#coKwQ

Wróciłem wczoraj nieco pod wpływem. Postanowiłem się odświeżyć przed wtargnięciem do alkowy, gdzie spała małżonka. Gorący prysznic – ot co.
Po kilku minutach kojącego prysznica poczułem szukającego ujścia cichacza. No i uszedł... niestety zabrał ze sobą coś jeszcze. Ogólnie rzec by można, zesrałem się na drzwi kabiny. Smród w zamkniętej kabinie był taki, że nim zdążyłem się ewakuować, puściłem pawia na panel prysznicowy.
Ostatnią resztką sił otworzyłem kabinę i odwaliłem breakdance na płytkach stopami umazanymi w kupie. Tyle zapamiętałem.

Rano obudziła mnie małżonka (wielki szacun dla jej tolerancji i powagi).
Łazienka jak w krakowskim hotelu po wizycie angielskich kibiców. Ratując się przed kasacją facjaty o wagę łazienkową, przebiłem dłonią deskę klozetową, a dłoń powędrowała tak głęboko w czeluść kibla, że pękł nadgarstek. Do zdjęcia deski z przedramienia trzeba było wezwać szwagra (choć równie dobrze można było od razu opublikować to na fejsie).

Od dziś nie piję...
Dragomir Odpowiedz

Dał dobry Bóg wolną wolę ludziom, a oni używają jej do czynienia zła...

wyzwolonaa Odpowiedz

Twoja żona ma anielską cierpliwość. Ja bym się rozwiodła

Dodaj anonimowe wyznanie