#jxCIs

Chyba złapałem covida. Stan podgorączkowy, ból gardła, biegunka, bóle mięśni, w nocy pocę się jakbym siedział w saunie, lekkie objawy ze strony układu oddechowego typu świszczenie - praktycznie od tygodnia mam te objawy. Impreza w tzw. beach barze. Mnóstwo ludzi, kupa śmiechu, nowi znajomi, morze alkoholu. Zabawa jak cholera. Zero przestrzegania zasad.
Co w tym anonimowego? Nikt o tym nie wie i nikt się nie dowie.

Patrząc na sposób, w jaki działają nasze służby sanitarne, policja, służba zdrowia - nie ma szans, bym powiedział o tym komukolwiek. Nie chcę utknąć w domu na 2-3 miesiące, bo SANEPID nie ogarnia testów. Para znajomych została tak załatwiona - od miesiąca nie mają objawów, od dwóch siedzą w mieszkaniu, ale nadal nikt nie pokwapił się, by zrobić im testy wtórne. Wiem, jak to samolubnie wygląda z mojej strony, ale...

Wziąłem w pracy tzw. home office - pracę zdalną do końca miesiąca. Anulowałem wszystkie plany urlopowe ("szefie, wezmę urlop kiedy indziej, jak będzie można już gdzieś wyjechać"), wszystkie spotkania ze znajomymi, wizytę u ortodonty i wcześniej umówione wizyty u lekarza. Zakupy mam zrobione na jakieś 2-3 tygodnie, choruję mniej więcej od półtora tygodnia (wg moich wyliczeń wtedy mniej więcej doszło do zakażenia), więc po tym czasie nie będę już zakażał i spokojnie wrócę do pracy. W międzyczasie byłem 2 razy w sklepie - nie skojarzyłem jeszcze objawów - zawsze w maseczce. Ryzyko, że kogoś zakaziłem jest znikome.

Objawy nie są najgorsze, leczenie objawowe - zwykły środek na gorączkę i bóle mięśni, coś na gardło plus elektrolity, żeby się nie odwodnić. Według publikacji naukowych, najbardziej nasilone objawy mam już za sobą - co zresztą sam zauważyłem. Jest coraz lepiej.

Nie ignorujcie proszę nakazów odnośnie zachowania odległości czy noszenia maseczek.
Mnie się poszczęściło - wyjdę z tego, ale nie każdy może mieć takie pieprzone szczęście.
aurinko Odpowiedz

a nie pomyslales, ze po prostu masz typowe objawy grypy? Takiej zwyklej grypy, ktora mozesz zlapac w kazdej chwili? Kazdego roku w wakacje przez to przechodze.Teraz kazda pierdola zdrowotna to od razu covid.
Bierz teraflu i przestan panikowac

Odpowiedzi (9)
bazienka Odpowiedz

tez bym nie powiedziala, wzielabym l4 wirtualnie na kregoslup, bo czasem juz musialam i moj lekarz wie, ze miewam z nim problemy
siedzialabym w domu leczac sie objawowo ( i tak nic innego nie zaproponuja za bardzo)
a o zakupy poprosilabym kogos z widzialnej reki, rozliczenie przelewem, przekazanie bezkontaktowe
wole to niz mielic sie z kwarantanna milionem testow, ktore nawet po wyzdrowieniu miesiac potrafia wychodzic dodatnio, ani obciazac znajomych (za bardzo nie wychodze poza praca, a jesli juz to w maseczce i ze srodkiem dezynfekujacym w lapce, ryzyko minimalne)
czasem przyznanie sie wywoluje wieksze problemy niz grzeczne chorowanie w domu

Zobacz więcej komentarzy (11)

#QfNp8

Problem z alkoholem to nie tylko przemoc.

Z narzeczonym mieszkamy za granicą. Od początku związku widziałam, że lubi alkohol, jednak nie pije codziennie. Raz w tygodniu jednak, w piątek lub sobotę, w koszyku na zakupy ląduje 0,7l alkoholu. Po dwóch drinkach staje się inną osobą. Taką, która traci rozum, dosłownie jakby mu ktoś wyjął mózg. Butelka zostaje zwykle opróżniona w jedną noc, po prostu typ człowieka, co może pić do lustra. Na moje prośby nie ma żadnej reakcji. Najczęściej spędza całą noc patrząc w telewizor lub grając na konsoli, robiąc bałagan dookoła i zasypia w fotelu, następnego dnia śpiąc do popołudnia. Wspólne plany na weekend zostają utopione w butelce. On nie jest w żaden sposób agresywny, po prostu jakby go nie było, rano często niewiele pamięta. Jednakże sytuacja powtarza się regularnie od lat i jest złożona. Poza tą jedną rzeczą, która od lat podkopuje ten związek, ma wiele zalet i jest inteligentnym facetem.

