Mam 25 lat i kończę niedługo studia. Nigdy nie pracowałam, wszystkie moje zachcianki finansowali rodzice. Wśród moich znajomych większość pracuje (niektórzy łapią się na jakieś sezonowe kelnerowanie, inni mają stałe prace). Boję się, że jak skończę studia, to sobie nie poradzę, bo nie wiem nawet jak wygląda rozmowa kwalifikacyjna. Nie znam angielskiego, wiec martwię się, że od razu będę skreślona, albo że rekruter będzie się ze mnie śmiał. Jest mi głupio przed znajomymi, ale jednocześnie nie chcę szukać pracy, bo boję się, że nie podołam albo nie zostanę wybrana i się załamię.
Dodaj anonimowe wyznanie
A ja tego nie rozumiem. Studia bez praktyk, czy jakiegokolwiek doswiadczenie to tylko bezuzyteczny papierek. Zwlaszcza, ze teraz na studia moze pojsc kazdy, a mnostwo osob traktuje je jako wymowke do rozpoczecia samodzielnego zycia. I takie osoby budza sie pod koniec studiow z reka w nocniku, bo tak naprawde nie wiedza nic.
Jesli ktos przez 5 lat nawet nie pomyslal o tym co dalej, to oczywiste, ze bedzie mial znacznie mniejsze mozliwosci, aby podjac jakas fajna prace.
A jaką praktykę daje kelnerowanie na studiach?
I kto jest według Ciebie bardziej doświadczony: ktoś, kto w czasie studiów działał w Kole Naukowym, jeździł na konferencje studenckie czy choćby ponadprogramowo interesował się daną dziedziną, zna metodologię badań itd., czy ten, kto pracował w Maku?
Pewnie, że praktyki/staż w branży czy zawodzie, który będzie przydatny dla przyszłej pracy, są dodatkowym atutem kandydata, ale nie mitologizowałabym tak każdej pracy.
Przede wszystkim to żeby skończyć studia pierwszego stopnia trzeba zaliczyć obowiązkowe praktyki. Więc historia naciągana dosyć.
Kelnerowanie pokazuje na przyklad umiejetnosc pracy w wymagajacym srodowisku, pod presja i z klientem. Pokazuje, ze potrafimy zarzadzac naszym czasem, skoro laczymy prace z uczelnia.
Po prostu uwazam, ze samo skonczenie studiow nie daje absolutnie nic. Lekarz, ktory robi absolutne minimum tez nie bedzie rozchwytywany po studiach (i tak, wiem, ze sa obowiazkowe praktyki lekarskie).
Jesli masz mozliwosc udokumentowania tych wszystkich osiagniec, to ja jak najbardziej zaliczalabym to pod praktyke. Bo umowmy sie, podczas rekrutacji, jesli naplywaja setki CV osob, ktore ukonczyly ten sam kierunek, to jedyny sposob, zeby sie wyroznic, to posiadanie czegos wiecej niz samego dyplomu ukonczenia szkoly.
Raz - wszystko zależy od człowieka. Znam dziewczynę, która nie pracowała nigdy, miała tylko obowiązkowe praktyki. Skończyła z bardzo dobrymi wynikami dwa kierunki humanistyczne (tzw nieprzyszłościowe) i dopiero wtedy podjęła swoją pierwszą pracę. W zawodzie. Za rozsądne pieniądze. Bez znajomości. Ja pracuję od 18 roku życia i nigdy nie przydały mi się "prace studenckie". Tak samo nie wpisuje już w CV ukończenia szkoły wyższej.
Didja, wyobraź sobie, że można mieć dodatkową, wakacyjną pracę, a w roku akademickim angażować się w działalność naukową :) co daje jeszcze więcej plusów u pracodawców.
dyc, taaa praktyki mialam 20 i potem 40 godzin, na podplomowce 100
teraz na mgr 75h
to serio dosc malo, ze 2 tygodnie max
@bazienka coo, tak mało? Ja mam co roku do odwalenia równe 2 miesiące -,-
Pierwszą pracę udało mi się podjąć dopiero jakieś pół roku po ukończeniu studiów, przez wiele lat miałem problemy ze znalezieniem jakiejś lepszej pracy - prace sezonowe, dorywcze, nie na pełen etat, płatne staże, albo firmy "Januszy biznesu", z których uciekałem po paru miesiącach. Tysiące wysłanych cv, wiele rozmów kwalifikacyjnych kończących się - dziękujemy, ale szukamy kogoś lepszego. W końcu po paru jeszcze innych firmach znalazłem pracę z której jestem zadowolony. Najważniejsze to nie poddawać się, nie bać przesadnie, nie panikować, wierzyć w siebie i swoje umiejętności.
