Gdy miałem 10 lat, małżeństwo moich rodziców się posypało. Ojciec, którego od tamtego czasu nie widziałem, stwierdził po 15 latach związku, że jednak nie tego w życiu szukał i wyparował. Do tej to on nas utrzymywał, mama zajmowała się domem.
Po rozstaniu spadł na nią ciężar zarobienia na dwójkę osób. Jako, że doświadczenia w pracy nie miała żadnego, jedyne fuszki, jakich mogła się złapać w Polsce, nie starczały nawet na podstawowe potrzeby jednej osoby. Szybko podjęła decyzję o wyjeździe za granicę. Ja zostałem wysłany do dziadków na drugim końcu kraju. Trafiłem do małej mieściny, w której nie znałem nikogo. Mama miała trochę zarobić i wrócić. W praktyce widywałem ją dwa razy do roku. Czas mijał, ja nie mogłem znaleźć sobie przyjaciół.
Natknąłem się na pewną grę internetową, która z racji braku innych zajęć, pochłonęła mnie bez reszty. W grze miałem wielu znajomych, z racji sporego czasu na nią poświęcanego, bardzo szybko rozwijałem swoje postaci, więc byłem "użyteczny" dla innych grających osób. W ten sposób zdobywałem znajomych i czułem się potrzebny. Dziadkowie nie potrafili się ze mną porozumieć, a ja porozumienia nie szukałem. W końcu poddali się i po prostu pozwolili mi robić co chciałem - chciałem grać. Grałem przez długie lata, cudem skończyłem gimnazjum, ale z maturą się już nie udało.
W międzyczasie - nawet nie wiem, jak to się stało - ktoś powiedział mi, że jest możliwość osiągnięcia dodatkowych profitów w rozgrywce, poprzez jej automatyzację (stworzenie botów - oprogramowania, które samo steruje postacią i ją rozwija). W ten sposób zacząłem uczyć się programowania. W końcu udało mi się stworzyć całkiem fajne rozwiązanie. Administracja gry starała się walczyć z botami, dlatego, aby nie wpaść, musiałem co krok analizować kod botów, które zostały wykryte i zabezpieczać mój własny, by zminimalizować szansę na utratę konta (wykrycie nielegalnego wspomaganie równa się kasacji konta). W wieku 18 lat, też nie pamiętam od czego to się zaczęło, podjąłem praktyki programistyczne w nieco większym mieście.
Od tamtej pory pracuję jako programista, a moja kariera rozwija się z zawrotną prędkością. Obecnie mam 22 lata, zarabiam prawie 10 tysięcy na rękę. Problem w tym, że nadal jedynym sensem mojego życia jest ta sama gra. Blisko połowę wypłaty co miesiąc wydaję na walutę premium. Budzę się i zasypiam jedynie z myślą o tym, co będę robił w grze. Od dawna taki styl życia mi się nie podoba, ale zwyczajnie nikt nie pokazał mi, że coś poza tym jest możliwe, a ja sam nie umiem się oderwać, bo boję się, że stracę wszystkich znajomych i jakiekolwiek poczucie bycia wartościowym (gdzie wartość wyraża mój poziom i jakość ekwipunku...).
Nikt o tym nie wie, nie zdradzę się przed żadnym ze znajomych, bo moja twarz nabrałaby chyba czerwoności ze wstydu. Ewentualnie mogę dostać młotkiem w łeb, by się otrząsnąć.
Mam jedną "małą" tajemnicę - cholernie podoba mi się facet mojej koleżanki. Nie ma tutaj zauroczenia, miłości ani innych takich pozytywnych uczuć. Ja po prostu mam ochotę zobaczyć go nago i uprawiać z nim seks. Dotknąć, sprawdzić przyjemność i tyle. To taka cholerna ciekawość. Nie mam zamiaru robić żadnych podchodów ani nawet próbować, by moja fantazja się ziściła chociażby w kilku procentach, ale... gdy widzimy się raz na 2-3 miesiące, to jest we mnie cholerna ciekawość na temat tego, co on chowa w spodniach :) Nie jest nie wiadomo jakim ideałem. Zwykły chłopak.
I jeszcze jedno:
Pewnie byście pomyśleli "dużo osób ma takie fantazje, zdarza się, przecież nie masz zamiaru by się to spełniło". Ale ja jestem, do cholery, facetem...
