#F2yGN
Kura domowa (sama się tak określa, absolutnie nie my) wiecznie zmęczona, stoi przy garach od 6 rano do 15. Wiecznie zapracowana, czasu nie ma, a wszyscy zawsze niewdzięczni. Nie doceniają męczeństwa. Gdyby nie to, że wszyscy przez pierwsze pół dnia są poza domem, to szło by zwariować od tego narzekania.
Teraz kluczowe jest to, że w końcu nie wytrzymałem i wygarnąłem matce, że też bym umiał obiad ugotować i wcale 6 godzin bym nie musiał stać przy garach. Z racji że miałem tydzień wolnego w czasie ferii, to założyliśmy się, że ja ogarnę dom lepiej.
Z gotowaniem mam niewiele wspólnego, wiadomo, "pomagałem" babci na święta, a sam gotowałem obiad może 10 razy w życiu. Ale od czego jest cała wiedza ludzkości. Dostałem hajs na zakupy i wolny dom. Wszyscy mieli przed 14 nie wracać. Poszedłem do sklepu, kupiłem to co trzeba, reszta rzeczy wiadomo, jest w domu.
Nie będę was zanudzać szczegółami, ale wyszło mi wszystko przez te 7 dni - spaghetti, kebab, pizza, kurczak, żeberka, barszcz z uszkami, zupy, pierogi i nawet ciasto owocowe na deser. Większość z tych rzeczy robiłem pierwszy raz. Tylko z tutorialami z neta i książkami kucharskimi.
Pomijając to, że mało soli, to nikt nie narzekał (uwierzcie, że narzekaliby, bo nie są mili), siostra nie zjadła ciasta, bo nie lubi śliwek, a ojciec nie je uszek.
Dwa razy w tygodniu byłem w sklepie (od razu zakupy na kilka dni). Gotowanie zajęło mi ok. 3 godzin dziennie + 3 godziny dziennie oglądanie filmików i czytanie książek, w międzyczasie posprzątałem cały dom, umyłem podłogi, poczytałem książki.
Więc naprawdę nie wiem, jak można ślęczeć przy garach cały dzień... Jak coś ma się piec 2 godziny, to się piecze, ale ja w tym czasie robię coś innego. Musiałem nieźle kombinować z nauką przepisów, ale to pierwszy raz, jak ktoś gotuje codziennie od 20 lat, to jednak pamięta co i jak i nie musi czytać o tym, czym smaruje się blachę do pieczenia albo czy do ciasta daje się jajka... Samo gotowanie 3 dań (zupa, drugie i deser) zajęło mi może z 1,5 godziny, nie licząc sprawdzania wszystkich kroków przepisu i szukania w grafice, jak wygląda ziele angielskie... Po prostu fajna zabawa. Zazdroszczę kobietom, które nie muszą pracować, tylko zajmują się domem, a ja głupi kuję po 5 godzin dziennie do matury.
Oczywiście matka się obraziła. Bo jej nikt nie docenia. Owszem, jak ma się małe dzieci, to trudniej, ale niestety nikt nie chciał pożyczyć swoich...
A teraz jeszcze rób tak przez 20 lat. Po prostu mama jest wypalona. Mogę przez tydzień katorżniczo trenować, ale nie powiem na tej podstawie, że całoroczny trening to betka.
Majer ma trochę racji - ogarnianie domu w połączeniu z wymagająca pracą na codzień nie stanowi dla mnie problemu. Partner pomaga sporo, ale i tak większość obowiązków domowych spoczywa na mnie. Uwijam się szybko, nie stękam, męczennicy z siebie nie robię. Ale raz na jakiś czas mam tego tak dosyć, że partner na parę dni przejmuje wszystko. Dzięki temu mam reset, z przyjemnością wracam później do obowiązków domowych. Gdybym miała robić wszystko zawsze i bez przerwy - też bym marudziła. Może zaproponujcie mamie właśnie takie dni wolne, raz na tydzień czy dwa. Ty będziesz mógł doskonalić gotowanie, mama zyska drugi oddech.
jak jest wypalona, to dawno mogla sobie prace znalezc i miec odskocznie
male dzieci w domu nie placza
wystarczy CHCIEC
a nie tylko narzekac
Dokładnie. Matka już dawno mogła pójść do pracy. Niech nie narzeka, bo sama tego chciała.
