Historia, którą tu opiszę zdarzyła się dosyć dawno. Jako mała dziewczynka brałam udział w wielu konkursach wokalnych i co za tym idzie bardzo chciałam grać na jakimkolwiek instrumencie. Moi rodziciele byli codziennie nękani milionem próśb o zapisanie mnie do szkoły muzycznej. Po osiągnięciu przeze mnie wieku szkolnego wreszcie zgodzili się na to, bym próbowała zdawać egzaminy wstępne do szkoły. Moja mama, chcąc aby jej dziecko spełniło swoje marzenie, przeprowadzała ze mną symulacje egzaminów w domu. Pokazała mi jak takie przesłuchanie wygląda, ustalała ze mną co mogę zaśpiewać komisji, o co mogą mnie zapytać i jak powinnam się zachować.
Wreszcie naszedł dzień przesłuchania, niestety mama była w pracy, więc na egzamin poszłam z tatą. Wiedziałam jak to będzie wyglądać i byłam bardzo rozluźniona.
Po wejściu na salę zobaczyłam komisję złożoną z pedagogów, którzy wyglądali bardzo ponuro i posępnie. Po chwili poprosili mnie, abym zaśpiewała jakąś piosenkę.
W związku z tym, że atmosfera jak na stypie, stwierdziłam, że rozruszam nieco towarzystwo i zarapowałam czołówkę z serialu dla dzieci "Ach ten, Andy". Komisja w szoku, tata w rogu sali czerwony jak burak. Lekko zdezorientowana pani zapytała, czy mam jakąś inną piosenkę w swoim repertuarze i wtedy zaśpiewałam "Świniorza" (piosenka z wiejską gwarą o chłopcu kochającym dziewczynę jak swoje świnie). Ludzie, którzy mnie egzaminowali, aż otworzyli usta (chyba ze zdumienia nad rozpiętością mojego repertuaru), a tata w rogu sali zapadał się pod ziemię. Oczywiście nie rozumiałam o co chodzi, ale rodzice do dziś wspominają ten egzamin.
P.S. Dostałam się do szkoły muzycznej na skrzypce :)
Dużo osób współczuje mi straty rodzica (ojca), ale mi nawet nie jest przykro. Mój ojciec pił przez pół mojego życia, nie raz podniósł na mnie rękę, straciłam z nim kontakt w wieku 18 lat. Wzięłam się spakowałam i uciekłam... Dla mojej mamy był to cios, który teraz wie, że był dobry dla nas wszystkich.
Mój ojciec we wczesnym dzieciństwie był kimś dla mnie ważnym, byłam "córeczką tatusia". Zawsze chodząc do sklepu pozwalał kupować sobie różne słodycze i gazetki (jakieś tam Barbie). Później zaczęło się psuć, ojciec przychodził pijany do domu i nie miał już czasu dla nas, swojej rodziny. Mimo, że próbowałam go ratować, on odrzucał moją pomoc. Od 13 roku życia całe jego pieniądze szły na alkohol. Dzień w dzień pił do upadłego i zaczęły się padaczki alkoholowe. W pewnym momencie przestał się kontrolować, pobił mnie za to, że byłam w domu.
Po kilku latach po mojej ucieczce zaszłam w ciążę, szok, że będzie dziadkiem. Obiecywał, że się zmieni i mu uwierzyłam... Fakt pod koniec mojej ciąży chodził do pracy, ale jak dostał wypłatę to był koniec. Znowu zaczął pić i całą wypłatę przeznaczał na alkohol. Swojej pierwszej wnuczce nie kupił nawet głupiego miśka za 5 zł, żeby miała pamiątkę...
I tak po trzech miesiącach od urodzenia mojej córki, mój ojciec zmarł na własne życzenie. W nocy poszedł do pomieszczenia gospodarczego wypić wódkę i prawdopodobnie dostał ataku padaczki. Upadł na szkło, które się tam znajdowało. Babcia znalazła go prawdopodobnie po godzinie w kałuży krwi, po dwóch dniach zmarł.
Dostałam telefon od brata, że ojciec nie żyje. Moja reakcja była taka, że się cieszyłam. Cieszyłam się z tego, że będzie święty spokój. Zainteresowało mnie w jaki sposób zmarł (bo nikt mi nie powiedział, że taka sytuacja się wydarzyła).
