#M1Zgg

Moja dziewczyna ma młodszego brata, nastolatka. Jak to u nastolatków bywa, lubi robić głupie, niegroźne żarciki. Dwa dni temu dzwonię do niej, a tu odbiera jej brat. Mówię, żeby dał mi dziewczynę do telefonu, on na to, że jej nie ma. Nie chciało mi się tym razem z nim droczyć, więc mówię: „Nie pie*dol, dawaj Martę”. Zaległa cisza i po chwili Marta była przy telefonie. Pogadaliśmy chwilę i ona pyta mnie, czemu byłem taki wulgarny dla jej taty... 
Byłem święcie przekonany, że odebrał jej brat. Jak się okazało, mają przez telefon bardzo podobne głosy z ojcem. Miałem numer do jej ojca, więc nie zastanawiając się, od razu zadzwoniłem, żeby go przeprosić. Mówię do niego, że nie wiedziałem, że to on odebrał, że głupio mi się teraz przed nim pokazać, a o na to: „Nie pie*dol, przyjeżdżaj”.

Dobrze, że moja dziewczyna ma luźnych rodziców :)

#eTpIo

Jak byłem w wieku około 6 lat, lubiłem jako dzieciak wychodzić na boisko do kosza. Nieważne, że betonowe, pełne walających się kapsli od piwa. Zastępowało lokalny plac zabaw, tam skupiały się dzieciaki i okupowały go z rodzicami do wieczora. Ale niepisaną umową społeczną koło 18-19 dzieciarnia zbierała się do domu, a boisko przejmowała grupa Sebiksów. Pykali w tego kosza aż miło. Strasznie lubiłem patrzeć, jak grają, i czasami dostawałem pół godzinki ekstra, żeby posiedzieć i pooglądać. Czasami udawało mi się zająć miejsce pod samym koszem. Czasami akcja działa się tuż obok mnie, można było nawet oberwać w głowę piłką od niezbyt celnego Seby. A czasami akcja rozgrywała się długo i daleko ode mnie... Kradłem wtedy to, co zostawili pod tym koszem obok mnie. Najczęściej moim łupem padały klucze od mieszkania, może inne drobiazgi (wątpię, żeby chociaż jeden z nich miał wtedy Nokię 3310). Nie za dużo, jedna para kluczy wystarczyła, adrenalina i tak mi leciała uszami. Po kradzieży oddalałem się i wyrzucałem łupy do studzienki kanalizacyjnej.

Do dziś, gdy sobie przypomnę, co robiłem, jest mi wstyd.

PS Nigdy mnie nie złapali.

#E8Dl7

Zmarnowałem życie dla rodziny przez małe „r”. Mam 49 lat, całe życie pracowałem na rodzinę, aby jej niczego nie zabrakło, utrzymywałem wszystkich, zbudowałem dom, wykształciłem dzieci, tylko zapomniałem sam o sobie. Całe życie w delegacjach, całe życie gość w domu, bo cały czas jeszcze na coś brakowało i coś trzeba było zrobić. W końcu postanowiłem znaleźć pracę blisko domu. Żonie bardzo się to nie spodobało i szybko się okazało dlaczego. Miała kogoś i krótko po moim powrocie odeszła do niego. Prowadziła podwójne życie, kiedy ja byłem tam i przywoziłem jej pieniądze. Nabuntowane przez nią dzieci nie znają ojca i nie chcą poznać, mają już swoje życie i w czterech literach mnie mają, kiedy już nie daję pieniędzy. Dla całej trójki byłem bankomatem. Zostałem sam w wielkim domu, który zbudowałem w większości swoimi rękoma. Sam ze zniszczonym zdrowiem i świadomością zmarnowanych najlepszych lat życia. Najgorsze są samotne weekendowe wieczory. Za dużo zaglądam do butelki i muszę coś z tym zrobić, zanim to wymknie się spod kontroli. Czekam na sprawę rozwodową i nic im nie zostawię. Sprzedam dom, kupię mieszkanie i resztę, co zostanie, wydam na przyjemności, a mieszkanie zapiszę notarialnie obcej osobie w zamian za robienie zakupów na starość. Może jeszcze kogoś poznam.

