#lj2Dp

Na obozie harcerskim koledzy podpuścili mnie, że jak się dotknie krowie wymię, to tak jak dotknąć biustu kobiety. No to dotknąłem.
Okazuje się, że byki nie bardzo lubią, jak się je łapie za jądra...

Na szczęście niedaleko była drabina przystawiona do drzewa i jakoś się uratowałem.
StaryTapczan Odpowiedz

To mi przypomniało fragment Epoki Lodowcowej, chyba trzeciej części, jak Sid chciał wydoić mleko od jakiejś Pani Wół czy innego zwierza, po czym spier*alał jak oparzony krzycząc „Myślałem, że jesteś samicą”!

Doombringerpl Odpowiedz

Po pierwsze: nie podszedłbyś do byka, zanim byś doszedł, dostałbyś strzał i odleciał w stronę, z której przyszedłeś.. Po drugie, gdyby jednak ci się udało, to po dotknięciu jego jajek dostałbyś takiego kopa, że drabina by się złamała. A potem dostałbyś parę dziurek gratis, chyba, że byk był dekornizowany. Ale wtedy raczej zostałaby z Ciebie mielonka z kościami.

Zobacz więcej komentarzy (3)

#uZHR2

Nie mogłam kiedyś odnaleźć portfela w torebce.
Oczywiście spanikowałam trochę, ciśnienie mi się podniosło, a mózg zaczął pracować w innym trybie.
Zaczęłam wyjmować z torby wszystkie rzeczy, w tym energetyka w dużej puszce. Mając go w ręce stwierdziłam, że skoro go już wyjmuję, to czemu się za chwilę go nie napić? Otworzyłam napój i odstawiłam na bok.

Wielka ulga, portfel odnaleziony. Myślałam w tej chwili tylko o tym, jakim wygrywem jestem, zapominając o wszystkim dookoła.
Pakuję więc wszystkie rzeczy z powrotem do torby i zadowolona ruszam dalej w świat. Po jakiejś półgodzinie naszła mnie ochota napić się energetyka. No więc otwieram torbę, a tam powitała mnie cudowna woń...
Totalnie zapomniałam, że otworzyłam tę puszkę.

Torebka była niestety skórzana i napój nie przesiąkł, tylko sobie tam pływał, zalewając mi wszystkie rzeczy

I tak właśnie straciłam telefon...
ToTylkoJa90 Odpowiedz

Takiego levelu roztargnienia jeszcze nie osiągnęłam, a myślałam, że nie mam sobie równych w tej kwestii. Gratuluję. 🥉👏 😉

Odpowiedzi (9)
Anonimus85 Odpowiedz

Niedokręcona woda w torbie na ramię. Nagle czuję mokre spodnie. Pierwsza myśl "Przecież się nie zesikałem... chyba..." Telefon na szczęście noszę na pasku :)

Odpowiedzi (1)
Zobacz więcej komentarzy (4)

#1vgCh

Jak byłam dzieckiem, miałam może jakieś 8 lat, matka kazała mi wyjadać ze śmietnika paluszki rybne, które wyrzuciłam. Wyrzuciłam je dlatego, bo na niektórych były sine plamy (co jest chyba normalne dla paluszków rybnych, nie wiem, bo od tamtej pory żadnych nie jadłam). Jako dziecko myślałam, że są po prostu zepsute czy coś. A matka stała nade mną, kiedy ja kucałam przy śmietniku, płacząc i jedząc, i powtarzała "co, teraz ci nie przeszkadzają plamy?". Na szczęście to był jedyny raz, kiedy kazała mi jeść ze śmietnika.
MaggieGreene Odpowiedz

Twoja matka jest nienormalna.. U mnie w rodzinie większość osób miała obsesję na punkcie niemarnowania jedzenia, ale nigdy nie kazali mi robić czegoś takiego

Odpowiedzi (3)
Komodejka Odpowiedz

Co za chora matka. To znęcanie się nad dzieckiem.

