#JsZn1

Mam 30 lat, jestem żoną i matką. Anonimowe jest to, co robię w swoim wolnym czasie. Znacie grę League of Legends? No więc tak.. Kiedy mąż ma nockę, a dziecko już zostaje położone do łóżka, to ja sobie siadam przy biureczku i odpalam LOL-a. Stara baba ze mnie, ale ta gra wywołuje u mnie takie emocje, że jak ktoś z mojej drużyny źle zagra, to zaczynam go wyzywać od nobów.

Mąż nie wie, wiem tylko ja. Wiem, że to gra dla dzieci (ewentualnie młodych osób), ale nie mogę się powstrzymać, żeby w nią nie zagrać w wolnej chwili. Gorzej z tym, że wywołuje u mnie takie skrajne emocje, że nie panuję nad sobą.
oldhighhat Odpowiedz

mam 32 lata i w żadnym najmniejszym nawet aspekcie nie czuję się starą babą... może w takim razie powinnam? czyli już nie mogę grać w WoW'a ?:<

Zobacz więcej komentarzy (6)

#EA4DA

Mam 22 lata i jestem kompletnym życiowym nieudacznikiem. Nigdy nie potrafiłem rozmawiać z ludźmi. Przez cały okres edukacji byłem tym cichym dzieciakiem bez żadnych znajomych, klasowym wyrzutkiem, którego wszyscy traktowali jak powietrze, ewentualnie rzucając jakąś obelgą. Zawsze przy jakimkolwiek kontakcie z innym człowiekiem, zwłaszcza obcym, po prostu się blokowałem, nie byłem w stanie poprowadzić rozmowy, żeby nie wyjść na dziwaka. Absolutna przegrana w genetycznej loterii skutkująca cichym, nijakim głosem i ogólną brzydotą w żaden sposób nie poprawiała sytuacji. Oczywiście moje życie uczuciowe nigdy nie istniało, bo niby jak miałbym do dziewczyny zagadać, nigdy nawet nie trzymałem nikogo za rękę, nie wspominając nawet o czymś więcej.

Próbowałem iść ze sobą do psychologa, ale nie przynosiło to żadnych rezultatów, a jedynie frustrację, bo przy próbach nawiązania kontaktu, które zalecił psycholog, tylko się ośmieszałem i w zamian dostawałem zdegustowane spojrzenia, jakby ludzie nie dowierzali, że ktoś może być tak beznadziejny w podstawowe interakcje międzyludzkie. W konsekwencji tego przez całe życie towarzyszy mi obezwładniająca samotności i poczucie zagubienia w świecie, bo po prostu nie rozumiem zasad działania. Do tego wszystkiego przez epidemię i redukcję straciłem starą pracę, poszukiwanie nowej było dla mnie tak stresujące, że okupiłem je nawrotem nerwicy i bezsenności. Nową pracę z ledwością jestem w stanie pogodzić ze studiami, a podjęcie kolejnej w tak krótkim czasie i znalezienie się w nowych okolicznościach jest ponad moje siły.

Mam dosyć tego wszystkiego, mam dosyć siebie, że nie potrafię się odnaleźć w tak prozaicznych i oczywistych dla wszystkich innych sytuacjach. Nie chcę do końca życia być samotny, ale jednocześnie za bardzo boję się jakichkolwiek kontaktów z ludźmi.
I tak napisanie tego wyznania kosztowało mnie kilka godzin ciągłych zmian i poprawek tekstu i nerwów, ale jednak anonimowość trochę mi pomaga. Nie oczekuję niczego, po prostu próbuję robić jakieś małe kroczki w różnych kierunkach, żeby może pójść w przyszłości do przodu. Jeżeli ktoś przeczytał, to dziękuję za poświęcony czas.
Smutnabula Odpowiedz

Ale wiesz że nauka interakcji międzyludzkich jest po prostu trudna i pełna zawstydzających błędów? Problem w tym że bez tego nie da się nic nauczyć. Pomyśl o tym tak. Każdy człowiek popełnia błędy każdy ma na swoim koncie pełno towarzyskich wpadek. Każdy w którymś otoczeniu będzie uznawany za dziwaka. Czyli popełniając błędy nie jesteś gorszy od nikogo bo każdy je popełnia.
Im mniej będziesz okazywał zawstydzenie swoją wpadką tym mniej otoczenia zwróci na nią uwagę. Próbuj dalej i powodzenia.

