#h2dEx

Jestem z jeszcze żoną od prawie 11 lat. Dziś mi powiedziała, że była ze mną 10 lat, bo miała niską samoocenę i w siebie nie wierzyła. Odkąd w siebie uwierzyła, przekonywała się już tylko w tym, że nie jestem jej do niczego potrzebny i mnie nie kocha. Jest mi totalnie przykro, tym bardziej że wierzyłem w naszą prawdziwą miłość.

#o3yuB

Prowadzę mały serwis komputerowy. Ostatnio wujek wysępił od mnie, żebym jego dzieciakowi kompa naprawił. Za darmo, bo wiadomo, rodzina.
Wziąłem sprzęt do siebie, sprawdziłem co i jak. Okazało się, że dysk padł. Nie chciało mi się kombinować, to kupiłem nowy dysk, niech się kuzyn cieszy. Wrzuciłem mu jeszcze od siebie swoją starą kartę graficzną (całkiem niezłą), żeby sprzęt mu fajnie chodził.
Po tygodniu dostałem zjebkę od wujka, że komputer wolno działa i co ja za szmelc mu tam nawciskałem.
On jeszcze o tym nie wie, ale to był ostatni raz, kiedy mu w czymś pomogłem.
Abigaila37 Odpowiedz

Już czytając początek tej historii miałam przeczucie, że nie usłyszysz podziękowań za swoją pracę tylko wręcz przeciwnie - coś przykrego. Dlatego na twoim miejscu już bym nikomu z rodziny nie pomogła.

Odpowiedzi (1)
Zobacz więcej komentarzy (1)

#3z76j

Chodziłam do „prestiżowego” liceum, gdzie sporo było osób z bogatszych domów. Moi rodzice nigdy nie mieli pieniędzy, częściowo przez własne złe decyzje, nigdy nie chciałam skończyć tak, jak oni (ja wiem, że może zabrzmi źle, ale trudno).
Nie dość więc, że sporo się uczyłam, to kiedy tylko mogłam pracowałam – brałam pracę w wakacje, nocki, weekendy w czasie roku szkolnego. Nie zawalałam szkoły, ale prymusem też nie byłam. Chętnie szłam do znajomych na osiemnastkę czy inną imprezę, ale wspólne wyjazdy odpuszczałam – nawet jeśli miałam wystarczająca ilość gotówki, to wiedziałam, że bolałoby mnie wydanie tych pieniędzy na wyjazd, tym bardziej że znajomi nie organizowali ich tanio. To były naprawdę fajne, miłe i kochane osoby, ale czasami patrzyłam na nich jak na dzieci. Pamiętam, jak kiedyś ktoś zapytał mnie, czemu idę do pracy i powiedziałam, na co potrzebuję zarobić. Odpowiedziało mi zdziwienie: „Czemu nie poprosisz rodziców?”... (No że też na to nie wpadłam!) Połączone z: „Jeśli im powiesz, że bardzo ci zależy, to na pewno ci dadzą”. No nie. Tak to nie działa.

Wiele osób, również dorosłych i nauczycieli, próbowało mnie przekonać, że niszczę sobie młodość, że pieniądze kiedyś się zarobi, a teraz powinnam się bawić. Fajnie, tylko za co. I jak bawić się, kiedy masz do opłacenia rachunki i jeszcze do tego ową zabawę. Nikt nie rozumiał prostej logiki – nie idę do pracy, to nie mam za co się bawić, więc zabawa z tego żadna. Nikt nie rozumiał, że chciałam się z tej biedy wyrwać jak najszybciej i nic nie dawało mi większej radości i satysfakcji niż pieniądze, które odkładałam na koncie. Żadna impreza, żaden wyjazd, żaden ciuch czy kosmetyk nie był wart dla mnie tyle, co pieniądze na czarną godzinę.

