#31uTz
Mój tydzień wygląda tak, że poza tymi 18. lekcjami pracuję jeszcze 7h.
Jedna godzina kółka dla chętnych.
Dwie godziny kółka dla słabszych i poprawy.
W cztery godzinki sprawdzam sprawdziany, kartkówki itp. oraz wypełniam biurokrację.
Jestem zaangażowanym nauczycielem. Czasem gdy uczniowie mnie proszą, to organizuję dodatkowe zajęcia, ale zazwyczaj zupełnie wystarczają trzy godziny. Rozmawiam z moimi uczniami na przerwach i wycieczkach, czasem zostaję po szkole, gdy ktoś potrzebuje rozwiązać ze mną problem albo porozmawiać. Nie widzę co miałbym jeszcze robić, żeby ten etat wypełnić. Mam jeszcze 15 godzin etatu i udzielam wtedy korepetycji, żeby sobie dorobić. Co prawda nie układam sprawdzianów ani kartkówek, bo zrobiłem to kilka lat temu i daję te same (mam cykl, jeden sprawdzian pojawia się co 2 lata, żeby nie mogli przekazywać sobie odpowiedzi). Wycieczki planuje i organizuje moja klasa na wychowawczej.
Strajkuję, bo gdybym nie strajkował to inni nauczyciele by mnie zabili. Każdy z nich narzeka, jak to siedzi po godzinach. Co oni wtedy robią? Gazetkę? Nikt w mojej szkole nie ma tyle godzin kółka co ja. Na więcej i tak by nikt nie przychodził. Biurokracji jest dużo, owszem, ale da się to jakoś sprawnie wypełnić.
Moja lekcja wygląda tak, że najpierw im tłumaczę, potem robimy zadania, ewentualnie tłumaczę zadania. Moja klasa jest grzeczna, znam moich uczniów.
I uważam, że podwyżki się należą, ale godzin lekcyjnych powinno być więcej, bo te zapracowane nauczycielki to zazwyczaj babki, które nie potrafią się zorganizować i mają małą wydajność.
U nas jest jeden nauczyciel, który omawia z nami temat (Wos I historia) rozmawiając traktuje nas na równi sobie (bez przekraczania pewnych granic) I to jest naprawdę super. Rozmawiamy całą lekcję na temat I nie tylko. Szanuję takich nauczycieli
U mnie w szkole nauczyciel historii niestety nic nie robi. Potrafi wyjść na całą lekcję, albo nie przyjść w ogóle. Oceny wpisuje na podstawie internetowych quizów, które każdy robi w grupach. Z tego co wiem, na rozszerzeniu jest tak samo. Więc nauczyciel nauczycielowi nierówny. Zazdroszczę ci takiego historyka, bo sama chętnie bym się czegoś dowiedziała, a niestety u mnie nie jest to możliwe :<
Czyli poprostu wykonujesz swoją prace,
Za którą dostaje psie pieniądze
@Wiaderny Ale przelicz te "psie" pieniądze na jego godziny. Pracuje o 1/3 mniej od ludzi w innych zawodach i serio to tak mało wychodzi za godzinę pracy? Pewnie liczysz magiczny"etat", a nie toprodukujemy ile dostaje za godzinę realnej pracy.
Racja nauczyciele mają ciężko,nie Co Ci leniwi górnicy..
Wiaderny - a które zawody oprócz informatyków, prawników i lekarzy zarabiają więcej ? Jest jak jest. Każdy by chciał podwyżkę w tym kraju.
Bo w tym kraju tak już jest, jesteśmy murzynami Europy. Tylko wyzysk, a należą się nam godziwe wypłaty. Dlatego wszyscy solidarnie powinni sie wspierać i razem o to walczyć, a nie obrażać przedstawicieli zawodów strajkująchych
Protest tu, protest tam. Istnieją grupy społeczne nie mające związków zawodowych i rypią, bo muszą. Szkoda tylko, że nikt nie zweryfikuje efektu pracy nauczycieli, bo jakby nie patrzeć debilizm staje się chorobą cywilizacyjna. Ot, refleksja.
Tylko jak to tak naprawdę zweryfikować? Uczę dwie klasy siódme. Jedna, po roku nauki języka, czyta bezbłędnie, dużo rozumie i potrafi stworzyć sensowne zdania. Druga w ogóle się nie przykłada, nie słucha, dzieciaki zachowują się jak zwierzęta, a ja staję na rzęsach, by je swoim przedmiotem zainteresować. Lubię te dzieciaki, ale odnoszę wrażenie, iż marnuję swój czas, a duża część młodzieży nie powinna mieć zajęć z drugiego języka obcego, bo i tak niewiele z nich wyniesie. Liczę na to, że chociaż będą mieli jakąś bazę do dalszej nauki języka, jeśli jednak poczują chęć, by się nim posługiwać.
Jak chcesz to weryfikować? Wyniki nauczyciela w szkole w biednej dzielnicy, gdzie jest problem żeby dzieci miały swoje książki do nauki, będą automatycznie gorsze niż wyniki nauczyciela w dzielnicy np. nowych ładnych bloków, gdzie rodziców stać np. na zajęcia dodatkowe i na wsparcie dziecka. Jasne, są różne przypadki, ale statystycznie tak to zwykle wygląda.
