#P3o6A

Na pewnej aplikacji poznałem pewną dziewczynę. Pisaliśmy kilka tygodni. Umówiliśmy się na randkę. Kwiaty, restauracja. Było cudownie. Czułem się, jakbym wygrał główną nagrodę. Rozmowa bardzo miła. Co chwilę moja randka śmiała się tym swoim pięknym uśmiechem. Jej spojrzenie... Powiedziałem jej, że pierwszy raz tak się czuję, jakbym ją znał całe życie, że nigdy czegoś takiego nie doświadczyłem. Jej mina zrzedła. Spojrzała na mnie ze wściekłością w oczach i zaczęła wrzeszczeć na całą restaurację. „Jesteś narcyzem, manipulatorem, toksyczną męską świnią, chodzącym red flagiem” itd., poleciało wiele epitetów... Na końcu oblała mnie kieliszkiem wina i wyszła. Zapłaciłem. Wyszedłem. 
Napisałem do niej po kilku dniach, co się stało, dlaczego tak zareagowała. Jej odpowiedź mnie rozwaliła: „Oglądałam ostatnio wywiad z Dodą i powiedziała, że jak ktoś używa takich słów, to jest taką osobą”.

Ja pier...

#ddENm

Po 5 latach zerwał ze mną chłopak.
Zerwał, bo mnie nie kochał, a raczej twierdził, że nie wie, czy jeszcze mnie kocha i myśli, że tak będzie lepiej, bo widział, w jaką rozpacz ja wpadałam, próbując to ratować.
Nie mogę jeść, nie mogę spać, nie mogę sobie znaleźć nowego mieszkania, więc jestem u rodziców, gdzie są nasze zdjęcia, których nie umiem ściągnąć ze ściany.

Co w tym niezwykłego? Ano to, że bardziej niż za nim samym, tęsknię za wieloma rzeczami wokół. Za jego przyjaciółmi, na których mogłam zawsze liczyć, dopóki byliśmy razem. Za jego rodziną, którą kochałam czasem bardziej niż swoją. Za ciepłem, bliskością.
Nie wiem, co ze sobą zrobić, a w tych czasach ciężko znaleźć nawet nowych znajomych – na grupkach na fb widzę, że są sami przegrywy albo dzieciaki, na zajęcia po pracy nie mam czasu, a szukanie znajomych czy drugiej połówki w klubie czy na Tinderze nie ma dla mnie sensu…

#lb3O8

Od kilku lat jestem w małżeństwie, mam ładną, inteligentną, zgrabną żonę. Teoretycznie wszystko super... Tylko seks, ten nieszczęsny seks... Zawsze miałem bardzo duże potrzeby, z moimi byłymi partnerkami robiłem to nawet po trzy razy na dzień. Rozstawaliśmy się głównie dlatego, że oprócz seksu nie widziałem z nimi przyszłości, nie potrafiłem im w pełni zaufać itd. Problem polega na tym, że kompletnie nie czuję pociągu do mojej żony, żeby do czegokolwiek doszło, muszę mocno pracować wyobraźnią, przez to jest bardzo słabo, do tego robimy to raz na dwa tygodnie i jestem totalnie załamany. W dodatku ciężko nam rozmawiać o seksie przez „zazdrość wsteczną”, chodzę już coraz bardziej nerwowy i sfrustrowany. Do tego mam wrażenie, że wszystkie kobiety wokół mnie pociągają, tylko nie moja druga połówka :(

#jVxS6

Mam 13 lat i bardzo podoba mi się 25-letni mężczyzna i mam ciągle o nim brudne myśli. Niby wiem, że w tym wieku się już zaczyna myśleć o takich rzeczach, ale czasem się czuję, że robię coś złego... Bo ciągle wyobrażam sobie stosunki, a najczęściej oralne, takie, że ja mu no... nawet mi się to kiedyś śniło. Ja wiem, że robienie tego w tym wieku, a zwłaszcza z kimś TYLE STARSZYM jest nielegalne i nie chcę jeszcze uprawiać, ale ciągle mam te myśli i się martwię. Pomoże mi ktoś? 

PS On mnie prawie nie zna i nie jest chory psychicznie, więc nie daje mi żadnych podstaw do takich myśli!! Chyba po prostu jestem zboczona :(

#NbhyR

Nienawidzę ubierać pościeli, a konkretnie wkładać kołdry w poszewkę. Lubię czystość, sprzątam w domu, nie uciekam od innych obowiązków, ale tej jednej rzeczy po prostu nie znoszę robić. Kiedy jeszcze mieszkałam z rodzicami, to pościel zmieniała mi mama, trochę się ze mnie przy okazji podśmiechując. Nie miała z tym problemu, bo pomagałam w pozostałych obowiązkach na równi z innymi domownikami i generalnie jestem raczej zaradna życiowo. Obecnie pościel w naszym wspólnym łóżku zmienia partner, z którym zamieszkałam od razu po wyprowadzce od rodziców. Choćbym posprzątała cały dom w swoim dniu wolnym, to pościel zawsze czeka nieprzebrana na jego powrót do domu.