Zobacz więcej komentarzy (4)

#MEvGi

Nigdy nie miałam żadnego problemu z chodzeniem do ginekologa. Dla mnie lekarz jak każdy inny. Miałam swoją zaufaną panią ginekolog od wszelkich spraw, ale ostatnio wyprowadziłam się na drugi koniec Polski i siłą rzeczy musiałam znaleźć nowego lekarza. Potrzeba była trochę nagląca, bo kończyły mi się tabletki antykoncepcyjne, wiec po prostu poszłam do pierwszego lepszego w okolicy. Był to starszy pan i z początku nie sądziłam, że mogłyby być z nim jakiekolwiek problemy. Jednak gdy powiedziałam, że przyszłam, bo potrzebuję leków, pan z dziwnym spojrzeniem stwierdził: "a po co?". Nie wiedziałam, czy to żart i mam się zaśmiać, czy tłumaczyć panu, że chcę współżyć z partnerem, a nie chcemy dzieci. Z miłego uśmiechu jego twarz przerodziła się w grymas, po czym zaczął tłumaczyć, że on kobietom w takim wieku jak ja (mam 24 lata) nie przepisuje takich leków, bo to już nie czas na zabawy, tylko rodzinę się powinno zakładać. Zaniemówiłam. Ale pan nie skończył, zaczął mówić, że w tych czasach to się kobietom w głowach poprzestawiało i że lekarze traktują je pobłażliwie, bo im na pieniądzach zależy, a właściwym by było pomóc tym kobietom zrozumieć, że dzieci powinny być priorytetem. A poza tym leki są niezdrowe, płodność naturalna i nie powinno się ingerować w nią.

Po tej wypowiedzi zwyczajnie wyszłam z gabinetu. Na odchodne pan jeszcze rzucił, że to dla mojego dobra... Byłam tak oburzona tym co usłyszałam, jak jeszcze nigdy. No po prostu jak można być lekarzem i reprezentować takie poglądy, tragedia. W domu z ciekawości poszukałam w sieci opinii o tym panu i nie zdziwiło mnie, gdy były to same negatywne komentarze. Sama także napisałam swój, lekarza później znalazłam nowego, ale niesmak pozostał.

Chcę się podzielić tym tylko dlatego, żeby bardziej uświadomić ludzi jak wyglądają sprawy związane z seksualnością (a także zdrowiem!) w naszym kraju i warto byłoby walczyć o zmiany.
Feniks06 Odpowiedz

"W domu z ciekawości poszukałam w sieci opinii o tym panu i nie zdziwiło mnie, gdy były to same negatywne komentarze. Sama także napisałam swój, lekarza później znalazłam nowego, ale niesmak pozostał."

Gdyby chociaż co druga, co trzecia osoba napisała skargę do NFZ zamiast komentarz w sieci to może by się coś zmieniło.

Odpowiedzi (3)
Jooannaa Odpowiedz

Ja właśnie jestem w ciąży. Dopiero 5 miesiąc,a moja teściowa już mi mówi- dziewczyno, nie wpędź się w lata, róbcie zaraz drugie. Szlak mnie trafia. Powiedziałam jej tylko, że poczekajmy najpierw niech ja dobrze wychowam jednego człowieka. Przecież też nie do końca wiadomo, jak się w tej roli odnajdę. Może zwyczajnie nie będzie mnie stać, albo z samolubności nie będę chciała drugi raz bawić się w pieluchy. Wszyscy ciągle włażą ludziom do łóżek. A najbardziej to już wkurza mnie jak kobiety nie chcą mieć dzieci, a muszą kłamać bliskich, że nie mogą. Gówno powinno innych obchodzić czy ktoś chce mieć potomstwo czy nie.