Odpowiedzi (6)
miednica Odpowiedz

Po 1. szukaj znajomości wśród nieśmiałych, spokojnych osób, z którymi dzielisz hobby (grupki tematyczne na FB?). Będzie niezręcznie, bo oboje będziecie się bać zagadać, ale najprawdopodobniej rozmówca/rozmówczyni będzie pałać do ciebie sympatią i też chcieć kontaktu. Wystrzegaj się (przynajmniej na początku) dynamicznych, pewnych siebie, głośnych ekstrawertyków.
Po 2. rozważałeś może u siebie autyzm? Twoje wyznanie i komentarze to za mało, aby to stwierdzić, ale widzę póki co w tobie klona mnie i tak tylko rzucam pomysł, o...

Zobacz więcej komentarzy (3)

#oz8ju

Mam 46 lat, a wczoraj poczułem się jak nastolatek.
Kilka minut po dziesiątej rano czatowałem pod sklepem, żeby znaleźć jakiegoś miłego staruszka, który zgodzi się mi kupić fajki.
Na szczęście znalazłem, z wdzięczności zostawiłem mu całą resztę ;)
Ekoniks Odpowiedz

To niezły nałóg jak nie potrafisz wytrzymać 2 godzin bez fajek.

Odpowiedzi (4)
JoseLuisDiez Odpowiedz

Trzeba rzucić palenie, będziesz mieć jeden problem mniej.
Poza tym te godziny dla seniorów to bezsensowny pomysł. Może i miało by to sens, jakby seniorzy mogli robić zakupy tylko w tych godzinach, a pozostałych mają siedzieć w domach.

Odpowiedzi (2)
Zobacz więcej komentarzy (3)

#rQKu7

Kilka dni temu wybrałam się na miasto, aby pozałatwiać kilka spraw. Jak wiecie, okres pandemii i niektóre ograniczenia mocno dają w kość. Ważne w tej historii jest to, że od kilkunastu lat choruję na cukrzycę.

Z racji tego, że moje zapasy mocodajnego soku kurczyły się (a jest on niezbędny, gdy cukier we krwi mi spadnie, muszę się czymś słodkim podratować ;)), niestety nie zorientowałam się, że przy sobie nie mam nic innego, postanowiłam zawitać do sklepu spożywczego. Jak na złość, okazało się, że było kilka minut po 10, a co za tym idzie rozpoczęły się godziny dla seniorów.

Wchodzę do sklepu, wrogo nastawiona ekspedientka od wejścia zakomunikowała mi, że wybiła słynna godzina zero i nie mogę wejść na teren sklepu. Na nic zdały się tłumaczenia, że ten artykuł jest mi potrzebny. Po prostu nie i koniec.

Wyszłam stamtąd bardzo zdenerwowana. Ja rozumiem wszystko, ale to nie było moje widzimisię, po prostu potrzeba. Godziny dla seniorów są ważne, ale ludzkie zrozumienie do nagłej sytuacji, którego tu tak próżno szukać, jest chyba jakąś podstawą życia społecznego.
Nie stosuję tu żadnych apeli, może do prawodawców, chociaż i tak tego nie przeczytają, żeby zobaczyli z czym inne osoby chore muszą się mierzyć w obecnych czasach, gdzie zwykły człowiek innemu człowiekowi wilkiem, bo taki przepis i już.


PS. Nie zamartwiajcie się o mnie, ochroniarz w kolejnym sklepie po usłyszeniu prośby, z lekkim zawahaniem zgodził się mnie wpuścić, a przy kasie obserwował, czy biorę coś więcej. Po zapłaceniu przeze mnie rachunku podziękował mi za uczciwość i kupienie tylko i wyłącznie soku, ja jemu za postawę. Pozdrawiam Was wszystkich serdecznie, w szczególności Pana ochroniarza.
Trzymajcie się cieplutko i zdrowo, drodzy Anonimowi :)
ElizabethTheSecond Odpowiedz

Nie wiem czy zdajesz sobie sprawę z tego, że jeśli ekspedientka by Ci obsłużyła i weszłaby do sklepu kontrola to musiałaby zapłacić za to karę pieniężną?

