#4xJEr
Gdy nadeszła zima i mrozy, psy dalej były uwiązane na dworze za domem. Nikt z sąsiadów się tym nie interesował. W końcu pewnego dnia zadzwoniłam na policję, że jest mróz, psy na dworze, a sąsiada nie ma drugi dzień. Zaskoczyło mnie, że pomimo chęci zgłoszenia anonimowo naciskano, abym podała swoje imię i nazwisko. Nie chcąc się kłócić, zrobiłam to, nadal podkreślając anonimowość.
Kilka dni później do sąsiada zawitała policja i od razu powiedziała, że sprawę zgłosiłam ja (przedstawili mnie z imienia i nazwiska).
W tym momencie sąsiad mi grozi, policja nie reaguje na moje prośby, z domu wychodzę z gazem pieprzowym i włączonym wideo w telefonie, bo sąsiad (starszy ode mnie o grubo 20 lat) chodził za mną i groził, że niedługo złapie mnie samą, jak nikt nie będzie patrzeć.
Czy naprawdę musi w końcu dojść do tragedii?
PS Jestem w ciąży i on o tym wie.
Zgłoś oficjalną skargę na działania policji.
Wtedy policja też będzie ją śledzić :)
Takie rzeczy to chyba tylko w Polsce. U mnie, na strzeżonym osiedlu był gość, miał wyjące psy jak z wyznania powyżej. Raz-dwa znaleźli się obrońcy psów, powiadomili stosowne władze, zaraz mu je odebrali i trafiły do rodzin kochających zwierzęta. I to wcale nie były kundle, tylko rasowe owczarki niemieckie.
A mąż? Nie przemówi dla typa do rozsądku?
Cud, że zareagowali. Sąsiedzi mają zaniedbanego psa, jak wychodzą z domu albo wyjeżdżają, to po prostu wyrzucają go poza posesję. Często jest głodny i poraniony, bywa agresywny. Sprawa zgłaszana na policję, do TOZu i miejscowych organizacji prozwierzęcych, od 3 lat nie zrobili nic.
Ja zrozumiałam, że nie zabrali tych psów ani nic, więc chyba nie zareagowali, a pogprszyli (teraz autorla będzie się bała zgłosić nawet jak zacznie je bić lub coś).
To mea culpa, czyli "zadziałali" jak zwykle
To mea culpa, czyli "zadziałali" jak zwykle
To mea culpa, czyli "zadziałali" jak zwykle
To mea culpa, czyli "zadziałali" jak zwykle