#UyiKQ

Oglądając serial "Świat według Kiepskich" zamiast się uśmiechnąć, tylko się popłakałam. Dlaczego? To prawie moja historia.

Mój ojciec odkąd pamiętał pracował zawsze tylko na 1/2 etatu u znajomego. Logiczne, że zarabiał grosze, matka nigdy nie pracowała, ponieważ wychowywała mnie i siostrę. Dlatego gdy tylko mogłam poszłam do pracy, najpierw dorywczo, aby zarobić na swoje potrzeby, a później by móc dokładać się do domowego budżetu. Nie wiem nawet kiedy, a jedyną osobą w domu pracującą byłam tylko ja.

Ojciec zrezygnował, bo zarabiał grosze, matka jak już nie mogła się wykręcić dziećmi, to zaczęła "chorować", a siostra nigdy nie mogła znaleźć nic ciekawego - takie mieli wymówki.

Ja, mając 27 lat i pracując, nie mogłam iść do kina czy do knajpy, bo wypłata szła na życie.

Zbuntowałam się rok temu, gdy siostra nawrzeszczała na mnie, że kupiłam mojemu chłopakowi prezent na walentynki, a ona potrzebowała nowych butów. Spakowałam się w ciągu godziny i wśród krzyków oraz wyzwisk wyszłam z domu.
Zamieszkałam z chłopakiem (wynajmował kawalerkę).

Obecnie jestem zaręczona, a z rodziną nie utrzymuję kontaktów. Od znajomej wiem, że ojciec wrócił do pracy do znajomego, a siostra nadal nie pracuje.

Żal mi rodziny, ale w końcu mogę wyjść do kina czy kupić sobie nową bluzkę i nie tłumaczyć się nikomu.
Sara1234567 Odpowiedz

Brawo. Takie osoby należy chwalić i podziwiać.
Tak trzymaj.

Odpowiedzi (3)
Aspie Odpowiedz

Bardzo dobra decyzja, życzę spokoju i szczęścia :)

Zobacz więcej komentarzy (12)

#VVPT7

Mam 14 lat i chcę podzielić się z wami moją historią :) Uwaga, będzie obrzydliwa!

Mam w domu bardzo dużo zestawów do Slime i pokaźną kolekcję glutków i innych lepkich rzeczy do zabawy. Cała rodzina wie o moich zainteresowaniach, wiedzą, że lubię się bawić takimi rzeczami i że je kolekcjonuję. Jednak nikt nie wie, jak to się zaczęło  ;)

Gdy miałam 7 lat, baaardzo prosiłam rodziców o pieska. Po wielu wykładach na temat "pies to nie zabawka", "zwierzę to wielka odpowiedzialność" w końcu zgodzili się na kundelka.
Szczeniaczek pojawił się w naszym domu i był moim oczkiem w głowie.

Zanim go nauczyliśmy robić dwójeczkę na podwórku, robił ją nieraz w domu i ja to musiałam sprzątać. Gdy brałam małą, ciepłą kupkę do rąk (najpierw przez papier), czułam satysfakcję. Nie wywalałam jej do kosza, tylko zanosiłam ją do piaskownicy za domem i lepiłam różne rzeczy, po zabawie wywalałam kupę (a raczej to co z niej zostało) i myłam ręce.
Do dziś nie wiem jak to się stało, że rodzice tego nie widzieli.

Dziś jak o tym pomyślę, to wymiotować mi się chce, i jest mi strasznie wstyd.
matriarchat Odpowiedz

Dobrze, że się nie pochorowałaś przez to ;)

Odpowiedzi (1)
Zobacz więcej komentarzy (4)

#5j1OP

Mam taki lifehack odnośnie świąt.

