#LARIH

Pisząc to wyznanie czuję okropne wyrzuty sumienia. Już od sporego momentu mam problem z odżywianiem. Mam 18 lat i wyglądam raczej przeciętnie. Wszystko zaczęło się gdy moja mama powiedziała, że powinnyśmy razem przejść na dietę, było to na początku mojej 1 klasy liceum. Nigdy nie byłam otyła, byłam raczej w górnej granicy normalnego BMI.

Poszłyśmy do dietetyka, zapisałyśmy się na siłownie, wszystko było super, zaczynałam widzieć efekty. Po paru miesiącach wyszłyśmy z paczką znajomych na miasto. W McDonaldzie znajomi skusili mnie na małe frytki. Z zamówieniem siedzieliśmy i gadaliśmy o głupotach, gdy jedna z dziewczyn, napomnę, że ma ona dużą niedowagę, spojrzała na mnie krytycznie i powiedziała coś w stylu ,,Jesz w ten sposób i się dziwić, że nie ma efektów tego twojego odchudzania''. Nie powiem zrobiło mi się strasznie przykro, frytki wyrzuciłam.

Później jeszcze wiele razy słyszałam od niej i paru innych osób, że skoro już udało mi się trochę zrzucić, to uda mi się jeszcze więcej. Już wtedy moje BMI wynosiło 19. Zaczęłam coraz bardziej obniżać kalorie w ciągu dnia. Z 1600 zeszłam do 1000. Potem do 800 i nadal schodziłam, w trakcie tego ciągle przeznaczałam 1-1,5h na siłownię, wszędzie jeździłam rowerem. Bardzo schudłam kosztem energii, częstych omdleń, zaparciami, bólami brzucha. Miesiączka się zatrzymała. Nie miałam siły wstać o własnych siłach, gdyby nie moja przyjaciółka mogło się to skończyć o wiele gorzej.

Trochę się ogarnęłam, zaczęłam jeść więcej. Co wiąże się z tyciem. Wpadłam w depresję. Rodzice nie pomagali. Nie byli niczego świadomi, mama była na mnie zła, że przytyłam ,,bo wcześniej tak ładnie, szczupło wyglądałaś.'' I znowu się zaczęło, liczenie kalorii, wymiotowanie, wyrzuty sumienia. Przyjaciółka mówi, że to już anoreksja i powinnam zacząć się leczyć. Jest środek nocy, dzisiaj miałam głodówkę, ale poszłam do kuchni się napić wody i wyciągając wodę z lodówki zobaczyłam świeżą szyneczkę, zjadłam plasterek, potem kolejny i kolejny. Brzuch boli okropnie, a gardło mam już tak podrażnione, że nie mogę normalnie wymiotować, bo skończy się krwotokiem. Czuję się okropnie słabo, nie mam już siły po prostu żyć. Boję się, że gdy usnę już się nie obudzę.

Nikomu o tym nie mówiłam. Rodzice wspierają mnie w odchudzaniu (głodówki na zmianę z 300-500kcal) co tylko pogłębia mnie w przekonaniu, że jestem za gruba. Nikomu nie polecam.
Straightoheaven Odpowiedz

A matka schudła ? Widocznie tylko z mózgu, bo nikt normalny by czegoś takiego własnemu dziecku nie zrobił. Autorko idź do lekarza. Naprawdę, warto jest sobie pomóc.

Lavandavanda Odpowiedz

W te pędy do lekarza...

Odpowiedzi (1)
Zobacz więcej komentarzy (24)

#x8eOg

Zacznę od tego, że mam dwanaście lat, i po wakacjach idę do siódmej klasy.
Przed wakacjami zauważyłam, że moje koleżanki i koledzy z klasy (mojej i równoległej) się tną. Przyjaźnię się z nimi, więc mówiliśmy sobie wszystko.

