#KJzAT

Jako dziecko miałam bardzo ograniczaną telewizję. Rodzice mi praktycznie wcale nie pozwalali oglądać bajek i korzystać z komputera. Jak tylko jeździłam do dziadków, chciałam nadrobić wszystkie możliwe bajki, bo oni mi na to pozwalali. Dziadek próbował coś do mnie mówić, opowiadać historie z wojny. Chciał nawiązać kontakt. Strasznie mnie kochał. Nie byłam w stanie mu odpowiadać. Byłam tak zapatrzona w ekran telewizora, że nic nie słyszałam.

Dziadek umarł, gdy miałam 13 lat. Teraz mam 18 i oddałabym wszystko, żeby usłyszeć jeszcze raz choć jedną z jego historii.
kirkel Odpowiedz

Nie przejmuj się. Byłaś dzieckiem. To raczej logiczne, że wtedy bardziej interesowały cię bajki niż historie z czasów wojny. Dziadek chciał nawiązać kontakt, opowiedzieć ci coś o sobie, żebyś wspominała go pozytywnie jak odejdzie. Jesteś już dorosła, jego nie ma od kilku lat, a ty dalej za nim tęsknisz i doceniasz jego starania. Chyba mu się udało :)

wmw Odpowiedz

Tak to jest jak sie czegos dziecku bardzo i wciaz zabrania. Tzw. Zakazany owoc smakuje najlepiej. I predzej, czy pozniej dziecko znajdzie dojscie. Obsesyjnie bedzie dazyc, by osiagnac cel. Kradzieze, ignorancja wszystkiego dookoła-jak tu, pozniej zerwane ze smyczy nke ma hamulcow. Nie wie kiedy przestać i gdzie sa granice.

Odpowiedzi (1)
Zobacz więcej komentarzy (3)

#ZH243

Mam 37 lat. Kiedy miałam 7, moja siostra, która miała wtedy 16 lat, urodziła dziecko. Po wyjściu ze szpitala przyjechała z małym do domu. Ja ciesząc się strasznie na widok małego brzdąca prosiłam, żeby dała mi go na ręce i stało się... upadł mi na kafelki. Zabiłam własnego siostrzeńca. Uznane jako nieszczęśliwy wypadek..

Każdy we wsi współczuł mojej siostrze, a ja byłam morderczynią. Nie miałam znajomych, w szkole nikt ze mną nie rozmawiał, w sklepie udawali, że mnie nie widzą, to był ciężki dla mnie czas, a ja tylko chciałam wziąć na ręce tego szkraba...

30 lat minęło, mam swoje dziecko, którego nikt poza mną i mężem nie może brać na ręce. Moja siostra też sobie ułożyła życie, ma męża i syna, ale najgorsze jest to, że kilka dni temu dowiedziałam się, że to nie był nieszczęśliwy wypadek! Moja siostra celowo podała mi małego tak, żeby wyślizgnął mi się z rąk. Przyznała mi się do tego po pijaku i śmiała się z tego, że dzięki mnie mogła dalej uganiać się za chłopcami we wsi i niczego nie żałuje.

Całe życie byłam dla wszystkich morderczynią. Matka prawie w ogóle ze mną nie rozmawiała, rodzina nie przyjeżdżała, nawet ksiądz nie przychodził do nas...
Uciekłam z tej wsi jak skończyłam 18 lat i jakoś zaczęłam żyć, poszłam do pracy, poznałam męża i nikt poza nim nie znał mojej przeszłości, a teraz okazało się, że ja wcale nic nie zrobiłam.
kirkel Odpowiedz

Dorośli rodzice w domu, siostra raczej też w wieku rozumnym, a ludzie odpowiedzialnością obarczają 7-letnie dziecko, które w tej sytuacji nigdy nie powinno się znaleźć bez kontroli. Współczuję rodziny z ujemnym iq.

ChocolateLover Odpowiedz

Boże. Mam nadzieję że to jest zmyślona historia.

Odpowiedzi (6)
Zobacz więcej komentarzy (9)

#bluBi

Będzie o tym, że nie tylko pies może być stróżem ;).

Dwa lata temu dostałam kocie dziecię, zwykły, bury, pręgowany dachowiec. Stefek, bo tak dałam mu na imię, jest raczej typem ignoranta, chyba że jest głodny; czasem włącza mu się tryb pieszczocha i wtedy wskakuje na kolana i "masuje" po kociemu. Uwielbiam go, ale nie jest to typ kota, który szczególnie potrzebuje ludzkiego towarzystwa.

