#csHi6
Podczas pierwszej wizyty spadłam z mojego rumaka i zaryłam twarzą w rozmiękłym błocie. Nie mogłam otworzyć oczu, więc po omacku chwyciłam jedną ręką końską nogę, a drugą… płot pod napięciem. Końska noga wierzgnęła i poczęstowała mnie kopytem prosto w twarz. Efekt mojej pierwszej przygody z jeździectwem to wybite dwa zęby i rozcięta warga. Do tego straumatyzowany wierzchowiec uciekł i właściciel tego miejsca musiał przez dwie godziny szukać go w pobliskim lesie.
Koleżanka już nie suszy mi głowy. Przyznała mi rację – nie nadaję się do takich sportów...
Średnio rozgarnięta ta twoja koleżanka. Namawianie to jedno, ale ona Cię zmuszała p:
Nie mieliście instruktora czy jakiegoś opiekuna tymbardziej, że to była Twoja pierwsza jazda?
Co tam sportów.... po takiej akcji ja bym się bał ci chomika dać pogłaskać...
Btw, jestem ciekawa, kto w takiej sytuacji jest winny komu odszkodowanie.
Właściciel stadniny pokrywa koszty dentysty (złe poprowadzenie zajęć dla początkującego, ryzykowne umiejscowienie płotu)
czy autorka płaci za terapię straumatyzowanego konia?
A może uznają obustronne nieszczęście i każdy płaci za siebie?
Stadnina prowadząca zajęcia, jeżeli to jest zarejestrowane, powinna być ubezpieczona na tego typu wyoadki. Pieniądze dla dziewczyny idą z ubezpieczenia, jeżeli chodzi o weterynarza, to właściciel z reguły robi to z własnej ręki (chyba, że koń jest osobno ubezpieczony). Jeżeli chodzi o dziewczynę, to byłaby wyjątkowo naiwna gdyby zapłaciła dodatkowo za leczenie konia, ponieważ nie było to absolutnie jej winą.
A najczęściej podpisujesz kwitek, że bierzesz za siebie odpowiedzialność i nie będziesz rościć pretensji do stadniny w razie wypadku.
Przy takich sportach warto mieć dodatkowe ubezpieczenie.
Jeżdżę konno ponad 10 lat. Co stajnia to inny regulamin. W jednej było wykupione ubezpieczenie grupowe na wypadki podczas jeżdżenia, w drugiej był zapis, że osoba wybierająca się na jazdę musi mieć swoje ubezpieczenie. Można wykupić na pojedyncze dni ubezpieczenie sportowe (ja robię to na zawody).
Ale powiem Ci, ze w takim wypadku łapanie czegokolwiek jest... no, mało bystre. Ja rozumiem szok itp ale w pierwszym odruchu to raczej chowanie głowy, a nie samobójstwo :o
było już ze dwa lata temu
Chciałam pisać to samo :D
Co jest? Na pierwszej jeździe powinnaś być na lonży, koń nie miałby jak uciec. Do tego na pierwszy raz zazwyczaj jeździ się na piasku, a nie na betonie. Mam wrażenie że albo to jest zmyślone, albo nauczyciel w stadninie jest skrajnie nieodpowiedzialny.
"zaryłam twarzą w rozmiękłym błocie" gdzie ty tu masz beton? xD Obstawiam miękką ziemią po deszczu. A co do reszty to masz rację
Wybacz, nawet jak wróciłam do tego wyznania teraz to przeczytałam beton :/
Albo miałaś ogromnego pecha, albo w tej szkółce są bardzo nieodpowiedzialni instruktorzy. Trzeba mocno się postarać, żeby spaść na pierwszej jeździe.
Typowa komiara:
"EEE JAK MOŻESZ NIE LUBIĆ JAZDY NA KONIU"
Aż dziwne, że nie powiedziała, że przez Ciebie koń się boi
Eee mam nadzieję, że odróżniasz qniarki od koniarzy. Te pierwsze faktycznie, ale sami miłośnicy koni często są normlani.
W moim towarzystwie nikt nikogo nigdy nie namawiał, propozycja na zasadzie "jak chcesz, to zapraszam i tyle"
Jak dla mnie zmyślone. Trenuję jeździectwo, prowadzę zajęcia - nie zdarzyło się, żeby nawet najmniej ogarnięta osoba totalnie nie posiadająca równowagi poleciała z konia na pierwszej jeździe, bo zajęcia dostosowuje się do począkującego. Chyba, że lekcję poprowadziła Ci 15 letnia "KoNiArKa", która o koniach wie tyle, że można sobie porobić ładne zdjęcia na fejsbusia i trochę pokłusowała po placu, bo o takich akcjach słyszałam, ale to już skrajna nieodpowiedzialność.
Ach, no i na pewno nie prowadzi się jazd na terenie ogrodzonym elektryczną taśmą.