Po dwóch tygodniach patrzenia na to, jak dziewczyny wycinają sobie jakieś serduszka przy nadgarstkach, a chłopaki zwykłe kreski, postanowiłam iść do pani pedagog.
Zostałam godzinę po lekcjach, aby nikt nie widział że chociażby wchodziłam do gabinetu psychologa szkolnego.

Opowiedziałam wszystko. Że moja najlepsza przyjaciółka najprawdopodobniej tnie się przez ojca, a reszta robi to dla fejmu, dlatego że to jest "modne".
Sama nigdy, powtarzam NIGDY, nie samookaleczyłam się, bo zwyczajnie nie miałam powodu. Moim zdaniem cięcie się nie rozwiąże żadnego problemu.

Dzień później, pani zabrała wszystkie siedem osób (pięć dziewczyn i dwóch chłopaków), na, jak to później stwierdzili, przesłuchanie.
Było mi strasznie głupio, bo przed rozmową z panią psycholog, pomagałam im zakryć blizny i małe strupki kremem bb oraz korektorem.
Gdy wrócili, stwierdzili że to pewnie taki chłopak z ich klasy, którego nie lubią, ich "podkapował". Nawet nie podejrzewają że to mogłabym być ja.

Mimo to, uważam że zrobiłam słusznie, ponieważ okazało się, że nad jedną z moich koleżanek znęca się macocha, a na innej rodzice wywierają ogromną presję jeśli chodzi o naukę.
I jak już wcześniej wspomniałam, według mnie nie warto się samookaleczać, dlatego nie rozumiem jak mogły wpaść na tak głupi pomysł, chcąc zwrócić na siebie uwagę.
pterodaktyyl Odpowiedz

Byłam pewna, że wyznanie będzie polegało na tym, iż pedagog powie Twoim znajomym że to Ty

Odpowiedzi (1)
Swiezychlebek Odpowiedz

Dobrze zrobiłaś.

Odpowiedzi (1)
Zobacz więcej komentarzy (21)

#5h8Sh

Zainspirowane historią #Zvo0V.

Z moim mężem (nazwijmy go Piotr) znałam się od wieku nastoletniego - ta sama klasa gimnazjum. Przyjaźniliśmy się, na studiach drogi się rozeszły, jako para skończyliśmy dopiero po spotkaniu z okazji 10-lecia zakończenia gimnazjum.

W związku od początku stawiałam sprawę jasno - nie chcę mieć dzieci, chcę pracować, rozwijać się. Piotrowi to pasowało, twierdził, że samodzielność każdego w związku jest bardzo ważna, bo liczy się partnerstwo, a nie zależność od drugiej osoby. Za dziećmi nie przepadał.

Minęło parę lat związku, w międzyczasie zaręczyny, ślub, własne mieszkanie. Robiłam karierę, Piotr też. Kilka lat po ślubie awansował, trafił w nowe towarzystwo. I zaczęło się.

Bo on zarabia już tyle, że nie muszę na siłę udowadniać swojej samodzielności (zarabialiśmy mniej więcej po równo, ja miałam mniej stałej pensji, ale za to o wiele większe premie uznaniowe, więc średnia miesięczna była podobna). Bo w domu bałagan i nie ma kto posprzątać (w związku to raczej ja byłam tą porządnicką, on zostawiał wszystko gdzie popadnie i ja to ogarniałam). Bo on by czasem zjadł coś domowego, a nie tylko w pracy czy na mieście (wcześniej w dni pracy zdalnej albo w weekendy oferowałam się, że coś ugotuję, ale najczęściej słyszałam, żebym się nie przemęczała).

Najgorsze jednak było gdy pewnego dnia oświadczył mi, żebym poszła do lekarza zbadać się pod kątem bezpłodności, bo on już był i to musi być moja wina, że nie jestem w ciąży skoro on od trzech miesięcy dziurawi prezerwatywy. Awanturę jaką mu po tym zrobiłam słyszeli chyba wszyscy w promieniu kilkunastu kilometrów.

