#befmg
Odkąd pamiętam byłam grubiutka. Pulchne dziecko, pulchna nastolatka, dziś dorosła, gruba kobieta. Rozwalony metabolizm, swego czasu kochana babcia, jakieś tabletki na alergię z nieprzyjemnymi skutkami ubocznymi - powodów mojej otyłości jest wiele.
Dziś mam 180cm wzrostu i ważę 140kg. Wiem, że mam straszny problem, z którym muszę sobie poradzić. Wiem, jakie niesie to ze sobą konsekwencje zdrowotne. Wiem o wszystkim, o czym ludzie z takim zapałem pouczają w internecie na każdym kroku, gdy ktokolwiek przyzna się do otyłości. Szczególnie tak skrajnej jak moja.
Wbrew pozorom nie wylewam się z łóżka z obu stron, bo jestem dość "zbita". Nie widać po mnie mojej wagi. Lubię sport - ale muszę na siebie uważać, żeby nie zrobić sobie krzywdy. Uwielbiam pływać. Nie przepadam za fastfoodem czy napojami słodzonymi i nie jadam tłusto, jak większość sobie wyobraża. Ostatnio pilnuję się, by nie jeść też zbyt wiele cukru samego w sobie. Edukuję się w zdrowym żywieniu, powoli zmieniam nastawienie, zaczynam o siebie walczyć. Zarówno dla mojego zdrowia, jak i faktu, że nie chcę całe życie być sama. Umówmy się, w takim stanie ciężko być atrakcyjnym dla płci przeciwnej. ^^
Jednak istnieją ludzie, którzy palą mój zapał na starcie i doprowadzają niemalże do szewskiej pasji. Głównie wewnętrznej, bo jestem zbyt nieśmiała, żeby się odgryźć. Dlatego robię to tutaj. O dziwo - jestem człowiekiem! Tak, pod tą wielką warstwą tłuszczu też kryje się kochające serce i kilka innych ciekawych organów. Moje sadełko nie chroni mnie przed wyzwiskami, nie sprawia też, że łagodniej znoszę wymowne szepty, rozmowy za plecami czy obelgi prosto w twarz, gdy idę z przyjaciółmi zjeść obiad w knajpie.
Ja wiem co leży w moim interesie, żeby nie zejść na zawał przed trzydziestką. Doceniam wszelkie objawy troski o mnie. Wiem, że jestem chora i muszę wyzdrowieć. Ale całkiem sporo obcych (!) mi ludzi myśli, że w ich interesie leży obrażanie mnie tylko dlatego, że jestem gruba. Naprawdę, zdarzało mi się słyszeć nieprzyjemne słowa od losowej persony na ulicy. Ot tak, bez mrugnięcia okiem.
Błagam, zastanówcie się dwa razy, zanim ocenicie kogoś po wyglądzie. Nie znacie jego historii. Nie wiecie jaką jest osobą, ani co doprowadziło go to takiego stanu. Co daje wam prawo do maltretowania go psychicznie? Szczególnie, że taki ktosiek - uwierzcie mi - może się okazać wspaniałą osobą, kochającą, wrażliwą, z ciekawymi zainteresowaniami.
Ja niekoniecznie - ja jestem wredotą ^^. Ale zostawiam was z tą myślą i cichą nadzieją, że gdy spotkacie na ulicy osobę grubą, czarnoskórą, wytatuowaną czy jakąkolwiek inną - pomyślicie po prostu: człowiek.
I pójdziecie w swoją stronę.
Wypowiem się z zupełnie innej strony - osoby chudej. Jest to tak samo komentowane :) Ludziom nie dogodzisz, nawet jeśli nie widać ci kości i jesteś po prostu drobnej budowy. Komentowanie czyjegoś wyglądu, szczególnie przez obce osoby jest moim zdaniem nie na miejscu i dowodzi o kiepskiej kulturze osobistej.
dobrze to znam. Od lat leczę się z kompleksów na punkcie właśnie chudości, pomimo, że wyszłam z niedowagi. Mam wręcz wrażenie, że w normalnym społeczeństwie przyjęło się przekonanie, że wspomnieć komuś o jego nadwadze jest niewybaczalnym nietaktem, za to wyśmiać, że jest chudzielcem, szkieletorem, patyczakiem, itp. jest ok i nie ma o co się obrażać. W jakiś sposób przez to rozumiem Autorkę. Szanujmy się w każdej sytuacji, jakkolwiek ktoś wygląda.
