#xtvqZ

Jestem osobą niepełnosprawną, "migaczem", jak to niektórzy mówią.
Wiem, że na ulicach roi się od oszustów. Jak kiedyś czytaliście opowieści o tym, że ktoś zbierał pieniądze, udając głuchoniemego, a ktoś inny faktycznie mu zamigał, zdradzając go, to możliwe, że w którejś z tych historii to ja byłam tym "kimś innym".
Nie lubię oszustów z prostego powodu - nie dość, że oszukują, to jeszcze niszczą zaufanie do danej grupy. Gdy ktoś zostanie wykorzystany przez oszusta, który codziennie "zbiera na bilet", pewnego razu może nie pomóc osobie, która faktycznie na ów bilet zbiera.

Sytuacja zmusiła mnie któregoś razu do tego, abym i ja wyszła na ulicę, aby prosić o pomoc. Samo w sobie było to upokarzające, ale nie miałam wówczas wyboru, robiłam, co musiałam. Przy wsparciu fundacji zdołałam wyjść na rynek w mieście. Mieszkam w wielkim mieście, sporo osób mnie zna, ale jeszcze więcej nie.
Dookoła masa osób, czy to w ogródkach piwnych, czy w kolejce do lodów, ludzie bliżej z nudów obserwowali otoczenie, w tym mnie. W pewnym momencie podeszła do mnie nieznajoma osoba i na oczach wszystkich zamigała. Spytała, czy faktycznie jestem chora. Odmigałam jej, po czym ona... krzyknęła (na głos), że jestem oszustką, bo ona na studiach miała kurs i nie rozumie, co mówię, gdyż ja tylko "macham łapami jakbym muchy odganiała, a nie rozmawiała".

Zasypałam tę osobę pytaniami, co wyprawia i dlaczego to robi, a ona mnie zaczęła wyzywać od kretynek i oszustek, po czym kazała przestać się pogrążać, bo nikt mi już nie uwierzy.

Jak łatwo się domyślić, wiele tamtego dnia i w kolejnych nie zebrałam.
mroofkojad Odpowiedz

Bez względu na to czy osoby zbierające pieniądze na ulicy są oszustami czy nie, jest to dla mnie nachalne i nieetyczne. Mamy XXI w.! Mamy inne sposoby zbierania pieniędzy, choćby przez wpłacanie darowizn na konta fundacji. Są kiermasze. Cokolwiek.
Zbieracze wykorzystują zaskoczenie i emocje, poczucie winy (bo jak to, nie pomożesz głodującemu dziecku w Sudanie/ wymierającym rysiom?), a na dodatek człowiek na ulicy nie jest w stanie podjąć racjonalną, poinformowaną decyzję, że chce wspierać właśnie tę organizację, bo jej cele i sposoby działania są dla dawcy w porządku.
Ludzie mają prawo nie chcieć być zaczepianym na ulicy, w spokoju spędzić czas na spacerze. To że akurat nie dadzą drobniaka do puszki, nie oznacza automatycznie, że są złymi, nieczułymi na krzywdę innych ludźmi - nie wiadomo, co i ile robią dla innych, nie wiadomo czy nie wspierają jakieś fundacji...

Odpowiedzi (5)
ToTaPostrzelona Odpowiedz

Nie jestem za żebraniem. Po to są instytucje takie jak np. MOPS żeby pomóc, są różne fundacje, poza tym zawsze można kogoś poprosić o założenie profilu na portalu typu "Zrzuta" z opisem historii. Owszem-jeśli ktoś mnie prosi, żebym kupiła coś do jedzenia, to kupuję mu na mieście jakaś bułkę/zupę, ale nie mam zaufania do dawania pieniędzy. No i tak naprawdę wbrew pozorom w dzisiejszych czasach pracodawcy zatrudniają osoby niepełnosprawne coraz częściej, bo mają z tego profity i wbrew pozorom to nie jest tak, ze ktoś jest gluchoniemy i nie pójdzie do żadnej pracy. Jeszcze rozumiem, jak ktoś na mieście przygrywa sobie choćby na zwykłych "cymbalkach" zbierając pieniądze, bo wiem, że ta osoba w jakiś sposob przynajmniej stara się na nie zarobić, a nie wyciąga ręce po pieniądze na zasadzie "dej"

Zobacz więcej komentarzy (14)

#TaIdR

W czasach młodości mój ojciec dojeżdżał do pracy na komarku. Codziennie przejeżdżał obok cmentarza, czy to po pierwszej, czy po drugiej zmianie.
W tamtym czasie zmarł jego serdeczny kolega, Staszek, i właśnie na tym cmentarzu go pochowano.

