#NeEta
Na początku bałem się jak to będzie, ale okazało się, że z Mają (moją pasierbicą)
szybko złapałem dobry kontakt.
Jedynym problemem są moje relacje z Kacprem. Była żona i była teściowa rozpieszczają go bezgranicznie. Wiem, że rozwód był moją winą, w tamtym czasie za dużo pracowałem, była żona miała dość i doszło do rozwodu. Spotkania z synem wywalczyłem w sądzie, inaczej była żona by mi na to nie pozwoliła, mimo że regularnie płacę niemałe alimenty.
Kacper odwiedza nas w co drugi weekend. I są to bardzo męczące dwa dni. Młody na odmowę reaguje krzykiem i tupaniem. Kiedy nie pozwalam mu siedzieć godzinami przed telewizorem, objadać się słodyczami i pić gazowane napoje, dochodzi do awantur - mały ma dużą nadwagę, z którą jego mama i babcia nic nie robią. Nieraz musiałem go przywołać do porządku, kiedy opluł albo zamachnął się na moją narzeczoną lub Maję. Na wycieczki czy spacery rzadko go zabieram, bo Kacper kompletnie nie umie się zachować. W wakacje byliśmy w dinoparku, jednak kiedy odmówiłem mu kupna pepsi, rzucił się na ziemię i zaczął wrzeszczeć. Powiedziałem dziewczynom, żeby zwiedzały dalej same i zabrałem syna. Następną godzinę spędziliśmy na parkingu. Potem w maku była kolejna afera, kiedy za wcześniejsze zachowanie nie kupiłem mu happy meala. Kiedy odwiozłem go do matki, oczywiście poskarżył się "mamuni i babuni", a ja usłyszałem jaki ze mnie wyrodny ojciec. Tak jest za każdym razem. Wiem też, że w przedszkolu syn również zachowuje się skandalicznie.
Teraz mogę mieć jeszcze większe kłopoty. W ostatni weekend przyłapałem Kacpra, jak przymierzał się do obsikania kota. Ponieważ przy obiedzie urządził godzinną scenę o brak frytek do ryby, puściły mi nerwy i dałem mu mocnego klapsa na gołą pupę. Była zapowiedziała, że więcej nie da mi młodego na weekend. Wiem, że moja narzeczona nie miałaby nic przeciwko, zwłaszcza że w marcu urodzi nasze dziecko i musi na siebie uważać. Maja się nie skarży, ale widzę, że przykro jej kiedy Kacper jej dokucza i próbuje zniszczyć jej rzeczy.
Sam coraz częściej łapię się na myśli, że najchętniej zrzekłbym się praw do syna, ograniczał się do płacenia alimentów i pozostawił go z ukochaną mamunią i babunią, które po każdym powrocie ode mnie witają go jakby wrócił z długiej niewoli w ciemnej piwnicy. Wiem, że powinienem walczyć o niego, chociaż była i jej matka ciągle podważają mój autorytet. Mam na to jednak coraz mniej siły.
Szkoda młodego, ale są pewne rzeczy, których człowiek nie przeskoczy.
Młody też pewnie niedługo niczego już nie przeskoczy.
To akurat prawda, młody może tak pójść do szkoły i raczej dużo z niej nie wyniesie
Najwyżej w szkole wpie**pl dostanie i się skończy cwaniakowanie. Współczuję tylko nauczycielkom użerania się z nim.
To tak nie działa. Mały ma tylko 6 lat, jest zazdrosny, chciałby mieć pełną rodzinę. Dzieci nie umieją powiedzieć o co im chodzi. Chcą zwrócić na siebie uwagę poprzez źle zachowanie. Ja Ci radzę, żebyś poszedł sam do psychologa i pogadał o tych sytuacjach, na pewno doradzi jak masz się zachowywać, żeby syn był szczęśliwy. NIE MA ZŁYCH DZIECI, SĄ TYLKO ŹLI RODZICE!!!
Fanwisly, owszem, i matka jest "zła", a syn przebywa z nią 80% czasu, więc nie dziwne, że ojciec mało może zrobić
Jeżeli chcesz spróbować o młodego walczyć to postaraj się o opinie psychologa dziecięcego, lekarza i z przedszkola. Będziesz miał mocne argumenty w sądzie. Swoją drogą po ślubie, jak urodzi się dziecko i może adoptujesz Maję, możesz złożyć wniosek o zmniejszenie alimentów. Wtedy też takie opinie się przydadzą.
