#I4SZs
Nie będę się tu rozpisywać jak biednie i ciężko i w ogóle do dupy jest bycie chorą, ale zahaczę o temat ściśle powiązany - leczenie hormonalne.
No, na razie to niby znowu jestem zdrowa, ale przez 2 piękne lata muszę, powtarzam MUSZĘ brać lek hormonalny. Lek ten ma jasno określone skutki uboczne, które mnie nie ominęły - wymuszony zespół Cushinga (bycie okropnie grubym w szyi, na twarzy, ramionach, rejonie obok obojczyków, dużo szybsze męczenie się, ogólne osłabienie zdolności fizycznych, huśtawki nastrojów), oprócz tego zespołu dochodzi również przybieranie na wadze tak po prostu (teoretycznie w połowie przez sam lek, a w połowie przez nadmierny apetyt, który ten lek powoduje).
I tak w trakcie jak na razie 10 miesięcy przyjmowania lekarstwa przytyłam sobie 20 kg, większość poszła w twarz, więc zamiast głowy mam piłkę, oprócz tego cała jestem w ciemnoczerwonych rozstępach (uda, łydki, brzuch, piersi...).
Ale dobra, te skutki uboczne były napisane na ulotce, chcąc nie chcąc wiedziałam, że tak będzie i już. Dam radę z tym żyć (zawsze lepiej niż w ogóle nie żyć bez tego).
Wiecie co jest w tym wszystkim najbardziej wnerwiające?
Wszyscy dookoła.
Za każdym razem, kiedy zdarzy mi się już poruszyć temat tych hormonów, może chwilę ponarzekać na następne 2 dodatkowe kilo - we wszystkich budzi się uśpiony dotąd lekarz.
I zaczyna się wspaniała zabawa w leczenie mnie.
Tyjesz? Zacznij ćwiczyć i dieta. Ale jak to, już ćwiczysz? Serio McDonalda nie jesz? No to zbilansuj dietę, pewnie nie jesz regularnie, a tylko się głodzisz.
Jak to prawidłowo wszystko? No dobra, to przez te twoje hormony. To idź do swojego lekarza i powiedz, żeby ci zmienił (dosłowne przytoczenie słów pewnej osoby).
Jak to nie da się zmienić? Tyle leków teraz jest, na pewno jest zamiennik. Nie ma na 100%? To niech zmieni dawkowanie, co za problem. Ale i tak pewnie za mało się ruszasz po prostu. Przecież nie można tyć prowadząc zdrowy tryb życia.
To są praktycznie standardowe teksty, które słyszę zawsze. Naprawdę nie chwalę się swoim choróbskiem, po prostu czasami jakoś naturalnie się w rozmowie zahaczy o ten temat. I nikt nigdy nie może mi powiedzieć "no serio ciężko masz, ale spoko, jesteś silna, dasz radę!", tylko musi zamienić się w prywatnego medycznego konsultanta i podważać wszystko co robię i co robi mój lekarz prowadzący.
To powoli doprowadza mnie do szału. Czasami można by było nie mówić nic zamiast niepotrzebnie udawać eksperta. Już nie mówiąc o tym, że mi też po tym jest przykro, bo te osoby ewidentnie uważają mnie po takich rozmowach za kogoś, kto tłumaczy swoje kilogramy i brak kondycji chorobą, a tak naprawdę to nie ruszy dupy z kanapy, a smak czegoś innego niż cola czuł ostatnio w szpitalu.
Pozdrawia 130 kg baba z 3 chorobami metabolicznymi, której koleżanka w pracy (zajadająca tabliczkę czekolady i popijająca colą) nakazuje trzymanie twardo diety a nie wpier#alanie pieczywa (kanapka z ciemnego pieczywa z chudą wędliną).
3-5 razy w tygodniu chodzę na aqua fitness, bo nie dam rady robić nic innego (stawy bolą niemiłosiernie) a mimo to waga stoi i koniec. Hormony wywalone grubo poza skalę.
