#tSbR9

Od 4 lat śpię nago niezależnie od pory roku. Wyjątkiem są tylko pobyty u rodziny, w szpitalach i innych miejscach, gdzie osoby postronne mogłyby zobaczyć za dużo. Moja partnerka również tak robi od kiedy mieszkamy razem.

Poza tym, że przyjemnie się przytulić w nocy do drugiej osoby, a nie do ubrania, to w ten sposób... kontrolujemy się nawzajem. Znamy się z forum dla osób autoagresywnych i mamy mnóstwo blizn "własnej roboty" z dawnych czasów. Teraz bardzo rzadko robimy sobie krzywdę, ale dla spokoju ducha wolimy się upewniać i w razie potrzeby odpowiednio szybko zareagować.
Samanti Odpowiedz

Super sprawa !

00n Odpowiedz

Fajnie,że sobie wzajemnie pomagacie i się wspieracie. Ja jednak nie mogłabym spać nago, próbowałam kilka razy, ale np. po 2 dniach wracał lęk niespodziewanego okresu

Odpowiedzi (8)
Zobacz więcej komentarzy (3)

#9PJhB

Mój brat jest po prostu pipą. A dlaczego? Już wam mówię..
Ogólnie mam 14 lat, a mój brat ma 16. Okej, pewnie na początek zapytacie czemu tak brzydko wyrażam się o moim bracie. Jednak jego zachowanie już mnie przerasta. Można powiedzieć, że na jego wiek jest strasznie zacofany.

Jeśli rodziców nie ma w domu, nie zrobi sobie jedzenia, gdyż woli głodować, niż sobie po prostu wziąć zwykłą bułkę. Hit - kiedyś mnie poprosił, abym mu zrobiła obiad.

Brzydzi się wszystkiego i wszystkich. W jakim sensie? Jeśli zobaczy w jakimś soku coś latającego, nawet jeśli to po prosty zwykły osad, nie wypije tego. Jeśli zobaczy jakąś czarną minikropeczkę na jedzeniu, również tego nie zje.

W ogóle nie wychodzi z domu. Całymi dniami tylko przed tym komputerem w tych wszystkich grach. A gdy wyjdzie na dwór wręcz dostaje paniki, gdy widzi zwykłego owada latającego obok niego. Gdy rodzice jakkolwiek go wyciągną na spacer, to nie minie nawet 5 minut, a ten już dyszy i ma kolkę. Nawet na niczym nie umie jeździć.

Gdy chodzi o jakąś cięższą pracę fizyczną, kogo wołają? Oczywiście mnie. Bo mój kochany braciszek po minucie by się już zmęczył. Na przykład tak ostatnio było, gdy pogoda sprawiała ogromny psikusy i w pewnym momencie przez ogromny deszcz po prostu zalało nam garaż i piwnicę. Oczywiście poszłam sama z własnej woli pomóc rodzicom jakoś ogarnąć tę pracę, gdyż w trójkę będzie szybciej. A ten? Siedział na komputerze i miał wywalone. Gdy my przez 4 godziny zapieprzaliśmy i męczyliśmy się z tym błotem i wodą, to ten sobie grał z kolegami. A tydzień później, gdy znowu trochę nas zalało, a mamy nie było w domu, tata poprosił go, by nam pomógł. No to przyszedł. Na niecałe 5 minut, bo pan już kurna zmachany. A ja co mam powiedzieć? Młodsza, do tego dziewczyna, zapieprzałam, bo trzeba..

Mogłabym wymieniać mnóstwo rzeczy. Ale po prostu on zachowuję się czasem jak 6-letnie dziecko, a nie 16-latek. Przez długi czas boli mnie to, że rodzice już totalnie nie robią mi nic do jedzenia, tylko jemu. Bo przecież sobie poradzę. Oczywiście, poradzę sobie, gdyż robię to codziennie. Jednak to trochę przykre.

Można powiedzieć po prostu, że zachowuje się jak pipka... No nie ma innego słowa jak dla mnie. To naprawdę okropne, że czuję się bardziej męska od własnego brata.
Samanti Odpowiedz

No niestety, rodzice przez ciągłe pobłażanie zrobili z niego niepełnosprawnego. Nie pocieszę Cię, wszystko wskazuje na to że będzie coraz gorzej.

Odpowiedzi (2)
Qzin Odpowiedz

Nie martw się, to on będzie miał zjebane życie, ty sobie poradzisz. Jak kiedyś wyjadą rodzice to najlepiej jakby został sam. Tak kompletnie. Bez Twojej pomocy. Albo umrze albo się ogarnie.