Tylko dlaczego on ma zmiejszać alimenty? Dlatego ze sprawił sobie nową fajniejsza córcie? Syn nie spełnia oczekiwać więc do widzenia, a w jego miejsce ma zając nowe fajne dziecko? Sorry, ale to jest jego dziecko i on tak samo ponosi za nie odpowiedzialność. Zamiast pozbywać się problemu niech go rozwiąże. Niestety, ale dużą role w problemach dziecka ma tez ojciec.
Prawda jest taka ze jego syn to 6 latek, który tak naprawdę nigdy nie miał pełnej rodziny. Ma 6 lat i cały tydzień spędza z matką, a w tygodniu widzi jak to jego tata super dogaduję się z "idealnym" dzieckiem. A on jest tym złym. Dziecko jest zazdrosne bo widzi jak ktos "obcy" ma jego tate cały tydzien i na dodatek musi się nim jeszcze dzielic w weekend. Poza tym dziecko czuję niechęc jaką darzą do macocha i jej córka. Niestety, ojciec pewnie też. Ojciec powinien na początku spędzać czas też tylko z nim. Niestety, ale nie wierzę ze dziecko, matka i babka to ci zli, a ojciec i macocha są idealni.
Autor jest ofiarą? Powiedz ze to zart. Ofiarą jest dziecko. Matka za uszami ma sporo, ale moze Autor niech sie zastawnowi czy on jest taki idealny. Właśnie ma nową rodzinę. Szkoda tylko ze jakoś niechętnie widzą w niej tego chłopczyka. Za to chętnie wziął sobie nowa córkę. To dziecko nie jest problemem tylko to dziecko ma problemy, przez to co zgotowali mu dorośli. A jego obowiazkiem jako ojca jest mu pomóc. Co do alimentów. Coż. Jemu powiekszyła sie rodzina, a dziecku rosną potrzeby. Poza tym tak dziecko ma też matką, która ciągle się nim zajmuję. Więc może niech płacą na utrzymanie dziecka po połowie, ale niech się tez nim zajmują po połowie? Tylko co na to narzeczona Autora?
Zmniejszenie alimentów jest uzasadnione, ponieważ zwiększyły się koszty utrzymania autora. Czy tego chcesz, czy nie autor ma prawo do założenia nowej rodziny. Z drugiej strony, dlaczego Maja i drugie przyszłe dziecko mają cierpieć, bo ojczym ma jeszcze syna? One są gorsze, bo nie są pierwsze? Bo nie jest biologicznym ojcem? A może dlatego, ze tamten jest starszy? Nie można poświęcać uwagi tylko jednemu dziecku, a drugiemu jej odmawiać. Nie mniej zgadzam się, że sytuacja tu opisana jest subiektywnie i jednostronnie. Nigdy nie jest tak, że 100% winy ponosi jedna strona.
Miss - to nie tak, że wziął sobie nową córeczkę bo synek nie spełnia oczekiwań. Autor musial wywalczyć spotkania z synem w ogóle. Mógł wcale tego nie robić i olać dziecko. Ale jak widać mu zależy. Tak samo jak zależy mu na wychowaniu syna. Odmawia mu niezdrowego jedzenia - bo już ma nadwage. Próbuje nauczyć go dobrego zachowania, żeby nie wyrósł na gnojka. Ale jak się nie da bo matka i tak robi swoje(zgaduje że pewnie jeszcze stoi po stronie dziecka i nagaduje jaki to ojciec zły bo mu nie kupił coli albo dał klapsa jak dzieciak pluł czy bil innych) to co ma zrobić? Jego nowa rodzina ma cierpieć bo jakaś madka odwala z pierwszym dzieckiem?
Autorowi zależy na synu. Matka i babcia chłopca mają na niego duży wpływ, bo to z nimi spędza większość czasu. Ewidentnie idą po najniższej linii oporu w wychowaniu go. A wręcz tego nie robią. Takie zachowanie jeszcze można zrozumieć u 3-latka, a nie u tak dużego dziecka. Winę za jego zachowanie ponoszą rodzice, którzy go nie potrafią wychować. Autor ma znikomy wpływ na syna, bo to gość w jego życiu. Polecalabym udać się po pomoc, poradę w wychowywaniu trudnego przypadku i również wizytę z dzieckiem u psychologa. Nie poddawaj się autorze. Jeśli to zrobisz to za 10 lat twój syn będzie cię bardziej nienawidzić niż teraz za zakaz spożywania cukru. Nie bądź ojcem, który go porzucił dla nowszej i lepszej rodziny.
