W mojej gówno-pracy w Maku ludzie potrafią wciąż mnie zaskakiwać. Ostatnio koleś wychodząc z kibla popatrzył na mnie (akurat szorowałem podłogę mopem) i powiedział "No... powodzenia tam", po czym wyszedł z lokalu. Kuuuuuur zapiał... To co zostawił po sobie w kiblu to była jakaś gównokalipsa, jakby walnął tam rozpryskowy sranat, jak seria z kałosznikowa. Gówno było wszędzie! Nawet na ścianach!
Dodaj anonimowe wyznanie
Zapamiętaj go, a potem jak przyjdzie następnym razem, to dodaj mu do burgera "specjalny składnik" - coś z głębi siebie.
Gówno-praca w sensie dosłownym.