Następnego dnia po pogrzebie tata wracał po drugiej zmianie do domu, ciemno, mokro, ogólnie nieprzyjemna aura. I jeszcze rozmyślał o zmarłym przyjacielu, trudno mu było się pogodzić z tym, że taki młody i już opuścił ziemski padół.

Nagle naprzeciw cmentarza coś zaczęło go ciągnąć do tyłu. Coraz mocniej. Tata gaz w komarze, nigdy do bojaźliwych nie należał, ale sytuacja była co najmniej nieprzyjemna. Im mocniej kręcił gaz, tym mocniej ciągnęło. Przerażony zaczął krzyczeć: Stachu!!! Co ci zrobiłem?! Zostaw mnie! Nie chcę umierać!
Z przerażenia tak mocno podkręcił gaz, że komar "zdechł", a tata znalazł się w rowie. Z ciśnieniem wyższym niż Czomolungma rozgląda się w panice dookoła: cmentarz-droga-cmentarz-niebo-cmentarz-komar... Komar!

Okazało się, że w tylne koło jednośladu zaplątał się pasek od tatusiowego prochowca i wciągał go w szprychy coraz mocniej :D
anonimowy1979 Odpowiedz

Ja na jego miejscu to z miejsca popuściłbym w rajtuzy.

Odpowiedzi (1)
WielkieGie2 Odpowiedz

Cieszę się ze to nie kolejna opowieść o uwierzeniu w duchy

Zobacz więcej komentarzy (3)

#K7CRq

Do tej pory nie jestem pewna, czy postąpiłam słusznie.

W liceum miałam koleżankę nazwijmy ją M., która - nie owijając w bawełnę - po prostu strasznie się puszczała. Nigdy nie przyjaźniłyśmy się jakoś mocno, kilka razy wyszłyśmy razem na spacer lub zakupy. Często podczas takich wyjść zaczynała swoje zabawy. Nigdy nie zapomnę wieczoru, gdy w parku ławkę obok zadowalała kolegę mojego brata, którego widziała pierwszy raz. Może byłam głupia, i chociaż jej zachowanie było dla mnie skandaliczne, nie przeszkadzało mi w spotykaniu się z nią. Jak by nie patrzeć, mnie nie zrobiła nic złego... Do czasu.

Zerwałam z chłopakiem (powód jest tematem na inne wyznanie), bardzo mocno to przeżyłam. Spotkałam się więc z ową koleżanką, by na spokojnie móc się wypłakać komuś, kto nie zna całej sytuacji. Siedziałyśmy długo u mnie w pokoju, w ramionach M. znalazłam odrobinkę ukojenia, a jej słowa działały na mnie zbawiennie. Byłam jej potem ogromnie wdzięczna

Jakiś czas później były wysłał mi kilka screenów, w których M. zaraz po tym, jak wyszła ode mnie, zaczęła dawać mu obleśne propozycję. Byłam zła, smutna, zraniona i... żądna zemsty. Stworzyłam na Facebooku profil przystojnego faceta, zdjęcia paskudnie podkradłam jakiemuś Anglikowi i zaczęłam pisać z M. Z początku był to niewinny flirt, potem stawałam się coraz odważniejsza i po trzech, może czterech dniach znajomości poprosiłam ją o nagie zdjęcia, a ona wysłała mi je od razu. Na każdym z nich było widać jej twarz, pokazała dosłownie wszystko. Najpierw chciałam udostępnić je w internecie albo wydrukować i wywiesić w szkole, ale nie umiałam być takim potworem. Zamiast tego postanowiłam dać jej nauczkę, wysłałam zdjęcia jej matce (z konta tego chłopaka). Dopisałam od razu, iż nie prześlę ich dalej, kasuję je, ale proszę o wytłumaczenie córce, że ktoś inny mógłby wyrządzić jej krzywdę. O dziwo, matka M. podziękowała mi, a później odcięła córkę od internetu na jakiś czas.

