#tSt1d

Jest wiele kobiet które pragną potomstwa, ale boją się ciąży. Ja mam wręcz odwrotnie.

Nie lubię i nie chcę mieć dzieci, jednak chciałabym być w ciąży. Podnieca mnie myśl o wszelkich zmianach jakie następują w tym stanie. Widok ciążowych brzuchów wywołuje u mnie podniecenie. Gdy zostaję sama w mieszkaniu wkładam sobie pod bluzkę poduszkę i oglądam się z zadowoleniem w lustrze. Regularnie oglądam zdjęcia ciężarnych, a raz czy dwa masturbowałam się do filmu z porodu.


O moim fetyszu nie wie nikt, nawet partner. Wiem, że chociaż jemu powinnam powiedzieć, ale za bardzo boję się, że uzna mnie za dziwadło (którym w sumie jestem).
WendyWu Odpowiedz

Wwoooow
I to jest anonimowe :P
O tokofobii słyszałam, ale o twoim przypadku nigdy xD
W sumie mogłabyś być surogatką

raindancemaggie Odpowiedz

Nie polecam. Bycie w ciąży wcale nie jest takie fajne jak wszędzie mówią i piszą. Wiecznie niewygodnie, coś boli, coś uwiera, itp...

Odpowiedzi (12)
Zobacz więcej komentarzy (4)

#OAWCs

Mój mąż uważa, że nasze życie seksualne jest słabe bo zmęczenie, bo dzieci, bo brak okazji i bo noszę zbyt "praktyczną" bieliznę zamiast seksownej. Dzieci wyjechały, ja w seksi kompleciku masturbuję się w sypialni, on gra na konsoli. Wiedział co robię, ale i tak się nie przyłączył. Czy to na pewno moja wina?
Turbulencja Odpowiedz

A wcześniej podałaś Paniczowi dwudaniowy obiad z deserem? Jeśli nie - tak, to Twoja wina.
Co za roszczeniowy młot.

EeeMacarena Odpowiedz

Zamiast żalić się na anonimowych, może idź i powiedz mu co właśnie czujesz?
Jeśli na codzień nie macie dla siebie czasu, to jeden wieczór bez dzieci magicznie tego nie uleczy.
Nie jest to twoja wina, a rutyna. I skoro zależy ci na mężu, to leć z nim pogadać o tym co czujesz.

Zobacz więcej komentarzy (3)

#1wX02

Mam dość siebie. Popadając w skrajności dostrzegłam nienawiść do samej siebie. Jednego dnia potrafię być pozytywną osobą, by następnego przyjść do pracy w ponurym nastroju, a wszystko przez to, że nie odnalazłam sensu swojego życia.

W dzieciństwie, nie miałam ciepłego ogniska domowego. Nie było słów „kocham Cię”, buziaków na dobranoc, czytania bajek na dobranoc czy tulenia. Pamiętam za to ciągłe awantury, nieprzespane noce, strach że mama nie wróci do domu, bo znów z niego uciekła, pozostawiając mnie z ojcem alkoholikiem, który wypierał się mnie, że nie jestem jego dzieckiem, a matka puściła się z sąsiadem czego owocem jestem ja.



Pamiętam również swoje łzy, bose stopy i błoto, które brudziło mnie, gdy szukałam w sadzie i na polu swojej uciekającej w środku jesiennej/zimowej nocy z domu matki. Pamiętam 4 dłonie molestujące mnie na przemian przez 2 lata, szykanowanie w szkole, bo jestem chuda i wycofana (bałam się wszystkiego, narobiłam się już ostrej nerwicy w wieku 5 lat, która jeszcze bardziej nasilała się z każdym rokiem szkolnym). Sytuacjom nie było końca.


