#ezhsr

Byłam w kadrze Polski w kategorii junior. Jednak wszystko się skończyło kiedy urodził się mój niepełnosprawny brat. Sport, który trenowałam jest chyba jednym z najbardziej kosztownych. Wszystkie pieniądze idą na rehabilitacje brata, a na moje treningi nie wystarcza.



Staram się trochę dorobić i mam z tego pieniądze na amatorskie kontynuowanie pasji, ale sprawia mi to chyba więcej bólu niż radości. Żałuję, że nie trenuję jakiegoś biegania czy pływania gdzie nie potrzeba tylu pieniędzy żeby się wybić, ale jeszcze bardziej żałuję, że mój brat żyje. Nie rozumiem po co wydawać miliony na terapie, po to żeby przez rok nauczył się składać puzzle z 4 kawałków. W nocy śni mi się, że go duszę, albo że nie żyje i wtedy jestem szczęśliwa. Niestety nie mogę tego nikomu powiedzieć, bo zaraz słyszę od rodziców ich ulubione zdanie „Twój brat ma gorzej, a zobacz jak się uśmiecha”. On się uśmiecha, bo jego mózg działa może na 15% i cieszy go, że wrzucił kulkę do kubka.



Jak dla mnie jego rehabilitacja nie prowadzi do niczego, bo podejmowany jest ogromny wysiłek, a on nigdy nie przestanie być niepełnosprawny.
Szturchnijbutem Odpowiedz

A ja rozumiem złość i uczucia autorki. Ma prawo się tak czuć. Jest mloda i inaczej patrzy na swiat niz osoba dojrzala. Jej zawalil sie swiat i nikt nie pomogl jej uporac sie z tym co sie stalo stad taki straszny brak akceptacji dla nowej sytuacji i agresja w strone brata. Rodzicom zwyczajnie nie udało się odpowiednio z nią porozmawiać. Cała rodzina powinna się udać na terapię.

FemaleCenobite Odpowiedz

Rozumiem Cię w pełni, w Twojej sytuacji na pewno byłabym pełna podobnych myśli i goryczy. Spróbuj jednak, proszę, postawić się na miejscu swoich rodziców — oni go kochają i dla nich to nie jest bezsensowne, bo chcą dla swojego syna jak najlepiej. To nie znaczy w żadnym razie, że Ciebie kochają mniej albo kolokwialnie mówiąc mają gdzieś — dla Ciebie również chcą jak najlepiej, o czym świadczy choćby to, że prawdopodobnie to oni zainwestowali grube pieniądze w sport, który uprawiałaś. Pewnie bardzo im źle z tym, że już nie możesz. Spróbuj ich zrozumieć. Gdyby z powodu choroby cierpiał ktoś, na kim Ci zależy, też na pewno pragnęłabyś mu pomóc, a dla większości ludzi zdrowie jest akurat większym priorytetem, niż pasja — zapewne stąd wybór Twoich rodziców.
Tekst o tym, że brat ma gorzej, a się uśmiecha, był rzeczywiście okrutny i wstrętny (nienawidzę takiego stopniowania nieszczęścia), ale naprawdę rozważ moje słowa i dla spokoju własnej duszy spróbuj wyzbyć się gniewu.

Zobacz więcej komentarzy (21)

#8W0Cw

Miało to miejsce kilka lat temu, jeszcze za czasów pracy w popularnym sklepie z robalem.



Pracowałam na kasie, godziny poranne, co istotne albo może niekoniecznie, miałam krótko obcięte, fioletowawe włosy. Przyszła kolej na ;ana w wieku emerytalnym o niezwykle ciepłym uśmiechu - wiecie, jak się patrzy na takiego dziadzia, to do głowy przychodzi wizja drewnianego domku, wnuczków wokół i ciepłego, rodzinnego ogniska.
Kasuję produkty, przychodzi do rozliczenia, nagle słyszę:
- Ma pani bardzo ładny kolor włosów!
Ja w sumie taka radosna, nieczęsto dostaje się komplementy od randomowych ludzi (a przynajmniej ja), z uśmiechem mu dziękuję i wydaję resztę. Dziadzio odpowiada:
- Chciałbym zobaczyć, czy tam na dole też ma pani taki sam.
Puenty nie ma.
Sara1234567 Odpowiedz

Może wziął Cię za emerytkę - one wszytkie mają albo fioletowe albo popielate włosy, i chciał Cię na dancing zaprosić.

