#0NCBa

Większość ludzi z boku oglądających moje małżeństwo zazdrości mnie i żonie tego, jak idealnie dobrani ze sobą jesteśmy. Za to nasi przyjaciele z czasów szkolnych zawsze zaśmiewają się do łez, gdy słyszą na nasz temat ochy i achy od ludzi np. z pracy.
Pewnie dlatego, że gdy się poznaliśmy, nie było dnia, w którym ja i ona nie skakalibyśmy sobie do gardeł. I to dosłownie.

Chodziliśmy do jednej klasy w technikum. Zaczęło się od rywalizacji o oceny. Potem były przepychanki na korytarzach, wyzywanie, a z czasem nawet "biliśmy się", bo szczerze nie wiem nawet jak to inaczej nazwać. Najśmieszniejsze jest to, że należeliśmy do jednej "grupki", co dawało nam jeszcze więcej okazji do zwad.

Nie raz przyjaciele musieli nas od siebie odciągać, bo któreś powiedziało o jedno słowo za dużo i kończyło się na tym, że ja zostawałem z twarzą poharataną od jej paznokci, a ona z łysymi plackami na głowie po szarpaniu za włosy i siniakami na żebrach (ma straszne łaskotki, co mocno wtedy wykorzystywałem).

Wiem jak to brzmi, zwłaszcza że byliśmy wtedy prawie dorosłymi ludźmi, ale prawda jest taka, że zarówno wtedy, jak i dziś nikt nie potrafi mnie tak doprowadzić do szału jak ona (teraz znaleźliśmy na szczęście o wiele przyjemniejszy sposób na rozładowanie wzajemnej agresji). Nasz związek, podobnie jak znajomość, nie zaczął się przyjemnie, chociaż ja tam całkiem miło to wspominam.

To był nasz trzeci rok nauki. Kłóciliśmy się w drodze do klasy. Byliśmy tak sobą zajęci, że nie zauważyliśmy, że dotarliśmy już do schodów. Nim nasi przyjaciele cokolwiek zdążyli zrobić, runęliśmy oboje w dół jak ostatnie sieroty. Niewiele myśląc, złapałem ją wtedy i przyjąłem większość "upadku" na siebie. Wyszło tak niefortunnie, że skończyłem z połamanymi pięcioma żebrami i kręgosłupem. Ona sama miała całe szczęście tylko pęknięte cztery żebra i skręcony nadgarstek.

Nie zostałem kaleką i dzisiaj mam się zupełnie dobrze, ale wtedy przez kilka ładnych miesięcy leżałem w szpitalu. A ona przychodziła do mnie codziennie i z braku lepszych pomysłów obierała dla mnie jabłka, a potem zmuszała do ich zjadania. Nie powiem, już po czterech tygodniach dosłownie nimi rzygałem i ona dobrze o tym wiedziała. Mówiła, że to zemsta za to, że byłem takim nieostrożnym kretynem.

Nie zliczę, ile razy wywalili ją z mojej sali, bo zaczynaliśmy drżeć ze sobą koty do tego stopnia, że przeszkadzaliśmy innym. Mimo to była uparta i po jakimś czasie nawet pielęgniarki tylko wywracały na nas oczami.

Nasz związek zaczął się jeszcze kiedy byłem w szpitalu. Jakoś samo wyszło.

Dzisiaj i my i nasi przyjaciele się z tego śmiejemy, ale prawda jest taka, że gdyby nie tamto, to prawdopodobnie nie bylibyśmy dzisiaj po ślubie. I wiecie co? Gdybym musiał cofnąć się w czasie, to bez zawahania zjebałbym się z tych schodów jeszcze raz.
gitarzystka Odpowiedz

Miałam bardzo mieszane uczucia podczas czytania, ale skończyłam lekturę z bananem na twarzy. :D
Szczęścia, Autorze!

