#9hLxU

Zaczął się sezon na grypę, a ja jak co roku zachorowałam. Nagle pojawiły się problemy, bo pani w przychodni powiedziała, że nie jestem ubezpieczona. Byłam ubezpieczona przy rodzicach (nie mam 26 lat i studiuję, a pracę mam na umowę zlecenie), ale nie utrzymuję z nimi kontaktu, więc nie wiedziałam, że straciłam ubezpieczenie.

Próby dodzwonienia się do matki i ojca były nieudane, ciężko się dziwić, skoro według nich nie mają już córki (dokonałam apostazji, więc się mnie wyrzekli).

Poszłam na uczelnię, żeby spróbować zgłosić się u nich do ubezpieczenia, ale panie z dziekanatu wydarły się na mnie, że to nie ich sprawa i rodzice powinni mnie ubezpieczyć. Próby wyjaśnienia sytuacji spełzły na niczym, nie obchodziło je to.

Zrezygnowana, chciałam chociaż pójść do lekarza, żeby wypisał mi zwolnienie. Postanowiłam, że zapłacę co trzeba. Niestety, przy rejestracji pani powiedziała, że nie można tak.

Reasumując, każdy potraktował mnie w tej sytuacji jak robala, nie miałam do kogo się zwrócić. Szukałam w internecie informacji, ale nie znalazłam nic, co dotyczyłoby mojego problemu. Poszłam do pracy z grypą, bo inaczej musiałabym płacić za niestawienie się na zmianie. Pracuję w gastronomii. Współczuję wszystkim tym, którzy zamówili w tym tygodniu pizzę, którą robiłam ja. Naprawdę nie chciałam przychodzić z cieknącym nosem i pokasłująca do pracy.
tewu Odpowiedz

Może zgłoś się do działu socjalnego uczelni?

ReginaPhalange0 Odpowiedz

To trzeba było umówić się do jakieś prywatnej placówki

Odpowiedzi (11)
Zobacz więcej komentarzy (23)

#mCnZp

Wszystkich Świętych - święto, w które moi rodzice lubią ze śmiechem wspominać "żenującą" sytuację z mojego dzieciństwa.

Gdy miałam jakieś 4 lata, przez cały dzień jazdy po grobach miałam w buzi kęs śniadania, którego z jakiegoś powodu nie połknęłam, rodzice odkryli to dopiero wieczorem - że cały czas mam coś w buzi. Powiedziałam im wtedy, że był to eksperyment. Strasznie ich to śmieszy do dziś. Mnie mniej, bo po prostu regularnie biłam bita za niedojadanie. Przełknięcie tego spowodowałoby u mnie wymioty, a wypluć się bałam, bo mogliby to zauważyć.

Wiem, że to głupie, ale ponieważ ciągle o tym przypominają, sama nie potrafię o tym zapomnieć i za każdym razem trochę boli.
Anonymous12345 Odpowiedz

To może powiedz im prawdę? Teraz ich to bawi, bo są przekonani, że był to jakiś dziwny eksperyment czterolatki. Może, gdy poznają prawdę dojdzie do nich, że wyrządzili Ci krzywdę, o której ciągle Ci przypominają. Czasu to nie cofnie, wspomnień nie zmieni, ale może chociaż głupio im się zrobi i odpuszczą takie jak rodzinne, wątpliwie radosne coroczne wspominki... .

Odpowiedzi (3)
WillaWianki Odpowiedz

A zacznij im przypominać o ich gównianych metodach wychowawczych, może się uspokoją.

Odpowiedzi (5)
Zobacz więcej komentarzy (7)

#65PKV

Moja mama była alkoholiczką. Właściwie dalej jest, ale niepijącą. Jej libacje do nieprzytomności trwały latami.

Parę miesięcy temu skończyłam 17 lat. Na urodziny dostałam parę win. Nie wiem czemu, ale stwierdziłam, że napiję się z matką, żeby zrozumiała, że to również wpływa na mnie. Teraz na to patrząc to miało w sobie zero logiki, ale zadziałało. Po skończeniu którejś butelki, mój żołądek (mam duże problemy z trawieniem) zaczął się buntować. W tamtym momencie specjalnie zjadłam parę dodatkowych rzeczy. Nie ukrywam. To co ze mnie wyleciało po otworzeniu ust było koszmarne. Jednakże matka widząc, że zarzygałam pół kuchni, po pijaku zaczęła robić mi wywód, że nie powinnam tyle pić. Odpowiedziałam, że ona robi to codziennie. Dziwię się, że te słowa do niej trafiły. Kazała mi wrócić do pokoju. Sama to posprzątała. Po jakimś czasie słyszałam, jak wylewa swoje wszystkie skarby do zlewu. Następnego dnia zaczęła przepraszać całą rodzinę.