Ostatnio od kolegi w nowej pracy, którego widziałam 2 razy w życiu, usłyszałam, że jestem za chuda i nawet nie ma za co złapać. Kompleksów na punkcie wyglądu raczej nie mam, ale przyznam szczerze, że mnie to dotknęło. Od koleżanki z roku z kolei usłyszałam, że nie powinnam się skarżyć na ludzi wytykających mi moją wagę, bo osoby, które chcą schudnąć odczytują to jako obrazę i umniejszanie ich wysiłku. Czyli ogólnie rzecz biorąc nie mam prawa nie lubić swojej niedowagi, nie mogę mówić, że z nią walczę i nie mogę mieć pretensji do ludzi, którzy z góry zakładają, że wyglądam tak, jak wyglądam z własnej woli i w prosto w twarz nazywają mnie anorektyczką. Ehhhh...
Ja ostatnio poważnie myślę nad tym, żeby po tekście „ale ty jesteś drobna” lub „weź przytyj”, pojechać po wyglądzie rozmówcy... Oczywiście nie każdy rozumie, że wytykanie drobnej budowy może kogoś urazić, bo przyjęło się właśnie, że tylko osoby grube są pod „ochroną” i rzadziej wytyka się ich wagę prosto w oczy. Ileż można słuchać czegoś, gdy się na dodatek walczy z niedowagą? W życiu nie przyszłoby mi do głowy, żeby komentować czyiś wygląd, litości.
dokładnie tak, jak mówi lilee. Sama pierwsza nigdy nikomu wyglądu nie wytknę, ale jak ten ktoś czuje się uprawniony do komentowania mnie to odwzajemniam się tym samym. I niech sobie rzucają fochami.
Mam szybko metabolizm, jestem bardzo szczupła, aczkolwiek wcale nie jest tak kolorowo:
Lubię jeść, wczoraj usłyszałam,,TY GRUBA ŚWINIO! PRZESTAŃ ŻREĆ!" - autentyk ze stołówki, a tylko stałam w kolejce.
Na obozie na obiad prawie nic nie zjadłam bo a) Nie smakowało mi b)Zapchałam się kanapkami, które zrobiłam na wynos w trakcie śniadania
Co usłyszałam od koleżanek?
TY ANOREKTYCZKO TY SIĘ LECZ JAKA TY CHUDA JESTEŚ I SIĘ PEWNIE JESZCZE GŁODZISZ!
Nie rozumiem takiego zachowania. OK, ja gdy widzę osobę otyłą to myślę sobie coś w stylu "mogłaby schudnąć", "przecież to niezdrowe", albo "ciekawe, czy jest gruba, bo je niezdrowo, czy o choroba" oraz wiele podobnych. Myślę, że nie tylko ja. Ale w życiu by mi nie przyszło do głowy, żeby powiedzieć coś takiego na głos.
Każdy z nas ma w domu lustro, jedni widzą, że są grubi i nic z tym nie robią, bo im tak wygodnie, drudzy walczą z otyłością ale jest to długa walka i na efekty się czeka, a jeszcze inni mają różnego rodzaju choroby i często taką walkę przegrywają.
I w tym wszystkim nie widzę sensu mówić komuś z otyłością, że jest gruby. Po co? Przecież on to widzi. I albo coś z tym zrobi, albo nie. Ale nasze słowa i tak tego nie zmienią. Zwłaszcza jeśli jest to obca osoba, o której nic nie wiemy.
Współczuje Ci, że musisz takie coś znosić.
A ja, kiedy przechodzę koło otyłej osoby, nie myślę nic. Niepotrzebne mi takie rozmyślania.
Ja tam najpierw obwiniam taką osobę za jej stan (w myślach), ale potem mi się robi strasznie głupio i myślę, że jestem strasznym człowiekiem, bo otyłość zapewne nie jest winą tej osoby.
Miałam kolegę, który tak z 25 kilo się zapuścił.
Mówił, że czuł się zajebiście i dopiero jak przypadkiem zobaczył swoje aktualne zdjęcie obok zdjęcia ze studiów zorientował się, że jest gruby :D
Mam podejście "dopóki ktoś nie robi swoim zachowaniem, wyglądem, poglądami czy czymś innym krzywdy mi czy innym, nie zabiera im komfortu życia, nie mam prawa go oceniać, bo to jego sprawa".
Gdyby więcej osób tak robiło, świat byłby o wiele szczęśliwszym miejscem.
Aż sprawdziłam czy to nie mój komentarz bo to jest słowo w słowo mój pogląd na świat. Cieszę się że jest przynajmniej jedna osoba na świecie, która go podziela ;)
To widzę, że jest nas więcej, jednak mimo to (niestety) jesteśmy w przerażającej mniejszości.
Wielki plus z mojej strony.
Bardzo szanuję ludzi takich jak Autorka - świadomych swoich problemów oraz tego, że zamiast urzalać się nad sobą, powinni wziąć sprawę w swoje dłonie. Patrząc na to wyznanie widzę naprawdę wartościową, inspirującą kobietę.
Oby tak dalej, trzymam kciuki.
