#PyA0f

Mieszkam na czwartym piętrze bloku, co jest dużym problemem w przypadkach, gdy na przykład ma się złamaną nogę. Tak właśnie było wiosną – spadłem z rusztowania na budowie i uszkodziłem sobie gicz.

Siedziałem uwięziony w domu, kiedy zadzwonił domofon. Z wysiłkiem zwlekłem się z wersalki i pokuśtykałem, aby odebrać. Nikt jednak nie odpowiedział. Westchnąwszy ciężko, odłożyłem słuchawkę. A wtedy znowu ktoś zadzwonił. Sytuacja powtórzyła się kilka razy, więc (myśląc, że to moja dziewczyna znowu zapomniała klucza, a domofon uszkodził się i otwarcie drzwi możliwe jest tylko w sposób „manualny”), chwyciłem za kule i pokicałem mozolnie na dół.
Spocony i obolały otworzyłem drzwi. Za nimi nie było absolutnie nikogo. Po uważniejszej analizie domofonu odkryłem, że ktoś wepchnął łuskę od słonecznika w szczelinę przy guziku z moim numerem mieszkania... „Jeb#ni gówniarze” - wysapałem pod nosem.

Kiedy już miałem wracać do domu, poczułem, że ktoś mnie obserwuje. Rozejrzałem się i mój wzrok zatrzymał się na staruszce stojącej po drugiej stronie ulicy. Sędziwa pani sąsiadka, której kiedyś podpadłem i która zapewne pamiętała jeszcze czasy, gdy po Ziemi łaziły triceratopsy, stała i gapiąc się na mnie, beznamiętnie skubała słonecznik trzymany przez siebie w dłoni...

#eHfI0

W szkole największą trudność sprawiała mi matematyka. Miałam bardzo wymagającą nauczycielkę, która gardziła uczniami słabymi z matmy. Często powtarzała "Jak można tego nie rozumieć, to takie proste!".
Przez ten jeden przedmiot cała moja edukacja zamieniła się w koszmar. Uczyłam się w każdy weekend, chodziłam na korepetycje, miałam nawet często powtarzające się koszmary, jak oblewam matmę.
Zawsze na koniec roku udało mi się wywalczyć ten dopuszczający lub dostateczny.
Jednak wystarczyło tylko kilka dni bez powtarzania i wszystko wypadało mi z głowy.
Czułam się, jakbym musiała zaczynać od nowa.
Co dziwniejsze, z innymi przedmiotami nie miałam żadnych problemów.
Nie zliczę wakacji i ferii, na których zamiast się bawić, to zamartwiałam matematyką i tym, czy sobie poradzę.

A teraz dzieciaki na e-lekcjach ściągają na każdym sprawdzianie. Jak czegoś nie wiedzą, to cyk mute mikro i awaria. Mikrofon się popsuł lub net odłączył.
Ehhh... jakim wygrywem byłabym w tych czasach jako uczeń.
rocanon Odpowiedz

I właśnie dla tego uważam, że II semestr rocznika 2019/20 i I 2020/21 (i drugi najprawdopodobniej też) powinny zostać anulowane, a dzieci powinny to odrabiać w normalnych warunkach.
Chyba że chcemy mieć pokolenie idiotów.

Odpowiedzi (6)
Szczurwinternacie Odpowiedz

A potem przegrywem w życiu.

Zobacz więcej komentarzy (1)

#wH3ON

W czasach szkolnych prześladował mnie pewien chłopak, Adam, który - jak twierdził - był we mnie zakochany.
Był zapatrzonym w siebie debilem i wyzywał mnie dla żartów, a później wyznawał miłość.

Kilka lat później poznałam świetnego chłopaka, Bartka. Przyciągnął mnie do siebie nie tylko wyglądem, ale przede wszystkim charakterem i elokwencją.
Świetnie nam się rozmawiało, a ja po wielu przeżyciach poczułam, że w końcu znalazłam kogoś odpowiedniego.

Niestety jak się okazało, Bartek znał się z Adamem, trenowali często razem na siłowni, no generalnie znali się dosyć dobrze. Adam wśród ludzi stwarzał pozory normalnego, ja jako jedna z nielicznych wiedziałam, że jest chory psychicznie i potrzebuje pomocy specjalisty. Gdy dowiedział się o moim kontakcie z Bartkiem, od razu do niego napisał. Wcisnął mu kit, że mu zależy na mnie, prosił, żeby do mnie "nie podbijał" i że się we mnie zakochał. Bartek oczywiście go posłuchał. W końcu mnie znał naprawdę krótko, no a z tamtym pacanem niegdyś sporo czasu spędził.