Odpowiedzi (2)
Zobacz więcej komentarzy (22)

#nFYwo

Żyję tylko dlatego, że gdy mam ochotę ze sobą skończyć przychodzi do mnie mój kot i mruczy. A wtedy robi mi się głupio, że zostawię go samego.
Jedyny powód do życia.
Owsiankozerca Odpowiedz

Tego nie robi się kotu, bo co ma począć kot w pustym mieszkaniu.

Odpowiedzi (7)
Fina Odpowiedz

Kazdy powod jest dobry. Ja żyję, bo w kluczowym momencie moj nieswiadomy sytuacji brat wyciagnal mnie na rower ;)

Odpowiedzi (1)
Zobacz więcej komentarzy (10)

#Q5m8a

Panicznie boję się tirów.

Pochodzę z małej wsi, nieopodal której jest kopalnia.
Gdy byłam w wieku szkolnym, musiałam codziennie chodzić wzdłuż drogi, która do tej kopalni prowadzi. Jezdnia jest bardzo wąska i mnóstwo na niej ostrych zakrętów. Chodnika brak. Panowie kierowcy- chyba bez mózgów - jeżdżą z taką prędkością, że jak wracaliśmy większą grupą ze szkoły, musieliśmy po prostu uciekać. Byliśmy zmuszeni skakać po rowach. Czy błoto, czy ścieki - nie było wyjścia.
Miarka się przebrała, gdy pewnego dnia jeden z tirów jadących w kolumnie po prostu nie wyrobił na zakręcie i wpadł do rowu, niedaleko miejsca, gdzie się schroniliśmy.

Anonimowe jest to, że po tym traumatycznym wydarzeniu, gdy widzieliśmy tira stojącego na zajeździe, przebijaliśmy opony...

Teraz wiem, że to było strasznie nieodpowiedzialne i narażaliśmy na niebezpieczeństwo kierowcę, ale wtedy mieliśmy w sobie tak dużo złych emocji, że nie sposób to opisać. :(
Postac Odpowiedz

Też nienawidzę tych "nieustraszonych" kierowców którym się tak spieszy że wszystko im jedno czy przy okazji potrącą pieszego w takim terenie.

Czarnaduszyczka Odpowiedz

Ciekawe kiedy w końcu wprowadzą blokady prędkości w tirach nie tylko do ~ 100 km/h Fajnie, jakby były podłączone do GPS i na obszarach zabudowanych nie mogły przekroczyć 50...

Odpowiedzi (6)
Zobacz więcej komentarzy (5)

#HINiW

Byłam z chłopakiem na weselu jego znajomych. W drodze wygadał mi się, że na wieczorze kawalerskim pojawiła się prostytutka zorganizowana przez brata pana młodego, ale pan młody nie skorzystał z zamówionej usługi. Dla brata nie było to nic niewłaściwego - wręcz przeciwnie, opowiadał, że kilka lat wcześniej na swoim własnym kawalerskim świetnie się bawił i zdradził swoją ówczesną narzeczoną właśnie z prostytutką.

Nie znałam dobrze pary młodej, a brata nie widziałam nigdy wcześniej, ale poczułam do niego wielką niechęć. Podczas wesela, kiedy ustaliłam kto jest bratem pana młodego, byłam dla niego bardzo niemiła i opryskliwa, a na żonę patrzyłam ze współczuciem. Wydawali się być bardzo szczęśliwi i wpatrzeni w siebie, tym bardziej robiło mi się niedobrze na myśl, że ta zakłamana łajza miała czelność zrobić coś takiego. Walczyłam ze sobą, czy nie powiedzieć dziewczynie o tym czego się dowiedziałam, ale wiedziałam, że nie mam prawa niszczyć komuś życia i burzyć spokoju.

Trzy drinki później stwierdziłam, że jednak jak najbardziej mam prawo i muszę ją uświadomić, a ona powinna kopnąć łajzę w niewierne dupsko. Wzięłam ją na rozmowę, przekonana, że postępuję słusznie i nie przejmując się tym jakie będą konsekwencje. Gdybym nie wypiła za dużo, pewnie bym się na to nie zdecydowała, a jeśli już, to na pewno nie podczas wesela, ale wtedy wyłączyło mi się logiczne myślenie. Rozmawiałyśmy paląc papierosa i zanim zdążyłam wypalić, że facet zdradził ją z prostytutką na swoim kawalerskim, powiedziała, że wrócili niedawno z mężem na stałe do Polski. Coś kliknęło w moim móżdżku i przypomniałam sobie, że brat pana młodego mieszka w naszym mieście i nie wrócił do kraju z zagranicy.