Przez cały rok zbieram/kupuję różne przydatne lub fajne rzeczy dla rodziny lub znajomych. Po prostu jak jest okazja kupić coś taniego albo bardzo ciekawego i myślę, że może się przydać tej osobie, to kupuję, chowam do szafy i czeka na grudzień.
Dzięki temu w grudniu mam dużo nieprzypadkowych rzeczy do podarowania, a jednocześnie nie rujnuje to mojego budżetu. W zasadzie przed świętami to nic nie kupuję. :)
CrazyBanan Odpowiedz

Też tak próbowałam z chłopakiem. Niestety nie wytrzymywałam długo uznajac, ze kupiłam tak fantastyczną rzecz, że nie moze czekać do jakiejś tam okazji i dawałam prezent bez powodu :D

Odpowiedzi (3)
Accio Odpowiedz

Też tak zaczęłam robić. Kupiłam prezent przyjaciółce na początku października (urodziny w połowie grudnia), bo wyczaiłam fajne małe świeczuszki akurat w jej guście. A potem wsadziłam je gdzieś i już na czas nie znalazłam. Otrzymała swój prezent dwa tygodnie temu, po tym jak znalazłam je schowane między książki o fryzjerstwie. Czemu akurat tam? Nie mam pojęcia. Widocznie uznałam, że ten dział jej nie zaciekawi i nie odkryje niespodzianki przedwcześnie ;D

Zobacz więcej komentarzy (13)

#Xhx1O

Alkohol piję jedynie okazyjnie na jakichś przyjęciach, więc niezbyt często martwię się tym, czy mam nadal alkohol we krwi, gdy wsiadam za kółko. Jednak trafiła się okazja, kilkanaście kieliszków, a w następny dzień muszę pojechać poza miasto.

Szybka kalkulacja i wychodzi, że już powinienem być czysty, ale dla pewności postanowiłem jechać na komisariat i sprawdzić to alkomatem. Nie wiem, co mnie zaćmiło... Pojechałem samochodem...

Na szczęście wyszło, że jestem czysty jak łza, ale w ramach połatania mojego sumienia i kary za głupotę wpłaciłem pieniądze na fundację na rzecz ofiar pijanych kierowców.
Pichos Odpowiedz

Kolega kiedyś tez pojechał samochodem na komisariat i wyszło ze ma jeszcze promile, policjanci powiedzieli że jeśli przyjechał i kierował to ma zostawić kluczyki i wrócić jak wytrzeźwieje albo dzwonić po kogoś

Odpowiedzi (5)
Marian6660 Odpowiedz

Prawie Ci wyszedł autodonos:) Czyli to co ja, co miesiąc, robię w urzędzie skarbowym :P

Zobacz więcej komentarzy (2)

#IGhIJ

Córkę rodziłam w zeszłym roku w jednym z dolnośląskich szpitali - nie polecam tego miejsca.

Wszystko zaczęło się chwilę przed północą, kiedy to wody mi odeszły, w drodze do szpitala dostałam skurczy. Dojechaliśmy na SOR i tam podczas badań pielęgniarki były wyjątkowo niemiłe. Dopiero gdy zwróciłam uwagę ginekolog, że ona to w przeciwieństwie do reszty personelu pomimo późnej godziny nadal jest przyjemna dla pacjentów, one zmieniły zachowanie.

Koszmar trwał 11h z kawałkiem. Bez znieczulenia, bo źle mi założyli pas od skurczów i wykazywało, że ich prawie nie mam. Jak prosiłam o znieczulenie, to usłyszałam "Pani, skurczy prawie nie ma, nie powinno boleć". Jasne, człowiek zwija się z bólu, nie może mówić, ale co tam, wcale nie boli. Poród przebiegał bardzo powoli, w końcu córka się zaklinowała, nie dała rady już i ja też opadałam z sił. Tętno jej zaczęło spadać do 60, później przy każdym parciu oscylowało między 40 a 60 (norma to 110-150). Położna czy lekarz - nie wiem, kazała rodzić dalej. Zebrał się cały personel z ordynatorem na czele. Obrócili mnie tyłem i tak gapiąc się na mój tyłek debatowali, czy robić cesarkę czy nie. W końcu tętno utrzymywało się przy 40 i stwierdzili, że już ani ja nie dam rady, ani ona. Wzięli mnie na stół, pokroili i na szczęście córkę uratowali.
Po porodzie dochodziłam do siebie 2 miesiące. Pierwsze doby nie byłam w stanie ustać pod prysznicem przez cale mycie. Mył mnie mąż - przez około 2 tyg, bo nie byłam w stanie sama tego zrobić. Ponad miesiąc leżałam tylko i wstawałam do WC. Córkę przewijałam obok siebie na łóżku. Szkoda, że nikt nie powiedział nam ani w pracy, ani w szpitalu, że jest coś takiego jak L4 na żonę po porodzie (również dla par nie będących w małżeństwie). Bardzo przydałaby mi się jego pomoc przez cały dzień, a nie tylko jak wrócił z pracy.

