#V29a4
Mam 21 lat i na kurs zapisałam się pod naporem rodziny. "Zrób teraz, bo potem nie będziesz miała czasu", mówili i dali mi pieniądze. Wahałam się, bałam, no ale poszłam. Stwierdziłam, że to nie może być trudne i na pewno będzie fajnie.
Podobały mi się pierwsze 3h jazd, a z każdą kolejną wiedziałam, że ja nie chcę tego prawa jazdy. Ogólnie powiedziałabym, że szło mi średnio. Praktykę zdałam za 4 razem, trzy razy oblewając na placu. Udało mi się zdać tylko i wyłącznie dlatego, że był niewielki ruch i miałam absolutnie najprostszą trasę. Same skręty w prawo, na rondzie pierwsze zjazdy, skrzyżowania ze światłami bezkolizyjnymi, parkowanie na pustym parkingu.
Pierwsza jazda po zdaniu prawka była okropna. Ja nie umiem jeździć. I to nie tylko dlatego, że nie mam wprawy, ale ja naprawdę nie umiem. Już zwykła górka powoduje, że nie jestem w stanie ruszyć. Skrzyżowanie pod górkę? Nie ma mowy. Skręcić na wąskiej drodze? Niewykonalne. Do tego dochodzi strach. Wręcz panicznie boję się jeździć. Fakt, że to ja muszę nad wszystkim panować mnie przeraża.
Ogólnie nigdy jakoś specjalnie nie lubiłam alkoholu, ale obecnie wręcz zmuszam się do wypicia, żeby tylko nie być "opcją kierowcy".
Podziwiam ludzi którzy jeżdżą i od razu po zdaniu prawka robią to bez drugiej osoby obok. Dla mnie jest to czynność zbyt trudna i przerażająca.
Żałuję, że zrobiłam prawo jazdy, żałuję wydanych pieniędzy. Mam ochotę wyrzucić mój nieużywany plastik do kosza. Jest mi z tym bardzo źle.
Nie ma w tym nic złego, że nie lubisz prowadzić. Niektórzy po prostu nie mają dobrej koordynacji potrzebnej do prowadzenia. Jedni nie będą umieli rysować, inni rozwiązywać zadań logicznych, a jeszcze inni prowadzić auta.
Owszem, zapewne trening pomógłby w opanowaniu auta, ale i tak nie zdziałałby cudów. Tak samo z osobą, która kompletnie nie ma słuchu muzycznego i każe się jej ogarniać grę na instrumencie- coś tam się da osiągnąć, ale ciężką pracą, a efekt i tak będzie dość marny. Po prostu nie ma się do tego predyspozycji i tyle.
Na Twoim miejscu opanowałabym jazdę w jakimś minimalnym stopniu, żeby w razie awaryjnej sytuacji móc usiąść za kółko, a tak, to bym olała temat. Po co się stresować i stwarzać zagrożenie dla siebie i innych? Nie daj sobie wmówić, że absolutnie każdy powinien być dobrym kierowcą i jeździć wszędzie autem, bo to bzdura. Jak nie czujesz się dobrze za kółkiem, to odpuść sobie- Ty będziesz szczęśliwsza, a inni bezpieczniejsi.
Błąd.
Masakra, mam tak samo. Każdy mi wmawia, że musze jeździć, bo nabiore wprawy. I może tak jest, pewnie mają racje, ale ja tego nie lubie i się boje. Ostatnio przekonałam się do samochodu mojego chłopaka, bo jest w automacie, więc odpada mi jedna rzecz - zmiana biegów. Ale w sumie słowo "przekonałam się" jest bardzo przesadzone, jeżdże jeśli naprawdę musze. Choć on często się na mnie wkurza, twierdzi, że dobrze jeżdże. Ale ja mam po prostu blokade, może dlatego, że niestety wybrałam sobie złego instruktora, który darł ryja i przeklinał za każdym razem jak zrobiłam coś źle.