Aktualnie mam żal do siebie, że nie mam dla kogo i po co walczyć o siebie. Nie mam przyjaciół, znajomych, a kiedy chcę się wyżalić komuś, to nie mam komu. Brakuje mi ciepła, uwagi i przede wszystkim bycia komuś potrzebnym i kochanym. Jestem lekceważona przez wszystkich, których uważałam za przyjaciół bądź znajomych. Wyznaję, że jestem toksycznym człowiekiem i przyjmując taką tezę, staram się rozumieć innych, tych którzy mi to powiedzieli, pozostawiając samą.

Choć brzmi to jak użalanie się nad sobą (może to właśnie nim jest), chciałam to wyrzucić z siebie, bo tak naprawdę samotność, lęki i nienawiść do samej siebie zdążyły pochłonąć mnie wystarczająco głęboko. Aktualnie siedzę, powstrzymując się od zalania łzami.

PS. Chodziłam do psychiatry i psychologów, ale każdy odsyłał mnie do kolejnego, każąc czekać miesiącami, bo kolejka długa, w efekcie czego skończyłam u psychiatry z receptą na „tabletki szczęścia”, które działały, kiedy chciały. Chodziłam również na terapię grupową, ale nie przynosiła efektów, za to moje ciało krzyczało, że jestem psychiczna, toksyczna i moje jedyne miejsce to psychiatryk i izolatka.

Mój mózg zabija mnie sam.
MarMarSze Odpowiedz

Może weź sobie psa. Będziesz miała dodatkowy obowiązek i kochającego pupila.

Odpowiedzi (5)
paella Odpowiedz

Chodź nadal aż znajdziesz takiego lekarza, który Ci pomoże. Lepiej nie będzie, jeśli o to nie zawalczysz. Przecież nie chcesz tak żyć do końca?!

Zobacz więcej komentarzy (5)

#AqX1c

W okresie od przedszkola do wczesnego gimnazjum byłam gwałcona przez kuzyna.
Żyję normalnie, mam męża, dzieci. Jestem szczęśliwa. Do wydarzeń sprzed lat nie wracam, bo po co.

Dzisiaj przez przypadek się dowiedziałam, że synek gnoja, ma chyba jakieś 3-4 lata, prawdopodobnie jest lekko upośledzony (wcześniej podejrzewali po prostu, że potrzebna będzie tylko pomoc logopedy).

Nie wiedziałam, że ma syna.
Nie interesowałam się nim.
Ale gdy dzisiaj to usłyszałam, odruchowo pomyślałam: "Ha! Pokarało cię, dziadu!".
I cały dzień chodzi za mną, że to przecież dziecko. Niewinne.
Tak z tyłu głowy czuję wyrzuty sumienia, no ale to przecież odruch, pierwsza myśl, z którą się kłócę ledwie ją pomyślałam.
Głupie.
Esamip Odpowiedz

A moją pierwszą myślą było „on może mu zrobi to samo co Tobie”. Już raz mu się upiekło. Jeśli dziecko jest niepełnosprawne jeszcze łatwiej będzie je wykorzystać. Oczywiście nie musi tego robić, bo kocha tego malucha, ale ja bym komuś zasugerowała, że trzeba na niego uważać. W tym momencie nie wiem tylko jak - bo to będzie jak słowo przeciw słowu i lepiej, żebyś sama się nie narażała.

PaniPanda Odpowiedz

No bo pokarało. Wychowywanie niepełnosprawnego dziecka to ciężkie zadanie (w moich oczach niewykonalne). Co nie zmienia faktu, że dziecko jest niewinne, jemu należy współczuć. Ale ojcu? Co Ty.

Zobacz więcej komentarzy (2)

#PrWju

Moi rodzice zdecydowali, że po ślubie zamieszkają u mojej babci. I od tego czasu babcia zatruwa nam życie. Z uśmiechem na ustach. Jest najlepszą manipulatorką psychiczną jaką kiedykolwiek spotkałam.



