#B9qBv

Pewnego dnia zadzwoniła do mnie pani z agencji pracy, proponując nowe stanowisko. Jako że mi się spodobało, chciałam aplikować. Owa pani wysłała mi dokumenty do wypełnienia i ręcznego podpisania.
Wydrukowałam, podpisałam i poprosiłam partnera o zeskanowanie. W międzyczasie się trochę poprzytykaliśmy. W końcu wysłał mi maila z dokumentami. Cała uradowana przesłałam szybko maila, zmieniając tylko treść. Niestety, nie spojrzałam na tytuł i taki sam wysłałam pani z agencji. Ten tytuł maila to: "Twoje gówna"...
Jemkotynaobiad Odpowiedz

Dostałaś pracę?

Odpowiedzi (2)
NiebieskiCynober Odpowiedz

Twoje gówna znajdują się w załączniku :) pozdrawiam serdecznie

Zobacz więcej komentarzy (4)

#bxhLM

Kiedy sikam, to liczę. Jeśli doliczę przynajmniej do 10 (około 10 sekund, na "pełnym przepływie"), to odczuwam wewnętrzną satysfakcję. Jeśli doliczę do mniej niż 10, to odczuwam lekki dyskomfort. Osobisty rekord to 28.
szareokno Odpowiedz

O rany, podobnie kiedyś robiłam, na szczęście dawno i już o tym zapomniałam.

Tylko żebym przez Ciebie znowu nie zaczęła!

asienaebaam Odpowiedz

Dzień Świra 😀

Odpowiedzi (1)
Zobacz więcej komentarzy (9)

#zXhE7

Jestem złym człowiekiem. Wypożyczam dużo książek z biblioteki, głównie kryminałów. Po przeczytaniu w każdej zostawiam dokładnie w środku karteczkę z informacją, kto jest zabójcą lub jakie jest zakończenie.

Pozornie, bo nigdy nie piszę prawdy. Taki psikus ;)
XX2411 Odpowiedz

Ty szatanie!

p.s. Plus za to, że nie bazgrzesz po książce, tylko zostawiasz karteczkę.

Lucyfereu Odpowiedz

Ciekawe, ile książek zostało porzuconych, gdy czytelnik przeczytał treść takiej kartki... i jeszcze te wszystkie osoby żyjące w kłamstwie :C

Odpowiedzi (7)
Zobacz więcej komentarzy (12)

#mC1TA

Moja była dziewczyna zawsze kładła się spać w skarpetkach. Mówiła, że brzydzi ją jak dotyka moich stóp swoimi. Pytałem się co jest z nimi nie tak, bo staram się dbać zarówno o stopy, jak i dłonie, bo wiem, że kobiety na to zwracają uwagę. Nigdy nie umiała powiedzieć wprost co jej przeszkadza.

Gdy ze mną zrywała powiedziała, że nie może przeboleć tego, że moje stopy są bardziej zadbane niż jej i ona z takim facetem nie może się spotykać, bo jej samoocena na tym za bardzo cierpi. Oprócz tego stwierdziła też, że to egoistyczne podejście z mojej strony, że tak chwalę się (!) swoimi stopami. No tak, bo spanie bez skarpetek to chwalenie się...

Nie ogarniam już lasek. To wy w końcu chcecie, żeby facet był zadbany czy nie?
Igraszka Odpowiedz

No proszę Cię, rozejrzyj się za normalną kobietą

PrincessMononoke Odpowiedz

Jedna kobieta źle się zachowała... "Nie ogarniam już lasek"

Odpowiedzi (5)
Zobacz więcej komentarzy (13)

#4fulZ

Gdy byłam mała zawsze myślałam, że przy tych pomnikach przy ulicach są pochowani ludzie, ponieważ na cmentarzu nie ma już miejsca.
ZapachZimy Odpowiedz

Ja również. Było też dla mnie dziwne, że chowają ludzi przy drogach, kiedy widziałam Krzyż i znicz postawiony dla ofiar wypadku.

majer Odpowiedz

Ja jak byłem mały to myślałem że jak będę odkładał pieniądze na koncie bankowym, to będę bogaty.