Pół roku to raczej taki standard, gdy szuka się dobrej pracy i można sobie na to pozwolić. Czasami lepiej dłużej poszukać niż wkopać się w jakieś bagno, bo częste zmiany pracy nie wyglądają dobrze w CV.
Dlatego gdy często zmieniasz pracę, w cv wypisujesz niektóre, te najlepsze, a te gowniane pomijasz i nie wpisujesz
A jak tłumaczysz luki w CV? Czy też kłamiesz na temat długości zatrudnienia i masz nadzieję, że nikt się nie dowie?
Nikt nie pyta o luki kilkumiesięczne. W wypadku kilkuletnich to zależy co robiłaś: dzieci, nauka, podróże, sprawy rodzinne itp
Tak, klamię i dobrze mi z tym. Zaden frajer jeszcze sie nie zorientowal.
Mam w CV prawie roczną lukę i nikt jeszcze mnie nie pytał co wtedy robiłem.
Trochę pachnie kłamstewkiem. Jakim cudem kończysz studia w Polsce (podejrzewam, że magisterskie skoro masz 25 lat) i nie znasz angielskiego albo żadnego innego języka, skoro do uzyskania dyplomu na każdej uczelni u nas w kraju jest wymóg zaliczenia lektoratu z języka obcego? Wymóg jest w okolicach B2. Nie ma informacji o innym języku niż najpopularniejszy angielski, ale skoro masz problemy ze znalezieniem pracy to nie podejrzewam znajomości jakiegoś bardziej niszowego. Jednym słowem ktoś tu przeleniuchował 5 lat (albo może i więcej biorąc pod uwagę język obcy w szkole średniej) i kręci kiepskie usprawiedliwienie.
Wystarczy być takim "geniuszem" jak ja. Rozumiem wszystko na poziomie wyższym niż B2, ale ledwo mówię, bo ogólnie jestem dość nieśmiała a rozmawianie w obcym języku mocno to pogłębia. To że mogę obejrzeć film czy przeczytać książkę nie sprawia, że znam angielski, skoro nie potrafię dogadać się z kimś, zwłaszcza że mam dodatkowo problem z rozumieniem silnych akcentów.
Waniliowa - to podobnie jak mój znajomy. Biegle mówi po polsku, czyta "poważne" książki, słownictwo ma bogatsze niż większość moich polskich znajomych. I potrafi się jedynie podpisać:d
moj angielski tez jest komunikatywny duzo rozumiem ale nie jest to poziom do pracy w korpo
baba od angola na ostatnich studiach kazala nam wkuwac artykuly z bbc na pamiec na ocene, gowno nie nauka
true, filmy, gry komputerowe, bajki, piosenki
dogadac sie spoko dogadam, ale do budowania okraglych zdan i rozmow niznesowych to jeszcze daleko
Ja chodzę do liceum. Angielski mam od zerowki i bardzo slabo go umiem, bo miałam beznadziejnych nauczycieli. Z drugiego języka mam wrażenie ze umiem sporo więcej mimo ze nie jest glowny i mam godzinę w tygodniu
Usiądź na dupie i płacz, poczekaj, samo się wszystko na pewno ułoży, angielski magicznie wejdzie ci do głowy, no i oczywiście dostaniesz od ręki, bez żadnych rozmów czy prób fantastyczna prace w której będziesz dostawać kasę za nic.
Halo, obudź się idiotko, witamy w dorosłym świecie, gdzie nic nie przychodzi samo i trzeba zapierdalac na swoje!
Też wina rodziców, że pannę pod złotym kloszem trzymali, boi się wszystkiego (albo to jest wymówka, żeby nie musieć pracować). Jak ja patrzę na to ile osób ma tzw. fobie społeczne i lęki, że co drugi musi łazić na psychoterapię, bo się boi, że go hostessa w sklepie zagai, to się za głowę łapie. Rośnie nam społeczeństwo niedojd życiowych.
