#ZQRt3

Dzisiaj o adopcji kota ze schroniska słów kilka.

Sytuacja miała miejsce jakieś 3 lata temu. Rodzice zdecydowali się na przygarnięcie zwierzęcia - kota. Przejrzeliśmy stronę lokalnego schroniska, zobaczyliśmy tam znajdę, którą moglibyśmy się zaopiekować. Pojechaliśmy do schroniska i tu zdarzyło się coś, co spowodowało, że zupełnie przestały mnie dziwić "przepełnione biednymi zwierzętami, których nikt nie chce" schroniska.

Pani, z którą rozmawialiśmy ewidentnie była studentką. Zaraz po przekroczeniu progu pomieszczenia zaczęła nas moralizować. Okazuje się, że kota nie dostaniemy. A dlaczego?


1. Mieszkamy na pierwszym piętrze w bloku - gdyby był to parter, wówczas może byśmy kota dostali, ale na pierwszym piętrze to nie, bo na pewno wypadnie przez okno, które otwiera się u nas tylko uchylnie.
2. Nie mamy i nie chcemy mieć siatki, którą mielibyśmy otoczyć cały balkon - nasz balkon jest bardzo duży, a otoczenie go siatką jest po prostu niemożliwe, ze względu na to jak jest zaprojektowany.
3. Nie mamy odpowiedniego doświadczenia - u nas w domu były tylko trzy koty, ale mniej więcej 10 lat wcześniej, więc brak nam obycia w stosunku do tych zwierząt.
4. Karma. Moi rodzice nigdy nie byli zwolennikami gotowych puszek, kupowali mięso, gotowali je z i podawali zwierzętom z różnymi dodatkami. Pani uważała, że jeśli deklarujemy się, że nie będziemy kupować karm znanych marek, to na pewno będziemy karmić zwierzęta najtańszą karmą, bo kto to widział żeby specjalnie dla zwierząt kupować mięso.

Ręce nam opadły, ze schroniska wyszliśmy bez kota, kilka tygodni później wzięliśmy psa z certyfikowanej hodowli. Mimo szczerej chęci, nie mogliśmy adoptować zwierzęcia.
Kanapkaznutella Odpowiedz

Nie dziwi mnie to. Chciałam wraz z moim facetem adoptować sunię ze schroniska, żeby chociaż jednemu psu zmienić życie, ale Pani pracująca w schronisku chyba nie chciała. Zaczęła nas umoralniać, że taki piesek może zacząć ze strachu robić pod siebie (mimo że w ankiecie, którą wypełnialiśmy, napisaliśmy, że zdajemy sobie z tego sprawę). No i generalnie zaczęła wymyślać tysiąc problemów, których nie było. Mówiła również, że nie da nam psa, bo mamy za mały metraż (mimo że napisaliśmy wyraźnie, że za 2 tygodnie przeprowadzamy się na większe mieszkanie). Nawet to, że partner powiedział, że mógłby zostać w domu ok.3 msc, żeby sunia nie była sama, bo nas po prostu na to stać - nie przemawiało za tym, żeby dać nam psa. Mój facet dzwonił, prosił chociaż o wizytę przedadopcyjną. Niestety w odpowiedzi usłyszał, że Pani musi porozmawiać z inną Panią itd. Po dwóch dniach dzwonienia do schroniska i dowiadywania się co z adopcją suni, a w odpowiedzi otrzymywane zbywanie nas doprowadziło do tego, że poddaliśmy się i kupiliśmy owczarka niemieckiego z hodowli. Oczywiście pare dni po tym otrzymaliśmy telefon, że wizyta adopcyjna jednak może zostać przeprowadzona...