Ogólnie mówiąc, po porodzie czułam się, jakby ktoś mnie wskrzesił i zapomniał uzdrowić. Znajomi mówili, że wyglądałam jak ledwo żywa. Zazdroszczę kobietom, które na drugi dzień normalnie śmigały po oddziale. Każdy organizm jest inny, inaczej znosi ból i w innym czasie dochodzi do siebie. Jednak z tego co było widać w szpitalu, położne/pielęgniarki o tym zapominały i nie raz słyszałam, podczas mojego krótkiego pobytu tam, że powinnam już dawno chodzić sama i wyprostowana, nie mówiąc już o tym, że powinnam normalnie nosić dziecko na rękach.

Przykre.
asienaebaam Odpowiedz

Czizasss, zapłaciliby raz czy dwa porządne odszkodowanie, to może zaczęliby ludzi traktować jak ludzi a nie jak bydło.

Odpowiedzi (7)
milA00 Odpowiedz

Współczuję. Niestety w większości szpitali kobiety rodzące się tak traktuje. Zamiast dać wsparcie kobiecie rodzącej bo same na pewno przez to przechodziły to traktują kobiety jak histeryczki. Ciekawe jak one się zachowywały podczas porodu i tuz po. Ja rodziłam i naturalnie i przez cc, ale to właśnie cc gorzej wspominam i wiem jak ciężko pozniej wrócić do normalności po cesarce. Jak każą Ci wstać po dobie choć w środku Cię wszystko rozrywka i jak musisz wstać do dziecka w drugiej dobie po cesarce bo nikomu z rodziny na noc nie wolno zostać. Jak mowia Ci, że będą pomagać przy wstawaniu, a później mają gdzieś i nikt nawet nie zajrzy do Ciebie przez całą noc, a nie ma nawet przycisku żeby wezwać pielegniarke, a dziecko płacze . To jest jakaś masakra, serio.

Odpowiedzi (2)
Zobacz więcej komentarzy (14)

#ub616

Uwielbiam patrzeć na swojego męża, kiedy śpi. Po części z miłości, a po części dlatego... że to świetna komedia. Nieraz robi dziwaczne miny, mówi różne rzeczy typu "nie jedz moich płatków z nutellą" czy "kolor prawy jest w kremie". Inna sprawa, że to świetna zemsta. Głupia mina, telefon i cyk! mam gotową kartę przetargową.

Jestem okrutna, ale on nie jest mi dłużny ;)
rollingthunder Odpowiedz

moja matka raz rykła przez sen "ja wiem co to jest pokeball"

Odpowiedzi (4)
CircusMonster Odpowiedz

Mój były mężczyzna też nieustannie mówi przez sen, zazwyczaj takie rzeczy, że składałam się ze śmiechu, ale raz wystarszył mnie tak, że dopóki nie wzeszło słońce nie zasnęłam i nie wychyliłam nawet czoła spod kołdry. Leżałam spokojnie obok niego grając w grę na telefonie, w ciszy i spokoju, kiedy on nagle zapytał: "Kim są ci wszyscy ludzie w pokoju?"...

Zobacz więcej komentarzy (7)

#B6MsQ

Nie wiem jak to powiedzieć, ale wydaje mi się, że jestem potencjalnym gwałcicielem. Tzn. nie zrobiłem nikomu niczego złego, ale boję się, że może do tego dojść.
Może zacznę od początku.