Okazało się, że pomyliłam pary, dziewczyna, z którą rozmawiałam była żoną kuzyna pana młodego, a nie jego brata. Gdybym nie zastanowiła się w porę, niewinny chłop musiałby tłumaczyć się ze zdrady z prostytutką na wieczorze kawalerskim.

Nie wspomniałam chłopakowi o swoim pijackim planie, ale na myśl, co mogłoby się wydarzyć gdybym doprowadziła go do końca, czuję się zażenowana.
DODA Odpowiedz

Matko, jsk ja nienawidzę takiego podejścia, że przed ślubem trzeba się jeszcze wyszaleć. To po co brać ślub?

Odpowiedzi (1)
mroofkojad Odpowiedz

Nie dość, że może dojść do takiej pomyłki, jak w przypadku autorki, to często takie informacje mają charakter plotki - "ktoś kiedyś powiedział". Przechwalanie się wśród kolegów (jakkolwiek takie zachowanie jest samo w sobie słabe) też nie jest obiektywnym źródłem informacji.

Zobacz więcej komentarzy (12)

#vq2yW

Pewnego razu wracałam z moim chłopakiem z romantycznego spaceru po warszawskiej starówce. Byłam wtedy studentką Uniwersytetu Warszawskiego, i na randkę pognałam prosto po zajęciach. Żeby nie nosić ze sobą tobołków, zostawiłam je w uniwersyteckiej szatni, a lubego poinformowałam, że w drodze powrotnej musimy zahaczyć o kampus główny.

Wracamy sobie, grudzień, Krakowskie Przedmieście błyszczy się od światełek, normalnie cud, miód i orzeszki. Żeby zaoszczędzić sobie drogi, postanowiłam wejść przez boczne wejście koło wydziału geografii. Jako nowo upieczona studentka nie znałam jeszcze dobrze kampusu i nie używałam nigdy tego bocznego wejścia, ale wiedziałam, że takowe istnieje. Skręciłam z Krakowskiego przy barokowym kościele i podchodzę do furtki, niestety zamkniętej. Skoro już skręciłam, to żeby nie łazić bez potrzeby, zaczęłam się z furtką szarpać w nadziei, że ją sforsuję.
Nagle, ni z tego, ni z owego, pojawia się przede mną żołnierz i pyta podejrzliwie "Co pani tu robi?".
Ja, nie tracąc werwy, odpowiadam dziarsko, że próbuję się dostać na wydział geografii.
Żołnierz popatrzył na mnie, na chłopaka (który ufał, że wiem, co robię) i powiedział tylko:
- Ale to jest Pałac Prezydencki...


Okazało się, że zagadana i zapatrzona jak cielę w mego wybranka skręciłam przy złym kościele i niczego nieświadoma próbowałam sforsować tylnym drzwiami Pałac Prezydencki...
zurawinka Odpowiedz

A potem pojechaliście do Łazienek, bo pomyliłaś je z pałacem, w którym wówczas mieszkałaś....

Bibi1991 Odpowiedz

A świstak siedzi...

Odpowiedzi (1)
Zobacz więcej komentarzy (2)

#MyfWS

Wszystkim znajomym powiedziałem, że wyjeżdżam na pół roku do pracy za granicę, a tak naprawdę jutro idę do więzienia.
ajaknietotak Odpowiedz

Powodzenia? Trzymaj się? dasz radę? Gościowi, który idzie do pierdla?
Wiecie, że na pół roku można iść z pobicie żony, zabicie zwierzęcia?
A Wy współczujecie i trzymacie kciuki?!?!
Co jest z Wami nie tak, anonimowi?

Odpowiedzi (9)
honey100 Odpowiedz

Co zrobiłeś? bo nie wiem czy Cię wspierać czy cieszyć się, że Cię zamkną

Zobacz więcej komentarzy (15)

#wkydb

Moja mama jest chyba jedyną osobą na świecie, która gdy zadzwonią do niej z różnymi ofertami, zaczyna śpiewać do słuchawki ''Stary niedźwiedź mocno śpi''.

Od jakiegoś czasu nie dzwonią...
ToTaPostrzelona Odpowiedz

Pracowałam na słuchawce, człowiek nie ma wpływu na to, z kim go połączą i zawsze jest lekki stres i pewnie jakbym dodzwoniła się do takiej babki to z jednej strony byłabym poirytowana, że babka zgrywa głupa uniemożliwiając mi w ten sposób przedstawienie sprawy/oferty, z drugiej strony milej jest usłyszeć "Starego misia" zamiast wyzwisk czy "Spier....", a tak niestety też często bywało.

ohlala Odpowiedz

Niby trochę śmieszne, ale serio ludzie muszą się uciekać do czegoś takiego? Zamiast wymyślać różne pierdoły wystarczy powiedzieć: "Dziękuję, nie jestem zainteresowana/y, do widzenia" i się rozłączyć. Do mnie też prawie nie dzwonią, a nie robię z siebie debila.