Jakiś czas temu partner musiał wyjechać z domu na dwa miesiące. Po dwóch tygodniach podczas sprzątania uświadomiłam sobie, że będę musiała sama zmienić pościel. Prześcieradło i poszewki na poduszki wymieniłam bez problemu, a kołdrę wrzuciłam do pralki bez wyjmowania z poszewki. Przespałam się jedną noc pod kocem, czekając, aż wszystko wyschnie i robiłam tak przy każdym sprzątaniu, aż do powrotu partnera.

Dla jasności – lubię położyć się w świeżej pościeli, tak chyba ma większość ludzi. Nie lubię samego procesu oblekania, kołdra nie chce ułożyć mi się dobrze w poszewce, nigdy nie doszłam w tym do wprawy i nie zamierzam nawet próbować. Jeśli kiedyś zostanę z tym sama, to zrezygnuję całkiem z poszewki i będę bardzo często prać kołdrę.

Oprócz tej jednej rzeczy jestem normalną kobietą po 30.

#ekh5N

Myślę, że to dość popularna przypadłość, kiedy zaraz po przyjściu do domu chce się skorzystać z toalety. U mnie ta potrzeba jest nagła i niespodziewana. Mogę nie pić nic cały dzień, ale i tak kiedy wchodzę na moje piętro, mój pęcherz automatycznie łączy się z domowym WiFi i muszę iść. I to od razu, nie mogę nawet ściągnąć butów. Na dotarcie do toalety mam kilka sekund, inaczej spodnie do prania. Ile razy się posikałam, bo nie mogłam odpiąć paska, to moje.

W czasie juwenaliów razem z koleżankami pozwoliłyśmy sobie na odrobinę zabawy przed sesją. Na noc miałyśmy wrócić do mojego mieszkania.
Wróciłyśmy, koleżanka zajęła pierwsza kibel... a ja zesikałam się w spodnie. Szkody były tak duże, że przeciekło też na buty innych dziewczyn.

Wybaczyły, ale nawet duże ilości alkoholu nie sprawią, że o tym zapomną.
anonimowe6692 Odpowiedz

To nie jest normalne. Może epizodycznie, ale nie regularnie. Idź z tym do lekarza

Zobacz więcej komentarzy (1)

#sNppN

Kojarzycie sytuacje, gdzie facet robi sobie tatuaż z imieniem dziewczyny, potem się rozchodzą, a tatuaż zostaje? Mój obecny chłopak, zamiast usuwać czy maskować tatuaż z imieniem byłej, po prostu dopisał niżej kolejne imię. Zrobił sobie listę! Jakąś elitarną listę! Mówi, że jeśli będziemy razem ponad rok, to będzie tam i moje imię.
GeddyLee Odpowiedz

chyba ci się to podoba, skoro w wyznaniu ani razu nie padło słowo "były"

Zobacz więcej komentarzy (1)

#I9A0s

Razem z narzeczonym od lat prowadzimy własną firmę. Kto ma lub kiedykolwiek miał styczność z prowadzeniem własnego biznesu w naszym pięknym kraju, wie, jak to wygląda. Czyhający na każdym kroku US oraz ZUS nie są raczej naszymi przyjaciółmi. Początki były naprawdę trudne, ponieważ po opłaceniu wszystkich kosztów ledwo wychodziliśmy na plus. W końcu postanowiliśmy, że najlepszym rozwiązaniem będzie przeniesienie firmy za granicę do tzw. raju podatkowego. Zagłębiliśmy się nieco w temacie i już w niedługim czasie wyruszyliśmy załatwiać wszelkie formalności z tym związane.

Było to ponad 2 lata temu i powiem jedno, była to jedna z najlepszych decyzji w naszym życiu. Zupełnie inne podejście państwa do przedsiębiorcy pozwala firmom rozwinąć w pełni skrzydła, co w efekcie pozwoliło nam stworzyć naprawdę świetny biznes. Nasza firma rozrosła się tak bardzo, że postanowiliśmy otworzyć kolejny oddział w miejscu jej zarejestrowania. Przy okazji podjęliśmy decyzję o opuszczeniu Polski i zamieszkaniu na stałe za granicą. 
I tutaj pojawia się śmietanka intelektualna naszego społeczeństwa. Komentarze, że jesteśmy złodziejami, którzy patrzą tylko jak się nachapać, były niemal codziennością. Jedna z naszych sąsiadek rozpuściła nawet plotki po osiedlu, że bawimy się w jakieś „lewe interesy” i że pewnie teraz uciekamy przed problemami. Szczytem było, kiedy narzeczony kupił sobie nowy samochód, o którym marzył od lat, a mógł sobie na niego pozwolić w końcu po latach ciężkiej pracy. Na co dzień samochód zamykany był w garażu, bo wiadomo, że cebule kole w oczy i z pewnością takie osobniki ucieszy fakt, że „przypadkiem” coś się stanie z samochodem „sąsiada złodzieja”.

