#iQ5bL
Przez dwa lata prosiłam mamę o kota, który mógł rozwiązać moje problemy z nastrojem. Dopiero niedawno chrzestna namówiła ją, abym mogła przygarnąć miłego rudzielca. Oswajał się jeden dzień. Jednak zaczęło mnie niepokoić jego zachowanie. Okazało się, że ma koci katar. Jest leczony, ale może umrzeć... Nic nie je i nie pije, podaję mu potrzebne rzeczy do życia przez strzykawkę.
I pomyśleć, że gdybym go nie przygarnęła, umarł by samotnie na bruku bez jakiejkolwiek pomocy i szansy na przeżycie. Trzymajcie kciuki za kotka, to teraz dla mnie jedyne wyjście na tak beznadziejny, pełen pogrzebów rok...
Ile ma kotek? Koci katar w domu nie jest strasznie trudny do leczenia. Ale trzeba dbać o oczy - bo lubią się u kotów zaklejać i zarastać podczas tej choroby. No i, żeby przy kichaniu języka sobie nie przygryzł.
Trzymam za Was kciuki. Skoro w schronisku da się wyleczyć to i w domu wyleczycie to świństwo :)
Ja też mam kota , który od początku miał kocie katar i nie jest to aż tak ciężka choroba . Wyjdzie z tego ,tylko go na dwór nie puszczać !
Mój kotek zmarł na koci katar... Miał ledwo ponad miesiąc.
Przygarnęłam dwa dwumiesięczne koty w dość zaawansowanym stadium tej choroby. Dość ciężko było, ale udało mi się ( jeden jest ślepy na jedno oko). Teraz mają po 5 lat i dobrze się trzymają.
Dasz radę :)
Mały da radę, na pewno!!
Ten rok jest wyjątkowo pechowy.. Bardzo współczuję, trzymaj się.
Współczuje bardzo sytuacji. Ale co do kota to głowa do góry. Ja przygarnąłem kota z kocim katarem, do tego konieczna była amputacja oka, wet nie dawał zbyt dużych szans. I co? Kot ma dwa lata i wiernością dorównuje niejednemu psu. Do tego jest w pełni zdrowy i rozbrykany. :)
Tylko jednooki bandyta i czasem jak idę w nocy po mieszkaniu, a on się wystawia za drzwiami połową pyszczka, to wygląda trochę jak z horroru. :D
Nie martw się na zapas. Sama mam 3 koty po kocim katarze, z czego jednego wyciągnęłam już zza tęczowego mostu, mają straszne zmiany na oczach. Leczenie trwało od lipca '14 do stycznia '15. Ale wytrwałością udało mi się je wyciągnąć choć momentami koty były już naprawdę blisko śmierci... koci katar w domu, leczony nie jest chorobą śmiertelną tak jak to bywa w przypadku kota "dzikusa" mieszkającego na ulicy.
Trzymam kciuki, żeby wszystko się udało ;)
Współczuję, i trzymam kciuki za kota i Ciebie :) Wiem co czujesz, miesiąc temu zmarła moja Babcia :(
Jedna z niewielu historii, przy których czytaniu się rozpłakałam. Współczuję ci bardzo i powiem ci żebyś sie nie martwiła i w każdym dniu próbowała znaleźć choć odrobinę szczęścia. Mam nadzieje, że dzięki kotku twoje samopoczucie się poprawiło i trzymam kciuki za jego zdrowie.
Nie martw się, kotek przeżyje. Jak już wyzdrowieje to sama zobaczysz że kot to najlepszy antydepresant ?
Ja i mój Bruno (pies) trzymamy za was kciuki ! :)
Ojej... Biedna kotełka, oby się trzymała jak najlepiej;) Współczuję syt. życiowej, ale... Jak dla mnie (chyba, że psów nie lubisz) to lepszy byłby jednak pies. Koty chodzą swoimi ścieżkami, czasami nawet nie lubią swoich właścicieli, a psy? Psy to najukochańsze stworzenia na świecie, umieją pocieszyć zawsze, nawet, jeżeli tylko o nich myślisz. Ale kot, to też dobra sprawa, ja mam obydwa, kocham je<3