Odpowiedzi (3)
Jestjakjest Odpowiedz

Może się zdarzyć, ale godzina to godzina. To tak jak zamknięty sklep i można sobie ustalić zakupy inaczej, nawet jak się jest chorym, a nie nazywać innych wilkami, bo się stosują do przepisów.

Zobacz więcej komentarzy (5)

#GrQsN

Mam 17 lat i chodzę do liceum. Od samego początku szkoły chciałem zostać lekarzem. Jednak po czytaniu wszystkich opowiadań, książek i słuchaniu różnych historii, wizja ta coraz mniej wydaje mi się świetna. Nasłuchałem się jak to ciężko jest na studiach medycznych, później praktyki i 15 godzinne staże. Wiem, że ta droga wymaga poświęceń, jednak nie jestem przekonany, czy faktycznie tego chcę. Pragnę czerpać z życia jak najwięcej. Boję się, że zmarnuję je na nieprzespane noce pełne nauki i ciągłe zmęczenie. Chciałbym przeżyć je jak najlepiej, może wyjazd za granicę, albo znaleźć coś, co sprawi, że będę szczęśliwy. Nie wiem, co o tym myśleć. Chciałbym poznać waszą opinię na ten temat.
Coolidge Odpowiedz

Lepszy lekarz z powołania i wątpliwościami, niż z przymusu i wiecznym fochem. A dobry lekarz nigdy nie głoduje.

Puszmar Odpowiedz

Z doświadczenia ci powiem że może nie upierala bym się że medycyna to najtrudniejsze studia ale napewno nie dla każdego. Ludzie też studiują z różnych pobudek. Fakt +/- 10 lat życia spędzasz na studiowaniu ale z drugiej strony będziesz żyć jakieś 80 lat z pracą w której napewno nie będziesz bezrobotny. Mając 30 parę lat i komfort braku strachu o zatrudnienie twoje życie się nie skończy. Jeżeli chodzi o życie osobiste i czas na to też zależy na jaką uczelnie trafisz. Z perspektywy kilku lat studiowania doradzila bym ci wysłuchanie się w siebie ale nie na zasadzie teraz przez 5 min. Ciągle dojrzewasz zmieniasz się na przestrzeni miesiecy czy kilku lat twoje podejście raczej napewno ulegnie zmianie, daj sb czas i rob to co uważasz za słuszne, nie rodzice czy społecznie dyktowany prestiż, wiadomo rady starszych są ok ale suma summarum to ty będziesz studiować nie oni. No i na koniec coz mowia ze jak skończysz medycyne to skończysz każde studia, powodzenia:)

Odpowiedzi (1)
Zobacz więcej komentarzy (12)

#9dQcD

Na początku proszę o brak hejtu, nie zamierzam nikomu narzucać swojego zdania, to wyznanie to tylko zbiór moich przemyśleń, które nurtowały mnie od dłuższego czasu.

Wiem, że wiele osób decyduje się na aborcję, żeby ulżyć cierpieniu niewinnych dzieci i rozumiem to. Tylko że chyba większość kobiet o ciąży dowiaduje się około ósmego tygodnia, a dziecko wtedy już przypomina człowieka (nawet grafika Google to pokazuje) i jest unerwione. Skoro tak, to raczej też będzie cierpiało podczas zabiegu. Kolejną sprawa jest taka, że niektórzy popierający nie wiedzą jak wygląda zabieg, a według mnie jest dość okrutny dla tej małej istotki. Metod jest sporo, ale np. ta polegająca na pocięciu (większego już) dziecka w macicy na kawałki i zmiażdżeniu główki, z której wypływa mózg jest według mnie przerażająca. Dlatego proszę was abyście zapoznali się z tym jak wygląda zabieg i wtedy dopiero wyrażali opinie, ale tak naprawdę zrobicie co chcecie.