Obecnie jesteśmy po rozwodzie, zdobyłam dowody na to, że usiłował mnie zapłodnić wbrew mojej woli i że wiedział od początku, iż ja dzieci nie chcę mieć, a mój adwokat dokonał cudu i rozwód jest z jego winy. Nie rozmawiamy ze sobą, jego rodzina mnie nienawidzi i obrabia tyłek w mieście rodzinnym, ale mam to gdzieś, bo mój brat tam nie mieszka, a rodzice po przejściu na emeryturę przenieśli się na wieś.

Napisałam na początku, że stawiałam sprawę co do dzieci jasno, ale mimo wszystko zataiłam przed nim jedną rzecz - po studiach w pełni świadomie wyjechałam za granicę i usunęłam jajniki, bo wiedziałam, że dzieci w moim życiu nie chcę. I cieszę się, że to zrobiłam, a nie polegałam na zaufaniu wobec partnera.
Into Odpowiedz

Jedno z moich ulubionych stwierdzeń w tych okolicznościach: "to twoja wina". Abstrahując od sytuacji samej autorki, to bezpłodność jako taka raczej nie jest "winą", a trzy miesiące to nie jest okres, kiedy z całą pewnością może dojść do poczęcia. Plus sytuacje gdzie dwie zdrowe i medycznie zdolne do zapłodnienia osoby, jakoś nie dają rady.

Kotulka Odpowiedz

Bardzo dobrze zrobilas, autorko. Jakbys jednak zaszla w ciaze i urodzila niechciane dziecko, to zgadnij co by zrobil ten wielki tatuś? Pracowal by nadal tak samo, albo i wiecej, bo placz, bo bezsennosc i on juz nie moze. Zostalabys z dziekiem, bez pracy, bez mozliwosci i maz pewnie by sobie znalazl „pocieszycielke”. Brawo i jeszcze raz BRAWO 👏🏻

Odpowiedzi (1)
Zobacz więcej komentarzy (21)

#lVXNo

Od małego moja bardzo religijna babunia, siłą zmuszała mnie do chodzenia do kościoła, zmawianie paciorków i innych pierdół o bogu itd. Czasem odmawiałem jej wieczornych modlitw przed snem. Co wtedy się stało? Babunia mnie biła... A że byłem dzieckiem, to wpadłem w mocny płacz bo bardzo mnie bolało jej bicie, logiczne. Jej to nie obchodziło. Kazała mi się ogarnąć i modlić, a jak nie potrafiłem przestać płakać to na mnie krzyczała i kazała SIĘ MODLIĆ!!!, biła, krzyczała, szarpała tak długo aż nie pomodlę się do miłościwego boga. Jak udało mi się to zrobić, mówiła do mnie:

"I widzisz aniołku? Nie było tak przecież strasznie co? Dobranoc, daj buzi babci"

Kościół to samo, nie chciałem iść to - robiła to co wyżej. Często nie było przy tym moich rodziców z przyczyny takiej, że wyjeżdżali za granicę do pracy. Gdy byli w domu i przychodził czas na modlitwy lub kościół, uciekałem do mamy licząc, że zachowa się jak bohaterka i mnie ochroni. Czasem to robiła i postawiła się swojej mamie (wtedy wybuchała ogromna awantura pomiędzy nimi o mnie), a czasem kazała mi się z nią modlić lub chodzić do kościoła. Na szczęście gdy moi rodzice przestali wyjeżdżać i na co dzień byli w domu, moja mama była coraz częściej bohaterką i z czasem mnie od niej uwolniła. Nie musiałem już się modlić ani chodzić do kościoła. W ten sposób mam ogromny uraz do religii, kościoła, modlitw, księży itp... Nie cierpię tego robić, nie chcę tego robić.

Moja babcia ma 3 wnuków. Jak łatwo się domyśleć, traktuje ich tak jak mnie za dzieciństwa. A one tak jak ja próbują się jej przeciwstawiać i szukać bohaterstwa w rodzicach. Płaczą, krzyczą na nią, ale ona stoi nad nimi z paskiem i wpaja miłość do kochanego boga. Zwracałem babci uwagę co ona im robi. Ale...

