#TpmEQ

Coś na temat życia w naszym bezpiecznym państwie.

Wczoraj wieczorem pojechaliśmy z mężem na przejażdżkę samochodową. Zwykła wycieczka po okolicznych wioskach. Wracając do mieszkania, w centrum Krakowa, samochód na tablicach SJ XXXXX zajechał nam drogę, próbując złapać nas na „dupę”. Wyszłam żeby sprawdzić, czy nic się nie stało. Po ocenieniu szkody na zerowe, podeszłam zapytać kierowcy „czy jest normalny?”. Tutaj zaczyna się historia właściwa.
Wysiadło czterech panów i zaczęło mnie popychać, kilka razy uderzając. Mąż wybiegł i stało się z nim dokładnie to co ze mną (no dwoje na czterech to raczej słabo). Na pożegnanie dostaliśmy gazem pieprzowym po oczach, czego skutkiem jest zapalenie rogówki i spojówki.

Polska jest niby taka bezpieczna, bo nie mamy uchodźców - szkoda tylko, że mamy Polaków-Sebiksów.


PS Bardzo chcę podziękować Panu, który zatrzymał się i wezwał policję i karetkę.
Przekliniak Odpowiedz

Dobrze, że ten Pan wezwał chociaż policję i karetkę. O zachowaniu tamtych facetów ciężko pisać...

Aotylyoblechpaskudny Odpowiedz

Tylko broniąc się przed "Sebixami", nie ściągniesz na siebie oskarżeń o rasizm. Ludzie o mentalności bandytów są wszędzie, skoro mamy tych naszych rodzimych nie potrzebni nam są jeszcze uchodźcy na dokładkę.

Odpowiedzi (2)
Zobacz więcej komentarzy (6)

#PS2Qh

Kiedy byłam ok. 4 letnim dzieckiem odkryłam, że między komórką pod schodami do mojego domu (drzwi na wysokim parterze) a piwniczką na wino, grubo pod poziomem gruntu, wiedzie sekretna rura. Dom ten postawił jeszcze mój pra - pra - pra dziadek i u fundamentów był to taki prawdziwie zabytkowy dworek. Rura skojarzyła mi się z tymi rurami w kreskówkach na statkach, doszłam więc do wniosku, że powstała ona po to, aby z komórki można było porozumieć się z osobą w piwnicy. Uwielbiałam bawić się w ten sposób z moją najlepszą przyjaciółką. Jedna z nas siedziała na dole, a druga na górze, jedna była kapitanem, kręcącym sterem (czyli kołem od przewróconego na "grzbiet" roweru) a druga majtkiem w maszynowni. Obie wymyślałyśmy różne przeciwności losu, które druga musiała pokonać.

Po latach dowiedziałam się przypadkiem, wspominając przy tacie te zabawy, że rura służyła ratowaniu Żydów. Mój pradziadek założył ją i "podczepił" pod nią (jak na tamte czasy ultranowoczesny) ustęp, aby zakamuflować jedyny otwór, jakim ukrywający się otrzymywali wszystko co potrzebne. Wejście do tamtego sekretnego pomieszczenia zostało wtedy bardzo grubo i starannie zamurowane. Ok. 20 osób w różnym wieku i płci spędziło tam ponad dwa lata, a ta rura była jedynym, co łączyło ich ze światem. Z tego co wiem, urodziła się tam nawet dwójka dzieci. Nie raz podobno było tak, że ktoś po prostu z tego ustępu korzystał, tym bardziej, że pradziadek dysponujący sporym majątkiem, jadłem i napojem chętnie godził się na wizyty oficerów niemieckich i radzieckich w myśl zasady "najciemniej pod latarnią".

