#wdM2q

W podstawówce nauczycielka kazała nauczyć się naszego hymnu szkoły. Mieliśmy go zaśpiewać, po czym ona wybierała kilku najlepszych, którzy musieli śpiewać ten hymn na każdej uroczystości. Bardzo nie chciałem zostać wybrany, dlatego na tym „castingu”, kiedy przyszła moja kolej, zacząłem fałszować najlepiej jak tylko umiałem. Przerwała mi po kilku słowach i powiedziała, abym się nie wygłupiał i zaczął od nowa. Powtórzyłem mój plan i znowu zacząłem udawać hamujący pociąg. Wkurzyła się i wyrzuciła mnie z sali.

Pamiętam, że czułem wtedy taaaką satysfakcję :)

#GmkUH

Nie wiem, czy to ja jestem nienormalna i nie rozumiem XXI wieku, czy to właśnie innym ludziom coś się poprzewracało w głowach. 
Mój ojciec zostawił mamę dla córki siostry mojej mamy. 
Czy tylko mi się to wydaje chore? A po oznajmieniu mi tego nie rozumiał, dlaczego jestem zła albo się nie odzywam. Poważnie mam w głowie jakiś mindfuck, może wy mi powiecie, kto tu ma nie po kolei w głowie.

#1tnIv

Tuż przed Sylwestrem dostałam nowinę – moja mama ma raka. To nie tak, że się nie spodziewaliśmy – spośród siódemki jej rodzeństwa żyje trójka (dwoje ma nowotwór, trzeci nie chce się badać), pozostałe grono zmarło z podobnych przyczyn.

Od pół roku wszystkim z rodziny radzę, żeby się zbadali – taka prewencja pozwoliła na szybkie zdiagnozowanie mamy, po operacji ma się dobrze. Rodzina od strony mamy jest liczna, mam kilkanaścioro sióstr/braci ciotecznych, którzy mają dzieci, które mają dzieci. Przekonałam kilkoro na badania genetyczne. Idą razem, rodziną – w kupie siła. U jednego ukazały się zmiany, reszta zdrowa, do kontroli za rok.

I mimo że nowotwór jelita grubego pojawia się zwykle po 40 roku życia, życie dało mi jedną szansę na kilkadziesiąt tysięcy – mam go. Poszłam na badania w tajemnicy, mając 25 lat, i okazało się, że jestem w stadium pozwalającym jedynie na resekcję dużej części jelita grubego, pozostawiającym mnie z workiem stomijnym. Tak na wszelki wypadek, gdyby mi się zachciało żyć po utracie połowy rodziny, chorej mamie, problemami osobistymi i depresji, którą dopiero postanowiłam leczyć. Na życie z „wyrokiem” się nie zgadzam.

Przykro mi, kiedy myślę ze spokojem o własnej śmierci. Śmierci pod warunkiem, że moi rodzice już nie będą żyć. Nie chcę im robić przykrości własną śmiercią, ale wciąż nie potrafię powiedzieć im prawdy.

#TjM7t

Gdy mieszkałam jeszcze w domu rodzinnym, miałam pewnego sąsiada, który bardzo lubił imprezować i puszczać głośno muzykę – do tego stopnia, że ja dwa piętra niżej odnosiłam wrażenie, jakby ktoś imprezował za moją ścianą. Sąsiedzi wiele razy wzywali policję, lecz nigdy nie przynosiło to rezultatów – delikwent nie otwierał im po prostu drzwi, przez co miał nawet założoną sprawę w sądzie. Miarka jednak przebrała się pewnego późnego wieczoru, gdy mama wyszła na balkon zapalić. W tym samym momencie sąsiad uznał, że najlepszym miejscem do załatwiania potrzeb fizjologicznych jest balkon. Mówiąc wprost – prawie obsikał moją mamę. Uknułyśmy wtedy plan zemsty.

