#I2zIW
- No to na koniec mam dla pani przykrą wiadomość...
Ja, już cała przerażona, że kolejny egzamin uwaliłam, mówię do niego:
- Niech mi pan tylko nie mówi, że nie zdałam!
Na co on:
- Musi się pani pożegnać z ośrodkiem egzaminacyjnym.
I tak oto byłam jednocześnie szczęśliwa z powodu zdanego egzaminu i zła na egzaminatora, że mnie tak wkręcił. Jak widać zdarzają się egzaminatorzy o ludzkim podejściu i z poczuciem humoru.
Ja jak miałam egzamin na prawo jazdy, to jeździłam sobie ponad godzinę po mieście, wróciłam po WORD, egzaminator mnie chwalił, że ładnie jeżdżę, dobrze sobie radzę, i takie tam. Ja już cała w skowronkach myślę: "o kurde chyba zdałam". Gościu tak chwali, chwali i wyjeżdża z tekstem: "Wynik egzaminu: negatywny. Dziękuję, do widzenia". No to wzięłam kartkę, trzasnęłam drzwiami i wyszłam.
Także ciesz się, że to była taka wiadomość:)
No i gratuluję!
To czemu negatywny, skoro tak chwalił? :(
Mogłaś się odwołać. : )
Serio? Nie wkrecal Cie?
Pewnie mowil to z sarkazmem ze dobrze jezdzisz, skoro wynik negatywny... I jeszcze jedno im duzej jezdzisz tym mniejsze prawdopodobienatwo ze zdasz egzaminator jak cos zrobisz zle przedluza jazde aby sprawdzic czy to jednorazowa wpadka.czy.tego nie umiesz. A jezeli wszystko.robisz bezblednie to jazda trwa 20 minut tak to bylo w moim przypadku, wiec uwazam ze godzina to troche dlugo i cos musialo ci.pojsc nie tak.
Właśnie u nas w WORDzie jazdy tyle trwają. A to niestety nie był sarkazm, generalnie ten pan podobno często uwala ludzi, tak po prostu, żeby oblać. A co do odwołania się to wtedy byłam młoda i głupia i nie pomyślałam o tym.
Gratuluję zdania egzaminu :)
Podczas mojego egzaminu, który odbył się dość niedawno, o ile dobrze wiem, egzaminator nie ma prawa komentować i docinać podczas jazdy, tzn. przeszkadzać kursantowi. Mój był wyjątkowo niemiły i mimo to, że jestem twarda, doprowadził mnie do ogromnego płaczu. Komentował, że nie znam znaków podczas, gdy przepuszczałam pieszego przez jezdnię poza strefą zamieszkania i uznał to za błąd. W momencie, gdy znajdowałam się na skrzyżowaniu równorzędnym, spojrzałam w prawo, miałam wolne i odruchowo odwróciłam głowę w lewo, najwyraźniej- niepotrzebnie, bo przecież na świecie nie jeżdżą ludzie, którzy nie przestrzegają zasad ruchu drogowego i nikt, absolutnie pod żadnym pozorem, nie wymusza nigdy pierwszeństwa. Pozdrawiam egzaminatora z Radomia!
Mi powiedział: "niestety, mimo usilnych prób, nie udało się pani...
...spowodować zagrożenia na drodze, wynik pozytywny"
:D
Ja będę zaczynać już w grudniu :) ale boję się, że spanikuję za kierownicą i obleję egzamin :/
Oczywiście gratuluję ;)
Naprawdę Ci gratuluje, ja miałem za to sytuację zupełnie inną, trafił mi się egzaminator którego nic nie obchodziło, przez całą jazdę leżał wywalony do góry brzuchem. W rezultacie miałem jazdę godzinę i dwadzieścia minut po czym na ostatnim rondzie, a była to godzina 14 stałem chyba z 3 minuty bo był taki ruch. W końcu się ruszyłem bo dało się po prostu przejechać dosyć płynnie, parę metrów przed innym samochodem. Werdykt, wymuszenie pierwszeństwa, jakoś nie mogłem się z tym pogodzić. Napisałem odwołanie, obejrzałem taśmę z egzaminu, według mnie wszystko było w porządku, według mojego ojca, który jest kierowcą dość długo też, co najlepsze kierownik wordu też nie do końca to rozumiał, próbował się jedynie tłumaczyć, że w tylnej kamerze widać było samochód. Najśmieszniejsze było tłumaczenie egzaminatora dlatego egzamin trwał tak długo, ponieważ nie skręciłem w jedną uliczkę w prawo, tylko dopiero skrzyżowanie dalej, dlatego jeździłem 40 minut dłużej niż powinienem, tak powiedziano mi, że egzamin powinien trwać 30-45 minut. Na wynik odwołania czekałem ponad rok, za każdym razem przedłużali o 3 miesiące zajęcie się sprawą, tłumacząc się sporą ilością pracy. W końcu uzyskałem informacje odmowną, z treści listu nic specjalnego się nie dowiedziałem, po tym wszystkim odpuściłem sobie zdawanie prawa jazdy aż do dzisiaj, nie jest mi do końca potrzebne, mam bilet wolnej jazdy na autobus dzięki ojcu pracującemu w komunikacji, ale niesmak pozostał. Widoku egzaminatora leżącego na siedzeniu pasażera nie zapomnę do dzisiaj. Może powinienem to dać jako osobną historię, mimo że nie jest dla mnie za przyjemna, a ja jestem osobą dość spokojną, zbytnio nie przejmującą się kłodami, które mi się przytrafiają. Ta mnie jednak wyjątkowo dotknęła.
Ja nie zdałam przez rozkojarzenie. Egzaminator mówi : na następnym skrzyżowaniu w lewo. A ja odpaliłam : moje lewo czy Pana? Powiedział, że z idiotą dalej nie jedzie... Wtf? :)