Odpowiedzi (1)
Niezywa Odpowiedz

Przejemne wyznanie, najbardziej mnie chyba rośmieszyło to znęcanie sie jabłkami nad tobą :D

Zobacz więcej komentarzy (19)

#qXqXI

Jako nastolatek był ze mnie kawał złośliwego gnojka. Miałem wrogów dosłownie wszędzie. Gdy sąsiadka coś do mnie niegrzecznie burknęła, to w odwecie napchałem jej zaprawy murarskiej do zamka od kluczy. Innym razem właściciel osiedlowego solarium zrugał mnie za palenie fajek przed jego lokalem, więc puściłem w obieg plotkę, że gość zainstalował w kabinach kamery i transmituje na żywo nagrania z rozebranymi do rosołu klientkami (ponoć dość zauważalnie ten sztucznie wywołany skandal odbił się na popularności jego biznesu).

Jednak największa podłość, jaką kiedykolwiek zrobiłem miała miejsce po tym, jak pani z osiedlowej biblioteki wlepiła mi karę za rzekome uszkodzenie okładki w książce, którą wypożyczyłem. Ponieważ nie czułem się winny, postanowiłem się odegrać. Spędziłem w bibliotece pół dnia, wertując książki w najpopularniejszym dziale w tego typu przybytkach. W kryminałach. Kartkowałem więc ostatnie kartki i znajdowałem najważniejszy „plot twist”. Zazwyczaj chodziło o ujawnienie nazwiska mordercy, wiadomo. Następnie gdzieś na losowej stronie, najczęściej gdzieś w połowie książki, pisałem ołówkiem hasełka w stylu „MORDERCĄ JEST MICHAEL!”.

Z mojego genialnego planu zrobiła się niezła draka, bo w ten sposób oznakowałem chyba z 80 książek. Ludzie byli wściekli i, ku mojej radości, robili bibliotekarce awantury. Na szczęście też nie wydało się kim był geniusz zła, który dopuścił się tej „zbrodni”. Teraz, po latach, myślę jednak, że moje zachowanie było co najmniej karygodne...
cmsjvpx Odpowiedz

Plus że chociaż po latach widzisz jakie Twoje zachowanie było słabe, większość anonimowych nie nabyło tej umiejętności

Niezywa Odpowiedz

Haha, jak Kuba Bogu tak bóg Kubie. Ale nie rozumiem czemu do biblioterkaki mieli problem skoro nie ona to zrobiła? Mogli grzecznie poinformować co jest grane. Osoba pierwszego kontaktu zawsze dostaje największe zjoby.

Odpowiedzi (8)
Zobacz więcej komentarzy (4)

#gNRtZ

Niedawno opublikowałam tu historię o mojej matce, do której nie dociera, że wkrótce biorę ślub. Oto dalsza część.

W dniu ślubu nic do niej nie docierało. Nie poszła ani na mszę, ani na wesele (oficjalnie dopadła ją ciężka grypa). Za to w nocy wydzwaniała do mnie, a jako że nie odbierałam, to zasypała mnie SMS-ami: że jak ja śmiem mieszkać z chłopakiem bez ślubu, że mam natychmiast wracać do domu, bo mnie wyklnie. Od tamtego czasu się do mnie nie odzywa, za to rozpowiedziała w pracy, że ma wyrodną córkę. Skąd o tym wiem? Pracuje z nią kobieta, którą z czystym sumieniem mogę nazwać przyszywaną ciocią, bardziej nawet prawdziwą od tych, z którymi mnie łączy pokrewieństwo. Zadzwoniła do mnie z pytaniem, o co chodzi, bo przecież wybawiła się na moim weselu, żartowała, że już się rozwiodłam i to chłopak, nie mąż? Mogłam tylko wzruszyć ramionami.