Odpowiedzi (5)
Gugugai Odpowiedz

Niestety i ja mam niemiłe doświadczenie z adopcją.
Odmówiono nam kota bo:
1. Jest grudzień(było to koło 10go grudnia). Rozumiem że niektórzy robią nieodpowiedzialne prezenty w postaci zwierząt, które często po świętach są zwracane. Ale zapewnialiśmy że kot nie ma być prezentem. Kot mial być naszym domownikiem. Mówiliśmy że możemy się zjawić po świętach jeśli to rozwiąże problem. Niestety nie udało się.
2. Wynajmujemy mieszkanie. Mieszkanie jest znajomych, którzy wyrazili zgodę na zwierzęta (sami też posiadają i wiedzą z czym to się wiaze)
3. Nie mamy zabezpieczonych okien. Tłumaczenie że okna nie są zabezpieczone bo nie mamy zwierząt i że zabezpieczymy je jeśli będziemy pewni że kot z nami zamieszka nie odniosło skutku. Mamy zabezpieczyć a potem MOŻE będzie możliwość adopcji.
4. Nie mamy kota. Tak, możemy adoptować kota dopiero wtedy jeśli już jakiegoś będziemy mieć w domu (WTF??)
Zarówno ja jak i partner wychowywaliśmy się z psami i kotami w domu. Oboje kochamy zwierzęta, oboje wiemy z czym się to wiąże i mówiliśmy o tym starając się o adopcję. Niestety absurdy z jakimi się spotkaliśmy spowodowały że się poddaliśmy. Udało się dopiero przez ogłoszenie osoby prywatnej na olx. Teraz mamy 2 koty, jeden z ogłoszenia a drugi to znajdą - kochane wariaty już 2lata są z nami :-)

Odpowiedzi (4)
Zobacz więcej komentarzy (28)

#HjC7U

Mam 15 lat i nie dostałem prezentu na święta.

Pomyślicie - niewdzięczny, zazdrosny, myśli, że jest pępkiem świata.
Nie zrozumcie mnie źle, bo ja w Mikołaja już dawno przestałem wierzyć i to, że tak staremu koniowi prezentów się już na święta nie daje, doskonale rozumiem. Ale mnie to jednak najbardziej wkurza to, że górę prezentów dostał mój dziesięcioletni braciszek.

Zazdrość, pomyślicie, ale normalnie to cieszyłbym się jego szczęściem. Nawet zbytnio by mnie to nie dotknęło, bo normalne rodzeństwo to się ze sobą dzieli.

Tylko że braciszek dostał lawinę słodyczy, wodospad zabawek i kilka gier na Xboxa w nagrodę za to, że w zeszłym tygodniu nazwał naszą mamę dz**ką, bo dowiedział się, że nie dostanie pod choinkę Playstation. Rodzice są wzywani do szkoły regularnie, bo ten mały debil zadaje się ze szkolnymi cwaniaczkami. Przed przerwą świąteczną zniszczyli sedes w męskiej toalecie, a na co dzień męczą dzieciaki z młodszych klas, prowokując je do płaczu. Były też numery z odpalaniem petard na lekcjach. Wszystko w ciągu jednego semestru, choć młody nigdy nie przykładał się jakoś szczególnie do nauki... ale żeby mieć zagrożenie w podstawówce? Po szkole cały boży dzień przesiedzi przy CS albo Fortnite i z jego pokoju słychać tylko piskliwe obelgi i opowieści o kopulowaniu z matkami jego przeciwników. Braciszek mój potrafi bez skrępowania wyrzucić do śmieci zawartość talerza obiadowego i rozkazać mi i rodzicom zamówić pizzę (w tym roku było tak z trzy razy). Komentarze, kary nie skutkują. Rodzice nawet wybrali się z nim do jakiegoś psychologa, ale w końcu nic z tego nie wynikło. To, że po mnie jedzie jak po psie, no to do tego już zdążyłem się przyzwyczaić, bo czasami rodzeństwo okazuje tak swoją miłość, ale żarty się kończą, kiedy twój młodszy braciszek podkrada ci pieniądze albo grozi rozwaleniem laptopa.