Odpowiedzi (2)
Zobacz więcej komentarzy (3)

#zMdlS

Jako dziecko byłam bita za byle co. Głównie przez tatę.
Skończyło się to, gdy wylądowałam w szpitalu, bo gdy próbowałam się zasłonić przed tatą, to od uderzenia pękła mi kość w ręce. Tym razem nie zeszło i skończyło się na izbie przyjęć, gdy w szkole pani kazała dobrać się w pary, a ja się rozpłakałam z bólu, gdy koleżanka chwyciła mnie za rękę.
Rodzice mnie odebrali ze szkoły i kazali nazmyślać, że się przewróciłam.
Wszystkim tak mówiłam, cały czas się bałam, że znów oberwę za nieposłuszeństwo, nieposłane łóżko, przeoczoną pracę domową, kiepską ocenę, odezwanie się, gdy nie trzeba itd.

Jednak wysłanie mnie do szpitala miało jeden plus - skończyło się bicie.
Rodzice zauważyli, że uchylałam się nawet gdy chcieli mnie po głowie pogłaskać. Oni nie byli świadomi, że mnie krzywdzą, aż mi czegoś poważnie nie zrobili.

Nikomu nigdy nie powiedziałam jaka jest prawda, poza moją jedną przyjaciółką. Dopiero ona mi uświadomiła, jakie to było złe. Taka moja mała tajemnica ze skrywaniem patologii w rodzinie.
asienaebaam Odpowiedz

Oni nie byli świadomi, że robią coś złego i dopiero jak Ci złamali kość to zrozumieli? No sorry. Mi się wydaje, że w tamtym momencie dotarło do nich, że ktoś może się dowiedzieć i się przestraszyli konsekwencji.

Odpowiedzi (5)
wolves Odpowiedz

Naprawdę jestem za tym, żeby ludzie, którzy decydują się na dziecko (lub to dziecko zrobią nieplanowanie) przechodzili regularne testy psychologiczne. Jakim człowiekiem trzeba być, by do tego stopnia skrzywdzić swoje dziecko, by uchylało się, przy zwykłym dotyku z obawy o kolejne uderzenie....

Odpowiedzi (7)
Zobacz więcej komentarzy (5)

#e7rqY

Z mężem staraliśmy się o dziecko. Gdy okazało się, że zaszłam w ciążę, byliśmy najszczęśliwszymi osobami na świecie. Na pierwsze badania prenatalne pojechałam sama, czułam, że o czymś nie wiem. Intuicja dobrze mi podpowiadała. Nie jedno, a bliźniaki nosiłam pod sercem. Szok! Jednocześnie płakałam i cieszyłam się. Mąż również był w szoku, ale ucieszył się równie mocno. Wszyscy byli w szoku, ale cieszyli się razem z nami. Dziewczynki kopały mnie bardzo mocno, lubiły słuchać piosenek i uspokajały się, gdy czytałam im książki. W 6 miesiącu okazało się, że muszę mieć wykonany zabieg, ponieważ jedna dziewczynka podbierała pokarm drugiej. Zabieg okazał się być cięższy niż przypuszczali lekarze, ponieważ naczynia krwionośne były bardzo głęboko ulokowane w łożysku. Po zabiegu lekko ucichły. Ledwo czułam ruchy. No i niestety po dwóch dniach brak tętna... To był najgorszy dzień naszego życia.
O godzinie 12 dostałam pierwszą tabletkę na wywołanie porodu... Skurcze były tak silne, że traciłam przytomność, a po następne tabletki musiałam iść na kolanach, taki to był ból. Byłam w piekle. O 5:20 następnego dnia urodziłam, najpierw Hanię, a następnie Helenkę. Położna umyła je i ubrała, a następnie przyniosła mi dziewczynki, abym się z nimi pożegnała. Położyła mi obie na sercu. Były piękne. Takie niewinne. Ochrzciła je. Nie była tylko położną, była kimś więcej. Była dobrym człowiekiem.

W ciągu niecałego roku po ślubie przeżyliśmy bardzo trudne chwile. Tak bardzo chcieliśmy mieć dziecko, dzieci...