Louisjana masz moje pełne wsparcie duchowe. Mam to samo. 3 wredne choróbska, non stop dieta i ćwiczenia i jak spadnie chociaż 5 kilo to jest cud...
kup w aptece płyn lugola, a w necie selen (200 mcg) i cynk (30 mg) w kapsułach. codziennie 10 kropli płynu (w smaku okropny) z selenem i cynkiem. do tego wit. D3 w kropelkach (ok. 10 dziennie) i K2 MK7 (1-2 kaps. x 200 mcg). Do tego dużo czystej wody i trochę ruchu. Mi się udało zwalczyć podobne problemy jak u Ciebie, Tobie też się uda. trzymam kciuki !
Raczej chcą Ci po prostu nieporadnie pomóc, bo to jest wręcz odruch, kiedy ktoś ma problem. A że się nie znają, to walą standardami. Po prostu zduszaj takie porady w zarodku.
Nie żeby coś, ale moją pierwszą myślą na sensowną odpowiedź Autorce na "narzekanie" na hormony i w ogóle było coś w stylu: przynajmniej jesteś już zdrowa/na dobrej drodze do wyzdrowienia. Wiadomo, że jest ciężko, jednak w najmniejszym stopniu nie pojmuję takich "porad", jak te przytoczone przez Autorkę. Nie wiem co trzeba mieć w głowie, by na siłę wpierać dziewczynie, że jest wiecznie nienajedzonym leniem, skoro mówi, że przyjmuje takie nie inne leki. Sam pomysł zmiany leku, czy jakieś oburzenie, że nie ma zamiennika samo w sobie nie jest złe, ale cała reszta aż mnie wcisnęła w fotel.
Olej to, serio. Jestem mamą, mój synek miał nowotwór i wiadomo jak to wygląda. Chudy był, łysy, często miał gorsze dni. Ile ja się od innych nasłuchałam o tym co robić, co mu podawać i jak traktować... po prostu to olej. Wiesz co robić i wiesz czemu tak się dzieje. A ludzie to ludzie, będą gadać. Zdrówka :)
Wszystko już ok, mamy kontrole co 3 miesiące :)
W ciągu pół roku na tym ciulstwie przytyłam 60kg. Ale pocieszę Cię - pół roku po odstawieniu leku byłam już tylko 10kg na plusie :)
Miej wszystkich w dupie, żyj własnym życiem, szkoda zdrowia na nerwy i idiotów. A jak chcesz pogadać to daj znać, jakoś się ugadamy :)
Ja przytyłam przez antydepresanty. Nie 60 kg, ale nie chodzi mi o porównywanie, kto miał gorzej ;-) Założyłam po prostu, że jak kg same przyszły, to o odstawieniu same znikną. Guzik. W życiu się tyle nie namęczyłam, żeby zgubić 1 kg. Treningi 5 razy w tygodniu? Kilogramy tylko się śmiały. Litry wody i kilogramy warzyw zamiast węglowodanów i smażonego? Uśmiech pozostawał. Dopiero jak drastycznie zmieniłam dietę i dowaliłam sobie kilometrowe marsze z ciężkim plecakiem, to waga zaczęła się normować. Woda, herbaty, warzywa, czasem owoce, zamienniki wszystkich węglowodanów i tłuszczy na zdrowe rzeczy (rzygam już tym słowem), zero jakichkolwiek fastfoodów, słodkiego (także napojów i soków), słonego itp i jedna, dwie kawy dziennie ze specjalnym mlekiem. Normalny człowiek gubiłby po 2, 3 kg w tygodniu, patrząc na mój deficyt. Dobre jest to, że nauczyłam się zdrowych nawyków i ogólnie widać dobrze mi robi taki styl życia, ale dalej nie zapomnę tego rozczarowania, kiedy nic nie pomagało i dopiero spartański tryb życia coś zmienił. No i nauczyłam się gotować ;-) Ale może mi ktoś wyjaśnić, czemu samo odstawienie tabletek przy zdrowej diecie i regularnym sporcie NIC nie dało, a wręcz miesiące po odstawieniu dalej utrudniało chudnięcie?