Wracając do tematu świąt, nie o to mi chodzi, żeby te prezenty dawać mi, mi i tylko mi, bo tylko ja liczę się na tym świecie. Zresztą ja sam nie jestem aniołkiem, bo czasami ciężko ruszyć mi tyłek i pomóc rodzicom czy dziadkom i zdaję sobie sprawę, że czasem coś odpyskuję i w szkole mógłbym radzić sobie lepiej, choć zaraz od razu przepraszam za swoje winy, W PRZECIWIEŃSTWIE do mojego jakże kochanego braciszka. Ale według mnie gnojek powinien dostać rózgę, bądź rózgą. Po tyłku.
Barometr Odpowiedz

Kurczę. Każdy, kto zasiada do wigilijnego stołu, powinien znaleźć jakiś pakunek pod choinką. Bez względu na wiek. U mnie tak jest.

Odpowiedzi (7)
KiedyKulturalnie Odpowiedz

W Sparcie można by go porzucić na skalę za niepełnosprawność umysłową i mielibyście spokój

Zobacz więcej komentarzy (23)

#5GnbG

Z perspektywy osoby, która od zawsze miała łatkę „bananowego dziecka”.

Od zawsze w moim życiu było mnóstwo miłości, szczęścia i wspaniałych chwil. Można powiedzieć, że po prostu wygrałam na loterii. Mam małą, ale cudowną rodzinę. Tata od zawsze miał pomysł na siebie, wiec zakładając firmę już w wieku 21 lat miał bardzo dużo pieniędzy i jeździł najnowszymi samochodami, a wtedy w ogóle mało ich było na drogach. Poderwał moja mamę, która nie miała w ogóle świadomości ile on tak naprawdę zarabia i wyszła za niego za mąż.

Parę lat później urodziłam się ja i mój brat. Byliśmy wychowywani w ogromnej miłości, nikomu w życiu nie zawdzięczam tyle ile swoim rodzicom. Jednak oczywiście z racji posiadanych pieniędzy, mieliśmy piękny dom, drogie samochody, markowe ubrania, wyjazd na różne kontynenty. Jednak jakoś nigdy nie myślałam, że jestem od kogokolwiek lepsza. Rodzice zawsze mu powtarzali, że ważne nie to co masz, a to jakim jesteś człowiekiem. Nie przywiązywałam nawet wagi do tego jak ktoś ma w życiu, spotykałam się z ludźmi bogatszymi, jak i tymi, którzy w domu cierpieli z powodu alkoholizmu rodziców lub innych patologii. Zawsze starałam się pomóc. Kolegi rodzice zostali wyrzuceni z domu? Załatwię transport jego mebli do firmy mojego taty i mogą tam być, dopóki nie znajdą nowego! Kolega miał wypadek, koniec końców uderzył w barierki. Jak wysłał zdjęcie, sama poprosiłam pracownika taty o podjechanie lawetą. W podstawówce były biedne dzieci, których nie stać na wigilię w klasie? Mama podrzuca do szkoły małe paczki dla biedniejszych dzieci z mojej klasy, o których jej powiedziałam. Poprosiła o pełną anonimowość. Tata zawsze anonimowo wspierał różne działalności charytatywne.

Nie zrozumcie mnie źle. Ja nigdy nie chciałam się niczym chwalić, a zapraszałam do domu tylko osoby, które lepiej poznałam. Nie opowiadałam biedniejszym znajomym o pobycie w Australii, nie śmiałam się z koleżanki, kiedy przyjechała mocno starszym autem. Takie normalne zachowania, nie? Przecież wy też tak nie robicie. Tylko ja od zawsze miałam łatkę banana. Oczywiście, miałam znajomych, ale cała szkoła plotkowała. Bo jakaś Pani Kowalska zna moja mamę i Agatka z podstawówki nie pójdzie do takich snobów.
PrzezSamoH Odpowiedz