Dziękuję mojemu Mężowi, że jest i mnie wspiera. Wszyscy nam mówią, że jeszcze będziemy mieć dzieci. Owszem, może się tak zdążyć. Ale my już mamy dzieci. Dwa Aniołki, które nad nami czuwają. Bardzo za nimi tęsknimy.
Igraszka Odpowiedz

Na tym etapie jakim jesteś, to po prostu mogę jedynie napisać, że jestem z Tobą, z Wami, współczuję bardzo, łzy mi się cisną, ale wyjdziecie z tej żałoby kiedyś, i dacie komuś miłość, którą macie dla Helenki i Hani

GrubyJakKot Odpowiedz

Tak, masz rację. Masz dzieci i żadne nowe dzieci nie zastąpią tych, które utraciliście. Zawsze będziesz myślała o tym ile by miały lat. To będzie bolało. Bo je pokochałaś i tęsknisz. To świadczy o miłości. Były dla Was ważne. Są dalej ważne. Z miłością jest tak, że ona się mnoży jakby dla każdego dziecka wyrastało osobne serce. Można kochać do nieprzytomności jedno dziecko a potem drugie i trzecie. Nic to nie ujmuje miłości do innego dziecka. Więc tak - możecie mieć jeszcze dzieci. I one dopełnią Waszą rodzinę ale nikoigo nie będą zastępować.
Te 6 miesięcy noszenia ich w łonie może też dać radość - to dosyć dużo czasu by poczuć ich ruchy.
Pewna znana aktorka miała tylko to - trzy poronienia, najwyższe w 26tc. Teraz może takie dziecko dałoby się uratować - te 40 lat temu to było niemożliwe.
Jak o tym mówiła, czuła smutek, ale w tym była też radość. Miała je przez chwilę i głęboko wierzyła, że się kiedyś spotkają.

Zobacz więcej komentarzy (18)

#7f1NC

Od lat chodzę do tego samego ginekologa. Dzisiaj powiedział mi, że nie jest w stanie mnie dłużej leczyć i muszę iść do specjalisty. Nadal mam buraka na twarzy po tym, jak nieświadomie powiedziałam "nic się nie stało I TAK BYŁO MIŁO"...

Niech mnie ktoś dobije. Kto mówi coś takiego u ginekologa?!...
CiemnaBlondynka Odpowiedz

Mi jest głupio jak gadam z jakąś Panią z infolinii i mówię "do widzenia", a ona "do usłyszenia" . Później myślę, że uj z tym, pewnie nie jedna osoba tak mówi i żyje z tym dalej.

Odpowiedzi (7)
asienaebaam Odpowiedz

Bez przesady, ja uwielbiam mojego gina i zawsze coś palnę w tym stylu. Przynajmniej mnie pamięta :)

Odpowiedzi (2)
Zobacz więcej komentarzy (7)

#gQ9tE

Mam zdiagnozowaną tokofobię, czyli paniczny lęk przed ciążą i porodem. W ciąży nigdy nie byłam i nie będę, bo wiem, że psychicznie bym tego nie zniosła. Przeraża mnie wszystko, co z ciążą związane - poczęcie, pierwsze objawy, bóle, puchnące nogi, ogólna niewygoda i ociężałość. Nie mówiąc o coraz większym brzuchu. Sama świadomość, że coś we mnie jest nie dałaby mi spokojnie żyć.

Z moim mężem jesteśmy małżeństwem od 8 lat. Jakieś 4 lata temu zaczął poruszać temat dziecka - i nie zrozumcie mnie źle - ja chcę mieć dziecko, ale nie chcę być w ciąży. I kiedy postanowiliśmy, że będziemy się o to dziecko starać, ja zaczęłam panikować. Myślałam cały czas o mojej niedoszłej ciąży i tych wszystkich dolegliwościach. O porodzie nawet nie chciałam myśleć. Wiem, że to byłaby trauma do końca życia. Kiedy opowiedziałam o tym mojemu mężowi, najpierw stwierdził, że wydziwiam, później, że pewnie nie chcę tego dziecka, aż w końcu za którymś razem wzięłam go ze sobą do psychiatry, który oficjalnie potwierdził moją fobię. Mąż początkowo nie mógł tego do siebie przyjąć, ale po wielu rozmowach postanowiliśmy, że będziemy ubiegać się o adopcję dziecka. Prawda jest taka, że dla mnie jest bez różnicy czy urodzę swoje dziecko czy zaadoptuję. Nie jestem z tych osób, które dziecko adoptowane mają za "obce".