Braks, ale weź też pod uwagę że wraz z wiekiem rosną potrzeby dziecka. Również Kacpra. Co do uwagi. Maja i drugie dziecko Autora mają/będą mieć go na codzień. Kacper ma go dwa dni co drugi weekend. Więc myślę ze nic by się zarowno narzeczonej oraz jej córce nie stało jakby np Autor zabrał tylko gdzieś syna i pobył by pare godzin tylko z nimi. O jakim cierpieniu ty mówisz?
Kotkot faktycznie już wiele zrobił. Nie olał dziecka tylko poszedł do sądu zeby mógł się z nim widzieć. Tyle ze to nic nadzwyczajnego. To normalne.
Dobrze że odmawia dziecku niezdrowego jedzenia czy ze próbuje oduczyć go złych zachowań. Tyle ze dziecko oprócz kar i nakazów potrzebuję też miłości. Niech idą gdzieś tylko we dwoje. Niech powie mu ze go kocha, ze jest ważny. To dziecko ma 6 lat i pewnie czuje się odtrącone, zazdrosnę o Maję. Niestety, ale dzieci często właśnie okropnym zachowaniem proszą o uwagę.
Oczywiście, że rosną potrzeby dziecka zarówno Kacpra, Mai, jak i dziecka nienarodzonego. Jeżeli ojciec przeznaczał 25% pensji na wychowanie syna oraz 25% dla przybranej córki, to obecnie proporcje rozkładałyby się 25% chłopczyk, 12,5% Maja oraz 12,5% nienarodzone dziecko (udział procentowy losowy, wybrany dla łatwiejszego liczenia). Czy uważasz ten podział za sprawiedliwy? Przypominam także, że wzrost wydatków nie równa się ze wzrostem pensji. Nie można też zarzucić mu brak roztropności, ponieważ nie znamy sytuacji materialnej autora. Istnieje bowiem możliwość, że do tej pory fundował dwutygodniowe zagraniczne kolonie dla chłopca, a obecnie stać go tylko na te krajowe. Czy jest to wyraz braku troski o niego? Nie.
Co do wypadów ojciec z synem, w porządku to jest dobry pomysł. Dla autora Kacper to nadal część rodziny, więc naturalnym wydaje się połączenie wszystkich ważnych dla niego osób i spędzanie czasu wspólnie. Ma to swoje zalety. Przede wszystkim wspiera rozwój zachowań rodzinnych i społecznych, których dysfunkcję przejawia chłopczyk. Jednak trafnie zauważyłaś, że może to negatywnie wpływać na Kacpra. Należałoby wystawiać dziecko na różne warunki, obserwować jego reakcję i dostosowywać sposób spędzania wolnego czasu do jego zachowań. Jednak przede wszystkim powinien skonsultować to z psychologiem dziecięcym. Nam łatwo gdybać i oceniać, jednak nie znamy prawdziwej sytuacji.
Cierpienie wynikające z myślenia "nie jestem prawdziwą córką". Bardzo trudno ułożyć relację z dzieckiem partnera z poprzedniego związku. Często są oni wyczuleni na zachowania wykluczające je z grona rodzinnego lub będące wyrazem pogardy, niższego mniemania o nim. To trudna sytuacja i szczególnie delikatna. Tak ona też może być zazdrosna. Ciężko takiego myślenia wyzbyć się u swoich biologicznych dzieci, w pełnej rodzinie, a co dopiero rozbitej.
Jakie to jest wkurzające. Gość próbuje choć trochę wychować dzieciaka ale nie jest w stanie PRZEZ madke. Babka ewidenie mści się na byłym nastawiając przeciwko niemu chłopca.