Po powrocie z tygodnia miodowego ojciec przyszedł do nas na ciasto, matka zaproszenie oczywiście olała. Opowiedział nam historię tak bardzo absurdalną, że gdyby nie fakt, że mówi to jeden z najbardziej zaufanych osób na świecie, bym nie uwierzyła. Gdy byłam mała i jeździłam jeszcze w głębokim wózku, zostałam porwana. Matka wyszła ze mną na spacer, spotkała koleżankę, zaczęły rozmawiać. Wózek nieszczęśliwie ustawiła tak, że jego bryłę widziała, ale zawartości już nie. W pewnym momencie minął ją mężczyzna, a ona poczuła szarpnięcie wózka. Okazało się, że po prostu wyjął mnie z niego i oddalał się szybkim krokiem. Na szczęście nie uciekł za daleko - koleżanka zadzwoniła momentalnie na policję, podała jego opis (na tyle, na ile to było możliwe od tyłu), matka zaczęła go gonić i krzyczeć, że to porywacz, ma moje dziecko! Nie uciekł za daleko, bo chociaż wsiadł do samochodu, to jakiś niesamowicie odważny mężczyzna zastąpił mu drogę (że się nie bał, że go rozjedzie!), ktoś inny wyciągnął porywacza i mnie. Nic mi się nie stało, z racji wieku nie pamiętam tego zdarzenia.

Od tego czasu matce odbija, gdy wyjeżdżam gdzieś na dłużej. Ojciec mówił, że panicznie się bała tego, że znów mnie ktoś porwie, że coś mi się stanie. Teraz rozumiem jej paniczne, codzienne telefony, czy na pewno wszystko OK. Z upływem lat przeszło to w ogólny strach przed moją niezależnością, bo obawiała się, że nie dała rady mnie chronić - nie docierało do niej, że to naturalna kolej rzeczy. Na terapię nie dała się namówić, bo przecież to normalne, że mamusia boi się o swoją małą dziewczynkę.

Zupełnie nie wiemy, co robić. Mamy nadzieję, że nie będzie próbowała uszkodzić mojego męża, bo to przecież on mnie "zabrał". Do psychiatry raczej też się nie pozwoli zabrać. Mamy nadzieję, że jej przejdzie, chociaż to mało prawdopodobne.
sylvia28984 Odpowiedz

Niby wersja light (nie poszła w końcu na ten ślub), ale reszta... Kurczę, wielka szkoda, że nie da się namówić na leczenie, bo to by BARDZO pomogło, ona po prostu nie ogarnia rzeczywistości.
Swoją drogą, nie znam się za bardzo, ale czy to po prostu nie był stres pourazowy, a że nie leczony, to się przeobraził aż w taką psychozę?

Odpowiedzi (1)
Fantagiro Odpowiedz

Cieszę się, że Twoja Mama nie zrobiła sceny na weselu ani nie zniszczyła Ci sukienki. Mam nadzieję, że przyjdzie taki moment i pokazuje się gotowa by poszukać pomocy psychologa albo psychiatry. Póki co życzę Ci dużo cierpliwości i szczęścia na nowej drodze życia.

Zobacz więcej komentarzy (13)

#meQIE

2 lata temu żyłem za 500 zł miesięcznie, z czego 250 zł szło na akademik. Mocno starałem się poprawić swój los. Tym sposobem dziś dostałem podwyżkę i moja pensja od przyszłego miesiąca wyniesie niemal równo 10 000 zł brutto. Jednak również dzisiaj uświadomiłem sobie, że 2 lata temu byłem i tak nieporównywalnie szczęśliwszy niż dziś...
Inetta Odpowiedz

Woow a ja za akademik płaczę 460 :(

Odpowiedzi (5)
SheDevil Odpowiedz

Ameryki nie odkryłeś. Życie studenta jest łatwiejsze niż dorosłego.

Odpowiedzi (8)
Zobacz więcej komentarzy (9)

#MJEWB

Na pewno każdy z Was czegoś się bał, jak był małym brzdącem, jednak mój lęk był trochę inny niż u typowego dziecka. Otóż od czasu Pierwszej Komunii najbardziej bałam się... niepokalanego poczęcia! Zastanawiacie się pewnie dlaczego mała dziewczynka miałaby się bać owego zjawiska. Wszystko za sprawą księdza, który miał za zadanie przygotować nas do tego sakramentu.

Spotkanie przygotowujące do Komunii, które spowodowało ten lęk, zapamiętam chyba do końca życia. Rozmawialiśmy o Maryi i o tym, że przez to, iż służyła Bogu, została obdarowana małym Jezuskiem. Wtedy ksiądz powiedział do wszystkich dziewczynek decydujące zdanie "Jak będziecie posłuszne Bogu i będziecie grzeczne, to być może i was Pan Bóg obdaruje tak jak Maryję".

