#cO0FD

Miałam trudną relację z moją mamą. Z domu rodzinnego wyszłam z zerowym poczuciem własnej wartości. Całe dzieciństwo słuchałam, jaka jestem beznadziejna i do niczego się nie nadaję. Że jeśli nie będę idealna, to będę nikim. Każdy najmniejszy błąd miał daleko idące konsekwencje. Miałam dłuższy epizod depresyjny, całe szczęście dzięki własnej zawziętości i pomocy znajomych udało mi się opuścić rodzinny dom dosyć wcześnie. Wtedy zaczęłam uczyć się tego, że mogę lubić siebie, że nie muszę być wiecznie idealna, że mimo tego można mnie lubić. Ułożyłam sobie życie, w pewnym momencie opłakałam żałobę po mamie – jeszcze za jej życia, kiedy po raz kolejny udowodniła mi, że nie mogę z jej strony liczyć na wsparcie czy dobre słowo. Mama, której chciałam, po prostu dla mnie umarła. Porzuciłam dziecięcą naiwność, że ona się zmieni.

Wszystko w moim życiu jest okej, tylko że jestem w ciąży. Od początku z mężem nastawialiśmy się na chłopca, tymczasem okazało się, że będzie to dziewczynka i jestem przerażona. Nie mam zielonego pojęcia, jak być dobrą matką dla dziewczynki. Boję się, że będę zbyt surowa albo wręcz przeciwnie, przesadnie pobłażliwa. Boję się, aby nie pójść w kroki mojej matki. Czuję, że będzie to najtrudniejsza rzecz w moim życiu, że sama powinnam teraz maksymalnie ogarnąć siebie, aby raczej dawać przykład samą sobą, że muszę się teraz milion razy bardziej pilnować, bo inaczej nie będę idealna... I tu widzę błędne koło, bo wracam do tego, co było — czyli muszę być idealna. Nie wiem, od czego zacząć.

#0Gcan

Jak dobrze, że nie mam dzieci... A nie, mam partnera, który zachowuje się jak dziecko.
To prawda, że nie ma ideałów... chociaż kiedyś myślałam, że mój partner taki jest. Przystojny, inteligentny, zabawny, ale... No właśnie, zawsze jest jakieś „ale”. W moim przypadku tym „ale” jest brak dystansu do siebie. Mój partner o wszystko się obraża, wszystko bierze do siebie na poważnie, nic nie można mu powiedzieć, bo od razu jest foch i milczenie przez parę dni.
Okazuje się, że mężczyźni też mają fochy, i to chyba nawet gorsze od kobiet.

#3TEvf

Rodzina 2+2. Rodzice pracują, dzieci chodzą do szkoły. Całkiem dobrze się uczą. Dzieci chodzą na zajęcia dodatkowe. Wszystko wygląda jak bajka. Dziecko lat 9 wchodzi do domu. W drzwiach stoi ojciec z uśmiechem. Dziecko ściąga kurtkę, plecak. Ojciec mówi: „Słyszałem, że smakują ci papierosy”. W tym momencie ojciec zaczyna tłuc dziecko. Bije wszędzie, wszystkim, co ma pod ręką. Ręka zabolała? Czas na pas, smycz... Dziecko drze się jak opętane, błaga ojca, żeby go zabił. Po 30 minutach katowania dziecko dowiaduje się, że ktoś powiedział ojcu, że ono pali. To kłamstwo. Ojciec biegnie do szkoły na drugi dzień. Dowiaduje się, że o konkretnej godzinie dziecko było na zajęciach i nie było opcji, żeby to była ta sama osoba. Co robi ojciec? Po powrocie do domu uderza dziecko ręką w tył głowy: „Żebyś pamiętał, szczeniaku”.

To ja jestem tym dzieckiem... Mam prawie 40 lat, a ciągle to pamiętam. I wiele innych sytuacji.