"Przecież nie robię nic złego".
majer Odpowiedz

Przepytaj babcię z cytatów ze starego i nowego testamentu. Weź sobie pasek na tę okoliczność.

Odpowiedzi (5)
rocanon Odpowiedz

Logika fanatyków religijnych - mniejszym grzechem jest przymusić kogoś przemocą do wiary, albo zabić jak nie chce "po dobroci", niż pozwolić żyć komuś kto wyznaje innego Boga (albo ni wyznaje żadnego). To jakim kto jest człowiekiem nie ma nic wspólnego z religią.

Odpowiedzi (5)
Zobacz więcej komentarzy (21)

#vlY9L

Pracuję na rehabilitacji.

Przyszła raz jedna pani, która stwierdziła, że boli ją kolano w biodrze...

???
Agathumm Odpowiedz

Czarnobyl :D

Odpowiedzi (1)
IrisvonEverec Odpowiedz

A ja się dziwiłam pani z biologii, gdy nam omawiała umiejscowienie poszczególnych organów, kości, stawów i powtarzała namiętnie coś w stylu: "musicie to wiedzieć, choćby po to, żeby umieć lekarzowi powiedzieć co was boli"... Zakładałam, że to oczywiste. 😨

Odpowiedzi (5)
Zobacz więcej komentarzy (11)

#nZvG5

Pamiętam, jak swego czasu, mając 13, może 14 lat, siedziałem u siebie na podwórku (a mieszkałem w dość nieuczęszczanym miejscu) i bawiłem się w mechanika. Wyciągnąłem z garażu i rozkręcałem rowery, stare motocykle itp., jeszcze z czasów młodości taty. Rodziców w domu nie było, ojciec pojechał do sklepu po smary, lakiery itp. do ogarnięcia tego wszystkiego. I w pewnym momencie przejeżdża obok zajebiste auto - nie pamiętam jakie, ale amerykańskie z lat 60., Mustang lub Camaro, coś, co pod koniec lat 90. lub na początku 2000 robiło w Polsce ogromne wrażenie i w sumie nadal robi. Było w nim dwóch facetów, łysych, w czarnych kurtkach, no ewidentni gangsterzy niczym z ówczesnych klasycznych już dzisiaj filmów, choć w lepszym niż na tych filmach aucie. Stają i pytają się mnie o drogę " Ej, mały, czy tędy dobrze jedziemy tam i tam?". Odpowiedziałem, że tak, bo to była jedyna droga. No i tak zagadnęli mnie o te motory "Fajny sprzęt, też taki miałem". Powiedziałem, że no fajny, z tatą remontujemy. Ale to panów auto też niezłe, ile to ma spalania, jaki silnik? itp. Ja lubiłem takie auta i czytałem ówczesne gazety o samochodach, zbierałem karty m.in. z gum do żucia, więc trochę z nimi podyskutowałem, co im widać zaimponowało. Po jakichś 15 minutach zaczęli się zbierać. "No, mały, ja to nawet chętnie oddałbym ci to auto, bo nam się już długo nie przyda, a widać, że byłoby w dobrych rękach, ale i tak psiarze pewnie je zgarną i zgnije u nich na parkingu, ale masz trochę kasy, nam już złotówki niepotrzebne, wyjeżdżamy, masz na motor". Wyjął z portfela pieniądze, no i dostałem 270 zł, co było nie lada gratką. Wziąłem, podziękowałem. I dalej siedzę na podwórku.
Jakieś 3 godziny później przejeżdżają obok 3 radiowozy, stają i pytają, czy nie przejeżdżał taki amerykański sportowy samochód, Pontiac czy Cadillac. Ja mówię, że owszem, pytali o drogę i pojechali, nawet kasę mi dali. "Gdzie k#rwa pojechali?" Drugi policjant z tego samego radiowozu "Mariusz, uspokój się, nie wyżywaj się na dzieciaku". Ten pierwszy: "Jak mam być spokojny? Mały, gadaj, bo ci tak zapi#rdolę, że nie będzie co zbierać". Ja się trochę przestraszyłem, ale powiedziałem, że jest jedna droga. I pojechali. Miałem nadzieję, że nie znajdą tych miłych panów.


