#7YUqn

Mój szef, właściciel dużej firmy z naszego regionu, zawsze wylatuje kilka razy do roku ze swoją żoną na luksusowe wczasy. W tym roku pandemia pokrzyżowała ich plany urlopowe, dlatego dopiero we wrześniu miał polecieć na tydzień do Tunezji na naprawdę wypasione wczasy all inclusive w jakimś luksusowym hotelu. Niestety kilka dni przed wylotem wyszedł mu pozytywny wynik badań na koronawirusa, jego żona została objęta kwarantanną, więc nie mogli polecieć, a było już za późno na odwołanie wyjazdu.

Trzy dni przed terminem wylotu szef zadzwonił do mnie i powiedział, że zawsze cenił moją pracę i że jeśli chcę, to mogę lecieć z dziewczyną zamiast nich. W pierwszej chwili pomyślałem, że super, taka okazja nie zdarza się co dzień, normalnie gwiazdka z nieba, ale po chwili zapytałem go, czy zamiast mnie mógłby lecieć ktoś inny. Początkowo trochę się zdziwił, ale po chwili wyraził zgodę.

I w ten oto sposób na najbardziej luksusowe wczasy w życiu polecieli moi rodzice. Za darmo, bez żadnych kosztów :) Nigdy nie było ich stać na ekskluzywne wyjazdy, a zawsze marzyli o egzotycznej podróży. Nawet nie wiecie, ile radości sprawił im ten wyjazd, jacy zachwyceni wrócili i jacy szczęśliwi.

Tak oto okazało się, że nawet koronawirus może dać komuś radość ;) A szef po powrocie do pracy powiedział mi, że zaimponowałem mu tym, że zamiast sam skorzystać, wolałem przekazać wyjazd rodzicom, postanowił dać mi bardziej odpowiedzialne stanowisko i wysłać na kilka kursów, dzięki czemu więcej zarabiam i kto wie, może kiedyś sam sobie kupię taką wycieczkę :)
Madhu Odpowiedz

Miłe jest to wyznanie :) powodzenia na nowym stanowisku i zdrowia dla szefa - takich jak on ze świecą szukać.

Tardiss Odpowiedz

Ciesze sie, ze istnieja jeszcze ludzie ktorzy postawieni w takiej sytuacji, postawia kogos innego ponad wlasne dobro.

Zobacz więcej komentarzy (13)

#whqAM

Historia za stażu w gabinecie dentystycznym.

Do gabinetu przyszła kobieta w celu usunięcia kamienia nazębnego, którego nagromadziło się dość dużo. W trakcie zabiegi pacjentka zaczęła odczuwać dość silny ból i poprosiła u znieczulenia. Jednak dentystka, u której miałam staż, powiedziała tylko coś w stylu "dasz radę, tylu ludzi wytrzymuje bez znieczulenia, taki ból to nic w porównaniu z porodem". Zdziwiło mnie to trochę, ale w końcu to ona miała dyplom i doświadczenie, więc nie zamierzałam podważać jej kompetencji.

Po skończonej wizycie ciekawość wzięła górę i zapytałam dentystkę dlaczego tak postąpiła. Odpowiedziała, że ta pani to jej wieloletnia pacjentka. Pracuje jako położna w szpitalu i w zeszłym roku odbierała jej poród. Na kilkukrotną prośbę o znieczulenie usłyszała tylko "dasz radę, młoda jesteś, nie będę zawracać głowy lekarzowi, tyle kobiet urodziło bez znieczulenia, to ty też możesz". Efekt był taki, że dentystka miała traumę po porodzie i przez miesiąc nawet nie zbliżała się do dziecka, bo za każdym razem gdy na nie patrzyła, przypominał się jej potworny ból, jakiego doświadczyła. Wtedy postanowiła dać do zrozumienia położnej, że leczenie zębów również można wytrzymać bez znieczulenia, ale takie męczenie się w imię idei jest bezcelowe i jeśli ktoś nie może wytrzymać, to należy zrobić wszystko, by złagodzić jego ból.
Softkitty1 Odpowiedz

Znieczulenie powinno być na żądanie. Składki się płaci i gunwo z tego się dostaje.