Delikwent, podobnie jak większość sąsiadów, dojeżdżał do pracy rowerem, który zostawiał tuż przy wejściu do piwnic – tak, że widziała go każda osoba, która wchodziła lub wychodziła z klatki. Nakleiłyśmy na cały rower mnóstwo samoprzylepnych karteczek z ogromnym napisem „SIKA PRZEZ BALKON”. Sąsiedzi z rana zastali zatem bardzo ciekawy widok, a sam pokrzywdzony już nigdy nie dopuścił się podobnych praktyk ;).

#0uTUA

W pracy mam układ z biurem, że ja donoszę na innych i przez to mogę robić, co chcę. Ostatnio jednak nie było czego powiedzieć, nic się nie działo. Wytarłem więc po sraniu palce w ścianę i kilka innych rzeczy, i udało mi się zgonić to na jednego gościa. Niestety zostałem przyłapany, jak robiłem kupę na podłogę w szatni i teraz już układ z biurem nie działa, a koledzy się śmieją ze mnie i nazywają „obesrołem”. Boję się, że jak wyjdzie dalej, to w mojej wsi też będą mnie tak wyzywać, a byłem tam sołtysem.

#GziPh

Tak się zastanawiam: czy możliwy jest poważny związek pomiędzy 36-latkiem (mną) a 18-latką?

Czuję do tej dziewczyny miłość, ale pomieszaną pomiędzy miłością ojcowską i miłością do kobiety.
Wiem, że to nie jest do końca naturalne, ale byłbym chyba najszczęśliwszym człowiekiem na świecie, gdybym mógł zdobyć się na odwagę i powiedzieć jej o uczuciach.

#AJOmQ

Jak mój syn rozpętał prawdziwą karuzelę śmiechu rodem z „Chwili dla Ciebie”.

Mój półtoraroczny syn czasem dosyć głośno śmieje się przez sen. Pewnego razu byłam z małym u rodziców, którzy mieszkają w domu z cienkimi ścianami. Trzecia w nocy, a mój syn się śmieje na cały regulator. Dla mnie norma, dla rodzinki coś nowego, więc mój tata przebudził się i wstał sprawdzić, co się dzieje, czy wszystko w porządku. Jak zobaczył wnuka, to rozczulony też zaczął się śmiać. Stwierdził, że moja mama też musi to zobaczyć, więc ją obudził, powiedział co i jak i przyszli razem. Brat z siostrą również zostali obudzeni na tę okoliczność. No i młody się śmieje, a pod drzwiami cała rodzinka rozczulająca się i śmiejąca jednocześnie. Młody przestał po kilku minutach, a oni dalej się śmiali :)

Karuzela miała jednak koniec, jak ich wywaliłam spod moich drzwi, bo jednak mnie to nie śmieszyło ;)

PS Uprzedzając pytania, byłam z młodym u neurologa, wszystko git.

#NYN7x

Czasy świetności GG. Miałem wtedy 16 lat. Poznałem przez internet fajną dziewczynę. Na zasadzie odpowiedzi na „nudzę się, poklikasz?”. W GG miała wpisane, że ma 15 lat, jest z sąsiedniego miasta (40 min pociągiem). Nasza znajomość trwała jakiś czas. Fajnie nam się gadało, jak to młodzież, świntuszyliśmy czasami. W pewnym momencie postanowiliśmy się spotkać. Pojechałem do tego miasta, poszedłem na umówione miejsce, mieliśmy się poznać po tym, że każde z nas będzie miało w ręku gazetę. No to dochodząc tam, obczajam teren. Ale nie ma tam żadnej nastolatki, tylko około 30-letnia kobieta, z gazetą w ręku. Ja zdziwiony, ale podchodzę, pytam: Ania? Słyszę: Tak, to ty, Michał? Ja zdziwiony jak cholera, no ale poszliśmy na spacer, w dość ustronne miejsce. Żeby nie robić z tego powieści erotycznej, zreasumuję, że całowaliśmy się, pozwoliła mi na jakieś pieszczoty. Pewnie nawet zrobilibyśmy więcej, ale nie miałem gumek.