Rzeczywiście po efektach nie da się sprawdzić jakości, bo to złożona mareria. Ogólnie proces weryfikacji, gdyby był możliwy byłby wykorzystywany. Zarówno uczen jak i nauczyciel ma swoje prawa i obowiazki, z ktorych nikt nikogo nie rozlicza. I wiem, że choćby nie wiem jak uzasadnione były moje argumenty, pretensje mogę mieć do MENu, bo co mi po ciele pedagogicznym? Inna refleksja, to taka, że tak dzisiejsza młodzież strasznie roszczeniowa...
PaniZdzisia to może ich zachęć ? Języka można się uczyć z piosenek/gier/quizów. Jak rypiesz tylko zadania z podręcznika to nic dziwnego.
Ja niemieckiego się nauczyłam z piosenek - tłumaczyłam sobie i tak jakoś poszło. W szkole zajęcia były tak nudne i nierozwojowe, że z tych piosenek się nauczyłam wiecej przez pół roku niż w 6 lat w szkole. Z reszta większość moich znajomych się uczyła z gier albo seriali, bo nauka języków w Polsce leży i kwiczy.
Jesteś konkretny i pracowity, ale nie rób niczego wbrew sobie i na siłę bo się wypalisz i zamienisz w te roszczeniowe baby. Społeczeństwo potrzebuje takich jak Ty.
A jak wykorzystujesz pozostałe 15h do pełnego etatu?
Panie, uważaj bo Cię po adresie ip namierzą i spalą na stosie, jak ksiądz hello kitty 😂
A ja sobie myślę, że oczekiwanie tylko na czynnik ludzki jest w Polsce ogromnym problemem. Jasne, zawsze wiele zależy od człowieka, ale pożądany sposób postępowania w wielu innych krajach osiągnięto odpowiednimi przepisami i procedurami - tak robi cały świat. I nie rozumiem, dlaczego akurat w Polsce każda dyskusja na temat zmian kończy się wystrzępionym stwierdzeniem, że "wszystko zależy od człowieka". Może problem nie jest w samych nauczycielach, ale w przepisach, które źle regulują ich prwce, albo w ogóle tego nie robią? Przecież w tej modelowej Finlandii na pewno nie wszyscy nauczyciele czują "misję" czy "powołanie".
Własnie dobrze powiedziałes...jestes zorganizowany. Ale tez moze one mają cieższe przedmioty albo po prostu inaczej przygotowują konspekt lekcji. Kazda sytuacja jest inna.
Możliwe, ale zorganizowanie pracy i czasu oraz systematyczność bardzo ułatwiają życie. Miałam trzy nauczycielki, które zawsze podziwiałam (od polskiego, geografii, matematyki). Zawsze były zorganizowane jak w zegarku. Prace oddawane na czas, jeśli nie to uprzedzały i mówiły kiedy zostaną oddane. Zadbane, inteligentne ogólnie posiadały tę aurę prawdziwej nauczycielki. Każdy uczeń je szanował, wypowiadały się zawsze na temat i nigdy nie słyszałam, aby narzekały. Myślę, że po człowieku widać kiedy nie ogarnia życia i pracy. Po przeczytaniu wyznania w pierwszej kolejności pomyślałam o nich.
Uczę matmy w podstawówce, jestem dobrze zorganizowana, ale sprawdzanie prac zajmuje mi zdecydowanie więcej czasu niż innym. Po pierwsze sprawdzam więcej - regularnie robię nie tylko kartkówki i sprawdziany, ale daje też karty pracy, zadania dodatkowe, sprawdzam ćwiczenia, zeszyty. Cztery godziny tygodniowo to w moim przypadku na rzetelne sprawdzenie prac to zdecydowanie za mało. Podczas strajku zauważyłam też że proces sprawdzania zajmuje mi więcej niż innym, bo zawsze na pracy staram się umieścić jak najwięcej informacji zwrotnych dla ucznia, by w miarę możliwości nie tylko wiedział że zrobił coś źle, ale także jak powinno się dane zadanie zrobić i jaki otrzymać wynik. Też mam już ułożone sprawdziany i kartkówki - ale i tak mam uczniów z różnymi dostosowaniami i zazwyczaj i tak muszę coś przerobić dla danej osoby.
Raporty, dostosowania, opinie, dzienniki, wiadomości na librusie i kontakty z rodzicami - nawet to zajmuje mi więcej niż 4 godziny podczas tygodnia.
Więcej godzin lekcyjnych po co? Żeby więcej czasu zmarnować młodzieży? Wszystko czego uczy się w szkole na pamięć, można wyszukać w 5 minut, po szkole i tak nic nie umiesz i na rynku zawodowym jesteś nikim. Bez reformy całego systemu edukacji, może nie być szkoły lub być po 12h bo i tak to nic nie zmienia. Jak ktis umie czytać, pisać, liczyć i się wyslawiac to następne lata tylko są marnowane
Dokładnie, to uczenie się na pamięć, żeby potem zapomnieć ... zamiast jakoś klarować te informacje. Jeszcze najlepiej, kiedy nauczyciel każe pisać kropka w kropkę z podręcznika, bo jak uczeń napisze swoimi słowami on nie ogarnie, czy jest poprawnie.