Pamiętam jego twarz w trumnie, była spuchnięta i to rozcięcie na twarzy.
Prawdopodobnie nawet jeżeli by przeżył to nie miałby jednego oka.
Pogrzeb nie zrobił na mnie żadnego wrażenia, cieszyłam się, że wiał lekki wiatr i było słońce, bo wtedy łzawią mi oczy (mogłam udawać przy rodzinie, że mnie to rusza).
Kiedyś pracowałam na kasie w supermarkecie. Pamiętam, jak raz skończyły mi się jednogroszówki. Akurat przyszła do mnie starsza pani. Miałam jej wydać resztę z końcówką trzy grosze. Mówię tej pani, że nie mam tych trzech groszy i grzecznie zapytałam, czy mogę być dłużna, czy mam dzwonić po rozmiankę i mi przyniosą, ale trzeba będzie chwilkę poczekać. Pani się uśmiechnęła i powiedziała, że oddam przy okazji.
Pięć minut później dostałam telefon z punktu obsługi klienta, że ta starsza pani przyszła i powiedziała, że ją okradłam, bo nie wydałam tyle ile trzeba. Nie podała kwoty, na jaką ją okradłam, więc przyszła kierowniczka, by przeliczyć mi kasę i porównać ją z systemem. Różnica była na te trzy grosze, które zostały starszej pani zwrócone.
Kierowniczka później powiedziała mi, żebym się nie przejmowała, bo w tej pracy takie absurdalne sytuacje są na porządku dziennym. I miała rację...
Mając 10 lat, byłam straszną chłopczycą. Lalki i różowe sukienki? Nic z tych rzeczy! Piłka i kopanie z chłopakami do zmroku – to było coś!
Przy jednej z takiej właśnie gier jeden z kolegów wkurzony, że cały czas strzelam mu gole, podbiegł do mnie, wyciągnął sprzęt i obsikał mi całą nogawkę spodni i nowiutkie trampki!
A teraz wyobraźcie sobie minę mojej mamy, gdy wbiegłam do domu niczym tornado i oznajmiłam „Nie umiał złapać dziewczynie, no to mnie obsikał!!”. Kminiłam później, jak się odwdzięczyć, ale niestety nie miałabym takiego strumienia jak on, więc sprawa rozeszła się po kościach. Do dzisiaj widzę na jego twarzy rumieniec, gdy z uśmiechem mówię mu, żeby uważał, bo mam nowe buty :D
Mało anonimowe, no ale powiedzcie sami: czy ktoś z was został kiedyś obsikany? :D
Parę lat temu w trakcie zakupów w galerii handlowej mnie przyparło i musiałem iść do ubikacji. Wszedłem do kabiny, usiadłem na klopie - kurde, zatwardzenie. Po chwili usłyszałem, że ktoś wchodzi do kabiny koło mnie, po lewej. Minęło parę minut i nagle gość puka w ściankę i pyta, czy mógłbym pożyczyć mu na moment telefon, bo mu się wyładował, a musi pilnie zadzwonić do żony. Ona też jest w galerii i musi jej dać znać, że mu tu zejdzie jeszcze parę minut. Nie myśląc o tym wiele zgodziłem się i podałem mu dołem telefon. Ledwie go chwycił, a usłyszałem trzaśnięcie drzwiami - ciul uciekł z moim telefonem! Zanim się podtarłem, ubrałem spodnie i wybiegłem, to nie było po nim śladu.
Kretyn w życiu nie ma łatwo. Nikomu się nie przyznałem, żonie powiedziałem, że telefon zgubiłem.
Moja dziewczyna potrzebowała skorzystać dzisiaj z mojego komputera, bo jej laptop się zepsuł. Rano sprawdziłem sobie tylko pocztę, poczytałem newsy i zostawiłem jej włączony komputer, żeby mogła na nim pracować.
Po godzinie dzwoni do mnie. Mówi, że komputer się jej zresetował i potrzebuje moje hasło, aby się zalogować. Problem w tym, że moje hasło to imię mojej eks...
Byliśmy z dziewczyną na zakupach. Ona w w swoim żywiole, a ja szybko kupiłem co potrzebowałem i potem nuda. Snułem się więc bezcelowo przez godzinę, co było tym gorsze, że miałem nowe slipy, które okazały się za małe i mnie uwierały.