Nie. Jakby poszła do pracy to w domu każdy by coś robił.
Serio? serio zastanówcie się nad sobą. Co z tego że są przyzwyczajeni? to co? mogiła i już nie da się z tym nic zrobić? przyszła żona synów ma też tak wkoło nich latać? autor nawet pokazał że dla niego nie jest problemem coś w domu robić. Więc @medlove przestań gadać głupoty.
"Jakby poszła do pracy, to każdy by coś robił." Czyli jak nie pójdzie do pracy, to nikt nic nie może robić?
No to już byłoby niesprawiedliwe jakby matka w domu siedziała i jeszcze życzyła sobie żeby jej coś zrobić w tym domu.
Na siłę staracie się usprawiedliwiać matkę. Sam mam taki przykład w domu i tego typu zachowanie to jest kwestia połączonego lenistwa, chęci bycia potrzebny i robienia z siebie ofiary.
Kiedyś matka wyjechała na pół roku do pracy za granicę i jakoś sobie radziliśmy. Niby było trudno, ale już nikt nie nastawiał 3 pralek dziennie, nie trzeba było odkurzać co 2 dni, prasowało się tylko rzeczy, które trzeba było uprasować, gotowaliśmy szybkie dania, a nie 5 godzinne potrawy, które trzeba co 10 minut sprawdzać i życie jakoś szkło. Dodając do tego fakt brak pierdolenia 24h na dobę i braku użalania się nad sobą, komfort życia znacznie wzrósł.
Jak widać Twoje ręce nie są skalane taką pracą, skoro tak to podsumowujesz. Z pewnych względów na mnie spadło ogarnianie całego mieszkania. Zakupy, gotowanie, sprzątanie. I pracuję czasem nawet 12h. I jakoś daje się to ogarnąć, a robię to od 9 lat. Co prawda ja umiem gotować i nie muszę korzystać z przepisów przy standardowych daniach, ale jeśli mam ugotować coś nowego, to nawet z ogarnięciem przepisu nie trwa to drastycznie dłużej. Warto zaznaczyć, że wynalazek pod postacią zmywarki, mam dopiero 4 lata. Wcześniej mycie garów odbywało się metodą tradycyjną. Gotuję tylko dla dwóch osób. Poza tym mam czas aby posiedzieć przy projektach dodatkowych z innej firmy lub po prostu rozerwać się przy grze lub jakimś filmie. Może dzieci by trochę skomplikowały sprawę, na szczęście adoptować nie zamierzam, a własnych mieć nie będę.
Tak matka ma robić to wszystko sama. Dlatego, że jedyna siedzi w domu. Nikt nie będzie jej wyręczał z jedynej pracy jaka ma.
Ale to też jest sztuką tak wychować dzieci, żeby nie wiedziały czym posmarować blachę czy jak wygladają przyprawy. Zaskakujące dla mnie jest jak często ludzie osiągają ten efekt. I wypuszczają w dorosłe życie ludzi, którzy nigdy po sobie nie sprzątali, nie gotowali. Dlaczego? Można nie być męczennicą/męczennikiem, rozdzielić obowiązki domowe. Dlaczego ludziom się wydaje, że jak ich dzieci się uczą to nie można im tego świętego stanu zakłócać? Dokładnie sytuacja mojego byłego i przeciwieństwo mojej.
Zgadzam się. Zawsze w domu mieliśmy podział obowiązków. Czasem mama prosiła mnie, abym to ja zajęła się obiadem, bo ona jest wykończona po pracy, chciałaby się chociaż chwilę zdrzemnąć, a obiad się przecież sam nie zrobi. Rozumiałam ją, dlatego czasem obiad robiłam ja. Na początku coś łatwego, jakaś chińszczyzna z paczki, potem, im starsza byłam i więcej umiałam, robiłam coś lepszego, coś trudniejszego. Brat mi pomagał, on np. kroił warzywa, ja gotowałam. To samo ze sprzątaniem, raz ja odkurzałam, raz mój brat, mama w tym czasie robiła coś innego. W ten sposób moja mama nie jest i nie była męczennicą, która najpierw pół dnia pracuje, potem wraca do domu i musi gotować, sprzątać, wynosić śmieci i inne duperele aż do wieczora.