Odpowiedzi (4)
Zobacz więcej komentarzy (18)

#XvzBB

Nienawidzę palaczy. Są to moim zdaniem największe społeczne szkodniki. Nie dość, że się trują i śmierdzą, to jeszcze zmuszają do wdychania tego smrodu innych (a w szczególności swoje własne dzieci). I pewnie powiecie: "ich wybór, możesz odejść gdzieś dalej i po problemie". Otóż nie. Idąc chodnikiem nie ma miejsca, w którym ktoś by nie palił. Co z tego, że odejdę te 10 m dalej, jak tam też ktoś zazwyczaj pali! Idąc do pracy, mimo że sam w życiu nie zapaliłem ani jednego papierosa, czuję się, jakbym jednak tego jednego dziennie wypalał. Zresztą wracając do domu tak samo, więc to już drugi. Nawet ludzie pijący alkohol w miejscach publicznych są mniejszymi szkodnikami, bo nikogo do picia nie zmuszają. Poza tym przed widokiem ludzi pijących dzieci chronimy, żeby nie wpadły w nałóg, ale palić już sobie można.

W domu też nie jest dobrze, bo mimo że żaden z domowników nie pali, to sąsiedzi z dołu już tak. I nie można otworzyć okna, bo cały ten smród wlatuje przez nie. A że palą oboje na zmianę, to cały czas mam zapewnioną dawkę dymu. Niezły paradoks: przy zamkniętym oknie się duszę, bo jest duszno, a przy otwartym... też się duszę, bo śmierdzi! I powiecie: "ich balkon, ich sprawa". Ale mój smród w całym mieszkaniu. Nie mogą po prostu palić w środku i smrodzić sobie, a nie innym? To trochę jak podrzucanie śmieci sąsiadowi. Kiedyś sąsiadka wsiadła do autobusu, którym jechałem i usiadła naprzeciwko mnie. Głowa mnie rozbolała i myślałem, że zwymiotuję, tak od niej śmierdziało fajami.

Zakaz sprzedaży tego świństwa na nic się zda, bo tylko wesprze nielegalny handel. Ale gdyby tak zakazać palenia na ulicach, tak jak picia alkoholu? Świat byłby dużo piękniejszy.
ubalaz Odpowiedz

Miałam taką sąsiadkę... w domu palić nie będzie, ale na korytarzu jak najbardziej. A że mieszkali na strychu, całe moje (i innych) pranie waliło petami. Jak ją konkubent zamordował (no z fajnymi ludźmi mieszkam, wiem), to aż mi nieco ulżyło.

Odpowiedzi (1)
MissWilczusiaPL Odpowiedz

Znam taki przypadek, że sąsiedzi palą w domu a tym co mieszkają nad nimi wlatuje wentylacją, więc tak źle i tak niedobrze :/

Odpowiedzi (3)
Zobacz więcej komentarzy (26)

#BhBmO

Mam wrażenie, że od jakiegoś miesiąca ktoś w nocy chodzi po moim domu. Mieszkam w parterowym domku na osiedlu pod lasem. Nie ma ogrodzenia, są główne drzwi, zawsze zamknięte na noc, ale od strony lasu, po drugiej stronie domu, mam szklane, przesuwane drzwi od salonu, które często zostawiam uchylone latem na noc.

Zaczęło się od tego, że jakoś miesiąc temu przebudziłam się na chwilę w nocy i wydawało mi się, że słyszę dźwięk zamykania mojej lodówki. Posiadam dwa koty i jestem przyzwyczajona, że często coś robią w nocy i powodują hałas, więc wtedy pomyślałam, że mi się wydaje i to koty hałasują. Jednak kilka dni później mój stanik, który suszył się na suszarce, która stała na podwórku, tuż obok drzwi, leżał na środku salonu. Ponownie pomyślałam, że może spadł z suszarki i przyniosły go tu koty, choć wydało mi się to już dość dziwne. Dzień później znalazłam niedopałek papierosa pod domem. Ja nie palę, nikt też mnie nie odwiedzał, ale sądziłam, że może wiatr go tu przyniósł albo ktoś przechodził i wrzucił go na moje podwórko, choć tak daleko by raczej z drogi nie doleciał.