Pewnego dnia wpadł do mnie mój chłopak, Stefek wygrzewał się na parapecie w moim pokoju. Mój luby lubi się ze mną wygłupiać, rzucił się na mnie i zaczął łaskotać. Jestem na to strasznie wrażliwa, więc zaczęłam krzyczeć i piszczeć, żeby przestał. Nagle Stefek rzucił się na chłopaka, wbił zęby i pazury w jego łydkę, wydając przy tym niskie dźwięki. Po krótkiej szamotaninie kot uciekł, a ukochany zwijał się z bólu.

Kto został zraniony przez kota ten wie, jak to boli i jak ciężko się goi... Od tamtej pory luby i kot nie przepadają za sobą, ale ja kocham ich oboje i jestem zachwycona, że mam zwierzęcego obrońcę.
majer Odpowiedz

Chyba użyłaś słowo "ignorant" w złym kontekście.

Odpowiedzi (5)
Ookami Odpowiedz

Ok, dobra, to ja mam pomysł na wyznanie, powiecie mi czy dostanę tysiąc plusów i główną? Historia prawdziwa, tak to leci:
"Będzie o łamaniu stereotypu że to koty uciekają przed psami.
Niedawno byłam z psem na spacerze. Na naszej drodze stanął jakiś dachowiec. Mój pies stanął, spojrzał na kota. Ten zasyczał, cały się zjeżył. Jakież było moje zdziwienie gdy pies, ponad trzydziestokilowy mieszaniec pisnął i schował się za mną! Od tamtej pory unikam kotów a psa kocham chociaż jest tchórzliwy".

A na poważnie, weźcie sobie darujcie takie "wyznania" bo to zwierzęca wersja "Dzisiaj mój synek powiedział że ładnie prycham. Jestem najszczęśliwszą mamą na świecie, kocham mojego bombelka".

Odpowiedzi (3)
Zobacz więcej komentarzy (1)

#vzvg5

W wieku pięciu, może sześciu lat, pojechałam z tatą do hodowli po kotka, bo jak to dziecko, uparłam się i tyle. Jednak moje podekscytowanie nie trwało długo. Pewnego dnia obiło mi się o uszy, że ktoś "został skazany za handel żywym towarem''. Zaniepokojona tym faktem spytałam taty, czy za kotka musiał zapłacić. Odpowiedział, że tak...

I tym oto sposobem do 10 roku życia byłam przekonana, że nasza rodzina jest czymś w rodzaju grupy przestępczej, która handluje żywym towarem.
Ookami Odpowiedz

Dobra, temat "jak byłem dzieckiem to myślałem, że" był już wałkowany setki razy. To ja się wypowiem w innym temacie, kupowanie dziecku zwierzęcia bo dzieciak o niego jojczy jest nieodpowiedzialne.

Odpowiedzi (7)
Zobacz więcej komentarzy (2)

#QWHpv

Niedzielny wieczór, chłopak mówi mi o filmie dokumentalnym "Tylko nie mów nikomu" - pomyślałam sobie, że w sumie może go puścić, niech sobie leci w tle. Wtedy jeszcze nie wiedziałam dokładnie o czym to jest.

Już od pierwszych minut filmu reżyser wprowadza nas w dosyć ciężki temat, kobieta już dorosła molestowana przez księdza. Już wtedy słysząc i oglądając wypowiedź pedofila zaczynam mieć mord w oczach, mój chłopak widzi to i pyta co jest, odpowiadam, że jest OK... Nie jest. Oglądam cały film wciągając go jak gąbka, dopiero po zakończeniu dokumentu zdaję sobie sprawę, że cały czas miałam zaciśniętą szczękę, tak że mnie boli, brzuch boli od napięcia, a w gardle mam kulę, której nie mogę przełknąć. Odezwały się stare wspomnienia, które już dawno wyrzuciłam z pamięci. Czy byłam ofiarą? Można tak powiedzieć. Doznałam molestowania od bardzo, bardzo bliskiej osoby. Czy ktoś wie? Cóż, wie, ale wtedy nie wierzyła chyba sama... Bo usłyszałam wtedy "to nie pozwól mu na to".

Miałam wtedy 13 lat, niedużo, niemało. Ale zdecydowanie wtedy nie wiedziałam co on mi robi, nie wiedziałam co miałam robić, mogłam przerwać, ale nie potrafiłam, jedyne co słyszałam plątanina myśli w mojej głowie. Gdzie byli rodzice? Tata za granicą, a mama mieszkała z nowym facetem. Byłam zostawiona sama sobie z nim, bo to on miał mną się opiekować. Nie trwało to długo, były to 2-3 razy, nie pamiętam dobrze. Teraz mam 23 lata i nie ma to wpływu na moje życie, zapomniałam, aż do tego teraz.