Zniszczył mi życie. Znowu. A zniszczył dlatego, że zrobił to dla zabawy, nie dlatego, że tak czuł. Ten człowiek zniszczył mi relację, która zapowiadała się być niesamowita.

Od tamtego wydarzenia minęło wiele lat. Nadal mam tego faceta w sercu i pewnie zawsze tak będzie, bo niedokończone historie bolą najmocniej. Jedna sekunda, czyjaś obrzydliwa decyzja może wpłynąć na kogoś szczęście.

Nikomu tego nie życzę.
oldhighhat Odpowiedz

gdyby ta relacja była naprawdę taka niesamowita, to ten chłopak nie słuchałby jakiegoś kolegi.

Odpowiedzi (3)
Zobacz więcej komentarzy (3)

#4WUdF

Od zawsze chciałam mieć gromadkę dzieci. Świadomie robiłam tak, by te dzieci mieć. Skończyłam dobre studia, znalazłam fajną pracę z luźnymi godzinami pracy, mam wspaniałego męża, który podobnie jak ja chciał mieć całą gromadę pociech. Wybudowaliśmy nawet dom pod miastem, aby dzieci miały przestrzeń, ale i dobry dojazd do szkoły. Odkąd pamiętam wszystko było "pod dziecko". Odżywiałam się też dobrze, brałam witaminy, nigdy nie paliłam, regularnie ćwiczyłam, a alkohol piłam sporadycznie. Rutyną były też wizyty u lekarzy i zapewnienia z ich strony, że jestem zdrowa i dzieci będę mieć.

Pół roku po ślubie zaczęliśmy z mężem starania o dziecko. Bardzo długie starania. Czas mijał, a ciąży nie było. Lekarze tylko zachęcali, by próbować dalej, bo to stres, trzeba odpuścić trochę itp. Po 1,5 roku zmieniłam wszystkich lekarzy, nowe badania, konsultacje i wydane krocie. I okazało się, że dzieci nigdy nie będzie. Nie będę opisywać dokładnie mojej przypadłości, którą grono "specjalistów" przeoczyło. Szanse na dziecko są równe zeru. Najgorsze były słowa lekarza "No gdyby pani przyszła wcześniej..." Z tym że przychodziłam, badałam się, robiłam wszystko co należy.

Już nawet nie chcę próbować. Każdy test przynosił nowe łzy i rozczarowania. W tym wszystkim oddaliliśmy się od siebie z mężem. Duży dom wydaje się ogromnie pusty, zwłaszcza że mąż by ukoić trochę nerwy oddał się pracy. Widok dzieci na spacerach przyprawia mnie o mdłości, każda nowina o narodzinach wśród znajomych sprawia, że serce mi pęka. Poświęciłam wszystko dla rodziny, której nie mam i mieć nie będę, bo mąż nie zgadza się na adopcję. Liczę, że go namówię, bo czuję się pusta w środku. Bez celu, bez marzeń. Jakby ktoś wyrwał mi jedyny cel w moim życiu.
Shido Odpowiedz

Ja tam bym się nie poddawał, skoro było pełno lekarzy którzy nie widzieli żadnego problemu, a potem pojawił się ten jeden który uważa że coś jest nie znaczy że wszyscy się mylili, a ten jeden jest oświecony. Poszukać innego lekarza który mógłby potwierdzić lub wykluczyć tą diagnozę, oraz próbować dalej, ale bez spiny że "teraz robimy dziecko" bo to na pewno nie pomaga.

Imaginarium Odpowiedz

Adopcja? To raz.
A dwa - jedyny cel w życiu? Czyli jakby się dziecko pojawiło, uzależniła byś od niego Valeo swoje szczęście, całe istnienie?

Odpowiedzi (7)
Zobacz więcej komentarzy (12)

#p9fG0

Ostatnimi czasy wszystko mi się w życiu sypie. Dowiedziałem się, że będę ojcem w wieku 16 lat... Nie wiem, jak sobie z tym poradzę. Nie wiem, co mam robić. Myślałem aby się zabić, ale skończyło się na kilku ranach. Strasznie się boję.
rocanon Odpowiedz

Współczuję dziecku.

Odpowiedzi (2)
Shido Odpowiedz

i dlatego WDŻ jest tak bardzo potrzebne w szkołach i by rodzice również uświadamiali takie dzieci co i jak oraz że antykoncepcja nie gryzie ani nie boli.

