#IWPEK

Dzień Matki. Jako że mieszkam jakieś 30 km od rodziców, mamusia wymyśliła sobie zaproszenie swoich synów – a ma ich dwóch – z żonami i dziećmi do siebie na obiad. No spoko. Nieważne, że brat ma jedną córkę, a ja dwie, i w sumie one też mają matkę, ale luz. Obgadane z żonami i jedziemy.

Nadeszła niedziela. Moja starsza córa w tajemnicy przed wszystkimi pozbierała kwiaty i zrobiła żonie śniadanie do łóżka. Później dała laurkę razem z młodszą siostrą i powiedziała, że wymyśliła dla mamy caaaały dzień i że idą na piknik. Myślę sobie – ekstra. Też bym tak chciał na Dzień Ojca. Tylko jest problem – umówiliśmy się na obiad u mojej „mamusi”. Szybka kalkulacja i info do żony: w sumie to ja jestem jej dzieckiem i najważniejsze, żebym ja się pojawił. OK,  spoko, jadę sam.

Dojeżdżam na miejsce, wchodzę do bloku, do windy, do mieszkania i... pytanie pierwsze: gdzie dziewczyny? Grzecznie odpowiedziałem zgodnie z prawdą, dlaczego jednak nie przyjechały, że się postarały, że nawet ja nie wiedziałem o niespodziance, ale przecież jestem ja – jej dziecko. Nawet nie wysłuchała życzeń, prezent rzuciła na komodę i się obraziła, jednocześnie krzycząc i wnerwiając się, dlaczego nie ma jej wnuczek i  że jak nie chcemy jej odwiedzać, to spoko, ale ona chce wnuczki zobaczyć (widziała je  tydzień wcześniej).

Przykro mi. Dziecko na Dzień Matki przychodzi z prezentem i życzeniami, a matka na własne dziecko nie czeka, tylko na jego „inwentarz”. Nie powiedziałem nic, ale wciąż mam o to żal.

#UwMs2

Ogólnie nie należę do zbyt bystrych osób, sama muszę to sobie przyznać.
Pierwszy dzień na nowym mieszkaniu, niczym jeszcze nie umiałam się posługiwać. Zamiast prysznica mieliśmy teraz wannę z nim połączoną, zamykała się taką szklaną „zasuwą”. Poszłam się umyć, zamknęłam się w wannie, normalnie przyciągając zasuwę do siebie, ale nadszedł czas wyjścia. Popycham ją – za nic nie chce się ruszyć, a przecież nie zawołam nikogo, żeby mnie wypuścił spod prysznica. Pomiędzy zasuwą a suszarką na ręczniki jest mała przerwa, a że jestem dosyć szczupłą osobą, to wpadłam na bardzo mądry pomyśl po prostu przeciśnięcia się tamtędy – jak pomyślałam, tak zrobiłam. No, tylko że nie byłam dosyć szczupła, bo się zablokowałam. Zasuwa miała ostre krawędzie, nikt pewnie nie przewidział, że ktoś tam kiedyś utknie. I na tej krawędzi zablokowało się właśnie moje gardło. Nie zamierzałam nikogo wołać, więc się po prostu stamtąd wyszarpnęłam.
No, i oto historia, jak prawie sobie poderżnęłam gardło prysznicem.

PS Moja głupota i tak się wydała, ciężko nie zauważyć krwawej krechy na gardle córki, poza tym ktoś musiał to opatrzyć. Tajemnica otwierania prysznica – składał się w bok, trzeba było przyciągnąć go do siebie i złożyć. Co prawda było pełno pytań i przypuszczeń, co mi się stało, ale na prysznic nikt nie wpadł. Najlepsze, że nie miałam pięciu lat, a piętnaście.

#K7CRq

Do tej pory nie jestem pewna, czy postąpiłam słusznie.