Po filmie rozryczałam się jak dziecko, nie czułam żalu, smutku nie czułam nic, po prostu łzy leciały i leciały... Nie mam co porównać swoich doświadczeń do ludzi, którzy zostają przedstawieni w filmie, oni byli gwałceni, molestowani miesiącami, latami. Więc czemu płaczę i piszę to wyznanie w nocy obok śpiącego obok mojego chłopaka, powstrzymując łzy i próbując ukryć przyspieszonych oddech i gile z nosa? Chcę mu powiedzieć, chcę, żeby mnie przytulił i powiedział "wszystko będzie dobrze", ale czemu nie mogę? Mam tę magiczną blokadę w głowie, która nie pozwala mi o tym powiedzieć.
Czy tak się właśnie czują ofiary? Pomimo iż każdą cząstką siebie chcesz powiedzieć prawdę, ty po prostu nie możesz powiedzieć nikomu co się stało, nie możesz.
Płaczę nie przez to ,co mi się stało, płaczę za tych ludzi, których zobaczyłam, za mężczyznę, który wpędził się w anoreksję, bo rodzice wysyłali go do jego oprawcy pomimo iż powiedział im, co mu robi, za mężczyznę, który jeździł na wycieczki z księdzem, a ten godził się na to (jego rodzice zresztą też), bo ksiądz zagroził, że jeśli się nie zgodzi, to weźmie się za jego młodszego brata... Boże, co ci ludzie musieli przecierpieć, jaką traumę przeżyć!

Łzy lecą same, lecą same, bo.potrafię chociaż w ułamku wyobrazić sobie ich ból... uwierzcie mi, ten ułamek jest cierpieniem nie do opisania... A co z resztą?
Słuchajmy się nawzajem, proszę... słuchajcie swoich dzieci, błagam was....
Angel12345 Odpowiedz

Sama przeszłam próbę gwałtu w wieku 13 lat. Powiedziałam o tym pani pedagog, bo się kapła że coś ze mną nie tak. Pedagog wezwała madke (bo mamą nie jest) i kazała zgłaszać na policję. A madka że nie bo co ludzie powiedzą. A jak koleś po wszystkim i tak jeszcze do nas zaglądał to madka herbatki, kawki i ciasto dla niego a do mnie z pretensjami bo nie rozmawiam z nim. Tyle że ja w wieku 13 lat wiedziałam co się może za chwilę wydarzyć i wyrwałam się mu i uciekłam.

Odpowiedzi (1)
sinusoidazemniejest Odpowiedz

Zgadzam się z przedmówcami, a poza tym - nie można było powiedzieć /wyłączyć po pierwszej scenie? Nie można spróbować pogadać po filmie? Szczerość może Cie wyzwolić i pomóc Twojemu chłopakowi zrozumieć sytuację, jakoś Cię wesprzeć...

Odpowiedzi (1)
Zobacz więcej komentarzy (9)

#nM4Nj

Jeszcze kilka miesięcy temu nie wierzyłam w takie rzeczy. Sama jestem chwilami zdziwiona, że traktuję to poważnie.

Pracuje ze mną bardzo nieprzyjemna baba (nazwijmy ją Ewelina). Obgaduje, knuje, kłamie, robi wszystko co się da byle się wybielić i przy okazji komuś zaszkodzić. Pracuje w tym samym miejscu od dziesięciu lat, a ogarnia mniej niż niejeden nowy. Przed przełożonymi oczywiście zgrywa najmądrzejszą, która wszystkich musi wszystkiego uczyć.

Koleżanka z pracy poszła do kosmetyczki na manicure hybrydowy. Ewelina następnego dnia słodziutkim głosikiem wychwaliła paznokcie koleżanki. Minęły 2-3 dni i było po manicure. Odpadł. Sam z siebie.

Miesiąc temu skorzystałam z zabiegu keratynowego prostowania włosów. Włosy po takim zabiegu mogą być proste nawet do pół roku. Na początku rzeczywiście było WOW. Później widziałam się w pracy z Eweliną. Oczywiście dosłownie piała z zachwytu nad efektem. No i cóż... Zaczęło się od kołtunów. Teraz włosy znowu zaczynają być puszyste i falowane (robiłam wszystko zgodnie z zaleceniami fryzjerki, do tego przekopałam internet, żeby się upewnić, czy na pewno dbam o włosy we właściwy sposób.)

Zauważyłam, że Ewelina często mówi do siebie pod nosem, coś mamrocze... Do tego bez przerwy zawieszają jej się komputery.