#qynib

Wiele się w życiu nasłuchałem moich kumpli narzekających, jak to ich dziewczyny są zazdrosne, bo np. drażni je, jak ich faceci gadają z koleżankami. Gówno wiedzą o chorobliwej zazdrości.

Związek mój i mojej byłej (zresztą jedynej dziewczyny w moim życiu) rozpadł się głównie ze względu na ową chorobliwą zazdrość i zaborczość — nie mogłem nawet z nią normalnie oglądać telewizji, bo za każdym razem, gdy w jakiejś reklamie czy filmie pojawiała się płeć piękna, moja była wpadała w złość, rzucała tekstami typu: „TAAAK, KURWA, TAM SIĘ PATRZ! TE LASKI Z TV TO PEWNIE BYŚ PRZELECIAŁ, CO? JA TO JESTEM NIC! A IDŹ W PIZDU!”. I strzelała focha.
Natomiast gdy złożyłem ciotce na Facebooku życzenia urodzinowe, zostałem zwyzywany od „niewiernych skurwysynów”.

Taaak, opowiedzcie mi, jak chorobliwie zazdrosne są wasze drugie połówki, bo nie lubią, jak spotykacie się z innymi dziewczynami...

#3VjCG

Kiedy kończyłam gimnazjum, miałam całkiem dobre oceny (nawet można powiedzieć, że bardzo dobre) i egzaminy poszły mi świetnie. Miałam ponad 180 punktów rekrutacyjnych. Byłam szczęśliwa. Ale jak wróciłam do domu, czekała mnie kłótnia. Moja mama była na mnie okropnie wkurzona. Czemu? Ponieważ moja najlepsza przyjaciółka miała ode mnie o parę punktów więcej. 
Mama strasznie na mnie wtedy krzyczała. Nazywała mnie śmierdzącym leniem i cały czas pytała mnie, czemu nie mam oceny celującej z matematyki. Pragnę zaznaczyć, że nie jestem jakimś orłem matematycznym, ale według mojej mamy najwyraźniej byłam. Kiedy mój tata próbował stanąć w mojej obronie – też oberwał. Mówiła, że nie dostanę się do mojej wymarzonej szkoły i że powinnam się bardziej starać.

To tylko przykład, ale tego było o wiele więcej. Dostałam się do wymarzonej szkoły, ale stosunki między nami już nigdy nie były takie same. Tego dnia tą kłótnią zniszczyła nasze relacje. Więc nawołuję do wszystkich rodziców, żeby nie wywierali takiej presji na swoich dzieciach, ponieważ mogą zniszczyć tę nić zaufania i czasami już tego nie da się odbudować.

#0sOau

Pewnego razu, gdy byłam jeszcze małym brzdącem, moja babcia powiedziała mi, że każdy ma swojego niewidzialnego anioła stróża, który człowieka pilnuje i zawsze towarzyszy mu w każdej sytuacji.

Jako że byłam jeszcze młoda i głupiutka, przestraszyłam się, że ten anioł chodzi za mną i mnie prześladuje, do tego stopnia, że przez jakiś czas bałam się załatwiać i kąpać, bo bałam się, że mnie zobaczy.

#USIdf

Mój ojciec chlał... Niestety, czasem tego nie robił i był wtedy naprawdę świetnym człowiekiem. W wieku 16 lat, po kolejnej awanturze o nieistotną pierdołę (wyższość abonamentu nad telefonami na kartę, serio) stwierdziłam, że nie potrafię dłużej tak żyć – nie dam rady dłużej go kochać i nienawidzić jednocześnie, bo mnie to przerasta.


Któregoś wieczoru podjęłam decyzję, że to właśnie dzisiaj się zabiję. Pamiętam, że najpierw posprzątałam swój pokój, uporządkowałam rzeczy. Potem stwierdziłam, że nie będę robiła kłopotu i od razu się wykąpię, żeby nie musieli tego robić po mojej śmierci. Usiadłam do biurka, napisałam pożegnalny list. W pokoju obok mojego (przerobionym na prasowalnie) stała szafka z lekami. Różne antybiotyki, które zostawały z kolejnych leczeń trójki dzieci. Postanowiłam, że wezmę wszystkie i pójdę spać, nigdy więcej się nie budząc. Przy okazji miałam zrobić to cicho, higienicznie i nikomu nie robiąc problemu. Gdy poszłam po leki, okazało się, że dzień wcześniej mama zrobiła z nimi porządek i wszystko wyrzuciła. 


