#9TRES
Jestem osobą szczupłą od zawsze, piszę o tym, bo to uważam za ważne z punktu widzenia "punktu widzenia". Szczupłą z natury, taki mam metabolizm, że nie tyję. Postaram się nie sugerować płci, bo nie o to chodzi.
Ostatnio było kilka wyznań o problemach związanych z otyłością, o nieradzeniu sobie z nią, o radzeniu sobie, o poradzeniu sobie po jakimś czasie, o akceptacji własnej otyłości, i komentarze od pogardy dla otyłych do pogardy dla chudych.
Weźmy nadmierną chudość wynikającą z anoreksji lub bulimii. To przypadki kliniczne. Podlegają leczeniu. Nikt nie ma wątpliwości, że osoba nadmiernie chuda ma (lub może mieć) poważny problem. Mają programy pomocy i wsparcia, akcje informacyjne, spotkania w szkołach, programy telewizyjne, itd, itp. Do tego są specjaliści i leki.
Na drugim końcu szali są otyli. Oni też są chorzy, ale ich przypadłość nie jest tak medialna, więc nie mówi się o nich wiele. Co więcej, nie ma jakiejś granicy, która by w widoczny sposób alarmowała o chorobie. W młodym wieku nie radzą sobie z odrzuceniem przez rówieśników, a jakiekolwiek próby wpłynięcia na ich stan kończą się zwykle atakiem ze strony oburzonych rodziców (zwykle również otyłych). Jak są starsi to zdążyli już sobie wmówić, że im z tym dobrze, że akceptują siebie i tym podobne bzdury, żeby się od nich po prostu odpieprzyć.
Ja osobiście uważam, że otyli powinni być otoczeni taką samą opieką, jak chudzi, począwszy od informacji co jest otyłością, jakie są jej konsekwencje zdrowotne, jak ją rozpoznawać, jak z nią walczyć i, co chyba nie mniej ważne, jak jej zapobiegać, aż po objęcie leczeniem. Skoro w przypadku anoreksji i bulimii ważne jest wsparcie otoczenia, tak i otyli powinni takie wsparcie mieć, jednak nie na zasadzie "kochaj siebie jakim jesteś", ale właśnie pracuj nad sobą, wiemy jakie to ciężkie, jesteśmy z tobą, nie odpuszczaj.
Na koniec może niezbyt trafna refleksja, ale kojarzy mi się otyłość z nałogowymi palaczami i alkoholikami - można im pomóc, ale oni po prostu nie chcą tej pomocy.
Bardzo słuszna refleksja - zaburzenia odżywiania znajdują się w spektrum uzależnień. Dlatego ludziom tak trudno schudnąć, zmienić nawyki, etc.
Między otyłością a dużą chudością jest taka podstawowa różnica, że my do tycia jesteśmy po prostu stworzeni. To dla zwierząt jest normalne, żeby chcieć gromadzić zapas tłuszczu na tzw czarną godzinę. Tyle że my nie żyjemy w dziczy i za mało energii wykorzystujemy na zdobycie pożywienia, żeby wyrównać bilans kaloryczny i stąd powszechna i duża otyłość. Natomiast głodzenie się to patologia w przyrodzie (z wyjątkiem przypadku gdy zwierzę jest chore, bo wtedy nie wydatkuje energii na trawienie tylko na walkę z chorobą). Żeby stworzenie nie chciało jeść musi się stać coś naprawdę strasznego i myślę że z tego względu większą troską otacza się bulimików i anorektyków - nie mówię że to słuszne. Z otyłością także trzeba walczyć, bo to ona odpowiada za największą liczbę zgonów w krajach wysoko rozwiniętych a nie anoreksja.
Wydaje mi się też, że to kwestia tego, że pomijając choroby powodujące otyłość, wiele osób jest grubych z lenistwa i zaniedbania. Często są to osoby którym się po prostu nie chce ruszać albo które same się rozpieszczają uznając, że nalezy im się ta czekoladka czy pizza. Czasami trudno jest czuć współczucie dla kogoś kto jest leniwy. Oczywiście nie mówię o przypadkach, gdy ktoś jest chory albo ma problemy i zajada stres. Ale napewno większość z nas znała jakąś grubą osobę, która się zajada różnym syfem, nie ma ochoty ćwiczyć a potem widząc szczupła dziewczynę która sobie odmawia słodyczy i ćwiczy intensywnie mówi, że "taka to ma szczęście bo nie jest gruba".