Odpowiedzi (6)
BlueBlood Odpowiedz

Że też takie dziadki w ogóle się nie krępują...

Odpowiedzi (1)
Zobacz więcej komentarzy (8)

#ljywY

Czytałam to wyznanie o dziewczynie, która chodzi przy kulach, którą ciągle spotykały nieprzyjemności z powodu dwóch dodatkowych lasek.

Ja też chodzę przy kulach, bo mam niedowład nóg od urodzenia. I zawsze dziwiły mnie takie mimozy jak autorka wyżej wspomnianego wyznania, które wszędzie widzą NIETOLERANCJĘ.

Otóż ja przez całe swoje dwudziestotrzyletnie kulawe życie, nie doznałam jakiejś rażącej nietolerancji pomimo że całe swoje życie przechodziłam przy kulach, balkonikach czy innych atrakcjach i tą kulawość po mnie widać.

Jeśli ktoś się na mnie gapi ze współczuciem, to spoko, niech się gapi, wzrok nigdy nikogo nie zabił, teksty o współczuciu można wpuścić jednym uchem, a wypuścić drugim, nie rozumiem problemu. Ba, ja sama na innych kulawych gapię jak ciele na malowane wrota.

I zawsze spotykam się albo z neutralnymi reakcjami, albo z pozytywnym. Ostatnio na przykład jakaś pani sama z siebie pomogła mi wsiąść do autobusu, mimo że nie byłam wtedy sama.
Podsumowując: Nie taki diabeł straszny jak go w niektórych wyznaniach malują. :)
micbea Odpowiedz

Kolejny raz z czysto lingwistycznego zainteresowanie: czy kolokacja “chodzić przy kulach” to jakiś regionalizm? Ja całe życie mówiłem (i słyszałem) “chodzić o kulach”. Więc tak tylko chciałbym się dowiedzieć.

Odpowiedzi (2)
PrincessMononoke Odpowiedz

Bardzo fajnie że dobrze sobie radzisz i masz zdrowe podejście, ale to że ty potrafisz mieć dystans nie znaczy że inni też będą potrafili. Kazdy ma inną historię i inne uczucia, więc nie wiem w sumie co chcesz udowodnić. "Ja sobie radzę dobrze więc każdy inny też powinien" ?

Odpowiedzi (6)
Zobacz więcej komentarzy (5)

#xAfEr

Wczoraj obchodziłam urodziny, skończyłam 17 lat. Mój chłopak podarował mi w prezencie… zestaw kremów przeciwzmarszczkowych 30+.

Zastanawiam się, czy problem tkwi w mojej twarzy czy może w jego mózgu.
jankostanko33 Odpowiedz

Są faceci, dla których wszystkie babskie kosmetyki to jedna wielka czarna magia. Może Twój chłopak do nich należy.

Odpowiedzi (1)
Serwatka31 Odpowiedz

Stawiam, że po prostu chciał Ci kupić kosmetyk, bo chciał pokazać, że o Ciebie dba, czy coś, a z braku wiedzy, co jest najbardziej uniwersalne, uznał, że pewnie rzeczy dające "wieczną" piękność.

Odpowiedzi (1)
Zobacz więcej komentarzy (20)

#H4GDs

Jak zniszczyłem nastolatce życie?


Pewna dziewczyna dokuczała mojej siostrze, przedział wiekowy dzieciaków z podwórka był od 8-12 lat. Jedna osoba uwzięła się na moją siostrę. Non stop dogadywania, śmiania się za plecami, wytykanie każdego błędu.

Młoda przychodziła do domu z płaczem i nie chciała wychodzić na podwórko, bała się. Byłem wściekły, że takie rzeczy się dzieją pod moim nosem. Rozmowy z matką dziewczyny nie dawały kompletnie nic, pogarszały sprawę. Jako starszy brat przez 2 miesiące cały czas podsuwałem dzieciakom różne informacje.


Teraz po 2 latach, ta sama dziewczyna nie wychodzi już na dwór. Dosłownie nikt jej nie lubi, każdy się naśmiewa. Śmieją się z niej jak to latała za chłopakami, nazywają ją ladacznicą. Te dziecko widzę jedynie jak idzie do szkoły. Bardzo rzadko wychodzi na podwórko.