Najdziwniejsze w tym wszystkim jest to, że kiedyś chciałabym jeździć, jak już będe mieć dzieci i w ogóle. Nie chce być zawsze zależna od chłopaka, ale jednocześnie budzi to we mnie lęk. No i co najważniejsze mam wrażenie, że mam bardzo słabą reakcje oko-ręka, mam wrażenie, że w razie czego nie potrafie szybko zareagować (skręcić, czy wyhamować).
Też niestety miałam takiego instruktora, że każde jazdy były dla mnie ogromnym stresem, jak tylko mogłam to się z nich wykręcałam. Pod wpływem tego stresu popełniałam głupie błędy i przez po to się cholernie bałam jeździć. Jak w końcu udało mi się zdać, to przez ok. rok czasu nie chciałam jeździć, bo się bałam, że zrobię coś źle i nikt już nie zareaguje ... ale w końcu zaczęłam jeździć albo sama, albo ze znajomymi, w końcu nikt na mnie nie krzyczał i mnie nie stresował, a ja w końcu mogę czerpać przyjemność z jazdy.
@Olusza bardzo dobrze, że w końcu udało Ci się przełamać. Ja ostatnio przekonuje się do samochodu chłopaka (automat) chociaż chyba nie jest to żaden postęp, bo ostatnio jeździłam w nocy, kiedy ruch na drogach, w miastach jest prawie zerowy.
Ok. Pół roku temu zdałam prawko i sama nie wsiadam do auta. Świetnie mi szło ma jazdach, a praktykę zawalałam tylko przez stres. Ale jeżdżenie mi szło tylko pod egzamin. Teraz odmawiam jeżdżenia samemu. Niby umiem, ale i tak jestem przerażona. Niedawno koleżanka spytała mnie czy mogę odwieść ją do domu, bo nie ma jak wrócić. Odmówiłam, bo ją bym odwiozła, a potem sama nie wróciła...
@Solange spokojnie. Tak jest na początku. Ja za kółko wsiadłam po połowie roku dopiero. Zabieraj kogoś na początku, kto Ci pomoże. Wykonuj proste manewry, parkowanie, ronda itp. To przejdzie. Jeżdżę już od 6 lat, nie dostałam ani jednego mandatu, no prawie :)
Moja rada to od razu pojechać samemu, zwłaszcza jeśli masz swój samochód. Spróbować raz, na jakiś mniej uczęszczanych drogach i w godzinach gdzie nie ma większego ruchu. Jeżdżenie z kimś nie jest dobre. Trzeba wziąść się za siebie, wsiąść do auta i jechać sobie powoli, bez celu. Auto musisz wyczuć i samemu ukształtować ten "styl" jazdy
@justas niestety, nie z wszystkimi mogę jeździć bez nerwów, a ci, z którymi mogę nie zawsze mają czas :(
@Wiskyihejz nie mam swojego samochodu, a w godzinach małego ruchu jestem na uniwersytecie. Gdybym miała wsiąść sama do auta i jechać to bym się chyba rozpłakała. Serio. Znam przepisy, ale znam też innych. Widzę jak jeżdżą i to mnie najbardziej przeraża... Już słyszałam tą radę, ale słyszałam też odwrotne. U niektórych się sprawdzało jedno, a u innych drugie.
Nie każdy musi być dobry w prowadzeniu, to się ma we krwi albo nie i nie ma z tym nic złego. Na Twoim miejscu nie zmuszałabym się do picia alkoholu, bo niszczysz zarówno organizm, jak i morale. Po prostu powiedz ,,nie ma mowy" i wyjaśnj, że czujesz się zbyt niepewnie. O ile masz choć odrobinę sensownych ludzi w otoczeniu, powinni zrozumieć że taka jazda z osobą która się boi może być niebezpieczna. Powodzenia! ;)
Jeżeli nie czujesz się pewnie, to lepiej dla Ciebie i dla innych żebyś dała sobie spokój z prowadzeniem samochodu. Ty podchodzisz do tematu odpowiedzialnie. Niestety wiele osób nie może pogodzić się z tym, że nie nadaje się do prowadzenia samochodu i uprawia piractwo drogowe, narażając tym na niebezpieczeństwo niewinnych ludzi. Jeżdżę dużo i wymuszenia, przejeżdżanie na czerwonym świetle, niezatrzymywanie się przed przejściem dla pieszych, przekraczanie prędkości, jazda bez włączonych świateł, zajmowanie więcej niż jednego miejsca na parkingu, stawanie na miejscu dla inwalidów bez zezwolenia - to codzienność, takich ameb nie brakuje.
