#EtdA4
W 2017 roku we wrześniu ważyłam 45 kg. Z osoby grubej, ważącej 75 kg przy wzroście 157 cm, schudłam do tej przeklętej wagi. Mimo to nadal w lustrze widziałam paskudnego otylca. Co z tego, że spodnie, rozmiaru XS, spadały mi z dupy, a Mama na mój widok zanosiła się płaczem, pytając gdzie jest jej córka. Ja przecież byłam mądrzejsza i wiedziałam lepiej. Doprowadziłam swój organizm do wycieńczenia, nawet przestałam chwilowo miesiączkować. Na szczęście moje długie włosy na tym nie ucierpiały i nie wypadły.
Gdy mój mężczyzna zobaczył w toalecie resztki jedzenia zrozumiał, że mam bulimię. Od tego czasu, przez dwa lata staram się wyjść z tego gówna. Mam okresy, w których jest dobrze. Planuje posiłki, jem zdrowo, ćwiczę, ale gdy kolejny raz moja waga, mimo wszelkich starań jakie wkładam do tego by żyć zdrowo i ćwiczyć, pokazuje cyfrę 57 kg, wpadam w rozpacz. Nie mogę patrzeć na swoje ciało, nienawidzę go za ten cały odłożony tłuszcz na brzuchu, udach, ramionach czy cellulit na dupie.
Co z tego, że mój mężczyzna cieszy się, że jestem zdrowa, jak miesiąc temu przyznałam się do tego, że nadal wymiotuję, że jak tylko przekroczę pewną granicę, nie potrafię siedzieć i cieszyć się z tego, że mam pełny brzuch. Myślę tylko jak się tego wszystkiego pozbyć. Miesiąc temu byliśmy na wakacjach all inclusive, jadłam tyle ile chciałam i co chciałam. Na początku było dobrze, ale później znów latałam do łazienki i pozbywałam się jedzenia.
Po kilku drinkach przyznałam się do tego co robię i pierwszy raz widziałam jak mój mężczyzna płacze. Płakał z tego powodu, że niszczę siebie i okłamywałam go przez kilka miesięcy, bo myślał, że już tego nie robię. Wtedy obiecałam, że był to ostatni raz, ale dwa tygodnie temu znowu to zrobiłam, a po tym jeszcze trzy razy i dzisiaj dwa. Nie mogę nie przejmować się tym ile zjadłam. Uwierzcie mi, że naprawdę staram się nie przejadać i jeść zdrowo, ale trafiają się dni przed okresem, spotkania z przyjaciółkami czy grill z rodziną, a ja jem i jem i jem. Później uświadamiam sobie ile tego było i nawet w trakcie imprezy idę do łazienki i wymiotuję wszystkim. Czuję się podle, bo obiecałam sobie i mojemu mężczyźnie, że nigdy więcej, ale jestem jak alkoholik. Po prostu czasami nie potrafię się powstrzymać.
Wiem, że muszę się leczyć, byłam na kilku rozmowach z psychologami, ale nie potrafili mi pomóc. Czytałam też wilczogłodną i na jakiś czas pomogło. Niestety później znów wszystko wróciło. Kocham mojego mężczyznę całym sercem, ale boje się, że jak znowu dowie się o tym, że go okłamuje i dalej wymiotuję, to w końcu mnie zostawi. W sumie sama uważam, że zasługuję na kogoś lepszego, a ja powinnam się w końcu ogarnąć, ale trudno mi z tym wszystkim się ogarnąć.
Uważasz że kilka rozmów z psychologiem wystarczy by pozbyć się tego gówna? Potrzebna jest długa terapia i naprawdę dobry specjalista. Sama sobie nie dasz z tym rady. Dziwię się, że twój chłopak jeszcze nie wysłał cię na leczenie. Jakaś psychoterapia, może psychiatra ale do lekarza powinnaś iść.
Długa terapia na którą będzie czekać rok albo wyda pół pensji? :/
@KryzysTworczy, a na co ma wydawać jak nie na własne zdrowie? To jest najważniejsze, żeby była zdrowa fizycznie i psychicznie. By nie raniła siebie, swojego ciała, w także swojego faceta. Na to warto czekać i wydać pieniądze.