To ja coś tam się wypowiem.
Gdzieś do 28 roku życia byłam przesadnie chuda. To nie była kwestia anoreksji ani diety ani jakichkolwiek problemów z jedzeniem.
Jadłam normalnie, nawet więcej i niezdrowiej niż koleżanki, (smażenie domowych frytek o 21… tabliczka czekolady na raz przed spaniem...itd) a wyglądałam jak chodzący szkielet. Wieczna niedowaga.
Próbowałam trochę przytyć, bo wszyscy mówili mi że wyglądam źle, bezskutecznie.
Aż przyszły dwie poronione ciąże. Hormony zdążyły chwilę poszaleć...i nagle zaczęłam się zaokrąglać. Z umiarem, wreszcie do normy. Potem już ciąża donoszona....i się zaczęło. Przytyłam 30 kilo, mimo że jadłam jak dawniej. Potem huśtawki, diety, chudnę 15 kg żeby zaraz przytyć 10... Stresy które miałam przy chorobie Mamy spowodowały że zeszłam z wagi na tyle że z rozmiaru 48 noszę teraz 44 (przed ciążami 34/36).
Po 10 latach od kiedy zaczęłam tyć i chudnąć na przemian, okazało się że mam Hashimoto. Tyle dobrego że na lekach już nie tyje "z powietrza".
Wiem że jak zrobie sobie mega reżim, to schudnę. Ale kiedy czas na sport? Pracuje w biurze, po pracy jadę godzinę do domu.
Próbowałam siłowni. Faktycznie schudłam trochę. Ale jak dziecko zaczęło mi przynosić jedynki ze szkoły, bo po pracy leciałam na siłownię, wracałam po 22 i nie miałam dla niej czasu, to odpuściłam.
Może za parę lat, jak już nie będę musiała ogarniać w domu wszystkiego, wtedy zajmę się bardziej sobą. Póki co mam inne priorytety.
Ja to rozumiem. Nie jestem na nic chora, ale ciężko mi zrzucić sadło, łatwo tyję. Utrzymanie się na poziomie rozmiaru 38/40, wymaga ode mnie godzin ciężkich ćwiczeń, liczenia kalorii, odmawiania sobie, podczas gdy moje szczuplejsze o wiele koleżanki wpieprzają góry frytek, chipsów, lodów, popijają sobie piwko co drugi wieczór, jedzą te schabowe w panierce na smalcu na obiad i ich jedyną aktywnością jest wchodzenie po schodach do mieszkania. Zazdroszczę tym ludziom, tego, że nie muszą nic robić, a i tak wyglądają lepiej ode mnie, nie w negatywym sensie, po prostu też bym tak chciała ;) Życie jest niesprawiedliwe.
Anoreksja i bulimia są leczone jako zaburzenia psychiczne. Osób chudych bez zaburzeń psychicznych nikt na siłę nie leczy. Analogicznie jest z otyłością. I powiem więcej, można akceptować siebie, nie nie problemu z własnym wyglądem niezależnie czy jest się chudym, grubym, beznosym czy łysym. Jasne że na wagę można czasami coś poradzić. Nie zawsze, ale częściej niż rzadziej można. Natomiast akceptacja siebie prowadzi do szczęścia. Jeśli komus przeszkadza to że ktoś inny jest szczęśliwy to aż to przykre jest i z twojego 'wyznania' aż to kipi. Że jak ktoś gruby może być szczęśliwym. A no i oczywiście twoje wyznanie to nie wyznanie a opinia, nie ta strona.
Co tu dużo mówić - otyłość jest chorobą, zwiększającą ryzyko wystąpienia innych chorób i mającą negatywny wpływ na nasz organizm.
