Mam 32 lata, ogarnięty finansowo, stabilne życie. Nigdy moje relacje nie trwały dłużej niż 3-4 miesiące, bo zawsze druga strona mi dziękowała. „Jesteś za dobry”, „Zbyt ułożony”, „Nie jesteś facetem dla mnie”. Nigdy nie zdarzyło mi się, bym sam kończył jakąś relację. Były trudne sytuacje, ale zawsze do przepracowania z mojej perspektywy, tymczasem druga strona potrafiła kończyć relację z dnia na dzień i to naprawdę z błahych powodów (np. „nie wziąłeś mnie nigdzie na wakacje”). Ostatnio zauważyłem, że coś we mnie umarło. Nie czuję żadnego entuzjazmu z poznawania kogoś. Nikt nie potrafi wzbudzić we mnie pozytywnych emocji, wszystko wydaje mi się płytkie i nic nieznaczące. Mam poczucie, że znowu ktoś mnie nie wybierze. Że znowu będę niewystarczający. Lata lecą, a moim marzeniem było zawsze założenie rodziny.
Okazuje się, że spłacenie hipoteki jest dużo łatwiejsze niż stała relacja w dzisiejszych czasach.
Dodaj anonimowe wyznanie
Odniosę się do tego wyzwani od drugiej strony. Byłam partnerka faceta, który miał ten sam problem. Przede mną miał kilka związków i wszystkie kończyły się po stosunkowo krótkim czasie, max kilka miesięcy do roku z tych samych przyczyn- słyszał, że jest zbyt ułożony, zbyt nudny, że brakuje tego czegoś. Z początku nie rozumiałam jak bycie zbyt ułożonym czy porządnym może w ogóle istnieć ale niebawem się przekonałam, ż te dziewczyny miały rację. Facet oprócz stałego przyzwoitego zarobku i mieszkania kupionego dl aniego przez mamę nie bardzo miał cokolwiek innego do zaoferowania. Nigdy nie wychodził z inicjatywą wyjścia gdziekolwiek, najlepsza forma spędzania czasu to siedzenie przed tv albo komputerem codziennie, przed tv od razu zasypial. Niczym się nie interesował w sensie hobby, o niczym nie umiał się ciekawie wypowiedzieć. Rzadko kiedy sam zaczynał temat rozmowy inny niż co zjemy na obiad albo, że trzeba iść na zakupy. Opróćz tego był aż za miły, nie wiedziałam, że tak się da. Nawet jak coś mu nie pasowało to nie umiał tego powiedzieć, był strasznie nijaki we wszystkim co robił i mówil, w swoim podejściu do życia, zero jakiejkolwiek charyzmy. W kwestiach seksu też straszna nuda, na moje propozycje jakiegokolwiek urozmaicenia zawsze słyszałam nie bo coś innego niz dwie klasyczne pozycje to było za dużo lyb zbyt wyuzdanie(?) dla niego. To nie jest tak , że każda kobieta pragnie bad boya co ja bedzie bił bo łobuz kocha najbardziej, ale to co opisałam staje się nie do wytrzymania. Autorze, przeanalizuj swoje zachowanie pod tym kątem i pomyśl czy też masz takie zachowania i co możesz zmienić.
Jak wy tego typu chłopów poznajecie, skoro baby ponoć lecą na emocje i charyzmę? xD
Związki nie muszą się kończyć awanturami. Śmiertelna nuda zabija je równie skutecznie.
Zwykłe niedopasowanie wystarczy, żeby się sobą zmęczyć nawzajem i chcieć skończyć.
Za którymś razem znajdziesz kogoś pasującego do twoich potrzeb, dla kogo ty też będziesz idealny.
Argument wieku jest nietrafiony. Rodzinę można zakładać zawsze, szczególnie kiedy się żyje w męskim ciele.
Z tym wiekiem to nie do końca. Nie oszukujmy się, jakość nasienia u mężczyzn z wiekiem drastycznie spada, a 20 latek ma najwięcej siły do biegania za dzieckiem, potem jest coraz trudniej. Znam parę osób, którzy przerabiali etap pieluch po 40. z którymś z kolei dzieckiem i żałowali, że się nie zdecydowali wcześniej, bo już nie te siły
E tam, nie ma obowiązku ani nawet (jeśli człowiek rozsądny) potrzeby, biegania za dzieckiem. Można to rozwiązać inaczej.
No i sorry, z tym spadkiem jakości nasienia ubawiłaś mnie setnie. Plemniki to ekstremalnie tania masówka, produkowana w ogromnych ilościach. Wśród tych schrzanionych setek milionów egzemplarzy jest wystarczająco dużo na tyle dobrych jakościowo, aby komórka jajowa zdecydowała się któryś z nich wpuścić do swego wnętrza.
Ja mam stałą acz toksyczną relację ze swymi rodzicami.