Ludzie po prostu zazdroszczą Ci pieniędzy, łatwiejszego życia i spokoju. Ewentualnie możesz być taka jak moja bliższa koleżanka - jej rodzice mają spore pieniądze, ale nie są też jakimiś wielkimi bogaczami, ale dziewczyna mimo że miła, fajna, nieobnosząca się z kasą to kompletnie odrealniona finansowo, co wychodziło czasem w rozmowie i bywało zabawne/irytujące ;)

Odpowiedzi (2)
Papierosek Odpowiedz

Bardzo podoba mi się Twoje zachowanie, takie bardzo pozytywne! Jestem zdania, że nie ważne jest ile ktoś ma materialnie, ale to co ma w sercu 😀

Odpowiedzi (1)
Zobacz więcej komentarzy (17)

#32dll

Dwa lata temu, będąc w odwiedzinach u babci na oddziale onkologii, poznałem dziewczynę, do której z wyjątkiem mamy nikt nie przychodził. Coraz częściej rozmawialiśmy i wyszło, że znajomi przestali utrzymywać z nią kontakt niedługo gdy dowiedzieli się o chorobie. Babcia niestety po jakimś czasie przegrała walkę, jednak ja wciąż tam przychodziłem, teraz jednak dla tej dziewczyny.
Wspierałem ją, pocieszałem w gorszych chwilach, a ona zaczęła coraz częściej się uśmiechać.

Czas mijał, zbliżyliśmy się do siebie i w końcu zostaliśmy parą.
Stan jej zdrowia uległ znacznej poprawie, a walkę z rakiem wygrała.

Rok czasu byłem przy niej dzień w dzień. Na początku w szpitalu, później, gdy u mnie zamieszkała. Wszystko skończyło się, gdy starzy znajomi się dowiedzieli. Z dnia na dzień zostawiła mnie, mówiąc, że już jej nie jestem potrzebny.
Przez niespełna rok próbowałem się po tym pozbierać.

Niedługo później napisała mi SMS-a, że mnie potrzebuje. Szybki wywiad i informacja, że ma jakiś przerzut. Zignorowałem, a na mnie wylało się wiadro pomyj, że nie mam serca i zostawiam biedną dziewczynę w chorobie.
Serio?

Około pół roku temu poznałem następną dziewczynę. Ogólnie w domu nieciekawa sytuacja z rodzicami, awantury i przemoc. Chciała się jak najszybciej wynieść, jednak miałaby problem nawet z wynajęciem pokoju (studia i praca dorywcza). Odziedziczyłem dom po babci, więc zaproponowałem, że może nieodpłatnie zająć któryś z pokoi.
Mieszkała tak u mnie kilka miesięcy, do wczoraj.
Jej brak, jej rzeczy brak, mojego sprzętu (laptopy, telewizory, złoto po babci itd.) brak, telefon wyłączony.

Oczywiście sprawa zgłoszona na policję.

Wiem dwie rzeczy.

1. Jak mieć pecha, to po całości.
2. Nie warto pomagać.
t3mida Odpowiedz

Jezu jaką szlaufą trzeba być żeby powiedzieć, że ktoś "nie jest już potrzebny".
I mam nadzieję, że ta druga odpowie za kradzież. Naprawdę warto pomagać, ale ja nie pozwoliłabym zamieszkać w moim domu osobie, której nie znam. Więcej rozwagi i szczęścia Autorze.

Rillianne Odpowiedz

Pomagać warto, ale z rozsądkiem. Poznałeś dziewczynę pół roku temu, z tych sześciu miesięcy kilka przemieszkała u Ciebie. Wpuściłeś do domu praktycznie obcą osobę, bo przedstawiła Ci łzawą historyjkę... Ja rozumiem, że być może pojawiło się jakieś uczucie, że chciałeś dobrze, ale to było bardzo naiwne z Twojej strony.