Te słowa mnie przeraziły, ponieważ zawsze byłam bardzo grzecznym i wierzącym dzieckiem, więc wzięłam to strasznie do siebie i myślałam, że ja też urodzę Jezuska! W umyśle 7-latki było to okropne. Od tamtego dnia byłam małym wcieleniem diabła i przestałam chodzić do Kościoła (co zresztą zostało mi do dzisiaj ;)).
jankostanko33 Odpowiedz

Ja się nasłuchałem jak to się Matka Boska dzieciom objawiła w Fatimie i się strasznie bałem, że mnie się też objawi.

Odpowiedzi (7)
Turbulencja Odpowiedz

Bzdury. To Maryja została poczęta "niepokalanie", a nie Jezus.

Odpowiedzi (5)
Zobacz więcej komentarzy (9)

#mqS9X

Moja ciocia powiesiła w domu przy wejściu tabliczkę z napisem "Tu mieszka pies z rodziną".
Nie mają psa... Wujek jest policjantem...
Nowicjuszka Odpowiedz

Na początku myślałam, że to ciocia się powiesiła przy wejściu 😶

Odpowiedzi (5)
Yavanna Odpowiedz

Znam kobietę która ma kury i męża notariusza. Chciała te jajka sprzedawać ale jak tu nazwać "firmę"? Padło na "jaja rejenta"

Odpowiedzi (2)
Zobacz więcej komentarzy (8)

#YKxY6

Większość mojego życia kochałem i w jakimś sensie związany byłem z jedną dziewczyną. I nie przesadzam z tą "większością". Pierwszy raz spotkałem ją w przedszkolu i już wtedy zakochałem się tak jak tylko przedszkolak może się zakochać. Splotem wydarzeń okazało się, że ona również mnie lubi, więc zostaliśmy "parą", czyli po prostu razem się bawiliśmy. Nasz przedszkolny związek umarł śmiercią naturalną, ale moja wybranka wciąż była moją wybranką, zmieniła się tylko metoda okazywania uczuć i dziewczyna stała się obiektem moich "końskich zalotów". Jakoś pod koniec podstawówki oficjalnie zostaliśmy parą (choć wiadomo, jak takie pierwsze/wczesne "związki" wyglądają). Tak naprawdę poważnie zrobiło się w gimnazjum. I wtedy też, w ostatniej klasie, mieliśmy pierwszą poważną sprzeczkę.

Ja jako najlepszy uczeń w szkole chciałem, żebyśmy oboje poszli do najlepszego liceum w województwie, ona jako przeciętna uczennica bała się, że sobie nie poradzi. Poszliśmy więc do dwóch różnych szkół i samo to mi nie pasowało, a kiedy okazało się, że moja ukochana wybrała technikum, to już był cios dla mojej dumy (nie wiem jak teraz, wtedy mówiło się, że technika są dla nieuków). No jaki to był wstyd mówić nowym znajomym z elitarnej szkoły, że ma się dziewczynę w technikum... Dalej byliśmy razem, ale ewidentnie zaczynało się coś psuć. Teraz wiem, że z mojej winy, bo nasłuchałem się głupot i zacząłem traktować ją jak jakąś gorszą i głupszą.

Zacząłem studia na wymagającym kierunku, a moja dziewczyna w tym czasie kończyła technikum, potem miała do mnie dołączyć (oczywiście wybrała inny kierunek, ale ta sama uczelnia). I wtedy nastąpiło apogeum - oblana matura z matematyki. Mało jej nie trzasnąłem podręcznikiem w głowę, tak mnie ta wiadomość wyprowadziła z równowagi, zwyzywałem od głupich, od idiotek, bo dla mnie niepojęte było, jak można było tego nie zdać. A jaki wstyd przed znajomymi z uczelni mieć taką niedouczoną dziewczynę... Zerwałem.

Szybko znalazłem sobie dziewczynę "na moim poziomie", ale zawsze myślami wracałem do tej pierwszej. Tym bardziej że regularnie ją widywałem, np. w komunikacji miejskiej czy sklepie. Nie wiem co ona w sobie ma, zawsze mnie do niej ciągnęło, nawet w cholernym przedszkolu. Potem się wyprowadziła, a nasze drogi definitywnie się rozeszły.

