#W4RxL

Gdy byłam mała, miałam może z 6 lat, chciałam pomóc mamie i wpadłam na genialny pomysł umycia łazienki. Zamknęłam się w niej i zaczęłam myć. Byłam szczęśliwa, że zrobiłam coś pożytecznego i dumna poszłam do pokoju.
Po 10 minutach przyszła mama i dała mi karę... Umyłam łazienkę, włącznie z kibelkiem, jej szczoteczką do zębów i pastą.
GeddyLee Odpowiedz

A podobno liczą się chęci :/
szczególnie że szczotka i pasta nie są drogie

ohlala Odpowiedz

Przerażające jest, ilu rodziców uważa, że tylko (bezpodstawnymi) karami można wychować dziecko.

Odpowiedzi (2)
Zobacz więcej komentarzy (5)

#Runmd

Mieszkałam w biednej dzielnicy, pochodziłam z przeciętnej rodziny, ale nie odczuwałam tego, że brakuje mi czegokolwiek. Mama mimo alkoholizmu ojca starała się sprawiać, żebym była szczęśliwa. Jednak od zawsze czułam się gorsza. Inne dzieci wytykały mnie palcami, śmiały się z moich ubrań, przedrzeźniały, usłyszałam nawet, że ze mną nie można się bawić, bo jestem biedna. Czułam wstyd, bałam się wychodzić z domu, ciągle płakałam.

Teraz dobijam 30 i jako jedyna z całego mojego ówczesnego towarzystwa studiuję. Otaczam się życzliwymi ludźmi i mam obok siebie mężczyznę, dzięki któremu czuję się najbardziej wartościową kobietą świata. Moi "koledzy i koleżanki" wciąż mieszkają z rodzicami, nie kończą szkół, nie mają perspektyw. Faceci, którzy kilkanaście lat temu się ze mnie śmiali, dzisiaj spuszczają wzrok na mój widok.

Nigdy nie pozwólcie, żeby ktoś wmówił Wam, że jesteście gorsi. A jeśli tak się stanie, to udowodnijcie całemu światu, że się myli.
Batonn Odpowiedz

długo studiujesz jak już 29 lat masz

Odpowiedzi (2)
Vito857 Odpowiedz

Prawdziwa dorosłość zaczyna się wtedy, gdy jest się ponad takie rzeczy i się ma je tam, gdzie światło nie dochodzi. Wierz mi lub nie, Autorko.

Odpowiedzi (1)
Zobacz więcej komentarzy (3)

#16GAV

Koleżanka złożyła wypowiedzenie i kończy z byciem nauczycielką. Podzieliła się jednak wycieczkami, jakie jej szkoła (Podkarpacie) organizuje na koniec roku, już całkiem po linii partyjnej "Pielgrzymka do klasztoru sióstr klarysek w Starym Sączu i udział we Mszy Świętej, pobyt w parku trampolin w Nowym Sączu oraz zabawy rekreacyjne w okolicach Ołtarza Papieskiego W Starym Sączu". Dzieciaki są wniebowzięte.
Vito857 Odpowiedz

O ile były wcześniej zapowiedziane, to jeszcze git. Moja chrzestna we wtorek opowiadała, że u kuzynki w klasie po komunii pani katechetka "zarządziła" - dzieci muszą jechać pomodlić się na Jasną Górę!
No, może i muszą, tyle że termin ustaliła na czwartek, czyli dwa dni później. Wyjazd o 7.30. A każde dziecko ma pojechać z jednym z rodziców. Na pewno każdy rodzic chętnie i z łatwością weźmie urlop w pracy.

GeddyLee Odpowiedz

skoro dzieciom się podoba to gdzie tu problem? Wycieczki nie są obowiązkowe.

Odpowiedzi (1)
Zobacz więcej komentarzy (5)

#Dn7K8

Jako mężczyzna tylko raz zawiodłem w sypialni.

