#Lsk2W

Mam 47 lat, męża i dorosłego syna. Ostatnio w pracy mieliśmy zorganizowane ognisko integracyjne. Było nas naprawdę sporo. Oczywiście jak to na takich spotkaniach były drinki, tańce, zabawa. Do domów rozwoziły nas wynajęte dwa busy. Nie wszyscy zabrali się w pierwszych dwóch kursach, a że jeden kurs trwał dosyć długo, to za trzecim razem chcieli już jechać wszyscy, którzy zostali. Miejsc w busach było mniej niż osób, więc siadaliśmy po dwoje na siedzeniu albo komuś na kolanach. Ja usiadłam na kolanach chłopaka pracującego u nas od 3 lat, tak po prostu wyszło. W czasie jazdy trzymał mnie w pasie. Początkowo siedziałam tak na skraju jego kolan, ale z czasem on mnie trochę przyciągnął bliżej, trochę sam się przesuwał, trochę ja się przysunęłam i w końcu siedziałam bardzo blisko. W końcu siedziałam tak, że poczułam coś twardego... Najpierw byłam trochę zakłopotana, ale po chwili zmieniło się to w lekkie podniecenie i taką jakby dumę, że tak podziałałam na chłopaka młodszego ode mnie o kilkanaście lat.

#9IUT8

Historia ta wydarzyła się w liceum. Byłam z chłopakiem już od 2 lat. Niestety moja mama nigdy nie zgadzała się na to, żeby nocował on u mnie w domu. Jednak pewnego wieczoru, kiedy mama poszła na noc do pracy, postanowiliśmy, że ukryjemy przed nią fakt wspólnego nocowania. Kiedy mama wyszła do pracy, mój chłopak przyszedł do mnie, z założeniem, że wyjdzie o godzinie 7, kiedy moja mama kończy pracę. Mimo planu doskonałego postanowiłam jednak zachować pewne środki ostrożności i przed zaśnięciem schowałam jego buty i kurtkę do schowka na pościel w łóżku. Mimo tego, iż wiedziałam, że mama nie wróci do domu do godziny 7, coś nie dawało mi spokoju, po paru godzinach udało mi się jednak zasnąć.

Godzina 6 rano, a ja słyszę dźwięk klucza przekręcanego w zamku od drzwi frontowych! To ona! Jak się później okazało, szefowa zwolniła ją wcześniej do domu ze względu na zbyt dużą liczbę nadgodzin. Słysząc dźwięk otwieranych drzwi, szybko obudziłam swojego chłopaka, który w popłochu wskoczył do szafy, nie domykając jej jednak do końca. Leżałam w łóżku bez ruchu, licząc na to, że to tylko zły sen... to jednak nie był koniec atrakcji. Szybko zorientowałam się, że na oparciu od krzesła stojącego przy biurku w moim pokoju wisi jego kurtka! Modliłam się, żeby mama jak najszybciej poszła spać zmęczona po nocnym dyżurze i żeby nie weszła do pokoju jak każdego ranka w celu skorzystania z komputera. Na szczęście do pokoju nie wchodziła, ale spać też nie poszła! Mój chłopak siedział w szafie trzy godziny, zanim wymyśliłam jakiś plan. Nie mógł się w tym czasie ruszać, ponieważ z każdym jego ruchem szafa skrzypiała coraz bardziej. Na szczęście wpadłam na pomysł napisania do kolegi i poprosiłam go, aby przyszedł „pożyczyć ode mnie zeszyty”. Mama siedziała zamknięta w pokoju, więc gdy tylko kolega zadzwonił do drzwi, wyskoczyłam z łóżka jak poparzona, wzięłam z półki przypadkowe zeszyty i poleciałam otworzyć mu drzwi. W międzyczasie dałam też sygnał swojemu chłopakowi, żeby jak najszybciej wyszedł z szafy i biegł prosto w stronę wyjścia. Było mi go cholernie szkoda, patrząc na niego, nie do końca ubranego, wybiegającego zimnym rankiem z domu do samochodu. Na szczęście mama się nie zorientowała.

