#goWV0
Pochodzę ze wsi, z bardzo, ale to bardzo staroświeckiej rodziny. Takiej, gdzie do rodzica możesz się zwracać jedynie "proszę ojca", "proszę matki". W telewizji mogłam oglądać tylko programy zaakceptowane przez rodziców. W soboty obowiązkowo pieczone ciasto. Gdy kawaler stara się o pannę, może ją odwiedzać tylko w poniedziałki i środy, oczywiście mogą spędzać czas tylko w towarzystwie trzeciej osoby. A jego wizyty muszą być zaakceptowane przez rodziców panny. Mimo wszystko myślę, że rodzice nas kochali i na swój sposób chcieli nas wychować na porządnych (ich zdaniem) ludzi. Poza tym byliśmy bogatą (mieliśmy dużo hektarów) i szanowaną rodziną.
Ja w tej rodzinie zawsze byłam czarną owcą. Moja młodsza siostra bezwarunkowo akceptowała te (moim zdaniem nieżyciowe już) zasady, dobrze jej z tym było. A mi było z tym od początku źle. Zamiast uczyć się robienia makaronu, uciekałam na łąkę z kradzionymi od babci książkami (nie wolno było mi czytać, szkoda czasu). Zamiast uczyć się uprawy domowych pomidorów, zmykałam rowerem do miasta i za ostatnie grosze kupowałam godzinę w kafejce internetowej (nie mieliśmy komputera). Wiem, że byłam przez to traktowana przez moich rodziców i pół wsi jako dziwak i rodzice martwili się, że nie znajdzie się kawaler, który mnie zechce.
Za to znalazł się taki, który zechciał moją siostrę. Syn sąsiadów, również z dużą liczbą hektarów. Przychodził w każdy poniedziałek i każdą środę, a ja wielokrotnie musiałam z nimi siedzieć jako przyzwoitka. Moja siostra była wniebowzięta. Choć z czasem zrozumiałam, że bardziej wizją ślubu, wesela i założenia rodziny (już najwyższy czas! Miała już 18 lat!) niż samym kawalerem. Rodzice również byli zachwyceni. Dobry kawaler, z dobrej rodziny, z dużą liczbą hektarów.
Im więcej czasu z nimi spędzałam, tym bardziej zniechęcałam się do chłopaka mojej siostry. Był pewny siebie, arogancki, traktował siostrę przedmiotowo, z czasem wręcz chamski. Siostra chyba również z czasem zaczęła to trochę dostrzegać, ale swaci już się dogadali w sprawie wesela (rodzice z obu stron), a poza tym chyba nie chciała rezygnować z marzenia o rodzinie.
Na drodze do jej (nie)szczęścia stanął malutki problem. Według tradycji młodsza siostra nie może wyjść za mąż przed starszą siostrą bez jej zgody. A ja... nie zgodziłam się.
Mimo próśb, gróźb, wyrzucenia z domu, wydziedziczenia. Potraktowałam to jako kop do usamodzielnienia się, wyjechałam do miasta, znalazłam pracę, z czasem podjęłam studia. A we wsi? Wybuchł olbrzymi skandal, wesele nie odbyło się. Sąsiad po 3 miesiącach ożenił się z inną sąsiadką. Mają już 2 dzieci, nie jest tajemnicą, że on dużo pije i dużo ją bije. Siostra została starą panną (ma już 24 lata), do dziś nie mamy kontaktu. Z rodzicami również. Nie żałuję.
Naprawdę ludzie jeszcze tak żyją? O.o
Też jestem w szoku. Mam rodzinę w malutkiej wsi i jest tam... No nie wiem, normalnie?
Ja również. Wieś znam, że tak to ujmę od podszewki i nawet 20 lat temu, nie zauważyłam tam takich obyczajów.
Często słucham historii mojej prababci. Nietypowo na czasy swojej młodości była jednaczką. Wspominając o młodości wielokrotnie mówiła, że jej koleżanki miały więcej luzu od niej (po wykonaniu obowiązków mogły iść gdzie chciały, z kim chciały, wrócić kiedy miały ochotę, byle rano wstały i zrobiły co do nich należy), a ona miała ustalone godziny na powrót np z zabaw. Ojciec zapatrywał się na "kawalera z okolicy" dla niej, bo by ziemia ładnie pasowała, ale prababcia (w tamtych czasach!), kategorycznie odmówiła i zagroziła, że ucieknie z domu, jeśli tylko tata spróbuje ją zeswatać z kimś bez miłości. Z jej historii można wywnioskować, że na niektórych wsiach luz był większy już przed wojną niż u autorki w domu obecnie...
Dajcie spokój, przecież to stek bzdur. Fantazja jakąś małolatę poniosła. O ile jeszcze mógłbym uwierzyć, że gdzieś znajdzie się taka rodzina, bo dziwaków nie brakuje, to w całą wieś oszołomów nie uwierzę.
Pozatym nie da sie uprawiac takiej liczby hektarow bez komputera i internetu i nowoczesnej elektroniki i byc przy tym bogatym, spelniac wszystkie wymogi skupow i kontraktow, nie placic kar i nie zagubic sie wsrod konkurencji.