Poznałem pewną kobietę, dogadywaliśmy się, było miło. Zaliczyliśmy kilka randek, powiedziałem jej szczerze, że mimo wieku (oboje ok. 35 lat) nie szukam teraz stałego związku, stwierdziła, że ona też. Po kolejnym spotkaniu zaczęła nalegać na wspólną noc, więc poszliśmy do mnie. Było bardzo miło i przyjemnie, atmosfera gorąca, byliśmy właśnie w trakcie naszego pierwszego razu, już prawie dochodzę, gdy nagle ona powiedziała, że chciałaby ze mną wpaść i mieć ze mną dziecko... W tym momencie mój sprzęt szybko odmówił posłuszeństwa i było po sprawie. Nigdy więcej się z nią nie spotkałem.
wsiowy Odpowiedz

Nu może trochi ty za szybko zrezygnował jak ona taka prawdomówna była.
Dzieciaki na gospodarce bardzo przydatne są a i baba szczęśliwa chodzi.

A jak masz problem z kuśką to do weterynarza iść należy.
Doktory to tam gadajo, mądrzo sie i wyjdziesz z niczym a weterynarzowi powiedz, że chcesz medykamenta dla knura rozpłodowego.
Pamiętaj tylko, żeby pół tabletki najwięcej na raz zjeść bo ja kiedyś jedną całą z ciekawości połknął i dwa dni z taką stojącą lagą chodził, że portek dopiąć nie mógł a i na świnie łaskawszym okiem patrzył ja.
Chciał krzyżem w kościele dla pokuty poleżeć ale co rusz na bok przewracało mnie i ksiądz dobrodziej nie wytrzymał i wygnał ze świątyni.

Odpowiedzi (3)
ifikles Odpowiedz

To gumy nie założyłeś ci ci ją przepaliło z wrażenia?

Odpowiedzi (3)
Zobacz więcej komentarzy (4)

#Kd66I

Upalny piątek po południu. Po skończonej pracy między mną i szefem wywiązała się krótka, luźna rozmowa. Było spokojnie, do momentu gdy szef spytał: "To jakim autobusem wraca pani do domu?" (tu chodziło mu o numer linii, która jedzie w moją stronę).
Ja (bez zastanowienia) odpowiedziałam: "No mam nadzieję, że klimatyzowanym!".

Uwierzycie mi, pierwszy raz w mojej karierze widziałam, jak ten człowiek zanosi się śmiechem. Myślę, że będzie mi to zapamiętane na długo...
wsiowy Odpowiedz

Ta i możliwe, że ten szefu to ze wsi pochodzi jak go tak klymatyzacja śmieszy.
Którejś niedzieli jechalimy do wsi obok na odpust i do piekaesu weszła stara Maciejowa co to się z rana bobu ze ckwarkami objadła.
Taką klymatyzacje nam zrobiła, że my jak oczadziałe na ten odpust doszli.

Odpowiedzi (2)
Zobacz więcej komentarzy (2)

#2k80V

Rzecz, którą się publicznie nie chwalę.

W młodości zachciało mi się namiastki dorosłości i postanowiłem pójść zdawać prawo jazdy. Wykłady zaliczone, to samo z praktyką, która poszła całkiem nieźle, biorąc pod uwagę, że żyję. Przyszedł czas na egzaminy. Teoria pękła za drugim razem, więc bez tragedii, gorzej było z praktyką... Po raz pierwszy, po raz drugi, po raz trzeci... Próby numer cztery i pięć też się zdarzyły.

W tamtym momencie wuj mój uznał, że koniec z tym i, korzystając ze znajomości, postanowił załatwić sprawę w niezbyt ładny sposób, czyli zwyczajnie użyć mocy pieniądza, coby niemal jego własne dziecko już się męczyć nie musiało.
Wsiadłem zatem do samochodu, niewinny i nieświadomy niczego, a już na pewno nie faktu, że instruktor zachęcony pewną ilością gotówki jest gotów na rzęsach stanąć, byle mnie przepuścić, więc oczywistym jest wynik egzaminu...  A był negatywny.

Nie ma to jak zapłacić za przepuszczenie delikwenta na egzaminie, po czym zdający delikwent niemal doprowadza egzaminatora do zawału, co nie, wuju? ;)

PS Udało się za siódmym razem, i to bez żadnych wspomagaczy, u instruktora nieznanego i nieopłaconego przez wuja, więc możecie czuć się bezpieczni na drogach z mojej strony :)
Wukupka Odpowiedz

I tak nie czuje się bezpiecznie.

ifikles Odpowiedz

Próba zdania przez Kociambe egzaminu na prawo jazdy wyraża się funkcją kwadratową ilości przejechanych kotów.

