#nfpD8

Niedawno nie poznałam mojego wujka, którego widuję co tydzień. Na dodatek musiałam się do niego zwrócić i powiedziałam „proszę pana”, niczego nieświadoma. A ostatnio nie poznałam swojej mamy, jak jechała na rowerze naprzeciwko. W dodatku jako że moje koleżanki powiedziały do niej „dzień dobry”, ja odruchowo zrobiłam to samo.

Chyba czas na okulary.

#0ay6E

Kilka lat temu doszłam do wniosku, że nadszedł ten czas, by udać się po raz pierwszy na kontrolę, miałam wtedy jakieś 17-18 lat. Jako w miarę dojrzała osóbka, nie bałam się takiej wizyty, zapisałam się do lekarza mężczyzny. W dniu badania zjawiam się rozradowana w przychodni, wizyta na godziny południowe, wcześniej zwolniłam się z lekcji huhuhu, wszystko perfecto.
W gabinecie wita mnie lekarz – starszy pan z wąsem, na moje oko przed 50. Na początek pogaduchy „a po co pani?”, „a dlaczego?”, „coś się dzieje?”. Po standardowym przeglądzie podwozia lekarz proponuje, że zrobimy jeszcze usg dopochwowe (mój organizm troszkę szalał w tym buntowniczym okresie). No więc zabieram swój goły tyłeczek i drepczę na leżankę, tam rozkładam się wygodnie jak Rosja na mapie i patrzę, co doktorek będzie działał.

Większość chyba wie, jak takie badanie wygląda – lekarz wziął specjalny przyrząd (to chyba sonda), nażelował go porządnie i wsuwa tam gdzie trzeba. W tym momencie słychać donośne wibracje, po czym nasz wzrok pada na torebkę leżącą razem ze mną na kozetce. Chwyciłam znajdujący się w niej telefon, a doktorek chcąc rozładować moje napięcie, mówi zadowolony:
- Hohoho, widzę, że mamy tutaj sprzęt z nakładką wibrującą!

Spaliłam trochę buraka, nie wiedząc w sumie jak zareagować na ten dwuznaczny żart doktorka, ale po chwilowej konsternacji nieźle się uśmiałam.
Byłam u tego przemiłego pana jeszcze kilka razy, na szczęście nie okazał się on starym zboczuchem :)

#EWoLs

Choruję na otyłość od kilku lat. Te kilka lat temu wyglądałam bardzo fajnie, szczupło, bez problemu mieściłam się w rozmiar S i paradoksalnie wtedy też miałam najwięcej porażek na polu miłosnym. Albo chciał mnie ktoś, kogo ja nie chciałam, albo chciałam kogoś, kto totalnie nie liczył się z moimi uczuciami i traktował jak lalkę do seksu. W końcu znalazłam sobie kogoś na dłużej i akurat wtedy pojawił się mój problem z wagą. Nie potrafiłam utrzymać szczupłej sylwetki, bo dużo pracowałam i jednocześnie dużo imprezowałam, często jadałam na mieście, piłam dużo alkoholu i zaczęłam tyć, nabawiłam się sporej insulinooporności, nadwaga szybko przerodziła się w otyłość, z którą zmagam się do dziś. W dodatku mam ogromny problem z jedzeniem, potrafię naprawdę dużo zjeść, kiedyś tak nie miałam.

Poprzedni związek mi się posypał i teraz jestem w kolejnym, już po zaręczynach, mamy też córkę. Kiedy wzięłam się na poważnie za siebie i poszłam do dietetyka, to wkrótce okazało się, że jestem w ciąży. Przez te 9 miesięcy dużo wymiotowałam i miesiąc po porodzie jak się zważyłam przeżyłam szok. Schudłam po ciąży prawie 20 kg. Teraz, kiedy córka podrosła, już zdążyłam nadrobić te kilogramy. Nie mogę na siebie patrzeć w lustrze, czuję się, jakbym była w kompletnie obcym ciele.