Insynuujesz, że autor nie okazuję miłości synowi. Na jakiej podstawie wysnuwasz te wnioski? Sądzić można wiele, ale zachowywać się zupełnie inaczej. Widać, że zapraszał go do maka, dinoparku. Stara się urozmaicić wspólny czas, a to przecież objaw troski. Gdyby mu nie zależało to puściłby tę bajkę w telewizji, kupiłby tego batonika, żeby nie słuchać wrzasków. Szedłby po najmniejszej linii oporu. Miłość nie trzeba okazywać słowami, a właśnie czynami. Przenosząc to na inną płaszczyznę. Nie lubisz szefa, wkurza cię, każe ci zostać na nadgodziny. Jednak nie pokazujesz mu tego wprost, bo mógłby cię zwolnić albo pozbawić premii. To nie oznacza też, że zaniedbujesz swoje obowiązki.
Masz swoje racje, z którymi się zgadzam. Jednak tak samo jak autor stronniczo opisał sytuację, tak samo ty postępujesz. Bezwzględnie wrzucasz go do wora "niedzielnych tatuśków", choć może to być nieprawda. Dobranoc ;)
Zawsze mnie zastanawia, że w sytuacji, w której ojciec jest normalny, matki nie chcą pozwolić na spotkania z dzieckiem. To, że rodzice się nie dogadują, nie znaczy, że trzeba wciągać w to dziecko.. bez sensu.
@JestemKubkiem
Gdyby ludzie myśleli racjonalnie, postępowali racjonalnie, świat byłby dużo lepszym miejscem, ale...
Ja z mojej autopsji mogę Ci powiedzieć że to jest tak złożone podejście że do tej pory nie potrafię rozgryźć. Moi rodzice jak się rozstali to mama nie zabraniała mi wizyt z tatą, ale były z jej strony zachowania, żeby mnie nastawić przeciwko niemu. Oczywiście mój ojciec miał swoje za uszami, lecz teraz wiem że dla mnie zawsze chciał jak najlepiej. Jak wszedłem w okres buntu, to mało brakowało mama by osiągneła swój cel, czyli nastawienie mnie przeciw tacie. Wszystko się zmieniło gdy skończyłem 18 lat i po burzliwej sprawie o alimenty, po prostu usiedliśmy z ojcem i wyjaśniliśmy sobie wszystko, to od tamtej pory zaczeło mi się wszystko układać, że mama nie do końca się zachowała fair wobec mnie i taty. Również od tamtej rozmowy, stosunki między mną a tatą i jego bliższą rodziną (żona i młodszy brat) uległy znacznej poprawie. Niestety nie mogę tego powiedzieć na linii mama- ja i od tamtej pory w głębi serca mam do niej żal się tak zachowała tak a nie inaczej. Próbowałem z nią o tym porozmawiać, ale ona nie widzi nic w tym złego. A z ojcem staram się nadrobić stracone lata i staliśmy się kumplami i czasami dzwonię do niego o prostą radę czy punkt widzenia w danej sprawie. Natomiast nie potrafię tego z mamą, mimo że spędziłem z nią 90% mojego dotychczasowego życia. Czasami mam wrażenie że to dla mnie osoba, wiem że to złe postrzeganie, ale niestety tak jest. Ufff się rozpisałem. Mam nadzieje że rozjaśniłem punkt widzenia dzieciaka, którego rodzice się rozstali.
Peace
Tu autor wyznania. Nie spodziewałem się takiej dyskusji i chciałbym wyjaśnić kilka rzeczy, których nie wyjaśniłem.
Próbowałem z milion razy dogadać się z byłą żoną - wierzcie mi, po prostu się nie da. Od razu jak mnie widzi zasypuje mnie pretensjami, a to Kacper nie tak ubrany, źle zapięty plecak itp. Mamusia jej jeszcze sekunduje i dorzuca swoje trzy grosze. Próbowałem Magdę namówić na spotkanie na neutralnym gruncie, nie chce się zgodzić. Siłą jej nie zaciągnę.
Matka stara się zrekompensować brak ojca rozpieszczajac syna. Dwa dni raz na dwa tygodnie to trochę mało, by zmienić nawyki. Dziecko jest wychowane tak a nie inaczej, wiec winą powinni być obarczani rodzice nie 6 letnie dziecko. Myślę, że zamiast zrzekac się syna należy poświęcić mu więcej uwagi, pogadać z matką.
A nie myślałeś, żeby zgłosić chociaż to w jakim stanie zdrowotnym jest? W sensie ze jest gruby? Może była dostałaby po nosie.