Jest jeszcze sprawa ciąży z gwałtu. To okropna trauma dla kobiety i często okropne konsekwencje psychiczne, ale nie sądzę, aby było jeszcze konieczne uśmiercanie niewinnego dziecka.
Proszę pamiętajcie o tym, że to tylko moja opinia i nie chcę wam niczego narzucać, a jedynie skłonić do przemyśleń.
oldhighhat Odpowiedz

co za bzdury? obecnie aborcje wykonywane są chemicznie, poprzez wywołanie poronienia, i ewentualne łyżeczkowanie następuje po samoistnym wydaleniu płodu. nikt nie kroi dzieci żywcem na kawałki, powiedz jeszcze, że robi się to nożem do filetowania ryb. koniec świata, przez rozpowszechnianie takich bzdur mamy taki a nie inny stosunek w społeczeństwie do aborcji eugenicznej.

Odpowiedzi (16)
sloneczniki Odpowiedz

Rozumiem ,że lepszym sposobem na to żeby ulżyć cierpieniu dzieci z ciężkimi wadami wrodzonymi jest poczekanie aż będą miały calkowicie rozwinięty układ nerwowy i umrą samoistnie po porodzie np dusząc się . Beda mogły wtedy w pełni odczuć przyjemność z umierania ,nie tak jak te 8 tygodniowe. A co do ciąży z gwałtu,nie no ekstra pomysł,ja myślę,że trzeba ukarać dodatkowo tą zgwalconą kobiete,niech jeszcze urodzi dziecko gwalcicielowi. Trzeba się było nie dac gwalcic,co nie ? A tak serio , to wystarczy ,że zadzialamy szybko i skutecznie żeby rozwiązać problem na wczesnym etapie ,żeby nie daj Boże nie urazić uczuć osób,które w ogóle nie znają tej kobiety i tak poza tym mają ją gdzieś.

Odpowiedzi (6)
Zobacz więcej komentarzy (20)

#Esgel

Nie powiem pewnie nic odkrywczego, ale kij mnie strzela powoli.

Ostatnio nastała epoka siedzenia w domu, więc siłą rzeczy nadrabiam zaległości w kulturze popularnej. Wiedziałam już wcześniej, że serialowi giganci mają swoją politykę inkluzywności i odbielania kina.

Okej, nie mam nic przeciwko różnorodności wśród aktorów, ale grubymi nićmi szyty ideologiczny casting naprawdę kłuje w oczy. Niektóre castingowe wybory mają tyle samo sensu, co modelka plus size obsadzona w roli więźniarki obozu koncentracyjnego w ramach sprzeciwu wobec fat shamingu. Dlaczego nie napisać historii, w której taki aktor może zostać sensownie obsadzony, z szacunkiem dla niego jako osoby i dla jego umiejętności?

To samo z prawami kobiet. W każdym odcinku serialu musi się znaleźć przemowa dotycząca problemu nawet, jeśli do fabuły ma się jak wół do karety. Tyrady wklejane z podręcznego schowka na przemowy w losowym miejscu dialogu i wygłaszane przez aktorki z iście drewnianym zapałem wyglądają jak szyderstwo z tematu. Zamiast porozmawiać o nich mądrze, wykorzystać fabułę jako pretekst do zbudowania realistycznego problemu i pokazania, jak postaci dochodzą do praktycznych rozwiązań, autorzy raczą nas infantylnym przekazem, że samiec to wróg.

No i tak zwane "wątki". Oglądając film czy serial nigdy nie zakładałam, że wszystkie postaci na pewno są hetero, o ile nie zostanie powiedziane inaczej. Jeśli ktoś na ekranie nie ma żadnego romansu, to skąd widz ma wiedzieć cokolwiek o preferencjach tej postaci?
Popkultura ostatnich lat pokazuje jednak odmienny obraz. "Zwykłe" postaci najwyraźniej jednak są hetero, skoro każda osoba LGBT zostaje wyraźnie wskazana i określona. Nie ma niedopowiedzeń. I te postaci hetero mają swoje życiowe, wiarygodne problemy, a postaci realizujące ideologiczny obowiązek inkluzywności są chodzącymi stereotypami, a ich jedynym problemem jest bycie niehetero.