Pamiętam z dzieciństwa, że zawsze byłam mniej ważna od wnuków jej przypadkowych koleżanek, oni mnie bili, popychali, niszczyli moje rzeczy. A ja według niej musiałam być dobrym gospodarzem, znosić to, bo co inni powiedzą, obrażą się. Nigdy nie mogłam nic zaplanować, jeżeli tylko babcia coś zechciała to miałam być na zawołanie. Jeżeli nie, cała rodzina traktowała mnie i moich rodziców jak potwory. Z domu giną rzeczy, oddaje je innym bez pytania. Chyba nie ma niczego, czego nie trzeba by robić za nią, bo inaczej dramatycznie opowiada innym jak ją mamy gdzieś, płacząc i udając że robi jej się słabo. W ogóle straszy nas swoją śmiercią na każdym kroku. Moi rodzice mimo, że nie są traktowani jak ludzie, tylko jak słudzy, których życie się nie liczy (bo zapalenie płuc nie uprawnia do nie wyprawienia jej imienin), to lecą na każde jej najmniejsze skinienie. To samo obcy ludzie, jeżeli tylko zrobi teatrzyk. Kto nie przeżył ten tego nie zrozumie.


Co w związku z tym? Mam 15 lat i moim największym lekiem, który nie pozwala mi spać po nocach jest to, że moja kochana mama kiedyś będzie zmuszona, po latach tej męczarni, podcięta tej kobiecie tyłek. A ja nie będę mogła nic z tym zrobić.
TylkoNaChwilke Odpowiedz

Jak babulenia znowu o śmierci zacznie to zapytaj grzecznie czy grozi czy może obiecuje?

Niestety, przed takimi manipulatorami najlepiej zwiewać gdzie pieprz rośnie.

Esamip Odpowiedz

Możesz mieć pretensje tylko do rodziców, wiedzieli w co się pakują, ludzie nie robią się tacy jak Twoja babcia z dnia na dzień. Domyślam się, że rodzice pracują - męczycie się już tyle lat - mogli już coś odłożyć. A może im pasuje taki układ? Porozmawiaj z nimi szczerze. Jeszcze chwila i będziesz mogła uciec z tego domu, wyjechać ma studia, podjąć pracę i się wyprowadzić - niech to będzie Twoją motywacją do nauki.
Co do Twojej mamy to jeśli tylko zechce, to nic nie będzie musiała przy Twojej babci robić - musi się tylko uprzeć i wyprowadzić lub mieć szczęście i babcia sama umrze nim będzie w takim niedołężnym stanie.

Odpowiedzi (2)
Zobacz więcej komentarzy (8)

#jeHht

Lubię pisać z kolegami o tym, co by robili ze mną w sypialni, gdyby mieli możliwość posiąść mnie. Następnie zgromadzone informacje wykorzystuje w łóżku z moim facetem
Polonistka087 Odpowiedz

Chyba bym nie chciała, żeby mój chłopak pisał z dziewczynami co one by chciały z nim robić w łóżku, a później żeby on to że mną, to trochę niesmaczne. Twój facet o tym wie? Bo nie jest to normalne zachowanie w związku.

Odpowiedzi (1)
Cristality Odpowiedz

Współczuję kolegom, zwłaszcza jeżeli nie mają z kim spuścić ciśnienia :p

Odpowiedzi (2)
Zobacz więcej komentarzy (3)

#s6oGw

Właśnie zdałem sobie sprawę, że jestem idiotą. Kompletnym. Szurem. Oszołomem. To jest straszne.