Życie zadecydowało, że będę miała dużo młodszego brata. Dużo, bo prawie 15 lat. Brat biologiczny w 100%, nie przyrodni. Bardzo się cieszyłam, gdy się urodził. Właściwie, to pragnęłam tylko jednej rzeczy - by nie był mądrzejszy ode mnie. Dlaczego? Otóż zawsze byłam czarną owcą. Za niska średnia, piątka, a nie szóstka, drugie miejsce w konkursie, brak zainteresowań sportem, no i długo mogłabym wymieniać. Uznałam, że jeżeli młody okaże się zdolniejszy, to po prostu zagnębią mnie jako „nieudacznika, co tylko do układania kostki się nadaje”.
No i minęło 15 lat. Mój brat teraz wybiera szkołę średnią. O technikum nie ma co marzyć, będzie zawodówka. Nie radzi sobie z nauką, ma słabą pamięć, kiepsko mówi. Psycholog stwierdził opóźnienie w rozwoju, a ja czuję się kurewsko winna. Chyba w nieodpowiednim momencie wypowiedziałam życzenie, ale naprawdę nie chciałam takiego skutku. Bardzo kocham mojego brata i jestem z niego dumna, nie mam potrzeby chwalenia się jego ocenami, olimpiadami i tymi bzdurami, którymi tak lubią szczycić się rodzice zdolnych dzieci, dla mnie najważniejsze jest, że jest dobrym człowiekiem i ma serce na dłoni, jednak nikomu się nie przyznam do swoich nastoletnich życzeń.
Zacznę od tego, że mama od zawsze pożyczała sobie moje ubrania, a ja dowiaduję się o tym dopiero po fakcie.
Tego dnia postanowiła ubrać do pracy moją nową koszulkę, nawet się jej nie przyglądając. Mama jest dyrektorem w jednym ze szpitali i często prowadzi tam spotkania z pracownikami, przyjmuje skargi i inne. Wyobraźcie sobie, że przychodzicie na spotkanie ze swoją dyrektorką, a ona wita was w koszulce z wielkim napisem "Bonjour bitches"... Nie wiem jak zareagowali pracownicy, ale mina mamy kiedy uświadomiłam ją o napisie była całkiem zabawna :D
Niestety niczego ją to nie nauczyło. Nadal pożycza moje ubrania. Mam nadzieję, że chociaż zaczęła czytać nadruki.
Skończyłem technikum. Kwalifikacje zawodowe zdane bardzo dobrze. Matura z wynikami co nie muszę się wstydzić, a nawet mogę się pochwalić. Tylko świadectwo ukończenia technikum wygląda tragiczne, oceny dostateczne tylko dwie dobre, ale to nie moja wina tylko zawistnych nauczycieli.
Dziadek ma komis samochodowy, a ojciec jest zawodowym kierowcą, dlatego gdy skończyłem 16 lat zdałem egzamin na prawo jazdy, bo w mojej rodzinie to standard.
Dziadek przez kilka miesięcy przed moimi 16 urodzinami polował na samochód używany, ale taki z lepszej półki, a okazało się, że i rodzice dorzucili trochę grosza.
I tak pod koniec drugiej klasy technikum podjechałem pod szkołę swoim autem.
Koledzy od razu pogratulowali i co niektórzy zazdrościli.
Nauczyciele oprócz matematyka i jednego od zawodowych zaczęli sypać żółcią. Na szczęście paru po prostu zaczęło udawać, że nie istnieje.
Nauczyciele od polskiego, historii i WF-u byli najbardziej zazdrośni.
Odzywki typu "oni po studiach i ich nie stać na TAKI samochód", "dzisiejsza młodzież", "rodzice to na pewno złodzieje" na początku tłumaczyłem, że używany, że dziadek ma komis i wyłapał perełkę, że myślał prawie przez rok o tym aucie itd.
Po jakimś czasie dałem sobie spokój ale tych wrednych, zawziętych nauczycieli nigdy nie zapomnę.
Na Woodstock 2016 poznałem pewną dziewczynę z Warszawy, nazwę ją "A". Dziewczyna naprawdę świetna, piękna, inteligentna. Utrzymywaliśmy kontakt po festiwalu przez kilka miesięcy, ale ze względu na jej studia i moją pracę za granicą ciężko było nam się ponownie spotkać. Niestety popełniłem błąd i przy jednym z wyjść na piwo i spożyciu zbyt dużej ilość alkoholu, napisałem kilka głupot, które leżały mi na sercu, a których nie potrafiłem w żaden sposób rozwiązać, i nasz kontakt niestety się urwał, co dręczy mnie już jakiś czas. Wiem natomiast, że czyta tu wyznania, ponieważ co jakiś czas niektórymi co ciekawszymi się "wymienialiśmy".