Odpowiedzi (32)
lilarose Odpowiedz

Zemsta jest słodka

Odpowiedzi (4)
Zobacz więcej komentarzy (11)

#onMq4

Latem wybrałem się z kumplem o świcie na ryby. Dla relaksu, coby odpocząć od stresów dnia codziennego. Jako iż dość dawno się nie widzieliśmy, od razu zaczęliśmy dosyć wcześnie sobie umilać czas alkoholem, nad rzekę dotarliśmy już w stanie mocno wskazującym. A że dodatkowo była bardzo duża mgła, to nie za bardzo widzieliśmy, jak daleko zarzuciliśmy spławiki. Zarzuciliśmy i dalej sobie piwkowaliśmy w najlepsze, aż w końcu zmógł nas sen.
Rano okazało się, że nic nie złapaliśmy. Nic dziwnego w sumie, gdyż jak się okazało, wędki były zarzucone w przeciwną stronę niż rzeka...
Nietoperzwpanierce Odpowiedz

Anonimowe i zabawne. :-)

HoustonNaZadupiu Odpowiedz

Janusze rybołóstwa 😏

Odpowiedzi (3)
Zobacz więcej komentarzy (7)

#xI0DM

Z cyklu jak ciemni potrafią być faceci.

Z Pawłem znamy się od wielu, wielu lat (licząc praktycznie w dziesiątkach). Coś zawsze między nami było, szczeniackie zauroczenia, różne śmieszne historie. Słowem - mamy przeszłość. Od lat jesteśmy we w miarę regularnym kontakcie.

Po tym krótkim słowie wstępu: Paweł odezwał się do mnie na wiosnę i wtedy zaczęliśmy dosyć często pisać, o wszystkim. Pod koniec lata okazało się, że rozstał się ze swoją wieloletnią partnerką. Cały czas traktowałam tę relację jako kumpelską, bo nawet nie dopuszczałam myśli, że po tylu latach nadal może być coś na rzeczy. Dopóki nie napisał do mnie zaraz po tym, jak go rzuciła, dopóki nie zaczął mi pisać, że jest pewna dziewczyna, o której myśli od lat i zawsze czegoś z nią chciał, ale jakoś nigdy do końca się nie udało, dopóki nie zaczął mówić, że w jednej kwestii pozostanie tajemniczy. Cały czas to traktowałam z dystansem. Aż nie zaprosił mnie na kolację. Nie chciał powiedzieć, gdzie idziemy. Wtedy zaczęłam trochę się zastanawiać... No przyznacie, wyglądało to podejrzanie.

W końcu nadszedł ten wieczór. Faktycznie, fancy restauracja, zarezerwowany stolik - myślę sobie najs. Zamówiliśmy driny, no i skoro mnie zaprosił, to nie wezmę drogiego jedzenia, bo to tak głupio trochę. Wieczór płynie, wspominamy stare czasy, aż tu nagle typ zaczyna mi wylewnie opowiadać o znajomej, która mu się podoba. Tak, znałam ją - i tak, to był najtrudniejszy do zachowania poker face w moim życiu. W mojej głowie rozgrywał się właśnie festiwal śmiechu i żenady. Łzawe historie o tym, że ta laska poczuła się jak nagroda pocieszenia po byłej płynęły do końca wieczora.

Finał tej historii jest najpiękniejszy: koleś zapłacił za nas, owszem - żeby wyjść na gentlemana. Gdy kelnerka odeszła, szeptem dodał "podliczę cię i wyślę ci numer mojego konta". Ani się zbyt nie najadłam, ani się nie bawiłam szampańsko, a mój portfel zubożał o stówkę. Tyle dobrze, że chociaż mnie odprowadził na przystanek.

Morał z tego taki płynie:
Kiedy myślisz o lasce jak o ziomalu,
to nie zamawiaj stolika w super lokalu,
idźcie na kebsa albo do maka,
gdzie każdy sam zapłaci za swego kurczaka.
KontoNumer1279 Odpowiedz

Morałów nie lubię, ale taki rymowany nawet ujdzie. 😂

Odpowiedzi (2)
Waniliowabeza Odpowiedz

No fakt, żaden z moich ziomali na kebsa czy maka mnie nie zaprasza, ale gdybyśmy poszli do fancy restaurant a nie na kawę i ciacho czy browar, to też bym tak pomyślała. A zakończenie jest ... Co za gamoń 🤦

Odpowiedzi (2)
Zobacz więcej komentarzy (13)

#RPJGM

Wybrałam się z tatą do sklepu. Jestem trochę roztrzepaną osobą i strasznie dużo gadam, jak więc na mnie przystało, całe zakupy nie zamykała mi się jadaczka. Chodziłam z karteczką i opowiadając tacie o produktach wkładałam je do koszyka. W pewnym momencie zdziwiło mnie to, że połowę tego, co wkładam, on zaraz wyciąga i podąża szybkim krokiem w dalsze alejki.

