#cKEtn
Zakochałam się w swoim teściu.
Mam 30 lat, od dwóch jestem mężatką, a z mężem jesteśmy parą 10 lat, dzieci jeszcze nie mamy. Kocham swojego męża, jest dobry, kochający, odpowiedzialny, choć jednocześnie trochę dziecinny i zakręcony. Jest moją pierwszą wielką miłością i świadomym życiowym wyborem. Nigdy go nie zdradziłam i niech mnie drzwi ścisną, jeśli kiedyś zrobię choćby jeden krok w tym kierunku.
Jednak to, co czuję w środku, gdy znajdę się w pobliżu jego ojca, po prostu mnie wykańcza. Motylki w brzuchu, kołatanie serca, przyspieszony oddech, wilgotne dłonie... Zauroczyłam się, zadurzyłam, zafascynowałam, nie wiem jak to opisać. Normalnie jak jakaś gówniara, którą od dawna nie jestem.
Urodziny, imieniny, święta, całowanie (buziaki w policzek oczywiście), spontaniczne przytulanie na powitanie, gdy nie widzimy się dłuższy okres, zapach jego perfum... Dramat. A chyba najgorsze jest to, że z teściami mam od początku znajomości z mężem fantastyczny kontakt, teściową kocham jak własną matkę i nigdy przenigdy nie dopuściłabym, by ktoś zrobił jej krzywdę. I aż skręca mnie wewnętrznie, gdy pomyślę, że mogłabym to być ja.
Mam tak od około roku. I mam nadzieję, że to w końcu minie, tak jak mija szczenięca, młodzieńcza miłość. Problem w tym, że ja na tę "miłość" jestem skazana do końca życia, no chyba że jakimś cudem wcześniej mi przejdzie. Niestety na razie na to się nie zanosi, mało tego, mój teść chyba czuje, że coś wisi w powietrzu, bo ostatnio zaczął "reagować" na mnie w podobny sposób, choć stara się to ukrywać. Gdy będąc w odwiedzinach zostajemy na chwilę sami, to powietrze robi się takie ciężkie od wiszącej nad nami chemii, że mam ochotę wybiec stamtąd w podskokach, albo, co gorsza... zabrać go ze sobą i uciec gdzieś razem w cholerę. Powiecie, że po prostu lecę na niego, bo z mężem w "tych" sprawach jest licho (tutaj muszę zapewnić, że nie jest), że to tylko chwilowy fizyczny pociąg i że nam przejdzie. Ja jednak czasami łapie się na myśleniu, że żałuję, że jest ojcem mojego męża. Że gdyby nie to, to aż strach pomyśleć, co by było dalej...
Nienawidzę siebie za to i męczy mnie to okropnie.
Mam nadzieję, że to jednak przejdzie...
O, Zdzichu wrócił. Codzienna dawka głupoty zapewniona.
Niech zawalczy o swoje szczęście z teściem
Jak autorka go już zdradzi to niech chociaż podzieli się z nami nowymi informacjami
Fatherzone
#fatherinlawzone
Grunt, żebyś wiedziała że potencjalny romans z teściem nie kończy się happy endem. Nigdy tak nie jest więc trzymaj się, musi być lepiej 😉
Fantazja to nie grzech. Życzę Ci, żeby to minęło, bo będziesz się torturować psychicznie do momentu, w którym skończą się dobre rozwiązania. Siły woli!
Nie zgodzie się. Można grzeszyć "myślą, słowem i uczynkiem".
No tak, a bóg przecież wie o czym myślimy i kiedy puszczamy tajniaki w tramwaju. Ta pani pójdzie do piekła! :))
Każda osoba wierząca powinna zdawać sobie sprawę, że RainyBreath ma racje. Nie rozumiem skąd te minusy, pewnie sama kilka załapie, ale już same fantazje liczone są jako cudzołóstwo. :)
xxxyyyxxx a kto liczy te fantazje milardom ludzi?
Nawet gdybym byl wierzacy, nikt nie dalby rady mi wkrecic ze mi bog w myslach czyta. Czasami fantazjuje o kobietach, zona tez mi sie przyznala, ze bywalo, ze zobaczyla faceta i troszke o nim myslala. Ja nic przeciwko temu nie mam, to zaden grzech, jestesmy tylko ludzmi i poki nie swinimy sobie pod nogi, robmy/myslmy co chcemy!
Skoro tobie to odpowiada - twoja sprawa, osobiście mam wrażenie, że od myśli do czynu jest niedaleka droga. Gdyby mój chłopak oświadczył mi, że fantazjuje o różnych innych dziewczynach, raczej uznałabym to za coś w rodzaju zdrady, bo to nie jest zbyt fajne doświadczenie gdy okazuje się, że jednak nie jesteś tą wyjątkową i najpiękniejszą.
xxxyyyxxx
W pełni się zgadzam :P
Jezeli ktos mysli, ze jego partner nie fantazjuje na temat innych osob to chyba naprawde male pojecie o umysle ludzkim ma. Mysl nie ma nic wspolnego z czynem. To ze obejrzymy sie za kims na ulicy tak samo. Wspolczuje innym takich partnerow, za zawieszenie na kims oka, posadzenie o zdrade itd. Z zona rozumiemy sie pod tym wzgledem i nie uwazamy tego za cos zlego. A robimy to swiadomie, gdzie autorka na przyklad nie ma na to wplywu, i jest osadzana przez takich ludzi, ktorzy wierza w liczenie grzechow przez boga. Rece opadaja.
Wiem jak teraz musi ci byc ciezko, ale nie pozwólcie by to zaszło dalej, nie warto rozbijać w taki sposób dwóch małżeństw
Bardzo Ci współczuję, to musi być okropne. Ale zauroczenie to nie miłość. Takie uczucie łączy Cię z mężem, to co czujesz to teścia to fascynacja. Skup się na swoim małżeństwie, wpakuj w nie wszystkie swoje siły i emocje. Dasz radę :)
Jezeli to nie zajdzie krok dalej to jest ok. Jesteś tylko człowiekiem że słabościami jak każdy inny.
Czytając to mam wrażenie, że jesteś bardzo mądrą osobą i mam nadzieję że nie zrobisz nic głupiego. Wierzę w Ciebie i razem z Tobą liczę na to, że to minie. Nie daj się!
Grunt, że walczysz o swojego męża. Miłość jest wyborem (a nie uczuciem, jak się zwyklo tłumaczyć). Wydaje mi się, że w każdym małżeństwie przychodzi moment "nic nie czuję", ale to mija. Być może podoba Ci się teść, bo akurat jest w pobliżu? Albo przypomina Ci męża, ale jest po prostu kimś nowym?
Życzę Ci wytrwałości w walce o swoje małżeństwo! Na pewno warto, bo widać że kochasz męża :)
Tobie to się nawet nie dziwie, dziwie się teściowi, że powoli zaczyna się do Ciebie zbliżać. Twój mąż jest przecież jego synem. Mam nadzieję, że dziecku takiego świństwa nie zrobi. A Ty zapomnij:)