Ostatnio moja córka wróciła ze szkoły w okropnym humorze. Nie chciała nic jeść. W końcu powiedziała, że jest zbyt gruba i musi się odchudzić. Dopytałem, skąd te pomysły i okazało się, że takie „instrukcje” dostała w szkole. Chciałem wyjaśnić, które to dziecko takie mądre, żeby sobie z nim i jego rodzicami pogadać, ale okazało się, że młoda usłyszała to od swojej wychowawczyni. Najlepsze, że małej przy jej wieku i wzroście brakuje 3 kg do prawidłowej średniej wagi.
Dodaj anonimowe wyznanie
Oj, nie miałaby ta wychowaczyni życia, gdyby powiedziała coś takiego mojej córce.
Zrobiłbym z niej odstraszający przykład.
Spokojny ze mnie człowiek ale jak wykopię topór wojenny, to jeńców nie biorę.
To co mógłbyś i powinieneś zrobić, to przyczynić się do zbudowania zdrowego poczucia własnej wartości u córki, najlepiej z asystą jakiegoś autorytetu typu lekarz, dietetyk, psychodietetyk. Z taką ekspertyzą idziesz do nauczycielki i najlepiej przy dyrekcji, opisując całą sprawę NA SPOKOJNIE, przedstawił opinię ekspertów. A Ty byś poleciał do nauczycielki albo dyrekcji i gulgotał jak wściekły indor w pokrzywach i do konca szkoły a nawet jeszcze później każdy by Cię zapamiętał jako furiata, a do córki każdy by się bał cokolwiek odezwać bo nie wiadomo co Ci odbije.
Nie Dragomir. Jeśli wykonuję egzekucję, to na zimno i precyzyjnie.
Nie sądź innych według siebie.
Jakbym sądził według siebie to bym brał pod uwagę, że machnąłeś ręką, przebaczyłeś albo doszło do jakiegoś załagodzenia sprawy, bo ja nie lubię się kłócić. Ale sądząc po groźnie brzmiącym komentarzu założyłem karczemną burdę.
Dobrze że dodałeś "prawidłowej", bo sama "średnia" się trochę zamerykanizowała.
Gdy byłam prawdopodobnie w piątej klasie, mieliśmy zajęcia o żywieniu, bodajże na technice. Nauczycielka podawała nam informacje odnośnie kalorii. Mieliśmy za zadanie podać swój dzienny jadłospis i wyliczyć, ile jemy kalorii. Pewnie podaliśmy też swój wzrost i wagę. To zadanie rozpisywało się w ćwiczeniach, nie jakieś tam publiczne wypowiedzi. Byłam chuda i miałam niedowagę. Gdy nauczycielka sprawdzała moje zadanie, dopisała mi jeszcze jeden posiłek, żeby liczba kalorii była prawidłowa. Mojej koleżance z klasy, która miała lekką nadwagę i w jadłospisie której było widać nadmiar spożywanych kalorii, skreśliła jeden posiłek, składający się z czegoś słodkiego i powiedziała, że warto by było z tego zrezygnować (w dodatku było to spożywane o późnej porze). Słyszałam to, bo było to przy mnie. Nikt się nie obraził. Nauczycielka mówiła kulturalnie i stwierdziła fakty. Są nauki o zdrowiu i dane odnośnie tego, ile powinno się ważyć. Ważne też, czy nauczycielka powiedziała to Twojej córce na osobności, czy przy wszystkich i w jaki sposób. Rozumiem, że pisząc, iż córce "brakuje", miałaś na myśli nadwagę? Ja byłam pouczana przez niektórych nauczycieli, ale w innych kwestiach i nie było to miłe.
On (ojciec) pisze, że brakuje jej 3 kg a więc jest 3 kg poniżej średniej dla jej wieku, płci i wzrostu. Poza tym fajny komentarz napisałaś, bardzo wyważony a nie hurrr, durrr.
Dziękuję, Drago. Trzeba próbować być wyważonym.
Jakbym słyszała moją wychowawczynię. Uczyła niemieckiego i odpytując mnie przy tablicy ciągle mamrotała "dicke schwein". Nigdy nie miałam nawet nadwagi
A teraz robisz "dick swallow"?
Czasem, ale tylko facetom 10/10. Tacy jak ty mogą sobie pomarzyć