To nie jest kwestia wyglądu, a zdrowia. Dlatego komentarze typu "grube jest piękne" są moim zdaniem idiotyzmem. Owszem, należy promować tolerancję i wspierać osoby otyłe w leczeniu (odchudzaniu), ale nie można promować samej otyłości, mówiąc że w zasadzie to nie jest taka zła. To tak jakby promować uzależnienie od tytoniu. Bo trudno zrzucić, więc żeby nie męczyć biednych palaczy uznajemy że to ok.
W garderobie powiesiłam sobie dwa zdjęcia - Anij Rubik (to na którym wygląda jak z obozu koncentracyjnego) i ostatnie zdjęcie Dominiki Gwit (żółta sukienka) żeby wiedzieć jak NIE chcę wyglądać.
Nie ma to jak schudnąć, napisać książkę o odchudzaniu i znowu się spaść ale jeszcze bardziej niż wcześniej xD
@JanuszPiczka i wmawiać sobie i wszystkim dookoła, że jest się szczęśliwą grubaską albo szczęśliwą odchudzoną
Trzeba tez spojrzeć na to z tej strony, ze ludzie ciągle mówią o tym, że anoreksja czy bulimia to choroba i tworzy sie wokół tych ludzi taka otoczka "tych pokrzywdzonych". Z otylymi jest tak, że ludzie widząc taką osobe z góry zakładają, że on się objada, a ich jedyną radą jest "mniej żreć". Zarowno otyłość jak i anoreksja czy bulimia to choroby, wszystkie moga być przyczyną innej choroby (na tle psychicznym, hormonalnym itd). Ludzie otyli mówią, że im z tym dobrze i, że się sobie podobają. A czy przypadkiem od anokrektyczki czy bulimiczki tego samego nie usłyszymy? Mamy dwie skrajne przypadłości, a tylko jedna z nich jest uznawana za coś, czego nalezy współczuć i pomagać takim osobom. Powinien być zmieniony sposób myślenia i powinno zacząć się mówić o tym wlasnie w taki sposób. Przeciez alkoholik sam przed soba nie przyzna sie, że ma problem, tak samo jak osoba otyla czy wychudzona.
Waze 42kg przy 160cm wzrostu. czesto slysze od ludzi "jaka pani chuda" z takim szokiem w glosie :/ zawsze jest mi przykro. Przeciez do otylych nie podchodzi sie na ulicy dziwiac "o jaki pan gruby"...
Wiem że wyznanie jest już stare ale... Z kad wiesz że tak się nie dzieje? Bo ja nie raz tego byłam świadkiem. A nawet czegoś w stylu "przestań żreć gruba świnio".
Moze to kwestia tego, ze bulimia i anoreksja to dodatkowo choroby psychiczne (czesto wystepuja w pakiecie z np depresją), a być grubym mozna od samego lezenia na kanapie i objadania się. Owszem, wsparcie w leczeniu sie przyda sie każdej ze stron, ale jak dla mnie sa to jednak dwa dość rozniace sie przypadki (o ile mówimy o otyłości nie spowodowanej np choroba).
@desole Mam na mysli sytuacje, gdy ktos dnie spedza w lozku, jedzac pizze i fast foody. Jak dla mnie taka nadwaga wychodzi z lenistwa, a nie choroby.
BED (ang. binge eating disorder) to bardzo czeste zaburzenie odzywiania prowadzace do nadwagi i otylosci. Sama zmagalam sie z anoreksja i bylam w szpitalu gdzie na grupy przychodzily osoby chorobliwie otyle z cala gama problemow psychicznych ktore doprowadzily do takiego stanu.
Tylko to obżeranie się jest spowodowane często problemami psychicznymi i uzależniem od objadania się, słodyczy itp. Więc to także problemy psychiczne.
Naprawdę dużo się nie mówi o tym, że otyłość to choroba? Pytam poważnie, bo dla mnie to oczywistość, że otyłość prowadzi do wielu chorób. Ostatnio moja znajoma( która jest grubsza od dziecka i gruba pozostała z zaniedbania w sumie) była wielce i niesamowicie zdziwiona, że od otyłości dostała pewnej choroby. Jeszcze miała takie "kurcze gdybym wiedziała to bym sie odchudzała wczesniej"