Kilka dni później miałam dziwne wrażenie, że kilka przedmiotów z mojego salonu jest poprzestawianych. Np. gazeta, która leżała na komodzie, znalazła się na szafce przy kanapie, ale nie przypominam sobie, żebym to ja ją przełożyła, chociaż nie byłam pewna. Następnie ponownie powtórzył się motyw z bielizną, moje majtki, ponownie z suszarki, która tym razem stała w salonie, leżały na kanapie. Znów pomyślałam, że to wina kotów. Tego samego dnia dostrzegłam również, że na dywanie jest zaschnięta, biała plama, wtedy sądziłam, że to któryś z kotów zwymiotował, choć średnio wyglądało to jak kocie wymioty. Dywan wyprałam, ale teraz myślę, że to wyglądało trochę jak plama nasienia. Uważam tak również dlatego, że trzy dni temu w salonie pojawił się odcisk dużego buta od błota z dworu. Nie sądzę, żeby był mój. Ale od tej chwili sądzę, że ktoś tu wchodził. Zaczęłam zamykać drzwi z salonu na noc, a dodatkowo zastawiłam je szafką.

Naprawdę się teraz boję. Myślę, żeby iść z tym na policję, ale obawiam się, że nie potraktują mnie poważnie, poza tym może sobie wmawiam, a te ślady zostawiłam sama, tylko tego nie pamiętam. Z jednej strony te rzeczy, które zauważyłam sugerują, że ktoś musiał tu przebywać, a z drugiej można je podciągnąć pod to, że to moje ślady. Warto tez zaznaczyć, ze nie mieszkam w jakiejś dziwnej dziurze, tylko w bogatej, malej dzielnicy otoczonej lasem z prawie każdej strony. Rzadko się tu pojawia ktoś obcy. Może też być dziwny fakt, ze nie budzą mnie w nocy ewentualne dźwięki, gdy ktoś przebywa w domu, ale przyznam, że mam bardzo głęboki sen i dosłownie nic mnie nie budzi, nawet budzik z rana. Do tego moja sypialnia jest tak ulokowana, ze jednak dzieli ją kawałek od salonu z kuchnią i drzwi od niej zawsze zamykam, gdy śpię. Nie mam też żadnych problemów psychicznych, aby był to wynik urojeń. W każdym razie nie wiem co robić, obawiam się iść na policję.
ToJaWariat Odpowiedz

Zamontuj kamerę z widokiem na te drzwi i będziesz wiedziała co się dzieje

Odpowiedzi (2)
veriki Odpowiedz

Mieszkasz sama, pod lasem i zostawiasz otwarte drzwi? Podziwiam odwagę, ale z drugiej strony to skrajna głupota!

Odpowiedzi (2)
Zobacz więcej komentarzy (24)

#3ibyW

Próbowałam się zabić.
Wzięłam tabletki na sen, a potem próbowałam podciąć sobie żyły. Plan był taki, że podetnę i zasnę spokojnie i bez bólu, dzięki tabletkom. Chciałam się wykrwawić podczas snu, a nie zabić tabletkami. Jednak okazało się, że podcięcie żył to nie jest taka łatwa sprawa! Mój ogromny kuchenny nóż był tępy, więc poszłam go naostrzyć. Męczyłam się z tym cięciem, ale ciągle było za lekko. W końcu tabletki zadziałały i zwyczajnie zasnęłam.

Tak znalazł mnie mój ukochany, który ode mnie odszedł. Trafiłam do szpitala psychiatrycznego. Moja próba samobójcza tak żałośnie wyglądała, że bez problemu każdy uwierzył w moje kłamstwo. Powiedziałam wszystkim, że tylko udawałam, że chcę się zabić. W szpitalu spędziłam tylko kilka dni, mój ukochany spokojnie sobie ode mnie odszedł i zostałam sama.