Odpowiedzi (6)
Zobacz więcej komentarzy (14)

#KfDdf

Niecałe 5 miesięcy temu, bo dokładnie 21 sierpnia 2020 roku, mój tata popełnił samobójstwo, mój młodszy o 2 lata brat (17) znalazł tatę już nieżyjącego w łazience, próbował go jeszcze ratować, ale niestety nic nie dało się już zrobić. Od tamtego momentu nasze życie jest puste i pełne łez, nasze pierwsze święta bez taty były inne, a nowy rok przepełniony łzami. Gdy tracisz rodzica, to tak jakby cząstka ciebie odeszła. Nie doczekał nawet roczku swojego upragnionego wnuka. Kiedy nasz tata żył, był człowiekiem żartobliwym i uśmiechniętym, nikt by nie pomyślał, że byłby zdolny do wzięcia liny.

Odkąd go nie ma, w mojej głowie jest mnóstwo pytań bez odpowiedzi, obwiniane siebie za to, co mogłam zrobić, a czego nie zrobiłam, co mogłam powiedzieć, a czego nie powiedziałam, żałuję, choć czasami sama nie wiem czego. I wiecie co? Każdego z nas czekają takie rozmyślenia, dlatego dbajcie i szanujcie i kochajcie TERAZ! Okazujcie tę miłość kiedy tylko możecie, bo jutro może nie nadejść! Mój tata zostawił nam krótki list, w którym napisał, że kocha nas wszystkich i wiem, że kocha nas do teraz, my też go kochaliśmy z całych sił i bardzo dobrze o tym wiedział, ale mimo to fakt, że moglibyśmy okazywać mu tę miłość jeszcze dobre kilkanaście lat boli, bo go już nie ma.

PS Bardzo mocno Cię kochamy i zawsze będziesz w naszych sercach, tato!
I jeszcze jedno - nauczyłam Twojego wnuka mówić "OPA", bo tak bardzo tego chciałeś.
kociambe Odpowiedz

po co o tym piszesz na tej stronie? chcesz czytać komentarze tak durne jak ten napisany przez "imaginarium"

Odpowiedzi (4)
Vito857 Odpowiedz

Za mało czasu minęło, żeby to przeszło. A obwinianie siebie nie ma sensu, bo nic nie mogliście zrobić.
A tak na przyszłość - w dobie wszechobecnego hejtu lepiej nie pisz takich historii w internecie, po co dodatkowo się dołować.

Zobacz więcej komentarzy (5)

#GvNIP

Jestem świeżo upieczonym studentem na jednej z nie najgorszych uczelni w moim mieście. Jak zapewne wielu przedstawicieli gatunku studentus pospolitus, jestem na utrzymaniu rodziców i sam nie mam źródła przychodów. Wszystko wydawałoby się całkiem dobre, dostałem się na wybrany kierunek i tak dalej... ale jednak nie jest tak pięknie, jak wiele osób mi obiecywało.

Czuję, że wszystko co robię jest jakieś bez smaku, nie ma totalnie sensu. Nie czerpię przyjemności z tego co robię, a co więcej dobija mnie to i sprawia, że tylko nabieram coraz większych wątpliwości. Czy wybrałem zły dla siebie kierunek? Trudno powiedzieć, osobiście mam wrażenie, że to kwestia czegoś zupełnie innego. Czuję się po prostu wypalony po liceum... Wiem, że jestem jeszcze tak naprawdę dzieciakiem i nie mam pojęcia jak działa świat czy jak to jest się wypalić chociażby zawodowo. A jednak takie dokładnie mam odczucie... Codziennie zastanawiam się co powinienem zrobić, czy powinienem spróbować jakiejś pracy, która nie wymaga większego wykształcenia, czy może przycisnąć samego siebie, znaleźć motywację (której aktualnie nie mam zbyt wiele) i docisnąć siebie do przynajmniej tego stopnia inżyniera.

Wiele osób zapewne powiedziałby "Szukaj tego, co lubisz robić w życiu! Na pewno jest coś co lubisz i na czym mógłbyś zarobić/utrzymać się", ale niestety jestem osobą, która raczej szybko się poddaje, pomimo że czasami rysowałem czy montowałem jakieś filmy i sprawiało mi to przyjemność, to jednak odstępy w jakich to robiłem są dosyć duże i nie wiem, czy można by to nazwać moim hobby. Kiedyś marzyłem o tym, żeby udoskonalić swoje techniki obróbki drewna (od dziecka lubiłem się w tym dłubać) i spróbować zarabiania na robieniu chociażby replik różnych przedmiotów z tego właśnie materiału. Z czasem wydaje mi się to coraz mniej realne, ale może warto spróbować...

