#ag5qc
O całej sprawie siłą rzeczy musiałam poinformować rodzinę. I to było właśnie najgorsze. Już pominę wyzwiska od morderczyń, ale najbardziej uderzyło we mnie to, że rodzice stwierdzili, że to wszystko byłoby przecież takie łatwe:
- ja jako opiekunka, pielęgniarka, nauczycielka, rehabilitantka 24h na dobę dożywotnio,
- mąż jako maszyna do zarabiania, która łapie się każdej pracy i goni za każdą złotówką, zero odpoczynku, harowanie od rana do nocy, żeby było jak najwięcej kasy na dziecko, które wymaga milionów
- ciągłe organizowanie zbiórek pieniędzy na operacje, żeby obcy ludzie, którym zrobi się nas żal, przelewali grubą kasę se swoich kont na operacje naszego dziecka, które pomogą mu jedynie dłużej tkwić w cierpieniu, zamiast na przykład przeznaczyć swoje pieniądze na własne dzieci czy coś, co ma jakąś przyszłość
- "nie no, przecież kochasz to dziecko, to najważniejsze".
Tak, kocham moje już ś.p dziecko, ale moja miłość go nie uleczy. Nie wyobrażam sobie także, aby obcy ludzie mieli dawać nam pieniądze, które mogliby poświęcić na leczenie kogoś, kogo faktycznie można wyleczyć. W życiu nie skazałabym własnego męża na życie jedynie ciężką pracą, niczym robotnik bez chwili wytchnienia. Też absolutnie nie chciałabym zrezygnować ze swojej tożsamości i zostać chodzącym przewijakiem, pieluchą, wózkiem inwalidzkim czy strzykawką.
Pogodziłam się z tym, co się stało. Uważam, że postąpiłam słusznie. Czuję żal, że straciłam dziecko, lepiej, żeby go nie było, niż żeby miało tak tragiczne życie, które w ten tragizm wciągnie i nas.
I dlatego przyjęte jest, że o ciąży powiadamia się po 12 tygodniu jak już masz potwierdzone najważniejsze badania.
Poza tym, na cholerę im mówiłaś wszystko? Wystarczyło zrobić co miałaś zrobić i powiedzieć rodzinie, że straciłaś ciążę.
Niektórzy muszą się pochwalić nawet różnicą w kolorze gówna wszystkim dookoła, to rodzaj upośledzenia. Dzieciak poszedł o krok dalej i oprócz wad mózgu miał też fizyczne. Dobrze, że usunęła, bo kolejne pokolenie debili, którzy z każdym gównem lecą do każdego się chwalić, to już za dużo nawet dla świata insta.
asie - skoro kochała dziecko to taka decyzja, mimo że słuszna jest bardzo ciężka. Autorka nie spodziewała się takiej reakcji rodziny (inaczej skłamałaby), ale wsparcia. Zwłaszcza jeśli byli ze sobą blisko.
PrzezSamoH, ja nie poddaje w wątpliwość czy kochała czy nie i czy decyzja była trudna. Zapewne była.
Natomiast przyjęte jest ze do 12 tygodnia o ciąży się nie powiadamia. I jak widać nie jest to „zabobon” tylko zwyczaj podyktowany takimi historiami.
asie - to kiedy para zdecyduje się powiedzieć o ciąży i komu to indywidualna sprawa. Jak dla mnie to naturalne, że najbliższa rodzina wiedziała od razu, jak dostałam potwierdzenie od lekarza, że ciąża jest i serce bije.
To, ze o ciazy powiadomili zaraz po pozytywnym tescie jeszcze jestem w stanie zrozumiec, jesli dlugo sie starali i nie mogli zaciazyc. Nie rozumiem natomiast, ze powiedzieli o wszystkich wadach i o decyzji aborcji, zwlaszcza w PL i ze mowili to starszej czesci rodziny. Wystarczylo powiedziec "plod sie nie rozwija, serce przestalo bic, musieli wywolac porod/usunac". Pocieszaliby i wspierali po stracie. To nie byla ich decyzja i tak naprawde ich sprawa, mieli prawo wiedziec, ze dziecka nie bedzie, ale nie o wszystkich szczegolach.
