#cZAc2
Przez wiele lat należałam do drużyny harcerskiej. Był to świetny czas, gdzie m.in. poznałam te wymienione wyżej spoza rodziny osoby, które znają moje prawdziwe pochodzenie. Niestety ta dawna przyjaciółka, powiedzmy Magda, w przeciągu lat zmieniła swoje oblicze. Znałam ją jako optymistyczną, przyjazną wobec wszystkich osobę, od wspólnych znajomych dowiedziałam się, że przekształciła się nie dość, że w chlejącą imprezowiczkę, to jeszcze w wielbicielkę tworzenia i rozpowszechniania plotek.
Jakiś czas temu byli członkowie drużyny zorganizowali grilla, takie spotkanie po latach. Na początku było bardzo przyjemne, długie opowiadanie, co się działo przez ten czas (a z niektórymi widziałam się pierwszy raz od 7 lat, czyli od czasu odejścia z drużyny!). Jak to na grillu, jest alkohol. Wszyscy jednak zachowują rozsądny umiar... A nie, jednak nie. Magda po relatywnie krótkim czasie była już mocno wstawiona i zaczęła chodzić od osoby do osoby, szukając towarzysza do picia i komentowania wszystkich wokół. W końcu trafiła na nas, grupę czterech osób. Dłuższą chwilę siedziała cicho, aż w końcu wypaliła: „A wy wiecie, że Werka [moje imię] jest sierotą?”. Oczy wszystkich to na mnie, to na nią. Marta zaczyna wywód: że byłam w patologicznej rodzinie, gdzie każde dziecko z innego ojca, że prawie marłam z głodu (bo matka mnie olewała) i przepicia, bo dawali mi wódkę, żebym spała i nie płakała, że długo nie mogłam znaleźć domu i dlatego jestem taka dziwna (gdy byłam w podstawówce, jąkałam się, przeszło z wiekiem, jedyna szczególna dziwność, jaką zauważyłam)... Rozkręcała się, aż towarzystwo otrząsnęło się z szoku i kazało jej się, mówiąc delikatnie, uciszyć, a najlepiej szybko oddalić się w kierunku przeciwnym.
Siedziałam jak zaklęta. Niemal nic z tego, co powiedziała, nie było prawdą, nawet sierotą nie jestem – wszędzie w dokumentach mam imiona rodziców Franciszek i Natalia, nie NN i NN. Bałam się jednak, że ludzie będą naciskać, czy to prawda, i choć zaakceptowałam ten fakt, to nadal trudno mi o tym mówić. Gdy Magda się stawiała i stwierdziła, że nigdzie nie idzie, zrobiłam coś, czego tylko trochę żałuję. Kazałam więcej się nie pokazywać mi na oczy i powiedziałam, że ma wyp... Na szczęście to zrobiła, bo obok mnie stał dobrze zbudowany narzeczony. Znalazła się na czarnej liście u wszystkich uczestników imprezy, ja nie mogłam do siebie dłuższą chwilę dojść. I wciąż nie rozumiem: co jej to dało i jak ona mogła?
Masakra.