Nawet nie wiecie jak się czułam, kiedy zorientowałam się po kilku minutach, że chodziłam za obcym facetem i gadając do niego jak idiotka, wsadzałam mu różne produkty do koszyka. Dziwi mnie tylko to, że nic mi nie powiedział...
chibiterasu Odpowiedz

Szczerze, jak tak dużo gadasz to może nawet próbował się odezwać, ale nie słyszałaś. Mógł też się zwyczajnie bać.

Odpowiedzi (2)
MalaDurnaFarbowana Odpowiedz

Jeszcze trochę, a to wyznanie będzie komentowane tak -„ zobacz jakie stare wyznanie pisane jak jeszcze Tesco w Polsce było”

Odpowiedzi (2)
Zobacz więcej komentarzy (2)

#cmnwi

Muszę uczciwie przyznać, że nie jestem dobrym kierowcą. Z reguły trzymam się prawego pasa i jestem przysłowiową "babą za kółkiem". Mojej dzisiejszej historii nie zrozumieją pewnie dobrzy kierowcy, ale ja przeżyłam chwile grozy.
Wracając z pracy przejeżdżam przez dwupasmową drogę kończącą się dwupasmowym rondem. Z reguły jak na mnie przystało trzymam się prawego pasa. Dzisiaj widząc dziadka za kierownicą, który jechał nawet wolniej niż ja, postanowiłam go wyprzedzić. Moje szaleństwo na lewym pasie skończyło się w momencie, gdy całe towarzystwo na jezdni zobaczyło stojący obok patrol policji i zwolniło. Nie zdążyłam wyprzedzić dziadka i dojechałam do ronda na lewym pasie...
Opisane przeze mnie miejsce jest bardzo ruchliwe. Po wjechaniu z lewego pasa na środek ronda nie potrafiłam z niego zjechać. Nikt mnie nie chciał wpuścić. Kręciłam się w kółko i kółko nie mogąc się zatrzymać, by nie tamować ruchu. Jak dla mnie przeżycie jak z horroru.

Po przejechaniu kilkunastu okrążeń w chwilowym zatorze samochodowym, udało mi się zjechać z tego strasznego miejsca.

Gdy widzicie zrozpaczoną kobietę jeżdżącą w kółko ronda - ustąpcie jej pierwszeństwa, bo może już tam jeździ od kilku godzin :)
Eliza123 Odpowiedz

Jeżeli jesteś tak słabym kierowcą, że nie radzisz sobie na prostym rondzie to może czas zrezygnować z auta? Albo dokupić jazdy. Stanowisz zagrożenie dla wielu osób

Odpowiedzi (2)
Freezerx Odpowiedz

Następnym razem stań z kierunkiem. Ktoś Cię w ciągu minuty wpuści. Trudno, zdarza się. Nikomu 5sekund różnicy nie zrobi a jak ktoś zatrabi, to trudno. Nie bój się. Wszystko jest w Twojej głowie.

Odpowiedzi (2)
Zobacz więcej komentarzy (10)

#WcbkH

Kiedyś, gdy chodziłam jeszcze w gimnazjum, ustawiłam sobie hasło na laptopie. Było to "ch*j-dupa-pi*da". Tak, wiem, to dość głupie jak na 16-letnią dziewczynę, ale stwierdziłam, że nikt go w życiu nie zgadnie, a ja łatwo zapamiętam i będę cieszyła się tak bardzo potrzebną mi w tym czasie prywatnością.

