#y3we7

Kiedy miałem 6 lat, byłem przekonany, że jeśli zjem wystarczająco dużo marchewek, to zamienię się w królika. Wziąłem sobie to bardzo do serca i przez kilka dni jadłem tylko marchewki, odmawiając innych posiłków. Nawet próbowałem skakać jak królik po całym domu. Rodzice zaczęli się martwić, więc musieli mi wytłumaczyć, że to tak nie działa. Do dziś, gdy widzę marchewki, przypomina mi się ta historia i wszyscy w rodzinie mają z tego niezły ubaw.

#sqIkP

Mieszkam w małym miasteczku pod Lublinem. Na tyle małym, że zna się wiele osób osobiście lub po prostu z widzenia. 
Pewna dziewczyna wyjechała za chlebem do UK. Po mniej więcej roku pojawia się ze znajomymi w barze, w którym akurat siedziałem. Usiedli obok mnie i usłyszałem, że rozmawiają swobodnie po polsku. Kelner podchodzi przyjąć zamówienie i wyobraźcie sobie, że większego absurdu nie słyszałem – dziewczyna składa zamówienie po angielsku... Jej ziomki wybałuszyły oczy ze zdziwienia, ja też w szoku i kelner, który chyba też ją kojarzy, też jest w szoku. Odchodzi od stolika i słyszę, jak dziewczyna wraca do rozmowy po polsku i tłumaczy swoim ziomkom, że już zapomniała, jak się zamawia po polsku. 
#WTF

#kYeC2

To, że mówię przez sen wiedzą wszyscy, którzy mieli okazję spać ze mną w jednym pokoju. Niektórzy wiedzą też, że da się ze mną prowadzić całkiem logiczne rozmowy, gdy śpię. Oczywiście nic z tego nie pamiętam, a podobno otwieram oczy, czasem siadam na łóżku lub nawet piję wodę. Nic jednak nie było w stanie przygotować mojego męża na pewno zdarzenie.

Spałam smacznie, gdy on postanowił pograć sobie do późna. Oczywiście w nocy najlepiej grać w horrory... No to gra sobie w pełnym skupieniu, gdy nagle ja bez zapowiedzi krzyczę: BULBAZAUR!
Podobno przez pół godziny nie mógł się uspokoić.

#itsxA

Mam dosyć ekscentryczny charakter i usposobienie, jestem singlem. Nigdy nie miałem parcia na dziewczyny; uważałem, że nadejdzie dzień, w którym spotkam tę jedyną, taką jak ja. Chyba wreszcie ten dzień nastał! W miarę poznawania okazało się, że jedna z moich znajomych ma dokładnie te same udziwnione poglądy na życie, charakter, plany, ambicje. Tak samo reagujemy w konkretnych sytuacjach, rozumiemy się bez słów, to samo nas bawi, denerwuje, uwielbiamy swoje towarzystwo, wysyłamy sobie porozumiewawcze znaki, gdy spotykamy się w gronie znajomych, i najlepsze: wspieramy się, kiedy inni ludzie nie rozumieją naszych reakcji lub czujemy się osaczeni przez świat. Jakbyśmy byli jedną osobą, rozdartą na dwoje.
Ona też tak czuje – wiele razy podczas naszych rozmów padały słowa: „No my przecież jesteśmy tacy sami”, „Nie muszę ci tłumaczyć, ty wiesz, o co chodzi”, „Nigdy wcześniej nie spotkałam kogoś takiego jak ja”.
Skąd się znamy? Jest dziewczyną mojego przyjaciela.

#RiOus

Moja koleżanka urodziła wczoraj dziecko. Dowiedziałam się dzięki social mediom – jej mąż wrzucił zdjęcie nowo narodzonego dziecka na Facebooka i Instagrama.

Wszystko pięknie, jeśli ktoś lubi oglądać zdjęcia nowo narodzonego ufoludka, któremu nawet nie widać twarzy, bo cały jest oblepiony czerwono-brunatną mazią i w sumie to ciężko określić, czy na zdjęciu widnieje dziecko, czy może marynowany kurczak. Lecz to nie wszystko. Tuż obok dzieciaka prezentowała się niemal w całości odsłonięta wagina mojej znajomej. Załapał się również fragment zapłakanej i zasmarkanej twarzy z popękanymi naczyniami krwionośnymi.

Serio? Co tacy ludzie mają w głowach? Zabiłabym tego faceta na jej miejscu.

#QQH9l

Choruję na zaburzenie afektywne dwubiegunowe, czy też depresję dwubiegunową, nazwa jest najmniej istotna, co lekarz, to nazywa to inaczej. Dochodzą do tego myśli samobójcze – żyję z tym lata, raz jest lepiej, raz jest gorzej. Wstydzę się tego przed znajomymi, bo boję się, że to zmieni nasze relacje, będę dla nich już kimś innym, dlatego nikomu o tym nie mówię. Nie chcę nikomu o tym powiedzieć, a jednocześnie pragnę, aby ktoś się domyślił, podszedł i powiedział, że to nic nie zmienia.