Serio, to wygląda tak, jakby za scenariusz i casting odpowiadali prawicowi fundamentaliści pragnący jak najbardziej ośmieszyć inkluzywność i pokazać ją jako narzucony z góry obowiązek odfajkowania propagandowej kwoty.

Niestety po kilku zderzeniach z rzeczywistością wiem już, że najprawdopodobniej to nie żaden spisek, a działania podejmowane w dobrej wierze przez ludzi niemających pojęcia, że to przynosi odwrotny skutek.
ElizabethTheSecond Odpowiedz

Może zacznij oglądać te dobre pozycje kultury popularnej, a nie Netflixowe produkcje politycznie poprawne pod każdym względem?

Corazwiecejpustki Odpowiedz

"modelka plus size obsadzona w roli więźniarki obozu koncetracyjnego" - to swietny pomysl. Powaznie. Przeciez tam trafiali ludzie wszystkich rozmiarow.
Co sie z nimi pozniej dzialo, no coz...

Odpowiedzi (7)
Zobacz więcej komentarzy (9)

#1kKz5

Jakiś czas temu pisałem o tym, że poznałem dziewczynę z pracy i zakochałem się w niej - jestem także żonaty od jakichś 20 lat.

Jak wspomniałem - przypadkowym zbiegiem okoliczności zakochaliśmy się w sobie - ja i ta dziewczyna, z którą pracuję. Mam ciut ponad 40 lat, żonę od około 20 lat i dzieci. Ona chłopaka, z którym wcześniej zaplanowała życie, już mają dom (kredycik), auto... tylko nie ma ślubu.
Wczoraj zerwaliśmy ze sobą - uznając, że tak będzie lepiej.

Cholernie mi źle. Ściska mnie w brzuchu i w dołku. Nie mogę przestać o niej myśleć. Będziemy widywać się w pracy udając, że nic się nie stało. Rozmawiamy na komunikatorze czasem i wiem, że oboje czujemy się podobnie lub tak samo źle.
Czuję, że po tylu latach małżeństwa (nieco z przymusu - była wpadka) odnalazłem w końcu tę jedyną, a teraz muszę ją zostawić i nie mogę sobie z tym poradzić.
czteryporyiseler Odpowiedz

Głowa siwieje, fiutek szaleje....

Odpowiedzi (2)
abcdexyz Odpowiedz

kryzys wieku średniego a nie "ta jedyna"

Odpowiedzi (3)
Zobacz więcej komentarzy (7)

#rJCOw

Siedzę sobie w domu, pod dachem, leje jak z cebra. Na jednym monitorze mam odpaloną swoją ulubioną grę, na drugim leci moja ulubiona muzyka, wszystkie kontakty mam poblokowane. Otwieram 5 piwo, zwaliłem koniucha czy może być jeszcze lepiej?
Coolidge Odpowiedz

Może. Mogą ci wyłączyć prąd i nie będziesz pisał wyznań.

Odpowiedzi (2)
Waniliowabeza Odpowiedz

Oczywiscie, ze moze byc lepiej!
Grasz w gre z zajebista laska, sluchacie zajebistej muzyki, pijecie zajebiste piwo a potem uprawiacie zajebisty seks.
Esencja zajebistosci

Odpowiedzi (6)
Zobacz więcej komentarzy (6)

#FWH8O

Patrząc przez ostatnie kilka dni na zamieszki, które zwolennicy aborcji robią w całej Polsce, nasunęło mi się kilka przemyśleń.



Po pierwsze, gdybym zapytała większości tych osób, czy dziecko w moim brzuchu jest osobnym człowiekiem czy płodem będącym integralną częścią mnie dopóki się nie urodzi, z pewnością wielu z nich odpowiedziałoby, że to ta druga opcja. Ale gdybym tych samych ludzi zapytała, czy mam prawo do tego aby wybrać gdzie wspomniany "płód" przyjdzie na świat, zareagowaliby oburzeniem na to, że chcę urodzić swoje dziecko w domu. Posypałyby się z pewnością komentarze, czy chcę zrobić krzywdę swojemu nienarodzonemu dziecku, że jestem nieodpowiedzialna itp. Ludzie, zastanówcie się, czy wasze poglądy są spójne ze sobą.
Czyli mam prawo decydować o tym czy dziecko w moim brzuchu może żyć czy ma umrzeć? Bo to mój wybór i moje ciało, a nie mam prawa decydować, gdzie "płód" przyjdzie na świat?
Mam prawo usunąć z mojego łona niewinną małą istotkę, bo nie ma dla niej miejsca w moim ciele, a nie mam prawa decydować, kto będzie za przeproszeniem oglądał i dotykał mnie podczas porodu.
Jak o tym pomyślę, o opiniach innych ludzi na ten temat, którzy myślą sobie, że wykształcenie medyczne daje im prawo do decydowania o moim ciele, nóż mi się otwiera w kieszeni, a na usta cisną się słowa, których nie przystoi tu wypowiadać.