Od tamtej pory nie pije. Poszła na terapię. Osoby, które wiedziały, że tyle pije wciąż zastanawiają się, jak to się stało, że z dnia na dzień przestała. Tylko ja i matka wiemy. Reszta domowników była w tym czasie w górach. Kto by się spodziewał, że salami może rozwiązać problemy alkoholowe.
Lukfra Odpowiedz

Jeżeli to prawda co napisałaś. To gratulacje dla mamy i tobie za kreatywność. Trochę ryzykowna. Ale! Udało się wam. Spokojnych i trzeźwych wieczorów z mamą. Pozdrawiam

Niezywa Odpowiedz

Żołądek przeorany, ale rodzina uratowana 👍

Zobacz więcej komentarzy (3)

#4lCrI

Jako dziecko nosiłem aparat ortodontyczny, taki wkładany, nie stały. A że dzieckiem byłem raczej leniwym i nie przykładałem się do wielu czynności, w tym kwestii higienicznych, w związku z tym, aparat zakładałem jak mi się o nim przypomniało.

Pewnych wakacji pojechałem na kolonię. Tamże, pochłonięty wszystkim tylko nie właściwą higieną, zakładałem aparat np. nie myjąc uprzednio zębów czy także nie czyszcząc samego aparatu.

Po kilku dniach, kiedy przypomniało mi się, że wypadałoby skorzystać z dobrodziejstwa ortodoncji, otworzyłem pudełeczko, w którym trzymałem aparat, który okazał się siedliskiem larw. Małe, białe, pełzające dookoła. Do dziś nie mam pojęcia, jak one się tam zalęgły. Wtedy spanikowałem i schowałem go od razu głęboko do szafy, nie użyłem go już do końca wyjazdu.

Jednak dzień po moim powrocie miałem wizytę kontrolną u ortodonty. Oczywiście o aparacie totalnie zapomniałem, toteż kiedy przyszedł dzień porannej wizyty, złapałem tylko pudełeczko, w którym był i pojechałem na wizytę.
Dopiero w poczekalni dotarło do mnie o czym zapomniałem, ale zamiast pójść do łazienki choćby opłukać ten sprzęt, po kryjomu otrzepałem aparat, wsadziłem go do buzi i cóż, coś rozgryzłem.
Ale kontrola przebiegła pomyślnie, po powrocie wreszcie wyczyściłem (i wyparzyłem) mój aparat.
Gro9 Odpowiedz

Hmm
Ciekawe.
Dawno już nie byłem tak blisko bełtania po anonimowych.

Odpowiedzi (2)
gitarzystka Odpowiedz

Ludzie mnie przerażają.

Odpowiedzi (1)
Zobacz więcej komentarzy (14)

#ZjbE0

Zacznę od tego, że pochodzę z małej miejscowości.
Z tego czy innego powodu w podstawówce byłem gnębiony, jak i w gimnazjum (małe miasteczko, jedna szkoła). Szczególnie uprzykrzał mi życie jeden bananowy koleś wraz ze swoimi dwoma przydupasami. Nie, to nie jest historia o tym, jak założyłem firmę i ich nie zatrudniłem czy coś. Szczególnie, że ten bananowy chłoptaś został wspólnikiem swojego ojczulka w rodzinnej firmie (największej w okolicy zresztą, ale ja nie o tym).
Ważne jest to, że niszczyli mi przez lata życie i to systematycznie. Co rok od pierwszej klasy podstawówki aż do czasów szkoły średniej. Jedna wielka udręka popychanek i wyzwisk...

W szkole średniej, w dużym mieście, sytuacja się zmieniła, poznałem nowych znajomych - ot, start z białą kartą. Tam był też w mojej nowej klasie, uczył się ze mną, jak się okazało, przyszły lekarz. To on namawiał mnie na zostanie dawcą szpiku i przy okazji zakończenia studiów faktycznie się zapisałem jako potencjalny dawca.