Do pracy w 90% firm w Polsce nie potrzeba znajomości angielskiego. Zacznij od czegoś prostszego, co pozwoli ci się otrzaskać z pracą, wyrobić nawyki samodyscypliny, organizacji pracy, coś niekoniecznie związane z twoim wykształceniem, nie wymagającego większego doświadczenia zawodowego albo kwalifikacji, albo może jakiś staż/praktyka?
Nie ma co się zrażać niepowodzeniami. Na 95% CV które wyślesz i tak nikt nie odpowie.
No nie wiem, jak ja szukam pracy na portalach typu Olx, to zazwyczaj wszędzie trafiam na wymagany komunikatywny/biegły angielski, albo ewentualnie niemiecki. A przeglądam oferty z w księgowości, biurowe, w obsłudze klienta itp.
Tak zgadza się, są grupy zawodów, gdzie znajomość jakiegoś języka obcego jest z reguły wymagana, ale w większości zawodów nie jest - raczej nikt nie wymaga znajomości języków od np. kasjerki w sklepie, kucharza, czy budowlańca.
To zależy pewnie od miasta. W moim mieście angielski jest wymagany w niemal każdym zawodzie od kelnerki, przez agenta nieruchomości po taksówkarza czy recepcjonistę. Wśród budowlańców (inz) też się przydaje. Praktycznie każda praca umyslowa wiąże się z jakaś znajomością angielskiego. Osobiście nigdy nie miałam pracy, w której angielski nie był potrzebny. Moi znajomi podobnie.
Czyli zamierzasz obrać karierę pasożyta?
Bogaty mąż też na coś w niej musi polecieć, raczej nie na biadolenie
Wbrew pozorom nie jesteś sama, bywają studenci, którzy ida do pierwszej pracy w tym wieku. Nieznajomość angielskiego bardzo zawęża możliwości, wiem po sobie. Nie wiem jaki kierunek studiujesz i czy w Twoim zawodzie jest to potrzebne, jeśli nie to próbuj (Może staż na początek?), a jeśli tak to ucz się i w przyszłości spróbujesz swoich sił. Jeśli nie masz aktualnie jakiś szczególnych zdolności to musisz obniżyć oczekiwania i zacząć od czegoś łatwego (sklep, magazyn, itp.). Możesz zobaczyc w tym pozytyw, bo do takiej pracy zwykle przyjmują jak leci i rozmowa kwalifikacyjna jest na luzie, więc mniej stresu. Wiem, że to nie szczyt marzeń, ale dobry początek żeby nabrać ogólnego obycia i doświadczenia, zdyscyplinowac się, nauczyć odpowiedzialności i uwierzyć w siebie. Pamiętaj, że strach ma wielkie oczy.
Rozumiem Cię, ja od kilku miesięcy szukam pracy i nie mogę nic znaleźć. W moim mieście szukają głównie księgowych z kilkuletnim doświadczeniem, kosmetyczek, ludzi na produkcje, albo pedagogów specjalnych/wczesnoszkolnych do przedszkola. Tak swoją droga, czy komuś po pedagogice, ale nie wczesnoszkolnej, tylko reso/społecznej itp udało się znaleźć prace w przedszkolu?
Teraz będzie z tym trudniej. Przez obostrzenia i kryzys gospodarczy wiele firm wręcz "walczy o życie" i raczej redukuje zatrudnienie, wiele już upadło, jest więcej osób szukających pracy i ze znalezieniem czegoś może być problem.
Życzę Ci powodzenia.
W większości firm na produkcję przyjmują jak leci, więc gdybyś chciała to byś pracowała. Ogólnie dziwi mnie jak przy tak małym bezrobociu (przed pandemia) można być bezrobotnym. Jedynie z wyboru. W sumie przemawia przeze mnie zazdrość. Z czego się otrzymujesz? Może zostaniesz moja inspiracja 🙃
Werka - stopień bezrobocia zależy od regionu. Są województwa, gdzie pracy jest dużo i takie, gdzie jej praktycznie nie ma. Zwłaszcza jeśli ktoś mieszka na wsi z daleka od miasta.
Wybacz, ale tak jak sie opisalas, to pozostaje miec nadzieje, ze dzieci tez nie bedziesz miala.
Czekaj, czekaj. Jak w tych czasach dziewczyna 25-lat, której jak sama piszesz wszystko finansowali rodzice może nie znać angielskiego. Sorry ale trudno powiedzieć o Tobie cokolwiek innego niż leniwa idiotka.