DO CHOLERY JASNEJ, TO MOJE CIAŁO I MÓJ WYBÓR!!! JA MAM PEŁNE PRAWO DECYDOWAĆ KTO BĘDZIE MNIE DOTYKAŁ. ALE NIE MAM PRAWA ODBIERAĆ ŻYCIA NIEWINNEJ ISTOCIE TYLKO DLATEGO, ŻE NIE MA SIŁY ANI MOŻLIWOŚCI SIĘ OBRONIĆ!!!!
Ostrzenozeinozyczki Odpowiedz

Nie lubię mieszać się w takie tematy, ale powiem Ci co sam sądzę na ten temat.
Zawsze byłem przeciwny aborcji, myśląc tak jak Ty. Wkurza mnie podejście kobiet, które traktują aborcję jako metodę antykoncepcji, ewentualnie jako awaryjne wyjście z sytuacji, kiedy im się "odwidzi".
Z drugiej strony zbyt wiele dzieci żyje w domach dziecka, albo rodzinach które ich w ogóle nie kochają, kształtując kolejnych zranionych i dysfunkcyjnych ludzi. Na takie tematy nie ma jednoznacznej, "dobrej" odpowiedzi. Sam doszedłem do wniosku, że jeżeli kobieta nie chce tego dziecka, to lepiej dla niego żeby nie przychodziło na ten świat, jeśli i tak ma być niechciane. Jest mi przykro w tym momencie kiedy piszę te słowa, ale taka jest smutna prawda.
Następny przykład. Jeżeli rodzice dowiadują się przy badaniach prenatalnych, że ich dziecko urodzi się do tego stopnia chore, że nie będzie miało szansy na normalne życie ani szczęście, może nawet nie będzie w pełni świadome tego, że żyje siedząc przykutym do wózka, lub w ogóle nie ma szans na przeżycie zaraz po porodzie, to też uważam, że nie ma sensu sprowadzać go na ten świat. To ciężka i przykra decyzja, jednak w moim mniemaniu jedyna słuszna.
Kolejny przykład. Gwałt.
Co musi mieć w głowie kobieta, którą jakiś zwyrol zgwałcił, a później patrzy na swój rosnący brzuch ? Nawet nie chcę o tym pisać.
Aborcja jest ciężkim wyborem. Jednak w niektórych przypadkach jedynym słusznym.
Znasz takie pojęcie jak "cios łaski" ?

Odpowiedzi (8)
Expatt Odpowiedz

Przepraszam ale o co chodzi? Przecież są porody domowe? To jest względnie popularne, zwłaszcza na zachodzie - i nawet aż tak nie ryzykowne, jeśli masz przy sobie doświadczoną akuszerkę. Chyba, że masz na myśli sytuację, w której Ty bardzo chcesz rodzić w domu, ale lekarz się nie zgadza z uwagi na powikłania w ciąży.

Natomiast nawet w takim przypadku nie rozumiem Twojego argumentu. Aborcji dokonuje się w bardzo wczesnych etapach ciąży, na płodach, które nie są w stanie samodzielnie egzystować poza ciałem matki. Kiedy zaś mówimy o porodach, to płód z definicji jest już na tyle rozwinięty, że może samodzielnie (albo nawet w inkubatorze) żyć poza ciałem matki - to jest kluczowa różnica i nikt (może poza Chinami) nie postuluje o prawo do aborcji w tak późnym stadium?

Odpowiedzi (4)
Zobacz więcej komentarzy (20)
Dodaj anonimowe wyznanie