Odpowiedzi (4)
Zobacz więcej komentarzy (22)

#0mwCb

Pewne 3 fakty o mnie:
1. Jestem facetem
2. Lubię mieć gładkie stopy
3. Oglądam lifehacki.

Co to ma wspólnego, zapytacie?
Otóż chciałem sobie kupić damską elektryczną maszynkę do usuwania zrogowaciałego naskórka. Na pewno wiecie o czym mowa. Tyle tylko, że bałem się ją kupić, ponieważ zastanawiałem się co powiedzą ludzie w kolejce, albo osoba za kasą (dodam, że zamówienie tego sprzętu online nie wchodziło w grę). Więc ostatnim razem podczas wizyty w sklepie postanowiłem wypróbować pewien lifehack w praktyce. A mianowicie wziąłem owo urządzonko, ale chwyciłem również papierową torbę prezentową. Pani za kasą pochwaliła mój zakup i powiedziała, że sama taką kupiła i że moja wybranka na pewno się ucieszy. Uśmiechnąłem się wiedząc, jaka jest prawda, zapłaciłem i wyszedłem z miną zwycięzcy :D
asienaebaam Odpowiedz

Ja Ci odpowiem co powiedzieliby ludzie w kolejce: NIC, bo mieliby głęboko w dupie co kupujesz.

Odpowiedzi (3)
PlemnikZabojca Odpowiedz

Myślę że bez tej torby papierowej ludzie też mogliby pomyśleć że kupujesz to dla swojej dziewczyny bądź mamy. A po za tym to nikogo to interesuje co kupujesz. Odejdą od kasy i zapomną kto stał w kolejce przed nimi a co dopiero jakie miał zakupy. Ty też z takim zainteresowaniem i ciekawością zaglądasz innym do koszyka i zastanawiasz się po co, dla kogo i dlaczego?

Zobacz więcej komentarzy (27)

#u6lpW

Mój krótki opis: Jestem szczupła, aparycję mam niebrzydką. Jedyne co robię wokół siebie to dokładne mycie się (nie maluję się, nie golę, nie szukam ubrań, które wyglądają, a tylko takie, które są wygodne i praktyczne). Mam też w życiu pecha - jestem ofiarą gwałtu, a w późniejszym czasie kilkukrotnego molestowania przez osoby zupełnie sobie obce i ze sobą nie powiązane.

Codziennie zadaję sobie pytanie, dlaczego przyciągam do siebie takich ludzi. Moje zachowanie wśród obcych jest zupełnie pozbawione jakiegokolwiek seksapilu, a mimo to w swoim krótkim życiu spotkało mnie tyle nieszczęść i obrzydliwych sytuacji, o których nie mówię nigdy publicznie. Bardzo boję się victim blaimingu i nie znoszę, gdy jest on kierowany do innych dziewczyn, więc gdyby spotkał mnie personalnie wiem, że bym się nie wybroniła i współczuję ofiarom muszącym się tłumaczyć z tego, że po prostu istnieją w złym czasie i złym miejscu. Mam nadzieję, że za kilkadziesiąt lat społeczeństwo dojrzeje i będę mogła opowiedzieć swoją historię z podniesioną głową, a bohaterem historii będą moi oprawcy, a nie moje bokserki i koszulka ze zbyt krótkim rękawkiem.
LanaNanana Odpowiedz

Często słyszałam taką opinię, że oprawcy najczęściej wybierają osobę, która wygląda niepozornie i sprawia wrażenie niepewnej siebie. Pewnie dlatego, że takiej osobie ciężej jest się bronić, wezwać pomoc. Obawiają się osób pewnych siebie, czasami wręcz wulgarnych, bo mogłyby im stwarzać problemy. A z drugiej strony słyszy się te wszystkie obrzydliwe teksty, że się ubrała jak ladacznica i się dziwi, że ją zgwałcili.. Ale oczywiście na to nigdy nie ma reguły i nie generalizuję.