Co by było, gdyby pradziadka i jego rodzinę ktoś jednak zabrał i internował? To też miało miejsce, na bardzo krótko, ale jednak. Dom został podobno przekopany od piwnic aż po strych, ale tych ludzi wtedy tam nie znaleźli. Przez tamte dwa miesiące życie ratowały im dwie bardzo stare kobiety, które pod pozorem zbierania ziół i robienia leków wrzucały do rury co trzeba. Te same kobiety, co prawda pod przymusem, ale jednak leczyły ziołami żołnierzy okupanta, by zachować wszelkie pozory.

O istnieniu sekretnego pomieszczenia wiedział jedynie pradziadek, prababcia, dziadek i murarz, syn z jednej z kobiet zbierających zioła, oraz jej siostra. Ten chłopak nie przeżył wojny, bo został złapany pomocy innej żydowskiej rodzinie. Poszedł do piachu razem z nimi, nie wiadomo gdzie leżą, jego matka nigdy nie znalazła grobu syna. Prababcia i obie siostry dziadka nie przeżyły internowania. Ukrywani Żydzi przeżyli, prawie wszyscy uciekli do Izraela tak szybko jak tylko się dało i zupełnie zapomnieli o pradziadku i jego rodzinie oraz murarzu. Żadne z nich nie odezwało się ani słowem, a moja rodzina ciągle mieszka w tym samym miejscu i nosi to samo nazwisko. Niby nic, ale tak jeszcze bardziej mnie w sercu kłuje, a jak słyszę, że świat nazywa nas Antysemitami...
szinigami Odpowiedz

A najlepsze w tym wszystkim jest to, że order Sprawiedliwych dla osoby ratującej Żyda w czasie wojny można otrzymać tylko po osobistym świadectwie uratowanego. Nawet jeśli są inni ludzie (np sąsiedzi) mogący poświadczyć o działalności jakiejś rodziny z tamtego okresu, to bez świadectwa uratowanego (który podobnie jak Żydzi z wyznania, zazwyczaj przepadał jak kamień w wodę, gdy zagrożenie życia ustawało) ludzie ci takiego orderu nie otrzymają. Smutne.

Odpowiedzi (2)
DarkPsychopathII Odpowiedz

A mnie zastanawia czy robienie dzieci w czasie wojny przebywając w ciemnej piwnicy, całkowicie zdanym na pomoc innym jest normalne? Nóż k#rwa chyba mogli się powstrzymać....

Odpowiedzi (7)
Zobacz więcej komentarzy (4)

#JVVMr

W dzieciństwie dałem się (prawdopodobnie) sobą zabawić. To obszerna historia, postaram się ją okroić.

Był to czas na przełomie 6 klasa podstawówki-2 klasa gimnazjum. Był to czas mojej sporej wrażliwości. Byłem wtedy wprowadzany w świat internetowy, bowiem dopiero wtedy pojawiał się u mnie pierwszy komputer oraz podpisano umowę z siecią. Od początku chciałem zdobyć kogoś do popisania. Byłem też dość ostrożny, jeśli ktoś wysłał mi swoje przynajmniej 2 zdjęcia uznawałem, że jest wiarygodny.

Na jednej z gier poznałem dziewczynę, która przedstawiała się jako Justyna, starsza ode mnie o 2 lata. Początkowo uczyła mnie grać widząc, że średnio sobie radzę. Potem nasz kontakt się rozwijał - GG, finalnie SMS.

Justyna po jakimś czasie wyznała, że jest w organizacji, która powstrzymuje bandziorów. Były akcje, pistolety, były samochody z ciemnymi szybami, ustawki oraz krew, pobicia. Po prostu wszystko, co da się wyciągnąć z filmów akcji. Przerywała rozmowy, bo coś się działo, potem mówiła "ile mogła zdradzić". Czasem nawet pisał jej "chłopak" do mnie, bo ją przykładowo uprowadzono... Oczywiście nie wierzyłem im, dopóki nie wysłano mi paru zdjęć. Potem wiarygodność sprawdzałem na Ask.fm, na Facebooku. I przeraziłem się, wkręciłem.