Mieszkając daleko od wszystkich ciężko mi uciec od tej sytuacji, bo nie mam nawet do kogo wyjść i trochę zmienić otoczenie. Nie jestem w stanie wyobrazić sobie życia bez niego, ale te epizody wykańczają mnie psychicznie. Na moje prośby i groźby, a nawet sugestie żeby udać się do specjalisty reaguje żartem, uważa, że nic złego nie robi. Mimo że już skończył 30 lat, ciągle tęskni za czasami studenckimi, gdzie codzienne imprezy i codzienne picie były czymś normalnym.

Na co dzień - dusza człowiek, pogodny, pracowity i kulturalny. W weekend - drugie wcielenie Ferdka Kiepskiego.
elka6 Odpowiedz

Ależ oczywiście, alkohol to nie tylko przemoc. To przepijanie pieniędzy. To brak możliwości zrobienia jakichkolwiek planów (bo znowu osunie się na fotel i prześpi cały dzień).To brak możliwości polegania na partnerze (wyobraź sobie, że masz atak wyrostka/serca właśnie wtedy, kiedy pan ma zachlane popołudnie; nawet nie zauważy, że umierasz sobie w kuchni). To kiepski seks (chlać można bezkarnie do pewnego momentu). Kontrolowany sposób picia nie trwa wiecznie. Alkohol wyłazi wreszcie ze swoich weekendowych ram i zaczyna wpływać na życie zawodowe (pan zawala pracę - pan traci pracę), kontakty społeczne (wszyscy izolują się od wiecznie skacowanego buca).Facet może cię do końca życia nie tknąć palcem - co nie znaczy, że jest mniej uzależniony od takiego, który zwykł po wódce ganiać z siekierą. Serio - to narzeczony? Chcesz rodzić dziecko facetowi, który będzie nieprzytomny, gdy to dziecko zechce ząbkować w weekend? Chcesz kupować mieszkanie wspólnie z gościem, który może w każdej chwili wylecieć z pracy za wódę? Chcesz żyć z facetem, który dwie siódme życia spędza zwisając z barłogu? Nie łudź się - to będzie potem trzy siódme, cztery siódme... To nie są epizody. Powtarzalność "epizodów" świadczy o tym, że nie jest w stanie bez tego żyć. Uzależnienie nie jest wtedy, gdy pije się codziennie i bije, tylko wtedy, gdy traci się kontrolę. Brak możliwości powstrzymania się od weekendowego chlania jest utratą kontroli. A współuzależnienie jest wtedy, gdy się nie może żyć bez uzależnionego, tłumaczy się nałóg "epizodami" i wysuwa groźby bez pokrycia.

Odpowiedzi (8)
JMoriartyy Odpowiedz

Tak to jest jak wyjeżdżasz i izolujesz się od miejscowych, bo ty tylko "ze swoimi". A potem narzekanie, że nie masz do kogo gęby otworzyć.

Odpowiedzi (13)
Zobacz więcej komentarzy (19)

#YKmqn

Często mówi się, że kobieta nie może odejść od faceta, jak ten ją bije. A co ma powiedzieć facet, który od paru lat jest mieszany z błotem, traktowany jak śmieć i człowiek gorszego sortu?

Mój dzień wygląda następująco. Praca-dom-zakupy-słuchanie wyzwisk i jaki to ja jestem zły. Kolegów nie widziałem już parę miesięcy, ponieważ jest z każdym pokłócona, a jako dobry facet bez niej nie pójdę, bo nie wypada.