#KO5bM

Kiedy byłam w wieku przedszkolnym, rodzina bardzo często powtarzała mi, że dziadek nieustannie obserwuje mnie z nieba. Szczególnie często babcia lubiła używać tego tekstu, żeby zganić moje złe zachowanie. 

Wyobraźcie sobie moje rozpaczliwe próby ochronienia mojej prywatności, wyrażane przez zasłanianie się w toalecie przy każdej wizycie i proszenie dziadka w myślach, żeby przestał na mnie patrzeć...

#9xBdi

Mam koło trzydziestki, męża, dzieci, dom. Zanim doszłam do tego etapu, mieszkając w rodzinnym domu, przeżywałam piekło, które zgotowała mi moja mama. Wyzwiska od kur..., dz..., s... były na porządku dziennym. Przychodząc ze szkoły, zamiast usłyszeć coś w stylu: „Co tam, jak w szkole?”, słyszałam: „Gdzie się kur... pierd...? Ile zarobiłaś?”. Dla niej byłam nikim – szarpała mnie, rzucała we mnie różnymi przedmiotami, podduszała poduszką. Jak próbowałam wyjść, to kluczyła drzwi. Niszczyła mi zeszyty, książki, bo twierdziła, że jestem tępa, zniszczyła również moje nagrody z różnych konkursów czy zawodów lekkoatletycznych.... Ale po wyjściu za mąż i urodzeniu pierwszego dziecka jej zaufałam, było w miarę normalnie. Jak widziałam, jak bawi się z moim dzieckiem, to stopniowo jej wszystko wybaczałam. Ale moja mama to roszczeniowa materialistka... Pokłóciłyśmy się, zresztą nie pierwszy raz, i nie pierwszy raz mi wygarnęła, ile to ona mi pomaga, że te parę złotych, co jej płacę za pilnowanie dzieci, to śmiech na sali (studiuję zaocznie, a ona pilnuje moje dzieci, gdy mąż musi iść do pracy), że jej nic nie pomagam (woziłam ją autem, gdzie chciała, załatwiałam jej sprawy w banku, robiłam zakupy, przywoziłam do siebie na obiady itp.). Groziła mi, że jak poskarżę się mojemu bratu (brat jest starszy ode mnie i się z nią nie cacka), to tu przyjedzie i mnie zniszczy, zaczęła najeżdżać na mojego męża... Eh, sporo tego było.

Dziś powiedziałam dość. Po jej godzinnej litanii przez telefon, jaka to jestem niedobra, niewdzięczna, powiedziałam jej, że życzę jej wszystkiego dobrego i żegnam. Po odłożeniu telefonu popłakałam się, coś we mnie pękło, tak jakby ona już dla mnie umarła... Dzwoniła dziś już z 10 razy, ale nie odebrałam. W końcu odcięłam pępowinę.

#U9U3K

Mania czystości czy zdrowy rozsądek? Sami oceńcie.

Nigdy nie dotykam gołymi rękami klamek, guzików i poręczy w miejscach publicznych — robię to przez rękaw w bluzie, a drzwi „pchaj” otwieram nogą.
Kiedy ktoś z przeciwka przechodzi blisko mnie, to wstrzymuję oddech, żeby nie wdychać tego samego powietrza.
Jedzenie w restauracjach mnie obrzydza, bo ciągle myślę, ile osób jadło tymi samymi sztućcami.
Jak ktoś pożycza ode mnie długopis, to niech sobie go już zostawi.
Nie życzę nam kolejnej pandemii, ale fajnie, jakby każdy nosił maseczki.

Wiecie, co jest w tym wszystkim najdziwniejsze? Otóż w domu mam jeden wielki bajzel — wszędzie kurz, a na podłodze sterty ubrań i śmieci. No cóż, przynajmniej rzadko łapię przeziębienia.