Uwierzyłem w to wszystko na tyle, że popadłem w bezsenność i wir ich świata. Bałem się o nią, o nich, potem o ich dziecko, kiedy je porwano przez jakąś grupę bandziorów. Wpadłem też w rozpacz, gdy mama zabrała mi telefon (twierdziła, że jestem uzależniony), pierwszy raz w życiu się pociąłem bez większego namysłu. Prawie uciekłem z domu, chciałem być jednym z nich...

Po jakimś czasie zacząłem dostawać wiadomości coraz rzadziej (wtedy ciachałem się co chwilę). Jednak wyjaśniono mi to - musieliśmy mieć ograniczony kontakt, nakryto ich, byliśmy w niebezpieczeństwie. Nie umiałem spać, bałem się nawet cienia, gdzie nie byłem to rozglądałem się wręcz maniakalnie. Odzywali się do mnie co parę miesięcy, wyczekiwałem tego... a potem kontakt przepadł całkiem, bo Justyna ponoć musiała zniknąć z mediów będąc na celowniku, a jej chłopak nie miał własnych kont nigdzie. Wtedy zacząłem popadać w coś w rodzaju depresji... (wyciągnęła mnie z tego przyjaciółka z klasy, która poznała tę historię "przyciskając mnie do ściany").

Obecnie mając 19 l., mam to za najgorszy okres w moim życiu. Stres, który doprowadził do nerwicy, uzależnienia od okaleczania, sprzętów. Mama chodząca za mną co chwilę pytając, co się dzieje (co wtedy miałem za: "zaś stara za mną łazi i mnie wku*rwia"). Zmieniło mnie to, doprowadziło do rudery we mnie i do zmiany zachowania, postępowania, traktowania bliskich - miałem ich za wrogów...

Obecnie też postępuję uważniej i zanim zaufam, mijają lata.

PS. Nadal mam "ich" numer GG.
Kuudere Odpowiedz

Może wydać się to w żaden sposób ze sprawą niezwiązane, jednak mam dla Ciebie drobną radę: jeśli przyjdzie Ci do podpisywania jakiś papierów, umów, ofert, czegokolwiek - przed zasygnowaniem daj te dokumenty do wglądu jakiejś zaufanej osobie postronnnej, może komuś z rodziny. Tak tylko na wszelki wypadek.

Dajpysk Odpowiedz

Stawiam że Cię wkręcali. W sumie nawet nie taki zły pomysł, tylko ciężko przewidzieć że się tak wkrecisz. Mówiłeś im kiedy o tym?

Zobacz więcej komentarzy (10)

#V5NQT

Miałam w klasie, którą uczę chłopaka - i co tu dużo mówić, był dziwny, chociaż to mało powiedziane.
Dziecko miało nierówno pod kopułą: wyzywał, bił nawet nauczycieli, wykonywał dziwne ruchy, krzyczał coś, czego nikt nie rozumiał (do tego stopnia, że katechetka pomyślała, iż jest opętany). Jakakolwiek reakcja ze strony nauczycieli kończyła się fiaskiem, bo rodzice chłopca mieli to w głębokim poważaniu.

Miarka się przebrała, kiedy chciał uciec ze szkoły, wyskakując przez okno z drugiego piętra. Chłopaka zabrano na obserwację na oddział zamknięty. Po 4 tygodniach psycholodzy stwierdzili, że dzieciak musi iść do szkoły specjalnej, bo bycie w szkole publicznej stwarza zagrożenie dla niego i innych.

Co na to rodzice? Że to jest spisek przeciwko nim, że ich dziecko jest normalne i że to wszystko wina klasy, do której on uczęszcza.
Chłopiec został przeniesiony do innej szkoły (także publicznej) w tym samym rejonie.

Dziecka jest nam szkoda, jednak z koleżankami modlimy się, by nie wrócił do naszej szkoły.
Dajpysk Odpowiedz

Szkoda ze w takich przypadkach rodzice nadal maja to najwazniejsze slowo. Cos czuje ze chlopak sie zniszczy....