Szczerze Wam powiem, serce me cieszy się jak przechodzę koło grupek dzieci i ją obgadują. To piękne wyśmiewanie się z niej. Moja siostra można powiedzieć, że zapomniała o całym zajściu jakie kiedyś było. Lecz sam jakoś nie czuję kompletnie żalu, współczucia jakim jest teraz śmieciem dla swoich byłych kolegów, koleżanek. Ma tylko te swoje zaparchane koty. Ciekawi mnie wasza reakcja na wynik moich działań.
Anda Odpowiedz

Ale co ci kotki zrobiły :(

OtwieraczDoPuszek Odpowiedz

Miałem podobną sytuację z moją siostrą. Porozmawiałem z gówniarą, która ją dręczyła i trochę postraszyłem. I koniec tematu. Młoda wróciła do koleżanek które przestały być buntowane przez to małe zło a i ono (ona?) znalazło sobie inne zajęcie i uspokoiło się trochę. Czasem tylko widziałem jak za moimi plecami pokazywała mi dwa fucki paluszkami. A teraz? Nie wiem ale chyba ma się dobrze.

Zobacz więcej komentarzy (30)

#DC1YI

Byłam bita. Ręką, paskiem, wieszakiem, kablem. Za wszystko, za nic.
Boję się, że będę bić swoje dziecko.
Terapeuta mi powiedział "bicie nie jest dziedziczne". Mam nadzieję, że ma rację.
Anonimus85 Odpowiedz

Oczywiście że nie jest dziedziczne. To nie kwesta genetyki, ludzie stają się jak rodzice, bo przez lata dzieciństwa byli świadkami ich zachowań.

Rossitta Odpowiedz

Mój mąż też był bity, mamy dwójkę dzieci i nigdy ich nie uderzył. To siedzi w Twojej głowie i jest od Ciebie zależne. Będzie Cię to kosztowało dużo pracy nad sobą ale wierzę że dasz radę! Połowa sukcesu już osiągnięta bo wiesz czego się boisz i czego nie chcesz robić... POWODZENIA

Zobacz więcej komentarzy (4)

#evs1r

Rok 2018 miał być dla mnie przełomowy z oczywistego względu, czyli wypadających w nim 18-stych urodzin. Miałam plany, marzenia jak każdy z nas. Wycieczka klasowa, wymiana w Anglii, prawo jazdy, praca wakacyjna, wspaniały wypoczynek. Jednakże nikt nie przewidział, że chłoniak pokrzyżuje moje plany.

Absolutnie nikomu włącznie ze mną nie przyszło to do głowy. No bo gdzież ja? Okaz zdrowia, bardzo aktywna i pełna energii osoba. Zaczęło się bardzo niewinnie. Świąd skóry. Należy dodać, że bardzo uporczywy, przeszkadzający w codziennym funkcjonowaniu. Drapałam się praktycznie non stop, wydrapując rany. Pamiętam, że nie obchodziły mnie wtedy powstające rany, ale to, by choć na chwilę zaznać ulgi.

Czasami czułam się zmęczona, ale cały czas zwalałam to na szkołę, dużo nauki, siedzenie do późna. Chodziłam do różnych dermatologów, z których żaden nie potrafił mi pomóc. Pamiętam jeszcze, że były momenty, w których robiło mi się gorąco. Nie raz już w okresie zimowym, gdy na dworze mróz, otwierałam okno i wdychałam lodowate powietrze - pomagało na chwilę. Tak sobie żyłam zmagając się z tym wszystkim, martwiąc się, że żadne maści, leki, nawet sterydy nie pomagają.

Aż nadszedł ten dzień, w którym zaobserwowałam u siebie coś na kształt piłeczki tenisowej po prawej stronie, powyżej obojczyka. To zaniepokoiło mnie i moją mamę na tyle, że zamiast do szkoły, pojechałam do ośrodka zdrowia, a stamtąd do szpitala. Tam zrobiono mi badania, usg, rtg. Zostałam skierowana do kolejnego szpitala. Rodzice nie powiedzieli mi o co chodzi... Tylko, że potrzebne są dodatkowe badania. Jechałam karetką, nie będąc świadoma niczego. Gdy dojechaliśmy i trwała rejestracja, rzuciłam okiem na dokumenty i zobaczyłam napis ''nowotwór o nieokreślonym charakterze''.