KryzysTworczy Ty tak na poważnie? Na leczenie raka ludzie wydają wiele tysięcy, a na zdrowie psychiczne, które rujnuje ich życie, szkoda paru stów miesięcznie? To jakieś kpiny...
Ja za swojego płacę niecałe 300 zł na miesiąc, więc nie gadaj że idzie na to pół pensji.
Idę na terapię, bo czuję się źle psychicznie. Ale co, jeśli m.in. brak pieniędzy i nieprzyjemna praca sprawiają, że się tak czuję? Mam to olać i mieć jeszcze mniej pieniędzy i siedzieć jeszcze więcej w nieprzyjemnej pracy, żeby się wypłacić na terapeutę, który mnie godzinę w tygodniu pogłaszcze po główce? No chyba nie.
Szkoda, że żyjemy w kraju, który olewa zdrowie psychiczne, bo gdyby terapie były dostępne szybko i sprawnie na nfz, uniknęlibyśmy wielu problemów. To jest skandal, że np. osobę po próbie samobójczej po dwóch tygodniach w szpitalu puszcza się bez żadnej terapii i musi na nią czekać rok. Pomocy nie ma, a zabić się społeczeństwo i państwo nie pozwala.
Sorki, jestem wkurzona w tym konkretnym temacie, bo właśnie złożyłam skierowanie do poradni i powiedzieli mi, że zadzwonią za pół roku, tak że mam ochotę wysiąść z tej kolejki :')
Mnie terapeuta nie głaszcze po główce... Bywały ciężkie sesje i takie co jakiś czas się zdarzają. Z jednej właściwie mnie wygoniła... Kiedy trzeba, to pocieszy. Kiedy trzeba, to opierdzieli. Psychologa odpowiedniego trzeba szukać, a nie iść do pierwszego lepszego. Na NFZ to może iść młodzież, dorosła osoba terapię może sobie sama zafundować.
Niektórzy biorą 150 zł, a niektórzy 60-80 zł. Nie jest do duży koszt tak naprawdę, a co do płacenia czy wizyt można się dogadać z psychologiem. Nie żal mi tej kasy, bo dziś wiem ile się we mnie naprawiło i jestem zadowolona.
Także uważam, że osoby z próbą samobójczą powinny mieć pomoc psychologa za darmo. Mam nadzieję, że doczekamy się czegoś takiego w Polsce.
@arbuzek
A ja uważam, że powinny ją mieć już wcześniej, żeby do tego nie doszło.
No a jak wcześniej pisałam że anoreksja czy też bulimia to jak alkoholizm to mi pisali że nie, nie powracają. Te zmory tylko czekają żeby nas złapać po raz kolejny.
Anoreksja, bulimia, objadanie się, depresja czy i wiele innych są jak alkoholizm - każde z nich może zawsze powrócić jak odpuścimy. Można z tego wyjść, ale już do końca życia trzeba siebie pilnować.
Ty zdajesz sobie sprawę z tego, że to jest choroba, czy nie? W wyznaniu nie widzę wzmianki o żadnym lekarzu. Marsz do psychiatry, bo możesz sobie i wszystkim obiecywać, że więcej tego nie zrobisz, ale co z tego, skoro nad tym nie panujesz? Samo nie przejdzie.
Dopoki nie przestaniesz tyle myslec o jedzeniu (planowanie posilkow itp.) to nie minie. Ja uporalam sie z bulimia sama, kiedy wyprowadzilam sie z wygodnego domu na studia. WYGODA jest tu kluczowa. Oraz nuda, ktora musi zniknac. Trzymam kciuki.
Chodzę na terapię od ok 4 lat, a ogarnięcie swojej psychiki zaczęłam 2 lata przed terapią. Dopiero od jakiegoś roku dowiedziałam się i zrozumiałam, dlaczego się objadałam. Sądzisz, że kilka rozmów cię uleczy? Nikt ci nie mógł pomóc? Psycholog sam NIC nie zdziała! To TY musisz chcieć i współpracować. Nie doszłaś do momentu poznania przyczyn tego stanu, zrozumienia i chęci naprawy tego, co spowodowało bulimię i brak samoakceptacji. Sorry, ale sama sobie nie pomagasz...
