#fLkHe
Słowem wstępu: brak normalnego kontaktu z rodzicami, seksualność absolutnym tematem tabu, poznawanie życia i pełna odpowiedzialność na własną rękę od dziecka
Jak byłam mała, siostra naśmiewała się ze mnie, że... "grzebię sobie w tyłku".
Od zawsze czułam dyskomfort związany z miejscem intymnym, ale jak to bywa, uznałam to za normalne. Bo jak pamiętam, miałam tak od zawsze. Jednak po ukończeniu 18 lat przełamałam się, co było dla mnie cholernie ciężkie, i umówiłam się do ginekologa. Poszłam tam jak na skazanie, jakbym czemuś była winna.
Pani doktor nie była za miła, skarciła mnie za to, że się depiluję, uznała to za nienormalne, wypisała jakiś lek, bez słowa wyjaśnienia. A ja wyszłam upokorzona, nie mając odwagi zapytać w ogóle co mi jest.
Po zastosowaniu leków nic się nie zmieniło. Wiec uznałam swój stan - ciągłe swędzenie, pieczenie, dyskomfort - za coś w pełni normalnego. Doktor nic nie powiedziała, leki nic nie zmieniły, więc czemu miałoby być coś nie tak?
Po dwóch latach poszłam na prywatną wizytę, pomyślałam, że na takiej wizycie będzie lepiej, w końcu płacisz niemało pieniędzy, lekarz musi być "miły" i w pełni profesjonalny.
Doktor była na tyle profesjonalna, że nie zapytała mnie o nic, a ta wizyta zapadła mi jeszcze bardziej w pamięć - zostałam rozdziewiczona podczas cytologii (badanie). Pani była bardzo niedelikatna, ból fizyczny odczuwałam jeszcze przez dwa dni. Psychicznie siedziało to na mnie jeszcze przez długi czas.
Po kolejnym roku udałam się na inną wizytę, również prywatną. Musiałam pokonać swój strach i wstyd. Na wizycie okazało się, że będzie mnie badał doktor - na oko 75 lat. Okazał się bardzo w porządku lekarzem, mimo że gabinet przypominał mi miejsce z horroru. Doktor okazał się komunikatywny, tłumaczył mi wszystko po kolei i był przede wszystkim bardzo delikatny. Zrobił cytologię, która nie była bolesna. I dzięki badaniom wyszło, że mam infekcję grzybiczną, przy późniejszych badaniach wyszło, że przeszła ona także na odbyt. Po zastosowaniu trzymiesięcznej kuracji wszystko nie że wróciło do normy, było lepiej niż to, co ja uznałam za normalne. Zawsze myślałam, że to moja wina, mojej higieny, mimo że robiłam już wszystko co mogłam we własnym zakresie, by być w ''pełni higieniczna''.
Nigdy nikomu o tym nie mówiłam, bo nie umiałam rozmawiać na takie tematy. Jak zaufać komuś w takiej sprawie? Mimo że masz przyjaciółkę, skąd masz mieć pewność, że nie wystraszy się i powie, że nie chce mieć z tobą kontaktu, by się czymś nie zarazić...
Jaki jest z tego morał? Czasami trzeba przełamać swój wstyd i lęk, by porozmawiać z kimś, by udać się na kolejną wizytę, zadawać pytania, stawiać na swoim, bo okazuje się, że to co uznajemy za normalne, wcale takie nie musi być.
W kategorii zdrowia nie powinno być tabu.
Ty lepiej powiedz, jak się ten lekarz nazywa. :|
Moja matka jest lekarzem - akurat nie ginekologiem, a chirurgiem, ale medycyna to medycyna niezależnie od specjalizacji. I cały czas powtarza, że lekarze starej daty są lepsi, a Ci młodzi za grosz nie mają wiedzy i podejścia. I tak jest, mój dziadek (ojciec mamy) też jest lekarzem i naprawdę widzę jaką ma ogromną wiedzę .
Nie zgodzę się, moje najgorsze wspomnienia z lekarzami wiążą się właśnie z tymi 'starej dary', najpierw chirurg, który wyrzucił moich opiekunów z zabiegowego, miałam 5 lat i rozciętą nogę, później pani ginekolog 60+ wulgarna i brutalna, a i na pytania odpowiadała opryskliwie
Niby tak, ale kiedyś trzeba zacząć prawda?
Nie ma to jak wrzucić wszystkich do jednego wora. Brawo.
Zawsze mi mówiono, że ginekolodzy faceci są lepsi niż kobiety.