Powiedziałam wtedy do mamy coś w stylu ''no cóż, oni to napisali'' - kompletnie nie dotarła do mnie powaga sytuacji. Dopiero gdy wchodząc na odział zobaczyłam napisy: ONKOLOGIA, HEMATOLOGIA, CHEMIOTERAPIA, coś zaczęło świtać, ale mój mózg nadal to wypierał, stwierdziłam że to na pewno pomyłka, że przysłali mnie tu po to by zrobić badania i upewnić się że jednak jestem zdrowa.

Na początku oddział wydał mi się okropnie duży. Pielęgniarka cały czas do mnie mówiła, pokazywała mi gdzie szafki, gdzie gabinet zabiegowy, a ja nie umiałam się ruszyć i patrzyłam na nią tępo. Później wszystko potoczyło się bardzo szybko. Biopsja, tomografie, trepan kości. Diagnoza chłoniak stopień II. Konieczna chemioterapia. To słowo zbiło mnie z nóg, od tamtej chwili znikły wszelkie wątpliwości. Szok, płacz, złość. Niedawno śmigałam na nartach, teraz leżę w szpitalu na onkologi.

Mój apel do wszystkich: BADAJCIE SIĘ. Nie myślcie, że to was nie dotyczy - ja też tak myślałam, uważałam się za osobę super zdrową, ze świetną kondycją. A jednak. Największym błędem jest nie badanie się w strachu przed wykryciem jakieś nieprawidłowości. Pamiętajcie, że czas ma znaczenie. Jeżeli was drodzy Anonimowi interesuje cała historia, dajcie znać w komentarzach. Dziękuję.
MothInFire Odpowiedz

Autorko dasz radę! Nowotwór to nie wyrok. Sama żyje z guzem w sercu. Moj dobry zanjomy jest po 2 chemiach- nowotwór płuca-i nie zamiarze się Poddac, ma 3 letniego syna. Ludzie często żyją z nowotworem dluuuugie lata
Grunt to się nie poddawać ;) trzymam kciuki i wierzę w Ciebie.

Igraszka Odpowiedz

Trzymam kciuki za powrót do zdrowia i dużo siły życzę 💗

Zobacz więcej komentarzy (18)

#JqvLH

Moja narzeczona przestała się do mnie odzywać z dnia na dzień, nagle. Przestała odpisywać na wiadomości i odbierać ode mnie telefony. Nie wiedziałem dlaczego, ale uznałem, że musiałem zrobić coś okropnego, skoro walnęła aż takiego focha i jest obrażona na śmierć.

Trwało to ponad tydzień, aż w końcu pojechałem do niej i stałem uparcie pod drzwiami, czekając aż otworzy. Minęły ze trzy godziny zanim w końcu powiedziała o co chodzi.

Zapomniałem o urodzinach jej psa.
majer Odpowiedz

Masz szczęście że cię nie uśpiła.

Odpowiedzi (1)
esen1a Odpowiedz

Sprawdź na zapas kiedy pies ma imieniny. Zaimponujesz jak tego dnia wyskoczysz z prezentem dodając, że pamiętałeś...

Odpowiedzi (1)
Zobacz więcej komentarzy (9)

#HDBev

Boję się ciemności.
Właściwie tego co mogę w ciemności zobaczyć. Jak byłam mała, to mama próbowała mnie oduczyć, wyganiając samą nocą na dwór. Nie pomogło.
Teraz jestem dorosła i nadal się boję. I nie mogę znieść jak narzeczony mi mówi "dorosły człowiek i ciemności się boi?"
tomozebycproblem Odpowiedz

Dziecko, które boi się ciemności wystawiać samo na dwór w nocy? Boże kochany, co to za metoda?

Odpowiedzi (3)
Conwalaria Odpowiedz

Też się boję ciemności i nie lubię oglądać horrorów. Mój mąż to akceptuje. Poszukaj czego się boi twój narzeczony i to wykpij, niech sam się poczuje tak jak ty.

Odpowiedzi (5)
Zobacz więcej komentarzy (7)
Dodaj anonimowe wyznanie