#3yUJ7
Moja córeczka zaraz po urodzeniu zachorowała na nowotwór. Nie dawali nam nadziei, ale walczyliśmy i pokonaliśmy potwora. A później on wrócił, większy, silniejszy i odebrał nam całą nadzieję. Dalsze leczenie byłoby dla niej piekłem, dali nam kilka tygodni na pożegnanie, zabraliśmy córkę do domu, żeby dać jej choć namiastkę normalnego życia, jakiego nigdy nie miała. A później odeszła, a z nią cała moja siła, wiara i chęć do życia.
Mam jeszcze syna, i to dla niego rano wstaję z łóżka. Nie chce mi się nawet chcieć, robię minimum, dla niego, dla siebie nie chce mi się robić nic. Mąż znalazł swój sposób na życie. Oddalamy się od siebie, a ja mam wrażenie, że dla wszystkich jestem tylko ciężarem, że lepiej byłoby im beze mnie, ułożyliby sobie życie sami, lepsze, szczęśliwsze. Jestem złą żoną, złą matką, do niczego już się nie nadaję. Po pięciu latach walki o zdrowie dzieci nie potrafię nic innego, poniosłam klęskę i nie umiem się z tym pogodzić. Może zrobiłam za mało, za mało wierzyłam, za mało walczyłam. Pomyślicie - czas się ponieść i żyć dalej... Tak, ja to wszystko wiem, tylko to nie takie proste.
Uważaj z lekami. Rozmowa, rozmowa i jeszcze raz rozmowa. A potem rozmowa i rozmowa. Na koniec jeszcze więcej rozmowy.
Da capo do skutku.
Porozmawiaj z rodziną, z mężem. Pomysl sobie, że masz dla kogo żyć, masz syna, uważaj, bo i jego możesz stracić. Wbrew pozorom dzieci to wiedzą, co rodzice czują i jeśli twoja opieka nad nim jest wymuszona. To za kilka lat moze byc wyznanie odtraconego syna, bo mama kochała bardziej siostrę
Moje dziecko umarło niecały rok temu, więc rozumiem przez co przechodzisz. Komuś, kto nie przeżył straty dziecka ciężko zrozumieć odsuwanie się od drugiego dziecka, ale tak bywa- boisz się kochać gdy raz przeżyłaś coś niewyobrażalnie bolesnego. Przyznałaś się do problemu- to już pierwszy krok. Teraz pora skorzystać z pomocy profesjonalistów. Zasługujesz aby być szczęśliwą żoną i matką. Przyznanie się i wyrzucenie negatywnych emocji naprawdę pomaga.
Jest taki blog o kobiecie w bardzo podobnej sytuacji - sercematki, jedna z najsmutniejszych historii, jakie kiedykolwiek czytałam. Polecam zobaczyć; być może pomoże Ci to poczuć, że nie jesteś z tym wszystkim sama.
Psychiatra i leki. Szybko!
Gornat nie pierdziel. Depresja to choroba psychosomatyczna. To nie zasrana chandra, tylko źle funkcjonujący mózg. Myślisz, że od psychoterapii magicznie odbudują się uszkodzone nerwy odpowiedzialne za wychwyt serotoniny? Kolejny co to g.ówno wie, ale i tak się wypowie.
Co za tragiczne myślenie... to lepiej, żeby zaniedbywała dziecko i nie radziła sobie z niczym w życiu, niż raz dziennie wzięła głupią tabletkę? Jasne, najlepiej depresję leczyć od podstaw, ale na to też trzeba mieć siłę! Przy tym takie leczenie jest dużo dłuższe, nieraz miesiącami trzeba czekać na zauważalne efekty. W sytuacji z wyznania bez dwóch zdań farmakoterapia (jeśli tylko by się powiodła), przyniosłaby więcej korzyści, niż szkód. Wkurza mnie, że tyle osób tego nie widzi; nawet niektórzy lekarze mają takie podejście - "nie lecz się, bo to chemia, uzależni". A, no i żeby "doradzali" tak mądrze tylko przy depresji. Potrafią nawet w nowotworowej terapii leczenia bólu, kiedy często ich pacjent szybciej umrze, niż poczuje objawy uzależnienia...
Od dziesięciu lat leczę się psychiatrycznie. Dwa razy byłam z tego powodu hospitalizowana. Nie, na pewno nie mam pojęcia o leczeniu depresji, nic a nic...
To co czujesz to objawy depresji. Powinnaś natychmiast zgłosić się po pomoc do lekarza. Jesteś wszystkim bardzo potrzebna, zwłaszcza swojemu synkowi i mężowi. Masz mnóstwo siły żeby sobie z tym poradzisz i zobaczysz, że będzie lepiej :).
To brzmi jak depresja, do psychologa marsz. Takiej niechęcie możesz nie być w stanie przezwyciężyć sama - walka z własnym mózgiem to jest walka nierówna bez pomocy leków i terapii. Idź, zanim będzie za późno.
boże ludzie przestańcie pisać tu o swoich problemach tylko idźcie do terapeuty, czy psychologa.
Poszukaj naprawdę dobrego psychologa. Zapoznaj się z historią Dagmary Skalskiej
współczuję Ci bardzo pomimo tego że jestem bardzo młoda to płakałam przy czytaniu wyznania
@Elibeli minusy serio?