Kiedyś śmiałam się z zabobonów, a sama zaczęłam nosić w pracy bransoletkę z czerwoną wstążeczką. I mam nadzieję, że to pomoże.
Xanx Odpowiedz

Rzuć w nią czosnkiem.

Odpowiedzi (2)
niebieskiatrament Odpowiedz

W sensie, że myślisz, że ona jest wiedźmą i rzuca na Was uroki?
To jak babka ma już taką wprawę to wstążeczki nie pomogą. Od razu egzorcyzmy zrób.

Zobacz więcej komentarzy (8)

#7GRzx

To, że życie nie jest sprawiedliwe, wiemy od dawna, przecież to oczywiste. Ale żeby aż tak? Cofnę się odrobinę w czasie...

Uciekając od chorej atmosfery w domu spowodowanej alkoholem i prochami, zostawiam wszystko. Mam niecałą stówkę w portfelu, uciekam do chłopaka. Na drugi koniec kraju, bo ten tam mieszka. Mam zaledwie 17 lat. Jednak nikt mnie nie szuka - ot, byłam zbędna. Dla mnie lepiej.
Niewiele później podejmuję pracę, na ćwierć etatu, ciężko tu o pracę. Chłopak pracuje na pół etatu. Niedługo potem mi się oświadcza. Planujemy ślub na lipiec 2019.

Rok później umiera jego Mama po ciężkiej chorobie, a w marcu tego roku także Tata. Cudowni ludzie, serce by innym oddali, lecz nie dorobili się właściwie niczego. Większość zarabianych pieniędzy szła na życie, wynajem mieszkania i naukę syna.

Nie zostawili mu nic, a umowa najmu mieszkania kończy się. Nie zostanie przedłużona, właściciel sprzedaje mieszkanie.
A my niestety nie mamy żadnych oszczędności, by móc pokryć koszty kaucji za inne mieszkanie, a te bez kaucji niestety wychodzą zbyt drogo w skali miesiąca. Mimo wszelkich starań i prac dorywczych wciąż brakuje nam 820 zł...

Dziś mam urodziny. Nie marzę o prezentach, imprezie czy alkoholu. Martwię się co będzie w środę, gdy będziemy musieli opuścić mieszkanie, czy będziemy mieli dokąd pójść. Mimo że oszczędzamy na czym się da, jemy od miesiąca makaron/ryż z sosem z paczki, ja chodzę w podartych biustonoszach, a on bez skarpetek, to i tak nam brakuje. Boję się, co będzie, gdy zostaniemy bez mieszkania. Boję się, czy damy radę...
niebieskiatrament Odpowiedz

17 lat - jeszcze obowiązek szkolny. Nikt Nie zgłosił zaginięcia?

Odpowiedzi (2)
tewu Odpowiedz

Nie możecie się postarać o rentę? Po śmierci rodziców Twojemu chłopakowi powinna przysługiwać...

Odpowiedzi (2)
Zobacz więcej komentarzy (10)

#5ggU5

Mojemu koledze urodził się jakiś czas temu syn, aktualnie wiek 5 lat. Aby być dokładniejszym, to jest to syn tylko z nazwy, większość znajomych uważa, że to antychryst, belzebub, kur.ie wcielone, istny szatan, albo jak kto woli, dziecko wychowane kompletnie bezstresowo.
Oficjalna wersja rodziny mówi, że Olafek, tak nazwijmy ten pomiot szatana, jest dzieckiem bardzo energicznym i dynamicznym, pewnie dlatego nikt z rodziny nie daje mu głośnych zabawek. Nic co strzela, gwiżdże, stuka, puka albo wydaje samo z siebie dźwięki nie może być prezentem dla Olafka, bo inaczej jest tragedia. Przed dzieciakiem uciekają też wszystkie okoliczne zwierzęta, a właściciele domów zabezpieczyli dzwonki do posesji.

Jakiś czas temu wpadłem na szatański pomysł i kupiłem 200 gwizdków. Każdorazowo gdy idę do kolegi w odwiedziny, staram się mieć przy sobie kilka i lokować je w różnych miejscach. Maksymalnie po 10 i wciskam je pod kanapę, fotel, w ogrodzie, tak aby Olafek je znajdował pojedynczo.

Ostatnio dowiedziałem się, że kolega i jego żona źle sypiają, bo młody co rusz znajduje te niespodzianki i używa ich zgodnie z przeznaczeniem, ale najczęściej w środku nocy :D Znajomi przeszukali już kilka razy dom i nadal nie wiedzą skąd ten gnojek je bierze. Odkryłem też, że kończy mi się już zapas gwizdków i teraz moje pytanie. Czy będę bardzo złym człowiekiem, gdy zamówię jeszcze 200, czy dać już sobie spokój?

