#fakxl
Ostatnio jedna znajoma nieśmiało się mnie spytała, czy coś mnie łączy z jednym z kolegów "z grupy". Kilka osób kiedyś widziało nas, jak po imprezie wsiadamy razem do taksówki, jak czasem gdzieś znikamy, więc pomyśleli, że może ze sobą sypiamy lub tworzymy związek.
Niby nie ich sprawa, ale ciekawość wzięła górę.
Oczywiście zaprzeczyłam, a prywatne spotkania z X usprawiedliwiłam projektami w pracy, nad którymi czasem trzeba przysiąść po godzinach.
X jest moim zdaniem bardzo atrakcyjny, ja jego zdaniem również, bardzo się sobie podobamy, ale wiemy, że charakterami totalnie do siebie nie pasujemy.
Kiedyś gdzieś po kilku drinkach wypłynął pomysł, aby spróbować seksu bez zobowiązań, jednak mimo tego, że czujemy do siebie pociąg fizyczny, stwierdziliśmy, że komuś może stać się przez to krzywda i nie ma sensu narażać fajnej koleżeńskiej relacji.
Co zatem robimy razem po nocach?
Przytulamy się. Śpimy, tulimy się, dotykamy po plecach, ramionach, głaszczemy się po nieerotycznych partiach ciała.
Kiedyś X zorientował się, jak bardzo wewnętrznie cierpię z samotności, więc postanowił mnie przytulić, tak też zasnęliśmy u niego w łóżku.
Od tamtej pory, czyli od ponad roku, raz na jakiś czas odwiedzam go, aby poczuć ciepło i zapach drugiej osoby. Jest dosłownie moją przytulanką.
Mimo tego, że nie robimy nic złego, strasznie wstydzę się tego, że z tej życiowej beznadziejności muszę ukrywać to, że chodzę do jakiegoś faceta, żeby się z nim przytulać.
Bardzo przykre to wyznanie :/ Straszne jest jak bardzo człowiek potrzebuje właśnie zwykłego przytulenia czy pogłaskania. Niby jest to dobry sposób ale chyba lepiej żebyś poszukała partnera. Może nawet z tym Panem coś się rozwinie przez tego typu rodzaj bliskości, który zbliża nawet bardziej niż seks według mnie.
Człowiek jest zaprogramowany do życia z innymi i bycia z nimi blisko.
Jesteś samotna przez własną głupotę. Zamiast spróbować być szczęśliwa to odrzucasz gościa bo inne charaktery. Jakby miał taki sam charakter to by dopiero było nudno. Nie chcesz psuć relacji kolezenskiej? W końcu on kogoś pozna i ta relacja i tak się zmieni lub zniknie. Także jesteś nieszczęśliwa z wyboru i raczej nikt nie będzie się nad Tobą uzalal
A może to właśnie on odrzuca ją? Przecież ona jeździ do niego na przytulanie. Może jest tak bardzo zdesperowana, że usiłuje sobie wmówić, że rzeczywiście jest tak jak on mówi i nie mogą być razem ale tkwić w innej relacji. Może on tak powiedział jej, bo chciał, żeby dalej się kumplowali, a ona nie poczuła się odrzucona?
ja mam takiego przyjaciela. chemia jest, ale bysmy sie w tydzien znienawidzili a po miesiacu pozabijali. o glupoty typu niewytarta plyta grzewcza albo niespuszczona klapa sedesu
nie ma co na sile probowac zwiazku jesli po spedzeniu ze soba wiecej niz 3 dni dzialamy sobie na nerwy
Jeśli jesteście tak dojrzali że nie umiecie się dogadać o takie głupoty to ciężko będzie wam zbudować jakikolwiek związek.
Nie rozumiesz dziewczyny. Też mam takiego kolegę, z którym chcieliśmy spróbować bo czujemy do siebie pociąg fizyczny, ale mamy bardzo różne charaktery. I to nie chodzi o to, że jesteśmy inni - nie ma dwóch takich samych ludzi. Są po prostu niektóre poglądy i przyzwyczajenia, których nie przeskoczymy. Wiara, podejście do życia, sposób myślenia, wartości. Po prostu jeśli ktoś ma inny system wartości, to nie ma szans wypalić w związku.
No nie rozumiem bo mam zupełnie inne poglądy na życie niż moja narzeczona. Mimo 6 letniego stażu do tej pory nie wypracowalismy pełnego kompromisu w niektórych sprawach a mimo to bierzemy slub niedługo. Do póki niee spróbujesz to nie wiesz czy się uda czy nie
Xanx, każdy ma inne potrzeby oraz percepcję rzeczywistości, więc naturalnie do związku szuka osoby o podobnym podejściu, bo inaczej będą miały miejsce wieczne zgrzyty, przy jednoczesnym braku uzupełniania potrzeb obu stron, bo obie nie będą do tego zdolne przez odmienne usposobienie. Wieczny konflikt i brak satysfakcji – przy takich składnikach nawet upragniony kontakt fizyczny straci swoją wartość i stanie się koszmarem.