No dokładnie. Moja teściowa często powtarza jak to ona dobrze syna wychowała i fakt, że da dobre serce i mogę na niego liczyć, ale o tym, że go musiałam sama uczyć jak ciuchy do prania segregować albo że jak skarpet nie rozwinie z tej sparowanej kulki to nie ma kija we wsi, one się dobrze nie wypiorą, to już nie wspomina. Albo sprzątanie. On nie wie jak się kuźwa zamiata porządnie, a łazienki to jeszcze nigdy w życiu nie umył.
No ale twoja matka chodziła do pracy. Pracą matki autorki jest zajmowanie się domem. Ja przez pół roku byłam na utrzymaniu mojego chłopaka i myślałam, że zanudze się na śmierć w domu. Nie mamy dzieci, więc wiadomo, że to mniej obowiązków, ale posprzatanie domu i ugotowanie obiadu to maksymalnie 3h
Jeśli nikt jej w niczym nie pomaga, to niekoniecznie jest to tylko 3h. Z wyznania nie wynika, aby ktokolwiek jej w czymkolwiek pomagał. Na zakupy zawsze sama, gotować dla tylu osób sama, sprzątać dla tylu osób sama. Kiedy ja gotuję obiad dla mnie i chłopaka, zajmuje mi to niewiele czasu, jest nas tylko dwoje, więc dużo gotować nie trzeba. Nie wiem, ile by mi zajęło gotowanie dla 5/6 osób. Nie jest to może super wielki wysiłek, ale jednak wszystkiego trzeba zrobić więcej. Sprząta pewnie też sama, jej dzieci "nie są miłe", jak to sam stwierdził Autor, więc mimo niedoceniania, ciekawe, czy jeszcze nie narzekają, że zupa nie taka, że tego oni nie chcą, że to im nie smakuje, że tamto niedobre, no i gacie niewyprane, w czym mam chodzić? Też bym miała dość, też by mi się nie chciało, też bym pewnie zwolniła, nie mając motywacji. Ja motywację mam, bo mój chłopak zawsze dziękuje mi za obiad, zawsze chwali, zawsze pomaga, kiedy jest prędzej w domu. Gdyby tylko przyłaził, non stop narzekał, za nic nie dziękował, a ja bym wiecznie tylko gotowała, prała, sprzątała i żadnej wdzięczności, żadnego "dziękuję", żadnego docenienia, to też bym tak szybko i sprawnie obowiązków nie wykonywała, bo po się starać? Też bym narzekała. Autor miał świetną motywację, aby po TYGODNIU stwierdzić "a nie mówiłem?", chciał coś udowodnić, więc spinał tyłek. Ciekawe, jak by ten tyłek spinał, będąc na miejscu swojej matki.
AmziTolzma tak fajnie zostałaś wychowana, ale chłopak ci „pomaga” w domu? Niezłe, ze wystarczy ze ci okazuje wdzięczność żebyś wszystko za niego robiła :D
Ja mam 19 lat i poczułem się jakbyś mówiła o mnie.Moi rodzice zawsze bali się więc do niczego mnie nie dopuszczali.Nic nie robiłem w sumie , oprócz przynieś podaj , ale bez pozamiataj bo nie zrobiłbym tego idealnie , a pózniej z wiekiem tylko słyszałem że robie coś źle , albo nie tak idealnie jak moja mama.Podejście w stylu nie umiesz , nie dotykaj albo masz jeszcze czas się nauczyć jest głupotą szczególnie jak nawet nikt ci nie da szansy spróbować bo z góry zakłada ze zrobisz to źle. Aktualnie ucze się aby zostać elektrykiem i w sumie na praktykach nauczyłem się więcej niż w domu , a z wiekiem coraz bardziej chce coś robić bo mamy internet więc każdy może się nauczyć większości rzeczy.