Powolutku, małymi kroczkami zmierzam do celu. Chcę mieć ładną sylwetkę na ślub i chcę, żeby mój przyszły mąż był ze mnie zadowolony. Ograniczam kalorie i pilnuję się, tłumaczę sobie, że nie muszę wcale jeść wszystkiego, na co mam ochotę. Nikomu o tym nie mówię, bo to mój cel i moje życie. Nie chcę żadnej presji. Komentarze na temat mojej wagi chowam sobie gdzieś głęboko. Wkrótce zrobię sobie badania, żeby wiedzieć, na czym stoję i na co powinnam zwrócić szczególną uwagę. Ale wiecie o tym tylko Wy. Trzymajcie kciuki!

#bT0Qq

Jestem szczęśliwa, że przeżyłam dzieciństwo w czasach kiedy słowo „telefon” dzieciakom kojarzyło się jedynie z dwoma kubeczkami na sznureczku.

Kiedy rodzice w czasie wakacji wyjeżdżali rano do pracy, dyżur nade mną zaczynał mój starszy brat. Jak wyglądał nasz dzień? Pobudka o 8, szybkie śniadanie i biegusiem na dwór. Wymyślił sobie, że zrobi ze mnie swoją krówkę. Wciąż pamiętam, jak wyprowadzał mnie na smyczy i zostawiał na pół dnia na świeżej trawce. Co jakiś czas przestawiał mnie w mniej osłonecznione miejsce, cobym się nie spaliła za bardzo. Do zabawy dołączyło się sąsiedztwo.

Nie wiem, co sobie myśleli widzący nas mieszkańcy wioski, obserwując kilka dziewczynek na smyczach, leżących na trawie, wytwornie ją konsumując. Zabawa jak gdyby nigdy nic kończyła się o 16, gdy rodzice wracali z pracy.
Wspaniałe wspomnienia i kochany brat!

#7TKiI

Jestem mężem i ojcem od kilkunastu lat, mam 38 lat, jesteśmy ze sobą od pierwszego roku studiów. Stanowimy zgrany partnerski związek, wspieramy się, lubimy spędzać ze sobą czas. Jest nam razem dobrze i wspólnie opiekujemy się córeczką, która czasem nieźle daje się nam we znaki.
Od początku naszego związku, jeszcze przed zaręczynami, uwielbiam, gdy żona, którą kocham z wzajemnością, flirtuje z innymi mężczyznami. W klubach szaleję z przyjemności, gdy z kimś tańczy, całuje się lub obmacuje. To wszystko tuż przy mnie. Wprost nie do opisania jest podniecenie, które wywołuje jej wyjście z dopiero co poznanym facetem do niego lub do hotelu. Wtedy ja zostaję w domu i czekam aż do mnie wróci, aż będziemy się kochać i w trakcie słuchać o szczegółach jej zbliżenia z zupełnie obcym facetem.

Nigdy nie stosowaliśmy tej praktyki do budowania związku, między nami wszystko jest OK, podgrzewa to niesamowicie atmosferę między nami. Czytałem o zespole zdrady kontrolowanej, ale nijak nie ma się to do nas; nie czuję psychicznego bólu, gdy żona jest w łóżku z kimś innym, zawsze mi się podobała i nadal podoba fizycznie i to jaka jest na co dzień. Im więcej mężczyzn, tym bardziej ją szanuję, podziwiam to, co robi. Cieszę się, że jest odważna. Uwielbiam ją całować wiedząc, że kilka godzin wcześniej całował ją inny mężczyzna. Faceci nigdy mnie nie kręcili, ale to, że zona ma z nimi seks wprost doprowadza mnie do ekstazy. Żona mówi mi absolutnie o wszystkim, nigdy nic nie zatajała, nie zmyślała.
Jedyna osoba, która o tym wie, to jej koleżanka i teraz Wy, anonimowi.

Coś ze mną/z nami nie tak?

#fmHoo

Tego dnia okres pojawił sporo przed czasem. Nie byłam przygotowana, a sklepy nie wiedzieć czemu zamknięte, dwie podpaski w szafce, co tu robić... Ubieram się i gnam na autobus. Czekam, czekam, nic nie przyjeżdża. Czekam ponad półtorej godziny. Zimno, stoję sama, palce u stóp już prawie odmrożone. Chce mi się płakać z zimna, bezsilności, przez okres. I nagle pojawia się na przystanku On.
- Gdzie zmierzasz? Smutna jesteś?
- Do miasta. Na zakupy.

