#F1aBC
Gdy w szkole podstawowej nadchodził dzień sprawdzianu z jakiegoś przedmiotu, którego nie lubiłam albo do którego się nie przygotowałam, charakteryzowałam się na osobę chorą. Używałam pasteli suchych i wyobraźni. Zawsze tak „podmalowałam” delikatnie swoją twarz, aby wyglądać na chorą i zmęczoną, że rodzice zmartwieni zostawiali mnie w domu. Czasem dodatkowym patentem było zrobienie sztucznej biegunki na majtkach „przypadkowo” zostawionych i zalanych wodą w łazience.
I dobrze na tym wyszłam, jeśli chodzi o moją przyszłość zawodową :)
Skoro jesteś zadowolona ze swojego zawodu (jakikolwiek by on nie był), to bardzo dobrze.
Czego to się nie robiło żeby tylko nie iść do szkoły haha
Ojj tak 😜
Jedna z moich koleżanek potrafiła zeżreć w pięć minut wielkiego ziemniaka tylko po to, aby za chwilę (na znienawidzonej matematyce) słaniać się serio półprzytomna z gorączki i zwracać do lokalnej umywalki.
Z drugą zaś miałyśmy układ taki, że gdy któraś z nas chciała się wymiksować z lekcji, to owej koleżance "krew leciała z nosa" i trzeba było we dwójkę biec do łazienki i do pielęgniarki.
Cudzysłów dlatego, że był to czerwony atrament z pióra, trzymanego specjalnie na tę okazję 🐣
Rodzice nie ogarnęli, że dziecko wymalowalo się farbami szkolnymi, nie dociekali, nie leczyli, do lekarza nie zabierali.
Zajebisty musiał być ten makijaż.
Pobierasz rentę?