W liceum miałam koleżankę, nazwijmy ją M., która – nie owijając w bawełnę – po prostu strasznie się puszczała. Nigdy nie przyjaźniłyśmy się jakoś mocno, kilka razy wyszłyśmy razem na spacer lub zakupy. Często podczas takich wyjść zaczynała swoje zabawy. Nigdy nie zapomnę wieczoru, gdy w parku ławkę obok zadowalała kolegę mojego brata, którego widziała pierwszy raz. Może byłam głupia, bo chociaż jej zachowanie było dla mnie skandaliczne, nie przeszkadzało mi w spotykaniu się z nią. Jak by nie patrzeć, mnie nie zrobiła nic złego... Do czasu.

Zerwałam z chłopakiem, bardzo mocno to przeżyłam. Spotkałam się więc z ową koleżanką, by na spokojnie móc się wypłakać komuś, kto nie zna całej sytuacji. Siedziałyśmy długo u mnie w pokoju, w ramionach M. znalazłam odrobinkę ukojenia, a jej słowa działały na mnie zbawiennie. Byłam jej potem ogromnie wdzięczna.

Jakiś czas później były wysłał mi kilka screenów, w których M. zaraz po tym, jak wyszła ode mnie, zaczęła dawać mu obleśne propozycje. Byłam zła, smutna, zraniona i... żądna zemsty. Stworzyłam na Facebooku profil przystojnego faceta, zdjęcia paskudnie podkradłam jakiemuś Anglikowi, i zaczęłam pisać z M. Z początku był to niewinny flirt, potem stawałam się coraz odważniejsza i po trzech, może czterech dniach znajomości poprosiłam ją o nagie zdjęcia, a ona wysłała mi je od razu. Na każdym z nich było widać jej twarz, pokazała dosłownie wszystko. Najpierw chciałam udostępnić je w internecie albo wydrukować i wywiesić w szkole, ale nie umiałam być takim potworem. Zamiast tego postanowiłam dać jej nauczkę – wysłałam zdjęcia jej matce (z konta tego chłopaka). Dopisałam od razu, iż nie prześlę ich dalej, kasuję je, ale proszę o wytłumaczenie córce, że ktoś inny mógłby wyrządzić jej krzywdę. O dziwo, matka M. podziękowała mi, a później odcięła córkę od internetu na jakiś czas.

Z jednej strony trochę mi głupio, bo M. miała ogromne problemy w domu, jednak z drugiej strony boję się pomyśleć, co mogłoby się stać, gdybym to nie ja dostała jej fotki.

#BmlXB

Letnie popołudnie, weekend, siedzę w domu bez żadnych planów. Nagle dzwoni moja współlokatorka z propozycją dołączenia do niej i jej znajomych na kilka piweczek w plenerze. Myślę – czemu nie? Ubrałem się i wyszedłem z domu. Przejechałem kilka przystanków autobusem, reszta trasy do pokonania na piechotę. I nagle moje jelita niespodziewanie zaczynają koncert, i to nie byle jaki – najwyższych lotów. Stoję przez chwilę na chodniku i zastanawiam się co zrobić. Wokół masa ludzi, wszędzie bloki, chusteczek brak. Zaciśnięte na maksa poślady przesyłają do mózgu informację, że zbyt długo nie wytrzymają. Nagle doznałem olśnienia – market jest gdzieś między tymi blokami, a przecież są tam toalety dla klientów!

Wbiegam jak najszybciej do męskiej toalety w tym cudownym przybytku i nagle strach – w kabinie nie ma papieru! Szybka kalkulacja i decyzja podjęta – biegnę do damskiej. Tam jednak sytuacja ta sama. Nie byłem już w stanie myśleć, co robić dalej, moja dupa przejęła kontrolę nad myśleniem, opadłem na kibel i wypuściłem ogromny ładunek.

Euforia, jaką odczułem po wszystkim, była nie do opisania. Posiedziałem jeszcze chwilkę, napawając się pięknem świata, w którym nie trzeba zaciskać pośladów i wtedy do mnie dotarło – nie mam się czym podetrzeć...

Byłem w damskiej toalecie, więc przeszukałem kosz na śmieci, który stał obok, i podtarłem tyłek zużytą podpaską. Ręce szorowałem jakieś 15 minut. Było warto!
Dodaj anonimowe wyznanie