Zobacz więcej komentarzy (9)

#M1Qjs

Kiedyś na anonimowych pojawiło się kilka wyznań o schroniskach. Jeszcze wtedy nie chciałam w nie wierzyć, bo to niemożliwe, by ludzie lubiący zwierzęta zachowywali się w taki sposób itd. Ostatnio zaczęłam wolontariat w jednym z nich i... zwracam honor. Jest źle.

Dostajemy sporo starych koców, kołder, poszewek i jeśli coś jest dziurawe, idzie dla zwierząt. Jeśli jest ładne - idzie do domu. Karmy? Tylko niewielką część dostają zwierzęta ze schroniska.
Niektóre zwierzęta zjawiają się u nas w 100% przyjazne, ale po tygodniu szarpanin i rzucania nimi (!) przez innych wolontariuszy, robią się nieufne i groźne, a wszelkie zwracanie uwagi kończy się klasycznym "jak się nie podoba, to wypad".
Kiedy przychodzą do nas ludzie z pytaniem, czy przypadkiem ich zaginione zwierzę do nas nie trafiło, zawsze odpowiedź brzmi "nie", niektóre zwierzęta nawet są specjalnie chowane, byleby właściciel ich nie znalazł na czas. Powód? Rzekomo właściciele nie zasługują na nie, skoro zdołali je zgubić.
Na naszej stronie na Facebooku czasami pojawiają się grafiki mówiące o tym, czego nie powinno się robić: że nie wypuszczamy kotów, ile zwierząt te zabijają itd. I niby to w porządku, ale statystyki do grafik częstą są... zmyślane, a ludzie, którzy się połapali albo poprosili o źródła, banowani.
Niektórych zwierząt celowo się nie leczy, bo im gorzej wyglądają, tym więcej kasy dostajemy.

Jestem już tym zmęczona. Robię co mogę, ale wszelkie fundacje machają na to ręką, a ludzie w schronisku zaczęli mnie źle traktować.
Narzeczona Odpowiedz

Może postaraj się nagłośni tę sytuację w mediach? Uwaga chętnie zajmuje się takimi sprawami.

Odpowiedzi (3)
Firstinka Odpowiedz

Daje mocne, bo to powinno sie naglosnic.

Odpowiedzi (2)
Zobacz więcej komentarzy (22)

#bNFYv

Tego dnia wracaliśmy z mężem z wakacji. Po 4h jazdy postanowiliśmy zatrzymać się na kawę, więc zjechaliśmy na mały parking w lesie, jakich pełno przy różnych trasach. Mąż odszedł na bok, bo musiał jeszcze gdzieś zadzwonić, podczas gdy ja rozkładałam termos, kubki i kanapki na ławie. Za chwilę podszedł do auta i zawołał mnie, abym przyszła pomóc znaleźć mu płytę z naszą piosenką, bo skoro jesteśmy na parkingu sami, to możemy głośniej czegoś posłuchać. Już wtedy zapaliła mi się czerwona lampka, bo kurczę, ale muzyki w aucie słuchamy tylko z pendrive'a i płyt nie mamy. Lekko zaniepokojona, ale zostawiam wszystko i idę. Wsiadłam do auta, a mąż krzyknął, żebym zamknęła drzwi, odpalił silnik i wcisnął gaz do dechy. Wtedy zza drzew wyskoczyło 5 potężnych mężczyzn, gonili nasz samochód, uderzając w niego pięściami i coś krzycząc.

Zatrzymaliśmy się dopiero na stacji kilka kilometrów dalej. Mąż powiedział mi wtedy, że zauważył ruch za drzewami, ale nie mógł zawołać mnie inaczej, aby nie wzbudzać ich podejrzeń. Prawdopodobnie chcieli nas wtedy napaść i ukraść samochód. Od tego czasu jak ognia unikamy takich zjazdów.
Wtorek09 Odpowiedz

Dobrze odrobiona lekcja zaufania do siebie nawzajem.
No i brawo dla męża za czujność, naprawdę brawurowo wybrnął z sytuacji.

KaskaDupaska Odpowiedz

Przeszedł mi dreszcz po plecach.

Zobacz więcej komentarzy (20)
Dodaj anonimowe wyznanie