Odpowiedzi (1)
tragizm Odpowiedz

Nie rozumiem postawy rodziców jeżeli chodzi o decyzję dotyczącą przeniesienia dziecka do szkoły specjalnej. Znam dziewczynę która chodzi do podstawowki. Miała wypadek i od tej pory niektóre rzeczy jej opornie idą. Zapomina wszystkiego, zacina się. W szkole jest jakby przez przypadek, nie musi się uczyć bo nauczyciele i tak ją przepuszcza ze względu na jej problemy. Ale w takim razie po co chodzi do szkoły, skoro nic z niej nie wyciąga ani nikt nic od niej nie wymaga. Nie lepiej wysłać dziecko do szkoły specjalnej, gdzie nauczyciele wiedzą jak postępować w takim przypadku i nauczyć się czegoś?

Zobacz więcej komentarzy (7)

#rDJMj

Organizacja ślubu i wesela niełatwa, jednak ostatnio sytuacja zaczęła mnie przytłaczać. Czuję się jak na koncercie życzeń.

Z narzeczonym planujemy ślub cywilny i skromną uroczystość po (dla naszych rodziców i rodzeństwa). Niby plan prosty, a momentami odnoszę wrażenie, że to rozbrajanie bomby przez niedoświadczonego sapera:

1. Skromny cywilny przeszedł w momencie zapewnienia z naszej strony, że w przyszłości planujemy kościelny i większą imprezę z tego tytułu (nie chcemy szastać kasą, skoro planujemy ogarnąć własne lokum przy współudziale własnych oszczędności).

2. Źle, że nie w miejscu "zamieszkania" panny młodej, a w zasadzie pochodzenia (jestem z zachodniopomorskiego, narzeczony z opolskiego), bo wg mojej mamy powinno być na północy i walić to, że mieszkamy w opolskim i później będą problemy z niezinformatyzowanymi urzędami w razie potrzeby wydania kopii dokumentu.

3. Świadkowie - przyszłym teściom nie podoba się dwóch mężczyzn-świadków (nasi bracia), bo to wbrew tradycji, poza tym zdjęcia będą wyglądać gejowsko.

4. Forma wesela - ze względu na sezon weselny i krótki czas na organizację imprezy nie będzie się ona odbywała w restauracji, zaplanowaliśmy grilla w domu - jedzonko, które wszyscy lubią, nie trzeba stać w garach w kuchni, bo ognisko z brykietu świetnie integruje towarzystwo - ale to był nasz błąd, bo: za mało odświętnie (jedni i drudzy rodzice), bo to wokół was mają wszyscy skakać, to może chociaż zupkę przywieziemy, żeby było "odświętnie i obiadowo", dlaczego u was, a nie u nas (przyszli teściowie).

5. Chciałam upiec sama tort, bo lubię i robię to dobrze - zgroza dla teściowej, która uważa że w "swojej" rodzinie ma wyłączność na wypiekanie tortów na wszelkie okazje, zaprawione szantażem emocjonalnym.

6. Nie chciałam bukietu kwiatów - narzeczony ma alergię na pyłki, do tego wolałam niedużą torebkę, aby było jak dowód zabrać, tym razem zaburzyłam wizję swojej mamy.

7. Moja sukienka - wybrałam skromną sukienkę przed kolano, którą będę mogła później wykorzystać, dla mojej siostry "za mało ślubna" i od czasu do czasu podsyła mi zdjęcia "sukienek na jedno wyjście", których później nikt nie chce odkupić.

Po drodze było jeszcze kilka "punktów zapalnych", ale trochę za mało miejsca, na opisanie wszystkiego.