@FoxyLadie
Bo takie preparaty potrafią rozpierdzielić całą gospodarkę lipidową, hormonalną, wodną i co tam jeszcze przyjdzie do głowy. Trzeba czasu, żeby wróciło do normy. Czasem nigdy nie wraca
Ja pierdyle. Skąd ja to znam. Mam nadciśnienie spowodowane chorobą serca z czasów studenckich. Biorę na to leki. Tych parę razy jak o tym wspomniałem zaaaaawsze słyszałem że lepsze jest ot czy tamto warzywo i takie i takie ćwiczenia. Nosz ja pierdyle. To ja głupi byłem badany przez kardiologów po długoletnich studiach z długoletnim doświadczeniem na sprzęcie za gruuube tysiące PLN. A o wiele lepszą metodę leczenia znalazł mi doktor Henio z doktor Grażyną którzy skończyli uniwersytet - "Przeczytałem artykół w Pani Domu" i zrobili habilitację "Przeczytałam na takiej stronie w internecie". Zlikwidujmy służbę zdrowia. Przy tej ilości internetowych lekarzy w Polsce - jest nam niepotrzebna.
Słuchaj dwa lata szybko miną i wrócisz do wcześniejszej wagi czego ci życzę chyba, że ci wymyśla kolejne leki. Ale póki jeszcze masz świeże czerwone rozstępy to smaruj je odpowiednimi kremami bo potem ci tak zostanie i sobie nie poradzisz. Póki świeże da się coś zrobić jak wyblakną to po ptokach.
Zobacz w galerii Google, jak wyglądają rozstępy przy Cushingu. Na to smarowanie się gównem jednorożca nie pomoże.
Z tymi kremami to podobno mit. Przy zespole cushinga faktycznie sa spore rozstepy ale mozna je jakos zminimalizowac uzywajac roznych olejkow (typu arganowy, jojoba) widzialam raz taki filmik o tym jak kremy a jak oleje przedostaja sie do skory i wplywaja na rozstepy, ogolnie oleje przedostaja sie do glebszych warstw skor niz kremy. Szkoda ze nie moge znalezc linka ale fajnie to wszystko bylo wytlumaczone :( Ja tez ( juz na starsze roztepy) stosowalam takie silikonowe oklady ktore kupilam przez internet. Te chyba najwiecej mi pomogly. Wiadomo ze tego nie mozna calkowicie usunac ( no chyba ze jakos laserowo) ale stosujac odpowiednie metody mozna zmniejszyc widocznosc.
Sa dwa sposoby zeby zmniejszyc rozstepy. Zmniejszyc, nie usunac. Zastrzyki ze sterydow w rostepy kiedy sa czerwone. Ponoc bardzo bolesne i drogie. Laser. Tez troche boli i tez drogi. Smarowanie skory sprawia tylko, ze jest bardziej elastyczna i moze bedzie mniej rozstepow, ale chyba bardziej skuteczne byloby przyjmowanie dodatkowego kolagenu.
Kolagen rozkłada się do prostszych aminokwasów i organizm sobie go dystrybuuje wedle potrzeb. Niekoniecznie trafi on w rozstępy, czy zmarszczki. Może pójść w krew (krew to płynny kolagen), chrząstkę stawową, mięśnie. Chodzi mi o to, że zasilimy organizm w dodatkową porcję aminokwasów i bezpośredni efekt na rozstępy raczej nie będzie widoczny.
Może powinnaś zacząć ludziom tłumaczyć czym jest Cushing.
Jeśli chodzi o rozstępy to warto się zainteresować zabiegami medycyny estetycznej, moja znajoma zabrała córkę do warszawy z powodu jeszcze czerwonych rozstępów, widziałam stan po 2 zabiegach, są naprawdę bardzo mało widoczne.
zmien znajomych?
moja przyjacilolka wazy ponad 100, druga kolo 100 jedna przez chorobe druga przez stres i inne czynniki
i jakos mozna nie wytykac wagi :)
Ja to znam... Jest ciężko mając chorobę metaboliczna. Mało kto rozumie. A probowalas postu Dabrowskiej? Mi to przywrocilo miesiaczke której nigdy nie mialam i dosc mocno poprawiła hormony ☺ Ale wiem że każdy przypadek jest inny. Po prostu warto się zainteresować tym tematem, tak uważam ☺