Obiecałam sobie, że opowiem jej tę historię na naszym ślubie. Niestety już nie jesteśmy razem z tym chłopakiem, więc nie będzie okazji.

#MaMd3

Uwielbiam czytać Anonimowe Wyznania. Nieziemsko satysfakcjonuje mnie fakt, iż spora część Anonimowych robi rzeczy lub ma pomysły głupsze niż ja. :)

Otóż moja przypadłość to nadawanie imion dużym palcom u stóp (dziś prawy to Kazimierz, a lewy Wiesław) i przeprowadzanie między nimi spontanicznej rozmowy, na tematy wszelkie. Czytam na głos Anonimowe, a potem Wiesiek i Kazik to komentują.

Czasami maluję na paznokciu oczy i uśmiech oraz nakładam kapelusz zrobiony z gazety, żeby (palce) wyglądały bardziej ludzko.

Dziwne i głupie.
Ale nie umiem przestać.

#auWtp

Będąc dzieckiem i nastolatką, tworzyłam foldery w komputerze, a następnie zapisywałam w nich zdjęcia ubrań. W kolejnych folderach tworzyłam całe outfity. Z czasem zapisywałam zdjęcia aut, domów, a nawet akcesoriów dziecięcych (tego wstydziłam się najbardziej). Tak tworzyłam wyimaginowane, idealne życie. Każdy folder miał swoją nazwę, np. „do pracy”; „na dyskotekę”, a w przypadku akcesoriów do dekoracji „sypialnia”, „łazienka” itd. Miałam nawet folder ze zdjęciami mężczyzn i do każdej koncepcji dobierałem pasującego.

#QaeuW

Zawsze w moim domu dochodziło do faworyzowania sióstr (mam dwie siostry), ja byłam jak Kopciuszek... Gdy tylko coś chciałam, było to za drogie, brzydkie, niepotrzebne mi, lecz gdy siostry zachciały buty za 500 zł para, to rodzice od razu im to kupowali. Jedyną osobą, która mnie rozumiała, była moja ciocia. Rodzice byli z nią pokłóceni, więc musiałam do niej chodzić w tajemnicy. Ciocia zawsze, gdy przyszłam, dawała mi jakieś pieniądze. 
Podczas gdy moja siostra skończyła już klasę maturalną i miała wakacje, a ja jeszcze chodziłam do szkoły, stwierdziłam, że za pieniądze, które udało mi się oszczędzić, sama kupię sobie laptopa, o którym marzyłam od dłuższego czasu. Gdy już go kupiłam i przyszłam z nim do domu, moja mama mi go zabrała i stwierdziła, że to będzie idealny laptop dla siostry na studia...

#f2cvb

Jako mała dziewczynka bardzo lubowałam się w książkach. Moją ulubioną serią był „Harry Potter”. Wszyscy o tym wiedzieli, a ja nawet tego jakoś nie ukrywałam.

Cała historia dzieje się w moje urodziny. Od rana rodzice byli dziwnie cisi, zazwyczaj od rana było ich słychać. Oczywiście na początku nie zwróciłam na to uwagi, aż do momentu, w którym usłyszałam dzwonek do drzwi. Pobiegłam otworzyć, bo goście mieli się zjawić (był środek lata). Za drzwiami stał listonosz z dziwnym uśmiechem. Zapytał, czy to ja itp. W końcu wręczył mi list i sobie poszedł. Gdy na niego spojrzałam, dotarło do mnie, że to list z Hogwartu! Pobiegłam do kuchni i zaczęłam krzyczeć ze szczęścia, otworzyłam go wraz z mamą i okazało się, że mam się tam stawić w nowym roku szkolnym.
Jak się spodziewacie, nie zdążyłam. W dniu rozpoczęcia nowego roku szkolnego całkiem o tym zapomniałam. Rozczarowanie następnego dnia niezapomniane.