Odpowiedzi (5)
SchwartzeMargaritte Odpowiedz

Szukanie powodu to nie victim blaming, to szukanie rozwiązania. Skoro zdarza Ci się to tak często fo widocznie masz cechy, które przyciągają takich ludzi - najprawdopodobniej właśnie nieśmiałość, słabą psychikę, aurę przegrywa. To widać. Naprawdę nietrudno się zorientować, kto nie będzie się bronić, a gwałciciele najczęściej wyjaśniają, że na takich ofiarach im zależy.
Szpilki czy spódniczka prowokują nie dlatego że są seksowne, tylko dlatego, że kobieta w szpilkach nie ucieknie, a spódnicy nie trzeba zdejmować.
W podobny sposób jak strój może prowokować zachowanie - nie wyzywające i seksi, tylko właśnie takie, które wskazuje, że będziesz łatwą ofiarą.

Idź do psychologa, trenera personalnego, poszukaj pomocy, bo bez tego to się nigdy nie skończy.

Zobacz więcej komentarzy (12)

#WdXca

Drodzy Anonimowi, to będzie wyznanie poniekąd opisujące moje już dwudziestokilkuletnie życie oraz o relacji jakie łączą mnie z moją matką - katoliczką.
Zawsze byliśmy rodziną wierną, każda niedziela w kościele. Każde rekolekcje parafialne, święta oraz tym podobne były oczywiście często i gorliwie uczęszczane. Pierwsza komunia święta była największą uroczystością w moim domu, a potem tak samo bierzmowanie.

Tyle, że ja nic z tego nie rozumiałam (jak to dziecko). Szło się do komunii, bo były ładne sukienki i mogłam mieć ładnie ułożone włosy - tak wtedy myślałam o tym wszystkim. W międzyczasie zawsze wpadały mi jakieś rekolekcje letnie lub zimowe (dwa tygodnie lub więcej). Na owe wyjazdy byłam wręcz wypychana przez swoją matkę. Musiałam jechać i już. Na nic zdawały się moje krzyki i upieranie się przy swoim, że zwyczajnie nie chcę tam jechać. Nie chciałam codziennych modłów i mszy, tego stołówkowego jedzenia i spania na materacach z grupą innych dzieci. Zwyczajnie tego nie chciałam. Byłam dzieckiem introwertycznym, raczej z własnym mini światkiem, lubiłam bawić się sama, więc takie wyjazdy wspominam tylko odliczaniem dni do końca kolonii. Potem matka wypychała mnie na więcej katolickich aktywności. Msze dla dzieci, chórek, śpiew i tym podobne. A ja tego nie cierpiałam, nie dość, że granie na gitarze mi nie wychodziło, to jeszcze śpiewać nie potrafię. Takie doświadczenia w wieku 11 lat do teraz wspominam traumatycznie. Potem było bierzmowanie, już jako bardziej świadoma (lecz nie do końca) młoda osoba. Zrobiłam to tylko dla rodziny, odhaczyłam. I na tym moja relacja z kościołem się skończyła. Zwyczajna moja własna już bardziej dojrzała decyzja w kwestii wiary.

I wtedy się zaczęło.