Jankostanko i Joke mówią głosem rozsądku... Chyba nie jestem najlepsza w odsiewaniu prawdy od bajań 🙄 Tylko po co tak zmyślać? 🤷
Chocby i dla satysfakcji, dla sprawdzenia swoich umiejetnosci pisania, sprawdzenia reakcji czytelnikow, dla wprawy. Moze sobie autorka cwiczy pisanie opowiadan, moze ksiazke pisze lub chcialaby napisac, moze prowadzi bloga lub pisze questy do gier i sprawdza reakcje na podobny motyw wiejskiej rodziny. A moze wpgole nie pisze i podkoloryzowalw sytuacje w domu lub moze lubi klamac i kolekcjonowac wyznania na glownej. Powodow moze byc wiele.
ja w warszawie znam ludzi którzy mocno obrazili się na swoją młodszą córkę za to, że wyszła za mąż przed swoją starszą siostrą...nie trzeba wsi.
Bez podłogi to znaczy, że pod nogami jest ziemia albo trawa?
Gdy bylam mała robilam tak w simsach, zeby bylo taniej.
Ludzie tak już nie żyją. Mieszkam na najgorszej wsi jaka może być, nie ma nawet przystanku autobusowego, i jakoś prawie każdy miał komputer, telefon i nie odstawaliśmy od ludzi z miast jeśli chodzi o styl życia. Dookoła jest mnóstwo innych podobnych wsi, znam ludzi stamtąd ze szkoły i też wszyscy są normalni i nikomu nie odwala, większość mieszka teraz w większych miastach i nikt nie wziął aranżowanego ślubu, żeby połączyć gospodarstwa dwóch rodzin w jedno wielkie - od tego jest sprzedaż. Co większe gospodarstwa od dawna mają już komputery, nowoczesne maszyny, a nawet strony internetowe, bo ze sprzedaży zboża na rynku nikt się już nie utrzyma. Autorkę poniosła fantazja. Na wsiach serio żyje się normalnie, nie wiem kto jeszcze wierzy w takie historie
co to jest, Bochotnica za czasów Prusa?
Ślub się nie odbył, bo starsza siostra nie wyraziła zgody? I cała wieś uznała to za skandal? Coś wierzyć mi się nie chce, że ludzie mogą żyć w takim średniowieczu.
@Silas Ja bym się nie zdziwiła, na wsiach to możliwe, bo wiele spraw jest umownych.
Nie żyją, bo to wyznanie jest zmyślone, ludzie ze wsi to nie są jakieś konserwatywne świry, tylko normalni ludzie.
Nie chodzi o zgodę ale o kolejność. Poprostu ślub miał być w kolejności od najstarszego do najmłodszego. Myślę że nie jest to zmyslone bo moj dziadek również miał taką zasadę w domu. Wprawdzie bylo to wiele lat temu ale to roznica tylko 2/3 pokoleń. Jesli rodzina jest konserwatywna to mogło to przetrwać
Niektóre wsie to żyją jeszcze średniowieczem. A w niektórych krajach dalej panują tego typu głupie prawa.
To skoro nie masz z nimi kontaktu, na wsi uwazali cie za dziwaka, to skad o tym wszystkim wiesz? Ze pije i bije, ze siostra panna itd.?
Nie wierzę. Zwyczajnie stereotypowa bajeczka po bandzie. Jeżeli nie mieszkaliście wszyscy w jakiejś wiosce amiszów to nie uwierzę, że w tych czasach, w tym całym szaleństwie nie znalazło się więcej rozsądnych osób, które widziały by problem w tradycyjnym wydawaniu za mąż nastolatek.
Chyba jesteś cyganką, tylko w społeczności romskiej (tak się ich chyba poprawnie politycznie nazywa) ludzie jeszcze tak żyją. Z tym, że tam dziewczyny wydaje się za mąż w wieku 14 lat...
Niezła bajka. Następnym razem postaraj się bardziej.
W dzisiejszych czasach uprawiac duza liczbe hektarow bez kpmputera internetu, elektroniki, nowoczesnego sprzetu mija sie z celem, taki rolnik szybko wypadlby z rynku, jak kazdy wiekszy przedsiebiorca zreszta. Duzo rzeczy jest poprostu obowiazkowych przez neta i normalnie na papierze lub osobiscie juz sie tych rzeczy rozliczac i przesylac nie da.
Hahaha XD rozwalaja mnie ludzie, ktorzy w to wierzą
Czekaj co?! Siostra ma 24 i jest starą panną?!
Kurde, idę szukać grobu. Mam 28.
Też mnie najbardziej ruszyła 24letnia stara panna. Przed dziewczyną całe życie, a już ją spisali na straty.
Jedna z dziewczyn ze studiów słyszała od babci, że musi szybko szukać męża, bo już zegar tyka, już ostatni dzwonek. Dziewczyna miała 18 lat i planowała do 23 roku życia wyrobić się z co najmniej jednym dzieckiem (potem przeniosła się do miasta, za mąż wyszła mając lat 25, a dziecka jeszcze nie ma ;)
Raczej chodzilo o to, ze wedlug rodziny jest stara panna.