Lubię kolegę i jego żonę, ale naprawdę rozpuścili dzieciaka jak dziadowski bicz. Uważam, że powinni iść do specjalisty, który nauczy ich prawidłowego wychowywania dzieci. Wszelkie próby krytyki zachowania Olafka są przyjmowane gorzej niż atak na pedofili w K.K., więc próby negocjacji są już dawno temu za mną.
PlemnikZabojca Odpowiedz

A te gwizdki to w czym mają pomóc? Przez nie Olafek będzie jeszcze bardziej rozpuszczony a rodzice znerwicowani. Taki był plan? Swoją drogą nie szkoda ci kasy na te pierdoły?

Odpowiedzi (5)
Stephenking Odpowiedz

Tak w sumie co Ci do tego czy jest grzeczny czy nie? Twoje dziecko? Mi by było szkoda energii na przejmowanie się cudzym dzieckiem :p

Odpowiedzi (6)
Zobacz więcej komentarzy (17)

#qPrKt

Jadę sobie w niedzielę do R. 1,5 h w pociągu. Niby fajnie. Nowy skład, klima, cichutko jedzie. Jest tylko mały problem. Bombelki z mamusiami. Trzy pary, chyba jakieś koleżanki na wypadzie weekendowym z dziećmi (4-6 lat). Młode drą ryja, biegają po pociągu (trochu niebezpieczne - ale to ich sprawa).

No OK,  słuchawki na uszy i coś tam na YT sobie oglądam. W pewnym momencie jednemu z mini-potworów coś się nie spodobało, chyba matka mu czegoś dać nie chciała. No to zapuścił syrenę, drze ryja na całego, a madka posłuszna nowoczesnym metodom wychowania nie próbuje nawet go uspokoić, przetłumaczyć. Nie, idzie na przeczekanie, morda w komórkę i coś se klika. Bo przecież kilkulatek przemyśli własne postępowanie, dojdzie do właściwych wniosków i się zreflektuje. Prawda? Nie, przez 15 min darł ryja na cały regulator, po 10 min dwa pozostałe młode do niego dołączyły we wrzasku. Bo przecież nie będzie się biedak sam męczył. Nawet puszony na cały regulator Sabaton nie daje rady tego zagłuszyć.

Ludzie mają już dość, niektórzy idą do innego wagonu, mimo że miejsc siedzących tam brak. Mamusie mają wszystko w doopie. A zwrócić uwagę nie ma jak, bo po pierwsze madki-polki to stworzenia nietykalne i człowiek by oberwał za to, że się matek z dziećmi czepia, a po drugie widząc jak laski miały na wszystko wyje..ne, to usłyszałby co najwyżej "Nic się nie da zrobić, niech się wywrzeszczy". No i tak jechały na cały regulator młode przez 20 min (pierwszy przez 15, dwa pozostałe jeszcze 5 min dały radę). Że się uspokoiły, bo zrozumiały własne niewłaściwe zachowanie? Nie, po prostu opadły z sił.

Ja jestem za tym, żeby w pociągach zrobić osobny przedział/wagon dla rodzin z dziećmi - ja rozumiem, że dziecko to nie dorosły, czasem ma swoje odpały i coś narozrabia, odwali. Ale czemu ja, skoro to nie ja to dziecko zrobiłem, muszę za to cierpieć? Niech siedzą sobie we własnym, dźwiękoszczelnym przedziale i tam niech sobie robią co tylko chcą.
TaehyungLoveYourself Odpowiedz

Ogólnie świetny pomysł. Jest nawet tzw "strefa ciszy"
Można sobie usiąść i mieć święty spokój bo ja np również nie cierpię słuchać tych wrzasków
Ale wiesz co? Madki z dziećmi idą sobie do tej strefy i mają tak wylane, jak w Twoim wyznaniu

Odpowiedzi (3)
00n Odpowiedz

Współczuję, ja mam tego pecha, że zawsze gdy lecę samolotem wokół mnie są dzieci i rodzice, ktorzy w ogóle sie nimi nie zajmują. Dziecko płacze? Niech wyje. Starsze biegające po całym samolocie, wchodzące na miejsca innych osób, kopiące siedzenia, wchodzące innym ludziom na kolana, itp. To jest straszne, a zwrócenie uwagi nic nie daje.

Odpowiedzi (1)
Zobacz więcej komentarzy (15)
Dodaj anonimowe wyznanie