#LIDGL

O odpowiedzialności słów kilka.
Mieszkam w akademiku, w którym jest pozwolenie na posiadanie zwierząt. Swojego kota mam, nie z własnego wyboru, ale dbam o niego na ile studencka kieszeń pozwala. I pilnuję.

Dwa lata temu gruchnęła wieść, że rzeczywiście zezwolenie na zwierzaki jest oficjalne (wcześniej różnie bywało - nie zawsze dostawało się zgodę) i rozpoczęła się moda na słodkie, puchate kotki. I zaczęły się cyrki, bo kotki wcale takie puchate i słodkie nie były. Była historia o zdziczałym i niedożywionym zwierzątku w jednym z pokoi. Było o psie z problemami, zostawianym na całe dnie samemu lub podrzucanym sąsiadom. Koty zgubione na kilka godzin na innych piętrach to nic nowego. Hitem są jednak koty wypadające z 5 piętra. Szczęście w nieszczęściu w ilości niewielkiej. Jednak spadając na bruk pod akademikiem konają kilka godzin mimo natychmiastowego dowiezienia do weterynarza.

Dlaczego ludzie zostawiają otwarte okna i koty bez opieki ze świadomością, że nad sobą mają gołębie gniazda, na które zwierzęta instynktownie chcą polować? Nie wiem. Władze akademika nic nie zrobią, bo wypadków jest za mało.

A ponoć student to dorosły człowiek.
vylarr Odpowiedz

Zanim poszedłem na studia, myślałem że studenci to już ludzie posiadający pewien poziom kultury i ogarnięcia - myliłem się.

HansVanDanz

Nie wiem skąd ci to przyszło do głowy 😉
Studia to przedłużenie dzieciństwa+rozrywki dla dorosłych.
Czasami się też uczyliśmy, ale to było tło 😛

Trzypion Odpowiedz

Dlaczego ludzie dla własnej przyjemności trzymają zwierzęta w betonowej klatce? Nie masz warunków, nie bierzesz zwierzęcia. Proste.

Dodaj anonimowe wyznanie