Zobacz więcej komentarzy (3)

#DOZm8

Mojego męża poznałam jeszcze w liceum, znamy się 10 lat, w tym roku mamy 5 rocznicę ślubu. Pochodzi on z patologicznej rodziny, jego ojciec pił i robił awantury w domu, matka niejeden raz od niego dostała, a zamiast go zostawić i wychować normalnie dzieci, tkwiła w tym związku 25 lat. Rozwiodła się dopiero na początku tego roku.

Kiedy poznałam mojego męża (był on moim pierwszym chłopakiem), nie byłam pewna tego związku. On zapewniał o swojej miłości, o tym, że jestem najlepszym co mogło mu się trafić. Chodziliśmy ze sobą 5 lat, zaszłam w ciążę - a jak później się dowiedziałam, zrobił to specjalnie - i czuję, jakby mnie złapał na dziecko. Presja ze strony rodziny i ten pieprzony ślub...

Kiedy już zamieszkaliśmy razem okazało się, że mój mąż ma poważne problemy z alkoholem. Znalazł sobie w nim rozwiązanie na wszystkie problemy, nawet te według mnie wyimaginowane.

Pierwszy raz tak dosadnie dał o sobie znać 2 tygodnie po narodzinach naszego syna. Napił się, zwyzywał moich rodziców i wsiadł do samochodu. Złapała go policja, zabrała prawo jazdy, więc zadzwonił do mnie, żebym po niego przyjechała. Nie mogłam, miałam dwutygodniowe niemowlę w domu, zawsze mój syn jest dla mnie na pierwszym miejscu. Stwierdziłam, że może się ocknie, jak go rzeczywistość dopadnie, niech się uczy na błędach. Ale do dziś się nie nauczył.

Co jakiś czas zaczął robić akcje w domu, uderzył mnie nie raz, później przepraszał, identyczny scenariusz, jak u jego rodziców. Z tą różnicą, że naszego syna kocha ponad życie i nigdy go nie skrzywdził. Prosiłam, żeby nie pił, powiedział, że nie będzie dla rodziny. Wierzyłam. Akcje były nadal, a ja wybaczałam. Szkoda mi było dziecka, bo kiedy nie pije, to jest dobrym człowiekiem i potrafi okazywać miłość.

Ostatnio jak się napił, zażądałam rozwodu. Dostał ataku paniki, płakał, zaszył się w kącie... Powiedziałam, że mu pomogę i przez jakiś czas było dobrze. Ale wczoraj znowu się napił i uderzył mnie, znowu. Całą noc nie było go w domu, rano wrócił pijany, wyzywał na wszystkich od najgorszych, bo go nie rozumieją, a ja nie mam już siły. Pozwoliłam mu dopić to co jeszcze miał, żeby się nie rzucał, zaprowadziłam pod prysznic, umyłam i poprosiłam, żeby się położył. Skomlał, że na mnie nie zasłużył, że mam znaleźć naszemu dziecku nowego ojca (mały go naprawdę kocha), a ja dla świętego spokoju powiedziałam, żeby nie opowiadał głupot i poprosiłam, żeby się zaszył. Zgodził się. Nie wiem, czy jak wytrzeźwieje będzie się tego trzymał.

Matka ma na niego wywalone, bo ma już dość alkoholików, brat to samo. A ja... ja chcę rozwodu pomimo wszystko. Nie chcę, żeby mój syn na to patrzył, nie mam już siły się kajać i pozwalać na brak szacunku. Boję się, że sobie z tym nie poradzi i coś sobie zrobi, ale podjęłam decyzję i zamierzam się jej trzymać.
JMoriartyy Odpowiedz

Narzekasz na jego matkę, że tkwiła w patologii, a potem robisz dokładnie to samo. Fuck logic.

Odpowiedzi (5)
ohlala Odpowiedz

Co z tego, że niby kocha dziecko, skoro urządza awantury i bije jego matkę? Jako córka alkoholika powiem tyle: i tak za długo czekałaś.