Nie ma dnia, żeby moja matka nie wspomniała mi o chodzeniu na msze lub do spowiedzi. Wielokrotnie powtarzała mi, że ci młodzi są ludzie tacy bez wiary i że kiedyś się nawrócę. Jestem już dojrzałą kobietą i kiedy tylko wracam do domu, słyszę o kościele, brak normalnej rozmowy. Wszystkie moje problemy według matki to zapewne przez brak spowiedzi i praktykowania wiary. Nie mówiąc o konserwatywnym podejściu do życia, tematach tabu związanych z życiem seksualnym (bo seks po ślubie), braku akceptacji innych poglądów. Do tej pory bardzo mi przykro, jak to wszystko na mnie wpłynęło w sposób negatywny. Wyobraźcie sobie, że chcecie zwyczajnie pogadać z mamą o swoim życiu, kiedyś nastoletnich problemach, poglądach. A rozmowa zawsze zbacza na to, jaki to fajny ksiądz teraz jest na parafii, a jakie fajne rekolekcje i że spowiedź jest dzisiaj, powinnam iść... I tak w kółko od tylu lat. Jak małemu dziecku, jak mantrę.
Żeby nie było: ja bardzo szanuję ludzi wierzących, którzy w sobie pielęgnują religijność.
Lecz często jest mi niezmiernie przykro, że odbierając telefon od matki, słyszę tylko "och, dzisiaj niedziela, może byś poszła do kościółka?".
Mam 23 lata...
tewu Odpowiedz

Strasznie smutne... Wpychanie dzieciom wiary na siłę zawsze odnosi chyba odwrotny skutek od zamierzonego. Z ludzi których znam wierzący są właśnie Ci, którym to rzeczywiście było przekazywane, a nie wmuszane...

Odpowiedzi (1)
Rvdy103 Odpowiedz

bierzmowanie - skarament pożegnania z kościołem xD

Odpowiedzi (8)
Zobacz więcej komentarzy (23)

#ylV1L

Mój znajomy (nazwijmy go Dawid) jest prawdopodobnie najbardziej irytującą osobą, jaką kiedykolwiek spotkałem. Dosłownie bez przerwy marudzi, nic mu się nie podoba, wszystko go denerwuje i wspomina minimum raz na kilka godzin, że chciałby się zabić. Nigdy nie pracował i nie zamierza pracować, nie ma zainteresowań poza oglądaniem seriali; nie uznaje innych sposobów spędzania czasu niż picie lub siedzenie przed tv/komputerem, nie dba o siebie i nie jest zbyt urodziwy.

Dlaczego o tym wszystkim wspominam?

Kilka tygodni temu jak zawsze rozmawialiśmy o tym, jak minął nam zeszły tydzień. Oczywiście moja szalona opowieść to krótki opis trzygodzinnego wyjścia na piwo z jednym kolegą, podczas gdy Dawid rozwodzi się na temat wielu historii z jego ponad dwudziestoosobową grupą znajomych. Może się to wydawać dziwne, ale mój znajomy jest UWIELBIANY. I nie, nie przesadzam - Dawida dosłownie błagają o spotkania, oferując mu w zamian darmowy alkohol lub notatki z przedmiotu. Człowiek ten ma wielkie grono znajomych w różnym wieku z bardzo różnych środowisk, wszyscy do niego regularnie piszą i pytają o wyjścia.
Opowiadał mi właśnie o tym, jak po grupowym wyjściu do kina poszedł na imprezę, na której... znajomi wręczyli mu konsolę do gier. Po prostu, idą święta, więc specjalnie dla niego znaleźli dobrą ofertę, złożyli się i zafundowali PS4, po które ktoś musiał specjalnie jechać poza miasto. Przeprosiłem go na chwilę i "za potrzebą" wyszedłem z pokoju.

Pierwszy raz od dzieciństwa się po prostu popłakałem. Nigdy w życiu nie udało mi się być w większej grupie znajomych (maksymalnie kilka osób). Zawsze musiałem się dwoić i troić, żeby dochodziło do jakichkolwiek spotkań. Nikt dupy by nie ruszył, żeby chociaż poszukać dla mnie symbolicznego prezentu z okazji urodzin. Nikt nie uważał znajomości ze mną za jakkolwiek wiążącą. Nikt nie przejmował się, że nie ma mnie na danym wyjściu. A ten człowiek, bez jakichkolwiek zainteresowań czy chociażby podstawowej empatii, ma najbardziej lojalnych przyjaciół, o jakich kiedykolwiek słyszałem. I cały czas zdobywa nowych, podczas gdy ja od lat co najwyżej tracę jednego po drugim, moje i tak bardzo skromne grono się ciągle zmniejsza.