Laptop był już po różnego rodzaju wypadkach, więc trochę szwankowały mu głośniki. Powtarzałam mamie, że może kupimy nowego laptopa, albo chociaż dokupię do niego głośniki. Któregoś dnia gdy wychodziłam ze szkoły zadzwoniła do mnie mama, że jest w serwisie komputerowym z moim laptopem i że pan naprawi mi głośniki. Wtedy stało się najgorsze..."Córcia, podaj mi tylko hasło do laptopa, pan sprawdzi, czy to nie wina systemu". Spanikowałam, nie wiedziałam co mam powiedzieć. Wpadłam więc na pomysł, żeby dała mi do telefonu tego serwisanta.
- Dzień dobry, jakie ma pani hasło?
- Błagam, proszę nic nie mówić mamie, a moje hasło to ch*uj-d*pa-pi*da.
- ... 
Słyszałam jego śmiech jeszcze przez długi czas. Ale głośniki naprawił :)
KochamLodyMietowe Odpowiedz

Smiechlam :D ja kiedys tez sobie ustawilam takie haslo ze nikt by nie zgadl. Po prostu bylo strasznie dlugie i cóż potem sama nie moglam sie zalogować bo na etapie ustawianja hasla mialam prawdopodobnie literówkę XD

SweetGirl121 Odpowiedz

Poprawiło mi humor to wyznanie 😉 No ale pomysł na hasło to cudowny miałaś 😂😂

Zobacz więcej komentarzy (6)

#fa9IU

Jakiś czas temu trafiłam na artykuł o samobójstwach wśród młodzieży. Ludzie w komentarzach pod artykułem dopytywali co takiego musi się wydarzyć, by skłonić młodą osobę do targnięcia się na swoje życie. Opowiem Wam, co kierowało mną.

Mieszkałam 10 km od Warszawy. Odkąd pamiętam mój dom rodzinny to krzyki, awantury, przemoc, poniżanie mnie, pretensje, że żyję. W szkole nie było lepiej. Zamknięta w sobie, wystraszona, nie umiałam zintegrować się z grupą, szybko stałam się kozłem ofiarnym. Byłam popychadłem, pasztetem bez przyjaciół i jakiegokolwiek wsparcia. Przewegetowałam tak całą moją edukację. W ostatni dzień matur, gdy wszyscy cieszyli się ze zdanego ustnego z angielskiego, gdy planowali na jakie studia pójdą, gdzie będą pracować, gdzie pojadą na wakacje, coś we mnie pękło. Ja nie miałam żadnego celu, żadnych marzeń. Zamiast żyć, ja walczyłam o przetrwanie, dusiłam się. Wróciłam do domu. Znowu te krzyki, dostałam w twarz, bo matka zbiła kubek i oczywiście była to moja wina.

Nie wytrzymałam. Miałam po prostu dość. Poszłam do szopy, wzięłam sznurek i udałam się do lasu. Chciałam, żeby skończył się ten strach, mój płacz, popychanie mnie, wyzywanie, chciałam ulgi. Chciałam po prostu świętego spokoju. Gdy byłam w lesie, potknęłam się o gałąź. Przewróciłam się twarzą na ziemię i chyba zemdlałam. Ocknęłam się po chwili z bolącą ręką i wielkim guzem z rozcięciem na czole. Rozbeczałam się, bo jestem tak beznadziejna, że nie potrafię się nawet zabić. Usiadłam i rozejrzałam się dookoła. Tyle razy byłam w tym lesie, a dopiero teraz zauważyłam jaki jest piękny. Mech, brzozy, śpiew ptaków i ta cisza, spokój, którego potrzebowałam. Zaczęłam głęboko oddychać, zaciągać się tym powietrzem, którego mi brakowało. Uświadomiłam sobie, że świat jednak jest piękny.

Wróciłam do domu, spakowałam się, zabrałam dwa naszyjniki po babci.
Wsiadłam w autobus do Warszawy. Sprzedałam tam w lombardzie te naszyjniki, wynajęłam pokój u starszej pani, znalazłam pracę na zmywaku. Z babcią mieszkało mi się cudownie. Ktoś o mnie dbał, gotował obiadki, pytał jak się czuję, był bezinteresownie miły. Byłam komuś potrzebna, robiłam zakupy i pomagałam sprzątać. W pracy poznałam przyjaciół i wreszcie ŻYŁAM.