Podchodzę do mojej dziewczyny, która stała tyłem do mnie i grzebała w jakiś rzeczach i mówię „Slipy mi się wrzynają i chyba mam odparzenie na jajkach...”. Ona się odwraca no i okazuje się, że to jakaś obca, starsza kobieta. Zrobiła wielkie oczy i czym prędzej zaczęła się oddalać. Zdążyłem tylko dodać „… ale pewnie nic to pani nie obchodzi”.
Cały "gimbazjalny" okres mojego życia spędziłam ze słuchawką w lewym uchu. To było moje uzależnienie, nawet idąc i rozmawiając ze znajomymi musiałam jednym uchem słuchać muzyki.
Pewnego dnia musiałam coś załatwić u szewca. Wybrałam się więc do niego z koleżanką. Do zakładu jak zwykle weszłam ze słuchawką, przytupując sobie nogą do rytmu piosenki. Oddaję buty, a szewc (taki starszy pan) do mnie "Muzisko?". Na co ja "Tak, tak muzisko!" i delikatnie kiwam głową do rytmu. Facet na mnie patrzy i kolejny raz pyta "Muzisko?". A ja z jeszcze większym uśmiechem na twarzy i mocniejszym przytupem odpowiadam "Taak jeeest, muzisko, muzisko!". Czego koleżanka już nie wytrzymała... Uderzyła mnie w ramię, krzycząc: IDIOTKO, PAN CIĘ O NAZWISKO PYTA!
Byłam z chłopakiem na zakupach w galerii handlowej. Dostałam na święta kartę podarunkową od rodziców i chciałam ją w końcu wykorzystać. Rozdzieliliśmy się, ja chodziłam po dziale damskim, on poszedł patrzeć na rzeczy dla siebie.
Po jakimś czasie, gdy wybrałam parę ciuchów do przymierzenia, poszłam po niego na dział męski, żeby mi coś doradził. Stał tyłem do mnie i schylony oglądał koszule. Podeszłam cicho, klepnęłam go mocno w pupę i powiedziałam „Widzę tu niezły tyłek”. On się odwrócił i z przerażeniem zobaczyłam, że to nie był mój chłopak, tylko jakiś koleś koło trzydziestki. Miał identyczną bluzę i jeansy w takim samym kolorze jak mój chłopak. Patrzył na mnie jak na idiotkę, zaraz podeszła kobieta, z którą najwyraźniej tam był, chyba jego żona. Wybełkotałam „Pomyłka, przepraszam”, w tył zwrot i cała czerwona ruszyłam do wyjścia, które było tuż obok.
Błąd! Przecież miałam w rękach ubrania do przymierzania. Bramka zaczęła piszczeć, przyleciał ochroniarz. Chciałam się zapaść pod ziemię.
Kiedyś w wakacje pracowałem jako ratownik na basenie odkrytym. Pracowałem na długich zmianach, po 4-6 razy w tygodniu. Pogoda dopisywała, ludzi było mnóstwo, szczególnie dzieci. Dzieciaki oczywiście są najgorsze, łamią wszystkie zasady - popychają się, biegają, wrzeszczą, biją się itp. Ja musiałem je ciągle upominać, a przy tym cały czas monitorować ludzi w wodzie. Wychodziłem z pracy wyczerpany psychicznie.
Raz kończąc pracę odebrałem SMS od mamy, abym po drodze kupił makaron. Nawet się nie przebrałem, tylko poszedłem od razu do sklepu, który jest po drugiej stronie ulicy. Szukałem makaronu po półkach, gdy kątem oka zauważyłem dzieciaka, który wypadł zza zakrętu i biegł w kierunku kas. Mój mózg chyba do końca nie odnotował, że to już po pracy, bo bez zastanowienia wrzasnąłem “NIE BIEGAĆ!” na cały regulator. W sklepie zaległa absolutna cisza, kasjerki przerwały pracę, wszystkie spojrzenia na mnie. Chłopak od razu się zatrzymał i z przerażoną miną niepewnym krokiem skierował się do swojej matki, która aż się gotowała ze złości. Odłożyłem makaron, tytułem usprawiedliwienia wymamrotałem „Jestem ratownikiem...” i wyszedłem ze sklepu.
Dodaj anonimowe wyznanie