Obecnie mam małą bliznę na ręce. Często na nią patrzę i jest mi przykro, że nie potrafiłam nawet tego. Nie odważę się zrobić tego ponownie tylko że względu na strach przed porażką i konsekwencje wstydu za nią.
Niezywa Odpowiedz

Może trzeba było zostać w tym szpitalu? Masz problem, któremu trzeba pomóc.

Jawiem1210 Odpowiedz

Gdy ja próbowałam się zabić tabletkami, moja mama to zauważyła, ale nic nie zrobiła. Nie trafiłam do szpitala, bo płukanie żołądka było niepotrzebne. O tym, że moja mama wiedziała dowiedziałam się po kilku latach, gdy jakimś cudem wspominałyśmy ten okres mojego życia. W sumie to nawet nie mam do niej żalu. Pewnie nie wiedziała co robić, więc zamiast zamknąć mnie w psychiatryku (byłam niepełnoletnia), chowała przede mną noże i tabletki, a w nocy sprawdzała mi puls (o tym też dowiedziałam się po latach). Raz zaproponowała mi psychologa, do którego i tak nie poszłam.

Odpowiedzi (4)
Zobacz więcej komentarzy (14)

#WncsQ

Jestem zazdrosna o psa.

Pół roku temu wzięliśmy psa ze schroniska. Mój mąż jak wraca do domu to najpierw wita się i przytula z psem. Do mnie rzuca zwykłe "hej". Jak chcemy pójść na miasto, to tylko z psem, bo on go samego nie chce zostawić, bo będzie pies smutny. Śpi z nami w łóżku przytulony do męża, mimo iż mówiłam, że nie chcę sierści w łóżku. Wyciągnąć mojego męża na wspólny spacer? Niemożliwe. Natomiast z psem wieczorem potrafi zniknąć na godzinę, żeby pies się wychodził.

Takich sytuacji jest mnóstwo. Może to głupie, ale czuję się zaniedbywana przez męża z powodu psa.
Marynowanegrzybki Odpowiedz

Ja właśnie tak zrobiłam jak w komentarzu. Też byłam zazdrosna, że z psem wita się jako pierwszy, więc jednego dnia podbiegłam do drzwi i zaczęłam się cieszyć jak głupia. Od tej pory wita mnie pierwszą. A ze spaniem psa w łóżku to musisz postawić sprawę jasno! Na sofie tak a w łóżku NIE! I prozmawiaj z nim o tym wszystkim.

Odpowiedzi (3)
KlaraBarbara Odpowiedz

Idź z nimi na wieczorny spacer. Może powiedz partnerowi, że też chcesz takie przywitania jak pies, ale zauważ, że pies rzuca się do drzwi jak usłyszy, że pan wraca. Ty też tak musisz

Zobacz więcej komentarzy (5)

#koLoR

Jestem mężatką od dłuższego czasu. Mamy dwoje dzieci. W przeszłości tak się ułożyło, że dostałam super możliwości zawodowe. Bezpośrednio po porodach wracałam do pracy, a mąż się opiekował dziećmi. Z początku wszystko fajnie, ale z czasem okazało się, że wymarzona praca to złota klatka. Dużo kasy, duży dom bez kredytu, oszczędności, ale jednocześnie... nerwica, depresja, wypalenie. Skończyło się u psychiatry i psychologa. Za dużo wzięłam na siebie. Chciałabym zwolnić, ale jednocześnie utrzymując w miarę poziom życia. Liczyłam, planowałam... I się da. Dzieci są duże (nastolatki). Jest nas dwoje dorosłych, damy radę. I tu zaczynają się schody.