Od dawna już nie mogę spać, ponieważ wszystkim się piekielnie stresuję, pomagają mi tylko leki albo alkohol, czego staram się unikać, żeby nie popaść w jakieś uzależnienia, dlatego też mało kiedy dobrze się wysypiam. Większość swojego czasu spędzam w internecie i na grach, to pewnie jest mój główny problem, ale bardzo ciężko mi się od tego oderwać. Najbardziej w życiu boję się podejmowania decyzji bez wsparcia z czyjejkolwiek strony. Zawsze szukałem w tym winy mojej nadopiekuńczej rodzicielki, ale jestem świadomy, że to może być problem stworzony tylko i wyłącznie przeze mnie.

Jaka jest puenta? Naprawdę nie mam pojęcia, co ze sobą zrobić w życiu. Czuję się coraz bardziej zagubiony wraz z upływem czasu. Limit znaków mnie dociska, bo miałbym dużo więcej do wyrzucenia z siebie, więc pewnie zrobię jeszcze kontynuację swojego wyznania. Na koniec mogę wam tylko podziękować za przeczytanie, wybaczcie bezsensowność tego utworu.
kociambe Odpowiedz

Weź się człowieku w garść i skończ studia a nie jęcz jak pijana fryzjerka w klubie. Jeżeli się przyłożysz to znajdziesz pracę taką jaka tobie pasuje. Nie słuchaj tylko debili, którzy twierdzą (co ostatnio jest modne), że studia nic nie dają bo po technikum to dopiero praca i pieniądze. Niech tak twierdzą bo ktoś musi sracze przepychać i domy budować a ty skończ studia.

Odpowiedzi (8)
Zobacz więcej komentarzy (7)

#6qKPK

Wyznanie może i mało "anonimowe", ale ciekawi mnie zdanie innych osób na ten temat.

Od kilku lat jestem po rozwodzie, a życie ułożyłem sobie w nowym, nieformalnym już związku. Z poprzedniego związku mam dwoje dzieci, z którymi mam dobry kontakt, bardzo często się widujemy, oczywiście ich matce płacę alimenty itd.

Zabrałem teraz dzieci do siebie na ferie, wiadomo, pandemia, więc szału atrakcji nie będzie, ale że mieszkamy blisko gór, pomyślałem o urządzeniu kilku małych wypadów w góry. Okazało się jednak, że młodszy syn nie ma butów na śnieg, więc niewiele myśląc pojechałem do sklepu i kupiłem mu odpowiednie buty i tutaj historia właściwa. Moja obecna partnerka zrobiła mi awanturę, bo to matka dostaje alimenty i to ona powinna kupić buty, a poza tym jeśli już, to po wycieczce buty powinny zostać u mnie. Ja stwierdziłem, że nic z tego, bo skoro już mu kupiłem, to niech korzysta kiedy tylko będzie taka potrzeba.

Obraziła się na mnie strasznie, a ja się zastanawiam, czy to ze mną jest coś nie tak? Mam już ogromny mętlik w głowie.
Expatt Odpowiedz

To raczej z partnerką prawdopodobnie jest coś nie tak. Nie wiem, jaką macie sytuację materialną, ale buty to chyba nie aż tak wielki wydatek? To nadal są Twoje dzieci i masz prawo kupować im prezenty - a wręcz podejście p.t. 'płacę matce alimenty więc nic więcej Ci się nie należy' byłoby patologiczne. Twoja partnerka brzmi, jakby była niezdrowo zaborcza wobec Ciebie, a co gorsza Twoich pieniędzy - to jawnie terytorialne zachowanie.

Opcje są dwie: możliwe, że partnerce leży na wątrobie sam fakt, że masz byłą żonę i dzieci z poprzedniego związku i próbuje Ci ograniczać kontakt i związki z nimi do minimum. Alternatywnie, może partnerka nie ma problemu z Twoimi dziećmi, ale za to jest zaborcza wobec Twoich pieniędzy i uważa, że wszystko co zarobisz (oprócz alimentów) należy się jej samej i jej ewentualnym dzieciom. Choć w tym przypadku zastanowiłbym się, czy faktycznie ma podstawy do stresu (bo w sytuacji w której alimenty przejadają Wam domowy budżet, i niewiele zostaje na Wasze życie / przyjemności, to byłbym w stanie ją odrobinę zrozumieć).