Nigdy nie byłem w związku (nawet się nie całowałem) i przez to dużą część czasu spędzałem oglądając porno. Od początku interesowały mnie tylko specyficzne typy filmów (brutalne sceny, inscenizacje gwałtów itp.). Myślałem że to tylko takie upodobanie, ale w momencie gdy poszedłem do prostytutki, zdałem sobie sprawę, że nie jestem w stanie uprawiać normalnego seksu (nawet mi nie drgnął po długich próbach reanimacji sprzętu przez profesjonalistkę). Wtedy to zdałem sobie sprawę, że podnieca mnie jedynie dominacja nad kobietą i brutalne łamanie jej oporów. Wiem, że to coś złego i takich ludzi powinno się usuwać ze społeczeństwa (jednak ciężko to zrobić, jeśli chodzi o ciebie samego), a jedynie co mnie powstrzymuje przed dokonaniem takiego czynu to świadomość, że zniszczyłoby to życie potencjalnej ofierze, a ja naprawdę nie chcę nikogo skrzywdzić.
Nie mam pojęcia czemu taki jestem i naprawdę chciałbym to zmienić. Wydaje mi się, że może to mieć coś wspólnego z traumami z dzieciństwa (nie pamiętam niczego z czasów gdy byłem młodszy niż 5 lat), a istnieje podejrzenie, że jeden z partnerów biologicznej matki (zostałem jej zabrany w wieku 5 lat) mógł być pedofilem.
Właściwie to nie wiem czemu to piszę, lecz wydaje mi się, że muszę to z siebie wyrzucić (z naturalnych powodów nie chwalę się tym osobom w moim otoczeniu).
WillaWianki Odpowiedz

Nie jesteś "potencjalnym gwałcicielem", bo mimo swoich fetyszy seksualnych traktujesz kobiety podmiotowo, a nie przedmiotowo. Jesteś - jakkolwiek absurdalnie by to nie brzmiało - najzupełniej normalnym sadystą, który musi po prostu dobrać się z jakąś masochistką, którą kręci udawanie oporu.

Odpowiedzi (3)
Barometr Odpowiedz

To może poszukaj sobie partnerki, którą też kręci bdsm, tylko od uległej strony.

Zobacz więcej komentarzy (22)

#b7c56

Dziś, przeglądając forum numizmatyczne, dowiedziałem się, że moneta, którą znalazłem podczas pomagania mojemu starszemu bratu-wędkarzowi w wykopywaniu dżdżownic, jest warta prawie 30 tysięcy złotych!

Trochę tylko szkoda, że skarb ten znalazłem w wieku ośmiu lat i niedługo potem w szkole dałem go koledze w zamian za starą figurkę żółwia ninja, którą to potem wysadziłem petardą za garażami…
Gavron Odpowiedz

Po czym kolega poszedł ją opchnąć i okazało się że to było tylko stara pordzewiała komunistyczna moneta a Mieszko I tak naprawdę był Nowotkiem

Nalli Odpowiedz

Serio pamiętasz jak wyglądała moneta, którą znalazłeś mając 8 lat?

Odpowiedzi (1)
Zobacz więcej komentarzy (1)

#LQoVf

Rodzice zrobili mi awanturę, że nie zrobiłem żadnych zakupów na święta i nie kupiłem żadnych upominków.
Byłoby łatwiej, gdybym dostał wypłatę.
Pracuję w firmie moich rodziców.
Pichos Odpowiedz

Dlatego lepiej na samym poczatku ustalić warunki pracy i wysokość wypłaty bo z rodzicami różnie bywa

livanir Odpowiedz

Jak mogłaś im nic nie dać pod choinkę! Przecież to logiczne, ze powinnaś im dać list z PiP lub lis z żądaniem umowy o prace :)

Zobacz więcej komentarzy (9)

#UYMtk

Jestem niska (154 cm), mój facet wręcz przeciwnie - 190 cm. Ostatnio w sklepie motocyklowym ekspedientka zapytała "A kombinezon dla córki też pokazać?".
Mam 24 lata, on 25.
AniWteAniWeWte Odpowiedz

Przy takiej różnicy wzrostu musieliście się liczyć z jakimiś pomyłkami czy komentarzami co jakiś czas :) Trzeba brać to na klatę i zbywać śmiechem, po co się żalić? ;)

Odpowiedzi (1)
BFMV Odpowiedz

Nie Ty poerwsza, a na pewno nie ostatnia.

Zobacz więcej komentarzy (10)
Dodaj anonimowe wyznanie