Jakiś czas temu przyjaciółka poprosiła mnie, żebym potowarzyszyła jej w wyprawie po test ciążowy. Nie, nie mamy 16 lat; jesteśmy statecznymi mężatkami koło 30, z tą różnica, że Kaśka nigdy się do macierzyństwa nie paliła. Zwyczajnie pragnęła otuchy. W aptece zaproponowała mi, żebym kupiła też test dla siebie. Z początku oponowałam, ponieważ z mężem od 4 lat bezskutecznie staraliśmy się o potomstwo, ale ostatecznie uznałam, że co mi szkodzi - wszystko dla przyjaciółki, którą znam od przedszkola.
Wróciłyśmy do domu, zrobiłyśmy co trzeba i... u niej jedna kreska, u mnie dwie. Nie potrafię opisać tego szoku i ogromnej radości. Teraz, kiedy zdążyłam już stracić nadzieję i powoli przymierzaliśmy się ze ślubnym do adopcji..
Lekarz uznał, że najwyraźniej dobrze wpłynął na mnie brak parcia na bycie matką. Blokada psychiczna puściła :)
A Kaśka, widząc mój rosnący brzuch, sama zaczęła przebąkiwać o maleństwie :)
Dodaj anonimowe wyznanie
Gratuluję :) aż mi się przypomniała historia z pierwszego dnia pobytu na sali poporodowa. Poznalam tam kobietę, która pięć lat z mężem starała się o dziecko, gdy przestali po jakimś czasie okazało się ze jest w ciąży :) tak więc blokada psychiczna i to "parcie" na dziecko często okazuje się być głównym problemem.
Dużo zdrowia dla maleństwa :)
A mi się podoba to wyznanie :)
Cieszę się razem z tobą, autorko!
Cieszę się :) naprawdę, mogę to powiedzieć to z pełną świadomością bo niedawno sama zobaczyłam dwie kreski. Co prawda zupełnie niespodziewanie i nie nacieszyłam się tym długo, ale doskonale wiem jakie to uczucie. Ciekawi mnie natomiast jedna rzecz, może macie podobne doświadczenia: otóż ja wiedziałam, że jestem w ciąży niemal od razu. Sama nie wiem jak to opisać ale pewnego dnia poczułam, że jest ze mną jeszcze ktoś. Od tego czasu rozbiłam regularnie testy, a pierwszy pozytywny wyszedł około 2 tygodnie po tym jak poczułam, że to to. Pamietam dzień, gdy podczas pracy nagle spadła na mnie świadomość, że czuje w sobie coś nowego i po prostu usiadłam zanosząc się śmiechem bo nie mogłam uwierzyć w to jakie zabawne to uczucie. Na potwierdzenie tego musiałam jeszcze poczekać, ale test był już formalnością. Nie miałam wątpliwości mimo, że ciąża była ostatnim czego się spodziewałam :) Zastanawiam się czasem, czy często tak jest ? Też czułyście swoje „dzieci” zanim jeszcze zaczęły tak naprawdę „być”? Nigdy nie miałam instynktu macierzyńskiego, to zupełnie nie pora na dziecko w moim życiu, ale to po prostu było zajebiste :) Doświadczenie, które mocno zweryfikowało moje podejście to tematu, oraz wiedzę o sobie samej. Chciana ciąża jest super, autorko naprawdę cieszę się Twoim szczęściem :)
Ja nie miałam tak że sobą, ale z drugą ciążą mojej siostry i z pierwszą ciążą koleżanki. Jakoś tak inaczej wyglądały, jakoś tak lepiej, ale w inny sposób niż zawsze.