Wczoraj (sobota) już całkiem przesadziła, zrobiła awanturę, że o 7 poszedłem do toalety, przez co ją obudziłem, a ona taka zmęczona (siedzi i zajmuje się domem), poszedłem do drugiego pokoju i zająłem się sobą (nie, nic z tych rzeczy, odprężam się grając w gry, tudzież oglądając YT, TV to ściema i nic tam ciekawego nie ma poza Discovery). Po dwóch godzinach przyszła, zaczęła rzucać we mnie rzeczami, czemu gram zamiast się położyć obok niej i ją przepraszać (spędzam z nią 24/7, nawet w pracy muszę ciągle z nią pisać). Nie wytrzymałem, puściły mi nerwy, wywaliłem laptopa w ścianę, po czym sam przywaliłem w drzwi obok jej głowy. Scenę można wyobrazić sobie jak z jakiegoś filmu, biedna niewiasta stoi przestraszona, obok niej facet schylony, wkurwiony z zakrwawiona ręką w drzwiach mówi "wynoś się, bo zaraz coś ci zrobię". Kazałem osobie, którą kocham odejść, by nie zrobić czegoś głupiego, już nie mogłem wytrzymać.
Będę cierpiał z tego powodu, ale chyba trzeba by już to zakończyć.
keanna Odpowiedz

Napiszę wprost- ona Ciebie nie kocha. W ogóle. Wykorzystuje Cię i jest zupełnie bezwartościowym człowiekiem. Wywal ją. Nie utrzymuj jej, bo to tylko darmozjad.

boruta6 Odpowiedz

Chłopie, uciekaj czym predzej. Nie dość że ja utrzymujesz to jeszcze traktuje cię jak szmatę.Jeżeli to twój dom to spakuj jej manele, wystaw na zewnątrz i sajonara, babka ma ewidentne problemy z głowa.

W żadnym przypadku nie stosuj przemocy bo jeszcze ci niebieska karte załozy i jeszcze cie wyeksmituja z domu jak jest twój.

Odpowiedzi (1)
Zobacz więcej komentarzy (36)

#XsIZc

W wieku 22 lat zaszłam w niechcianą ciążę. Na początku byłam w szoku, ale mój partner nawet się z tego powodu ucieszył, więc i ja byłam trochę spokojniejsza. Problemy zaczęły się, gdy mała się urodziła. Okazało się, że mój chłopak wprawdzie chciał mieć dziecko, ale zajmował się nim może 15 minut dziennie. W nocy nie było mowy o wstawaniu, bo on się musi do pracy wyspać, ale wrócenie od kolegów w tygodniu o 4 nad ranem nie było problemem. Weekendowe wieczory spędzał poza domem, bo on się musiał po pracy odstresować.To ja musiałam się o wszystko martwić. Kupowałam ubranka, pampersy i inne pierdoły, które dziecku są niezbędne. Do tego gotowanie, pranie, sprzątanie też było tylko na mojej głowie, bo dla niego to strata czasu i on się nie rozwija, wykonując te czynności.

Co w tym anonimowego? To, że wiem o tym tylko ja. Wśród bliskich gra wspaniałego tatuśka i przykładnego partnera. Mija już trzeci miesiąc, a ja czuję się jak w klatce.
dnoiwodorosty Odpowiedz

Nie tylko częsta sytuacja, ale i tabu. Kobieta, która odważy się zbuntować przeciwko byciu skazaną na dziecko (żeby nie było wątpliwości - ojciec nie zamierza partycypować w trudach opieki, jak w tym wyznaniu) narusza tyle społecznych schematów, że wybiera autocenzurę, żeby sobie nie dorzucać do problemów jeszcze użerania się z otoczeniem. Współczuję.

Odpowiedzi (1)
Majabzykbzyk Odpowiedz

Zapytaj się, przy której z tych czynności ty się rozwijasz. Bo mam wrażenie, że twój chłop uważa, że masz o jeden zwój więcej od konia, żeby wody z wiadra nie pić przy myciu podłogi...
Jeśli nie postawisz sprawy jasno i nie powiesz, że też jesteś zmęczona, że też masz prawo aby wyjść z domu bez dziecka, że ma takie same obowiązki jak ty, bo UWAGA! JEST RODZICEM! i nie zaczniesz egzekwować swoich praw, to jest po tobie.
A w dodatku musisz to zrobić tak, żeby jaśnie książę nie czuł się przytłoczony nadmiarem obowiązków które na niego zrzucasz.
Współczuję. Ale też trzymam kciuki.