Jeszcze w szkole zdawałem sobie sprawę z tego, że nie należę do przeciętnych dzieci. Byłem naprawdę inteligentny i dociekliwy, co często przekładało się na kłótnie z nauczycielami, którzy nie chcieli już uczyć, a jedynie zarobić. Nudziłem się strasznie i wagarowałem zazwyczaj czytając książki. Ech, jak miło wspomina się te momenty, kiedy z garścią książek uciekałem przed innymi uczniami, którzy chcieli mnie za miłość do literatury sprać. W pewnym momencie przez sytuację w domu i nie tylko do akcji wkroczyły alkohol, marihuana, amfetamina i na koniec psychodeliki (LSD, grzyby, meskalina itp.). I wszystko byłoby dobrze gdybym nie wpadł w pułapkę "miłości" neohippisów, którzy dosłownie wyprali mi mózg. Jakiekolwiek resztki logiki, których nie pozbawiły mnie całkowicie narkotyki i obcowanie z przygłupami (moimi przyjaciółmi najbliższymi i rodziną) zostały przeze mnie zastąpione szurostwem. Stałem się takim prepłaskoziemcą, prenopem czy jak tam mógłbym się nazwać. Wykrzykując pseudonaukowe bzdety wydawało mi się, że wspinam się na szczyt, a tak naprawdę nurkowałem w gównie i płukałem nim gardło. Zamiast skończyć szkołę (ile ja miałem marzeń!) to poszedłem do pracy. Zamiast poszerzać swoją faktyczną wiedzę poszerzałem swoją bibliotekę oszołomiarstwa.



Tylko, że ciągle mi coś nie pasowało. Ciągle coś było źle. Jednak zamiast postarać się dojść dlaczego nurzałem się w oczyszczaniach szyszynki i darciu mordy w internecie, że ktoś jest głupi i nie wie i jest kontrolowany i blablabla. Obrzydliwe.

Logika? Nie proszę pana, erystyka!


Ostatnimi czasy zacząłem się przykładać żeby jednak odejść od tego krzykactwa, że jednak może coś bym tej logiki zażył znowu... bo się głupi czuję. Że to może nie defluoryzacja, pestki moreli i ametyst mi są potrzebne, a trening tego jakże ważnego "mięśnia" - mózgu. Bo jak wiemy - organ nie używany zanika. A mój zanikł już chyba całkowicie, skoro jestem teraz tym kogo lata temu wyśmiewałem, na kogo z pogardą i uśmiechem pobłażania patrzyłem.



Jestem przygłupem. I to jest smutne. I mam nadzieję, że jednak dam radę, że znowu obudzę w sobie ciekawość świata i pójdę do szkoły. Że znowu poczuję, że żyję. Bo praca na magazynie przy zbieraniu zamówień jest straszna. Boję się, że kiedyś z ust zacznie mi lecieć ślina, a jedyne co będę w stanie powiedzieć to: We mi no browara dej he-he (klaps w pośladki). Tak bardzo się boję. Tak bardzo.



Pisząc to płaczę, bo wiem jaką krzywdę sobie wyrządziłem.
Pamiętam jak mając naście lat pisałem powieść. Teraz jedyne co piszę to szurowe komentarze na YouTube.
Może jednak kiedyś napiszę tę książkę, co?
tewu Odpowiedz

Zdanie sobie sprawy z własnych błędów to już duży sukces. I być może najtrudniejszy krok w drodze do zmiany...

Odpowiedzi (1)
nixi Odpowiedz

Mnie rozwala, że ludzie uwazaja, że są ponad przecietni, bo czytają książki i zgłaszali się w podstawówce

Odpowiedzi (1)
Zobacz więcej komentarzy (8)

#Ze6gO

Gdy miałam około 6 lat, odwiedziła nas znajoma taty z mężem z córką. Dziewczynka była trochę młodsza ode mnie. W pewnym momencie tata powiedział "A może oddasz Kasi jakąś lalkę?". Dziewczynka wybrała sobie dwie (moje najlepsze wtedy, nawiasem mówiąc, do tego jedna z nich była prezentem od mojego brata). Nie miałam nic do gadania.

Kilka lat później odwiedziła nas rodzinka z małym kuzynem. Kuzyn spędził całą wizytę przed moją konsolą (którą, nawiasem mówiąc, dostałam od chrzestnego na gwiazdkę), ja z resztą dzieciaków bawiłam się w pokoju. Gdy rodzinka miała już odjeżdżać, przyszliśmy się pożegnać. Kuzyn miał w ręku reklamówkę, a w reklamówce... moją konsolę. "Bo tak płakał", więc mama stwierdziła, że mu ją da. Nie miałam nic do gadania.