Z jednej strony trochę mi głupio, bo M. miała ogromne problemy w domu, jednak z drugiej strony boję się pomyśleć co mogłoby się stać, gdybym to nie ja dostała jej fotki.
Niezywa Odpowiedz

To jedna z tych, która puknie ci faceta i będzie się dziwić dlaczego jesteś zła, przecież to był tylko seks...

Odpowiedzi (6)
Uzurpatorka Odpowiedz

Ale w sumie postąpiłaś słusznie, może uchroniłaś dziewczynę przed ogromnym błędem i uświadomiłamaś ją, że wysyłanie nagich zdjęć może skończyć się katastrofą. Mam nadzieję, że się ogarnęła.

Zobacz więcej komentarzy (7)

#hfM8a

Gdy miałem 17 lat, złamałem OBIE ręce... Jadąc na rowerze, miałem drobną kolizję z samochodem, przeleciałem przez maskę i poza złamanymi rękami praktycznie nic mi się nie stało.

NAJGORSZEMU WROGOWI TEGO NIE ŻYCZĘ...

Nie wiem, czy zdajecie sobie sprawę czy też nie, jak upokarzające jest proszenie tatę lub mamę, by w tym wieku wytarli tyłek po dwójce, jak upokarzające jest to, że nie potraficie samemu się ubrać lub rozebrać. O ile golenie nie było problemem (mimo młodego wieku musiałem golić twarz), to mycie zębów było istną komedią.
Moje ręce były usztywnione praktycznie od ramienia do nadgarstka pod kątem, tak by łokieć też się odpowiednio zrósł.

Wtedy też wyszło, kto jest moim prawdziwym przyjacielem, a kto nie...

Nie okazała się nią być moja najbliższa przyjaciółka, która w ramach przyjacielskiej przysługi, jak to ujęła, "pomagała mi rozładować napięcie, skoro moje ręce są niedostępne". Okazała się być moją przyszłą żoną, a nie tylko przyjaciółką.

Od tamtego wypadku wiele wody w Wiśle już upłynęło, ale niekiedy nadal wspominamy z uśmiechem na ustach, że dopiero złamanie obu rąk popchnęło do wyjścia z obustronnego friendzona, mimo że miętę czuliśmy do siebie od zawsze.

PS W miesiąc nauczyłem się obsługiwać telefon palcami u nóg do tego stopnia, że napisanie kilkuzdaniowego SMS-a zajmowało mi max 15 min.
Vito857 Odpowiedz

Fajna, anonimowa historia, dobra na tę stronę (wreszcie).

PS. Wyjdę na zboka, ale mnie to ciekawi - sam zaproponowałeś, żeby ci "napięcie rozładowywała"? :D

Odpowiedzi (3)
karolina1816 Odpowiedz

Wiem co czułeś, ja mam 18 lat, rok temu w szkole na samoobronie (szkoła mundurowa) przyjaciółka złamała mi rękę, dzień po poszłam na łyżwy i złamałam drugą przez swoją głupotę, kto idzie na łyżwy z ręką w gipsie xd tak więc też chodziłam prawie miesiąc z dwoma rękami w gipsie i wiem jak to jest :/

Zobacz więcej komentarzy (4)

#xvG25

Nigdy nie należałam do osób szczególnie zorganizowanych czy zwracających uwagę na otoczenie, a jeżeli dodam jeszcze, że jestem typową blondynką, to historia pisze się sama.

Poranki nigdy nie należą do łatwych, przynajmniej dla mnie mnie, przesuwanie budzika co 10 minut jest w standardzie. Tak było i tym razem. Zajęcia na 8, najgorsze, co mogło mi się trafić. Ale udało się, zwlekłam się z najlepszego miejsca na świecie i powoli doprowadziłam się do ludzkiego wyglądu. Poszło całkiem sprawnie, już mogę wychodzić, jeszcze tylko łyk herbaty...

Wychodzę z domu, mijam pana portiera, zwykła wymiana uprzejmości, uśmiech jak nigdy wcześniej, od ucha do ucha, fajnie, że dla kogoś poniedziałek jest łaskawy. Idę dalej, na przystanku czekam chwilkę na tramwaj, ludzie jacyś zadowoleni, od razu milej zaczyna się tydzień. I w końcu jest mój żelazny książę, wsiadam, znów jest jakaś miła atmosfera....