Odpowiedzi (17)
Zobacz więcej komentarzy (12)

#rZCby

Po 5 latach postanowiłem zakończyć swój związek. Kiedy się poznaliśmy, Klaudia była energiczną dziewczyną. Miała dużo zainteresowań, nie lubiła spędzania wieczorów po pracy na kanapie. Pierwsze 2 lata było wręcz idealnie. Dogadywaliśmy się co do obowiązków domowych, często wychodziliśmy do kina czy restauracji, w łóżku też wszystko grało.

Z biegiem czasu zauważyłem, że coś się zmienia. Klaudia przestała o siebie dbać, sporo przytyła, potrafiła chodzić w jednych dresach przez tydzień, coraz częściej wieczory chciała spędzać przed telewizorem zajadając pizzę. Kiedyś podczas tygodniowego urlopu uznała, że nie będzie myć włosów, bo po co, i tak nie idzie do pracy. Skutecznie potrafiła mnie zniechęcić do seksu kiedy słyszałem "tylko się pośpiesz, bo zaraz będzie serial".
Pewnie powiecie, że każdy się zmienia, i ja również. Otóż nie, ja cały czas chodzę na siłownię, regularnie się myję. Często gotowałem, robiłem pranie, sprzątałem, proponowałem, byśmy gdzieś wyszli nawet na krótki spacer. Często mówiłem jej, że widzę jak się zmienia, że nie jest tą samą dziewczyną, a ona tylko krzyczała i obrażała się, bo wypominam jej, że je pizzę.

Rozstanie Klaudia zniosła bardzo źle. To ja byłem winny, opowiadała każdemu, że zostawiłem ją, bo przytyła (18 kg). Minęły 2 miesiące i ze zdumieniem oglądam zdjęcia mojej byłej na fb. Nowa fryzura, makijaż, w kółko wrzuca zdjęcia z różnych wypadów ze znajomymi, chodzi na siłownię. Wrzuca też wzniosłe sentencje o tym, jakimi świniami są faceci.

Nie rozumiem was, kobiety.
ad13 Odpowiedz

Pewnie uznała, jak wiele lasek, że jeżeli jest w zaawansowanym związku, to już nie musi się starać, ani o siebie dbać. Przestałeś być dla niej motywacją, a swojej wewnętrznej widać nie miała. Za to po rozstaniu - klasyka - robi wszystko, by się głupio odegrać i pokazać co niby straciłeś. Bez obaw, jak znajdzie następnego, po jakimś czasie znów stanie się flądrą, ten typ tak ma.

Odpowiedzi (7)
MissBennet Odpowiedz

Była cudowną kobietą a po jakimś czasie z Tobą stała się brudnym, tłustym, leniwym babskiem. Po zerwaniu znów odżyła. Jesteś pewny, że problem leżał po jej stronie?

Odpowiedzi (13)
Zobacz więcej komentarzy (16)

#s9Qr6

Osiem lat temu (po raz szósty i ostatni) podchodziłam do egzaminu na prawko. Byłam strasznie zestresowana, a egzaminator swoim zachowaniem jeszcze ten stres potęgował. Byłam pewna, że po raz kolejny skończy się na źle zrobionym łuku. Nie wiem jakim cudem, ale udało mi się zaliczyć cały plac. Strasznie się w duchu ucieszyłam. Wyjeżdżając już na miasto, musiałam poczekać, aż przejadą inne samochody. Egzaminator powiedział, że jedziemy w prawo. Nie wiem co się wydarzyło, ale niewiele myśląc przecięłam ulicę i po prostu pojechałam złym pasem. Facet od razu zatrzymał samochód i na tym mój egzamin się skończył. Nigdy nikomu nie powiedziałam czemu oblałam, za bardzo było mi wstyd.

Po paru latach, na luźnym wykładzie na studiach, gdzie czasem wykładowca włączał jakieś filmiki, dostałam ataku paniki. Ktoś nagrał z kamerki samochodowej moją wpadkę. Każdy się śmieje, ludzie robią sobie żarty na temat kobiet za kółkiem. A ja modlę się, żeby filmik skończył się zanim wysiądę z samochodu. Niestety nie skończył się. Czułam, że zaraz zapadnę się pod ziemię.

Okazało się, że to nie byłam ja.
Amadeooo Odpowiedz

Może po prostu potrzebowałaś dodatkowych godzin z instruktorem, może nawet innym niż miałaś normalny kurs. Warto też przed samym egzaminem sobie 2 godziny chociaż wykupić. No i wypić coś na uspokojenie, jakąś herbatkę czy coś z magnezem.
Poza tym 6 razy to nie tak dużo. Znam osoby, które po 13, czy 16 zdawały i w końcu się udało.