Mam 25 lat. Może i niektórzy pomyślą, że jestem dziecinna, ale uwielbiam pluszaki. Kolekcjonowałam je od zawsze. Były misie, które miałam od kiedy pamiętam, były takie, które dostawałam na różne okazje, czy takie, które kupiłam sobie sama. Miałam ich dość sporo, więc nie zabrałam ich jak się przeprowadzałam. Obecnie zostało ich może z pięć. Bo bratanica chciała, więc mama jej oddała. Nawet mnie przy tym nie było, nie zapytała mnie o zdanie. "Jak wyrośnie, to odda" usłyszałam. Oczywiście.

Jestem wściekła. I będę to mamie wypominać choćby i do końca życia.
LiscMiety Odpowiedz

Weź coś mamy i też komuś oddaj.

Odpowiedzi (3)
Paulsen Odpowiedz

Jak mamy nie będzie w domu spakuj jej ubrania do worów i schowaj. Może da jej to do myślenia jak zobaczy pustą szafę. Powiesz że oddałaś do schroniska dla bezdomnych bo przecież bardziej potrzebują niż ona, tym bardziej że zbliża się zima, a ją stać żeby kupić sobie nowe. Niektórym naprawdę trzeba takie sytuacje zobrazować od ich strony bo inaczej nie rozumieją że takie zachowanie boli.

Odpowiedzi (1)
Zobacz więcej komentarzy (17)

#r120X

Jestem biednym studentem. Dziś znalazłem przed sklepem portfel, w którym było około 1000 zł. Oddałem go do punktu informacji w sklepie, żeby postąpić uczciwie.
Teraz siedzę w pokoju z moim stanem konta w wysokości 12 zł, trochę żałując tej decyzji, ale wierzę w karmę i mam nadzieję, że dobro do mnie wróci.
Pingwinzlasu Odpowiedz

A znaleźne?

Albercik Odpowiedz

Żeby postąpić uczciwie powinieneś poinformować sklep, że znalazłeś, a oddać właścicielowi. Ty postąpiłeś głupio.

Odpowiedzi (1)
Zobacz więcej komentarzy (8)

#0Vl8h

Kiedy byłam nastolatką, miałam starszego chłopaka. Byłam w nim bezkrytycznie zakochana. On, jako starszy, miał swoje potrzeby, do których mnie aktywnie zachęcał. Moja wiedza na temat seksu płynęła głównie z zajęć WDŻ, w związku z tym była znikoma. Moja nauczycielka jednak ''odhaczyła'' kilka lekcji, gdzie pokazywała nam filmiki, kazała układać historyjki sytuacyjne itd., a potem graliśmy w koszykówkę. Mojemu ukochanemu nie przeszkadzała moja niewiedza i nadal upierał się przy seksie. Tak więc któregoś dnia dopiął swego i zgodziłam się. Byliśmy sami w domu, robiło się gorąco, namiętnie, kiedy ja zachowując resztę rozumu zapytałam, czy ma ze sobą prezerwatywę. Oczywiście nie miał, ale zapewnił mnie, że "on wie kiedy wyciągnąć". Przed oczami stanęły mi scenki z filmików z WDŻ i zaczęłam się śmiać. Nie mogłam przestać, śmiałam się i śmiałam. Mój ukochany przerażony sytuacją zebrał swoje szmatki i uciekł do domu.

I tak oto filmiki na poziomie gry aktorskiej "Trudnych spraw" uratowały mnie przedwczesną inicjacją seksualną. Zakończając moje wyznanie: traumy nikt nie miał, nie został moim mężem, ale przyjaźniliśmy się jeszcze długo po rozstaniu.
tewu Odpowiedz

No i dobrze, że posiadana wiedza ci wystarczyła.

Etanolansodu Odpowiedz

Byłaś mądrą dziewczyną, szacun.

Odpowiedzi (1)
Zobacz więcej komentarzy (1)
Dodaj anonimowe wyznanie