Użalać*.
A tak poza tym w zupełności się zgadzam. 😊
Robiłaś badania hormonalne? Szczególnie pod katem insulinooporności i tarczycy. Jeśli i tak odzywiasz się zdrowo to może spróbuj diety z niskim indeksem glikemicznym.
Mnie najbardziej fascynują ludzie, którym się wydaje, że osoby otyłe/za chude nie mają pojęcia o tym w jakim stanie jest ich ciało (oczywiście pomijając anorektyczki, chociaż i u nich bywa różnie).
Albo osoby, którym się wydaje, że ich obelgi cokolwiek zmienią/wyświadczą jakąś przysługę.
I jeszcze przemądrzali ludzie od "bo ja miałam... i mi się udało schudnąć/przytyć.... i ta dieta.... i totalnie ty też musisz tak zrobić, to ci się... i wtedy...". Tzn fajnie, że im się udało, ale stawianie się po tym w roli eksperta jest głupie, bo:
a) nie wszystkie choroby działają tak samo
b) nie wszyscy ludzie reagują tak samo
Powiem więcej - dieta, która dobrze zadziałała na jedną osobę może zaszkodzić drugiej.
Życzę powodzenia! ;)
Wszystko rozumiem, ale tak szczerze. Jak można się doprowadzić do takiego stanu?
Naprawdę jestem ciekawa, jak ludzie to robią, przecież nawet doprowadzenie się do 100 kg jest wyczynem, a co dopiero jak niektórzy ważą po 170. Ile trzeba jeść, żeby tyle się "uzbierało"?
@riverdale można. Wystarczy przez rok, dwa mieć ciężki okres w życiu i nie patrzeć, co się je i robi. Nie trzeba jeść dużo. Stres, posiłki w biegu, brak ruchu i mamy plus 50kg.
W ten sposób doszłam do 149kg (chociaż mi pomogły jeszcze sterydy). Po prostu myślałam o czymś innym, niż ja i moje cialo.
Na szczęście, gdy tylko wrócił mi trzeźwy rozsądek, wzięłam się za siebie i zeszłam do dwóch cyferek.
Nie ma co pytać "jak można?". Kto nie przeżył, ten nie wie :)
Ach, ci szczupli ludzie, którzy nie wiedzą jak to jest lub było być grubym. Dużo łatwiej przytyć 70 kilo niż je stracić, zwłaszcza, że wielu osobom jest to na rękę, bo tycie jest takie wygodne.
Nie martw się, grubcie też tego nie rozumieją :D Choć w mojej opinii jest coś w stwierdzeniu "chciałbym być tak gruby, jaki byłem, kiedy pierwszy raz tak pomyślałem" - sama wiem, jak to jest odpuścić z myślą, że jest tak źle, że gorzej nie będzie... A potem się okazuje, że jednak może być znacznie gorzej ;)
NIe jestes chora, jestes po prostu gruba. Nie wmawiajmy ciagle, ze osoby otyle sa otyle, bo sa chore. Takich osob jest moze 3-5% (i sa to osoby z nadwaga, a nie otyle). I jest mi ich naprawde szkoda, bo jest im strasznie ciezko zrzucic wage przez leki i zaburzenia hormonalne. Reszta sie po prostu sama tuczy. I zeby nie bylo: sama przechodzilam przez terapie sterydowa, patrze na bliska mi osobe z problemami z tarczyca i da sie to ogarnac, trzeba to robic z glowa i zajmuje czas, ale mozna.
Trzymam kciuki, z dobrym nastawieniem dasz rade. A nastawienie i samozaparcie sa najwazniejsze.
Rozumiem, że komentarz napisany został przez bliską przyjaciółkę autorki wyznania, która spędza z nią całe dnie i przy okazji regularnie sprawdza wszystkie potrzebne statystyki.
Tak się składa, że lubię statystyki i nad rocznikiem statystycznym mogłabym spędzić cały wieczór :P
Za często osoby otyłe wymawiają się chorobami jako przyczyną (jak autorka: tabletki na alergię, no litości), osoby otyłe są chore bo są otyłe. Cukrzyca (u 80-90% otyłych), nadciśnienie, miażdżyca, bezdech senny, problemy ze stawami a na to często depresja.
I masz rację, i nie masz racji. Faktem jest, że dodatkowe kilogramy biorą się z nadmiernej podaży kalorii. Z kolei niejedna choroba prowadzi do zmniejszenia zapotrzebowania - a jak zapotrzebowanie wynosi np. 1400kcal zamiast standardowych 2000kcal, to wyjątkowo łatwo się utuczyć jedząc jak zwykły śmiertelnik ;)
Ale otyłość jest klasyfikowana przez lekarzy jako choroba, myślę że o to chodziło.
Lepiej być grubasem, niż bucem :)