I wtedy zaczyna drążyć temat, po co jadę. Już mi było wszystko jedno, rozpłakałam się i zgodnie z prawdą odparłam, że po podpaski, ale od półtora godziny nic nie jechało.
Odwrócił się i bez słowa odszedł. No tak, jak tu nie wystraszyć faceta... Siedzę i płaczę jeszcze mocniej, w nadziei, że może jednak chociaż jakiś bus przyjedzie. Po chwili na przystanku zatrzymuje się swoim autem On i specjalnie mnie zawozi do oddalonego o pół godziny drogi miasta.

Z tego miejsca chciałabym serdecznie pozdrowić Jego. Księdza Roberta ;) Uratował mi ksiądz życie ;)

#R1DMK

Mam 23 lata i starszą o 5 lat dziewczynę.
Jesteśmy już ze sobą ponad rok, ale mam wrażenie, że to nie ma sensu.
Kwestią sporną między nami jest alkohol i imprezy. Ja raczej jestem abstynentem (siłownia i te sprawy), ona wręcz przeciwnie. Na początku mówiła, że pije tylko od święta, niestety okazało się to kłamstwem. Jakaś impreza czy spotkanie z przyjaciółmi, to zawsze wypija minimum 5 piw. Zdarzały się imprezy, gdzie grubo przesadzała. Nie pomagają prośby, zawsze mówi, że po prostu lubi, jak jej zaszumi w głowie.

Inaczej zostałem wychowany i nie podoba mi się, że ona tyle pije. Niestety ona nie widzi problemu, bo u niej w domu to normalne. Powoli tracę nadzieję i chyba to zakończę, a szkoda, bo strasznie kocham tę dziewczynę.

#t8IHE

Pewnego piątkowego wieczoru razem z mamą planowałyśmy pójść do teatru amatorskiego na przedstawienie, które reżyserowała moja wychowawczyni. Mama była do osiemnastej w pracy, więc umówiłyśmy się, że podjedzie pod dom i będzie czekać na dole. Założyłam moje białe rurki i czarną bluzę. Zanim wyszłam z domu, otrzymałam telefon od mamy, rozmawiałyśmy na temat mojego stroju i zaproponowała, żebym założyła czarne rurki i białą bawełnianą bluzkę. W porządku, czemu nie. Przyjechałyśmy na miejsce, pierwszy akt, nadeszła pora przerwy. Kupiłam sobie mleczny Shake z automatu. Już miałam się go napić, ale przez moje gumowe ręce oblałam całą bluzkę napojem.

Przyszedł czas na drugi i ostatni akt, niby w porządku, a tu nagle kolejna niespodzianka, a mianowicie dostałam okresu. Udało mi się nie zaplamić krzesła, więc została tylko niewidoczna plama na moich czarnych spodniach. Mleka także nie było widać na mojej białej bluzce.

Oj... co by się stało jakbym założyła swój pierwotny zestaw ciuchów? Dziękuję, mamo.

#nz4hn

Nie znoszę używać papieru toaletowego. Zawsze mam wrażenie, że tylko rozmazuję pozostałości wokół wylotu i majtki będą musiały przez resztę dnia brać całą robotę na siebie. Zawsze staram się załatwiać w okolicach własnego prysznica i dokładnie potem umyć. Jeśli jestem na wyjeździe, to błogosławieństwem są toalety połączone z łazienkami lub bidety. Jak jestem zmuszony do skorzystania na stacji paliw, to muszę wcześniej kupić mokre chusteczki.

Ludzie się śmieją, że w krajach arabskich nie korzystają z papieru toaletowego, a ja naprawdę nie rozumiem, jak mimo rozwoju higieny i obsesji częstego mycia, Europejczycy mogli wymyślić wycieranie się makulaturą. Dla mnie to jedna z ich przewag cywilizacyjnych.
Dodaj anonimowe wyznanie