Na koniec wisienka na torcie "życzeniowości" w wykonaniu własnej rodzicielki, "bo babci będzie przykro, że nie będzie jej i dziadka na ślubie najstarszej wnuczki". Moi dziadkowie są schorowani i nie daliby rady przyjechać - nie mam serca ich na siłę ciągać, wiedząc o worku leków i coraz gorszych wynikach badań, rozmawiałam o tym z babcią (jest to cudowną osobą, jesteśmy ze sobą bardzo związane), obu nam jest strasznie przykro, że tak to będzie wyglądało, jednak ona sama mi to zakomunikowała na długo przed naszą decyzją o ślubie i życzyła wszystkiego najlepszego.
Przekliniak Odpowiedz

Jak tak nic nikomu nie pasuje to najlepiej wziąć ślub tylko przy udziale świadków i spokój

Odpowiedzi (1)
siusiunka Odpowiedz

A ja tam uważam że dwóch mężczyzn za świadków to świetna sprawa! Byłam na weselu gdzie właśnie dwóch facetów było świadkami i na nikomu i w żadnym momencie nie brakowało wódki :D
To wasze wesele i powinno być tak jak wy chcecie. Pozdrawiam.

Odpowiedzi (1)
Zobacz więcej komentarzy (17)

#X2ikj

Mam 17 lat i mam na imię Brajan. Pewnie byłem jednym z pierwszych ludzi w Polsce z tym imieniem oraz wielce prawdopodobne jest to, że dzieci koleżanek mojej mamy otrzymali to imię po mnie, a dzieci koleżanek koleżanek po nich. Bycie pionierem w tych sprawach wiąże się z wieloma problemami i przykrościami w szkole, w towarzystwie, w całym życiu.

A teraz apeluję do wszystkich madek i tych drugich:
NIE KRZYWDŹCIE TAK SWOICH DZIECI.

One nie zasłużyły.
BlueKate Odpowiedz

Zawsze możesz zmienić imię po osiągnięciu pełnoletności ;)

Odpowiedzi (1)
lenna Odpowiedz

jestem Jessica, poznamy się?

Odpowiedzi (12)
Zobacz więcej komentarzy (14)

#ASTQI

Żyję z najbardziej ohydnym człowiekiem jakiego tylko możecie sobie wyobrazić. Z moją matką.

Jest naprawdę ciężkim w obyciu człowiekiem, bardzo toksycznym. Nasza relacja matka-córka jest dla mnie męcząca i bardzo uciążliwa. Coś jak balast, którego nie umiem się pozbyć. Takie betonowe buty. Ale na razie ograniczę się tylko do aspektów fizycznych, czysto praktycznego życia z nią pod jednym dachem.

Jest otyła. Przez to bardzo szybko się męczy, prze okrutnie poci po zwykłym przejściu kilku metrów, nabywa coraz to nowsze problemy w poruszaniu się. Ale nic z tym nie robi, bo uważa kilogramy za nieodłączny element macierzyństwa, który jest wręcz powodem do jakiejś chorej dumy. Natomiast, kiedy przyjdzie do jakiegoś zadania domowego, to "ona nie da rady", "jest jej tak ciężko". A ja jestem wtedy wyrodną córką, bo śmiem poprosić ją o zrobienie czegoś ponad jej siły. O wyniesienie śmieci, na przykład.

Nie kąpie się. Autentycznie. Potrafi kilka miesięcy nie widywać się z wanną. Śmierdzi wszystkimi wydzielinami ciała, przede wszystkim potem, ale największym problemem są okolice intymne. To tak silny odór, że od razu czuć, skąd się wydobywa. Z trudem przebywam z nią w zamkniętym pomieszczeniu, często każę jej po prostu wyjść, bo brzydzi mnie, kiedy siada na mojej pościeli i wstydzę się iść obok niej w miejscach publicznych.

Przy szafie gromadzi bieliznę przez cały tydzień, ale nigdy jej nie wynosi do kosza na brudy. Śmierdzące majtki i skarpety fermentują do momentu, aż je zbiorę i wypiorę. A jeśli tego nie zrobię, są pretensje, bo "to jest twój obowiązek".