Od wyjścia z domu minimalnie przeszkadzały mi słuchawki, ciągle wypadały z uszu, jednak dopiero w tym momencie spojrzałam w dół.
Okazało się, że w kabel od słuchawek wczepiła mi się torebka od herbaty...


No cóż, przynajmniej mój widok rozchmurzył ludziom poranek :)
anonimowykwasek Odpowiedz

Kiedyś, gdyby nie tato, który zwrócił mi uwagę, wyszłabym do szkoły z zaczepionym o plecak stanikiem, niczego nieświadoma. Od tamtego momentu często sprawdzam, czy nie noszę czasem pewnej "dodatkowej rzeczy".

Stefana Odpowiedz

Nie wiem co w tym „blondynkowego” dużo osób nie ogarnia rano, szczególnie w poniedziałek.

Odpowiedzi (1)
Zobacz więcej komentarzy (13)

#N7Oe4

Moja mama była bardzo kreatywną kobietą, jeśli o wychowanie dzieci chodzi. Ilekroć całą rodziną jechaliśmy gdzieś w dalszą podróż samochodem (czasy, kiedy telefony to był rarytas niedostępny dla nas - dzieci), żeby nas czymś zająć, cobyśmy się "nie nudzili", graliśmy w grę... "kościoły i cmentarze". Polegała na wypatrywaniu w oddali krzyży sugerujących, że jest to jedno z wyżej wymienionych miejsc. Kto pierwszy krzyknął "kościół po lewej" albo "cmentarz przed nami", zdobywał punkt. Wygrywała osoba z największą ich ilością. Nigdy nie sprawialiśmy kłopotów podczas wycieczek.
aceofspades Odpowiedz

Miałam mnistwo takich gier z bratem.
Liczenie samochodów w danym kolorze, liczenie kościołów, mostów albo rond, gra w "zgadnij na co patrzę", gra w "kto pierwszy zobaczy nazwę mijanej miejscowości" i wiele innych. Aż poczułam tęsknotę za tamtymi czasami.

Odpowiedzi (1)
Rebellorum Odpowiedz

Ja z bratem miałam podobną grę, ale liczyliśmy ile oświetlonych drzewek na święta ludzie mieli na podworkach :D

Odpowiedzi (2)
Zobacz więcej komentarzy (20)

#MjPSD

Pewna babka idąc zaraz przede mną chodnikiem wlazła prosto w słup. Parsknęłam niepowstrzymanym śmiechem. Dopiero po dłuższej chwili zauważyłam laskę. Kobita była ślepa. Już zdążyłam się poczuć jak ostatni potwór, kiedy zauważyłam, że ona śmieje się razem ze mną. Pomogłam jej wstać, wciąż się śmiejąc, i w sumie rozeszłyśmy się bez słowa (skręcałam 2 m dalej w boczną uliczkę).
Teraz się zastanawiam, czy śmiała się szczerze, czy może to jednak dla pozoru i było jej przeze mnie smutno.
Bibi1991 Odpowiedz

E tam, raczej chyba nie widziała problemu 😂

Odpowiedzi (1)
bazienka Odpowiedz

aj tam moja niewidoma kolezanka prosila by przeczytac jej menu, bo "40 lat i jeszcze sie nie nauczylam :)"
przyjaciolka jezdiz na wozku i mawia, ze maz ozenil sie z nia dla renty :)

Odpowiedzi (2)
Zobacz więcej komentarzy (11)

#p3zCd

Ostatnio mój znajomy wysłał mi wiadomość na Facebooku „Wyciekły Twoje nagie zdjęcia! Sprawdź” a przy tym dziwny link, do jakiejś strony. Nie kliknęłam go, bo byłam pewna, że to jakiś wirus.

Okazało się, że faktycznie w internecie są moje nagie zdjęcia.
Diavel Odpowiedz

To teraz zastanów się, jak się tam znalazły.

Odpowiedzi (1)
Anonimowane Odpowiedz

Ale robiłaś sobie takie zdjęcia, czy są to zwykłe zdjęcia przerobione w programie do "rozbierania" kobiet?

