#azRRD
W sobotę zrobiliśmy małą imprezkę ze współlokatorami. Pół godziny zanim ludzie się mieli zacząć schodzić uznaliśmy, że przydałaby się jeszcze kilka piw. Był dość przyjemny wieczór więc poszedłem naokoło. Niestety jak wyszedłem ze sklepu zaczęło padać, więc zdecydowałem się na powrót przez “aleję zbrodni”.
Szedłem szybkim krokiem, co chwilę się oglądając. Tak, wiem, jestem trochę tchórzem. Nagle zza rogu usłyszałem krzyk kobiety. Podszedłem, zajrzałem za róg i zobaczyłem jak ktoś przyciska dziewczynę do ściany. Domyśliłem się, że to napad. Wycofałem się i odłożyłem siatkę z piwem na ziemię. Owszem jestem tchórzem, ale przecież nie mogłem udawać, że nic się nie dzieje. Cicho wybiegłem zza rogu, podbiegłem do gościa od tyłu i przypierniczyłem mu pięścią w bok głowy. Poleciał na ziemię jak worek ziemniaków, a dziewczyna zaczęła krzyczeć. A potem ku mojemu zdziwieniu zaczęła MNIE BIĆ. Gdy udało mi się ją nieco uspokoić wyjaśniła, że ten gość to jej chłopak i się całowali, a on trochę się za bardzo rozochocił i stąd jej krzyk, który usłyszałem.
Gość się podniósł i go przeprosiłem. Na szczęście przyjął wyjaśnienie ze zrozumieniem. Dałem im po piwie i pożegnaliśmy się.
IMO wcale nie jesteś tchórzem :)