Nigdy po sobie nie sprząta. Jedzenie wyciągnięte z lodówki będzie leżało na stole i pleśniało, dopóki nie odłożę go na miejsce. Jeśli rozchlapie coś na podłodze, nie wytrze tego. Zostawi, bo to ja mam sprzątać w tym domu. Ubrania noszone w ciągu tygodnia będą porozrzucane po pokoju dopóki ich nie poskładam/wypiorę. Generalnie, wszystkie obowiązki domowe spoczywają na mnie, chociaż po szkole bywałam wręcz wyprana z energii, a mamusia nią tryskała.

Notorycznie podbiera mi skarpetki i buty. Po prostu wchodzi, kiedy śpię lub nie ma mnie w domu i sobie bierze. Skarpety nosi tak długo, że kamienieją od brudu, a wyprane nadal wyglądają obleśnie. Nabawiłam się przez to grzybicy.

Kiedyś przyłapałam ją na używaniu mojego antyperspirantu w kulce. Ochrzaniłam ją naprawdę solidnie, ale wzruszyła tylko ramionami, bo "to nic takiego, to normalne". Używała go potem na moich oczach, dopóki nie zaczęłam nosić go ze sobą w torbie.

Załatwia się przy otwartych drzwiach. Dosłownie. Nie chce jej się zamykać drzwi, a te, niestety, prowadzą do kuchni. W kuchni również mamy drzwi wejściowe. Nic sobie nie robi z tego, że ktoś może wejść, bo "jest u siebie i jej wolno".

Kontynuacja w komentarzu:
Elly Odpowiedz

Ona nie łapie żadnych chorób czy syfów od tego brudu wokół siebie?
Nie chodzi do pracy? Nikt obcy nigdy nie zwrócił jej uwagi, że śmierdzi?
A co na to reszta rodziny? Też powielają jej wzorce czy raczej na odwrót?

Jezu... nie wierzę, że przy dostępie do wanny i wody można się aż tak zapuścić z własnej woli. Gorzej niż jakiś menel czy żul...

Odpowiedzi (6)
Odpowiedz

Ma mały pęcherz, a do tego po ciążach praktycznie nie trzyma moczu i wręcz zasikuje wszystko, co się da, bo chodzi do łazienki na ostatnią chwilę. Kiedyś kazała mi wyjść z łazienki, kiedy się załatwiałam, bo nie wytrzyma, musi teraz, już, i nie mam nic do powiedzenia. Równie dobrze mogła wyjść do starego wychodka, ale nie - ona chce tu i mam szybciej się załatwiać. Notorycznie popuszcza też na siedzenia w samochodzie.

Sypia w koszuli nocnej. Kiedy ma okres, każde poranne i wieczorne przejście jest dokładnie oznakowane kroplami krwi. Nie zmyje ich, czeka, aż ja to zrobię.

Szykując się do większego wyjścia, paraduje w bieliźnie po całym domu. Czasem nawet wychodzi tak przed dom (mieszkamy na wsi) i po prostu sobie siedzi, albo rozmawia przez telefon. Raz zastali ją tak koledzy brata. Nadal chodzi półnago, nawet jeśli wie, że lada chwila wejdzie mój chłopak. Bo jest u siebie i czemu ma się wstydzić.

Każe mi golić swoje nogi i pachy. Bo przez otyłe ciało nie da rady się tak okręcić. Zawsze kategorycznie odmawiam i zawsze słyszę aluzje do tego, że jestem egoistką i własnej matce nie pomagam, a ona mi tyłek podcierała.

Zimą nie myje włosów tygodniami, bo po co, skoro do ludzi wychodzi w czapce i nic nie widać.

Kiedy byłam mała, w ogóle nie pilnowała mojej higieny. Kąpiel raz w tygodniu mi wystarczy, bo się nie pobrudziłam aż tak. Mycie przeze mnie zębów całkowicie olała, przez co jako kilkulatka to olałam. Teraz nadają się tylko do wybielenia, chociaż się opamiętałam, kiedy podrosłam na tyle, żeby używac własnej inteligencji. Włosy też myła mi raz w tygodniu i dziwiła się, że mam łupież.