Odpowiedzi (22)
Bomrz Odpowiedz

Czyli jak widzisz takie rzeczy się zdarzają i nie masz, co się dręczyć :) plus za to, że postanowiłaś pogodzić się z tym, że nie będziesz kierowcą. Prawko nie jest dla każdego wbrew pozorom. Oczywiście nie sugeruję, że dla Ciebie na pewno nie jest, bo to też kwestia dojrzenia do tego, dobrego instruktora itd. ale na tamtym etapie chyba nie było to dla Ciebie.

Zobacz więcej komentarzy (7)

#H2uvv

Dopóki nie poszłam do szkoły, nie miałam w zasadzie żadnego towarzystwa osób w swoim wieku i przebywałam niemal wyłącznie z dorosłymi członkami rodziny (niby byli jacyś kuzyni w moim wieku, ale widywałam ich raz na ruski rok i głównie przy okazji różnych świąt/imprez rodzinnych). W rezultacie nie za bardzo wiedziałam, jak zachowywać się w obecności innych dzieci, co one szybko zauważyły.

Pod koniec podstawówki do tego stopnia nie potrafiłam rozmawiać z rówieśnikami, a jednocześnie chciałam nawiązać jakiekolwiek znajomości, że... założyłam notes, w którym zaczęłam zapisywać, kto z kim i o czym rozmawia - z datami, własnymi uwagami i cytatami (żeby później umieć się wypowiadać w podobnym stylu). Później na podstawie tego, czego się dowiedziałam, próbowałam oglądać popularne wśród rówieśników filmy, słuchać tej samej muzyki itd. Miałam nadzieję, że moja "obserwacja terenowa", kiedy już uzbieram odpowiednią ilość danych, pomoże mi łatwiej zaczynać rozmowy. Nie muszę chyba dodawać, że podsłuchiwanie cudzych konwersacji i dość otwarte notowanie ich treści bynajmniej nie przysporzyło mi popularności i z mojego misternego planu wyszły nici...

Teraz mam dwadzieścia kilka lat i rozumiem absurdalność mojego ówczesnego zachowania, ale jedno się nie zmieniło - nadal nie umiem się dogadać z osobami w moim wieku, a większość moich przyjaciół jest co najmniej kilkanaście lat starsza ode mnie.

PS Notes mam w swoich papierach do tej pory, lubię od czasu do czasu go przejrzeć, żeby się pośmiać.
lesislaw Odpowiedz

Czasem tak mam, prędzej z młodszym lub starszym bym się dogadał, aniżeli z rówieśnikiem, nie wiem za bardzo dlaczego.

Odpowiedzi (5)
Swiezychlebek Odpowiedz

Daj jakiś cytat 😄

Zobacz więcej komentarzy (5)

#BSq0Y

Mieszkam na wsi. Dzisiaj moi rodzice po raz kolejny poinformowali mnie, że przynoszę im wstyd, bo w wieku 26 lat nie mam jeszcze męża ani dzieci.
Najbardziej wkurza mnie to, że mój brat, który zamiast pracować „zajmuje się” piciem alkoholu i szlajaniem się po melinach, zrobił już dzieci trzem kobietom. Mimo swojej lekkomyślności i generalnego „zżulenia” wszyscy wspierają go finansowo i zawsze może liczyć na ciepłe słowa oraz pełne zrozumienie z racji na „jego trudną sytuację”.
Kris2020 Odpowiedz

Mieszkasz sama? Jeśli tak, to możesz ich ignorować i ograniczyć kontakty. Jak będą mieli pretensje, to mów że nie masz czasu bo chłopa szukasz

cony Odpowiedz

Ah, to parcie społeczne w Polsce na bycie w związku i posiadanie drugiej połówki 🤦
Lepiej być samemu niż z wiejskim żulem.