doznudzenia - tak, nikt nie ma obowiązku tłumaczyć się rodzinie ze swoich decyzji, wprowadzać ich w szczegóły i tak dalej. Tylko, że autorka chciała widocznie z kimś podzielić się tą stratą i sądziła, że rodzina ją zrozumie. I dla wielu osób poronić to coś innego niż pójść na aborcję, nawet jeśli dziecko jest chore. Moja kuzynka była w takiej sytuacji, z tym że "sprawa rozwiązała się sama" zanim oni to zrobili. O wszystkim wiedziała duża część rodziny, w tym trudnym okresie dziewczyna miała wsparcie, spokój i pełną akceptację.
Nie pomyślała tak o tej sytuacji, założyła, że dziecko będzie zdrowe
Dobrze jest trochę poczekać ale tak z doświadczenia ciężko czekać jakoś bardzo długo. Najbliżsi i tak zauważą. Pierwsze badanie przed 13 tygodniem nie wyklucza wszystkich nieprawidłowości. No i w sumie teoretycznie do drugiej połowy ciąży nie jest to wszystko takie super pewne (czy dziecko jest na 100% zdrowe czy donosi ciążę). Nie bądźcie tacy krytycznie w swojej ocenie czyjeś decyzji. Zresztą ja bym się spodziewała wsparcia od rodziny w takiej sytuacji no ale wiadomo, zdania są na ten temat różne, ale mimo wszystko trzeba być bezdusznym żeby będąc rodziną jeszcze dowalać kobiecie która zrobiła co musiała i tak to przeżyła.
Tacy ludzie jak rodzina autorki powinny przeczytać list matki właśnie w taki sposób niepełnosprawnej Oli. Każdemu obrońcy życia polecam, mówię też do siebie, nie jest to coś negatywnego mieć takie poglądy ale tylko jeśli nie jest się takim dupkiem bez empatii. Rozumiem, że są sytuacje w których się po prostu nie da i tyle. A przypuszczam, że tak jak w tym liście pisze w momencie jakby trzeba było przyjść i zająć się tym dzieckiem to nikt z rodziny by się nie zaoferował. To tylko piękne słowa o szacunku do życia za którymi nic nie idzie.
Sara Twoje wypowiedzi powinny zdobić każda kampanie promująca aborcję. Jako dowód na to, że jest ona potrzebna.
Autorko, dobrze zrobiłaś, szkoda tylko, że nie powiedziałaś tym cymbałom, że to było poronienie. Zdrowy organizm sam roni takie wadliwe płody, niestety w naszym obecnym trybie życia nie wszystkie mechanizmy funkcjonują jak należy. Zbadajcie się z mężem genetycznie, może to był przypadek, pech, ale co jeśli mix Waszych genów to nie jest dobry pomysł? Np nawet silnego autyzmu nie widać w usg, wychodzi dopiero w trakcie rozwoju, a finał ten sam...
Autyzm sam w sobie nie daje żadnych objawów w obrębie narządów, więc to logiczne, że nie zobaczysz go na usg. Tak samo jak niepełnosprawność intelektualną, o ile nie jest sprzężona z jakąś wadą.
Mnie osobiście przeraża, że tak powszechna i charakterystyczna choroba jak zespół downa nie jest przez lekarzy zawsze wykrywana przed porodem.
Ewidentnej wady mózgu u mojego dziecka też nie wykryto przed porodem (z biegiem czasu uważam, że to dobrze, bo nie miałam dylematów i całą ciążę bym się tylko martwiła, a dziecko mam kochane i radosne). Mozgowego Porażenia też nie wykrywa się przed porodem (chyba że jest niedotlenienie wewnątrzmaciczne). Z kolei moja przyjaciółka miała urodzić dziecko z wieloma wadami, lekarze sugerowali aborcję, robili milion badań, az w końcu okazało się, że córka jest CAŁKOWICIE zdrowa.
Nigdy nie mamy pewności, co się dzieje "w brzuchu", a nasze sprzęty do USG itp wcale nie są idealne. Lekarze też się czasem mylą...