Co istotne, gdy przyjeżdżałem w odwiedziny do domu, gdy na ulicy mijałem dawnych oprawców, ci radośnie wyzywali mnie, gdy mnie zobaczyli w sklepie czy na ulicy. Część z niech miała dziewczyny czy tam narzeczone, a zachowywali się jak bydło, którym zresztą byli. Nie dali zapomnieć.

Lata bycia kozłem ofiarnym odcisnęły na mnie piętno i już w trakcie studiów chodziłem do psychologa w celu przepracowania traum z dzieciństwa (nie wiem, czy to istotne dla wyznania, ale uznałem, że warto o tym wspomnieć).

Zaraz po 30 urodzinach dostałem telefon. Jest tam jakiś mój genetyczny bliźniak, który potrzebuje szpiku. Bez wahania się zgodziłem, przeszedłem badania, wszystko w porządku. Pobrali mi szpik, ten trafił do pacjenta i "niech zdrowieje".

Po dwóch latach od tego zdarzenia nastała możliwość spotkania się między mną a tym, komu uratowałem życie. W sumie byłem ciekaw, oni też chcieli poznać swojego wybawiciela, więc doszło do wymiany danych. I tutaj zbaraniałem i przecierałem oczy ze zdumienia.

Ten, komu uratowałem życie okazał się być obecnie siedmioletnim dzieciakiem, synem jednego z tych przydupasów od bananowego chłopaka. Tego samego, który był przyczyną całego mojego przykrego życia w szkole. Ten sam, który chętnie mnie trzymał z drugim przydupasem, gdy bananowy chłoptaś mnie okładał.

Wspomnienia wróciły. Nie wiem, czy chcę się z nim spotkać, nie wiem, czy chcę oglądać tego "człowieka". Ani jego potomstwa.

Co w tym najbardziej anonimowego? Odkąd pamiętam swoim oprawcom życzyłem, aby ich dzieci cierpiały. Nie oni, bo to byłoby zbyt proste - chciałem, żeby cierpiały ich dzieci, tak jak ja cierpiałem, żeby oni wyli z bezsilności, tak jak ja wyłem. Żeby nie mogli nic zrobić. Gdybym wiedział komu ratuję życie, nigdy bym tego cholernego szpiku nie przekazał...

Moje życie to jeden wielki j****y żart...
paella Odpowiedz

Poszłabym na spotkanie tym bardziej. Facetowi będzie mega głupio, chciałabym zobaczyć jego minę i przypomnieć o "starych czasach".

Odpowiedzi (6)
KuKaZu Odpowiedz

Myślę, że nie powinieneś żałować tego. Owszem, to jest dla Ciebie bolesne, ale nie przenoś swojej nienawiści na kogoś niewinnego. To dziecko nie wybierało sobie rodzica. Poza tym dokonując zemsty na dzieciach tworzysz tylko kolejnych ludzi tak samo skrzywdzonych jak ty.

Odpowiedzi (2)
Zobacz więcej komentarzy (28)

#MGNqQ

Nigdy niczego się nie bałam.
Zawsze byłam odważna, nie bałam się bólu, nie bałam się adrenaliny, nie bałam się być sama, nie bałam się nienawidzić, nie bałam się być bezczelną, nie bałam się mówić tego co myślę, nie bałam się ryzyka, nie bałam się śmierci, nie bałam się życzyć innym źle.
Bawiłam się, piłam i lubiłam sobie zapalić.

Miesiąc temu usłyszałam od lekarza, że moja mama ma przerzuty raka do głowy, chociaż nie mieliśmy pojęcia, że w ogóle on jest w jej ciele.

Mój świat się zatrzymał. Pierwszy raz w życiu boję się. Boję się każdego kolejnego dnia, każdego nieodebranego od mamy telefonu, każdego jej zawrotu głowy, każdego jej ruchu, bo może upaść, każdego pożegnania z nią wieczorem, bo mam w głowie, że może być ono tym ostatnim.
Od miesiąca boję się żyć. Boję się otwierać rano oczy, boję się, że nie zdążę czegoś zrobić czy powiedzieć.
Boję się, że kończy mi się czas, w którym mam ją obok siebie.
rassdwa Odpowiedz

Rozmawiaj z nią, przytulaj się do niej i nie bój się powiedzieć, że ją kochasz.