Z dalszych informacji w gazetach wiem, że auto gangsterów znaleźli 40 kilometrów dalej, przesiedli się do innego, ich samych nigdy nie złapano, uciekli do Ameryki Południowej do Kostaryki i potem chyba dalej, z większością swojego majątku.

Może historia wydać się czarno-biała, ale wpłynęła na moje pojmowanie świata w znaczący sposób. Nie zostałem gangsterem, tylko prawnikiem. Przez 4 lata pracy odkładałem sporo pieniędzy i mam od niedawna Mustanga z lat 70., pewnie dzięki tym wspomnieniom.
mals Odpowiedz

byli tacy mili a i tak ich sprzedałes wstyd!!!

Odpowiedzi (5)
xxviii Odpowiedz

Również uwielbiam mustangi, te z lat 60-70 naj!

Odpowiedzi (1)
Zobacz więcej komentarzy (12)

#FUeTF

Niedawno opisałam tu, dlaczego wstydzę się swojej rodziny. Chcę opowiedzieć wam ciąg dalszy.

Oczywiście uprzedziliśmy z narzeczonym jego rodziców, że moja rodzina jest bardzo prosta. Ja poprosiłam też rodziców i braci żeby pokazali się z dobrej strony.
Niestety oni specjalnie czy nie, zepsuli nam zaręczyny.

Tego, że ubrali się niezbyt ładnie nikt nie komentował (ojciec w spranej koszuli i pogniecionych spodniach, matka w znoszonej sukience, bracia w ulubionych dresach). Wiadomo, nie są majętni.

Sam obiad był katastrofą. Jedli tak głośno i niechlujnie, że goście przy innych stolikach się na nas patrzyli. Sapali, siorbali i chrząkali. Mieli pretensje, że do obiadu podano po lampce wina zamiast wódki. Widziałam, że rodzice i siostra Mariusza nie byli zachwyceni, ale próbowali prowadzić normalną rozmowę. Nie dało się. Ojciec albo próbował opowiadać sprośne żarty, matka mu wtórowała. Kiedy próbowaliśmy mówić o swoich planach mówili ,,ło tam, zoboczycie jesce płakoć bedziecie" (Mariusz awansował, ja zaczynam pracować na umowę stałą więc chcemy wyremontować domek, do którego się przeprowadzamy). Siostra Mariusza wybiera się na weterynarię i w wakacje po raz kolejny będzie wolontariuszką w schronisku, na co moi rodzice jej powiedzieli, że to nic nie warte i lepiej by się czym innym zajęła.

Przy kawie moi bracia urządzili sobie konkurs bekania, a kiedy zwróciłam im uwagę wyśmiali mnie, matka jeszcze dodała ,,prawdziwe chłopy tak robią". O dwuznacznych gestach i odzywkach do siostry mojego narzeczonego już nie wspomnę. Wtedy mój przyszły teść zwrócił im uwagę, ale usłyszał, że ,,przynajmniej widać, że to zdrowe chłopaki a nie geje jakieś".

Wszystkiego dopełnił mój ojciec, kiedy po powrocie z toalety wszem i wobec obwieścił ,,ale żem się wysroł porządnie". Myślałam, że ze wstydu zapadnę się pod ziemię. Na szczęście wszyscy postanowili wracać do domu.
Rodzice Mariusza do końca byli mili dla mojej rodziny, jednak widziałam, że są zażenowani.