Tego dnia narzeczony zapomniał portfela z dokumentami, więc wrócił po niego, zostawiając samochód pod klatką. Nie było go dosłownie z 5 min maks, a ktoś poprzebijał opony i porysował cały bok od strony pasażera. Oczywiście od razu telefon na policję i oczekiwanie na przyjazd mundurowych, w akompaniamencie chyba wszystkich sąsiadów. Narzeczony był tak zdenerwowany, że obawiałam się, że dostanie tam wylewu, a oliwy do ognia dolał sąsiad, który przechodząc „przypadkiem” obok, rzucił do nas, że nikt tu nie chce takich złodziei jak my i że w ogóle bardzo dobrze, że „ktoś” nas tak urządził. Miał gościu szczęście, że akurat chwilę później pojawił się wzywany patrol, ponieważ gościu musiałby zacząć oszczędzać na protezę uzębienia.

Serio? Tak ludzi boli, że ktoś doszedł do czegoś w życiu cholernie ciężką pracą? Nikt nie ma pojęcia, ile wyrzeczeń, łez i nerwów kosztowało nas dojście do tego wszystkiego, co mamy. Cieszę się, że już niedługo uwolnimy się od tych moralnie przegniłych ludzi, których jedyną ambicją w życiu jest ciągnięcie wszystkich możliwych zasiłków „BO MIE SIĘ NALEŻY!”.
kawainkabis Odpowiedz

W Polsce jest ponad 3 mln różnych podmiotów gospodarczych, w tym ponad 2.5 mln aktywnych jdg. Oczywiście nie da się prowadzić w Polsce działalności, bo ZUS i US. Ciekawe jak inni to robią.
Historia jest bardzo mocno naciągana, raczej wyssana z palca. Owszem, ludzie są różni, ale oczywiście cały świat, urzędy i darmozjady czyha aby Wam dowalić.

Zobacz więcej komentarzy (5)

#obg3e

W szkole podstawowej i w średniej miałem kolegów (koleżanki też), którzy zawsze trzymali się z dala od innych. Zawsze mnie zastanawiało, dlaczego tak robią. Uważałem, że to ich wybór i nie podobało mi się to oraz było mi ich żal. Stronili od ludzi, jakby mieli ich dość. A przecież ich życie dopiero się rozpoczynało. Z perspektywy czasu wiem, że na to mogli mieć wpływ toksyczni rodzice etc. Jeden na przykład miał tatę policjanta i była przemoc w rodzinie. Może i więcej niż przemoc. Ja zawsze byłem wesołym rozrabiaką. Praktycznie zawsze lubiany i przez prawie wszystkich. Rozweselałem innych i ciągle wymyślałem jakieś zwariowane sytuacje. Naprawdę nie nudzili się przy mnie. Dużo osób potrafiłem rozbawić, nawet odludków. Byłem dla wszystkich.

Na studiach trafiłem na super dziewczynę. Śliczna i niepowtarzalna. Każdemu się podobała. Ale jak już zaprzyjaźniłem się z nią i dałem do zrozumienia, co czuję, to wyjechała. Miała wrócić. Nie wróciła. Pobrałem się z inną. Urodził nam się syn. Było dobrze, ale... Z czasem... zawiodła mnie po całości. Rozwód. Straciłem żonę, rok potem umarła babcia, która była dla mnie jak mama, dwa lata później  zmarł tata. Eksżona wywiozła syna do Niemiec. Dużo by pisać, ale bardzo chciałem syna obok siebie. Zostałem sam jak palec. Depresja. Po pół roku wyszedłem z tego. Całkiem szybko. Poznałem kobietę. Rok minął i niewypał... Poznałem następną. Była dobra. I nagle na NK odnalazła mnie moja miłość ze studiów. Była przed rozwodem. Trzymałem się na dystans i namawiałem ją, by walczyła o małżeństwo. Rozwiodła się. Zaiskrzyło mocno między nami. Miłość. Szczęście. Kosmos! Niebo! Raj! Po kilku latach wzięliśmy ślub cywilny. Było super. Jak w bajce. Naprawdę. Ona była dumna, że jestem obok niej i ja byłem dumny, że ona jest obok mnie. Śliczna, kochana, dobra. Najlepsze lata naszego życia! Ale zaczęły się problemy. Najpierw z moim zdrowiem, potem inne przyziemne problemy, w efekcie rozwiedliśmy się. Straciłem kobietę, za którą oddałbym życie i która nadawała sens mojemu życiu...

Odkąd ją straciłem, nie mogę się podnieść. Minęło 7 lat. Jestem bardzo smutnym człowiekiem. Zgorzkniałym. Bez nadziei. Stronię od ludzi. Kiedyś nie mogłem żyć bez ludzi, teraz uciekam. Wiele we mnie złości, nienawiści, bólu i cierpienia. Straciłem sens życia. Próbowałem z inną kobietą. Cztery lata. Nie potrafię już kochać. Nie chce mi się żyć i nie widzę sensu dalszego życia. Nie wierzę, że jeszcze może mnie spotkać coś dobrego. Mam super syna. Wysoki, silny, dobry. I ma zawsze smutnego ojca. Nigdy nie byłem mięczakiem, lalusiem. Ale tego nie ogarniam...
Dodaj anonimowe wyznanie