Qzin Odpowiedz

Bo kończy. To kwestia zaakceptowania sytuacji i wykorzystania tego czasu jak najlepiej. Weźcie wolne, jeździe gdzieś razem. Spędzacie wspólnie czas, rozmawiajcie.

Odpowiedzi (1)
Zobacz więcej komentarzy (9)

#9zXVC

To co opiszę przydarzyło mi się, jak chodziłam do zerówki, miałam ok. 5-6 lat. Spędzałam czas w bloku u babci. Za blokiem były inne bloki, a wokół pola i oddalone domy plus lasek. Ja byłam włóczykijem, uwielbiałam się szwendać. Nudziło mi się koło bloku, a że był ze mną mój pies i biegał samopas, postanowiłam za nim iść. Poszliśmy aż za bloki, daleko. W każdym razie blok było widać z odległości. Tam mój pies zadusił kurę. Próbowałam go powstrzymać, ale nie słuchał. Z pobliskiego domu wyszła jakaś stara baba i zaczęła wrzeszczeć, ja spanikowana zaczęłam uciekać. Wysłała za mną swojego syna, który mnie dogonił, złapał pod pachę i zabrał do ich domu.

To było straszne. Nigdy w życiu się tak nie bałam. Kobieta kazała posadzić mnie w salonie na krześle, płakałam i bardzo się ich bałam. Przywiązała mi ręce do krzesła. Mówiła, że teraz nie wypuści mnie, dopóki moja mama nie zapłaci za kurę. Płakałam i tłumaczyłam, że mama się martwi, że nie wie, że tu jestem, że zapłaci, ja jej powiem, niech tylko wypuści mnie do domu. Ona nie słuchała, nie i już, mama ma przyjść i zapłacić, wtedy wypuści. Płakałam, wyłam normalnie. Byłam mała, a wiedziałam, że mama nie przyjdzie, bo niby jak ma mnie znaleźć? Błagałam ją, prosiłam. Prosiłam Pana Boga, żeby mi pomógł, obiecywałam mu, że będę grzeczna i już nie będę się włóczyć.

Siedziałam tak nie wiem jak długo, ale zaczęłam być głodna. Baba miała wszystko gdzieś. Nagle podjechał samochód. Przyjechała jej córka z chłopakiem, weszła do salonu i jak mnie zobaczyła, zamurowało ją. Ja na jej widok zaczęłam wyć wniebogłosy i błagać ją, żeby mi pomogła, dziewczyna podbiegła od razu i mnie rozwiązała. Pamiętam, że wyzywała na matkę, co ona odwaliła. Matka się tłumaczyła, że kura, ale córka zaraz ją zgasiła i strasznie zwyzywała. Przytuliła mnie, wycałowała i kazała wracać do domu. Wybiegłam jak szalona!

Pognałam szybko do bloku babci. Już słońce zachodziło, przed blokiem stała babcia i mama, szukały mnie. Gdzie ja się włóczyłam tyle? - padło pytanie, przerażona opowiedziałam wszystko, myślałam, że pójdziemy tam i one ukarzą tę babę! I wiecie co? Mama i babcia mi nie uwierzyły! Tak! Uznały, że to zmyśliłam!

Uwierzyły dopiero po latach, jak wspominałam tę historię, Wyrzygałam im to, że mi wtedy nie uwierzyły. Tłumaczyły to tym, że byłam straszną bajkopisarką, jak byłam mała. Dowiedziałam się od babci, że wie, co to za baba i że była ona chora psychicznie. Summa summarum dobrze, że choć teraz mi wierzą.

PS Nie mam żadnej traumy, powiem wręcz, że to przeżycie mnie zahartowało i wzmocniło moją psychikę.
paella Odpowiedz

Masakra, uprowadzenie i przetrzymywanie wbrew woli a mama z babcią nawet nie sprawdziły czy to mogła być prawda

Odpowiedzi (4)
Niebieskooko Odpowiedz

No dobra, baba chora psychicznie... a syn?

