#QwUPL

Byli teściowie oskarżają mnie o śmierć męża.

Przez sześć lat małżeństwa żyło nam się super, potem wszystko runęło. Mamy synka, który ma teraz pięć lat, zaszłam w drugą ciążę, bardzo się cieszyliśmy. Niestety poroniłam. Ledwo doszliśmy do siebie, a w firmie, w której pracował Arek (mąż) pojawiły się problemy i mąż stracił pracę.

Załamał się. Wspierałam go, kiedy było z nim na tyle źle, że nie chciał wstać z łóżka, zaproponowałam rozmowę z psychologiem. Uparł się, że nie pójdzie, żadne argumenty do niego nie przemawiały. Nawet to, że nasz synek już nie jest taki radosny, co wszyscy widzą, ani to, że ciężko mi ogarniać własną pracę na rozjazdach (rehabilituję w domach osób po udarach), dziecko i dom. Nasi przyjaciele też nie potrafili go przekonać. Arek kręcił nosem na każdą ofertę pracy spoza swojej branży, a kiedy już szedł na rozmowę wstępną, robił to dla świętego spokoju. W dodatku zaczął popijać i sprowadzać znajomych pod moją nieobecność. Znajomych, których nigdy wcześniej nie znałam. Zaczął pić tak ostro, że zaczęłam naciskać na odwyk. Ponieważ mnie nie chciał słuchać, poprosiłam jego rodziców o wsparcie. Nigdy nie mieliśmy szczególnie ciepłych relacji, zawsze siostra Arka i jej rodzina byli na piedestale. Odmówili. Stwierdzili, że nie będą się wtrącać, bo jak coś będzie źle, to będzie na nich. Po pijanemu mąż płakał, przepraszał i obiecywał, że się ogarnie i pójdzie do psychologa. Na trzeźwo twierdził, że nic takiego nie pamięta.

Kiedy po raz kolejny dostałam telefon z przedszkola, że mąż znów nie odebrał synka (ja byłam u pacjenta 20 kilometrów od domu), nie wytrzymałam. Nie wiem co by było, gdyby moja mama nie pomagała mi z małym. W domu postawiłam mężowi ultimatum - albo się ogarnie, albo to koniec, bo ja już tak nie mogę. Pokłóciliśmy się i stwierdził, że jak mi z nim tak źle, to mogę się wynosić. Zabrałam syna i zamieszkałam z rodzicami. Powiedziałam mężowi, żeby dał znać, jak zdecyduje się leczyć.
Tydzień później nie żył. Pijany zachłysnął się wymiocinami, jego kolega wszystko przespał.

Teściowie o wszystko oskarżają mnie.
Bo za mało wspierałam, za dużo pracowałam, ciągle miałam pretensje... A w ogóle to kto wie, czy nasz syn na pewno jest dzieckiem Arka. Chciałam zrobić test na ojcostwo, ale rodzice i brat przekonali mnie, że nie warto. Rodzina Arka i tak nigdy szczególnie nie interesowała się małym.

Kochałam męża, chciałam tylko, żeby zaczął się leczyć, bo już nie miałam sił. Mam wyrzuty sumienia, faktycznie nie powinnam go zostawiać.
Na szczęście mam synka, rodzinę i przyjaciół. Jakoś próbuję iść do przodu.
Shido Odpowiedz

Wytrzymywałaś długo, dałaś mu wybór:
Ty z dzieckiem albo alkohol
Wybrał alkohol, a ten w podzięce go zabił, za co masz mieć wyrzuty sumienia? Że nie zostałaś z mężem alkoholikiem który kategorycznie nie chciał się leczyć? Że ratowałaś życie sobie i synowi przed życiem w cieniu alkoholu? Nie masz podstaw do wyrzutów sumienia.

Luckaaa Odpowiedz

Jeśli to, że odeszłaś z dzieckiem nie było dla niego wystarczającym impulsem, żeby coś zmienić, to nieważne co byś zrobiła by się nie zmienił. Ciesz się, że dziecko nie musiało być świadkiem tragedii i miej nadzieję, że ostatnie wspomnienia ojca będą pozytywne.
Btw kto wie, może nawet gdybyś była w mieszkaniu on i tak by się zapił, a jeszcze mogło dziecko go znaleźć w tym stanie...
Okrutne co powiem, ale może stało się lepiej. Z alkoholizmu się nie wychodzi, to zawsze zostaje w człowieku, a tak masz "czyste wyjście" i możesz zacząć układać sobie życie na nowo sama lub z kimś, bez balastu (no może tylko we wspomnieniach)

Tradycjonalista Odpowiedz

Zapytaj rodziców męża gdzie byli jak prosiłaś o pomoc

bazienka

no z ciekawoscia posluchalabym ich odpowiedzi

rocanon Odpowiedz

Teściowie w tej sytuacji jedynie mogą obwiniać siebie, że wychowali swojego syna na życiowego niedorajdę. Jak tylko w życiu ich syna pojawiły się problemy, to ona zamiast zachować się odpowiedzialnie i choćby próbować sobie z nimi poradzić, wybrał alkohol i koleżków.