Cotusiedzieje - moja koleżanka też miała urodzić poważnie chore dziecko, potwierdziły to różne badania i różni lekarze. Po urodzeniu okazało się, że wszystko jest okej, dla pewności obeszli chyba wszystkich możliwych lekarzy i nic. Takie historie zdarzają się, ale myślę, że to są bardzo rzadkie przypadki i na ogół działa to w drugą stronę - wada jest, ale jej nie wykryją.
Pewnie masz rację, chociaż nie widziałam żadnych statystyk. No, ale nawet na logikę ;)
Chodzi mi o to, że zazwyczaj tu wszyscy krzyczą, że "głupi rodzice, mogli usunąć, dzisiaj wszystkie wady da się wykryć". Chciałam pokazać na dwóch skrajnych przypadkach, że to nie zawsze jest prawda. Mam nadzieję, że żaden rodzic nie pobiegnie do kliniki aborcyjnej po pierwszej "diagnozie", a raczej "prognozie"... Trzeba drążyć, a i tak nie zawsze mamy pewność, co życie przyniesie.
Poród w domu to dla mnie największa głupota, jaka można sobie zafundować. Ja też miałam zdrowa, idealną ciążę, poród w terminie itp. Sam lekarz powiedział, że gdybym rodziła w domu to nie byłoby już ani mnie, ani dziecka.
Kto nie był w takiej sytuacji może sobie dywagować. Wyobraźmy sobie takie dziecko, nie widzi, nie słyszy, przykute do łóżka. Z jedną komórka mózgową nawet nie wie, że istnieje. Nie wiemy do końca czy i jak bardzo cierpi bo nie zakomunikuje tego. I umęczonych rodziców. Na wszystkich poziomach umęczonych. Zapewne większość osób krzyczących, że autorka jest morderczynią, po tygodniu opieki nad takim dzieckiem, wymiękłaby. Jedyne, z czym się nie zgadzam, to chwalenie się zaraz po pozytywnym teście, nawet najbliższym.
Polecam obejrzeć olej lorenza
Jako matka dziecka z porażeniem ktore urodziłam mając 18 lat, powiem Wam że nie zawahałabym się usunąć ciąży gdyby ktoś mnie o tym powiadomił. Kocham ją z całego serca ale cholernie ciężko jest patrzeć na to jak się męczy i będzie męczyć do końca życia, nigdy tego życia poza bólem nie pozna.
trzeba bylo powiedziec ze plod sam umarl i tyle
Szkoda, że więcej ludzi nie myśli tak jak ty.
Moja kochana, twoje wyznanie to lekcja zarówno dla ciebie jak i dla mnie, że nie zawsze trzeba się spowiadać wszystkim z każdego czynu.
Wyobraź sobie ich reakcję, gdybyś powiedziała, że dziecko miało wiele wad rozwojowych i nastąpiło samoistne poronienie. Zakładam, może błędnie, że by mówili, że dobrze się stało i pocieszali cię.
Paskudnie, potwornie z ich strony. Ale nie mów wszystkim wszystkiego. Ludzie nie zrozumieją.
Jestem przeciwniczką aborcji, ale w nieuzasadnionych niczym przypadkach. Jeśli nie bylibyscie w stanie nic zrobić aby pomoc temu dziecku żyć samodzielnie (bo niektóre przypadki po prostu na to nie pozwalają) to postąpiliście słusznie. Ciekawe czy gdybys urodziła to twoja kochana rodzinka wspomagałaby was finansowo i pomagała w opiece nad dzieckiem.
@ArgentynskiKaktus też tak uważam. Natomiast kilka wyznań temu było wyznanie o aborcji traktowanej jako spóźniona antykoncepcja. Takiego czegoś nie zrozumiem nigdy
brawo za odwagę, każdy powinien tak postępować,.bo co takie dziecko zrobi, jak rodzice zejdą z tego świata? kto mu pomoże?
I to jest mentalność co niektórych osób. Nakazywać rodzenia i dożywotniego zajmowania się takim dzieckiem to mogą, ale dam sobie rękę uciąć, że zmienili by teksty gdyby to dotyczyły ich przyszłego dziecka...