#3E9kD

W pracy mamy pomieszczenie, typową kanciapę, gdzie pijemy kawę, obijamy się i trzymamy swoje rzeczy typu telefony itp.

Rozmawiałem dziś przez telefon na przerwie, w kanciapie byłem sam i czymś musiałem zająć swoje ręce, więc złapałem telefon koleżanki i zacząłem się nim bawić, podważałem lekko paznokciem szybkę chroniącą ekran. No i pech chciał, że pękła na samym środku... Szybko odłożyłem telefon na miejsce i wyszedłem z kanciapy.
Na kolejną przerwę szedłem już z koleżanką. Weszliśmy zrobić kawę, ja głowa w telefon i przeglądam neta, gdy słyszę: „Kurczę, mam ten telefon trzy tygodnie i już zbiłam szybkę...”.

Nigdy się nie przyznam.

#yqAUY

Umówiłam się ze znajomymi na grilla. Dzień był dosyć słoneczny, jednakże co jakiś czas padało, stwierdziłam więc, że będzie mi niewygodnie w japonkach/sandałach. Ubrałam tenisówki z pracy, jedyne całe buty, które mogłam wykorzystać.

Wyszliśmy na dwór i znów zaczęło padać, zmieniliśmy wiec plany i poszliśmy do domu kolegi. Siedzimy sobie kulturalnie, ale coś strasznie wali. Modlę się w duchu, żeby to tylko nie były moje stopy, ponieważ buty z pracy były „lekko” przepocone. Smród coraz większy, w końcu ryzykuję i idę do łazienki. Tak... to były moje nogi. Szybko myślę, jakie mam możliwości i ostatecznie podejmuję decyzję: umyję nogi w umywalce. Łazienka kolegi niestety jest bardzo, bardzo, bardzo mała, więc musiałam się nagimnastykować. Jedna stopa już pachnąca i czyściutka, cud miód i orzeszki, no to czas na drugą i nagle... Bum! Wywaliłam się i rozwaliłam drzwi od łazienki.

Cała ekipa przerażona przybiegła... Eh, ciężko było się wytłumaczyć ;)

#Uu4FZ

Mam dość mojej teściowej. Bawię się z dzieckiem w bieganie/skakanie/czytanie książek/puzzle itd., to foch, bo dziecko się nią nie interesuje, a sama do zabawy nie dołączy. Najbardziej satysfakcjonujące dla niej byłyby zabawy sam na sam z dzieckiem, ale jednocześnie robi wtedy rzeczy, na które nie wyrażam zgody (i to nie jest moje widzimisię, tylko zakaz od fizjoterapeuty, logopedy czy psychologa — mówi krzywdzące słowa, np. zamiast „pobrudziłeś się” mówi „jesteś brzydki”, albo „jesteś ładny, bo nasikałeś” itp.).

Nie zabraniam jej widywania się, widuje, ile chce (mieszkamy obok), ale jak na weekend sobie coś zaplanujemy, to foch, bo ona chciała, żeby ja zawieźć do siostry/kuzynki/wujka i siedzieć z nami u nich. Czy życie z teściową jest zawsze takie męczące?

#NzBXk

Będąc na studiach, któregoś ciepłego i słonecznego piątkowego popołudnia wracałem na weekend do domu pociągiem. Takim składem bez przedziałów z przejściem pośrodku i z siedzeniami, z których kilka zwróconych było przodem ku sobie. Takie właśnie siedzenia po drugiej stronie przejścia zajęło czterech panów, najprawdopodobniej murarzy wracających z pracy. Między sobą na podłodze postawili torbę wypełnioną tanimi winami. Tych win było chyba z dziesięć albo dwanaście butelek. Znudzony obserwowałem ich kątem oka. Jeden z nich z tej samej torby wyjął jeden, podkreślam JEDEN! taki plastikowy biały kubek, następnie sięgnął po butelkę, zdarł folię z szyjki i zębami wyjął taki plastikowy wciskany korek, jakie kiedyś były w butelkach z octem. Napełnił kubek i podał koledze. Kiedy ten wypił, gość odebrał od niego kubek, ponownie napełnił i podał kolejnemu. Kolejka powtarzała się przy kolejnych butelkach. Przypominało to jakąś pierwotną ceremonię: folia, korek zębami, kubek i przepijanie do kolejnego. Panowie przy tym rozmawiali półgłosem. Już przysypiałem, gdy nagle rozmowę ucięło jak nożem. Na twarzach wszystkich czterech panów pojawiła się konserwacja, zawód, wręcz łezki w oczach. OSTATNIE wino okazało się mieć inny korek. Nie taki plastikowy, tylko korkowy, wciśnięty w szyjkę butelki. Nie dało się tego wyjąć zębami! Zareagowałem szybko. Wyjąłem scyzoryk z korkociągiem i podałem panom przez przejście. Podziękowali, otworzyli butelkę i napełnili kubek. Potem popatrzyli po sobie i po niemej zgodzie całej czwórki, nalewający powiedział: „Masz” i podał mi pełny kubek. 
Wiem, że nie należy pić z przygodnymi osobami w pociągu i nie było to zbyt higieniczne, ale po prostu nie mogłem odmówić :)