Odpowiedzi (2)
ad13 Odpowiedz

Swojemu dziecku nie możesz zrobić prezentu bez okazji, za własne pieniądze? Jakaś rąbnięta ta Twoja laska.

Odpowiedzi (3)
Zobacz więcej komentarzy (21)

#bHFPz

Mam 23 lata, ten rok zaczął się dla mnie dosyć zaskakująco. Okres spóźnia mi się pół miesiąca, wiec postanowiłam zrobić test. Wszystkie trzy wyszły pozytywne.

Z racji tej, że mieszkam poza granicami Polski, decyzja była prosta - aborcja. Posypie się fala hejtu, ale co może zaoferować dziecku dziewczyna w tak młodym wieku, bez znajomości języka i z kredytem prawie na MILION ZŁOTYCH? Kupiłam ostatnio mieszkanie, co w dobie koronowirusa było praktycznie niemożliwe, gdyby mój pracodawca dowiedział się o ciąży, mogłabym spodziewać się wypowiedzenia zaraz po urlopie macierzyńskim.

Zabieg mam już zaplanowany. Jedyny plus tego wszystkiego jest taki, ze od trzech dni nie palę. Sam zapach odrzuca mnie tak bardzo, że kilka razy nie zdążyłam do toalety.
Expatt Odpowiedz

Brzmi jak rozsądna, dobrze przemyślana decyzja - gratuluję. Tylko najlepiej się nią nie chwal rodzinie w Polsce, bo zawsze znajdzie się ktoś, kto Ci będzie robił wyrzuty. Trzymaj się, będzie dobrze.

Odpowiedzi (11)
H0pe Odpowiedz

Życie. Możesz zaoferować mu życie. I pozwolić jakiejś spragnionej rodzicielstwa parze adoptować je i otoczyć je miłością. Możesz dać mu 8 miesięcy swojego czasu (do porodu) a potem nigdy więcej o nim nie myśleć, a jego historia się nie skończy: będzie miało okazję kochać i być kochanym.

Odpowiedzi (14)
Zobacz więcej komentarzy (23)

#3Nxew

Zauważyłam, że pojawił się "syndrom nagłego odkrywcy". Ktoś oglądał program o jakimś wymierającym gatunku i nagle oj gwałtu rety, trzeba ratować <tu wstaw nazwę jakiegoś zagrożonego gatunku>, albo jeszcze lepiej: nagle ktoś odkrywa, że ludzie robią ubrania ze skór zwierząt, bo obejrzał program o tym. Ludzie całe życie mają coś bardzo gdzieś i naprawdę dziwi mnie to, że nagle reportaż coś im "uświadamia". Te buty za kilkaset złotych robi pracownik w Chinach, który pracuje w okropnych warunkach. Ja wiem, że o tym się nie myśli, ale no nagle pojawia się oświecenie i całkowita zmiana trybu życia + walka z ludźmi, którzy robią inaczej.

Straszne traktowanie krówek idących na rzeź - nagle ktoś jest weganinem. Psy trzymane na łańcuchu - będę się przypinać na placu w Warszawie, aby pokazać mój protest. Ludzie polują i wybijają gatunki, szok, jak tak można?!

Nie chodzi mi o to, że ratowanie zwierząt czy wegetarianizm jest zły, tylko że są jednostki, które żyją jakby nic złego nie działo się na świecie, a dopiero jakiś reportaż otwiera im oczy, bo nagle świat przestaje być różowy. Zastanawiam się czemu tyle ludzi ma klapki na oczach, a nagle coś oglądają i dowiadują się o czymś strasznym, jakby tego wcześniej nie było.
ad13 Odpowiedz

RZEŹ*
weganinem*

Zobaczyć coś drastycznego i poznać szczegóły całej sytuacji, to trochę co innego niż tylko mieć jakąś śladową świadomość i niejasne wyobrażenia na dany temat, nic więc dziwnego, że bywa to motywujące.
Poza tym Ty chyba też nie masz dogłębnej wiedzy o wszystkim od samego urodzenia, ale z czasem dowiadujesz się o różnych rzeczach (również istniejących wcześniej), o co zatem robić halo?

Odpowiedzi (1)
rocanon Odpowiedz

Ja tak miałem z tą stroną.

Odpowiedzi (1)
Zobacz więcej komentarzy (11)
Dodaj anonimowe wyznanie