Do czasu, gdy spotkaliśmy się na weselu znajomego. Wszystko odżyło. Nie mogłem oderwać od niej wzroku. Jest piękniejsza niż zapamiętałem, skończyła ciekawe studia, prowadzi interesujące życie, ma w sobie coś takiego, że chce się z nią przebywać. Ja natomiast mam "dobrą" robotę, jestem zaręczony z "dziewczyną na moim poziomie". Do końca życia będę sobie pluł w brodę, że zostawiłem miłość mojego życia z powodu głupiego egzaminu, o którym już nikt nawet nie pamięta. Czuję, że bez niej po prostu przegrałem życie.
DarkCookieMonster Odpowiedz

Owszem, przegrałeś. Doradziłabym żebyś spróbował o nią walczyć (ale zostaw najpierw narzeczoną, nie warto lecieć na dwa fronty). Ale zadaj sobie najpierw pytanie czy wydoroślałeś. Bo szkoda żeby fajna dziewczyna się miała znowu męczyć z zalotami idioty, który zostawił ją wtedy, kiedy powinien wspierać (serio, nie wpadło ci do głowy żeby jej pomóc w nauce do poprawki, zamiast zrywać 'bo co ludzie pomyślą'?).

Lavandavandy Odpowiedz

Ciesz się, że to nie było jej wesele i leć się ukorzyć - jeszcze nie wszystko stracone. No i Twoja narzeczona biedna w tym wszystkim - zaręczona z chłopem, który kocha inną...

Zobacz więcej komentarzy (27)

#rg3Gm

Moja teściowa jest dosyć młodą kobietą, bo jest przed 50., z bardzo... specyficznym poczuciem humoru. Poza tym dużo osób uważa ją za szalenie wredną i okropną kobietę i coś w tym jest. Gdyby nie to, że naprawdę mi zależy na jej synu, to uciekłabym po pierwszym spotkaniu.

Ostatnio teściowa przebiła samą siebie i odstraszyła już trzecią w tym roku dziewczynę swojego młodszego syna. Tym razem najpierw podarowała jej do chodzenia po domu kapcie wysypane swędzącym proszkiem, a następnie umieściła sztucznego pająka w zupie na dnie talerza. Dziewczyna oczywiście zwiała.

Tak, moja teściowa robi takie właśnie numery.
Szwagier już podłamany zapytał wczoraj co zrobiłam, że mam taki dobry kontakt z ich matką. W życiu się nie przyznam, że zniżyłam się do jej poziomu, przez co stałam się jej nową ukochaną córeczką.

Z moim chłopem przez rok ukrywaliśmy nasz związek przed jego rodziną (bał się, że ucieknę przed mamusią), jednak gdy straciłam mieszkanie, z dnia na dzień musiałam się wprowadzić do niego i jego rodzinki (mają bardzo duży dom na obrzeżach miasta i zbytnio się nie opłaca wyprowadzać mojemu chłopu, gdy ma całe piętro dla siebie).

Powiem szczerze, że z początku mieszkanie z teściową to był horror. Wsypywała swędzący proszek do moich rzeczy (nie mam pojęcia skąd ona to wszystko zamawia), dosypywała soli do mojego jedzenia, wysmarowała jakimś ostrym sosem lub proszkiem moją szczoteczkę do zębów (nic nie było widać na szczoteczce). Później podmieniła mi mydło na takie specjalne, które brudzi, proszek na kichanie też przerobiłyśmy.

W końcu się wku%$iłam i powiedziałam, że tak nie będzie. Znalazłam sklep online z takimi gadżetami i zamówiłam parę zabawek. Podmieniłam teściowej zapalniczkę na taką, która tryska wodą, dodałam jej do herbaty proszku na pierdzenie (istnieje coś takiego), gdy do domu przyszły jej koleżanki na ploteczki, sporo tego było.
A zwieńczeniem akcji było rozstawienie śmierdzących bomb po jej pokoju.