Dom będzie zapuszczny tak długo, aż ja go posprzątam. Ostatnio powiedziała, że jak będę studiować, mam wracać co tydzień, bo samo się nie sprzątnie. A kiedy wróciłam po 10 godzinach sprzątania domków letniskowych, stwierdziła, że nic mi się nie stanie, jeśli sprzątnę jeszcze nasz

Odpowiedzi (17)
Zobacz więcej komentarzy (19)

#ENFtW

3 tygodnie temu skończyłam 18 lat. To miał być najważniejszy dzień w moim życiu. W końcu miały się skończyć moje problemy (może nie wszystkie, ale część tak).

Od dobrych 3 lat mieszkam z babcią (w sumie to wcześniej ciągle tam bywałam, tylko w domu spałam). Babcia utrzymywała mnie i moją młodszą siostrę z swojej emerytury i dorabia sobie jako sprzątaczka, żeby nas utrzymać. Wszystkie 500+, alimenty i.t.d pobiera moja mama. Nigdy nawet grosza z tego nie widziałam, a wydatków mam sporo. Zaczynając od biletu miesięcznego czy jedzenia, a kończąc na ortodoncie.
 
Przechodząc do sedna sprawy, dzisiaj byłam w MOPS-ie, żeby w końcu MOJE pieniądze przychodziły na MOJE konto. Pani w okienku powiedziała mi, że niestety muszę przyjść z mamą. Ja jej spokojnie wytłumaczyłam, że z nią nie mieszkam i że ona nie przyjdzie tutaj z własnej woli. Co usłyszałam od babki? Że to jest MÓJ problem i że oni tu nie są od rozwiązywania problemów rodzinnych. Nie dość, że nie zmieniła mi numeru konta, to jeszcze podsunęła mi do podpisania upoważnienie do wypłacania świadczeń mojej mamie. Podarłam ten świstek i wyszłam stamtąd z płaczem.

Nie dość, że całe dzieciństwo człowiek ma zepsute, nie może odzyskać swoich pieniędzy, żeby mieć co włożyć do garnka, to jeszcze mówią ci, że to jest twój problem. No fajny start w dorosłość.
ZimnaFrytka Odpowiedz

A wystarczy zgłosić do mops ze twoja matka pobiera niezależne świadczenia, tym bardziej, że z nią nie mieszkasz i cię nie utrzymuje

Odpowiedzi (1)
OhReally Odpowiedz

Możesz iść z tym do sądu (troche stresu ale moze warto). Jesli sie uczysz to do 25 r.ż. masz prawo do alimentów.

Odpowiedzi (4)
Zobacz więcej komentarzy (7)

#OGsKH

Podczas mojego pierwszego wyjazdu na narty (miałam wtedy 7 lat), spotkała mnie sytuacja, o której nie mogę zapomnieć do dziś.

Uczyłam się jeździć na łagodnej, lekko pochyłej zielonej trasie, przeznaczonej dla dzieci. Strefa ta była specjalnie oddzielona, wyciąg orczykowy, prowadzący na górę poruszał się wolniej niż inne. Widać było, że trasa przeznaczona jest dla początkujących.
Po skończonych zajęciach z instruktorem zatrzymałam się na dole stoku w odległości około dziesięciu metrów od końca zjazdu. Zaczęłam zdejmować buty i narty, mój opiekun odszedł na chwilę, pomóc innym dzieciom z grupy.