Nie naprawisz tak dużej rany w sobie, która rosła wiele lat, w kilka wizyt u psychologa! Chyba, że zdarzy się cud i ogarniesz to w krótkim czasie, lecz takie sytuacje mają miejsce dosyć rzadko. W większości przypadków trzeba nad tym pracować, a nie obiecywać że się tego nie zrobi, bo człowiek jest słabą istotą i sam sobie z tak dużym problemem wewnętrznym nie poradzi.
Biegiem na terapię poznawać i leczyć przyczyny tego! Prędzej człowiek wyleczy raka niż naprawi swoje emocje i psychikę - terapia jest ciężką pracą nad SAMYM SOBĄ, a nie liczeniem na cudowny rezultat psychologa. Terapeuta TYLKO nakierowuje nas na prawdopodobne przyczyny danego stanu w nas, co pomaga dużo szybciej zabrać się za dany problem i SAMEMU go pokonać (z oszczędzeniem wielu lat dochodzenia o tego samemu). To tak nie działa!
Terapia to nie branie jakieś tabletki, która cudownie leczy naszą psychikę, traumy i złe startery w naszej psychice. Nie licz na szybki rezultat, terapia to nie wyścigi. Postęp i czas zdrowienia zależy TYLKO OD CIEBIE, nie od psychologa - od twojej chęci i zaangażowaniu. Wiele osób rezygnuje z terapii po krótkim czasie, bo nie widzą efektu. Chyba nie wiedziałaś, jak działa terapia. To nie odchudzanie, bo w terapii także występuje "efekt jojo".
A pomyślałaś o tym, że bulimia zniszczy Ci przełyk i zęby? Kwas żołądkowy może wyrządzić wiele krzywdy. Dodatkowo „zaburzenia w obrębie układu pokarmowego są najgroźniejsza dla zdrowa grupą powikłań. Częste wymioty mogą powodować pęknięcie przełyku czy żołądka, co prowadzi do śmierci, bądź wymagają natychmiastowej interwencji lekarskiej. Dodatkowo, często u osób cierpiących na bulimię pojawiają się wzdęcia, bóle brzucha, krwawienia przełyku, choroby trzustki. Zaburzenia te spowodowane są osłabieniem żołądka, które prowadzi do spontanicznego wydostawania się z niego kwasu żołądkowego, który negatywnie oddziałuje na pozostałe narządy.” Mam nadzieje, że zastanowisz się nad tym i jeżeli kochasz swojego partnera, to zawalczysz o swoje zdrowie tez dla niego. A na terapie musisz chodzić, bo jak sama widzisz nie uda Ci się z tym zerwać w pojedynkę. Terapia będzie długa, nie wystarczy kilka spotkań. Jak czujesz, że psycholog nie pomaga, to go zmień. A może jakaś terapia grupowa byłaby lepsza?
Nie bardzo zrozumiałam dlaczego 45kg przy 157cm jest złą wagą? Jestem trochę wyższa i ważę trochę mniej. Nie, nie mam anoreksji ani bulimii, a mimo to słyszę komentarze właśnie od mojej rodziny. I wiecie co? To właśnie najbliżsi zakorzeniaja w nas kompleksy. Rozumiem, że Autorka ma zaburzenia odżywiania i to się leczy, ale na Boga - ma teraz ważyć nie wiadomo ile, bo komuś nie pasuje, że jest szczupła? Jej waga w 2017 była w porządku! Leczenie zaburzeń odżywiania nie powinno polegać na tuczeniu chorych do skrajnie wysokiej wagi, bo to jest popadanie ze skrajności w skrajność. Serio, takie osoby nigdy siebie nie zaakceptuja.
To właśnie rodzina jest winna takich problemów... Rówieśnicy mogą nam dokuczać, ale jeżeli w domu mamy zdrowe relacje i akceptację to takie przycinki wiele nam nie zrobią. Niestety w rodzinach często rodzice wypominają jakieś wady swoim dzieciom, bo sami ich nie akceptują. Problemy z akceptacją u dzieci biorą się głównie z rodzin.
45kg to całkiem normalna waga przy tym wzroście, mam 3cm więcej, ważę 46kg i jakoś żadne spodnie nie chcą spaść z mojej grubej dupy.
Skoro uważasz, że Twój chłopak zasługuje na lepszą to zamiast pozwolić mu odejść do innej to sama stań się tą lepszą. To że jesteście ze sobą nie oznacza, że można przestać się starać.
Mówisz, że czytałaś wilczogłodną. Może zgłoś się do Ani na mentoring?