Kiedy potem rozmawiałam z matką, uznała że to rodzina Mariusza ,,ma kije w dupach", a oni zachowywali się normalnie. Kiedy odmówiłam przeprosin za to, że mam pretensje, obrazili się. Mam nadzieję, że na stałe.
Jedno wiem na pewno - ani ich, ani żadnego innego członka mojej rodziny nie zaproszę, bo w dniu swojego ślubu nie chcę czuć się przez nich tak zawstydzona jak podczas zaręczyn. Z resztą i tak nie planujemy wesela tylko uroczysty obiad i tort dla najbliższych.
DzikaMroowka Odpowiedz

Samo czytanie wzbudza we mnie zażenowanie. Z całego serca Ci współczuję!

GoMiNam Odpowiedz

Przykre to.

Ma ktoś może link do poprzedniego wyznania, bo szczerze napiszę, że coś mi świta, ale sobie go nie kojarzę dokładnie i chciałabym sobie przypomnieć.

Odpowiedzi (2)
Zobacz więcej komentarzy (23)

#Rw6tK

Kilka tygodni temu spotkałem na dyskotece pewną dziewczynę. Jak możecie się domyśleć, był to One Night Stand. Kilka dni temu dostałem od tej dziewczyny wiadomość pod tytułem "No witam, pamiętasz mnie? To ja. Dzisiaj zrobiłam sobie test i wyszedł pozytywny, jestem w ciąży".

Przestraszyła mnie ta wiadomość. 21 lat i bycie ojcem? Hell nooooo. Więc zaproponowałem spotkanie, żeby pogadać o danej sytuacji.

Zdziwiłem się, gdy zobaczyłem dwie inne, starsze od niej osoby. Okazało się, że to jej rodzice. Jak kultura obowiązuje przedstawiłem się i zaczęliśmy rozmowę. Oczywiście jej ojciec zaczął zadawać pytania: ile pieniędzy będę dawał na dziecko, czy chcę się z nim spotykać, jakie imię itp.

Moją odpowiedzią była kartka, którą wyciągnąłem z torby. A dokładniej potwierdzenie moich badań od lekarza.
Jestem bezpłodny.

Wyraz twarzy jej i jej rodziców - bezcenny.
Pozdrawiam koleżankę.
blockhead93 Odpowiedz

Skoro wiedziałeś o swojej bezpłodności Autorze, dlaczego przestraszyła Cię informacja, że zostaniesz ojcem?

Odpowiedzi (5)
Ookami Odpowiedz

Ludzie którzy wiedzą na ten temat więcej niż ja, proszę, wyjaśnijcie że to i tak mogło być jego dziecko.

Odpowiedzi (6)
Zobacz więcej komentarzy (8)

#ERZzv

Od 2 lat pracuję w dużej hurtowni farmaceutycznej.
Mówiąc skrótem - korpo.

Zaczynałam w call center, wciskając aptekom promocję, by z czasem "awansować" na specjalistę ds. obsługi klienta. Wygląda to tak, że gdy dzwoni telefon, na ekranie wyświetla mi się z jaką infolinią klient chce się połączyć (fakturowania, reklamacja, sprzedaż itd.), a ja dopasowuję przywitanie i załatwiam co trzeba.
Jak dotąd nie narzekałam, co prawda nie jest to praca jak z bajki. Zmiany po 10-11 godzin, zwykle wieczorami, dyżury do 22, soboty i niedziele pracujące, ograniczanie przerw do 15 minut na dzień, bo dzwonią telefony i ktoś musi odebrać... ale człowiek siedzi i robi swoje, gdy dobrze płacą. A płacili sowicie. Zwłaszcza jak człowiek ma gadane i przy okazji załatwiania spraw sprzeda jedną czy dwie promocje, co mi się zdarzało nieustannie.

Jakieś 2 miesiące temu premie, które mi wypłacano, zostały wstrzymane z różnych błahych powodów, a to zbyt monotonny głos miałam podczas rozmowy, a to za dużo żartowałam z klientem, więc "ktoś z góry" uznał, że nie spełniam standardów jakościowych.

Sytuacja stała się na tyle komiczna, a wyszukiwanie głupich "błędów" na tyle niezrozumiałe, że w pewnym momencie zaprzestałam walki z kierownictwem i zaczęłam się obijać.