Zdążyłam uzbierać wkład własny, zanim ceny mieszkań zaczęły rosnąć w strasznym tempie. Jestem sobie tak niesamowicie wdzięczna za to, że nie ugięłam się, kiedy wszyscy przekonywali mnie, że tracę młodość. Bo wciąż jestem młoda, mam 25 lat. Mam też fajnego męża, mieszkanie, doświadczenie w zawodzie, stałą pracę i nigdy jeszcze w życiu nie czułam się tak dobrze. Zero stresu. W porównaniu z tym co przeżyłam, moje aktualne życie to bajka. A wystarczyło, że dałabym się namówić na to, żeby sobie wtedy odpuścić. Osoby, które wtedy mnie do tego namawiały, bo „pieniądze kiedyś się odrobi”, dzisiaj dostają wkład własny na mieszkanie od rodziców. I cieszę się z tego, że mają dobrze, ale zwyczajnie wiem, że ja w tym momencie nie miałabym absolutnie nic, a pewnie jeszcze i długi.
Pieniądze szczęścia nie dają? Mi dały.
imtoooldforthisshirt Odpowiedz

Pieniadze szczescia nie daja, ale to co za nie kupisz juz tak. Gratuluje dojrzalych decyzji w mlodym wieku i (nie wiem czy jestes) powinnas byc dumna z tego co osiagnelas.

Zobacz więcej komentarzy (1)

#dUAR0

Jestem dorosłą dziewczyną, która zaczyna planować własny ślub (kościelny) i wesele.
Jest jeden problem – nie chcę na nim swoich rodziców.
Rodziców, którzy zniszczyli mi psychikę i zdrowie. Nie interesowali się i nie troszczyli o mnie i młodsze rodzeństwo.
Czy jestem wyrodną córką?
Czy dobrze robię, że stawiam na własny komfort psychiczny w najważniejszym i niepowtarzalnym dniu w moim życiu?
Anonimowe6669 Odpowiedz

Trudno oceniać, nie znając szczegółow. Nie wiemy na ile rodzice rzeczywiście byli tacy, jak czujesz, a na ile przesadzasz. Ale generalnie, jeśli tak czujesz, to masz prawo nie zapraszać rodziców

Zobacz więcej komentarzy (5)

#fvMhc

Mam 18 lat, wiem że jestem młodziutki i całe życie przede mną, ale nie mam i nigdy jeszcze nie miałem dziewczyny, a koledzy w moim wieku zaczęli się coraz bardziej uganiać za dziewczynami, wyrywać je itp. Mam bardzo dużo dobrych koleżanek, które mnie bardzo lubią, z niektórymi nawet przytulę się na powitanie i pożegnanie. Stać mnie nawet na to, aby powiedzieć im miłe słówko. Mam też kilka bliskich przyjaciółek. Niestety jestem bardzo nieśmiały i nie wiem jak z tym walczyć. Jak chcę którąś poderwać, umówić się z nią, to zawsze się krępuję i drżę z obawy, że zrobię z siebie idiotę i się zbłaźnię. Przyjaźnię się z wieloma dziewczynami, ale jeszcze większym problemem jest to, że z żadną nie mam wspólnych zainteresowań, nie interesuję się tym, czym one się interesują i na odwrót. Moi rodzice twierdzą, że mam jeszcze czas i całe życie przede mną. Tylko ja nie wiem, jak walczyć z nieśmiałością i co zrobić, żeby któraś z lubianych przeze mnie dziewczyn stała mi się bliższa. Jestem bardzo młody, ale chciałbym już sobie znaleźć sympatię.

#rsQJL

Mam 33 lata, mieszkam za granicą i jestem crossdresserem. Dla wyjaśnienia – to facet, który przebiera się w kobiece ubrania. Celem tego jest się upodobnić jak najbardziej do kobiety. W moim alter ego znalazłam ucieczkę od depresji, daje mi to możliwość zapomnienia o tym, co złe. Choć duża część polskiego społeczeństwa tego nie akceptuje, za granica jest to OK. Uważam się za osobą biseksualną, choć nie miałam jeszcze zbliżenia z mężczyzną. Gdy jestem „nią”, czuję napływ emocji których nigdy nie czułam jako „on”. Czuję również potrzebę bliskości z kimś, kto mnie zaakceptuje, mimo iz prowadzę „podwójne” życie. Stworzyłam konto na portalu, i ku memu zaskoczeniu 2/10 mężczyzn, którzy do mnie napiszą, rezygnuje z kontaktu, a reszta pragnie mnie poznać. Aby było jasne, z góry informuję, kim jestem, gdyż szanuję czas i uczucia innych osób. Najbardziej mnie zaskakuje, że piszą do mnie żonaci mężczyźni, którzy otwarcie mówią, że szukają takiej kobiety jak ja.
Wyglądam dość przekonująco jako „ona” i nie uważam tego za nic złego ani dziwnego. Ot tak, chciałam się podzielić moją skrytą częścią życia.