Usłyszałam szum, odwróciłam się. W moją stronę pędził dorosły mężczyzna, zjeżdżając z niewiarygodną prędkością prosto na mnie. Przejechał na trasę dla dzieci z głównej trasy. Strach mnie sparaliżował, wszystko działo się zbyt szybko. Kiedy mężczyzna znajdował się w odległości kilku metrów ode mnie, kobieta zjeżdżająca z trasy zajechała mu drogę. Niczego nie zauważyła, patrzyła na swoje dziecko. Narciarz wjechał w nią z niewiarygodną siłą, przetoczyli się kawałek, lądując niecały metr ode mnie. Ten widok był okropny, plątanina kończyn, nart, kobiecie nawet się nie wypięły, i kijków oraz krew cieknąca z jej twarzy. Zaczęli zbiegać się ludzie, dzwonili na pogotowie, próbowali uspokoić dziecko kobiety. Wtedy wrócił mój opiekun, odciągnął mnie od miejsca wypadku.

Następnego dnia z wiadomości dowiedziałam się, że kobieta ma silny wstrząs mózgu, w kilku miejscach złamane żebra i nogę.
Do tej pory nie mogę sobie wyobrazić co by się stało, gdyby ten (jak się okazało) pijany mężczyzna wjechał wtedy we mnie - drobną siedmiolatkę. Możliwe, że nie przeżyłabym tego wypadku.
inst1234 Odpowiedz

Niestety, ale ludzie są nieodpowiedzialni, niektórzy wsiadają za kierownicę po alkoholu, inni na rower, a inni na narty "bo przecież nic się nie stanie", do czasu..

Odpowiedzi (6)
Przekliniak Odpowiedz

Rozsądek to on zostawił w domu...

Odpowiedzi (3)
Zobacz więcej komentarzy (2)

#H3gGo

Byłem z pewną dziewczyną przez niecały rok. Wydawało mi się wtedy, że to miłość mojego życia, ale z dzisiejszej perspektywy mogę powiedzieć, że nasz związek opierał się na seksie (chciała tego 24/7 i wszędzie) i wspólnym piciu wódy w weekendy. Mało rozmawialiśmy o czymś innym niż obgadywanie jej znajomych albo moje pytania gdzie dzisiaj idziemy pić.

Nasze drogi zaczęły się rozchodzić - ja poszedłem do bardzo dobrej, wymagającej szkoły, ona wyleciała ze swojego liceum. Różnica pomiędzy nami rosła, ale mimo to byliśmy ze sobą blisko. Do czasu moich urodzin.

Podczas jednej imprezy kiedy za dużo wypiła i pokłóciła się ze mną, krzyknęła przy wszystkich, że ze mną zrywa. Wiedziałem, że to tylko dlatego że jest pijana i często bywa agresywna po pijaku. Ale po 5 minutach podeszło do mnie 9 naszych znajomych (facetów) i każdy po kolei przyznał się, że skoro nie jesteśmy razem to powiedzą mi prawdę. Spała w czasie naszego związku z co najmniej 14 facetami, zalecała się podobno do dużo więcej, ale odmawiali ze względu na szacunek do mnie. Ogólnie nie wiedziałem, że miałem najłatwiejszą dziewczynę w powiecie, a przecież z iloma kolegami zerwałem kontakt, gdy mówili mi o jej wybrykach, a ja wierzyłem tylko jej.

Z nią zerwałem od razu i poprosiłem ochroniarzy żeby ją wyrzucili z klubu, bo zaczęła się szarpać, tym znajomym, którzy się przyznali postawiłem jeszcze po piwie i wziąłem taryfę do domu. Nie pozwoliłem jej już nigdy być ze mną choć trochę blisko - ani fizycznie ani psychicznie. To była dobra decyzja i dobrze, że się dowiedziałem o wszystkim, bo dzięki temu zmieniłem swoje podejście do potencjalnych partnerek z "fajny tyłek i ładna buzia" na "imponuje mi czymś i mam z nią wspólne tematy". Teraz jestem z M. i to zupełnie inna bajka. Jestem szczęśliwy.
majer Odpowiedz

Oj, to musiałeś sporo za te browary zabulić.

Odpowiedzi (2)
Docha Odpowiedz

A czego spodziewałeś się po lasce, z która łączył Cię tylko seks i wódka?

Odpowiedzi (1)
Zobacz więcej komentarzy (7)
Dodaj anonimowe wyznanie