Umówiliśmy się na następne spotkanie, ona zaproponowała, że pójdziemy do hoteliku na uboczu. Wiadomo, dla młodego nabuzowanego chłopaka to było jak dar losu, możliwość seksu z całkiem ładną dorosłą kobietą (kto nie miał fantazji o ładnej nauczycielce ze szkoły?). Odprowadziłem ją w okolice jej domu i poszedłem cały w skowronkach na pociąg.

Dopiero jak mi wszystko opadło (znaczy hormony), zacząłem logicznie myśleć. Ale zaraz, czekaj, ani ja przystojny nie jestem za bardzo, bez kasy, nic we mnie szczególnego, a ona jest całkiem ładna. Why me? W dodatku jest prawie dwa razy ode mnie starsza.

Takie to były czasy, że człowiek miał znajomych (ale takich prawdziwych, nie z FB czy insta). No więc w tym mieście miałem kilku, przez nich popytałem o moją nową „koleżankę”. Okazało się, że ma męża. Mąż pracuje jako marynarz, często go nie ma. Ale co najlepsze: ma córkę, 12-letnią. To mnie zmroziło. Bo jak robić to z kobietą, której córka jest niewiele młodsza ode mnie? Nope, niet, zatrzymajcie pociąg, ja wysiadam.
Zerwałem kontakt pod głupim pretekstem, że nagle gdzieś wyjeżdżam, skasowałem GG. Do sprawy nigdy nie wróciłem. I tylko teraz się zastanawiam, czy to był taki poryw chwili, czy to jednak mój mózg jeszcze próbował walczyć... z inwazją młodzieńczych hormonów.

#DhgAU

Całe gimnazjum i liceum miałem problem z wypryskami (na całym ciele, potrafiły mi się pojawić na kolanie albo na łokciu), przetłuszczającymi się włosami, suchą i swędzącą skórą, łupieżem oraz rozwolnieniami. Rodzina twierdziła, że przejdzie mi wraz z okresem dojrzewania. Nie przeszło. Gdy sięgałem po chipsy i fast food, to nie darowano mi przykrych komentarzy. Miałem grono przyjaciół, nie stroniłem od imprez, udawałem, że mam do siebie dystans, ale tak naprawdę bolały mnie komentarze rzucane pod moim adresem. Żarty z wulkanów na twarzy, z „dodatkowych sutków” na klacie itp. Byłem na różnych badaniach, brałem nawet parę leków, choć i tak wolałem naturalne rozwiązania (np. regularne maseczki i zmiana diety niż leki i maści). Mimo to nic nie pomogło. Na głowie nie była to grzybica, na twarzy nie był to trądzik, a skóra sucha „bo taki jej urok”. Gdy część znajomych poszła na psychologię, to nie widzieli nic złego w tym, aby przy wszystkich stwierdzić, że są to objawy mojego braku akceptacji siebie samego.

Toksyczne znajomości zerwałem. Do lekarzy już nie chodzę. Czemu? Założyłem filtry wody w łazience i kuchni. Chlor, kamień i nie wiadomo co jeszcze z wiekowych rur miasta dawały się we znaki. Zmieniłem proszek do prania na dziecięcy i świąd ustał. Przestałem spożywać laktozę i nie miewam już rozwolnień, a i cera uległa poprawie. Wszystkie moje bolączki fizyczne odeszły, a wręcz skóra i włosy wyglądają, jakbym regularnie chadzał do kosmetyczki i do fryzjera! Lekcja dla mnie jest taka, by słuchać siebie i swojego organizmu. Dzięki zerwaniu znajomości mam czas na kształcenie siebie (choć na studia nie poszedłem, bo musiałem pracować dla rodziny, to informatyki można się uczyć samemu), podróże i moją pracę marzeń. A znajomości znajdują się nowe, bardziej dojrzałe i takie, z których można coś wyciągnąć dla siebie oraz dać od siebie.

Piszę to, by wspomóc ludzi walczących z podobnymi dolegliwościami. Filtry można znaleźć tanio, a odstawienie laktozy nic nie kosztuje. Sprawdzić zawsze można, zanim wyda się setki polskich nowych złotych na lekarzy i apteki. Polecam.
Dodaj anonimowe wyznanie