Zobacz więcej komentarzy (14)

#ZYKjL

Matka od dziecka na mnie krzyczała, wyładowywała swoją frustrację. Doszło do tego, że jej własny brat powiedział jej, że nie zasługuje na mnie, na to żeby w ogóle mieć dziecko. W późnej podstawówce zaczęły się dodatkowo wyzwiska, a w gimnazjum czy liceum potrafiła dać mi w twarz, jeśli nie spodobało jej się to, co powiedziałam. Kazanie mi "zamknąć mordy i robić co każe" czy nazwanie mnie totalną debilką i to niedorozwiniętą było normą. Jak kiedyś nie chciałam pójść się myć (akurat robiłam zadanie i chciałam je dokończyć, a niestety okazało się trudne i zamiast 7 min zajęło mi 30), to zaciągnęła mnie do łazienki za włosy i zamknęła mówiąc, że nie wypuści, dopóki się nie umyję. Czasem po tych akcjach przychodziła mnie przytulić i mówiła, że nie chce być złą matką, że wcale nie myśli tak jak mówi, ale po 2 tygodniach przerwy wszystko wracało do normy i znowu byłam nazywana idiotką albo dostawałam w twarz.
Już od lat nie umiem powiedzieć takich prostych słów jak "kocham cię, mamo". Po prostu czuję, że to nie byłoby prawdziwe, nie byłoby takie jak powinno.

Dzisiaj dowiedziałam się, że dosyć dobrze zdałam maturę. Przyszła, rzuciła się przede mną na kolana i zaczęła błagać o wybaczenie i mówić, że mnie kocha, że wie, że to ona jest głupia i nienormalna, a nie ja. Mówiła o tym, że zachowywała się tak, bo widziała jak szybko przerastam ją inteligencją i czuła się po prostu głupia. Chciała jako matka być dla mnie wzorem, chciała być mądrzejsza, chciała, żebym nie miała jej za idiotkę. Mówiła, że wszystko co mówiła tak naprawdę było o niej, bo nie potrafiła poradzić sobie z tym, że jej dziecko, mimo że o tyle młodsze, jest bardziej inteligentne. Opowiadała jak jej koleżanki zawsze chwalą mnie w pracy, jaka jestem zdolna, grzeczna i kochana. Taka miła i pomocna, a ona tego nie doceniała. Przez cały ten czas błagała o wybaczenie i wiem, że czekała aż powiem, że ją kocham i wybaczam.

Nie mogłam, nie powiedziałam nic. Nie wiem co mam zrobić, boję się niedługo znowu wszystko wróci do poprzedniego stanu.

Dla osób, które na pewno zapytają gdzie w tym ojciec: za granicą, kiedy rozmawiał z dorosłą kobietą oraz z dziewczynką, a potem nastolatką, oczywiste było, że wierzył swojej żonie, która przecież jest dorosła. Myślał, że wszystkie te awantury to moja wina (nastoletni bunt czy coś).
Martynozaur Odpowiedz

Ona jest chora psychicznie, nie wierz w jej słowa

Odpowiedzi (4)
Nonkonformistyczna Odpowiedz

Jestem z rodziny nauczycielskiej.

Moja matka jest jak żywcem wyjęta z tego wyznania, dokładnie w jakiś 80%: Prócz niektórych w.w. zachowań, moja matka biła mnie butami po głowie, raz dusiła pod szkołą, normalnością dla niej było dawanie mi w twarz i wyzywanie mnie.
Ojciec popychał mnie na szafki, szarpał za włosy. Wyzywał.
Obydwoje - zmuszali do kąpieli co tydzień (wolę myć się na tzw. full, codziennie, dla mnie nie było to normalne). Grozili mi. Wyładowywali na mnie stres. Nazywali debilem. Nikim.
Zabraniali wielokrotnie dostępu do lodówki. Często izolowali od tego, co rówieśnicy robili sobie swobodnie (np. w wieku 14lat, mogłam być godzinę na czyiś urodzinach, jeśli byłam dłużej, lądowałam na kanapie i szarpano mną, przy darciu mordy - jak to mawiam po chamsku, ale dosadnie).
Nie dość, że doszło do tego po latach orżnięcie mnie na jakieś 130tys pln, to zabroniono mi uczestnictwa w pogrzebie dziadków i do tej pory wmawia mi się, że dziadkowie mnie sobie nie życzyli. Owszem, moja babka biła mnie zeszytem, albo w twarz, jeśli nie umiałam rozwiązać zadań matematycznych. Również, wyzywała mnie od debili.
Takie zachowania... Wpływają na człowieka. Utrudniają mu wszystko. Start w życiu i godny komfort bytowania.
Na studiach - podczas pierwszego roku studiowania - dostawałam po 100pln na jedzenie. Mimo średniej powyżej 4.50 nie przysługiwało mi żadne stypendium.