#JydLk

Mogę o sobie powiedzieć, że jestem mężczyzną sukcesu. Mam własną firmę, dom, piękną żonę, którą kocham, wspaniałą córeczkę. Jednak mam pewien sekret. Coraz częściej łapię się na swojego rodzaju fetyszu kobiecych włosów. Po kryjomu oglądam rolki, przedstawiające zabiegi fryzjerskie na różnego typu włosach, np. ścinanie, farbowanie, prostowanie, kręcenie, rozczesywanie. Pragnę dotykać kobiecych włosów, czesać je, prostować itp. Nie chodzi o seksualne podniecenie. Bardziej jest to dla mnie, tak się chyba mówi, satysfakcjonujące. Często głaszczę włosy mojej żony i córeczki. Niedawno zatrudniłem u siebie w firmie młodą dziewczynę o bujnych, rudych, włosach. Marzę o tym, żeby kiedyś rozczesać czy rozprostować jej włosy. Czy jestem nienormalny?
Postac Odpowiedz

Skoro to nie ma podtekstu seksualnego, to może czesz córkę?
A może się przebranżowisz? Zostaniesz fryzjerem?

Quakie Odpowiedz

Może to jakiś rodzaj ASMR dla Ciebie autorze?
Zaproponuj żonie i córce 😊

Zobacz więcej komentarzy (3)

#919uB

Dostaliśmy bana na mycie się, mówię serio.
Po ślubie zamieszkałam z mężem w jego rodzinnym domu. Każdy nam odradzał, mówił, że źle to się skończy, ale ja wiedziałam lepiej, mówiłam, że mam zajebistych teściów i jak się dorobimy, to pójdziemy na swoje. Jednak teściowie w końcu pokazali swoje oblicze i już miesiąc po ślubie miałam ich serdecznie dosyć, ale ostatnio przegięli wszystko.
Zazwyczaj to oni kąpią się najpierw, a potem my, bo oni przynajmniej po godzinie potrafią się kąpać. Ostatnio zaczęli myć się po godzinie 21, więc zanim oni się wykąpią, jest po 23 i my już po prostu zasypiamy.
Poprosiłam męża, żeby poprosił ich, żeby szybciej się myli albo szli chwilę wcześniej, bo oni i tak nie robią nic oprócz oglądania telewizji wieczorem.
Teściu zaczął awanturę, że to jego dom, że będzie się mył, o której on chce, a my nie będziemy mu mówić co, o której i ile czasu ma robić, po czym powiedział, że dla niego to my możemy się nie kąpać.
Mąż w złości powiedział, że okej, nie musimy się myć.
Teść wziął sobie to do serca...
Rozpala i grzeje wodę tylko dla siebie i teściowej, po czym zamyka łazienkę na klucz.
Od tygodnia kąpiemy się w domu moich rodziców, a o skorzystaniu z toalety w nocy nie ma mowy :/
GeddyLee Odpowiedz

dlaczego z nimi mieszkacie?

Quakie Odpowiedz

Serio to już nie lepiej wynająć cokolwiek?

Odpowiedzi (2)
Zobacz więcej komentarzy (4)

#OT13y

Chciałabym w tym miejscu podziękować hotelowi „Iks” i jego profesjonalnemu personelowi za cudowną odmianę w życiu.

Kilka lat temu poznałam wspaniałego mężczyznę i szybko doszłam do wniosku, że to z nim chcę spędzić resztę życia. Pół roku temu oświadczył mi się, a ja, szczęśliwa do szaleństwa, oświadczyny przyjęłam. Oczywiście zaczęliśmy oboje planować wspólnie dalsze kroki, ślub, miesiąc miodowy, cały klasyczny zestaw i nasza uwaga padła na hotel „Iks”. Położony w malowniczym zakątku pięknego regionu Polski, zapewniający wszelkie możliwe udogodnienia, a zarazem nie ceniący się jak szwajcarski kurort dla milionerów. A więc postanowione! Nasz ślub odbędzie się w hotelu „Iks” i tam też zacznie się nasz miesiąc miodowy. 
Mój narzeczony ogromnie zaangażował się w całą sprawę, wisiał na telefonie z hotelem, by wszystko dogadać i dopiąć na ostatni guzik, a nawet więcej niż jeden raz pojechał do hotelu, by wszystko obejrzeć i dopracować organizacyjnie na miejscu. Zarówno on, jak i personel hotelu zaangażowali się w ten proces tak bardzo, że mój narzeczony z młodą panią manager osobiście przetestowali miękkość i sprężystość kilku hotelowych łóżek i odpowiedni poziom dyskrecji okołohotelowych zakamarków przyrody. To, czego nie wiedzieli, że od początku mój wybór tego hotelu był podyktowany tym, że niższe stanowisko administracyjne pełniła w nim moja dawna szkolna koleżanka i mogłam ufać jej opinii i poleceniu hotelu, w jakim pracowała. Mogłam też zaufać jej relacjom, a nawet nagraniom „wizji lokalnych”, jakie mój narzeczony i pani manager z wielkim zaangażowaniem odbywali w hotelu. Dlatego bardzo dziękuję hotelowi „Iks” za odmienienie mojego życia na lepsze, a mojej koleżance za to, że nie zawiodła.