Kolorado, a kto powiedział, że wszystko za niego robię? Przykład z praniem, sprzątaniem i gotowaniem bez krzty wdzięczności był tylko przykładem, postawiłam się na miejscu matki Autora, dając za "bohaterów" tego przykładu mnie i mojego chłopaka, napisałam przecież "gdyby". Może źle dobrałam słowa i tak to zrozumiałaś, jakbym robiła wszytko ja, mój błąd.
Sytuacja wygląda tak, że mój facet, prócz studiowania, pracuje. To chyba logiczne, że kiedy ja jestem szybciej w domu, to ja ogarnę mieszkanie i zrobię obiad? A on mi za to dziękuje i chwali moje starania. Miałabym leżeć do góry brzuchem od np. 14:00 i czekać do 21:00, aż on wróci i sam zrobi nam kolację i ogarnie mieszkanie, argumentując to tym, że ja nie będę za niego gotować? Nie, ja wtedy gotuję, a jeśli uda mu się wrócić z pracy wcześniej, to mi POMAGA, bo nie wymagam od niego, aby zmęczony po pracy sam wszystko robił, skoro ja od dawna jestem w domu i jestem wypoczęta. Zdarzają się dni, kiedy to on ma wolne lub kończy wcześniej, a ja jestem do późna na uczelni, wtedy to wszystko robi on, gotuje, sprząta, idzie na zakupy, a ja po powrocie mu POMAGAM. Logiczne, kto jest prędzej w domu, ten ogarnia. Kto jest później w domu, ten pomaga.
Mam 16 lat i kompletnie nie potrafię gotować. Tata czasem chciał, żebym pomogła mu w kuchni jak byłam młodsza, ale widywałam się z nim tylko w weekendy więc niewiele się nauczyłam. Jednak idąc w tym kierunku, jako dziecko czasem spytałam się mamy, czy mogę w czymś jej pomóc. Ta zawsze odpowiadała, że lepiej nie bo sobie krzywdę zrobię, jajek mam nie dotykać bo dostanę salmonelli, więc mogę jej co najwyżej wyjąć mięso z lodówki. Ostatnio stwierdziłam, że fajnie byłoby czegoś się nauczyć, w końcu jestem już chyba na tyle duża żeby ogarnąć chociaż podstawy. Zaczęłam więc coś robić, ale oczywiście szło mi to dość nieporadnie, bo większość rzeczy robiłam pierwszy raz w życiu. Matka potrafiła stanąć nade mną i śmiać się ze mnie, bo coś mi się przypaliło albo czegoś zapomniałam dodać. Niestety ale zniechęciła mnie dość szybko, w dodatku nie kupuje już żadnych produktów, o które ją poproszę więc chyba jasno dała mi do zrozumienia, że lepiej żebym lepiej się za to nie zabierała.
A nie rozumiesz, że ona nie pracuje ? Szkoda, żeby księżniczka siedziała pół dnia przy telenoweli, a potem dzieci jej obiad gotowały. Nienormalna chyba jesteś.
Tez nie podoba mi się to pokazywanie jako bycie mamą to robota na cały etat, ale twoja matka miała 3 małych dzieci, w krótkich odstępach czasowych, dobre studia i trochę podstaw sie na jej miejscu.