Ostatnio przyjaciel miał kiepski humor, starałem mu jakoś go poprawić, wyrwać z domu, zjeść coś dobrego na mieście, bo wiem, jak to jest być w dołku. Postanowiłem powiedzieć mu o moim przypadku. Była sobota, byliśmy umówieni na poniedziałek, więc wtedy chciałem to wyznać. W niedzielę mieliśmy się spotkać większą grupą, standardowo po niego podjechałem i wydarzyło się najgorsze. W trakcie rozmowy o kimś powiedział, że on ma pewnie dwubiegunówkę, więc jest przez to pojebany i psychiczny...

Jeżeli ktoś nie wie, jak działa umysł chorej osoby, to wyjaśnię – odebrałem to, jakby mówił o mnie, mnie widział jak kogoś takiego. Ktoś, kto był i jest dla mnie niczym brat uważa mnie za jakiegoś pojeba. Od razu wpadłem w dół głębszy od Rowu Mariańskiego, nie myślałem o niczym tylko o tym, że on mnie nienawidzi. Zacząłem mieć znowu myśli samobójcze, bo po co żyć, skoro ktoś tak bliski ma mnie za potwora? Wiem, że nie powiedział tego o mnie, ale nie potrafię tego przezwyciężyć. 
Zrobiłem jedyną rzecz, jaka wydawała mi się słuszna – odszedłem z grupy.
Żałuję tego, ale nie mam tam powrotu, zachowałem się jak dupek i tyle, musiałbym im wyjaśnić, dlaczego to zrobiłem, ale na to nie mam odwagi.
Tak oto z powodu durnego mózgu, który nie działa normalnie, straciłem kontakt z grupą, z którą graliśmy z półtora roku.
Tak oto choroba zatacza koło i robi się coraz większa.

#uCPUL

Zdaniem mojej matki byłam nie tylko tłusta, ale i obleśna, zapryszczona, ohydna. Tak obrzydliwa, że ludziom miało chcieć się rzygać na mój widok. Pamiętam, jak raz zawlokła mnie za włosy przed lustro i krzyczała, żebym na siebie popatrzyła, bo tak nie wygląda normalny człowiek. Święcie w to wierzyłam. Przez lata codziennie walczyłam ze sobą, by wyjść z domu, bo wstydziłam się pokazywać ludziom na oczy. Próbowałam dbać o siebie, ćwiczyć, ograniczać jedzenie, ale nawet w najśmielszych marzeniach nie wyobrażałam sobie, że kiedyś będę chociażby normalna. Chciałam być zwyczajnie brzydka, ale nie ohydna, nie taka, by ludziom robiło się niedobrze.
W końcu mama zrobiła dla mnie jedna dobrą rzecz – zmusiła mnie do pójścia do endokrynologa. Okazało się, że nie dziwota, iż „normalne” diety nie działały, a podstawowe badania nic nie wskazywały. Był szpital, specjaliści, wreszcie wyjaśniło się, co mi jest. Specjalna dieta i leki pomogły. Wreszcie byłam zwyczajnie brzydka.
Skoro jednak dieta i leki pomogły i doprowadziły mnie do prawidłowej wagi, pomyślałam, że mogę bardziej, więcej. Zaczęły się bulimia i lekomania. Do tego odkryłam, że jako zwyczajnie brzydka i cholernie łatwa dziewczyna wzbudzałam zainteresowanie. Cieszyło mnie to i byłam w stanie niewyobrażalnie się upokorzyć, byle tylko zasłużyć na czyjąś uwagę. Gdyby nie ślepy traf i niezwykle szczęście, które postawiło na mojej drodze cudowną osobę, nie wiem, gdzie bym dzisiaj była.

A teraz smaczki.

Smaczek 1.
Niedawno przypadkiem znalazłam swoje zdjęcia z tego ohydnego okresu. Byłam w szoku. Ze zdjęć patrzyła na mnie normalna, sympatyczna, zdrowa dziewczyna. Brzydko ubrana (bo pamiętam, że nie widziałam sensu w dbaniu o strój), z małym brzuszkiem widocznym wtedy, gdy siedziałam i paroma pryszczami na buzi – jak każda nastolatka. Pewnie miałam lekką nadwagę, ale gdzie te obrzydliwe wory tłuszczu i gnijąca skóra, które powinnam chować przed wzrokiem ludzi?
Smaczek 2.
Mama zwierzyła mi się, że miała do swojej matki ogromny żal o to, że zabiła w niej poczucie własnej wartości i szydziła z jej wyglądu.

#ZvZoP

Czasami w środku nocy, gdy nie mogę spać, szukam okien, gdzie jeszcze palą się światła od komputera albo TV i świecę tam laserem. Jestem ciekaw, co ci ludzie myślą, gdy siódmą noc z rzędu ktoś zmusza ich do wstania i rozejrzenia się po osiedlu.

Ostatnio mam upatrzone okno na drugim piętrze bloku naprzeciwko. Zawsze gdy tam świecę, ktoś staje w oknie, ustawia czerwona tapetę na monitorze i po prostu patrzy, co robię.

Nie wiem kim jesteś, ale pozdrawiam.
Dodaj anonimowe wyznanie