Nie będę tu wymyślała bzdur typu, że uciekłam sprzed ołtarza w ostatniej chwili, a gościom na ślubie zostawiłam kompromitujące narzeczonego nagrania. Po prostu gdy wyjechał po raz kolejny na „wizje lokalne” do hotelu, wyprowadziłam się z wynajmowanego przez nas dotychczas mieszkania, pozostawiając mu tylko kopertę z kartą pamięci zawierającą kopię hotelowych nagrań. Wykazał się przynajmniej taką resztką klasy, że nie próbował ani razu pisać, dzwonić czy inaczej się ze mną kontaktować i po prostu cicho i grzecznie zniknął z mojego życia.
Postac Odpowiedz

Powinnaś podziękować koleżance, a nie hotelowi. I to bezpośrednio, a nie anonimowo.

Odpowiedzi (1)
Koniowaty Odpowiedz

Czy to kolejny odcinek programu Zdrady i brawurowe śledztwo Damiana Petrova? Bo scenariusz byłby jeden z lepszych.

Zobacz więcej komentarzy (2)

#EfoUE

Jakie kto ma podejście do dzieci – jego sprawa. Jedni je lubią i chcą je mieć, inni nie lubią i nie chcą mieć. Rozumiem, to jest każdego sprawa, nikogo za jego poglądy w tej sprawie nie krytykuję. Ale skręca mnie, kiedy jakaś „madka” robi z Instagrama czy Facebooka album swojego dziecka. Ostatnio trafiłam na profil takowej pani, po „Wyższej szkole robienia hałasu”. Regularnie wrzuca zdjęcia ukochanej, cytuję: „cureczki Maji”. Zdjęcie z piątych urodzin – mała przy torcie, w tle butelki po piwie. Kolejne zdjęcie, dziecko z rodzicami, którzy na zdjęciu wyglądają jak na kacu. I tak jeszcze naprawdę wiele innych zdjęć dziewczynki. Jednak uważam, że zdecydowaną przesadą było wrzucenie zdjęcia dziecka, które się kąpie i któremu piana z kąpieli nie zasłania wszystkiego.

Czy ludzie są w ogóle świadomi, jakie zagrożenie to może być? Nie wiadomo, kto zobaczy te zdjęcia i czy potem ich nie rozpowszechni gdzieś dalej. Zboczeńców nie brakuje. I nie wszyscy nadają się do bycia rodzicami.
Megg16 Odpowiedz

W temacie "jedni lubią, drudzy nie lubią" - są takie dni, takie momenty, np podróż pociągiem, oczekiwanie w kolejce do lekarza, że perfidnie się człowiek nudzi i z pocałowaniem ręki przyjmie każdą rozrywkę, która sprawi że czas upłynie choć trochę szybciej. I wiecie co nigdy nie zawodzi? Komentarze matek na instagramie, pod postami bezdzietnych, zadowolonych ze swojego bezdzietnego życia :)) tam się tyle jadu i żalu za zmarnowanym życiem wylewa że ja oczy otwieram jak 5zł. I nie, nie mówię że każda matka żałuje że urodziła, ale te które się tam wypowiadają - zdecydowanie. Podsumowując: polecam lekturę! Łatwo znaleźć, np wyszukując hashtagi w stylu #zyciebezdzieci czy #bezdzietnizwyboru

Odpowiedzi (6)
Zobacz więcej komentarzy (2)
Dodaj anonimowe wyznanie