#NtXxj
Jakiś czas temu kupiłam mieszkanie w moim rodzinnym miasteczku. Nie zapłaciłam dużo, a rodzice je wyremontowali i wyposażyli, jako prezent na nową drogę życia, ale i tak musiałam wziąć kredyt i zacząć utrzymywać się sama. Pracę mam niedaleko (pracuję w ośrodku rehabilitacyjnym, od poniedziałku do piątku), więc chodzę pieszo. Panuje tam rodzinna atmosfera i mamy posiłki za darmo, a w szatni znajduje się prysznic. Kąpię się codziennie w pracy. Śniadanie i obiad jem w pracy, a na kolację biorę z pracy słoik zupy i saszetkę herbaty. Kawę piję rano w pracy, bo jest za darmo. W pracy noszę mundurek, który codziennie jest prany i maglowany w firmowej pralni, więc swoje ciuchy noszę tylko w drodze do pracy i z pracy, a kiedy wracam, zmieniam ciuchy na domowe, a wieczorem na piżamę, i tak w tych jednych ciuchach chodzę tydzień (bieliznę zmieniam codziennie). Raz w tygodniu robię pranie, piorę w kapsułkach, które podkradam będąc w gościach (tygodniowo kradnę jedną). Wieczorami siedzę przy lampce, która jest na akumulator, który ładuję będąc w pracy lub u rodziców, telewizji nie oglądam. Na weekendy idę spać do rodziców lub babci, tłumacząc, że przykro mi siedzieć samej, tym samym żywiąc i kąpiąc się u nich przez te dni. W zimę temperaturę w domu mam ustawioną na najniższą możliwą temperaturę i nie otwieram okien, które uszczelniłam już na jesień, tym samym oszczędzam na ogrzewaniu.
Tak więc: nie wydaję pieniędzy na transport, ponieważ chodzę pieszo, nie wydaję dużo na wodę, bo kąpię się w pracy bądź u rodziny, nie kupuję jedzenia, oszczędzam na praniu, w domu sprzątam sodą, wodą, octem i płynem do naczyń raz w tygodniu. A papier toaletowy kradnę z kibla w pracy. Ciuchy kupuję raz w miesiącu w lumpeksie i przeznaczam na to 20 zł, a kosmetyki kupuje te najtańsze. Tym sposobem prawie w ogóle nie wydaję pieniędzy, więc spokojnie spłacam kredyt i jeszcze mam oszczędności. A w tym wszystkim nie biorę urlopu, tylko należne za niego pieniądze, i tym samym oszczędzam pięciokrotnie. Generalnie to oszczędzam na wszystkim i nikt z mojego otoczenia nie ma o tym pojęcia.
Niby ok ale czy warto kraść na czyjąś szkodę dla paru złotych? Ten papier toaletowy by cię aż tak nie zubożył, albo proszek do prania, przecież na jedną osobę wystarczyłby na długo. Mi byłoby głupio tak na innych żerować...
Zwłaszcza, że jeśli mieszka sama, to cała paczka papieru starczyłaby jej na baaardzo długo, tym bardziej, że większość czasu i tak spędza w pracy, a weekendy u rodziny. Co do kradnięcia kapsułek, żenada. Nawet jeśli to jedna tygodniowo, nie zmienia to faktu, że ktoś na te kapsułki wydał SWOJE pieniądze. To kradzież, bez względu na to, ile ich zabiera.
Proszek bio marki tesco u mnie jest za ok 10zl, w Pl niech bedzie 20 (bo wiadomo, w PL drozej) i uwazam, ze jest lepszy niz reklamowane proszki do bialego. Paka na 40 pran. Mam od stycznia, robie 2 prania w tygodniu i chyba kupie nastepne opakowanie dopiero w czerwcu, czy lipcu. Nosz kurde, to jest minimalny wydatek, a przypal z podkradania kapsulek straszny. Rozumiem oszczednosc, nawet skrajna, ale jest takie powiedzenie "zjesc spod siebie" i to autorka robi.
Ja widziałam papiery toaletowe za około 5/6zł za paczkę osiem sztuk, takie typowo "marketowskie" i nawet nie szare...
Takie panuje przekonanie, że tanie proszki są złe, a to nie prawda. Czasem wystarczy skład porównać i jest jedno i to samo. Autorka też głównie chodzi w ubraniu służbowym, więc nie ma mocnych zabrudzeń na swoich ubraniach, a dzięki temu wystarczy wsypać niewielką ilość proszku do prania. To nie jest taki wielki wydatek żeby kraść od znajomych.
Mnie zastanawia co zrobi jak straci pracę. Będzie zmuszona żyć jak normalni ludzie :D.
ciekaw, kiedy rpzestana ja gdziekolwiek zapraszac jak zrozumieja, ze po jej wizycie ubywa kapsulek
Amzi ja kupuje w Biedrze lub Lidlu, zazwyczaj np. 16 sztuk=12 zl, 24 lub 30 sztuk za 16 zl i to delikatne, nie szare
AmziTolzma - papier toaletowy z Lidla upolowałam za 11.49 za 24 sztuki, kwota może i "spora" ale na pół roku dla jednej osoby wystarczy.