Od tego czasu teściowa nabrała do mnie respektu (?), nie robi mi takich wrednych żartów, co najwyżej jakieś drobne z proszkiem na kichanie czy piekącą herbatą, a ja w końcu nie czuję się w domu jak na poligonie, gdzie z każdej strony wyczekuję na atak.
A po cicho przyznam szczerze, że tak mi się spodobała ta zabawa z teściową, że teraz czasem jej pomagam, jak robi numery potencjalnym kandydatkom na drugą synową.

Ale spokojnie, zazwyczaj my z partnerem poznajemy je pierwsi, więc jak dziewczyna się trafi normalna, to przystopuję teściową, póki co szwagier sprowadza same puste lasencje, które liczą na dużą kasę.

I wiem, jak nieprawdopodobnie to brzmi, ale jednak moja oryginalna teściowa istnieje. Może to kwestia tego, że mieszkamy na Podlasiu? :D
tramwajowe Odpowiedz

Dwie wariatki robią selekcję na 'normalną' dziewczynę.
Dla dorosłego faceta.

Odpowiedzi (3)
SansaStark Odpowiedz

Jedna głupia, druga nienormalna 🤷‍♀️

Zobacz więcej komentarzy (30)

#98Ham

Jestem mężatką od dwóch lat. Razem mieszkamy od ponad siedmiu. Kiedy poznałam mojego męża, byłam bardzo szczupłą osobą. Niestety z biegiem lat przybyło mi kilka kilogramów tu i tam. Nie jakoś bardzo drastycznie, ale 10 kg w tyle lat to dla mojego męża zbyt wiele.

Gdy tylko ciut mi przybywało na wadze, starałam się biegać na siłownię, stosować diety itp., ponieważ mój ukochany uwielbia mi robić z tego powodu różne docinki. Obecnie dzień w dzień bez poruszania tematu z mojej strony słyszę, że kocha mnie niezależnie od wagi, że jestem jego kaloryferem, że kocha mnie pomimo tego, że nie mieszczę się w dżinsy sprzed pięciu lat. Codziennie słyszę wracając z pracy do domu "Tu jest siłownia. Dawno cię tu nie było" albo "Ja cię kocham, ale schudnij, bo inni pomyślą, że cię tuczę", a najlepsze "kocham ten tłuszcz, jesteś moim małym tucznikiem".

Szkoda, że nie mam czasu na siłownię, ponieważ codziennie po pracy sprzątam, gotuję, prasuję, wyprowadzam psa; a po tym wszystkim padam na twarz. Szkoda, że nie weźmie pod uwagę faktu, iż wstaję wcześniej od niego, by mu przygotować ciepły posiłek i wsadzić w termos, łącznie z herbatą do pracy, gdyż jemu się nie chce czegoś zwyczajnie odgrzać lub iść do pobliskiej stołówki. Ukochany po pracy jest bardzo zmęczony i jedyne na co go stać to TV i piwo pod kołdrą.

Co w tym anonimowego? Otóż to, że wcale nie zabił mojej pewności siebie i poczucia piękna. Kiedy on prawi morały, ja poprawiam makijaż i w ogóle go nie słucham. Czuję się kobieco i wiem, że innym się podobam. Czuję się o wiele lepiej niż jako szkielet parę lat temu, a z każdego miesiąca na miesiąc coraz bardziej czuję, że dzięki jego podejściu zamiast zmienić siebie, coraz bardziej mam ochotę zmienić stan cywilny.
Lavandavandy Odpowiedz

Na wdowę?

Odpowiedzi (2)
DontBeRude Odpowiedz

Przepraszam bardzo, ale czy Ty masz coś z głową nie tak? Oboje pracujecie, dlaczego robisz wszystko za niego? Jesteś mamusią niepełnosprawnego dziecka czy żoną? Czemu nie spróbujesz z nim o tym porozmawiać? Tak normalnie. Może on tego nie widzi, może się przyzwyczaił. Powinnaś podjąć ten temat i zaproponować, że od teraz dzielicie obowiązki na pół. A jak nie podziała, to po prostu przestań chuchać na niego i dmuchać. Zacznij robić coś dla siebie dziewczyno! Jak mu na Tobie zależy, to w końcu przejrzy na oczy i zrozumie, że Ty tez potrzebujesz jego wsparcia. Bardzo jednostronny ten wasz związek...