Mikser

Już nawet to pomijając, przecież sami mu nie pomogli, gdy ich synowa poszła prosić ich o pomoc. Jak prosiła to nie chcieli się wtrącać, ale teraz wtrącać się i obwiniać to proszę bardzo.

NOTHING000 Odpowiedz

No nie wiem, brzmi to wszystko tak, jakbyś zrobiła tyle, ile byłaś w stanie i jeszcze więcej. Jesteś przecież tylko człowiekiem, a miałaś na głowie oprócz bardzo wymagającej pracy - będącej chyba w tamtym okresie waszym głównym źródłem utrzymania - małe dziecko, ciążę, dom i męża, który coraz bardziej się staczał i pociągał za sobą otoczenie. Dawałaś mu wsparcie, namawiałaś na profesjonalną pomoc, nakłaniałaś, by szukał pracy - co niby jeszcze mogłabyś zrobić? Mąż wolał tarzać się w swoim smutku i wywołanym nim pijaństwie, niż pomyśleć o własnej rodzinie, zdrowiu czy życiu. Pomóc NAPRAWDĘ można tylko osobie, która tej pomocy chce. Nie wygląda na to, że tak było w przypadku męża. Przykro mi, przez co przechodzisz, ale ponownie - nic więcej nie mogłaś zrobić. Jeśli byś została, z czasem mógłby stać się agresywny, zaczalby jeszcze gorzej wpływać na wasze dziecko i jeszcze bardziej wyniszczałby was wszystkich. Powiedz jego rodzinie o tym wszystkim, co w tobie siedzi. Wyrzuć im, co się działo, od czego umyli ręce i że nie mają chrzanionego prawa o cokolwiek cię obwiniac. I zwyczajnie urwij kontakt. Tym łatwiej, że jak sama mówisz, mają gdzieś swojego wnuka.

JiminChimChim

No niestety mąż nie był gotowy na pomoc. Ani jej nie chciał.
Uważam, że Autorka dobrze zrobiła ostatecznie odchodząc. Żeby człowiek zrozumiał co stracił, musi upaść na dno. I sam się podnieść. Jeśli ciągle będziemy mu pomagać, robić wszystko za niego, to ostatecznie sobie nie poradzi. To musi być jego decyzja.
Dlatego rozwala mnie narzekanie sąsiadki na syna alkoholika. Że do niego nie dociera.
A jak ma coś dotrzeć, jak ma ponieść jakieś konsekwencje, skoro mamusia zawsze znajdzie kogoś, kto go z tego baru zaprowadzi do domu. Zaopiekuje się nim, nachlanym, da leki, jedzonko, a jak wytrzeźwieje to zaprowadzi go do psychiatry po wsteczne chorobowe... I tak sobie ten człowiek żyje, mając przyzwolenie na picie, że świadomością, że zawsze mamusia go wesprze w tym nałogu.

Wodazkranu Odpowiedz

Winią ciebie, bo sami czują się winni, że nie pomogli wam gdy o to prosiłaś. Ty nie masz sobie nic do zarzucenia, chciałaś po prostu normalnego życia dla siebie i dziecka.

BardzoTymczasowyNick Odpowiedz

Gdy nie jesteś w stanie pomóc wszystkim i musisz wybierać pomiędzy dobrem dziecka a dobrem alkoholika, to należy wybrać dobro dziecka.

A byli teściowie to udani są. Narzekają, że od siebie dałaś za mało, a - proszeni o pomoc - od siebie nie dali nic.

Jawiem1210 Odpowiedz

Nie byłaś w stanie przewidzieć wypadku. A wypowiadzka była naprawdę dobrym pomysłem. Zwykle po takim wstrząsie ludzie się ogarniają.

bazienka Odpowiedz

tesciowie to oskarzaja ciebie zeby zagluszyc wlasne wyrzuty sumienia jak odmowili twojej prosbie
zrobilas absolutnie wszystko co powinnas byla zrobic- wspieralas, walczylas, proponowalas psychologa i terapie alko, postawilas granice, ultimatum, odeszlas ( czasem otrzasaja sie dopiero po jakiejs diametralnej zmianie), nie powinnas miec sobie absolutnie nic do zarzucenia, to oni olali problem
zerwij z nimi kontakt, po co dziecku tacy toksyczni dziadkowie?

ohlala Odpowiedz

Dałaś z siebie tyle, ile mogłaś. W miłości nie chodzi o to, aby zabijać się dla drugiego człowieka, a jeśli ten człowiek nie chce dać sobie pomóc, to nic z tym nie zrobisz.

Zobacz więcej komentarzy (14)
Dodaj anonimowe wyznanie