Co ludzi popycha do popełnienia samobójstwa? Inni ludzie. Ludzie ludziom gotują ten los wmawiając im, że są nikim, że są niepotrzebni, nic nie warci. Wyładowując swoje frustracje, próbując podnieść poczucie własnej wartości, poniżając innych do tego stopnia, aż sam w to uwierzysz. Gdy życie to walka o przetrwanie, gdy nie masz marzeń, gdy chcesz żeby ta twoja wegetacja się skończyła, podjęcie tego kroku nie jest trudne, bo przecież nie traci się nic, bo nie ma się nic, jest się nikim.

Dziękuję Bogu, że wtedy się wywaliłam.
Waniliowabeza Odpowiedz

Czasami jeszcze kredyty i długi...

Odpowiedzi (18)
Doge2 Odpowiedz

Ludzi do samobójstwa popycha ich własna psychika. Nieumiejętność radzenia sobie z problemami. Przestańcie w końcu szukać winnych wszędzie wokół.

Odpowiedzi (11)
Zobacz więcej komentarzy (7)

#9fa6V

Będąc na studiach musiałem kombinować, by jakoś przetrwać, rodzice nie byli bogaci, ja nie byłem jedynym dzieckiem w domu.

Na drugim roku studiów, gdy myślałem, że jakoś to będzie, zaczęły się moje problemy z zębami.
Oczywiście mogłem iść na NFZ, ale kolejki były bardzo długie, plomby inne niż takie, które wykruszą się po miesiącu - płatne, znieczulenie, które działa, a nie tylko jest - płatne. Ubytki zaczęły się powiększać, zęby boleć... Wtedy wpadłem na genialny pomysł.

Poszedłem na dział medycyna, znalazłem odpowiednią osobę i zgłosiłem się jako "materiał" do nauki dla studentów stomatologii.

Wyglądało to tak, że miałem za darmo leczony ząb, najlepszymi środkami, ale... robili to studenci. Najczęściej na raty - tzn. jeden robił przegląd, opisywał przy tym każdy ząb, każdy ubytek, potem drugi po nim powtarzał, a na koniec prowadzący zajęcia kontrolował. Tak samo z leczeniem. Jeden znieczulenie, drugi borowanie, trzeci coś, czwarty coś... Ostatecznie zrobienie jednego zęba zajmowało między 3 a 4 godzinami - ale było za darmo i porządnie, na mocnym znieczuleniu.
Łącznie wyleczyłem tak 5 zębów i pozbyłem się ósemek.
Wtedy uważałem, że to najlepszy deal życia, ale nikomu się nie przyznałem, bo z drugiej strony pokazywało to, jak spłukany jestem.

PS Na takie długie otwieranie paszczy mają specjalne rozwieracze, tak żeby nie trzeba było ciągle spinać mięśni. W trakcie zabiegu miałem na uszach słuchawki, a nad głową mały tv i oglądałem filmy. Dobrze to wspominam i chętnie do dentysty chodzę już normalnie.
Cotusiedzieje Odpowiedz

Chodziłam do studentów wiele lat,mnie trzeba było się zgłaszać jako "materiał do ćwiczeń", tylko po prostu się do nich umawialo. Świetnie to wspominam, ząbki były wtedy dopieszczone jak nigdy 😁

Odpowiedzi (2)
MeAndI Odpowiedz

Juz myslalam, ze wpadłeś na pomysł z chwilówkami, a tu proszę. Gratuluje zaradności:)

Zobacz więcej komentarzy (8)

#tOjDJ

Jak byłam mała, byłam bardzo ciekawska i nie wiedzieć czemu postanowiłam sprawdzić dokładniej swoją anatomię. Z ciekawości chciałam zobaczyć jak głęboko włożę palec w pupę. Były to czasy podstawówki, więc nie miało to żadnego podtekstu.

Podczas tego eksperymentu dotknęłam czegoś bardzo twardego i wystraszyłam się, że to kręgosłup. Pochwaliłam się potem koleżance, że dotknęłam kręgosłupa od drugiej strony... Dopiero po jakimś czasie zorientowałam się, że to była kupa.

Koleżance się nie przyznałam do błędu poznawczego.
Waniliowabeza Odpowiedz

Ok, przyznam, ze to zabawne było 😂

bazienka Odpowiedz

mam nadzieje, ze potem grzecznie umylas raczki :)

Zobacz więcej komentarzy (5)
Dodaj anonimowe wyznanie