Przygotowujesz się do matury i ćwiczysz rysunek, bo żeby dostać sie na twoje wymarzone studia musisz jeszcze zdawać dodatkowy egzamin. W końcu ci się udaje, studiujesz bardzo czasochłonny kierunek, czasami masz tygodnie wyjęte z życia, w końcu po ciężkich latach masz ten swój wyczekiwany papierek i jesteś architektem. I rodzi ci sie pierwsze dziecko. Ciąża, poród, pierwsze miesiące, to nie jest nic przyjemmego jak ci sie może wydawać. Ale w końcu pewnie chciałeś miec dzieci, wiec mimo wszystko jesteś szcześliwy, kariera może poczekac. Potem po 2 latach rodzisz kolejne i po 2 kolejne. Masz na głowie 3 małych dzieci i dom, kiedy jedno ryczy w łóżeczku, drugie sra po kącie, trzecie męczy cię z każdą pierdołą, a ty jeszcze musisz ugotować obiad. Pójscie do jakiejkowiek pracy to byłoby wybawienie, ale nie możesz sobie na to pozwolić, bo w koncu dzieci są za małe i każde z nich, z racji różnicy wieku ma zupełnie inne potrzeby. Jak dzieci podrastają na tyle żeby każde już chodziło do szkoły ty masz 11/12 lat kariery wyjętej z życia. To nie jest tak łatwo po takim czasie wrócić do zawodu, w którym wszystko się zmienia, a tobie też dawna wiedza po części wypadła z głowy. I pewnie jeszcze twojemu współmałżonkowi to, że siedzisz w domu tez jest bardziej na rękę, bo obiad gotowy, dom posprzątany, z dziećmi ma kto zostac jak sa chore. A teraz dzieci sa prawie dorosłe, tobie ciężko juz wrocic do kariery, bo bys musial chyba studia robic na nowo, nie masz żadnego pewnie wsparcia, bo każdy chciał zebys wczesniej siedział w domu, zostaje ci rola gospodyni domowej, ale tym każdy gardzi i nikt cie nie docenia. Za to współmałżonek, który nie musiał poświęcać kariery na bachory sporo zarabia i ma udane życie zawodowe. A ty okazuje się, że jestes nikim. To jest bardzo przykre.
@Espresso „Jak się chciało robić karierę, to nie trzeba było sobie robić trójki dzieci.”. Ciekawe czy powiedziałbyś tak do mężczyzny??? Nie? A czemu? Bo to przeważnie kobiety poświęcają się dla dzieci. Myślisz, ze pół etatu to by była jakaś super kariera? Niby gdzie? W żadnej pracy 4 godziny by Ci pewnie nic nie dały, a jeszcze trzeba taką prace znaleźć. Może mieli dobra sytuacje, ale kobieta została w domu z dziećmi, bo je kochała najpewniej. Potem już było jej ciężko wrócić do pracy gdy przyzwyczaiła się do pracy w domu. I tak! To jest praca! Ile musiałbyś zapłacić opiekunce, żeby zajęła się dziećmi? Ile za gotowanie? Sprzatanie? Robienie zakupow? Odkurzanie, zmywanie, robienie prania itd....Musiałbyś zapłacić fortunę, ale pracy kobiety w domu bez kitu nikt nie szanuje...Zgadzam się, że powinna rozłożyć obowiązki na resztę rodziny i sama poszukać pracy, ale teraz jak ma te powiedzmy 50 czy więcej lat to znaleźć prace i to w swoim zawodzie będzie jej super ciężko, bo nie ma DOŚWIADCZENIA, co jest bardzo cenne. Dodatkowo starsi ludzie już maja problem, bo często ich nie chcą zatrudniać.
A może Twoja Matka wcale tego nie chciała? Twoje rodzeństwo jest w bardzo podobnym wieku, więc praktyczbie rok po roku była w ciąży - to jakieś sześć lat całkowita wyjętych z normalnego, społecznego życia. Myślisz, że tak łatwo wrócić wtedy do pracy? Może się bała, a Twój Ojciec kompletnie olał problem, bo przecież wystarczy, że przynosi do domu pieniądze? Tak trudno zauważyć, że ukochaną osobą sobie nie radzi? Że obowiązki domowe ją przerastają tak, że zrobiebie obiadu wydaje się czymś okropnie trudnym i męczącym? Brawo, skopałeś leżącego - możesz być z siebie dumny.
@Alessandria Nie radziła sobie na początku, a gdzie 18 lat jej umknęło? Przecież dzieciom mogła dać jakieś zadania, np. każdy ogarnia swój pokój, a odkurzanie czy podłogi to rodzeństwo może się zmieniać. Jej zostawała by tylko kuchnia i gotowanie, co już znacznie ją odciąża!
