Leżę sobie z mężem w łóżku, gadamy, tulimy się, nagle on wstaje, rzuca się biegiem do drzwi balkonowych, otwiera je, wystawia przez nie tyłek, puszcza najgłośniejszego i najdłuższego bąka, jakiego w życiu słyszałam, zamyka drzwi i jak gdyby nigdy nic kładzie się z powrotem obok mnie.
Tak że tego...
Dodaj anonimowe wyznanie
No co? Kocha cię i nie chce zatruwać twojego powietrza :]
Powinnaś się cieszyć że tego "potwora" wypuścił na balkonie a nie obok Ciebie...
jakbym ja z nim była niezależnie od tego czy na balkonie czy przy mnie i tak bym pewnie umarła ze śmiechu :D
HAHAHHAHAHA bo wiecie, p i e r d y są TAKIE ZABAWNE XDDDXDXDXSH XXX XDXDX XDD Fhzjsjz
Ciesz się, że nie wypuścił podkołdernika jadowitego w łóżku :D
Się ciesz, że podszedł do tego tematu w miarę profesjonalnie, nie niczym wieprz, strzelając potworem i się z tego ciesząc.
A tam, takie długie i głośne sa nieszkodliwe. Mojemu mężowi jeden jedyny raz wymsknął sie w łóżku taki cichutki i króciutki bączek. Efekt był taki, że uciekalismy z córką z pokoju wcześniej otwierajac okno na oścież w środku zimy ;)
A morał tej historii jest krótki, lecz niektórym znany:
Głośne pierdy nie śmierdzą - gorzej z cichaczami 😎
😂😂😂
Lepiej usłyczeć niż poczuć, więcej śmiechu i mniejsza trauma xd
Zawsze mogł nasrać pod kołdrę i cie tam zamknąć XD
Zazdroszczę, mój mąż tak nie dba o powietrze, którym oddycham...
To piękne kiedy ludzie potrafią się cieszyć małymi rzeczami... Chociaż czekaj ta nie była taka mała :D
Oby sąsiadów nie było na balkonie. :D
Padłabym ze śmiechu gdyby mój tak zrobił 😂