Kiedy zaczęliśmy procedurę adopcyjną, stwierdziliśmy, że powiemy o tym naszym rodzicom - w końcu mają prawo wiedzieć. Moi rodzice mocno nam kibicują i wspierają, natomiast w reakcję teściów nie mogłam uwierzyć. Stwierdzili, że ta cała "tokofobia" w ogóle nie istnieje, że co to w ogóle za chory wymysł, że kiedyś kobiety rodziły po kilkanaście dzieci i nawet się nie zająknęły (co to ma do rzeczy?) i w ogóle to Magda (bratowa mojego męża) urodziła dwójkę i nic jej nie jest - tylko że Magda to nie ja. I to co powiedzieli na koniec - "Jeśli myślicie, że będziemy tego waszego adoptowanego dzieciaka traktować jak swojego wnuka, to jesteście w dużym błędzie". Mnie zatkało. Mąż wstał, złapał mnie za rękę i powiedział "W takim razie to było nasze ostatnie spotkanie, na szczęście nasze dziecko ma jeszcze jedną babcię i dziadka, którzy go pokochają bez względu na to, kto je urodził".

Minęły 4 lata. Mamy 8-letnią, wspaniałą córkę. Mój tata traktuje ją jak księżniczkę. Babcia rozpieszcza. My kochamy najbardziej na świecie. Teściowie udają, że nas nie znają.
duncan Odpowiedz

Brawa dla męża.
I za to, że się przełamał.
I za to, jak stanął po Twojej stronie przeciw swoim rodzicom.

Odpowiedzi (4)
XX2411 Odpowiedz

Ważne, że mąż dobrze się zachował.

Zobacz więcej komentarzy (10)

#3lL0V

Od zawsze mieszkam w dosyć niedużej wsi. Wszyscy się w miarę ze sobą znają i generalnie nic ciekawego zazwyczaj się tu nie dzieje. Ot, zwyczajna, nudna wioska.

Parę domów ode mnie mieszkał około 50-, 60-letni mężczyzna. Dosyć wycofany człowiek, nie miał rodziny, z nikim nie rozmawiał jakoś za dużo i często znikał na kilka dni, a czasami nawet i tygodni. Jedyne czym się jakoś bardziej wyróżniał było to, że był myśliwym. Oczywiście z racji tego miał w domu kilka zarejestrowanych broni.

Któregoś dnia okazało się, że zmarł z powodów wcześniejszych problemów z sercem. Normalnie w takich okolicznościach rodzina musi zdać jego broń. Z racji, że jej nie miał, policja musiała sama wtargnąć do jego domu i ją zabezpieczyć. Co znaleźli? Około 30 sztuk broni snajperskich niezarejestrowanej i bez żadnych numerów. Najnowsze lunety warte po 5000 zł. I to nie były w żadnym wypadku bronie nadające się do łowiectwa. Na podstawie innych dowodów okazało się, że pracował jako płatny zabójca. Człowiek, który w żaden sposób się nie wyróżniał i mieszkający na uboczach cywilizacji. Większość życia wykonywał swoje zlecenia i korzystał z życia jeżdżąc po świecie, a przy tym ukrywał cały czas się w tłumie.

Chyba nie muszę mówić, jak wielki to był szok dla okolicznych mieszkańców.
Bezio Odpowiedz

I to jest ciekawe życie

browning Odpowiedz

A potem okazało się, że pod jego domem był ukryty bunkier a w nim centrala G.I. Joe na europę wschodnią.

Zobacz więcej komentarzy (18)
Dodaj anonimowe wyznanie