Zgłosić gdzie? Ktoś się zajmuje grubością dzieci?
To podchodzi pod zaniedbanie dziecka, wydaje mi się. A oświadczenie u psychologa że dziecko ma problem z agresja to mogłoby coś jeszcze w tym temacie pomoc.
@Atlaszbuntowany
Wiesz, że żeby uzyskać opinię psychologa dziecięcego potrzebna jest zgoda obojga rodziców?
Myślę że może jak autor zgłosi zaniedbanie, sąd może chyba (w takiej sprawie raczej napewno) nakazać aby dziecko zostało zbadane przez psychologa? Nie znam się za tym za bardzo ale na pewno coś się da z tym zrobic
@AtlasZbuntowany
Tak, ojciec zgłosi, że dziecko jest zaniedbywane. Zostanie przyjęty wniosek o nadzór. Przyjdzie do chłopca Pani z opieki, popatrzy. W domu czysto, dziecko czyste, bez siniaków, ma zabawki, wręcz jest rozpieszczone. Zada kilka pytań dziecku, matce, Pani w szkole czy tak przedszkolu. Popuka się w głowę i pójdzie do rodzin, gdzie dzieci chodzą obdarte, głodne i nie mają podstawowych rzeczy. No tak to działa. Bez względu na to jak bardzo byś chciał, żeby było inaczej, grube dziecko i mało sprawne motorycznie, nie podlega pod definicję dziecka zaniedbanego. Przykro mi
Walcz. On tego jeszcze nie rozumie, ale (daj Boze !) ktoregos dnia dojdzie do niego, ze Ty byles jedyna normalna osoba w jego bliskim otoczeniu. Bo z wyznania wnioskuje, ze babcia i mamusia, robia z niego zyciowego kaleke...
Widzę, że wiele osób się wypowiada o alimentach, ich zmniejszeniu itp. Ja za to spojrzałabym na to z innej strony. Widać, że autorowi zależy na jego synu. Jeśli jest w stanie przyjąć na siebie tyle odpowiedzialności, a jego intencje byłyby szczere to powinien zdobyć dowody przeciwko maDce (to jak go karmi, jakich zachowań go uczy i na co pozwala) i wystąpić do sądu o pełne prawo do opieki. Temu dziecku potrzeba domu, który nie jest toksyczny. Zadanie nie jest łatwe, ale chłopczyk nadal ma tylko 6 lat i można wiele wywalczyć dla jego dobra.
Myślę, że najlepsze co możesz zrobić, to przetrwać ten trudny czas. Po prostu zacisnąć zęby i z uporem maniaka robić to co do tej pory. Najgorsze, to odsunąć się od syna. To jeszcze dzieciak, a za jego zachowanie odpowiedzialna jest matka i babka. Może to dobry czas, by wywalczyć częstsze spotkania z synem i mieć realny udział w jego wychowaniu?
Znam chłopaka ktorego rodzice rozwiedli się jak miał coś około 11 lat. Matka odizolowała go od ojca i nastawiła przeciwko. Nie miał ochoty na kontakty z ojcem. Mamuśka też dbała o to by synek rosl. Jak miał 16 lat ważył 130 kg. Ojciec nie bardzo chciał się mieszać. Nie wiedział też jak ma się zachować, bo każda próba kontaktu generowała ogromne awantury. Troszke się wycofal. Chłopak jak podchodził do matury ogarnął się i schudł. Rok po maturze wydarzyło się coś czego nie będę zdradzać szczegółowo. Matka przegieła. I wtedy wkroczył ojciec. Pomógł synowi w trudnej sytuacji. I od tego się zaczęło stopniowe odnawianie kontaktu. Chłopak otworzył oczy, zrozumiał co się działo i dziś to ojciec jest dla niego najważniejszy. Nadrabiają stracone lata. Matka została sama. Opiekuje się nią z obowiązku, pomaga jej jak sam mówi "tylko niezbędne minimum". Ale to z ojcem spędza wolny czas i dzieli się radościami i smutkami. A ja mam najlepszego teścia pod słońcem. Niestety 2 teściowe ale ta druga jest zajebista teściowa.
Wałcz o syna ale zachowuj rozsądek. Nic na siłę, bo tylko namieszasz dzieciakowi w głowie. Twoje dziecko potrzebuje Twojej pomocy.