@matriarchat popieram, jeśli autorka nie czuje się na siłach do prowadzenia auta to lepiej niech nie jeździ. Moja koleżanka miała niemal identyczna sytuację, rodzice ja wręcz zmusili do zdania prawka. Przejechałem z nią raz 20 km, wysiadam z auta i chciałam ziemię pod stopami całować :)
Jakbym czytała o sobie. Prawo jazdy zdałam 6 lat temu. Poszłam, bo wszyscy poszli i teraz żałuję. Wywaliłam na to mnóstwo kasy, a nie potrafię się przemóc i jeździć. Rok temu nawet wykupiłam sobie jazdy, żeby się przekonać, ale dalej strach, że komuś coś zrobię jest zbyt duży.
Ja Was rozumiem, też nie nadaję się do prowadzenia, bo na drogach ciasno, chamstwo, cwaniactwo, zero przyjemności z jazdy. Nie widzę nic przyjemnego w kierowaniu samochodem. Co gorsze, przez parę miesięcy od zdania prawa jazdy jeździłam głównie z moim partnerem, który krytykował każdy mój ruch, każdą rzecz - za wolno, za szybko, za późno, kto cię tak nauczył, jak ty zdałaś, nic na kursie nie uczą pożytecznego… Jeżdżąc sama prowadziłam ostrożnie i spokojnie, ale jadąc z nim stawałam się kłębkiem nerwów i głupiałam, i któregoś deszczowego popołudnia spowodowałam kolizję (niegroźną, ale samochód do naprawy) przez stres, bo partner jechał ze mną. Robię chwilową przerwę od jeżdżenia, naprawię samochód, a potem jeżdżę sama, a gdy będziemy jechać we dwoje, on prowadzi. Myślę że wiele kobiet nie chce prowadzić przez krytykę wszechobecną ich umiejętności prowadzenia samochodu ze względu na płeć, słyszymy to od dziecka.
Doskonale wiem co czujesz, również zmuszono mnie do prawa jazdy. Nie jeździłam, a jak już „musiałam” to tylko najprostsza trasa, zanim pojechałam przeprowadzałam wizualizację jak jechac i przed wszytskim - gdzie zaparkować! Po 5 latach można powiedzieć, że zaczęłam jeździć, zmusiła mnie praca (ale przed tym ludzikiem google obeszlam wszystkie skrzyżowania). Czuję strach, że gdy zgaśnie mi samochód lub będę jechała wolniej niż kolumna ktoś będzie trąbił i w myślach mnie wyzywał. Paraliżują mnie każde przejscia dla pieszych, boję się że wyskoczy mi rowerzysta. Myślę, że strach jest normalny a my sobie za dużo dopowiadamy i wyobrażamy, dlatego czujemy blokadę.
Im mniej jeździsz tym gorzej się maja Twoje umiejętności i wątroba.
Od razu po zdaniu prawka nikt nie umie jeździć. Może to po prostu strach przed jazdą? Nie poddawaj się tak od razu. 😉
Robiłam w 2011, 3 egzaminy oblane. Jakoś nie badzo chcialam, uznałam.ze nie jest mi to potrzebne, nie skończyłam. W tym roku zrobiłam od nowa kurs, zdałam za 4 razem praktykę, testy za 1 i żadnego stresu za kółkiem. Ale za drugim podejściem chciałam. Nie mogę się doczekać aż będę jeździć swoim autem (już jest ale na razie u mechanika na sprawdzeniach itp.). Może to kwestia czasu. Ale nigdy nie miałam obaw takich jak Ty.