Tak że myślę, że Panna "A" będzie wiedziała, iż o niej mowa. Przepraszam, że tak to zawaliłem. Mam nadzieję, że na tegorocznym Woodstock wypijemy jednak wspólne piwo.
Istotnym punktem całej fabuły jest to, że jestem osobą z fobią społeczną
Godzina 10:10, wsiadam do autobusu. Znajduję idealne zacienione miejsce w rogu. Przez chwilę pokusiłem się o położenie na sąsiednim miejscu plecaka, ale grzało na nim słońce, a niekoniecznie chciałem dźwigać potem gorący plecak.
Dwie minuty później wsiada kobieta - na oko 30 lat - i siada tuż obok mnie. Rozglądam się po autobusie - większość miejsc wolna. Za nic nie wiedziałem, po co przy mnie usiadła, ba, rozwaliła się na półtora siedzenia. Całą trasę przesiedziałem zestresowany i przytulony do okna aby uniknąć kontaktu fizycznego. Wysiadłem też dwa przystanki później, bo bałem się poprosić o przepuszczenie mnie.
Drodzy pasażerowie, zanim usiądziecie obok kogoś - zapytajcie się grzecznie. Bo niektórzy mają problem ze swoją przestrzenią osobistą, którą w ten sposób naruszacie.
To się stało dosłownie przed chwilą.
Leżałem sobie na łóżku, koło mnie kotka myje sobie sierść. Zobaczyłem jakąś dziwną ciemną kulkę na pościeli, biorę ją i się zastanawiam co to jest. Zgniotłem to nawet. Myślę i myślę, po czym zapalam światło.
To był fragment kociej kupki... A ja to sobie rozpaćkałem na palcach :/
Krótkie info: skończyłem 7 klasę podstawówki.
W jednym z ostatnich dni roku szkolnego na angielskim wypisywaliśmy nowe słownictwo z jakiejś czytanki. Jako miłośnikowi języków obcych wiele z nich było mi znanych. Gdy skończyliśmy, nauczycielka poleciła mi, abym przeczytał wszystkie słowa, żeby wszyscy znali wymowę. Gdy skończyłem, ta powiedziała coś w stylu:
- Masz bardzo amerykański akcent.
Ucieszyły mnie te słowa, bo faktycznie taki akcent zawsze starałem się uzyskać. Czar prysł, gdy dodała:
- My się uczymy brytyjskiego, więc tak nie mów.
Zaczęłam masturbować się kiedy miałam 7 lat. Wciągnęłam w to swoją kuzynkę. Miałyśmy nawet orgazmy. Dotykałyśmy się nawzajem i lizałyśmy swoje miejsca intymne....
Kiedy to robiłam czułam się dobrze i przyjemnie. Zapomniałam o tym, że tata często pije i robi awantury...
Moja siostra też się masturbowała, bo mi o tym mówiła. Myślałam że to takie normalne.
Razem z kuzynem, który przyjeżdżał do nas z 2 razy w miesiącu bawiłyśmy się w dom i ja byłam jego żoną, a siostra kochanką i raz moja siostra, a raz ja wypinałyśmy mu się, a on nam wkładał swojego penisa (kuzyn i siostra są w tym samym wieku). Nie wiem czemu to robiliśmy. Głupio mi jak o tym myślę.
Wtedy nie wiedziałam, że robię coś złego.
Oni chyba też nie wiedzieli. Nikt z nami na temat seksu w domu nie rozmawiał.
Pamiętam, że kiedy razem w trójkę oglądaliśmy kasetę z porno (rodziców nie było w domu) Ja się przy nich masturbowałam, a oni to pewnie widzieli (leżałam pod kocem). Jest mi za to wstyd.
Zabawy "w dom" i oglądanie kaset albo gazetek trwały może z rok i potem przestaliśmy, a ja się masturbowałam dalej.
Nigdy rodzice i siostra mnie nie przyłapali.
Ale największy problem mam teraz (wiek 28 lat, mężatka), bo nigdy nie miałam orgazmu podczas seksu (miałam 3 partnerów i żaden nie dał mi orgazmu). Orgazm osiągam tylko przy masturbacji i to najlepiej kiedy sama sobie robię dobrze, bo inaczej nieźle się muszę nagimnastykować i zaciskać, żeby dojść.
Nigdy o tym nie powiedziałam mężowi... O moim dzieciństwie ani o Tym, że nigdy nie miałam orgazmu. Zawsze udaje. Jest mi przykro ale za bardzo mi wstyd, żeby mu o takim czymś powiedzieć.
Dodaj anonimowe wyznanie