Odpowiedzi (1)
Zobacz więcej komentarzy (13)

#bZov7

Za młodu byłam cichą, wręcz skrytą osobą za sprawą innych uczniów, ale nie o tym. W podstawówce mieliśmy taką jedną dziewczynę. Nie była zbyt lubiana przez innych uczniów, gdyż obgadywała, kręciła, kłamała prosto w oczy nawet nauczycielom. Gdy pewnego razu (4-5 klasa) jedno z jej kłamstw wyszło na jaw, niecierpliwie czekaliśmy na konsekwencje jakie poniesie. Z racji tego, że w szkole miała wujka na wysokim stanowisku, nie zrobiono jej nic. Jej matka niby w szkole na nią nakrzyczała, ale było to raczej na pokaz, że "coś z tym robi". Po wyżej wspomnianym wydarzeniu nie uległo zmianie nic, prócz rozwodu jej rodziców. Teraz wszystko można było zwalić na trudną sytuację.

Owa dziewczyna wymyśliła, że ją wyzywam i robię inne niestworzone rzeczy, przez co ona nie chce chodzić do szkoły, z nerwów ciągle boli ją brzuch ((przyznaję się, że raz, jeden jedyny raz skomentowałam jej postępowanie, za co dostałam opieprz od jej matki). Podobno była u specjalistów, ale nie mogli jej pomóc, bo jak pomóc komuś, kto zwyczajnie kłamie?
Do końca szkoły wszyscy winili mnie za jej załamanie psychiczne, depresję i milion innych chorób, podczas gdy ja nie potrafiłam na nic zareagować. Nawet gdy już zebrałam jakąś odrobinę odwagi i zaprzeczałam, to i tak nie miało znaczenia.

Przez 6 lat spędzonych z nią w jednej szkole miałam naprawdę ograniczone już i tak maksymalnie okrojone życie towarzyskie, jeśli można je tak nazwać. Moi rodzice o niczym nie wiedzieli. Nadal nie wiedzą.

W trakcie gimnazjum (byłyśmy w tym samym, ale różne klasy) coś mnie tchnęło. Pewnego razu poszłam do niej i powiedziałam coś w stylu, że nieciekawie wyglądała nasza przeszłość, ale chcę mieć wyrównane rachunki, że możemy się przeprosić i zapomnieć o tym co było.
Przeprosiłam ją, ale ona mnie nie. Rozpowiedziała na całą szkołę o moich "nękaniach" jej w latach wcześniejszych i o tym, że niedawno się przyznałam do tego. Potem chodziła dumna jak paw, że po raz kolejny zrobiła z siebie ofiarę losu.

Myślałam, że wtedy byłyśmy już wystarczająco "dorosłe", by załatwić między sobą wszystko, bez rozgłosu, tym bardziej, że tylko ja znam prawdziwą prawdę i ona, bo nikt inny mi nigdy nie uwierzył. Najwidoczniej tylko ja wtedy dorosłam ;)

PS Spotkałam ją ostatnio na ulicy, rzuciłam pojednawcze "cześć", ale nie odpowiedziała. Jak widać, niektórzy nigdy się nie zmienią.
AleksanderV Odpowiedz

Dorosłość to odcięcie się od judaszy za wszelką cenę, nie nadskakiwanie im.

Odpowiedzi (1)
Vito857 Odpowiedz

Dziwię się, że jej nie naplułaś w twarz na ulicy.

Zobacz więcej komentarzy (4)

#42Q8g

Moja żona zrobiła dziś dość głupi żart i na śniadanie przygotowała mi hamburgera, w którym zamiast normalnego mięsa znalazła się zapieczona zawartość puszki z najtańszym kocim żarciem. Nieświadomy spisku zjadłem to bez mrugnięcia okiem i pochwaliłem moją ukochaną mówiąc, że ten hamburger był znacznie smaczniejszy niż jej wcześniejsze próby kulinarne w tej dziedzinie. O tym, że miałem paść ofiarą „pranku” zorientowałem się, kiedy małżonka śmiertelnie się obraziła i wyszła z domu mówiąc, że jestem złamanym ch#jem. Dopiero wówczas zauważyłem stojącą przy patelni puszkę z kocim mięchem. Cóż mam począć, że to danie naprawdę mi smakowało…?
Tradycjonalista Odpowiedz

Ty nic nie musisz robić, to twoja żona zachowała się jak sfochowane dziecko

Ostrzenozeinozyczki Odpowiedz

Twoja żona jest pi**dolnięta. Nie chodzi o sam prank, który był nawet zabawny, ale o jej reakcję po jego puencie.
Wybacz, ktoś musiał powiedzieć Ci prawdę :(

Odpowiedzi (2)
Zobacz więcej komentarzy (7)
Dodaj anonimowe wyznanie