#uRmng

Syfiarstwo mojej żony doprowadziło do tego, iż jesteśmy w trakcie rozwodu, ale z racji wspólnego dziecka zostawiłem jej dom, a sam poszedłem na mieszkanie.
Wczoraj wszedłem tam pierwszy raz od wyprowadzki, pod jej nieobecność, bo córa zapomniała swojego misia, a przy okazji chciałem skontrolować dom. Po prostu zwaliło mnie z nóg. W tym domu aż śmierdzi od brudu i potykam się o rzeczy na podłodze, stół tak zawalony śmieciami i brudnymi naczyniami, że aż zapytałem się córki, gdzie i co i z czego wy jecie. Zrobiłem jej przez telefon awanturę i zagroziłem, że nie oddam jej dziecka, jak nie zobaczę porządku, a jak uważa inaczej, to skończy się opieką społeczną i sądem, żeby zobaczyli, w jakich warunkach żyje moje dziecko. Trawa na ogrodzie ma z metr i nawet pies tam przestał wchodzić i załatwia się na kostkę. Śmierdzi na całym podwórku i wszędzie walają się psie kupy i moje dziecko nawet nie ma jak się swobodnie pobawić. Kuchnia letnia to już graciarnia. Wszystko wrzucone na kupę, nie ma gdzie nogi wsadzić. Dobrze, że dookoła jest wysoki betonowy płot i ludzie tego nie widzą. Jestem tak zły, że jest to nie do opisania. Jak można być taką syfiarą? Jak można doprowadzić dom do takiego stanu?

#sWetb

Mam 150 cm wzrostu. Ojciec mojego byłego chłopaka oznajmił mu, że ma się ze mną niezwłocznie rozstać, bo przecież „taki karzeł nie będzie nawet w stanie urodzić ci dziecka”.
Genetycznie jest ze mną wszystko w porządku, wzrost raczej spowodowany jest tym, że mam niskich rodziców. Nic nie zmieni już faktu, że zdanie, które usłyszałam już kilka lat temu, nadal sieje spustoszenie w mojej głowie, każąc mi się zastanawiać, czy jestem coś warta.

#mUxUV

W trakcie studiów miałem semestr lektoratów z fizjologii człowieka, prowadzonych przez rubasznego doktora po pięćdziesiątce, znanego z ciętego humoru, zabawnych powiedzonek i tego, jak majestatycznie jego sylwetka o kształcie kuli sunęła po sali, gdy przechadzał się, omawiając temat.

W trakcie jednej z takich wędrówek, w trakcie wykładu na temat układu rozrodczego, zatrzymał się niedaleko mnie, wycelował palcem w sufit i spytał: „Jaką metodą badamy zdrowie prostaty?”. Nie byliśmy kierunkiem ściśle medycznym, w dodatku odpowiedź wydawała się zbyt oczywista, by była poprawna, więc na sali zapadła nerwowa cisza. Jako że coś tam obijało się w mojej pustej czaszce, postanowiłem zaryzykować. „Organoleptyczną...?”

Do końca semestru byłem tym, który prostaty pacjentów chciałby wąchać, osłuchiwać i smakować.

PS Poprawną odpowiedzią jest „palpacyjnie”.

#HSp28

Mój ojciec robi swojego rodzaju karierę na YouTube. Wrzuca filmiki ze swoich eskapad z wykrywaczem metali i pokazuje znalezione cuda. Po prostu idzie z kamerką na głowie, nagrywa, jak namierza sygnał, jak kopie i jak w końcu wykopuje coś cennego. Jest w tym dużo perełek i unikalnych przedmiotów z różnych epok. Spora oglądalność, nawet z tego tytułu wpada mu do kieszeni parę groszy. Posiada grono fanów, którzy są zafascynowani jego znaleziskami, traktują go jak autorytet, często proszą o porady, o przesłanie mapek.

Idę o zakład, że wręczyliby mu nawet Oscara za idealne granie roli podjaranego poszukiwacza skarbów. Tak naprawdę kupuje, dostaje, ewentualnie znajduje (najczęściej na budowach, gdy przypadkiem koparka coś wykopie) te rzeczy, zakopuje je, a potem nagrywa filmik :)

#aUcAx

Jestem psychicznym wrakiem człowieka, bo mamy w domu pluskwy. Masakra... Ciężki temat, przez jakiś czas próbowaliśmy walczyć z tym sami, ale bez skutku. Zdecydowaliśmy się na firmę i zamawiamy w poniedziałek.
Ciągle martwię się, że to cholerstwo dostanie się do przyjaciół i rodziny i wszyscy nas znienawidzą. Wykańczam się psychicznie, nie jem, nie śpię po nocach. Jestem kłębkiem nerwów.
Dodaj anonimowe wyznanie