Moim zdaniem, lepiej wydać kilka złotych więcej na utrzymanie niż narażać się na nieprzyjemności w pracy 🙄
Tak czytam te komentarze i czytam, aż musiałem to napisać. Autorko, zmień swoje postępowanie, przemyśl czy na pewno chcesz tak żyć oraz... nie bierz za bardzo do siebie komentarzy napisanych pod twoim wyznaniem. Przestań januszować, najlepiej przeproś osoby na których żerowałaś i zrekompensuj wszystkie straty ale nie daj sobie przypiąć łatki "jebanego złodzieja", bo to jeszcze na lata zostanie ci z tyłu głowy.
Oszczędzanie, oszczędzaniem, ale mogłabyś przestać kraść. Papier czy kapsułki/proszek nie są warte tego, aby zostać złodziejem i stracić godność.
A czy masz jakakolwiek radosc z takiego zycia?
Po prostu jesteś złodziejką.
i skrajnym januszem. czy tam grazyna
cebulakiem po prostu
Nie oszczędzasz tylko okradasz innych czyli tak jak napisali, jesteś złodzieja i to bez grosza przyzwoitości.
Uważaj z tym uszczelnianiem okien, bo będziesz mieć grzyba w mieszkaniu. Podobnie nie „uszczelniaj” wentylacji kartką, gazetą, czy czymś tam jeszcze w przypadku kuchenki lub piecyka gazowego - łatwo wtedy zatruć się czadem.
Wtedy to będzie selekcja naturalna...
Okej, a ja mam jedno pytanie. Oszczędzasz na coś czy dla samej idei?
Na spłatę kredytu, tak twierdzi
O kurczę, racja. Umknęło mi.
"Spokojnie spłacam kredyt i jeszcze mam oszczędności". Na co więc mają pójść te oszczędności?
Myślę, że to posiadanie pieniędzy dla samego faktu posiadania ich.
Jeśli autorka posuwa się do kradzieży, tylko by zaoszczędzić, to chyba te oszczędności weźmie do grobu. Sknera z niej straszna, więc pewnie nie wyda ich na żadne przyjemności.
Oszczędności akurat mogą być na wypadek choroby, albo ewentualne przyszłe dziecko.
Ale kradzież dla oszczędności jest żenująca.
Zycie w taki sposob moze byc psychicznie „uzalezniajace” tak samo jak wydawanie wszystkich pieniedzy, tak samo oszczedzanie. Nie wiem czy zdajesz sobie z tego sprawe Autorko, ale nawet jesli splacisz kredyt (jesli potrwa to np kilka lat) to potem będzie Ci bardzo trudno przestawic sie na normalne zycie. Dalej będziesz chorobliwie oszczędna co poskutkuje tym, ze nie będziesz umiala sie cieszyc z wydanych pieniędzy. Zakladajac ze zalozysz rodzine i dalej będziesz tak postępowac to czekają Cie wieczne frustracje zwiazane z ciaglymi „niepotrzebnymi” wydatkami. Dzieci dorastajace w wiecznym skapstwie albo wyrosna na takie same sknery, albo będą zakupoholikami.
Wiem o tym, bo mialam kolezanke ktora dorastala w takim srodowisku i jest niesamowicie skąpa- nie oszczedna tylko skąpa po prostu. Np na swieta kupowala zestaw żelu pod prysznic i dezodorantu- zel dawala chlopakowi a dezodorant tacie. Twierdzila ze kupowanie prezentow to strata pieniedzy, to samo ze wszystkimi innymi rzeczami typu jedzenie, ubrania, kosmetyki. Mieszkala w pieknym domu z pieknymi meblami a jej rodzice mieli wysokie stanowiska.
Dokładnie. Też pierwszą moją myślą było to że wyrządzasz sama sobie (i swojej przyszłej rodzinie, o ile ją założysz) ogromną krzywdę. Wegetujesz w zimnie, nie kupujesz sobie nic dla własnej przyjemności, nigdzie nie bywasz- choćby w głupim kinie... co to za życie? Warto tak trwać i chomikować pieniądze na koncie zamiast się nimi cieszyć i zacząć czerpać z życia? Wiadomo nie wydawać wszystkiego do zera co miesiąc, ale taki reżim w jakim trwasz jest chory. Im dłużej to trwa tym trudniej będzie potem powrócić do normalności.
Nie oszczędzasz tylko jesteś cebulakiem. Opier...lasz wszystkich dookoła narażając ich na koszty, które mogę przeznaczyć na coś innego.
Znalazła się chytra baba z anonimowych.
Przepraszam, literówka: mogą
Ty nie oszczędzasz tylko kradniesz i żerujesz na innych. Sorry, ale to nie to samo.