Odpowiedzi (2)
Zobacz więcej komentarzy (9)

#tRi9U

Dziś podczas uroczystego spotkania rodzinnego z okazji urodzin dziadka, nastał moment, w którym padło na mnie, abym opowiedziała co u mnie. Przyznam, że z dumą oznajmiłam, że udało mi się zrobić wymarzony doktorat z fizyki i mam propozycję pracy w Anglii. Podkreśliłam jak bardzo pracowite lata mam za sobą i naprawdę dużo mnie to wszystko kosztowało. Dodałam na koniec, że najzwyczajniej w świecie jestem z siebie dumna. Ktoś przy stole rzucił tylko "gratulacje!", bo nagle wtrąciła się kuzynka, mówiąc, że ona urodziła dziecko i nie wie czemu ja się tak obnoszę ze swoim wątpliwym "sukcesem", bo to żadne osiągniecie w porównaniu do macierzyństwa.

Cóż, można uznać, że ludzie mają różne priorytety, jednak nie sądziłam, że rodzina tak radośnie przyklaśnie i podsumuje chamskim "hehe, na tych studiach to może i liczyć cię nauczyli, ale robić dzieci to już nie, hehe". Przykro mi się zrobiło...
sinusoidazemniejest Odpowiedz

A ja ostatnio usiłowałam przekonać własnych rodziców do tego, że moja praca w międzynarodowej firmie mnie zadowala i wyjeżdżam za granicę na delegację i usłyszałam "po co tam jedziesz? No i co będziesz tam robić? A ty się w ogóle na tym znasz?". Nie, robię to beznadziejnie, a nadal z nimi współpracuję, rzeczywiście...

NocnaZmora Odpowiedz

Ponieważ Twoja rodzina tego nie zrobiła (A przynajmniej nie należycie) to chciałabym Ci gorąco pogratulować! Jestem naprawdę z Ciebie dumna!

Odpowiedzi (4)
Zobacz więcej komentarzy (34)

#cQAy6

Na moim osiedlu mieszka chłopak, którego znam od dziecka. Kiedyś nasza różnica wieku była bardzo zauważalna, bo kiedy ja jeszcze stawiałam babki w piaskownicy, on już pił piwo z kolegami na ławce.

Ostatnimi czasy jestem zmuszona dojeżdżać do pracy okejkami i zawsze o godzinie 12:00 widuję go czekającego na pociąg. Patrzy na mnie, uśmiecha się...
Wczoraj wyszło tak, że nawet do mnie zagadał. Nie powiem, przystojny facet, w moim typie. Trochę się speszyłam. Po kilku chwilach rozmowy powiedział "Dobra, miło było pogadać, ale muszę lecieć. Oby dzieciak miał po tobie urodę" i wskazał na mój brzuch. Odszedł z uśmiechem na ustach, a ja stałam wryta w ziemię z miną mówiącą "Co jest do ch...", bo wcale nie jestem w ciąży...

Choć doszukując się na siłę komplementów, powiedział mi w sumie, że jestem ładna ;)
Yavanna Odpowiedz

Kiedyś miałam problemy z wagą. Paliłam papierosa na ulicy ( na uboczu żeby nikomu nie przeszkadzać) a i tak podeszła do mnie jakaś baba i zaczęła tyradę że w ciąży a palę papierosy 😂 jakież było jej zdziwienie jak powiedziałam że jestem po prostu gruba 😂

Odpowiedzi (7)
Niezywa Odpowiedz

Następnym razem powiedz do niego, że nie jesteś w ciąży, ale możesz być 😂

Zobacz więcej komentarzy (5)

#UyqVp

6 lat temu zmarła moja mama (rodzice nie są już ze sobą ponad 20 lat, nie utrzymywali ze sobą kontaktu. Ja mam teraz 26). Pomimo tego, że kocham mojego tatę, nie mogę zapomnieć momentu, jak go o tym poinformowałem. Zadzwonił do swojej kobiety i z uśmiechem na twarzy poinformował ją o tym, że moja mama nie żyje i mogą już wziąć ślub. Stałem dosłownie dwa kroki od niego.
Szczuru Odpowiedz

W równie miły sposób moja matka poinformowała mnie o śmierci ojca. Pozbawionych empatii ludzi nie brakuje.

Bakingbread Odpowiedz

Nieczułych buców jebać prądem :)

Zobacz więcej komentarzy (11)
Dodaj anonimowe wyznanie