Wystarczyło odpiąć kabelek od myszki, informatyk siedzi w Łodzi, więc zanim przyjedzie, mija zwykle do 2 dni... A ja piłam kawusię i czytałam książkę 2 dni z rzędu z powodu braku wolnych stanowisk i niedziałającego sprzętu ;)
Jako że jesteśmy małym oddziałem umieszczonym poza miastem, nie ma zbyt wielu osób, które się znają. Zwłaszcza że panie pracujące obok odliczają miesiące do odejścia na emeryturę. Moja kierowniczka lat +50 kompletnie sobie nie radziła z sytuacją, a informatyk wpadł, podłączył myszkę i cacy, działa.

Popracowałam 2 tygodnie i... ojej, coś się dzieje z monitorem, obraz się odwrócił, nikt nie może mi pomóc, kierowniczka spanikowana, wzywa informatyka, a ja mam kolejne dni wolnego.
Nic nie robię, wypłatę dostaję taką jak za miesiąc harówki.

Obecnie mija 3 dzień mojej bezczynności.
Moje stanowisko, jakimś cudem, straciło połączenie z internetem.
Nikt nie ma uprawnień, żeby wejść do serwerowni i sprawdzić kable, informatyk właśnie rozpoczął urlop, a jego zastępca walczy z jakimś błędem systemowym i ma wpaść w przyszłym tygodniu.
Nikt nie pamięta, że klucze do serwerowni i innych pomieszczeń biurowych ma sprzątaczka... i ja.Tak, dostałam w spadku po byłej pracownicy pęczek kluczy do wszystkich pomieszczeń, kto wie, czy mi się jeszcze nie przydadzą, przecież kabelki lubią się odłączać, prawda? :)

I z jednej strony ciąży mi to, że robię na złość, a z drugiej mam chorą satysfakcję.

PS Szukam innej pracy ;)
pacynkazeszmatek Odpowiedz

Tak to właśnie jest, starasz sie a nikt nie docenia.

Odpowiedzi (1)
Przekliniak Odpowiedz

Szukaj

Zobacz więcej komentarzy (23)

#gDJNC

Bawiłem się ostatnio w magię. Nie polecam.

Przeglądając późno w nocy filmiki na YouTube zauważyłem jeden o bardzo ciekawym tytule: "Jak zobaczyć aurę w 5 minut". Stwierdziłem, że co mi szkodzi, sprawdzę. I teraz trochę żałuję...

Filmik proponował rozwijanie widzenia peryferyjnego - czyli tak jakby kątem oka. Chwilę popróbowałem zalecanych ćwiczeń, aż w końcu złapał mnie cholerny ból oczu. Niewiele myśląc wyłączyłem filmik, zgasiłem światło i poszedłem spać.

Pół nocy nie mogłem usnąć i tylko leżałem bezradnie, gapiąc się na ścianę. Jak zawsze w ciemności widzę doskonale, tak teraz prawie w ogóle nie widziałem. Miałem wrażenie, jakby mój pokój spowijała dziwna mgła. Dodatkowo miałem chore halucynacje. Wydawało mi się, że jedna ściana i sufit porosły brzydkim, białym włosiem, a na innej zaś widziałem zmieniające się, anormalne, humanoidalne kształty. Później pojawił się spory ból głowy i uczucie mdłości.

Obudziłem się rano i szczerze mówiąc, większość objawów przeszło. Nie miałem już halucynacji, ale ból głowy i oczu pozostał. Ponadto było mi strasznie niedobrze.

Pojechałem z tym do szpitala. Okazało się, że nadwyrężyłem mocno nerw wzrokowy.

Dzięki, aury!
DeathFairy Odpowiedz

A myślałam, że dostaniesz od tego zeza i ci nie zniknie

Kuudere Odpowiedz

Nie dziękuj, tylko dawaj link do filmiku - tez chcę taką fazę.

Odpowiedzi (21)
Zobacz więcej komentarzy (17)
Dodaj anonimowe wyznanie