Zobacz więcej komentarzy (5)

#7x6b1

W lipcu brałam ślub kościelny. Z powodu błędu urzędnika w dokumencie o zdolności małżeńskiej w rubryce stanu cywilnego, nie mogliśmy zawrzeć ślubu konkordatowego i cywilny musieliśmy zawrzeć w późniejszym terminie. Ślub i wesele było piękne, lepsze niż sobie wymarzyłam! Miesiąc później ustaliliśmy z mężem datę ślubu cywilnego. Ślub to raczej tylko formalność, podpisanie dokumentu, ale ten dzień mieliśmy spędzić w przyjemny sposób. Nie mieliśmy już urlopu na miesiąc miodowy, więc była okazja, by chociaż trochę nadrobić. Bez rodziny, tylko my i nasz syn. Miało być fajne śniadanie, a po ślubie, wieczorem, romantyczna kolacja. Ogólnie rzecz biorąc miał być to dzień dla nas, dzień, by spędzić ze sobą czas, ponieważ oboje dużo pracujemy i rzadko mamy czas dla siebie. Jako że ja byłam główną organizatorką ślubu kościelnego i całego wesela, pozostawiłam mężowi organizację "naszego” dnia.

Dzień przed pytałam go, czy zarezerwował stolik w naszej ulubionej restauracji, ten jednak odparł, że niestety nie odbierają telefonu. Zaproponowałam by zadzwonił do innej restauracji i na tym temat się zakończył, ponieważ wyszłam z założenia, że się tym zajmie.

W dniu ślubu z samego rana przeglądał coś w telefonie i myślałam, że pewnie przegląda miejsca, gdzie możemy dziś wyjść, jakieś atrakcje etc. Około godziny 10:00 byłam trochę zdziwiona, prawie wcale się nie odzywał, a ja zajęłam się praniem. Kiedy zobaczył, że rozwieszam pranie, zajął się ponownie telefonem i położył na łóżku... Byłam w szoku. Myślałam, że mi powie "kochanie, to nasz dzień, zostaw to pranie, chodźmy na miasto na śniadanie lub chociaż kawę", liczyłam chociaż na pomoc z jego strony. Nic. Rozpłakałam się. Zdałam sobie również sprawę, że nie zamówił żadnej restauracji. Nie zorganizował nic...

Jeszcze nigdy w życiu nie byłam taka zawiedziona. Ja zawsze dawałam z siebie wszystko, a on nie potrafił zorganizować głupiego stolika. Na mój płacz zapytał zdziwiony o co chodzi, a mi nie mogło przez gardło przejść ani jedno słowo. Do urzędu stanu cywilnego zbierałam się ze łzami w oczach i przed urzędniczka z gulą w gardle z całych sił próbowałam powstrzymać płacz.
Po ślubie mój mąż zapytał się tylko ironicznie "To moja wina, że nie odbierali telefonu w restauracji?!".

Nie mogę się po tym pozbierać. Nie chodzi mi o restaurację, a o fakt, że nie zorganizował nic, że się nie postarał. To tak jakbym nie była dla niego warta zachodu, nic nie znaczyła. Nie zależało mu na tym, by zrobić mi przyjemność. By wymyślić coś oryginalnego, byśmy ten dzień równie dobrze zapamiętali jak ślub kościelny. Ślub bierze się raz w życiu i cywilny też miał być niezapomniany. To mu się udało! Tego dnia i przepłakanej nocy nigdy nie zapomnę...
anonimowapuza Odpowiedz

Ale...on wiedział że to jednak dla ciebie nie tylko podpisanie papierka czy nie? Bo fragment że robiłaś pranie i liczyłas że powie ci żebyś przestała, ale tylko liczyłas na to raczej wskazuje że w związku to macie zero komunikacji. Trzeba było siąść i mu powiedzieć: Jacek, ty to organizujesz, ten dzień jest dla mnie bardzo ważny, na śniadanie chcę iść do kawiarni a na kolację zarezerwuj stolik w xyz. Nie spartol sprawy. Podejrzewam że by wystarczyło. Raczej nikt w myślach nie czyta, a że ktoś się czegoś domyśli to w ogóle zapomnij.

Odpowiedzi (14)
antonizelazo Odpowiedz

Wszystko fajnie ale zazwyczaj facet to bardzo proste urządzenie i trzeba o tym pamiętać

Na wstępie stwierdzę, że to faktycznie przykre, iż nie pomyślał, żeby coś fajnego zorganizować na ten dzień. Nie fajne to było ale...

No właśnie, ale wydaje mi się, że nie do końa dobrze mu zakomunikowałaś, że ten dzień jest dla ciebie też ważny. To co dla ciebie jest oczywiste nie musi być też oczywiste dla niego. Na pewno nie chciał ci zrobić przykrości. Po prostu jest za prostym urządzeniem, aby ogarnąć że robił coś źle. W takich związkach potrzebna jest pewna doza dodatkowej komunikacji.