Ty również ze swoją narzeczoną musiałeś odnaleźć kompatybilność w sferze uczuciowej, skoro obu wam najwyraźniej nie przeszkadza brak podobnych poglądów, a zapewne uzupełniacie swoje potrzeby w innych kwestiach, dzięki czemu jesteście w stanie funkcjonować jako duet. Lecz nie każdy wartościuje w relacjach rzeczy, które wy wartościujecie.
Poglądy nie muszą pokrywać się w 100%, a jedynie (lub aż) w najistotniejszych kwestiach. Obojętne może być dla was, na jaką partię głosujecie, ale jak wyobrażasz sobie działanie danego związku na dłuższą metę przy zupełnie odmiennych stanowiskach w sprawie np. posiadania dzieci, czy nawet brania samego ślubu? Jak obie strony mogłyby wyjść bez szwanku, gdyby jedna z nich z natury była kłótliwa lub porywcza i oczekiwała skoków adrenaliny od swojego partnera, podczas gdy druga pragnęłaby jedynie świętego spokoju? Innego rozpatrywania wymagają poglądy i cechy dotyczące życia ogółem, czy polityki lub gospodarki, innego dotyczące stricte relacji romantycznych.
Jakkolwiek to nie zabrzmi, bardzo zazdroszczę Ci takiej nieerotycznej relacji.
Można mieć taką dość łatwo. Starczy friendzone.
@Selevan1 Niby tak, ale friendzone jest zawsze dla którejś ze stron krzywdzący, a ja chciałabym tego uniknąć.
To miło.
Nie zgodzę się do końca że wyznanie jest smutne. Pozytywnym aspektem (szczególnie po lekturze coponiektórych anonimowych) jest wiedzieć że są jeszcze na świecie ludzie którzy bezinteresownie przytulą drugiego człowieka żeby ten lepiej się poczuł. I nie muszą w zamian mieć dupczenia.
Chciałbym poznać jakąś dziewczynę która chciałaby mnie przytulać. Choć pewnie po jakimś czasie bym się w niej zakochał.
Przegrywy muszą za to płacić. Dlatego lepiej popracuj nad sobą, karierą. Nie zwracaj sobie głowy kobietami, tylko popraw jakość życia. Bo inaczej obudzisz się jako rozkladacz towaru w wieku 40 lat.
@Selevan1 Myślę że nie będę rozkładał towaru, tylko raczej przed kompem pracował(coś tam umiem i w tym kierunku chcę iść, niedługo liceum kończę), a co do bycia przegrywem, to chyba będę musiał się zgodzić. Nie jestem jakiś odrzucający od siebie ludzi, ale nikt do mnie nie ciągnie, mam mało przyjaciół(może 2 prawdziwe, z czego w jednej się zakochałem i zostałem odrzucony). Przegryw jak się patrzy.
Wiem o czym mówisz. Ja też się uczę coś dobrze robić na kompie, żeby nie musieć pracować na śmieciowych posadkach. Nie nazywam cię przegrywem na poważnie, ale już to o kobietach to jak najbardziej było na serio. Jeżeli mając plus 22-25 lat nie miałeś nawet okazji żeby być z jakąś bliżej niż jako kolega, i marzysz o tym zeby cię przytuliła jakąś, to odpuść. Będziesz się męczył, smucil, denerwowal, i ogólnie marnowal czas. Bo to oznacza że jesteś bardzo nisko na drabinie atrakcyjności.
Serio, popracuj nad samym sobą. Nad rozwojem. Pasjami, zainteresowaniami, czy czymś w kierunku ciekawej pracy, jak właśnie programowanie. Warto też poprawić swój wygląd na tyle na ile jest to możliwe. Zobaczysz, jak wpłynie to na twoją samoocenę.
A potem, jak już będziesz miał świetną pracę, solidna pozycje społeczna, to odrzucaj dalej te wszystkie kobiety które będą próbowały cię poderwać, bo będą to robić tylko dla kasy.
Radzę zadać sobie pytanie: czy gdyby ta relacja nagle się urwała, on powiedziałby, żebyś już więcej nie przychodziła, nie czułabyś się zrozpaczona? Czy gdyby on znalazł sobie dziewczynę, nie byłabyś zazdrosna? Jeśli tak, to wnioski nasuwają się same.
A mi się podoba
Jeśli nic z tym nie zrobisz i nadal będziecie tak trwać to zanim się obejrzysz i On kogoś pozna, a Ty zostaniesz sama
Dla milosci trzeba czasami zaryzykowac! Ona nie chodzi na kompromisy. Nie bedziecie sie przytulac tylko, bo pojawi sie ktos kto chciwie siegnie po 90% tej osoby. Skoro przez tyle czasu charaktery Wam nie staly na przeszkodzie to chyba cos jest na rzeczy. Jak nie spróbujesz, bedziesz gdybala do konca życia
Czy tylko ja odnoszę wrażenie, że Pan X został sfriendzonowany o czym Autorka nie zdaje sobie pojęcia? Myślę, że niewielu mężczyzn zgodziłoby się na taką relacje. I czy koleżanka pytała dlatego, że ma go na oku?
Nie tylko ty.