#NYN7x
Umówiliśmy się na następne spotkanie, ona zaproponowała, że pójdziemy do hoteliku na uboczu. Wiadomo, dla młodego nabuzowanego chłopaka to było jak dar losu, możliwość seksu z całkiem ładną dorosłą kobietą (kto nie miał fantazji o ładnej nauczycielce ze szkoły?). Odprowadziłem ją w okolice jej domu i poszedłem cały w skowronkach na pociąg.
Dopiero jak mi wszystko opadło (znaczy hormony), zacząłem logicznie myśleć. Ale zaraz, czekaj, ani ja przystojny nie jestem za bardzo, bez kasy, nic we mnie szczególnego, a ona jest całkiem ładna. Why me? W dodatku jest prawie dwa razy ode mnie starsza.
Takie to były czasy, że człowiek miał znajomych (ale takich prawdziwych, nie z FB czy insta). No więc w tym mieście miałem kilku, przez nich popytałem o moją nową „koleżankę”. Okazało się, że ma męża. Mąż pracuje jako marynarz, często go nie ma. Ale co najlepsze: ma córkę, 12-letnią. To mnie zmroziło. Bo jak robić to z kobietą, której córka jest niewiele młodsza ode mnie? Nope, niet, zatrzymajcie pociąg, ja wysiadam.
Zerwałem kontakt pod głupim pretekstem, że nagle gdzieś wyjeżdżam, skasowałem GG. Do sprawy nigdy nie wróciłem. I tylko teraz się zastanawiam, czy to był taki poryw chwili, czy to jednak mój mózg jeszcze próbował walczyć... z inwazją młodzieńczych hormonów.
Umbriak by odczekał stosowną chwilę a potem brał obie na warsztat. Marynarza też.
Zwyrodniała kobieta.
To przykre, że jej mąż tak ją zaniedbywał i musiała desperacko szukać kogokolwiek. Na jej miejscu bym się rozwiodła i zabrała cały majątek
A tego nastolatka bym po drodze też zrobiła