Mam 26 lat. Pracowałam w 17 różnych miejscach pracy. Jestem na zerze, zupełnym minimum w tej chwili. Zaczynam magisterkę. Krok po kroku staram się odbić od zera. Moi szanowni rodzice nadal pomiatają mną.

Osobami, które nazywam prawdziwą rodziną, są moi wieloletni przyjaciele - ratowali mnie przed krewnymi, pomagali realizować pasje, być sobą, nie tracić woli walki i ambicji.

Niestety: Masz toksyczną krewną. Najlepiej jest się odciąć. Odseparować. Wyjedź jak najdalej na studia.

Odpowiedzi (8)
Zobacz więcej komentarzy (22)

#r6HUa

Chcę podzielić się z Wami sytuacją z mojego życia. Strasznie mnie ona irytuje, więc chętnie poczytam Wasze komentarze co o tym myślicie.

Jesteśmy z narzeczonym ze sobą dość długo, kilka lat. Za 2 lata planujemy wziąć ślub.... i zaczęłam dość mocno zastanawiać się, czy tego faktycznie chcę. Mieszkamy razem, nie mamy dzieci, jesteśmy osobami niezależnymi finansowo, ogólnie dogadujemy się, jest dobrze.

Jestem od trzech miesięcy na półrocznym zwolnieniu lekarskim. I mam dość. Oboje nie zarabiamy źle, aczkolwiek mój narzeczony zarabia więcej. Nie mamy wspólnego budżetu, każdy ma swoje konto, korzysta ze swoich pieniędzy. Wspólnie składamy się na mieszkanie, jedzenie itp. Partner zarabia więcej, to więcej może zaoszczędzić w danym miesiącu i tak też odkłada sobie jakąś część z pensji. Moja pensja pozwala naprawdę na minimalne oszczędności.
Ogólnie partner to typ takiego dusigrosza. Gdy idzie sam na zakupy, kupuje wtedy najtańsze produkty.
Ale do rzeczy...

Odkąd jestem na zwolnieniu zaczęłam dostrzegać, że to ja zajmuję się całym domem. Zaczęło mi to przeszkadzać, że sama przygotowuję obiad, sprzątam po nim, sprzątam całe mieszkanie, robię pranie. Podjęłam się próby porozmawiania na ten temat, nawet kilkukrotnie. Ciągle jest to samo wytłumaczenie - bo jesteś w domu i masz więcej czasu na to, a ja muszę zarabiać. Tylko że sytuacja była identyczna przed pójściem na zwolnienie.

Nie wiem... może gdybyśmy tworzyli wspólny budżet, to miałabym do tego inne podejście? Bo jak chodzi o finanse, to niezależni, a w przypadku mieszkania, to ty masz więcej czasu. Sytuacja ta powoduje, że zniechęca mnie wspólne życie. U mnie w rodzinie nie było takiego podziału, wszystko było wspólne. Rodzice pomagali sobie, również w kwestiach sprzątania. To jest dla mnie nowość, ciężko mi to zaakceptować.
Mocno Odpowiedz

Sama widzisz jak jest. Po co ci opinia obcych ludzi? Jest niefajnie, ludzie powinni ogarniać dom wspólnie, jeśli wspólnie mieszkają. Niekoniecznie po równo, ale razem.

Odpowiedzi (11)
RollyPolly Odpowiedz

To nie kwestia budżetu a wychowania. Facet widocznie miał zawsze pod nos podstawione i nikt nigdy go nie nauczył, że naczynia same się nie zmywają. Niestety ale z doświadczenia powiem Ci, że będzie cholernie ciężko to zmienić, zwłaszcza, jeśli już podejmowałaś rozmowy bez większego skutku. Niestety nic nie doradzę, bo ja się poddałam i nie walczę. Tyle ugrałam, że chociaż mój przyznał, że nie lubi sprzątać ale nie fair jest zrzucanie wszystkiego na mnie i zatrudnił panią do sprzątania 3x w tygodniu.

Odpowiedzi (2)
Zobacz więcej komentarzy (30)
Dodaj anonimowe wyznanie