Ja tak miałam. W środku lata zaczęło mi cieknąć z nosa i od razu wygooglowałam "katar a ciąża" - po prostu czułam, że jedno z drugim się wiąże. Zrobiłam test, kreseczka była bledziuchna. Ale była. A dziś moja kreseczka ma ponad roczek :)))
Ja w obu ciążach też czułam niemal od razu, ale nie opisała bym tego jako obecność drugiej osoby. Chyba moja znajomość własnego organizmu i wsłuchanie w jego sygnały mnie naprowadziły. Zwłaszcza w przypadku drugiej ciąży było mi ciężko uwierzyć, bo w teorii nie powinnam w tę ciążę zajść, ale jednak podskórnie czułam że to to.
Wszystkie moje kolezanki, znajome i ja sama wiedzialysmy, ze to ciaza czesto jeszcze przed okresem, a po terminie okresu to juz w ogole, test byl tylko formalnoscia. Z roznych wzgledow: wyczulony wech, smak zmieniony, nie takie uczucie jak PMS, a jednak czuc, ze cos sie dzieje, sennosc. Nie jest to obecnosc drugiej osoby (serio?) po prostu jak Powolutku pisze wyczucie swojego organizmu. Co ciekawe kilka osob w pierwszych tygodniach powiedzialo, zebym zrobila test bo tak jakos z twarzy wygladam jakbym zaciazyla (w tym jeden facet). Bylo to ciekawe, a jednoczesnie troche przerazajace.
Moja dobra koleżanka miała identyczną sytuacje. Ciekawe. Tylko imiona się nie zgadzają :-)
Kurcze, pod prawie każdym wyznaniem, nieważne, czy fajne, czy nie, widzę "TO NIE JEST ANONIMOWE", ale kiedy widzę milion wyznań o gównie, nieważne, że takich samych to jest "JAKIE SUPER, JEJU ANONIMOWE NA JAKIE CZEKAŁEM". Nie wolicie czasem poczytać czegoś takiego?
Jak ktoś chce czytać takie historyjki to są od tego inne strony. Tu nie ma nic anonimowego oprócz anonimowego chwalenia się. W dodatku czymś co nas zupełnie nie obchodzi i nie wywołuje żadnych emocji. No chyba że ktoś się cieszy każda ciążą nieznajomego to wtedy świetnie bo ma dobry humor całymi dniami.
a gdzie ta anonimowa część historii?
Płeć dziecka bo nie została podana :p
Na potrzeby wyznania zmieniono płeć.
Uśmiech bąbelka powinien wystarczyć
Obstawiam, że na 50% będzie to chłopiec.
Zgaduję, że autorka po prostu chciała się podzielić swoimi emocjami, jak dużo osób robiących wyznania. Anonimowości można się poza tym dopatrywać w powodzie, dla którego zrobiła sobie test. Anonimowe dla samego farmaceuty były historie ich obu. Tak na przykład.
Mogę wiedzieć, za co te minusy? Nikogo nie obraziłam, wypowiedzialam się kulturalnie, wręcz z sympatią o motywacji autorki, ale oczywiście z jakiegoś powodu muszę zostać podkopana, tak?
Podokopana, bo ktoś się z Tobą nie zgadza? Bez przesady.
Albo masz 13 lat albo jesteś mocno niedowartościowana, żaden dorosły o zdrowych zmysłach nie będzie przejmować się czymś tak durnym jak minusy od nieznajomych ludzi z neta. A ode mnie minus za bycie atencjuszem, skoro już musisz wiedzieć.
Jakim kuzwa atencjuszem? :p
Ejejej, sądziłam że anonimowi to bardzo miła społeczność ludzi, a tu taki hejt na Suomen.
Ludzie, skąd tyle jadu?
Oby się wszystko dobrze skończyło.
No super, ale to w ogóle nie nadaje się na anonimowe.
Taa bo jak sie nikt nie zesra, to nie jest anonimowe wyznanie.
Lova - dziwne masz upodobania.
A myślałem że mąż zrobił, wyszło pozytywnie i okazało się że ma raka jąder. Dobrze, że nie...
Gratulacje! I zdrowia dla Was! :)