To przykre, ale nie możesz wymagać od niego żeby się zmienił tak jak on nie może od ciebie wymagać żebyś np. schudła. Wzięliście siebie nawzajem takimi jakimi jesteście i musicie to szanować.
Nie twierdzę tym akapitem że siedzenie na kanapie i przeglądanie telefonu gdy żona robi pranie jest w porządku. Bo nie jest. Natomiast nie powiedzenie mężowi żeby ci pomógł czyni cie równie winną tej sytuacji.

Po prostu ludzka percepcja jest inna. I musimy się nauczyć żyć z osobą za którą wyszliśmy, a nie z jej wyobrażeniem

Odpowiedzi (6)
Zobacz więcej komentarzy (31)

#jCDXK

Moja mama cierpi na stwardnienie rozsiane. Ta okropna choroba zabrała jej wolność, szczęście, władzę w ciele.
Obecnie większość czasu spędza w łóżku lub na wózku, nie rusza żadną częścią ciała, nawet głową. Musiała przejść tracheotomię, bardzo słabo mówi, ciężko jest się z nią porozumieć.
Mama potrzebuje opieki 24 na dobę, dużo czasu spędza z nią tata, dba o nią, przebiera, myje, karmi, podaje leki, zmienia pieluchy. Wiem, że bardzo mamę kocha.
Poza tym mama ma też opiekunkę, bo tata dużo pracuje i czasem wyjeżdża służbowo.
Ja też staram się pomagać przy mamie, ale chodzę jeszcze do szkoły, muszę się uczyć, chcę iść na studia, chciałabym po prostu mieć swoje własne życie.
Tata nie zmusza mnie do pomocy, ale i tak sama z siebie staram się przynajmniej raz dziennie nakarmić mamę, wziąć ją na spacer, czy po prostu posiedzieć z nią przed telewizorem.

Jakiś czas temu odkryłam coś niechcący. Mój tata zostawił telefon w salonie, a sam poszedł do łazienki. W tym czasie dostał wiadomość, więc odruchowo spojrzałam na ekran. Była to wiadomość od jakiejś kobiety, zaczynającą się słowami "Było wspaniale. Nie mogę się doczekać, kiedy znów cię zobaczę... ".
Nie weszłam w wiadomość, nie chciałam czytać dalej. Nie chcę wiedzieć, choć i tak jest to oczywiste.

Mój tata wciąż jest jeszcze młody, ma dopiero 40 lat, jest przystojny, inteligentny, zabawny, ma wiele talentów, między innymi gra na kilku instrumentach i pięknie śpiewa, maluje, fotografuje, komponuje muzykę.
Ze względu na mamę musiał zmienić swoje życie, wiem, że marzył o karierze muzycznej, grał nawet kiedyś w zespole rockowym, z którego musiał zrezygnować, gdy mama zachorowała.

Z jednej strony rozumiem mojego tatę. Czuje się samotny, zamknięty w świecie, który go unieszczęśliwia i męczy, poświęcił swoje życie chorej żonie. A przecież jest tylko człowiekiem, ma swoje potrzeby, ma uczucia.
Powiadomienie o tym mamy byłoby całkowicie głupie i bez sensu, bo jedynym efektem byłoby zranienie jej. Mama i tak nie może odejść, jest zdana na tatę i jego łaskę. Nie mogłaby mu nawet wykrzyczeć tego, co czuje.
Z tatą rozmawiać też nie zamierzam. Jeśli to jest to, czego on potrzebuje i jest to sposób, w jaki jest w stanie jakoś przez to wszystko przejść, to ja to rozumiem i akceptuję.

Chciałabym, żeby tata choć przez chwilę był szczęśliwy i mam nadzieję, że w tych chwilach z kochanką/ami właśnie tak się czuje. Wolny i szczęśliwy.
netiiblabla Odpowiedz

Jesteś mądrą, młodą kobietą... Twoi rodzice mają szczęście mając Cię za córkę...

Wrath1 Odpowiedz

Ot i cała „miłość” chłopa. Jeszcze bądź na takiego zdana w ciężkiej chorobie. Biedna ta matka.

Odpowiedzi (22)
Zobacz więcej komentarzy (13)
Dodaj anonimowe wyznanie