Podobno panowie są delikatniejsi. I coś w tym chyba jednak jest, chociaż zawsze są jakieś wyjątki.
Ale zauważyłam, że ogólnie jezeli chodzi o kobiece sprawy- nawet typu ból z powodu menstruacji- mężczyźni wykazują chyba większe zrozumienie niż inne kobiety- taka obserwacja z wlasnego doświadczenia. Przemilczmy już zachowania "wułefistek", bo ja trafiałam na same pierdolniete. :/
Wyznanie daje do myślenia jeśli chodzi o potrzebę rozmawiania z dziećmi o seksualności.
Ta przesadna seksualna 'moralność' i pruderia typowa dla chrześcijańskiej europy robi sporo szkody szczególnie młodym ludziom.
Przykre, że kobieta powinna badać się a zostaje okropnie upokorzona. Taka wizyta to ogromny stres i podziwiam Autorke, bo można mieć tak poważny uraz, że wypiera się fakt dbania o zdrowie. Nie wiem po co są te całe akcje o badaniu się regularnie jak tak zraża się młode osoby a potem uraz jest zbyt silny, żeby pomyśleć o sobie. Ginekolodzy trochę empati! Brawo dla autorki za odwagę, niech ockną się wielcy lekarze robiący wszystko z łaski
Morał jest taki, że nie należy unikać ważnych tematów z dziećmi.
Dziewictwo traci się podczas seksu, ludzie, nauczcie się!
Dziewictwo traci się podczas penetracji, co różni się od seksu. Penetracji można dokonać np używając zabawek erotycznych, powiedzmy w przypadku dwóch kobiet które dogadzaja sobie nawzajem gumowym odpowiednikiem prącia, to, że nie jest to penis z krwi i kości nie znaczy ze kobieta nie straciła dziewictwa, bo doszło do penetracji. Z resztą utrata dziewictwa jest bardziej skomplikowana bo dotyczy też kwestii psychicznej - może autorka po badaniu czuła się jak po niechcianej penetracji? Jeśli lekarka nie był delikatna a autorkę bolało jeszcze parę dni po badaniu to mogło dojść np do zerwania błony dziewiczej albo mocnego obtarcia. W takim wypadku dziewczyna mogła się czuć jakby straciła dziewictwo, bo takie rzeczy mogą mocno oddzialowywac na psychikę
Dobra ja zaczynam myśleć, że coś jest nie halo otóż mam lat 19 niecały miesiąc temu umowiłam się na pierwszą wizytę u ginekologa. Na wstępie pani zapytała po co przyszłam, odpowiedziałam, że chodzi o to, iż niepokoi mnie fakt, że mam takie małe piersi i no i ogólnie po to po co się chodzi do ginekologa. Wypytała o miesiączki i takie tam poprosiła żebym zdjęła stanik, obejrzała moje piersi i powiedziała, że wszystko ok i widać taką mam budowę. Na końcu zapytała czy rozpoczęłam współżycie seksualne. Zgodnie z prawdą odpowiedziałam, że nie, a ona na to, żebym przyszła ba badanie jak rozpocznę, nawet mnie nie zbadała
Okej, nie mam pojęcia dlaczego minusujecie komentarz tej dziewczyny.
Miała potrzebę to poszła do lekarza ale potraktował ją moim zdaniem w zły sposób.
Ja Ci radzę wybrać się do innego lekarza (na ogół faceci są o wiele bardziej delikatni od kobiet, także dobrze poszukaj), który odpowie na twoje pytania i zbada Cię jak należy.
To nie była lekarka tylko jakaś durna pipa. Pewnie z tych, co to stosują katolicki katechizm zamiast zaleceń WHO. Popytaj wśród koleżanek lub znajomych, czy mogą Ci polecić dobrego gina i idź do niego/niej.
Z przyjaciółka rozmawiamy o konsrytenscji śluzu przed okresem, jego kolorze, kształcie lechtaczki, no ogólnie wszystkim i nie wyobrażam sobie bać się powiedziec jej o infekcji. Właściwie to była pierwsza osoba która o tym wiedziała i która spróbowała dać mi jakąś rade odnośnie tego. I szczerze naprawdę bardzo sobie cenię to, że możemy pogadać o wszystkim, bo wszystko od razu staje się łatwiejsze i ciutke mniej straszne, w końcu po to są przyjaciele ;)
Konsystencji*, ten słownik jest zabojczy
Tylko nie rozumiem dlaczego nie poszłaś do sprawdzonego ginekologa, wystarczyło kogoś zapytać, nie trzeba się przyznawać do problemu :/ ale dobrze, że się wyjaśniło.