Mąż przez te kilkanaście lat nie wrócił do pracy, bo dom, dzieci itp. Wykształcony facet, ale wypadł z zawodu (dość specyficznego). A nowej pracy nijak nie może znaleźć. Przynajmniej na poziomie deklaracji, bo jak się okazuje, nigdzie nie aplikuje. A tak w ogóle to zanim będzie aplikował, to musi zrobić milion kursów.

Czuję się jakbym miała jeszcze jedno dziecko na utrzymaniu. I broń boże zwrócić mu uwagę. Awantury, że całą swoją karierę dla rodziny poświęcił itd. i że ma milion zadań codziennie i nie jest to doceniane. A monitoring w domu pokazuje co innego (wstyd mi, ale założyłam i szpieguję go) - luz, seriale, piwko.

Ogólnie czuję się mega frajerką. I zastanawiam nad rozwodem, ale szkoda mi połowy majątku - ciężko na to pracowałam.
Smiejzeleczka Odpowiedz

Pracowałaś, ale on zajmował się tym domem, dziećmi, zrezygnował z własnej kariery. Więc jemu połowa majątku się zwyczajnie należy.

Odpowiedzi (5)
krucheciasto Odpowiedz

Rozumiem trochę Twój żal, ale opisywanie męża jako nieroba i kolejnego dziecka do utrzymania to gruba przesada. Facet pozwolił Ci się realizować i zrezygnował na jakiś czas ze swojego rozwoju. Jasne, że jak dzieci poszły do przedszkola mógł wrócić do pracy, ale życie nie byłoby takie kolorowe. Dzieci w przedszkolu od 8 do 17, każde z Was musiałoby się trochę poświęcić, bo przy dwójce pracujących rodziców zaczynają się problemy organizacyjne np przy chorobie lub nawet przy zwykłych obowiązkach domowych. Może chciał się skupić na domu i dzieciach żebyście byli szczęśliwi. A teraz nie można też powiedzieć, że skoro dzieci są nastoletnie to nie wymagają żadnej opieki. Nie wiem jaki jest podział obowiązków u Was, ale dzieciom dalej trzeba ugotować obiad, uporać ciuchy, iść na wywiadówke, zawieźć do lekarza czy na zajęcia dodatkowe. Jasne, że duże dzieci są już samodzielne, ale miło zjeść ciepły obiad czy nie tłuc się autobusem przez pół miasta, a dzieci na pewno to doceniają. Więc nie uważaj faceta za nieroba. A ze ociaga się z powrotem do pracy? Ja go rozumiem, przez kilkanaście lat wiele się zmieniło w branży, pewnie jest już koło 40, a i tak musiałby zacząć od zera jakby był zaraz po studiach. Każdy ma prawo się bać. Sama uciekasz od swojej wymarzonej pracy, a dziwisz się mu, że on ucieka przed pójściem w nieznane. Trochę więcej zrozumienia dla męża

Zobacz więcej komentarzy (21)

#rD5QR

Byłem dzisiaj z synem (2,5 roku) na placu zabaw. Był też jeden ojciec z dwójką synów. Mieli może 5 i 7 lat. Syn strasznie uwielbia inne dzieciaki, więc od razu do nich pobiegł się pobawić. Zaczęli go wyzywać - podszedłem i zwróciłem uwagę (ich ojciec nawet się ruszył). Nawet nie zdążyłem wrócić na ławkę, a młody był już popychany. Po zwróceniu uwagi ich ojcu usłyszałem tylko żebym się „odczepił” i nie zawracał mu czterech liter, bo jest zajęty telefonem.
Zgadnijcie komu wypadł portfel, jak wychodził z placu zabaw z dziećmi?

Zgodnie z prośbą nie zawracałem mu głowy.
MalinowyCukier Odpowiedz

Czuję satysfakcję po przeczytaniu tego :3

janzkolna29 Odpowiedz

I bardzo dobrze, karma wraca

Odpowiedzi (4)
Zobacz więcej komentarzy (7)
Dodaj anonimowe wyznanie