twarz – równie zdziwionego co ja – mężczyzny (ale jak?! mieszkam na I piętrze!!!).
Podobno w trakcie ciąży czasem przychodzi pewne zamglenie mózgu i mnie trafiło właśnie w tym momencie. Niewiele myśląc, zamiast czmychnąć z powrotem do korytarza, rozpędziłam się niczym sapiący tur, podbiegłam z piskiem do okna i zaciągnęłam z impetem rolety przed twarzą (teraz już przerażonego) faceta.
Tak właśnie dowiedziałam się, że rozpoczął się remont elewacji budynku, a pan rozstawiał rusztowanie.
Zgadnijcie, kto do końca remontu będzie mieszkał przy zasłoniętych roletach i nie wyjdzie ze wstydu nawet na zakupy ...
Kilka dni temu w autobusie usiadłem z jakimś facetem, na oko 40 lat. W połowie drogi ten zapytał mnie się coś, nie zrozumiałem go. W mojej okolicy jest dużo Ukraińców, więc pomyślałem, że jest jednym z nich. Powiedziałem więc: „Sorry, I don't speak russian”. A facet na to: „Ale ja po polsku mówię!”...
Przez resztę drogi siedziałem cicho :D
Dodaj anonimowe wyznanie