#QF1fR

Kiedy jesteśmy dziećmi, szybko chcemy dorosnąć. Ja mając 17 lat, pochowałam mamę, a pięć lat wcześniej ojca. Musiałam szybko dorosnąć i nauczyć się żyć odpowiedzialnie, mimo że mam rodzeństwo, ale ono miało własne rodziny i problemy. Z pozoru wyglądałam tak, jakbym sobie radziłam z problemami i tą sytuacją, ale po tylu latach widzę, ile mnie to kosztowało i jak bardzo zniszczyło. Teraz jestem mężatką i niedawno urodziłam córkę. Można by powiedzieć, że się ustatkowałam. Niby tak, ale czuję się wypalona życiem. Jeszcze zanim poznałam obecnego męża, byłam w bardzo toksycznej relacji. Poprzedni partner znęcał się nade mną, psychicznie w szczególności. Nie pozwala odejść i mnie szantażował. Uwolnił mnie od niego mój obecny mąż i sąd. Pomyślicie sobie – no dziewczyna miała ciężko w życiu, ale spotkała odpowiednią osobę i sobie wszystko poukładała. Kocham moją rodzinę, ale były chłopak zabrał mi cząstkę mnie. Czuję opory przed niektórymi sytuacjami, nawet łóżkowymi, bo mnie do tego zmuszał. Urodziłam dziecko i widzę, że moje ciało się bardzo zmieniło. Nie czuję się już atrakcyjna, a opiekowania się córeczką i ciągle pouczanie, że nie tak trzymam, nie tak ubieram, że nie karmię piersią, bo pewnie się źle odżywiałam i straciłam pokarm, sprawiły, że czuję się złą matką. Przez to każda dolegliwość mojego dziecka sprawia, że czuję się winna. Mąż całymi dniami pracuje i często nie ma go w domu, a jak wraca, to idzie spać. Czuję się samotna i niezrozumiana. Często słyszałam od męża, że mój stan to hormony i wyolbrzymiam albo za bardzo biorę wszystko do siebie i jestem rozdrażniona. Obecnie z mężem żyję jak ze współlokatorem, któremu piorę, robię zakupy, zajmuję się dzieckiem itp. Czuję się zmęczona, że od 9 lat musiałam dbać o siebie, a teraz o rodzinę i o wszystkim myśleć, a nikt nie dba o mnie. Nie mówię o drobnostkach, ale o poczuciu bezpieczeństwa i spokoju, którego mi tak bardzo brakuje.

#sSXhn

Od 17 lat dudnią mi w głowie słowa mojego ojca: „Przyszedł list z sądu, macie iść do domu dziecka, idę się powiesić...”.
Dla dziesięciolatka, który kilka miesięcy wcześniej stracił mamę, to był koszmar.

Ojciec żyje, ale popadł w alkoholizm, a ja po tylu latach mogę śmiało powiedzieć, że pobyt w bidulu wyszedł mi na dobre. Tylko te słowa nie chcą wylecieć...

#Kyta1

Sytuacja miała miejsce bardzo dawno temu. Nie jestem nawet w stanie powiedzieć dokładnie, ile miałem wtedy lat. Na pewno nie więcej niż siedem. Całą sytuację pamiętam jak przez mgłę, ale często wspomina ją moja mama.

Mieszkam w bloku. W jednej klatce ja z rodziną, a w drugiej moja babcia. Pewnego ranka, gdy moja mama gotowała obiad, powiedziała mi, abym poszedł do babci po jedną główkę czosnku. Ja, dłużej nie czekając, pognałem zrealizować prośbę mamy. Babcia jak to babcia, dała mi tego czosnku oczywiście więcej niż trzeba było. A ja zawsze byłem bardzo posłusznym dzieckiem...

Kiedy wróciłem do mieszkania, zdałem mamie relację, że babcia dała mi dwie główki czosnku, ale mama chciała tylko jedną, więc jedną wyrzuciłem na dworze :D
Dodaj anonimowe wyznanie