To był jedyny raz, kiedy doszłam do granicy mojej wytrzymałości. Przehibernowałam jeszcze 3 długie jak cholera lata i wyjechałam na studia, jak najdalej od domu. Odcięłam się i teraz jestem szczęśliwa. Nigdy nikomu o tym nie powiedziałam.

#BUXvg

Kiedyś pracowałam jak kelnerka. Czasem był tak duży ruch, a byłam sama na zmianie, że nie miałam czasu zjeść ani skorzystać z toalety, a trzeba było posprzątać stoliki, pozmywać naczynia. Prosiłam szefową, żeby zadzwoniła po kogoś do pomocy, bo klienci się niecierpliwią i powoli kończą się naczynia.

Kiedy zbierałam naczynia, często coś zostawało z obiadów, trochę zup, jakieś ziemniaki, sałatki, mleko w dzbanuszku, gdy ktoś chciał białą kawę.

Pewnego dnia byłam tak głodna, że tylko spojrzałam, czy szefowej nie ma w okienku i zanim pozmywałam... wypiłam resztkę zupy i dojadłam po kimś ziemniaki z talerza... Byłam tak głodna, nie jadłam pół dnia.
Mam nadzieję, że nie było żadnych zarazków po kliencie.

#n3Rps

Wolę partnera mojej matki, który jest 10 lat starszy ode mnie, niż mojego własnego ojca. Czuję się z tym źle, jakby to była jakaś zdrada. Ale ziomek jest wyluzowany, mamy o czym pogadać, jak gry, seriale. A mój ojciec zero zainteresowań (a przynajmniej o żadnych nie mówi). Podjęcie jakiejkolwiek rozmowy z nim to wyzwanie, lepiej siedzieć i gapić się w telewizor czy gadać o dupie Maryni lub pogodzie, co jest zwyczajnie męczące i wizyty u niego są torturą. Ziomek jest też o wiele bardziej swobodny, jeśli chodzi o pieniądze. Zarabia trochę więcej od mojego ojca, fakt, ale nawet jak miał gorszy okres, nie rozliczał wszystkich z każdej złotówki. Mój ojciec natomiast ma problem podjechać na stację odebrać swoje dziecko, bo transport publiczny u nas nie istnieje. Paliwo drogie, nigdzie wyjść nie można, bo to pieniądze. Ale on nie żyje w biedzie, ma piękny dom, ostatnio remont był i nowe meble, na koncerty i wakacje jeździ. Nie jest to coś tragicznego, ale trochę czuję się źle, że tak łatwo przyszło mi zaakceptować ojczyma, mimo że jest tak młody.

#Lr5Ci

Pracuję w niewielkim sklepie u mnie w okolicy. Codziennie o tej samej porze przychodzi do nas pewien starszy pan. Od zawsze miałam go za dziwaka (bo krąży po całym miasteczku i zaczepia przypadkowe osoby, żeby na siłę opowiadać im niestworzone historie). Strasznie męczy nas w sklepie, np. pyta się, czy kupił ciastka, trzymając je w ręku, ciężko go też wygonić, strasznie dużo opowiada tych swoich historyjek. A najwięcej o żonie. Bo te zakupy zawsze robi dla swojej żony. Zawsze przychodzi około południa i kupuje pierniczki, papierosy (takie różowe, kobiece) i mówi, że to dla żony, nie dla niego, bo on oczywiście nie pali. Później po zapłaceniu zawsze mówi, żeby mu jeszcze jednak dać ciasteczka na wagę, dosłownie kilka, bo on zje je po drodze, zanim wróci, bo żona go odchudza i sama zje pierniczki, a jemu nie wolno. No i jeszcze zagada do kogoś, jeśli jest sposobność i wychodzi dalej zaczepić ludzi.

Dzisiaj się dowiedziałam od babci, że jego żona zmarła 20 lat temu. Ciężko będzie mi go jutro zobaczyć i podać mu te papierosy i ciasteczka, słuchając o jego żonie.
Dodaj anonimowe wyznanie