Po kilku latach dowiedziałam się, że to rodzice przygotowali list dla mnie, a listonosz był podstawiony. A ja się tak chwaliłam koleżankom i kolegom... Wypominali mi to do końca szkoły.

#xrfx7

Kiedyś jako dziecko zapomniałem psa.
Poszedłem na pocztę, aby gdzieś zadzwonić (komórek nie było, telefonu nie mieliśmy). Psa przywiązałem w pobliżu. Wychodząc z poczty, tak byłem przejęty rozmową, że zapomniałem o psie. Jak wróciłem wieczorem do domu, to wszyscy pytali, gdzie pies. Zaczęliśmy szukać. Nie było go nigdzie.
Rano napisaliśmy ogłoszenie, poszliśmy je skserować. Punkt ksero był koło poczty.
No i okazało się, że pani od ksero zaopiekowała się naszym pieskiem, który cały dzień spędził przywiązany. I tak pies do nas powrócił :)

#Mn9ce

Jakieś 2, może 3 lata temu powiedziałam mamie o swojej orientacji (wolę dziewczyny). Były krzyki i wrzaski ze strony mojej rodzicielki, że jestem nienormalna, że mi się odmieni (co się do tej pory nie stało) i że „lepiej mnie byłoby usunąć”. Od tamtego czasu miałam stany lękowo-depresyjne i stosowałam wobec siebie autoagresję, a że ojciec jest dosłownie „pupilkiem swojej żonki”, on także na mnie krzyczał i mnie wyzywał.

To, co powiedziałam mamie, powiedziałam i babci. Ta cieszyła się z tego, gratulowała mi i nawet pytała, czy już kogoś mam. Bardzo mi wtedy pomagała i wspierała duchowo.

Po pewnym czasie i po namowach babci, może rok od wyznania rodzicielce prawdy o mnie, rodzice zapisali mnie do psychologa. Cieszyłam się z tego, że wreszcie będę mogła porozmawiać o moich problemach z kimś doświadczonym. I tak było, rozmawiałam, wygadywałam się i mój stan psychiczny się poprawił.

Od jakiegoś miesiąca (czyli od czasu, od którego nie chodzę do psychologa) rodzice byli dla mnie jakoś dziwnie mili. Próbowali rozmawiać ze mną, pytali się co u mnie itd. Cieszyłam się, że jednak może zmienili zdanie i mnie zaakceptowali.

Otóż nie. 
Babcia tydzień temu powiedziała, że rodzice traktują mnie dobrze tylko dlatego, że lekarz im tak kazał. Tak naprawdę nie zaakceptowali mnie i dalej gardzą „ideologią LGBTQ+”.

Mamo, jeśli to czytasz, to ch*j ci w dupę.

#RLVNU

Kiedy miałem jakieś cztery czy pięć lat, umiałem już normalnie korzystać z toalety. W pewnym momencie coś mi się przestawiło – miewałem zatwardzenia, męczyło mnie to okropnie, a rodzicielka jedyne co była w stanie mi zaoferować, to rumianek (teraz już wiem, że to jest zespół jelita wrażliwego i wystarczyłby zwykły syrop, ale wtedy nikt o tym nie wiedział). Nie lubiłem chodzić na dwójkę do toalety, bo kojarzyła mi się już tylko z bólem brzucha. No i w końcu wpadłem na to, że będę robić w gatki... Rodzicielka nie wiedziała, jak mnie tego oduczyć, pytała, czemu nie wołam, że muszę do toalety, dlaczego chowam się do kąta i robię w spodnie. Wtedy nie chciałem się przyznać, ale sprawiało mi wielką przyjemność, że mały, twardy bobek siedzi mi w bieliźnie.
Nie mam pojęcia, czym się kierował mój kilkuletni mózg.
Całe szczęście mi przeszło.
Dodaj anonimowe wyznanie