Możecie uznać to za żalenie się nad sobą, ale ja poczułem się po prostu zdruzgotany. Nigdy w życiu nie czułem takiego dogłębnego przejmującego smutku, który odbiera jakąkolwiek chęć do czegokolwiek. Kiedy starasz się jak możesz, czasem nawet zmieniasz dla innych, dbasz o wygląd, a wygrywa z tobą marudny egoista, który się nie goli od pół roku.


Uprzedzając pytania, jego opowieści są prawdziwe - widziałem i słyszałem niektóre z jego rozmów grupowych.
PurpleLila Odpowiedz

No cóż ja tez miałam kolegę, który właśnie marudzeniem zjednywał sobie ludzi. A bo to fajnie tak czasem z kimś na coś ponarzekać, pozłościć się itp. Ponadto taka osoba też ma skłonności do wyolbrzymiania, koloryzowania itp żeby ubarwnić swoje wywody, a dużo osób łapie się na takie sensacyjki. Dla mnie on też był męczący. Ile w kółko można słuchać o tym, że wykładowcy się uwzieli, wspollokatorzy są nieznośni a miasto nudne? Ale jak widac część się na to łapie.

Odpowiedzi (1)
Pielgrzym Odpowiedz

Boże jakbym czytała własną historie... Nigdy nie miałam wielkiego grona "przyjaciół ". Dopiero z czasem doszłam do wniosku, że wolę mieć 2-4 przyjaciółki takie prawdziwe niż stado ziomków od browara. Uwierz, że najdroższe prezenty nie zastąpią czasu i lojalności od jednej osoby.
Pozdrawiam

Odpowiedzi (1)
Zobacz więcej komentarzy (21)

#WLP25

Gdy byłam mniejsza, wytworzyłam teorię na temat telewizji. Dość długo wierzyłam, że filmy to nagrania z ukrytej kamery normalnych ludzi i po prostu te ciekawsze trafiają do telewizji.

Pewnego dnia odkryłam stronę dla dorosłych i jak to każde trochę starsze dziecko, byłam ciekawa swojego ciała. Podczas oddawania się swojej pierwszej przyjemności przypomniało mi się, że przecież ukryte kamery mogą mnie nagrywać i puścić to w telewizji. Byłam tym tak przestraszona, że codziennie spędzałam dość sporo czasu na szperaniu w internecie i upewnianiu się, czy nigdzie nie ma filmiku ze mną.
diq1 Odpowiedz

Jak byłam mała, myślałam, że ślina krąży w obiegu. Tj, że po połknięciu jakoś tam wraca do ust i tak w kółko.
W związku z czym, byłam przerażona, że może się skończyć i podziwiałam ludzi, co żyli na krawędzi i pluli gdzie popadnie.

Odpowiedzi (2)
Wavvy Odpowiedz

Też jak byłam młodsza i oglądałam filmy dla dorosłych na laptopie, wiedziałam, że ktoś może mnie obserwować przez kamerkę. A ja się bardziej podniecalam, że ktoś może mnie widzieć

Odpowiedzi (1)
Zobacz więcej komentarzy (5)

#ioW4F

Muszę się przyznać od pewnego czasu korciło mnie by przejrzeć SMS-y chłopaka... Cóż, już go nie mam. Okazało się, że wyznawał miłość swojej byłej dziewczynie i pisał, że nie wie jak ze mną zerwać.
scor Odpowiedz

Teraz już nie musi.

Kukolino Odpowiedz

Za każdym razem jak czytam takie wyznanie, to mam radochę po pachy. Dalczego? Że kolejny debil nie zniszczył życia miłej dziewczynie. Pozdrawiam autorko i trzymaj się ciepło!

Odpowiedzi (10)
Zobacz więcej komentarzy (10)
Dodaj anonimowe wyznanie