Odpowiedzi (2)
Zobacz więcej komentarzy (37)

#0Jb3c

Każdy z nas popełniał błędy w młodości.

Miałam ciężkie dzieciństwo, rodzice byli biedni, więc nie było nas stać na markowe ubrania, telefony, buty, wycieczki klasowe, wiązało się to z brakiem akceptacji przez rówieśników. W liceum byłam wycofana, nie miałam wielu znajomych, ale miałam chłopaka. Myślałam, że będziemy już zawsze razem, wydawał mi się idealny, tworzyliśmy wizję wspólnego życia, jednak z perspektywy czasu wiem, jak głupia byłam. Był ode mnie kilkanaście lat starszy, jednak nie paliły mu się rączki do pracy, do nauki również był ostatni. Po co ten wstęp? Otóż teraz właściwa część historii.

Jak już pisałam, pochodzę z biednej rodziny, przez co miałam z tego powodu problemy, chciałam się z tego wyrwać. ON wydawał się być przepustką do lepszego świata, widział we mnie człowieka, nie patrzył na to co mam. Było to dla mnie cudowne, z seksem nie śpieszyliśmy się, ponieważ nie byłam na to gotowa. Rozumiał mnie, mówił, że poczeka. Kiedyś przeglądając internet napotkaliśmy artykuł o młodocianych dziewczynach, które sprzedają swoje dziewictwo za pieniądze. On się tylko uśmiechnął i powiedział, że skoro ludzie są w stanie zapłacić grube tysiące za takie rzeczy, to może warto spróbować? Obiecał mi złote góry, że wyprowadzimy się, zaczniemy nowe życie, cuda na kiju. Generalnie każda normalna osoba kazałaby mu spadać, ale nie zakompleksiona ja.

Wystawiliśmy ogłoszenie, o dziwo serio był spory odzew, faceci byli w stanie zapłacić naprawdę duże pieniądze za bycie "biologicznym mężem" małolaty.
Po jakimś czasie umówiłam się z mężczyzną na spotkanie, pamiętam, że jechałam tam przerażona, ale traktowałam to jako przepustkę do lepszego życia. Przyjechał do mnie na dworzec, coś tam próbowaliśmy rozmawiać. Gdy przyjechaliśmy do niego usiadł i po prostu zaczął się do mnie dobierać, było mi okropnie, ale wiedziałam, ze muszę dać radę, że to dla naszego dobra. Gdy już miało dojść do penetracji, zaczęłam płakać i powiedziałam, że nie chcę. Dzięki Bogu facet zrozumiał i po prostu odwiózł mnie na dworzec; wiadomo, że był wkurzony, ale nie zrobił nic, czego bym nie chciała. Cieszę się, że tak wyszło, miałam więcej szczęścia niż rozumu.

Po powrocie chłopak zapytał mnie, gdzie pieniądze. Powiedziałam mu, że do niczego nie doszło, bo nie dałam rady, wtedy powiedział mi, że jestem beznadziejna i że nawet tego nie potrafię zrobić, po czym uderzył mnie w twarz. Wtedy coś we mnie pękło, wybiegłam z jego mieszkania z płaczem i już wiedziałam, że to koniec, jednak on mi nie odpuścił.

Chciałabym opisać co działo się dalej, jednak bardzo mocno ogranicza mnie limit znaków, jeśli jesteście zainteresowani, dokończę wyznanie w komentarzu.
MamFajnegoKota Odpowiedz

"Biologiczny mąż"? Pierwszy raz spotkałam się z takim określeniem

asienaebaam Odpowiedz

Długo byłaś z tym facetem? Piszesz o nim samych superlatywach do momentu tego zdarzenia. Możliwe, ze wcześniej nie dawał żadnych znaków, że jest burakiem?
Co było dalej?

Odpowiedzi (4)
Zobacz więcej komentarzy (4)
Dodaj anonimowe wyznanie