Małe dzieci to małe dzieci, ale 5-latków już nie trzeba zabawiać czy ubierać, tym bardziej karmić. Matka nieźle się zapomniała, gdzie się obecnie znajduje i ile macie lat. Czasy trudnego gotowania się skończyły z 20 lat temu... choć i wtedy juz byly super rozwiązania. Dla mnie to książkowa choleryczka z syndromem "matki polki".
A w twojej szafie czyste ubrania pojawiają się magicznie same, a okna i podłogi myją krasnoludki.
Dodaj do tego jeszcze trójkę żywych dzieciaków. Każde z nich chociaż 10 razy dziennie wola „mamo chodź, zobacz, pomóż”. Odrabianie lekcji, zakupy, sprzątanie. A gdzie czas dla siebie. ? Doceń matkę. To ze przez tydzień dałeś radę, nie oznacza ze dasz przez 20 lat codziennie. Takie matki nie maja urlopu. Twoja ma racje, ze poczuła się niedoceniona.
Ale jego matka już od kilku lat nie ma małych dzieci.
Nie ma małych dzieci, ale ma dzieci, które nawet nie są miłe (jak to podkreślił Autor). Skoro nie są miłe dla niego, ciekawe, czy są miłe dla matki.
Nie ma. Miała. Potrzebowały jej przez 12-15. To wtedy żyć nie dawały, obrać ziemniaków, zrobić schabowego, poprasować, wypić kawy. Do tego dodaj jeszcze zakupy, codzienne spacery, odrabianie lekcji. Wiem coś o tym. Siostra ma bliźniaki. Od rana do wieczora jest mamo, mamo mleko, mamo kupa, mamo jeść, mamo, mamo. Mąż jest, pomaga ale nie oszukujmy się, jaki by nie był ojciec wspaniały to za matka dzieciaki biegają do pewnego wieku. I to od niej oczekują pomocy. Tu autor święta przygotował, zrobił zakupy, posprzątał i pisze dumny z siebie, ze nie wie na co matka narzeka. Czytając to wyznanie człowiek od razu wie na co.
Przez tydzień to zabawa.
Twoja matka w ten sposób pracuje kilkadziesiąt lat. Ty tydzień i to jeszcze ze świadomością, że chcesz jej i innym coś tam udowodnić. Jedyne, czego dowiodłeś to to, że nie doceniasz jej i nie dostrzegasz jej problemów. Macie ją tam za kucharkę, sprzątaczkę i praczkę. Pewnie powinna się cieszyć, że nie mówicie do niej: "Niech Marysia....", tylko "mamo...".
Pracuje? Zajmuje się domem.. Co mają powiedzieć kobiety, które wychowują same dzieci, pracują i jeszcze muszą te wszystkie rzeczy robić po lub przed pracą?
Że pracują jeszcze więcej.
Szkoda kobiety
Nie wiem ile twoja mama ma lat ale za czasów mojej matki bycie typową panią domu co nie pracuje było zupełnie normalne a wręcz był to znak prawdziwej rodziny. Teraz czasy się zmieniły, niektóre pracują bo muszą lub lubią a inne nie mają takiej potrzeby lub mają męża który jest przekonany, że prawdziwy mężczyzna utrzymuje dom a kobieta do garów. Być może to nie jest tak ,że ona robi z siebie męczennice tylko faktycznie się tak czuje, ma niską samoocenę (nie pomaga ogólnoświatowy hejt na kobiety które zajmują się domem, często są nazywane pasożytami lub idiotkami, doba feminizmu odbiera nie tyle mężczyzną ale właśnie kobietą możliwość wyboru i wymuszenie tego co oczekuje większość kobiet). Prawdopodobnie ona sama dręczy siebie (tak jak wspomniałeś o tym ,że zamiast siedzieć przy garach może wykonywać między czasie inne rzeczy) by udowodnić wam i sobie, że to co robiła całe życie ma sens i wcale nie jest nikim. A co do pracy, być może szukała jej ale mało kto jest chętny przyjąć osobę bez doświadczenia lub zerową czynnością zawodową. Twojej mama potrzebuje terapii by odbudować swoją samoocenę jak i zacząć żyć.
Bo są idiotkami. Skoro nie czuja potrzeby pracować i wieszają się na facecie. Sorry ale tak właśnie jest.