#fvLv4
Trasa przebyta autobusem sprawiała wrażenie drogi krzyżowej, w wielkim bólu i rozpaczy trzymałem z całych sił. Cały czas w duchu powtarzałem sobie: "Wytrzymam, wytrzymam" i nie wysiadłem na żadnym przystanku. Dosłownie odliczałem sekundy do otworzenia się drzwi autobusu i wystartowałem jak torpeda biegiem do domu. Wstrząsy podczas biegu spowodowały, iż utrzymanie balastu graniczyło z cudem. Zatrzymałem się, wziąłem kilka głębszych oddechów przez łzy i szybkim marszem ruszyłem dalej. Kiedy zobaczyłem mój blok wpadłem w euforię, totalnie się wyluzowałem i nawet przez chwilę mi się odechciało. Niestety podczas wpisywania kodu, mój przyczajony oponent wyrwał się z całym impetem na zewnątrz.
Tak jest, zesrałem się w gacie, przed samym blokiem. Żeby tego było mało, jak sranie to i zazwyczaj sikanie. Miałem więc półkilogramowego kloca w gaciach to do tego obszczane spodnie. Najpierw osłupiałem, potem totalnie się załamałem. Wyobraźcie sobie kilkunastoletniego płaczącego chłopca, stojącego przez dobrych kilka minut przed furtką na osiedle, z obsranymi i obszczanymi spodniami. Tak mniej więcej wyglądałem.
Jak już się otrząsnąłem, wiedziałem, że muszę dojść do domu jak najszybciej, unikając wszystkich sąsiadek itp. Nikomu nie życzę spaceru z kupą w spodniach. Poruszałem się jak cyrkiel, czyli praktycznie nie zginając kolan, tylko kicając z nogi na nogę, uważając, żeby nie wypuścić choćby najmniejszego fragmentu kału przez nogawkę spodni.
Jakimś cudem doszedłem do swojego bloku i szybko wbiłem na klatkę. Tu stanąłem przed kolejnym trudnym wyborem: pójść schodami czy wjechać windą? Niby nie mieszkam wysoko, ale wchodzenie po schodach z takim upokarzającym obciążeniem mogło być uciążliwe. W takim razie wybrałem windę. Tu popełniłem już ostatni błąd tamtejszego dnia. Ku mojemu wielkiemu przerażeniu, winda która przyjechała sekundę temu, nie była wcale pusta. Wręcz przeciwnie. W środku zastałem całą rodzinkę, razem z dzieciakami z sąsiedztwa. Znowu uderzyło mnie osłupienie, lecz hektolitry adrenaliny buzujące w moich żyłach zmusiły mnie niemal natychmiast do wkroczenia do windy.
Oczywiście, jak to z kupą zazwyczaj bywa, cała winda wypełniła się okropnym zapachem świeżego gówna, którego to niewątpliwie byłem nadawcą. Czerwony jak burak, zapatrzony w podłogę, czułem miażdżący wzrok reszty pasażerów. Na "do widzenia" tylko szybko się uśmiechnąłem w ich kierunku i starając się jak najnormalniejszym krokiem wyjść z windy.
To był najgorszy powrót do domu w moim cały życiu.
spoko, mój wujek też kiedyś miał podobną sytuację z tym, że nie był już małym chłopcem, a dorosłym mężczyzną i jechał samochodem, w korku... nie wytrzymał... a jakoś do domu trzeba było dojechać ^^
Mój kuzyn miał to samo ???
zachcialo mi sie czytać przy sniadaniu :(
smacznego :D
Fajnie było zjeść obiad :x
Również życzę smacznego ;-)
Mola, autorka pisała o śniadaniu a nie o obiedzie...
@Martina czy ty jesteś jakaś niepełnosprytna czy co? Mola napisała ,,Fajnie było zjeść obiad,, bo pewnie w czasie czytania tego wyznania jadła obiad a wszyscy ją tak minusują
"poruszałem się jak cyrkiel" haha wyobrażam sobie! :D
Hahahahaha placze ze smiechu.... co mnie podkusilo aby zajrzec na anonimowe w zatloczonej skmce... ??
Pamiętacie Zbyszka który sie zesrał na klatce schodowej? Wyznanie dodane jakiś czas temu. Podobna historia.
Sie uśmiałem z twojego stylu pisania jak nigdy :D
Przed chwilą jadlam czekolade
Hahahahahahaha :D
Hahaha ;)
Nie zazdroszczę, i nie jest to może historia z której powinniśmy się śmiać, ale wybacz, czytając to mało się nie posikalam, a to ciężkie kilka dni przed terminem porodu :p swoją drogą tez miałam podobna sytuacje :) dostałam biegunki a babcia wysłała mnie do sklepu obok domu. Niestety nie doszłam żeby kupić potrzebna jej rzecz bo chcąc puścić baczka, poszło coś innego :p